niedziela, 30 stycznia 2022

A diary from last month. Styczeń

y

Nowy rok. Nowy miesiąc. Zaczął się z szampanem, hukiem i błyskiem na plaży (w końcu to był sylwester), a potem było jak u Hitchcocka ("film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma stale rosnąć") tylko bez strachu ;-)

Nowy Rok przyniósł lepszą pogodę. Przestało padać i wiać. Kawa na plaży pomogła nam się obudzić po tej krótkiej nocy. Potem zjedliśmy rewelacyjne bliny przygotowane przez Irenę i poszliśmy na spacer w stronę ujścia Piaśnicy do morza. W użycie poszedł dron (wszystkie zdjęcia z drona, które zobaczycie w tym poście, zrobiła Irena). I jak nie robię żadnych postanowień noworocznych, to wtedy pomyślałam, że w tym roku chciałabym zrobić uprawnienia na drona, bo zdjęcia jakie można zrobić przy jego użyciu są niesamowite.

Minął Nowy Rok i mieliśmy jeszcze 10 dni pobytu nad morzem. Cieszyłam się bardzo na ten spokojny, leniwy czas. Na życie w innym rytmie, na prosty rozkład dnia, na czas na czytanie i oglądanie filmów w łóżku, na wspólne gotowanie i utrzymywanie ognia w piecu (w końcu zimowe dni w letnim domku mają swoje prawa i obowiązki). Nad morzem poza sezonem żyje się trochę jak w nierealnej bańce - w innej rzeczywistości. Nie ma ludzi, ciemność zapada szybko i wyznacza rytm dnia. Wiadomości ze świata przestają mieć znaczenie.

Prawie codziennie padało, więc byliśmy bardziej leniwi niż aktywni ;-), ale kiedy niebo lekko rozjaśniło się, pojechaliśmy na wycieczkę po okolicy. Uwielbiam jeździć po tamtych terenach. Lasy, stare poniemieckie cmentarze ukryte wśród drzew, dwory, pałace i folwarki dawnych mieszkańców, zakupy u rolników, ruiny dawnych domostw i bezkresne pola i łąki. Za te rzeczy, kocham te okolice. Jeździmy znanymi nam drogami i odkrywamy nowe. 

Przy okazji robimy też zakupy u lokalnych producentów. W jednym z gospodarstw kupujemy ziemniaki, w innym jajka i marchew, a w lokalnej mleczarni masło i ser. Mleczarnia ma małe okienko, które sprzedawczyni w wietrzne dni otwiera tylko, żeby przyjąć zamówienie, podać produkty i przyjąć zapłatę. Śmiesznie to wygląda patrząc na to z boku. Na rampie stoi zmarznięty klient, który próbuje ukryć się przed wiatrem i co chwilę wyciąga rękę, kiedy okienko otwiera się. A potem w zależności od stopnia zmarznięcia lub sprawności, skok z rampy z zakupami lub dłuższa droga po schodach.

Na tych terenach można zobaczyć dużo pozostałości poniemieckich majątków. Część jest opuszczona i niszczeje, a inna nabiera nowego blasku i życia. W pałacach, dworach czy folwarkach powstają restauracje, hotele, pensjonaty. Część staje się siedzibami dla nowych mieszkańców i przestaje być dostępna dla odwiedzających. Przez lata wiele z tych miejsc należało do PGR-ów i ulegało zniszczeniu i dewastacji. Przekształcano je w szkoły, mieszkania dla pracowników, biblioteki... Do jednego z takich pałaców, w którym mieściła się biblioteka, jeździłam z rodzicami w czasie wakacji. Stare piece kaflowe miały odbite płyty, ściany pomalowane były olejną farbą w kolorze... który trudno określić i którego chyba nawet Pantone nie ma w swoim wzorniku barw. Jedno o tym kolorze można było powiedzieć -  paskudny. Większość sztukaterii była odbita, po ścianach lała się woda z oberwanych rynien, a dawna sala balowa zamieniona była w spelunę. Wiem do jakiego stanu zniszczenia takie miejsca często były doprowadzane i dlatego bardzo szanuję każdego nowego właściciela, który z zaangażowaniem (i wkładem olbrzymich środków) odnawia te domostwa. Szczególnie, kiedy po renowacji są dostępne dla wszystkich.

Jednym z takich miejsc, które z całkowitej ruiny zmieniły się w piękne miejsce jest pałac w Ciekocinku. Bardzo doceniam, kiedy remont przeprowadzany jest zachowaniem historii miejsca, renowacją często bardzo zniszczonych mebli, posadzek, pieców i z dbałością o detale. Pałac w Ciekocinku to obecnie butikowy hotel o wysokim standardzie, stadnina koni, instytut spa i restauracja. Pokoje w pałacu są eleganckie i luksusowe  a te w powozowni jasne i bezpretensjonalne (w stylu cottage). W pałacu zachwycają mnie szczegóły. Stoliki i posadzka w restauracji, nastrojowe światło tworzące intymne strefy, biblioteka, klamki okien, salon bilardowy, reprinty Jacka Vettriano...i risotto z grzybami.

Dla mnie jest to idealne miejsce to celebrowania wyjątkowych okazji.

Pałac w Ciekocinku

Pałac w Ciekocinku

Pałac w Ciekocinku

Pałac Ciekocinko

Hotel resort & wellness
Ciekocinko 9, 84-210 Choczewo

https://palacciekocinko.pl/


Rzeka Piaśnica  - ujście


Jakiś czas temu Ania Włodarczyk stworzyła e-booka z propozycją 10 spacerów po Gdańsku. Znam trochę Gdańsk (mam męża o korzeniach gdańsko - sopockich), znam i cenię wrażliwość, wyczulenie na detal i fotograficzne oko Ani, więc wiedziałam, że mogę w pełni zaufać jej poleceniom. Jak narazie wybraliśmy się na dwa z proponowanych przez Anię spacerów: na ulicę Wajdeloty i do Dolnego Miasta.

Ulica Wajdeloty jest piękna, odrestaurowana i taka przyjazna zarówno dla mieszkańców i turystów. Sklepy, kawiarnie, cukiernie

Dolne Miasto to moje tegoroczne odkrycie i zachwyt. Trochę kojarzy mi się z warszawską Pragą. Przez wiele lat dzielnica często pogardzana i omijana, ciesząca się nienajlepszą reputacją. Zaniedbana, ale odzyskująca świetność, pełna cudownych detali i pięknej architektury. Na poniższym zdjęciu zobaczycie dwie, prawie bliźniacze kamienice. Odnowioną i popadającą w ruinę. Piękne, pełne detali, zdobień, z wykuszami, balkonami... Do tej starej weszliśmy, żeby obejrzeć piękną posadzkę. Jak weszliśmy, to poniosło mnie w górę po starych schodach. Kiedy byłam prawie na ostatnim poziomie usłyszałam kroki i sapanie psa. Nie czułam się komfortowo. Nie miałam, gdzie umknąć, więc wyszłam nieznanemu naprzeciw. Powiedziałam dzień dobry i, że jestem zachwycona tą kamienicą. Okazało się, że to jeden z ostatnich mieszkańców kamienicy. Znał dobrze historię domu i dzielnicy i chętnie zaczął opowiadać. Historia i przyszłość kamienicy nie wygląda niestety dobrze. Powiem szczerze, że nie rozumiem tego zaniedbania przez miasto takiej perełki architektury. Gdańsku, masz prawdziwy skarb. Rozumiem, że pojawiają się spadkobiercy i sprawy się komplikują, ale pozwalanie na powolne umieranie takiego budynku jest dla mnie niezrozumiałe. Wiem, że renowacja tak zniszczonej kamienicy jest bardzo kosztowna, ale to jest skarb przeszłości, który powinien mieć przyszłość. Obok stoi równie stara kamienica po remoncie. Wszystkie zdobienia zostały skute i wygląda jak przeciętny prostokątny budynek. Na warszawskiej Pradze wygląda podobnie. Zdobienia i balkony w wielu starych kamienicach zostały skute i budynki straciły swoją niepowtarzalność i piękno. Dawną ich świetność widać tylko na starych zdjęciach. 
Dolne miasto jest pełne perełek architektury. Starych budynków mieszkalnych i przemysłowych. Szerokie ulice, bliskość wody (Motławy i opływu Motławy, która ma kształt dawnych murów obronnych), dużo zieleni i sąsiedztwo starego miasta tworzą tę dzielnice niesamowicie atrakcyjną. 
Od strony kulinarnej dzielnica również jest bardzo atrakcyjna. Knajpek, które wybralibyśmy na posiłek, jest bardzo dużo. My zjedliśmy śniadanie w "Łąka Bar" i szczerze Wam polecam to miejsce. Ciekawe menu, własne wypieki i świetny smak. To dobre miejsce na spotkanie ze znajomymi lub przerwę na jedzenie i odpoczynek w czasie zwiedzania dzielnicy.


Łąka Bar
ul. Łąkowa 35/38, 80-769 Gdańsk


1., 2., 3., 4. ulica Jaskółcza w Gdańsku - detale kamienicy. Przypominają mi stare kamienice we Włoszech.

1., 2., 3., 4. Dolne Miasto - Gdańsk

1. fasada budynku przy ulicy Jaskółczej // 2. niezwykły malowany sufit w budynku przy ulicy Ułańskiej 11 // 3. dziedziniec kamienicy z malunkami sufitowymi // 4. klatka schodowa i drzwi do opuszczonego mieszkania przy ulicy Jaskółczej 

1., 4 opływ Motławy // 2. do lotu // 3. to przejście jest tak klimatyczne, że pokazuję je Wam już drugi raz

1., 2., 3., 4. Łąka Bar

1. jak narazie ulubione miejsce na pizzę - "Mąka i Kawa" // 2. śniadanie w "Łąka Bar" // 3., 4. na zewnątrz jest tak zimno, że postanowiliśmy zjeść lody - lodziarnia "Słony karmel" - ulica Wajdeloty

1. Rondo im. Güntera Grassa // 2. uwielbiam zapach sklepów zielarskich // 3. ul. Wajdeloty // 4. te balkony wyglądają jak londyńskie

1. chcesz jakieś ciasto? - lodziarnia "Słony Karmel" // 2. ul. Wajdeloty // 3. ach te balkony // 4. kupimy pyzy na wynos? - "House of Seitan"

1. ciasto Ci upiekłam // 2. po paru dniach deszczu, zobaczyliśmy niebo - radość // 3. Piaśnica znowu podmywa wydmy // 4. kącik na randkę - pałac Ciekocinko

1. z góry wszystko wygląda inaczej // 2. ulubione, samotne drzewo // 3. stary dworek, który czeka na lepszą przyszłość // 4. ciepło, które daje palące się drewno jest niepowtarzalne

1. ten widok nigdy mi się nie znudzi // 2. moje miejsce na ziemi // 3. lubię takie modele jachtów // 4. pałac Ciekocinko

1. dwa worki ziemniaków poprosimy // 2. trochę się przejaśniło, więc widać zachód słońca // 3. sweter idealny // 4. zakupy z okienku lokalnej mleczarni

1., 3. chmury, woda, zimowe światło // 2. w drodze lubimy słuchać książek - ta - "Świat według Mellera" należy do moich ulubionych // 4. sernik baskijski z nowego przepisu 

1. zrób mi zdjęcie na tle tych starych cegieł // 2. resztki zimowego słońca // 3. to miejsce wręcz zaprasza do odpoczynku // 4. podobno to jedne z najpiękniejszych plaż w Polsce  


1., 2., 3., 4. wschody i zachody - codziennie inny spektakl

1., 2., 3., 4. bułeczki pistacjowe ci upiekłam


To był zwykły - niezwykły dzień. Kilka dni wcześniej przeczytałam, że zmarła Danuta Muszyńska - Zamorska, autorka mojego portretu z dzieciństwa, którego kopia znalazła się na tysiącach pocztówek sprzedawanych w kioskach w latach 70 - tych i 80 - tych. Jakiś rok temu opublikowałam ten portret na instagramie i dostałam wtedy dziesiątki wiadomości od moich obserwatorów z historiami tej pocztówki z ich życia. Czytanie tych opowieści było dla mnie piękne i wzruszające i uzmysłowiło mi popularność tego portretu w dawnych czasach. 
Rozmawialiśmy z mężem chwilę o śmierci malarki i wspominaliśmy moment, kiedy znalazłam tę kartkę na półce u mojej teściowej.
Dzień chylił się ku końcowi. Za oknem las spowijała gęsta ciemność, ogień na kominku trzaskał, morze huczało z powodu sztormu, a my szykowaliśmy kolację. W pewnej chwili dostałam wiadomość, że Karolina Korwin - Piotrowska opublikowała na swoim instagramie wiadomość o śmierci malarki i zamieściła także mój portret z dzieciństwa wraz z kilkoma innymi. Za chwilę dostałam drugą taką wiadomość. Trzecią, czwartą, piątą... dziesiątą... dwudziestą... i napisałam wtedy do Karoliny, że na jednym z tych portretów jestem ja. 
Wróciłam do gotowania, a po chwili... mój telefon rozgrzał się do czerwoności.
Dostawałam dziesiątki wiadomości i setki polubień mojego profilu. Karolina opublikowała u siebie kolejne posty związane z tym portretem i niesamowitą wiadomość od Bolesława Chromrego - artysty, malarza, rysownika. O tym, że uczył się na tym portrecie rysować i ta dziewczynka była jego pierwszą miłością. 
Wiadomości dochodziły przez całą noc i następny dzień. I kolejny i kolejny...
Siedzieliśmy z mężem w tej naszej głuszy, a stara historia dostawała nowego życia.
Zainteresowały się nią media i tak powstał wywiad dla Onetu, rozmowa z Małgosią Ohme i reportaż dla DDTVN. Myślę, że ta historia spodobała się wielu osobom, bo wiąże się ze wspomnieniami z dzieciństwa.
W czasie reportażu dla DDTVN, który był kręcony u nas w domu, poznałam Bolesława Chromrego, który przywiózł namalowany przez siebie mój współczesny portret. To było niesamowite spotkanie, które zostanie w mojej pamięci na zawsze. A portret zawisł na ścianie i przypomina wszystkie te niezwykłe, czasami wręcz szalone chwile.
Do zamknięcia koła tej nowej - starej historii brakuje tylko naszego spotkania z Karoliną. Osobą, która rozkręciła tę historię, dała jej życie i napęd. Dzięki Niej, poznaliśmy się z Bolesławem. I wiecie co. To spotkanie jest przed nami. Cieszę się z tego bardzo. Bardzo, bardzo. 

Wywiad z Małgosią Ohme dla ONET.pl - 32 minuta programu

1. pilarz Antek przywiózł nam drewno // 2. od tego posta Karoliny Korwin Piotrowskiej wszystko się zaczęło // 3. cegiełka Bolesława Chromrego // 4. spacer przed snem

1. wywiad z Małgosią Ohme // 2. największą gwiazdą w tym domu jestem ja - pamiętajcie // 3.zaczynam widzieć efekty zapuszczania włosów // 4. w moim salonie fryzjerskim nie ma czasopism, za to są książki - uwielbiam. Często jakąś zaczynam tam czytać, a po wyjściu zamawiam.

Woda w rzece jest brązowa - zabarwiona torfem


Z góry te fale wyglądają niepozornie

1.  zdążyliśmy obejrzeć // 2. jeden z moich ulubionych obrazów Wilhelma Sasnala // 3.  Herschel Grynszpan - warto znać jego historię // 4. architektura muzeum Pollin autorstwa Fina Rainera Mahlämaki - genialna 


Lubię skandynawską kuchnię, architekturę, literaturę, ale też malarstwo. Pierwszy raz z obrazami malarzy z północy spotkałam się w muzeum w Götheborgu. Był
o to dawno, dawno temu, ale pamiętam tę wizytę do tej pory. Malarstwem interesowałam się od dawna, ale na skandynawskim nie znałam się zupełnie. Poszłam do muzeum, bo uważam, że takie miejsca bardzo pomagają w zgłębieniu wiedzy o kraju. Chodziłam po salach muzeum, patrzyłam na obrazy, nazwiska nic mi nie mówiły, a ja myślałam: to jest to. To jest malarstwo, które do mnie trafia. To operowanie światłem, ta prostota, te krajobrazy....
W tym muzeum każde piętro poświęcone było innemu krajowi skandynawskiemu, więc miałam możliwość zobaczenia malarstwa szwedzkiego, duńskiego i norweskiego.
To była pierwsza wizyta w szwedzkim muzeum. Potem zgłębiałam temat, czytałam, uczyłam się, odwiedzałam kolejne muzea i zaczęłam bardziej świadomie podchodzić do tego malarstwa. Zaczęłam mieć ulubionych malarzy, podróżowałam do miejsc, które miały wielki wpływ na powstanie charakterystycznego stylu w tym malarstwie (szkoła Skagen) i przesiadywałam godzinami w skandynawskich bibliotekach przeglądając dziesiątki albumów o malarstwie tych krajów.

Jednym z moich ulubionych malarzy duńskich jest Vilhelm Hammershøi (1864–1916). Jego obrazy są charakterystyczne. Cechują się ograniczoną paletą barw. Szarość,  biel, nienasycona żółć, zieleń i błękit to kolory jego dzieł. Prosta kompozycja, wpadające do wnętrza światło słoneczne, pojedyncze okno lub jego cień na ścianie lub podłodze i samotna postać, często odwrócona tyłem - to cechy stylu tego malarza. Kojarzy mi się z malarstwem Vermeera, którego uwielbiam.

Dowiedziałam się, że właśnie skończyła się jego wystawa w muzeum w Poznaniu. Nie wyobrażacie sobie, jaki smutek mnie ogarnął w jednej chwili, żeby w następnej poczuć olbrzymią radość. Wystawa w Poznaniu skończyła się, ale wkrótce ta sama będzie w Krakowie. Jedziemy całą rodziną. Już nie mogę się doczekać.

Więcej informacji o wystawie znajdziecie na stronie Muzeum Narodowego w Krakowie
Wystawa będzie do obejrzenia od 4 marca do 8 maja 2022 roku.

https://mnk.pl/wystawy/hammershoi

1.Hammershøi - "Siostra Anna" // 2. Hammershøi - "Dom wiejski" // 3. Hammershøi - "Sypialnia" // 4. Hammershøi - "Wnętrze z tyłem kobiety" 

1., 2., 3., 4. zdjęcia z pracy robione do reportażu DDTVN

1., 2., 3., 4. zdjęcia z dzieciństwa. Dawno ich nie oglądałam.

1. mój portret autorstwa Danuty Muszyńskiej Zamorskiej // 2. mój portret autorstwa Bolesława Chromrego // 3., 4. zdjęcia z dzieciństwa z okresu pierwszego portretu

1. kręcimy reportaż // 2. ten mój portret z dzieciństwa narobił ostatnio dużo "zamieszania" ;-) // 3. reportaż w DDTVN // 4. to było niesamowite spotkanie z Bolesławem Chromrym

1. poranna wizyta na giełdzie kwiatowej - odkrywam gerbery na nowo // 2. lubię moją pracę // 3. na  budowie praca wre - nowy blok operacyjny coraz bliżej // 4. dobrze, że zabrałaś te książki kucharskie - ja tę półkę lepiej wykorzystam


Za nas

Mam słabość do szampana Perrier-Jouët Belle Epoque. Może słabość to nie jest dobre określenie, a lepszym jest sentyment. To był mój pierwszy w życiu wypity prawdziwy szampan. Wypity na moje 18 urodziny. Dostałam go od taty w prezencie.  I jak rozumiecie: prezent od taty, dla kochanej córeczki, a tata to był mój wzór, przyjaciel, nauczyciel, największy rozśmieszacz, ale także mój krytyk.  Rozumiecie teraz mój sentyment. 
Pamiętam do dzisiaj pierwszy łyk tego szampana. Był wytrawny, bąbelki mrowiły mnie w ustach, a smak czułam, aż na podniebieniu. Wspomnienia, sentyment...
Mąż oczywiście znał tę historię, bo w czasie naszych pobytów w Szampanii, opowiedziałam mu ją ze 100 razy. Jednak nie chciałam kupować tego szampana, bo był nieprzyzwoicie drogi.
Jakiś czas temu, mąż wyciągnął zza pleców butelkę ze słowami: wiem jak go lubisz. Zaskoczenia i radości nie muszę Wam opisywać.

Chcieliśmy wypić go z dziećmi, żeby one również poczuły ten "legendarny" smak ;-)
I wypiliśmy.
I znowu bąbelki mrowiły mnie w podniebienie. I wspomnienia wróciły, ale również powstały nowe.

Tace od Oliwii Styrylskiej nigdy mi się nie znudzą


10 letni szampan - nie pijamy takich
 często ;-)

1. dni są czasami tak ciemne, że lampy gazowe świecą cały dzień // 2. weekendowe śniadania, które czasami przeciągają się do południa (albo dłużej) // 3. zachód słońca złapał nas na spacerze w Puszczy Kampinowskiej // 4. z tego przepisu na tartę Tatin jestem bardzo zadowolona

1., 4. szampan Perrier-Jouët Belle Epoque - mam do niego słabość i sentyment // 2., 3. Yotam Ottolenghi tworzy genialne przepisy


Zimą islandzki sweter sprawdza się idealnie 


A co przyniesie nam luty?

 



piątek, 28 stycznia 2022

Weekendowe śniadania. Placuszki ziemniaczane z łososiem i jajkiem w koszulce.

Jak ten miesiąc szybko minął. Tyle się działo, ale o tym opowiem Wam wkrótce w podsumowaniu miesiąca czyli w cyklu "A diary from last month". 

Nadszedł ostatni weekend miesiąca i obmyślam, co by tu zrobić na kolejne nasze leniwe śniadanie. Uwielbiam te nasze niespieszne poranki, które czasami zaczynają się bliżej południa ;-) Ale  to też ma swój urok. O tej porze roku można pozwolić sobie na wolniejsze tempo i trochę więcej kalorii w posiłku ;-)

Dzisiaj mam kolejną propozycję na takie śniadanie. Proponuję Wam ziemniaczane placuszki (z gotowanych ziemniaków) z dodatkami. U mnie był to wędzony łosoś i jajka w koszulce. Całość tworzy idealne połączenie, ale możecie wymyślić też coś nowego. Zamiast jajka w koszulce może być sadzone, łososia możecie zastąpić usmażonym na chrupko boczkiem. Pieczony pomidor i serek też będzie idealny. Te placuszki możecie również zaserwować tak jak bliny. Z kwaśną śmietaną i siekaną cebulą (może być również kawior albo posiekany śledź). Jest dużo możliwości.

Te placuszki są tak pyszne i proste do zrobienia, że nawet nie zastanawiajcie się czy je zrobić. 

Dobrego weekendu Wam życzę.




 

Placuszki ziemniaczane z łososiem i jajkiem w koszulce

140 g ziemniaków (waga po obraniu) pokrojonych w 2 cm kawałki

50 g mąki pszennej tortowej

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 jajko

5 łyżek (75 ml) mleka

15 g rozpuszczonego masła

3 dymki drobno posiekane (biała i zielona część)

3 jajka

1 łyżeczka octu

3 - 6 plastrów wędzonego łososia

olej do smażenia

sól

świeżo zmielony pieprz

posiekany szczypiorek


Ugotować ziemniaki do miękkości w osolonej wodzie. Odcedzić, przez chwilę odparować w gorącym garnku. Przełożyć do miski i rozgnieść na gładko. Pozostawić  do wystudzenia. 

Do ziemniaków dodać mąkę, proszek do pieczenia i 1 jajko rozbełtane z mlekiem rozpuszczone masło. Doprawić solą i pieprzem. Wymieszać wszystko do uzyskania gładkiej masy. Na koniec dodać posiekaną dymkę i ponownie wymieszać.

Usmażyć na oleju na złocisto 3 placki. 

Kiedy smażę większą ilość placków, to te wcześniej usmażone trzymam na talerzu w piekarniku nagrzanym do 60-70 stopni przykryte folią aluminiową.

W międzyczasie zagotować wodę z octem i ugotować jajka w koszulkach. Odsączyć je na ręczniku kuchennym.

Na półmisku ułożyć placki, na nich plastry łososia, a na wierzchu jajka. Wierzch posolić i posypać pieprzem i szczypiorkiem.

Podawać od razu. 



wtorek, 25 stycznia 2022

Sezonowo. Konfitury z pomarańczy. Dwa przepisy.


Konfiturę z pomarańczy jadałam chętnie tylko na śniadanie z grzanką w czasie pobytów w Wielkiej Brytanii. Smakowała mi tylko tam. Któregoś razu kupiłam już w Polsce słoik i po spróbowaniu poczułam wielkie rozczarowanie. Miała jakiś dodatkowy, trudny do określenia smak, który bardzo mi przeszkadzał. 
Mogłam żyć bez konfitury pomarańczowej na moim stole.

Pewnego razu w mojej ulubionej, lokalnej piekarni "Montażownia" (teraz nazywa się Dej) przez kilka dni sprzedawano konfiturę pomarańczową robioną na miejscu. Nie wiem, czemu się na nią skusiłam. To był impuls (przecież ja nie przepadam za nią - ale za produktami z tej piekarni już tak). Może kupiłam ją dlatego, że pieniądze z jej sprzedaży szły na zakup przyłbic dla szpitala, a była to pierwsza fala covidu.

Kupiłam, spróbowałam i... zjadłam prawie cały słoik po kryjomu ;-)) To było odkrycie. Smak był rewelacyjny, nietypowy, idealny. Jakiś czas później Anka - właścicielka piekarni podzieliła się przepisem i... na drugi dzień poleciałam na targ kupić torbę czerwonych sycylijskich pomarańczy (bo z takich robi się tę konfiturę). Zrobiłam i oszalałam ze szczęścia, bo znowu mogłam ją jeść (dzieląc się z rodziną, bo mieliśmy jej już dużo ;-)).

Mniej więcej w tym samym czasie natrafiłam na inny przepis na konfiturę pomarańczową, który mnie zaintrygował. Do jej przyrządzenia używa się gotowanych pomarańczy. Lubię ciasta z dodatkiem tych owoców w takiej formie, więc postanowiłam przetestować i tę recepturę. I wiecie co, to są najlepsze konfitury pomarańczowe jakie jadłam. I już lubię grzanki z jej dodatkiem, a tosty francuskie z chałki jeszcze bardziej.

Tych konfitur możecie użyć również jako nadzienia do bułeczek drożdżowych, do posmarowania podpieczonego ciasta tarty lub sernika. Jako warstwę pod nadzienie jabłkowe w szarlotce. Do bezy z kremem z mascarpone, do owsianki...

Jak macie niepierwszej świeżości croissanty to upieczcie migdałowe z TEGO przepisu, smarując konfiturą dolną część, a na nią nałóżcie nadzienie migdałowe. Zaręczam Wam, że będziecie zachwyceni. Przepis jest na blogu ponad 10 lat!,  a ja nadal jestem nim zachwycona.

Pomysłów na wykorzystanie tych specjałów nie zabraknie Wam.

Słoik takich domowych konfitur będzie też dobrym prezentem dla kogoś.   




Konfitura z gotowanych pomarańczy 

1500 g pomarańczy
1 -2 cytryny
2000 g cukru

Pomarańcze i cytryny wyszorować szczoteczką. Pomarańcze włożyć do garnka i zalać 4 litrami wody. Doprowadzić do zagotowania. Zmniejszyć moc palnika. Gotować 1,5 - 2 godziny, aż pomarańcze zmiękną, ale nie popękają. Wyjąć delikatnie pomarańcze łyżką cedzakową na talerz i pozostawić do lekkiego przestudzenia. Płyn z gotowania zostawić w garnku.

Przekroić pomarańcze na pół i wydrążyć łyżką miąższ na sito (durszlak). Lekko go odcisnąć i przełożyć do garnka z wodą z gotowania pomarańczy. Jeżeli w miąższu są pestki, wyjąć je, zawinąć w gazę i dołożyć do płynu z gotowania. W pestkach jest dużo pektyn, które zagęszczą konfiturę.
Skórki pokroić w cienkie paski i dodać do garnka wraz z cukrem i sokiem z cytryn. Doprowadzić do zagotowania i gotować na silnej mocy palnika przez 15-20 minut, aż konfitura zgęstnieje. Wyjąć gazę z pestkami.
Gorącą przełożyć do wyparzonych słoików. 


Przekrojona na pół ugotowana pomarańcza

Miąższ z ugotowanych pomarańczy

Pokrojone skóki pomarańczy


Konfitura z czerwonych pomarańczy z aperolem

1000 g czerwonych pomarańczy

500 ml zimnej wody

500 g cukru

aperol


Pomarańcze umyć i pokroić na ćwiartki, a każdą ćwiartkę na plasterki grubości około 1/2 cm. Przełożyć do miski i zalać wodą. Woda powinna przykrywać owoce. W razie konieczności , dolać więcej wody.

Miskę z pomarańczami wstawić na noc do lodówki

Pomarańcze pokrojone na kawałki

Na drugi dzień przełożyć  pomarańcze wraz z wodą do garnka, dodać cukier i zagotować. Zmniejszyć moc palnika i gotować całość przez parę godzin. Wody jest dużo, więc to trochę trwa. U mnie zajęło to 2-3 godziny. Kiedy ponad połowa wody odparuje , dodać alkohol. Do smaku. Ja dodałam solidny kieliszek. 

Ponownie doprowadzić całość  do zagotowania i gotować, aż konfitura zgęstnieje (pamiętajcie, że konfitura po wystygnięciu zgęstnieje, więc gotowa do przełożenia do słoików powinna być trochę rzadsza). 

                      Gorącą konfiturę przełożyć do wyparzonych słoików.                               




LinkWithin

Related Posts with Thumbnails