środa, 6 lipca 2022

A diary from last month. Czerwiec.


W porównaniu z poprzednimi miesiącami mój tegoroczny czerwiec może wydawać się nudny, zwyczajny i nie zasługujący na upamiętnienie. Dla mnie był za to wspaniały miesiąc. Z pobytami nad ukochanym morzem, gdzie nasze życie jest proste, a jednocześnie bardzo bogate. Bogate w przeżycia, doznania, przyjemności, chwile, które łączą i zbliżają i zostają w pamięci na bardzo długo.

Uwielbiam podróże i odkrywanie nowych miejsc, więc mogłoby się wydawać, że jeżdżenie w to samo miejsce od lat, stanie się dla mnie nudne. Nad morze rodzice zabrali mnie pierwszy raz jak miałam kilkanaście miesięcy i od tego czasu jeżdżę tam co roku. Nie wyobrażam sobie letnich wakacji gdzieś indziej niż nad "swoim" morzem. To jest moje ukochane miejsce na ziemi. 
Jako dziecko spędzałam tu przynajmniej trzy miesiące każdego roku, jako młoda mama też. Teraz cieszę się z każdego weekendu tutaj i na hasło: może pojedziemy nad morze, jestem spakowana w 5 minut.
I wiecie co, mimo, że przyjeżdżam tu tyle lat, to za każdym razem odkrywam coś nowego i ciągle jestem nienasycona.

Uwielbiam Dzień Dziecka. To dla mnie nie tylko święto wszystkich bobasów małych i dużych, naszych własnych dzieci, ale także nasze - dorosłych. W każdym z nas jest ciągle trochę dziecka, które warto pielęgnować. Przeżycia i doświadczenia często powodują, że tego dziecka jest coraz mniej, ale czy nie warto pielęgnować w sobie tego radosnego spojrzenia na świat, tego zaufania do ludzi, tej ciekawości świata czy radości z małych rzeczy? Czasami nie jest to łatwe, bo życie potrafi dać w kość, ale dbajmy o to nasze dziecko w środku nas.
A ja mam dla Was poniżej kilka moich zdjęć z okresu dzieciństwa, a także mój portret autorstwa Danuty Muszyńskiej - Zamorskiej, który po latach "przeżywa drugą młodość". 

1, 2, 3, 4 miałam szczęśliwe dzieciństwo


Mój portret autorstwa Danuty Muszyńskiej - Zamorskiej - widzicie podobieństwo?

Czerwiec to dla mnie jeden z najpiękniejszych miesięcy. Często pełen ciepła i słońca, z najdłuższymi dniami w roku. Z ukochanymi warzywami i owocami na targu, z peoniami kupowanymi na pęczki, z jedzeniem w ogrodzie i na plaży, z wycieczkami rowerowymi... Korzystamy z każdej wolnej chwili, żeby celebrować czerwcowe dni. A kiedy rzucam hasło dzieciakom: zjemy w weekend śniadanie w ogrodzie?, to wiem jaka będzie odpowiedź :-)

1, 2, 3, 4 celebrujemy wspólne chwile przy stole


1 wszyscy kochamy szparagi // 2, 4 jedno z naszych ulubionych śniadań: francuskie tosty z chałki, szparagi, jajka w koszulkach i sos holenderski // 3 te cienie liści starej jabłoni...

Mieszkamy w dzielnicy pełnej drzew i starych ogrodów. Jedną z przyjemności mieszkania tutaj jest zapach. W zależności od czasu pachnie tutaj bzem, jaśminem, czarnym bzem czy akacjami. W lipcu rozejdzie się po uliczkach słodko miodowy zapach lipy. Czerwiec za to pachniał akacją. 

1, 4 śniadania przy stole pod starą jabłonią // 2, 3 stare akacje w pełnym rozkwicie

Tego dania nigdy nie mamy dość

Mamy swoje rytuały przed piątkowymi wyjazdami nad morze. Kiedy jestem w pracy, mąż robi zakupy warzywne na targu i pakuje samochód. Po powrocie szybko się przebieram w cieplejsze ubrania (tam jest zawsze zimniej) i lecę odebrać zamówiony wcześnie chleb w ulubionej, lokalnej piekarni DEJ. Zawsze kupuję chleb na wyjazd nad morze, bo mimo długich poszukiwań, nie mogę na miejscu znaleźć takiego, który nam odpowiada. Zdarzało mi się objeżdżać okoliczne wsie i miasteczka w poszukiwaniu dobrego chleba, ale wszystkie te poszukiwania były bezskuteczne. 
10 km od naszej wsi mieści się piekarnia "GS Samopomoc Chłopska" czynna od 5 rano do 13.00. Kiedyś można tam było kupić dobry, zwykły chleb. W dużych bochnach z chrupiącą skórką. Do tego pszenne bułeczki, rogale i chałki. Piekarnia cały czas istnieje, ale... pieczywo nie smakuje tak jak kiedyś (czy ja przypadkiem nie piszę jak starsza pani ;-)). Teraz jest gumowate, napompowane, bez smaku i suche już po paru godzinach. Póki nie znajdę dobrego chleba w okolicy, będziemy je wozić. Jeden bochenek zjadamy w ciągu 2-3 dni, a pozostałe kroimy na kromki i mrozimy. W Trójmieście znalazłam już dobre piekarnie, więc w czasie wizyt w "dużym mieście" też zaopatrujemy się na zapas. 

1 a w koszu chałki, bagietki i kwiaty // 2 zakupy przed podróżą // 3 ulubiony chleb pszenno żytni z piekarni DEJ // 4 lubię tę moją dzielnicę

Znam tu chyba każde drzewo

1 uwielbiam mój salon fryzjerski - za fryzurę, z którą wychodzę i za półkę pełną dobrych książek, które można poczytać na miejscu // 2,3 bukiecik kwiatków zebrany przez męża gdzieś na mazurskiej łące w podróży // 4 zdradzę Wam tajemnicę - uwielbiam siedzieć w samochodzie w myjni

1 samochód spakowany, możemy jechać // 2 kolacja w trakcie podróży - lodów na patyku nie jadłam chyba z dziesięć lat // 3 to nie latarnia morska - to płomień w pobliskiej rafinerii gdańskiej - kiedyś był to stały widok, teraz oznacza  awaryjny zrzut gazów

Czerwiec uwielbiam za długie dni i jasne noce. Mimo, że przyjeżdżamy na miejsce późno, to kiedy pokonujemy ostatnie kilometry od celu jadąc przez łąki, na niebie cały czas widać jasną łunę na niebie po zachodzącym słońcu. Czasami, po przyjeździe pędzimy prosto na plażę, żeby zobaczyć jeszcze resztki tego niesamowitego światła. 
Zachody i wschody słońca nad morzem, to dla mnie najpiękniejsze spektakle natury. Codziennie inne, codziennie piękne. Ktoś może powiedzieć, że to jest kiczowate, ale ja nie mogę przestać się zachwycać. Prawie co wieczór pędzimy na plażę, żeby pożegnać się z dniem i powitać noc. Czasami bierzemy ze sobą kolację, a innym razem wino i leżaki, żeby celebrować letnie wieczory.

Wokół już noc, ale ciągle nie chcemy wracać

1, 2, 3, 4 codziennie inny, codziennie zachwycający

1, 2, 3, 4 codzienny spektakl piękna natury

1 "nasze" przejście na plażę // 2 pierwsze śniadanie po przyjeździe zjedliśmy na plaży - za talerz posłużyło freesbee // 3 tutaj najlepiej mi się myśli i planuje // 4 wiatrodzień - ulubiona pogoda mojego męża :-) 

Lubię gotować nad morzem. Mam całkiem dobrze wyposażoną kuchnię, więc jak chcę mogę zrobić makaron, lody, gofry czy upiec ciasto. Po bardziej "wyszukane" składniki albo po zakupy z mniejszą marzą niż zabójcza muszę pojechać "do miasta", ale to też jest przyjemne. Zauważyłam, że im więcej dni spędzamy w naszym domku, tym prościej gotuję i piekę. Ważne jest dla mnie niezależnie czy podaję kilka bardziej pracochłonnych dań czy pieczone ziemniaki z jajkiem sadzonym i fasolką szparagową, żebyśmy jedli na tarasie. Patrząc na drzewa, słuchając ptaków i szumu morza.

1, 2, 3, 4 nad morzem jadamy na tarasie praktycznie przez cały rok

Biało kobaltowo - każdy element nadmorskiej zastawy jest inny, każdy niesie jakieś wspomnienia

Lubię mieć kwiaty w wazonie. Nad morzem wszystkie bukiety przeważnie pochodzą z lokalnej kwiaciarni czyli z pobliskich łąk i pól. W czasie czerwcowych pobytów zbierałam maki. Kiedyś, kiedy nie umiałam obchodzić się z tymi kwiatami, to radość z maków trwała krótko - jeden dzień, a czasami nawet krócej. Teraz stoją w wazonach przez prawie tydzień. 
Jak z nimi postępować, żeby się cieszyć ich delikatną urodą dłużej?
Lepiej ścinać kwiaty nie w pełni rozwinięte. Można również ścinać pąki. Maki się z nich rozwiną. Po przyniesieniu do domu, trzeba na świeżo ściąć końcówki łodyg i wstawić je do wrzątku na 5 minut. Gorąca woda powinna sięgać na wysokość 2-3 cm. Po zaparzeniu końcówek, wstawiamy kwiaty do czystej, letniej wody. Wodę powinno zmieniać się codziennie.

Najpiękniejsza miejscowa "kwiaciarnia"

1 te maki stoją w wazonie już 4 dni // 2, 3 pole rzepaku pełne maków - nigdy nie wchodzę na pole, żeby nie zniszczyć upraw - ścinam tylko te z obrzeża // 4 a te maki stoją w wazonie od tygodnia

1 lokalna "kwiaciarnia" // 2 śniadanie na stole // 3 kolacja na stole // 4 maki wsród rzepaku

1, 2, 3, 4 ulubione samotne drzewo 

Wśród moich zakupów przed podróżą oprócz warzyw i chleba znalazł się jeden z ulubionych białych serów - śmietankowy z Sochocina. Pełna nazwa tej mleczarni brzmi - "Tornado II". Śmieszy mnie ona bardzo i czasami zastanawiam się skąd się wzięła. Produkty z tej mleczarni są pyszne i często je kupuję. Czasami jeździmy przez Sochocin i za każdym razem planujemy zrobić na miejscu zakupy tych produktów, ale zawsze jesteśmy w tej miejscowości bardzo późno. Nad morzem mamy świetną lokalną mleczarnię "Śnieżka", ale do klasycznych drożdżówek z serem, które chciałam upiec na miejscu, ten śmietankowy ser z Sochocina jest najlepszy. 

Drożdżówki z serem, tak jak jagodzianki, to dla mnie klasyka drożdżówek jedzonych nad morzem. Takie domowe z dobrego przepisu i pysznego sera smakują idealnie.

Prognoza pogody. 

Często nie sprawdza się, ale i tak w czasie pobytów nad morzem  jest to najczęściej otwierana przez nas strona na naszych telefonach. Nie sprawdza się, bo mamy tam mikroklimat, jako obszar bardzo wysunięty w głąb morza. Zapowiadają deszcz, a u nas słońce świeci. Rzeczywiście może wtedy padać, ale 3-4 kilometry od nas. Niestety bywają i sytuacje odwrotne. Miało być słońce, a pada od świtu. Ze względu na położenie o silne upały u nas ciężko, ale zdarzają się.

Sprawdzamy pogodę, bo każdy jest nią zainteresowany. Zanim zrobię pranie, sprawdzam czy jest sens, bo jak będzie padać, to i przez tydzień nic nie wyschnie. Przed snem sprawdzam pogodę, bo od tego zależy czy mam ściągać wszystko ze sznurków czy może sobie schnąć przez noc. Jednak najważniejszą informacją w prognozie jest wiatr. Jak jest wiatr, to jest pływanie na kite'cie.

Gdy tylko wiatr zacznie smagać czubki drzew, następuje poruszenie. Zaczyna się pomiar wiatru na plaży (wiatromierz, to niezbędne wyposażenie nad morzem ;-)), omawianie jego kierunku, wyboru kite'ów, miejsca pływania… Cała otoczka i przygotowania są prawie równie ważne jak pływanie;-)

Ja nie pływam na Bałtyku (ale już wpław - tak), więc zostaje mi rola obsługi naziemnej i kontroli lotów ;-)

Lubię tę atmosferę i klimat wspólnych godzin spędzanych na plaży. Jak mam ciepłą czapkę i kurtkę wiatroodporną, to jest jeszcze lepiej, bo jakoś tak się składa, że upał nigdy nad naszym morzem nie łączy się z silnym wiatrem. Przeważnie jak wieje, to jest też i zimno. Kiedy późnym popołudniem wiatr przestaje wiać, a zmęczenie dopada wszystkich, dobrze jest zakończyć dzień czymś smakowitym.

1 ulubiony środek transportu nad morzem // 2 czasami parawan przydaje się // 3 w drogę na plażę // 4 strój plażowy ;-)

1 rzadko nad morzem zdarzają się takie upały jak ten - bez parasola ani rusz // 2 czuję się trochę jak w paryskiej kawiarni // 3 pływanie do zachodu słońca - ktoś jest bardzo szczęśliwy // 4 uwielbiam czytać książki na plaży 

1 no to zaczynamy zabawę // 2 ostrzymy // 3 mała przekąska na koniec pływania // 4 lubię patrzeć jak on skacze

1, 3 jeden kite to zdecydowanie za mało // 2 płynę do ciebie // 4 cała plaża jest nasza

1 dla mnie mogłoby wiać ciut słabiej, dla niego im mocniej tym lepiej :-) // 2 nasz czas // 3 przeważnie pod wieczór wiatr słabnie - tego dnia nie // 4 kumple od lat

Lubię piknikowanie na piasku, jeszcze ciepłe kolacje szybko spakowane do kosza, wspólne spontaniczne spotkania, posiłki składkowe (co kto ma w szafkach czy lodówce) jedzone na plaży. Zdaję sobie sprawę, że sprzyja temu nasza bliskość plaży i bardzo się cieszę, że mamy ją na wyciągnięcie ręki.

W takie ciepłe, długie wieczory dobrze jest siąść wspólnie na plaży, otworzyć butelkę prosecco i zjeść coś dobrego.  Jak ja to lubię, Wspólne rozmowy, popijane czymś chłodnym z kieliszka i przegryzane kawałkiem dojrzałego Gruyère lub Comté. A w tle szum morza i zachodzące słońce. Pełna beztroska i przyjemność.

Przed wyjazdem kupiłam kilka pęczków szparagów, żeby delektować się ich smakiem u schyłku sezonu. Jedliśmy je w bułeczkach z delikatnego, maślanego ciasta brioche z nadzieniem z beszamelu. Po upieczeniu skropiłam je pesto z pietruszki. Najczęściej jedliśmy je jednak jako dodatek do naszych ukochanych śniadań. Szparagi i jajko (pod różnymi postaciami) to jest jednak mistrzowskie połączenie.

1 czasami kolację trzeba jeść w kurtce ;-) // 2 mogłabym jeść tak codziennie: pecorino z truflami, mocno dojrzały Comté i Gruyère, oliwki z Krety, karczochy z Toskanii i oliwa znad jeziora Garda // 3 wspólna uczta na plaży // 4 jeszcze ciepłe - bułeczki brioszkowe z beszamelem, szparagami i pesto pietruszkowym 

1 dzisiaj nadmorska kuchnia serwuje zawijaniec brioszkowy z serem brie, suszonymi pomidorami, czosnkiem i masą pietruszki // 2 przytrzymaj mi włosy, bo szykuję kolację // 3 w trakcie nakrywania "stołu" na plaży // 4 oby takich spotkań było jak najwięcej

1 za nas i ten piękny zachód słońca // 2, 3 czy można sobie wymarzyć piękniejszy widok przy posiłku // 4 za naszą przyjaźń - niech trwa  


Wyobrażam sobie jak pięknie płynąć teraz tym jachtem

1 każdy chce utrwalić ten widok // 2 żadne zdjęcie nie odda tego co widzą oczy // 3, 4 takie widoki nigdy mi się nie znudzą

Od nas do Helu prowadzi ścieżka rowerowa o długości około 60 km. W tę i z powrotem to kawałek drogi, więc dzielimy ją sobie na odcinki.W czasie tego pobyty wybraliśmy się samochodem z rowerami na dachu do Helu, a stamtąd na rowerach do Juraty i z powrotem. Ścieżka wzdłuż półwyspu na tym odcinku prowadzi przez las w pewnym oddaleniu od szosy dla samochodów. Jest urozmaicona, lekko pagórkowata i piękna. Idealna na przejażdżkę i spalenie kalorii przed kolacją ;-). Z miejscowości na półwyspie najbardziej lubię Hel, więc z przyjemnością zawsze tam wracam. Ten kurort położony "na końcu końca" ma swój klimat, który bardzo mi odpowiada. Od dawien dawna mam w planach wyprawę promem z rowerami z Trójmiasta na Hel i z powrotem, ale jeszcze nie udało się jej nam zrealizować. I dobrze, bo to oznacza, że jest jeszcze przed nami :-) 
Helskich knajpek nie znam dobrze, więc na "małe co nieco" wybraliśmy jedną z nich całkiem przypadkowo, kierując się bardziej widokiem niż menu. Poszliśmy do Knajpki Portowej w jak sama nazwa wskazuje w porcie. Wzięliśmy po śledziowej przekąsce i surówce. Było to smaczne, ale... bez rewelacji. Trochę brakowało mi balansu smaku. Warto dodać trochę kwasu (soku z cytryny), żeby słony śledź lepiej smakował, a surówki nie były tak płaskie w smaku.
Za to w planach kolacyjnych mieliśmy znane nam miejsce w Kuźnicy - Przetwórnię, w którym jedliśmy wielokrotnie i zawsze nam smakowało. Praktycznie za każdym razem zamawiamy to samo: jakąś rybę i surówki. I za każdym razem (a tych razów było już kilka) kupujemy na wynos przetwory rybne robione na miejscu. jak tam będziecie - kupcie koniecznie pastę z makreli.

Przetwórnia
ul. gen, Hallera 29, 84-130 Kuźnica
czynne codziennie od 9.00 do 21.00

1 na molo w Juracie - byliśmy tylko my // 2, 3 w helskim porcie // 4 road to... Hel 

1 Knajpka Portowa w Helu i nasze rybne przekąski // 2,3 w helskim porcie // 4 a może spróbujemy nurkowania 

1, 3 ślady dawnych lat // 2 podoba mi się ta wycieczka // 4 w stronę Helu

1 a może któregoś razu przypłyniemy tu promem? // 2 na plaży w Juracie // 3 na liczniku 27, 6 km - możemy pozwolić sobie na dobrą kolację // 4 nad morzem zawsze zbieram płatki dzikich róż i robię z nich konfitury

1, 2 turbot i dorsz z surówkami z Przetwórni w Kuźnicy // 3 morszczyn - w dzieciństwie uwielbiałam się nim bawić na plaży // 4 na ulubionym leżaku

1 zdążyliśmy // 2 za stół posłużyła nam deska do kite'a // 3 obrodziły w tym roku jagody na naszej działce // 4 światło, cienie, kolory...

Kąpiel o takiej porze i w takim świetle jest niezapomnianym przeżyciem

W pełni zachmurzonego nieba nie lubię, ale takie chmurzaste już bardzo

1 wygląda jak rajska wyspa // 2 ten rysunek mielizn wyznacza trasę pływania wpław // 3 lazurowe niebo i oni na wodzie // 4 ten kolor morza... 

Naszą miejscowość od północy otacza morze i las, a od południa łąki. Na tych łąkach poprzecinanych kanałami melioracyjnymi można zbierać kwiaty (chociaż jest ich coraz mniej), oglądać sejmiki bocianów przed odlotem i zachwycać się mgłami. Uwielbiam ten widok, kiedy biała, gęsta, mleczna wstęga spowija okoliczne pola. Kolory zmieniają się w zależności od pory roku, ale zawsze jest tam pięknie i magicznie. Ktoś z Was może pomyśleć, co w tym jest pięknego? Łąk, pól i pastwisk jest w całej Polsce pełno, ale dla mnie to jest cudowne miejsce, więc chcę Wam je dzisiaj pokazać. Nad tymi łąkami długo po zachodzie słońca widać łunę światła i to też mnie zachwyca. 

1, 2, 3, 4 łąki, mgły, chmury, światło u schyłku dnia

1, 2, 3, 4 zapada noc

Czyż to nie jest piękny widok?

1, 4 dziewczyna surfera ;-) // 2 będzie ucieranie płatków róż z cukrem // 3 nie zawsze tak wyraźnie widać mielizny

Dzień Ojca jest dla mnie tak samo ważny jak Dzień Matki. Od wielu lat nie mogę go już świętować z moim tatą, ale mam masę cudownych wspomnień z nim związanych. Byliśmy bardzo podobni. Poczucie humoru, uśmiech, kształt łydek ;-), smykałkę do prac technicznych, zmysł orientacji, kształt policzków, miłość do dobrego jedzenia i podróżowania mam po nim. I wiele jeszcze innych rzeczy. Był cudownym ojcem, prawdziwym przyjacielem, przewodnikiem po świecie, dobym człowiekiem. Mimo, że jestem dorosła, to ciągle mi go brak. Nie zmienię kolei życia, ale cieszę się, że i tak miałam szczęście mieć takiego ojca przez tak wiele lat. I cieszę się, że był tak ważny w życiu mojego męża i, że połączyła ich tak cudowna i bliska więź. I nasze dzieciaki też go trochę miały w swoim życiu.

1 nie wyglądam w tym momencie na szczęśliwą, ale byłam szczęśliwa, że był moim ojcem // 2 nie potrzeba żadnych słów // 3 lu cudownych emocji dostarczyła nam Iga Świątek // 4 bardzo podoba mi się to zdjęcie Igi


Co dobrego i smacznego można znaleźć w moim mieście? 
Włoskich knajpek i pizzerii w Warszawie jest bardzo dużo. Nic dziwnego. To jest prosta kuchnia i chyba wszyscy lubią te smaki. Mimo, że kuchnia nie jest skomplikowana nietrudno znaleźć miejsca ją serwujące, które niewarte są odwiedzin. Ja mam swoje ulubione, ale zawsze cenne są nowe odkrycia. Do restauracji Na ostrzu noża trafiliśmy przypadkowo. W piątek po pracy mieliśmy jechać nad morze, ale okazało się, że tego dnia moja fryzjerka ma jedyny wolny termin. Jedna wizyta już mi przepadła, więc po trzech miesiącach bez nożyczek we włosach, nie chciałam przekładać tej. Prosto po fryzjerze mieliśmy ruszyć w drogę, ale okazało się, że dopadł nas głód. Było późno, więc jedyną możliwością na posiłek w trasie była wizyta na stacji benzynowej. Żadne z nas nie miało na to ochoty, więc postanowiliśmy zjeść coś w okolicy jeszcze w Warszawie. Pojechaliśmy do części Żoliborza zwanej Sadami Żoliborskimi, która pełna jest fajnych knajpek, restauracji czy sklepików. Tam trafiliśmy do wspomnianej wyżej włoskiej restauracji. Wybraliśmy coś na szybko czyli pizzę. i powiem Wam, że tak dobrego ciasta w pizzy dawno nie jadłam. Było wilgotne w środku, chrupiące na zewnątrz i pełne smaku. Do tego dodatki najwyższej jakości. W menu można też znaleźć stromboli, którego jestem wielką miłośniczką, a rzadko kiedy można je znaleźć w polskich restauracjach.
Przy następnej wizycie muszę koniecznie zjeść gnocchi z kozim serem i truflami oblane palonym masłem. Ta restauracja z niezbyt długim, ciekawym menu to fajne miejsce na spotkanie ze znajomymi lub rodzinny obiad. My będziemy tam wracać. 

Tuż obok restauracji mieści się sklep Boucherie de Varsovie. Duża część asortymentu to wysokiej jakości mięso. Oprócz tego znajdziecie tam bogactwo serów, win, wędlin i dodatków. Brzmi to jak typowy sklep z delikatesami z Włoch czy Francji i tak trochę jest. To tego typu sklep. Ja kupiłam tam kilka serów na podróż nad morze i to o nich chcę Wam powiedzieć kilka słów, bo to pokazuje jakiej jakości produkty można tam kupić. Mam duże wymagania do jakości składników które kupuję, bo to one oprócz przepisu stanowią o smaku dań. 
Sery w mojej kuchni są bardzo ważne. Każdy z nas ma swoje ulubione, ale mamy też wspólnych faworytów. Mój mąż lubi Maasdam, a ja lubię sery pachnące szmatą ;-), on lubi Gorgonzolę, a ja kozie, on Brillat-Savarin, a ja Pecorino, on Roquefort, a ja Brunost. Obydwoje kochamy parmezan, Gruyère, SbrinzComté, Camembert...Mogę tak długo pisać.
Dobra bagietka, oliwa, sałata, sery i wino, to dla nas kolacja idealna. 
W sklepie Boucherie kupiłam Gruyère, Comté, Maasdam, Maestros z truflą i stracciatellę. I wszystkie te sery były naprawdę doskonałe. Będę tam wracać na zakupy zapoznając się z pozostałym asortymentem. Mam też kilka innych upatrzonych serów na kolejną kolację z bagietką i winem.

Na ostrzu noża
ul. Przasnyska 5, Warszawa
czynna codziennie od 12.00 do 22.00

Boucherie de Varsovie
Warszawa - Wola: ul. Żelazna 83/85
Warszawa - Żoliborz: ul. Hübnera 2 (wejście od Przasnyskiej)

1, 3 restauracja "Na ostrzu noża" // 2, 4 sklep "Boucherie de Varsovie"


1 wspólny wieczór // 2 nasza, stara jabłoń w tym roku szaleje z ilością jabłek // 3 zapada zmierzch // 4 część mojego spisu miast, na które mam ustawiony podgląd pogody - takie pozostałości po podróżach. Lubię sobie sprawdzić pogodę na przykład w takim Kuohu

Od Niego. Poszedł skosić trawę, wrócił z bukiecikiem

Szybko minął mi ten miesiąc. Planowałam w trakcie pobytów nad morzem opublikować Wam kilka postów z przepisami, ale... internet jest tam tak słaby, że nic z tego nie wyszło. Czasami ciężko było otworzyć stronę z pogodą, a przecież ona jest niezbędna prawie jak kawa o poranku ;-)
Poza sezonem jest całkiem nieźle, ale kiedy zwiększa się liczba turystów, internet znika. 
Po powrocie do domu zmierzyliśmy się z falą upałów. Nad morzem, kiedy mogę się wykąpać w zimnej wodzie, radzę sobie z nimi całkiem dobrze, ale w nagrzanym domu już nie. Jakoś przetrwałam, wiec wraz z falą chłodu wracam do aktywności.


A co nam przyniesie lipiec?

3 komentarze:

  1. Wspaniały czerwiec. A byłaś w piekarni mamy i taty w Wejherowie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Zamiast jechać rowerem z Trójmiasta na Hel i z powrotem, ja proponuję pojechać do Helu pociągiem i wrócić rowerem. Taka trasa jest wystarczająco wymagająca, jeśli na codzień nie jeździcie zbyt wiele kilometrów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz co, coś jest w tym co piszesz o jakości produktów w mniejszych miejscowościach. Kiedyś ogólnie transportowałam z rodzinnego miasta do Warszawy, a teraz odwrotnie, Chleb w moim rodzinnym miasteczku kupowało się w małych piekarniach przedwojennej jeszcze proweniencji - może nie było zbyt wielu gatunków, ale zawsze był pyszny. Pamiętam, że jak pojechałam na studia do Warszawy na początku lat 90-tych, to właśnie dobrego chleba mi brakowało, nawet w małych piekarniach nie sprzedawali takiego jak "w domu"... Teraz... szkoda gadać.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz