piątek, 18 lutego 2022

Weekendowe śniadania. Pieczone jajka ze szpinakiem, pieczarkami, chorizo i kozim serem


Wiecie co, to jest mój tysiąc drugi (1002!) post na blogu. Jak to zobaczyłam, to sama byłam zaskoczona i do tej pory ciężko mi w to uwierzyć. 

Bloga założyłam we wrześniu 2009 roku. Inicjatorem tego pomysłu był mój syn Jantek. Ile on czasu wtedy poświęcił, żeby mnie do tego namówić, a był wtedy 11 letnim chłopcem.

Mieszkaliśmy wtedy w Bukareszcie. To był niesamowity czas. Rano latałam z koszem na targ po drugiej stronie ulicy i do piekarni francuskiej na rogu, lawirując wśród stad bezpańskich psów, których jest zatrzęsienie (zarówno w stolicy jak i w całym kraju). Bałam się na początku tych psów, ale szybko nauczyłam się jak z nimi postępować (czytaj nie przeszkadzać i nie rozdrażniać). Obowiązkowo kupowałam na targu pomidory (chyba jedne z najlepszych w moim życiu), pieczoną paprykę i ser. Odkrywaliśmy ten kraj, jego kulturę, przyrodę, kuchnię i zwyczaje. To była niesamowita i piękna przygoda. Wróciłabym tam znowu i każdego namawiam na podróż do Rumunii.

Od tego czasu minęło sporo lat i wiele rzeczy wydarzyło się w moim życiu. 

Jak patrzę na początki mojego bloga, na zdjęcia, to widzę jak dużo się zmieniło we mnie. Jak rozwinęłam się i jak patrzę inaczej na świat wokół. Jedno co mogę Wam powiedzieć i co się nie zmieniło, to wszystkie opublikowane przepisy cały czas mogę Wam polecić. Zawsze trzymałam się zasady, że nie opublikuję tu przepisów, do których nie mam pełnego przekonania. Czasami wracam do jakiś blogowych staroci i cały czas zachwycam się smakami, moimi kulinarnymi odkryciami, za to na zdjęcia patrzę czasami z zażenowaniem ;-)

Przez te lata napewno rozwinęłam się kulinarnie, odkryłam i pokochałam nieznane mi wcześniej kuchnie (fińską i skandynawskie, bliskowschodnie i azjatyckie),  składniki (tonkę, nduję, pur biber, sobrasadę..), smaki (karmel z morską solą, kiszone cytryny, harissę...)... Byłam na kilku niesamowitych kursach i warsztatach kulinarnych (École Ritz Escoffier w Paryżu, Casa Artusi we Włoszech, Atelier du chocolat Cailler w Szwajcarii, kursie wypieku pannetone w Mediolanie...). Trochę tych doświadczeń było i wniosły one bardzo dużo do mojego gotowania.

Dzięki blogowi poznałam niesamowite osoby. Zarówno słynnych francuskich cukierników jak Pierre'a Hermé, włoskie nonny, które uczyły mnie tajników włoskiej kuchni czy fińskich gwiazdkowych kucharzy, którzy odkrywali przede mną smaki północy. Wiem w czym jestem dobra (w organizacji pikników i przyjęć, w ciastach drożdżowych, weekendowych śniadaniach, daniach w 30 minut i w skomplikowanych wypiekach składających się z setek warstw i składników ;), w śledziach, kuchni francuskiej i skandynawskiej...) i wiem nad czym muszę ciągle pracować (nad soczystym, pieczonym kurczakiem i lepieniem pierogów ;-)).

Przez te lata moja kulinarna biblioteka wzbogaciła się o setki książek, a ja spędziłam dziesiątki, jeżeli nie setki godzin w bibliotekach i księgarniach odkrywając nowe. W fińskiej bibliotece dostałam kartę stałego czytelnika i wyjeżdżając z tego kraju miałam na koncie prawie trzysta pozycji.

Nieźle organizuję wyjazdy (w końcu mam i turystykę skończoną ;-)), stwarzam nastrój, nakrywam stół i pakuję prezenty. Nadal nie umiem śpiewać i jestem bałaganiarą. Jestem dobrym kompanem do zwiedzania, spontanicznych wypraw, niskobudżetowych wyjazdów i szaleństw z odrobiną luksusu. 

Jednak najcenniejsze, co zyskałam dzięki blogowi, to poznanie ludzi, którzy na stałe zaistnieli w moim życiu. Cudownych, radosnych, ciepłych i inspirujących. A połączyła nas miłość do jedzenia i odkrywania nowych smaków.

I tak, chcąc nie chcąc, wyszło mi podsumowanie tego tysiąca spotkań z Wami na blogu. Dziękuję, że jesteście i towarzyszycie mi w tej wędrówce. Dziękuję Wam za tyle cudownych wiadomości, że dobrze Wam tu, że zaczęliście dzięki mnie gotować i odkrywać nowe smaki, że dania z moich przepisów są z Wami w ważnych dla Was chwilach. 

I dziękuję Wam za dopingowanie mnie do napisania książki kucharskiej.

A teraz zapraszam Was do jedzenia. Dzisiaj mam dla Was kolejną propozycję na weekendowe śniadanie. Na danie, które możecie przygotować wcześniej, a rano tylko wbić jajka i całość zapiec.

Na danie pełne smaku, aromatu i przyjemności z jedzenia.



Pieczone jajka ze szpinakiem, pieczarkami, chorizo i kozim serem


4 duże ząbki czosnku
oliwa z oliwek
400 - 450 g mrożonego szpinaku w liściach (rozmrożonego i odciśniętego)
150 g pieczarek
20 g masła
1/2 łyżki listków świeżego tymianku lub 1/2 łyżeczki suszonego
100 g kiełbasy chorizo - obranej ze skórki i pokrojonej w 1/2 cm plasterki
300 ml śmietanki kremówki
150 g sera koziego z pleśnią w roladce pokrojonego w 1/2 cm plastry
4 duże jajka
5-6 pomidorków koktajlowych
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku

posiekana natka lub szczypiorek do posypania wierzchu

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni C. Nasmarować masłem formę do zapiekania o średnicy około 24 cm lub patelnię (nadającą się do włożenia do piekarnika). Danie można przygotować również w indywidualnych porcjach w 4 ramekinach. 

Na patelni rozgrzać 4 łyżki oliwy. Dodać czosnek pokrojony w plasterki i smażyć go do chwili, kiedy zacznie się złocić. Dodać szpinak i smażyć go mieszając, aż prawie cały płyn odparuje. Pod koniec smażenia dodać sól i pieprz do smaku.
Przełożyć do formy do zapiekania. Na patelnię wlać i rozgrzać  2 łyżki oliwy i masło. Dodać pieczarki pokrojone na połówki (małe) lub ćwiartki (duże). Smażyć do chwili, aż się delikatnie zezłocą. Dodać tymianek i sól. Wymieszać i przełożyć na szpinak. 
Na patelni podsmażyć pokrojone w 1/2 cm plastry chorizo (do chwili, aż się lekko zrumieni i wytopi się z niej część tłuszczu). Zdjąć chorizo z patelni, odsączyć ręcznikiem papierowym z nadmiaru tłuszczu i ułożyć na szpinaku i pieczarkach.


Wbić na wierch jajka.


 Zalać całość śmietanką doprawioną pieprzem i około 1/4 łyżeczki soli. 


Na wierzchu ułożyć kawałki sera i pomidorki. 



Wstawić formę do piekarnika i piec całość 20-30 minut. Śmietanka powinna zgęstnieć, białka ściąć się, a żółtka pozostać płynne.

Czas pieczenia uzależniony jest też od temperatury składników. Jeżeli danie przygotowujecie z wyprzedzeniem i całość ma temperaturę pokojową, czas pieczenia będzie dłuższy, a piekąc w ramekinach krótszy. .
 Najlepiej ocenić stan upieczenia patrzać na stan upieczenia żółtek. I pamiętajcie o jeszcze jednej rzeczy. Danie po wyjęciu z piekarnika jest gorące i cały czas trwa  "gotowanie" w nim jajek, więc lepiej wyjąć je chwilę wcześniej niż później.

Podawać od razu. Z dobrym chlebem.






wtorek, 15 lutego 2022

Lemon curd. Szybki i prosty przepis na krem cytrynowy i pomysły na jego wykorzystanie.


Ostatnio udaje mi się kupować doskonałe, soczyste cytryny z cienką, mocno żółtą skórką. I korzystam z nich póki sezon trwa. Cytryny w mojej kuchni muszą być zawsze. Tak jak jajka czy masło. A jak mam wszystkie te składniki, to aż się prosi, żeby zrobić lemon curd. Intensywny, gęsty, słodko, kwaśno, maślany krem. 

Wcześniej robiłam lemon curd na parze. Teraz stosuję szybką i prostą technikę czyli robię krem w garnku bezpośrednio na palniku.

O czym należy pamiętać stosując tę metodę, żeby krem był gładki, gęsty i aksamitny? Najlepiej wybrać rondel o grubym dnie i... zdjąć garnek z palnika szybciej niż później. Trzeba mieszać cały czas masę w trakcie gotowania i koniecznie przecedzić krem bezpośrednio po zrobieniu. Będzie gładki i aksamitny i nie zrobi się gorzki (od skórki) w trakcie przechowywania. W poniższym przepisie postaram się Wam wszystko dokładnie opisać. 

Ilość cytryn podana w przepisie w sztukach jest orientacyjna. Moje były bardzo soczyste. Odmierzcie sok w mililitrach lub szklankami. 

Najprościej można wyjadać ten krem łyżeczką z silnym postanowieniem, że to już ostatnia ;-), ale również można wykorzystać go do innych rzeczy. 

Posmarujcie kromki chałki lub tosty tym kremem. Dodajcie go lodów, bitej śmietany lub kremu do przełożenia ciasta (można go wymieszać z mascarpone). Zróbcie pavlową z dodatkiem lemon curd (przekładając bezy bitą śmietaną lub bitą śmietaną i mascarpone i kremem cytrynowym). Możecie nadziać nim croissanty niepierwszej świeżości (przekroić na pół, posmarować wewnątrz kremem, zwilżyć wodą wierzch rogalika wstawić do piekarnika na kilka chwil).

A może posmarujecie nim gofry albo przełożycie kruche ciasteczka?

Dodajcie ten krem do owsianki albo do naleśników. Truskawki, czarne porzeczki, maliny i jagody cudownie łączą się ze smakiem cytryny. Zwykły biszkopt przełożony lemon curdem, truskawkami i bitą śmietaną będzie smakował wspaniale. 

Możecie go dodać do masy sernikowej. Wymieszać z jogurtem lub dodać do sera.

Upieczcie kruche ciasto i wypełnijcie je tą masą. Powstanie szybka tarta cytrynowa albo mazurek. 

Użyjcie do nadziania drożdżówek, pączków lub ciasta drożdżowego z kruszonką (a jak jeszcze znajdą się w tym cieście owoce lub biały ser, będzie to smakowało rewelacyjnie).

Lemon curd można zamrozić (odmrażajcie przez noc w lodówce)

Inne przepisy z bloga z dodatkiem lemon curd:

Przepis na sernik bezą włoską z dodatkiem lemon curd znajdziecie TUTAJ.

Na ciasto pistacjowe z lemon curd TUTAJ.

Na chałkę i lemon curd robiony na parze TUTAJ.

Na naleśniki Pierre'a Hermé z lemon curd TUTAJ.

Lemon curd przechowujcie przez 7-8 dni w lodówce. Jedzcie na zimno, na ciepło lub w temperaturze pokojowej. Zapiekany również smakuje świetnie. 




Lemon curd

5 dużych jajek
345 g (1 1/2 szklanki) drobnego cukru
320 ml ml (1 1/4 szklanki) soku z cytryny - 3-4 sztuki soczystych cytryn
drobno starta skórka z 2-3 cytryn
szczypta soli
150 g masła pokrojonego w 1 cm kostkę.

Do rondla wbić jajka. Dodać cukier i wymieszać (trzepaczką lub drewnianą łyżką). Początkowo masa będzie gęsta, ale w trakcie mieszania stanie się rzadsza.

Postawić rondel na palniku. Dodać sok, skórkę i sól. Podgrzewać na średniej mocy palnika i cały czas mieszając. Masa początkowo będzie rzadka, a w trakcie podgrzewania stanie się gęsta.

Nie doprowadzać masy do zagotowania.

Gotowa masa powinna być dość gorąca. Zdjąć ją z ognia i dodawać po około 1 łyżce masła cały czas mieszając. Następną porcję dodać, kiedy poprzednia całkowicie połączy się z masą. 
Lemon curd przecedzić przez sito i przełożyć do słoików. Wystudzoną wstawić do lodówki.
Krem (ciepły) można jeść bezpośrednio po przyrządzeniu.




wtorek, 8 lutego 2022

Drożdżowe bułeczki pistacjowe z polewą serkowo pistacjową.



Drożdżowe bułeczki zwinięte jak ślimaki mają teraz swoje 5 minut popularności. Prawie w każdej kawiarni można znaleść bułeczki cynamonowe czy kardamonowe. Bardzo je lubię, ale czasami mam ochotę na coś nowego, bo te wersje korzenne piekę od nastu lat (od pierwszej wizyty w Szwecji), więc już trochę czasu minęło. 
Wymyślam różne wersje (wytrawne i słodkie), zmieniam rodzaje ciasta, żongluję nadzieniami. 

Te wypieki dają masę możliwości i są wdzięczne i łatwe do zrobienia. Oprócz tradycyjnych cynamonowych i kardamonowych, robię z nadzieniem owocowym, marcepanowym, orzechowym, serowym. Uwielbiam te z masą migdałową i surowymi borówkami leśnymi lub żurawinami albo z jagodami i nadzieniem serowym albo z masą z białego maku i bakalii.
Można wymyślać i tworzyć w zależności od dostępności składników lub sezonu.

Co jest ważne w tym wypieku.
Ciasto nie jest bardzo słodkie, za to nadzienie już tak. To ono daje słodyczy bułeczkom. Dodatek masła do nadzienia powoduje powstawanie delikatnych warstw. Można kombinować z nadzieniami, ale trzeba pamiętać, żeby nie było ono zbyt mokre.

A pistacjowe jest PYSZNE. Do tego warstwa serka dosmaczona tymi orzeszkami...
Pieczcie te bułeczki.



Drożdżowe bułeczki pistacjowe z polewą serkowo pistacjową

ciasto

2 łyżeczki suszonych drożdży

125 ml (1/2 szklanki) letniego mleka

50 g drobnego cukru

340 g mąki pszennej (typu 550)

szczypta soli

2 jajka

60 g miękkiego masła (w temperaturze pokojowej)

1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii lub pasty waniliowej


nadzienie

60 g miękkiego masła (w temperaturze pokojowej)

100 g drobnego cukru

100 g niesolonych pistacji (waga bez skorupek - obranych orzechów) - zmiksowanych na proszek


wierzch

115 g serka śmietankowego typu Philadelphia (w temperaturze pokojowej)

15 g (1 łyżka) miękkiego masła (w temperaturze pokojowej)

1 łyżka mleka

175 g cukru pudru

szczypta soli

35 g niesolonych pistacji (waga bez skorupek - obranych orzechów) - zmiksowanych na proszek


Przygotować ciasto.

W miseczce wymieszać drożdże z letnim mlekiem i 1 łyżką cukru. Odstawić na 10 minut. Do dużej miski, w której będzie miksowane ciasto wsypać mąkę, resztę cukru i sól. Wymieszać i dodać rozbełtane jajka, masło, wanilię i zaczyn drożdżowy. Miksować całość 5 minut na wolnych obrotach, a następnie 7 minut na średnich, aż ciasto stanie się gładkie i elastyczne.

Przełożyć ciasto do drugiej, czystej miski (można ją posmarować masłem), przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania na około 1 godzinę. Ciasto powinno podwoić objętość.

Przygotować nadzienie mieszając wszystkie składniki w miseczce.

 Po tym czasie wcisnąć dłoń zwiniętą w pięść w ciasto, żeby je odgazować.

Ciasto rozwałkować na podsypanym mąką blacie na prostokąt grubości 6 mm. 

Rozsmarować na nim nadzienie i zwinąć ciasto w rulon. Nożem lub przy pomocy nitki podzielić na 10 kawałków.

Formę o średnicy 24-26 cm wyłożyć papierem do pieczenia lub wysmarować masłem. Ułożyć w niej rulony ciasta (nacięciem do góry i dołu) zachowując odstępy.

Przykryć ściereczką i odstawić do ponownego wyrastania na 45 minut. 

Rozgrzać piekarnik do temperatury 175 stopni C.

Wstawić bułeczki i piec do zezłocenia wierzchu (około 25-30 minut).

Wyjąć z piekarnika i pozostawić do wystudzenia.

Przygotować polewę serkową miksując wszystkie składniki na gładką masę.

Kiedy bułeczki są delikatnie ciepłe posmarować je masą serkową. Jeść od razu albo wystudzone.





czwartek, 3 lutego 2022

Aksamitny czekoladowy sernik z mascarpone


Wyobraźcie sobie sernik, który jest tak aksamitny i gładki jak krem, ma smak czekolady i chrupiący maślano czekoladowy spód. 
Wyobraźcie sobie sernik, który będziecie chcieli jeść i jeść. 
I wyobraźcie sobie sernik, którym możecie delektować się przynajmniej przez 5 dni (przechowując go w lodówce), co oznacz również, że możecie go upiec znacznie wcześniej przed podaniem. 

Może jest to pomysł na sernik na święta, kiedy przygotowanie dań z wyprzedzeniem jest na wagę złota. 

Tajemnicą niesamowitej konsystencji i smaku sernika jest, oczywiście oprócz składników i ich proporcji, sposób jego pieczenia.

Kąpiel wodna sprawia, że piecze się równomiernie w wilgotnym otoczeniu.
Nie bójcie się tej metody, jeżeli wcześniej jej nie stosowaliście.
Ważne jest, żeby dobrze owinąć tortownicę z wierzchu folią aluminiową (żeby woda nie przedostała się do formy, jeżeli nie jest idealnie szczelna. 
Wodę wygodniej wlać do formy, w której umieszczona jest tortownica, kiedy jest już ona w piekarniku.
I wlewajcie wrzątek, a nie zimną wodę. To też jest istotne.

 Ostrożnie wyjmujcie tortownicę z kąpieli wodnej, żeby nie poparzyć się.

A na koniec znowu wyobraźcie sobie smak i konsystencję tego sernika i zaplanujcie jego pieczenie.


Czekoladowy sernik z mascarpone

spód

340 g ciasteczek Oreo

1/2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej espresso

70 g rozpuszczonego masła

masa serowa

500 g serka śmietankowego typu Philadelphia (w temperaturze pokojowej)

500 g serka mascarpone (w temperaturze pokojowej)

200 g drobnego cukru

20 g gorzkiego kakao (w proszku)

4 jajka -200 g  (w temperaturze pokojowej)

200 ml śmietanki kremówki  (w temperaturze pokojowej)

1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii lub pasty waniliowej


Rozgrzać piekarnik do 175 stopni C.

Wyłożyć papierem do pieczenia tortownicę o średnicy 23 cm. Z wierzchu (boki i spód) owinąć tortownicę folią aluminiową. 

Przygotować spód.

Połamać na kawałki ciasteczka i zmiksować je na drobne okruszki. Dodać kawę w proszku i wymieszać. Dodać rozpuszczone masło i wymieszać. Przesypać okruszki do tortownicy i docisnąć, żeby utworzyć spód.

Wstawić do piekarnika i piec przez 12 minut.

Wyjąć tortownicę z piekarnika i wstawić do większej formy. Takiej do której będzie można wlać wodę, która będzie sięgała do połowy wysokości tortownicy. 

Przygotować masę serową. 

Zagotować wodę w czajniku.

Do miski miksera włożyć serek śmietankowy, mascarpone i cukier. Zmiksować na wolnych obrotach (żeby nie napowietrzyć masy) do połączenia składników. Dodać kakao, wanilię i lekko roztrzepane jajka. Miksować do połączenia. Na koniec dodać śmietankę i ponownie zmiksować. 

Przelać masę serową na spód ciasta i wstawić do piekarnika. Do większej blachy wlać gorącą wodę, żeby sięgała do połowy wysokości tortownicy. 

Piec przez 1 godzinę. Po tym czasie sernik wokół rantów powinien być ścięty, a środek galaretowaty.

Wyłączyć piekarnik i pozostawić sernik jeszcze na 1 godzinę.

Po tym czasie wyjąć tortownicę z blachy z wodą i pozostawić do całkowitego wystudzenia. 

Wstawić sernik na noc do lodówki.

Sernik można przechowywać przez kilka dni w lodówce.

Wierzch można posypać gorzkim kakao przed podaniem.




wtorek, 1 lutego 2022

Rolada bezowa z pieczonymi jabłkami i palonym miodem

 

Od pewnego czasu na nowo odkrywam ciasta w formie rolad. Pamiętam z czasów mojego dzieciństwa rolady w cukierniach. Biszkoptowe, z paskudnym tłustym kremem i kwadratem jaskrawo czerwonej galaretki w środku. Chyba nigdy takiej nie jadłam, ale niechęć do nich czuję do tej pory ;-). 

Za to forma rolady dla ciasta bardzo mi odpowiada. Ładnie wygląda, łatwo ją przechowywać i jest prosta w wykonaniu.Trzeba pamiętać tylko o dwóch rzeczach. Kiedy robicie roladę z ciasta biszkoptowego, to trzeba ciasto po wyjęciu z piekarnika zawinąć wraz z papierem do pieczenia w rulon , potem w ściereczkę i dać mu się wystudzić. Jeżeli robicie bezową roladę, to wystarczy przykryć ją ściereczką po upieczeniu i wystudzeniu. Beza w trakcie zwijania zawsze trochę popęka, więc to będzie zawsze ciasto o lekko rustykalnym wyglądzie.

Dzisiejszy przepis, który mam dla Was jest na roladę bezową z pieczonymi jabłkami z dodatkiem palonego miodu. Palone masło uwielbiam, teraz czas na palony miód.

Popatrzcie na składniki nadzienia jabłkowego. 

Polubicie tę roladę.



Rolada bezowa z pieczonymi jabłkami i palonym miodem


nadzienie jabłkowe

150 g płynnego miodu

1 laska wanilii

5 liści laurowych

1 laska cynamonu

1/2 łyżeczki mielonego cynamonu

1/2 łyżeczki soli morskiej

łyżki (60 ml) soku z pomarańczy

1200 g jabłek (o miąższu nie rozpadającym się w trakcie pieczenia) 

1 łyżka (15 ml) oliwy z oliwek


rolada

250 g białek (z około 6-8 dużych jajek)

250 g drobnego cukru

100 g brązowego cukru

2 łyżeczki octu z białego wina albo ryżowego

2 łyżeczki skrobi kukurydzianej


krem

250 g serka mascarpone (wyjętego prosto z lodówki)

160 g śmietanki kremówki 36% (wyjętej prosto z lodówki)

20 g cukru pudru

1 łyżka drobno startej skórki z pomarańczy + 1 łyżeczka do dekoracji wierzchu


Jabłka obrać, wykroić gniazda nasienne i podzielić każde jabłko na 8 czci.

Przygotować nadzienie.

Nagrzać piekarnik do 220 stopni C. 

Do rondelka lub garnka (najlepiej z białym dnem) włożyć miód, laskę wanilii przekrojoną wzdłuż na pół, liście laurowe,, laskę cynamonu i zmielony cynamon oraz sól. Podgrzewać na średnich ogniu mieszając, aż miód zbrązowieje. Powinien być ciemno bursztynowy. Dodać sok z pomarańczy. Wymieszać i zdjąć z ognia.  

Do naczynia do zapiekania (o orientacyjnych wymiarach 25x30 cm) przelać 65 g syropu miodowego wraz liśćmi laurowymi i laską cynamonu. Dodać jabłka, wymieszać i wstawić do piekarnika na 20 minut. Po 10 minutach raz zamieszać - delikatnie, żeby jabłka nie rozpadły się. 

Wyjąć formę z jabłkami z piekarnika i odstawić do całkowitego wystudzenia. Jabłka można przygotować dzień wcześniej. Wtedy wyjąć laskę cynamonu.

Wyłożyć papierem do pieczenia dużą blachę o wymiarach 30x40 cm (z wyposażenia piekarnika).

Wymieszać w miseczce dwa rodzaje cukru.

W misce miksera na średnich obrotach miksować białka przez 1-2 minuty. Zwiększyć obroty na wysokie i cały czas miksując dodawać po 1 łyżce mieszanki cukrów. Masa powinna być sztywna i błyszcząca.

Zmniejszyć obroty na niskie i dodać ocet i skrobię kukurydzianą. Kiedy połączą się, wyłożyć masę na blachę. Uformować z masy prostokąt o wymiarach 25x35 cm czyli trochę mniejszy niż rozmiar blachy. Wyrównać powierzchnię. Wstawić blachę na środkowy poziom piekarnika i obniżyć temperaturę do 180 stopni C. Piec około 30 minut. Powierzchnia powinna lekko zbrązowieć. 

Wyłączyć piekarnik, otworzyć szeroko drzwiczki i pozostawić do całkowitego wystudzenia na blasze. W tym czasie beza opadnie. 

Można bezę upiec dzień wcześniej. Wtedy warto ją na noc przykryć ściereczką.

Przygotować krem.

Włożyć do miski miksera ser mascarpone, śmietankę kremówkę i cukier puder. Zmiksować na sztywny krem. Pod koniec miksowania dodać skórkę startą z pomarańczy. 

Na bezę nałożyć ściereczkę kuchenną i obrócić bezę, żeby papier do pieczenia był na wierchu. Zdjąć go delikatnie. 

Na bezę wyłożyć 3/4 kremu. Rozsmarować go równomiernie. Na krem nałożyć jabłka (bez liści laurowych, laski cynamonu i wanilii)  i delikatnie całość zwinąć jak roladę. Przełożyć na półmisek. Na wierzchu rozsmarować resztę kremu. Udekorować laską wanilii, cynamonu, liśćmi laurowymi i skórką startą z pomarańczy.

Całość polać resztą syropu miodowego.

Przechowywać w lodówce.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails