wtorek, 19 stycznia 2010

Lotnisko i orzechowe financiers.



Uwielbiam atmosferę lotniska, te chwile oczekiwania, pewne napięcie związane z podróżą i tym, że za chwilę oderwę się od ziemi.
Lubię na lotnisku obserwować ludzi spieszących do odprawy, żegnających się z bliskimi. U niektórych widać na twarzach napięcie, inni cieszą się jak dzieci, bo to ich pierwsza podróż samolotem. Jeszcze inni lekko zblazowani, bo latają raz w tygodniu i spowszechniało im to.
Uwielbiam stukot kółek walizki po posadzce lotniska. Tę chwilę gdy ciągnę ją zbliżając się do odprawy. Jak wracam zawsze wtedy towarzyszy mi też napięcie. Oczywiście mam nadbagaż. Ledwo udaje mi się wciągnąć walizkę na wagę. A w niej nie mam stosu butów ( co zresztą też byłoby miłe), ale nowe formy do ciast, przyprawy, octy, oliwy, sery...
Lubię być na lotnisku wcześniej, żeby sobie spokojnie siąść, zamówić kawę (na Okęciu chyba najdroższą w Europie),  patrzeć na ludzi i słuchać informacji z głośników, wzywających spóźnionych podróżnych do samolotu. Kiedyś i mi się to zdarzyło, że zapomniałam o odlocie, kupując creme de cassis.



Orzechowe financiers (friands) z gruszką.


6 białek z jajek

185 g rozpuszczonego masła (lekko zrumienionego)
1 szklanka (100 g) mielonych orzechów laskowych
1 1/2 szklanki (240 g) cukru pudru
1/2 szklanki (75 g) mąki pszennej
1 mała gruszka (100 g) obrana i pokrojona w kostkę
1 łyżka masła
1 łyżka cukru
12 sztuk orzechów laskowych uprażonych w piekarniku

Nagrzać piekarnik do 200 stopni. Posmarować masłem 12 foremek do financiers (jeśli nie macie, można użyć foremki do mufinek). W misce wymieszać trzepaczką białka ( nie ubijać na pianę), dodać masło, mielone orzechy, cukier i mąkę. Wszystko wymieszać do połączenia składników. Do foremek nakładać łyżką ciasto, na to trochę gruszek i po jednym przepołowionym orzechu laskowym. Piec 10 - 20 minut (w zależności od rozmiaru foremek) do zrumienienia.

Gruszki: pokrojone w kostkę owoce podsmażyć na 1 łyżce masła. Dodać cukier i smażyć do momentu skarmelizowania.



7 komentarzy:

  1. Brzmi smakowicie :-)
    Ciekawa jestem połączenia gruszek i orzechów laskowych ...to może być coś zupełnie innego.
    A atmosfera lotniska- też b. lubię.Szczególnie te duże porty lotnicze na których jest mnóstwo ludzi.Lubie na nich patrzeć :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. wow, niesamowie te babeczki, i jaka nazwa! Słyszałam wcześniej o "friands" ale nie o "financiers"
    Kawa na lotnisku w Sofii jest chyba równie droga co na Okęciu a lotnisko bardziej obskurne - zwracamy uwagę na te same szczegóły;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. dotąd próbowałam tylko wiśniowych financiers, ale gruszki i orzechy laskowe uwielbiam, więc spróbuję z przyjemnością :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Financiers uwielbiam chyba w kazdej postaci, domyslam sie wiec, ze i gruszkowe musza byc pyszne :)

    I ja bardzo lubie atmosfere lotnisk... Tez lubie byc duuuzo wczesniej, nie lubie sie spieszyc, biec do odprawy na ostatnia chwile. Szczegolnie w Kopenhadze - ostatnio mialam tam prawie trzy godziny czasu i nawet nie wiem, kiedy one minely! Lotniskowe sklepy ze skandynawskim designem ('kuchenne'...) bardzo mi w tym pomogly ;)

    A cena kawy na Okeciu tez mnie lekko zdziwila :/

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Financiers uwielbiam, a Twoje z orzechami i gruszką muszą być wspaniałe.
    Mnie lotniska się nienajlepiej kojarzą, bo boję się latać samolotami. No i ten wieczny nadbagaż...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja niedługo lotniska odwiedzać będę - wprawdzie jako czekający na przylatujących, ale popatrzeć na witających się ludzi to zawsze (no prawie) jest miło ... a takie babeczki mogłabym podjadać czekając na przylot oczekiwanego lotu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cyryllo,
    czyli mnie rozumiesz. Są dwa miejsca, gdzie lubię siedzieć i patrzeć na ludzi - lotniska i kawiarniane ogródki. A financiers warte grzechu.

    Anno Mario,
    nazwa financiers nawiązuje do składników (masła i migdałów)używany do ich wypieku, które w XIX wieku należały do wykwintnych i drogich.
    A lotnisko w Sofii kojarzy mi się z niesamowicie nisko latającymi samolotami nad samym centrum miasta. Jak zobaczyłam pierwszy, to myślałam, że ma jakieś problemy i ...spada.

    Agatku,
    a ja nabrałam wielkiej ochoty na wiśniowe. Muszą być pyszne...

    Beo,
    ja tak kiedyś zapomniałam o czasie na lotnisku w Zurychu. Mieliśmy trzy godziny i gate tuż obok. Potem okazało się, że za nim jest baaardzo długa droga. Biegłam z dziećmi jak mistzyni świata.

    Felluniu,

    skąd ja znam problem nadbagażu. Miło, ze potrafią być wyrozumiali na lotnisku. Ja uwielbiam latanie, a szczególnie moment startu. Taka moja mała słabość.

    Tilianaro,
    jak to miło, jak się wraca i ktoś czeka i wypatruje. Kiedyś tak zawsze czekałam na mojego męża, ale teraz lata tak często, że musiałabym chyba przestać chodzić do pracy.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails