środa, 20 września 2017

Paryskie wspomnienia i financier orzechowo kawowe z palonym masłem


Paryż, to miasto, którego chyba nigdy nie będę miała dość. Byłam tam już wielokrotnie, ale za każdym razem odkrywam w nim coś nowego. I zawsze, kiedy z niego wyjeżdżam, planuję szybki powrót. 

Pierwszy dzień w Paryżu był trochę szalony. Rano po śniadaniu (chyba tylko we Francji zajadam się rano bagietką z masłem i dżemem truskawkowym i piję kawę z miseczki) wyruszyliśmy z małego miasteczka w Szampanii w kierunku Paryża. Autostrada z szybko zmieniającym się za oknem monotonnym krajobrazem, korek na obwodnicy miasta, znalezienie wynajętego mieszkania w starej kamienicy i klucza pod wycieraczką, wypakowanie bagaży i trzeba było już pędzić dalej na dworzec kolejowy. Tgv do Londynu dla mojego męża, a Paryż dla mnie. Pożegnanie na pięknym, starym dworcu i trzy dni osobno, każdy po innej stronie kanału. Niby daleko, ale tylko 3 godziny jazdy pociągiem (baaardzo szybkim pociągiem;-)).

I nagle trzeba się zatrzymać. Przestać pędzić, siąść w kawiarni, zamówić (po francusku ;-)) kieliszek wina i zatrzymać tę chwilę w sobie. Poczuć Paryż, wschłuchać się w rozmowy przy sąsiednim stoliku (nieważne czy coś rozumiemy czy nie, istotne jest słyszeć wokół siebie język francuski) i patrzeć na zmieniający się obraz przed sobą. Jeszcze parę lat temu pewnie pędziłabym po uliczkach, żebu zobaczyć jak najwięcej, teraz wolę siąść i chłonąć otaczający mnie świat. Przyglądać się ludziom, słuchać rozmów, delektować się zamówioną sałatą i przeglądać wcześniej kupioną gazetę. A potem spokojnie ruszyć przed siebie, bez żadnego planu, z otwartą głową na to co spotykam po drodze, ciesząc się z otaczającego mnie miasta.

Trzy dni w pojedynkę minęły błyskawicznie i nadeszły kolejne dni w Paryżu już razem. Zupełnie inne. Z piknikami na trawie, z kolacjami w restauracyjkach z dala od turystycznych szlaków, z porannymi zakupami w piekarniach i czasem na wspólne rozmowy.

W drodze powrotnej też zrobiliśmy sobie piknik. Z krewetkami i bagietką rano kupionymi, normandzkim serem, konfiturą figową i migdałowymi małymi ciasteczkami financier. Lubię te małe słodkości, bo są pyszne, proste do zrobienia, aromatyczne, wilgotne i... można wykorzystać białka jajek (które często zostają mi po innych wypiekach).

Dzisiejsze financier mają w sobie palone masło, które nadaje im niesamowitego orzechowo karmelowego smaku, kawę i prażone orzechy włoskie. Wierzch pokrywa kawowy lukier, ale szczerze mówiąc uważam, że jest on zbędny. Wolę zdecydowanie te ciasteczka w ich nagiej formie. Schowane do puszki, będą dobre i po 3 dniach. 

Klasyczne financier mają kształt dość płaskich sztabek złota, moje przypominają bardziej małe cegiełki ;-) Można je upiec również w formie do muffinów. 
Forma nie jest, aż tak ważna (jeżeli nie macie ortodoksyjnego podejścia do wypieków), najważniejszy jest ich cudowny smak.

Na blogu znajdziecie też inne przepisy na financier 





 Financier orzechowo kawowe z palonym masłem

80 g orzechów włoskich
120 g masła + masło do posmarowania foremek
220 g cukru pudru
90 g mąki pszennej tortowej + mąka do obsypania foremek
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
80 g mielonych migdałów
230 g białek (białka z około 6 dużych jajek)
1 łyżka kawy rozpuszczalnej wymieszanej z 70 ml gorącej wody
1 1/2 łyżeczki mielonej kawy

połówki orzechów włoskich do przybrania wierzchu

lukier
250 g cukru pudru
2 1/2 łyżeczki  kawy rozpuszczalnej
50 ml gorącego mleka
15 g płynnej glukozy (można zastąpić miodem o neutralnym smaku)

Nagrzać piekarnik do 170 stopni C. Na blachę wyłożyć orzechy, wstawić je do piekarnika i prażyć przez 10 minut. Wyjąć i wysypać na deskę do przestudzenia, a następnie posiekać na 1/2 cm kawałki. 

W rondelku rozpuścić masło. Zmniejszyć płomień do minimum i podgrzewać, aż masło nabierze bursztynowego koloru i zacznie pachnieć orzechami i karmelem. Zestawić z kuchenki i odstawić na 5 minut, żeby przypieczony osad opadł na dno. Masło przecedzić przez sitko i odstawić do lekkiego przestudzenia. Masło, które będzie dodawane do ciasta ma być lekko ciepłe. Nie może być gorące, bo zaparzy białka jajek, ani całkowicie wystudzone, bo będzie ciężko połączyć je z ciastem.

W misce wymieszać cukier puder, mąkę, proszek do pieczenia, mielone migdały i sól. W drugiej misce lekko ubić jajka. Nie mają być ubite na pianę, tylko trochę roztrzepane. Białka i rozpuszczoną w wodzie kawę wylać na mieszankę suchych składników i wymieszać szpatułką do połączenia. Dodać masło i ponownie wymieszać. Masa powinna być gładka. Dodać orzechy i mieloną kawę i znowu wymieszać. Masę wstawić do lodówki na 2 godziny.

Nagrzać piekarnik do 200 stopni C.
Wysmarować masłem i obsypać mąką (nadmiar mąki wysypać) foremki do financiers. Można użyć również foremek do muffinek. Wlać ciasto do 3/4 wysokości foremki. Piec 10-25 minut w zależności od wielkości foremek. Stan upieczenia można sprawdzić patyczkiem. Po nakłuciu ciasteczka, patyczek powinien być suchy.

Foremki wyjąć na kratkę i odstawić na 5 minut. Po tym czasie wyjąć financiers z foremek na kratkę i odstawić do całkowitego wystudzenia.

Składniki lukru wymieszać na gładką masę. Jeżeli trzeba (czyli lukier jest za gęsty) dodać jeszcze trochę mleka. Polać ciastka lukrem i przybrać połówką orzecha. 
















Przepis Yotam Ottolenghi z książki "Sweet".

6 komentarzy:

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails