piątek, 17 grudnia 2021

Pomysły na prezenty (na ostatnią chwilę). Rzeczy, które znam, mam i lubię.




Został tydzień do Świąt, więc zapewne większość z Was ma już kupione (zamówione) prezenty. Może jednak przyda się Wam mała moja polecajka. Na przyszłość albo jeszcze na teraz, bo rzeczy, które zobaczycie poniżej, dacie radę kupić jeszcze przed Świętami. Część to rzeczy, które mam, a część to taka moja wishlist albo przedmioty, które mi się podobają. 
Nie jest to post sponsorowany. Piszę o tym co lubię, bo lubię się dzielić moimi odkryciami.

Na pierwszym zdjęciu i dwóch kolejnych widzicie tace Oliwii Styrylskiej. Jak kiedyś powiedziała mi Oliwia, moja pierwsza taca od niej, to też jedna z pierwszych jej prac. Nie pamiętam, gdzie odkryłam Oliwię, ale pamiętam, że jej tace, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Mam cztery, ale apetyt na więcej. Każda jest inna. Niepowtarzalna, wyjątkowa i piękna.  Tace wykonane są żywicy epoksydowej, która wypełnia podstawę z mosiądzu lub stali nierdzewnej, ręcznie odlanej, oszlifowanej i pomalowanej. Wzory stworzone z żywicy, barwników i złocistych pyłów są piękne, delikatne i wyjątkowe. Tace mają jeszcze kilka zalet oprócz tej oczywistej - estetycznej. Są "ciepłe", miłe w dotyku, odporne na uszkodzenia, ubrudzenia i zalania (bardzo odporne i wytrzymałe).
Oliwia ukończyła krakowską Akademię Sztuk Pięknych i tworzy oprócz tac, obrazy i stoliki (o takim stoliku marzę).
I jest piękną, delikatną blondynką...



Tace Oliwii Styrylskiej

Tace Oliwii Styrylskiej

Dom Sztuki Ludowej


Dom Sztuki Ludowej to sklep, który mieści się na Rynku Starego Miasta w Warszawie. Powiem Wam od razu, że ta część miasta jest dość rzadko przeze mnie odwiedzana. Bywam tam, kiedy mamy gości z daleka, którym pokazujemy miasto, kiedy najdzie mnie na smaki dzieciństwa (bułkę nadziewaną pieczarkami) lub kiedy planuję zakupy dla gości z zagranicy lub dla siebie, kiedy pragnę dobrego, polskiego rzemiosła. Tak zwane sklepy z pamiątkami omijam szerokim łukiem, ale nie ten. To jest całkowicie inne miejsce. To świątynia polskich, tradycyjnych wyrobów rzemieślniczych z całego kraju. Pięknych, trwałych i niepowtarzalnych. Cudowne polskie rękodzieło. Sklep prowadzony jest przez lata przez rodzinę etnografów, a Magda (etnografka) prowadzi też piękne konto na instagramie, gdzie opowiada (ciekawie) o polskich zwyczajach, obyczajach i tradycjach. Pokazuje przedmioty, które można kupić w sklepie i opowiada o ich twórcach. Sklep internetowy to tylko ułamek tego co możecie kupić stacjonarnie. Polecam Wam jeszcze w czasie wizyty wyjrzenie przez okno na piętrze. Nie ma lepszego widoku na rynek niż stamtąd.

Co tam można kupić? 
Chyba wszystko, co zalicza się do tradycyjnego polskiego rzemiosła. Ja uwielbiam koszyki z rogożyny i wikliny. Jest tam ich olbrzymi wybór. Te z rogożyny to chyba najlżejsze koszyki na świecie. I super wytrzymałe.  Przepiękne, wełniane, miękkie pledy z południa Polski przydadzą się nie tylko w zimie. Pasują do każdego wnętrza i będą w użyciu przez lata. 
Obrusy i serwetki najlepiej obejrzeć na miejscu, bo dopiero wtedy widać kunszt i jakość ich wykonania. Lniane, bawełniane, żakardowe, haftowane...
Do tego piękna polska ceramika. Z Bolesławca, Bolimowa, Opola... Nieszkliwione siwaki z Podlasia czy kamionkowe naczynia idealnie nadadzą się dla miłośników rustykalnych wnętrz.  Wszystko można kupować na sztuki. Kubek, filiżanka czy talerzyk łatwo ucieszą swoją urodą czy oryginalnością.

Reprinty starych książek kucharskich ucieszą miłośników gotowania (ja poproszę "100 potraw z jaj" i "Potrawy z kasz i mąki"). Zresztą różnorodnych książek jest tam dużo. O sztuce, zwyczajach, obyczajach, tradycjach...

Piny Marceliny Jarnuszkiewicz (te z owadami czy kurami) chciałabym mieć chyba wszystkie. Myślę, że niejedna nastolatka ucieszyłaby się z takiego prezentu.
Prezentów dla młodszych dzieci też jest dużo. Książek, drewnianych zabawek, wiklinowych wózków dla lalek...

O tej porze roku jedną z sal w sklepie zajmują szklane, ręcznie robione bombki Baubles. One są niezwykłe. Przepiękne i wyjątkowe. Można znaleźć coś dla każdego i zacząć tworzyć rodzinną kolekcję ozdób choinkowych. Rodzajów tych bombek są chyba setki. Sam dział ptaków to ponad pięćdziesiąt wzorów, kotów ponad dwadzieścia, a bombki z działu hobby zaskakują wyborem. Moja kolekcja powoli też się powiększa. W sklepie można kupić również malutkie bombki, które pięknie będą wyglądały powieszone na gałązkach, jako ozdoba świątecznego stołu lub opakowania prezentu. Może być też wypełnieniem dla własnoręcznie wykonanego kalendarza adwentowego (to taki pomysł na przyszły rok).

Kupicie tam również kartki świąteczne Lili Serafin, o której piszę poniżej.













Lila Serafin to ilustratorka, artystka i architekt krajobrazu. Tworzy przepiękne plakaty, kalendarze, kartki świąteczne i ilustracje książek. Ja zamówiłam u niej w tym roku kartki i jestem nimi zachwycona. Część wyruszy pocztą w świat z życzeniami, a część zawisła u mnie na lodówce jako dekoracja świąteczna. Kartek jest dziesięć wzorów i ciężko się zdecydować na mniejszą ilość. Lila błyskawicznie je wysyła, więc myślę, że moje życzenia dojdą do adresatów jeszcze przed Świętami. Co roku robiłam kartki sama lub z dziećmi. W tym z powodu wyjazdu nie zdążyłam, ale i tak mam piękne, wyjątkowe i klimatyczne kartki. 

Lila Serafin i jej kartki świąteczne



Ola i Karol "robią" w drewnie. Toczą miski. Piękne, proste, funkcjonalne, z różnych gatunków drewna. A w sezonie dodatkowo toczą choinki. Zakochałam się w nich. W ich różnorodności, niepowtarzalności, prostocie. To takie dekoracje, które będą cieszyć niezależnie od mód, trendów i fascynacji. Ręcznie robione, ponadczasowe i wyjątkowe. Mam trzy. Przestawiam je w różne miejsca, obracam inną stroną i wygląda to tak jakbym miała ich znacznie więcej.


Las story  drewniane choinki


Na koniec napiszę Wam jeszcze kilka słów o sklepie Moaai, od którego jestem chyba uzależniona ;-)

Dla mnie, miłośniczki skandynawskiego designu to miejsce idealne, Ze względu na wybór, różnorodność i niepowtarzalność. Można tam kupić produkty wielu marek, które nie są dostępne w żadnym innym polskim sklepie. Produkty fińskiej manufaktury Lapuan Kankurit uwielbiam. Mam ich lniane ręczniki, ściereczki, obrusy i wełniane koce. Jakość, wzornictwo i funkcjonalność są na najwyższym poziomie. Używam tych produktów na codzień od paru lat, więc przetestowałam je solidnie. W kuchni, łazience, na pikniku czy na plaży. 

W Moaai lubię również kupować fińskie kosmetyki. Wytworzone na bazie składników używanych tam od dziesiątków lat: smoły sosnowej, torfu, brzozy... Dobrze działają na moją wrażliwą skórę. Do tego dokładam szczotki szwedzkiej marki Iris Hantwerk i... wyglądam na dziesięć lat młodszą niż jestem ;-)

A te fińskie kubki, talerze, miseczki, szklanki, kieliszki... to moje uzależnienie. Serią z Muminkami chciałabym obdarzać każde dziecko w rodzinie. 

Od niedawna Magda ma w sprzedaży drugą, moją ulubioną, fińską markę Marimekko, więc mam w jednym miejscu wszystko co lubię. 

Magda błyskawicznie wysyła paczki, więc jest gwarancja otrzymania przesyłki przed Świętami (na rzeczy oznaczone 24 h). A mieszkańcy Poznania mogą odwiedzić sklep stacjonarnie (i ja im tego zazdroszczę). 

Dodatkowo często są tam różne promocje, rabaty, upusty. Obecnie -15 i -20 % (szczegóły na stronie)


https://www.moaai.com/






Co jeszcze mogę Wam doradzić w sprawie zakupów prezentowych? 

Pomyślcie czy obdarowywana osoba czegoś nie zbiera.
Ja przez lata gromadziłam swój serwis Rosenthala. Wiadomo było, że w ciemno można mi kupić różne elementy. Czasami umawialiśmy się, na zakup kolejnej rzeczy albo na zakup składkowy (tak dostałam wazę do zupy i paterę do tortu). Zdarzało się, że tata wracając z pracy przynosił mi świeżo kupiony kubek do kakao, bo pamiętał, że jako dziecko byłam miłośniczką tego napoju.




A w następnym poście napiszę Wam o książkach, które warto kupić w prezencie.



 

2 komentarze:

Dziękuję za Twój komentarz

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails