wtorek, 21 grudnia 2021

Mjuk Pepparkaka - szwedzkie ciasto korzenne, które można upiec w ostatniej chwili zamiast piernika


Czasami okazuje się, że jest za późno na zrobienie dojrzewającego piernika na święta. Może też tak być, że nie lubicie smaku takich ciast. Jeżeli chcecie upiec ciasto korzenne (piernikowe) już teraz albo nawet w dniu Wigilii, to polecam Wam dzisiejszy przepis. Jeżeli lubicie wilgotne, ciężkie ciasta, to również polecam Wam ten przepis. Jeżeli jesteście miłośnikami ciasta marchewkowego, to również polecam Wam go. Jeżeli dodatkowo macie mało czasu i szukacie szybkiej i prostej receptury, to dzisiejszy wpis jest dla Was. I dla miłośników skandynawskich wypieków.

Ciasto jest ciężkie, wilgotne, bardzo aromatyczne i bogate w smaku. Można go przechowywać przez pięć dni. W takim przypadku włóżcie je do lodówki.
Słodkie ciasto idealnie komponuje się z kawałkami aromatycznych, kwaskowatych żurawin lub borówek (brusznic) - można tych owoców użyć zamiennie. 
Żurawiny cały czas można kupić na targach o tej porze roku. Ja do środka ciasta użyłam małych żurawin (błotnych) i borówek (brusznic), a na wierzch do ozdoby dużych (tak zwanych amerykańskich). W większości supermarketów można bez problemu kupić mrożone żurawiny.

Do ciasta dodaje się również konfiturę z borówek. Kupicie ją bez problemu prawie w każdym sklepie. Zamiennie możecie użyć konfitury żurawinowej. 


Mjuk Pepparkaka


3 jajka

280 g drobnego cukru

200 ml śmietanki kremówki (30 %) - w temperaturze pokojowej

50 g masła -  stopionego (w letniej temperaturze)

100 g konfitury (dżemu) z borówek (brusznic) lub z żurawiny

180 g mąki pszennej (tortowej)

2 łyżeczki proszku do pieczenia

duża szczypta soli

1 łyżeczka mielonego cynamonu

1 łyżeczka mielonego imbiru

1 łyżeczka mielonego kardamonu

1 łyżeczka mielonych goździków

40 g orzechów włoskich (grubo posiekanych)

50 g świeżych borówek (brusznic) lub żurawin - mogą być mrożone

40 g suszonych żurawin


wierzch

60 g miękkiego masła

180 g cukru pudru

1 łyżeczka wanilii

drobno starta skórka starta z 1/2 pomarańczy

270 g serka Philadelphia (śmietankowy Twój Smak z Piątnicy też się świetnie nada) - w temperaturze pokojowej

świeże lub mrożone borówki (brusznice) lub żurawiny


Wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia tortownicę o średnicy 23 cm.

Nagrzać piekarnik do 175 stopni C.

W misce wymieszać mąkę, proszek do pieczenia, sól i korzenne przyprawy. 

W misce miksera zmiksować na puszystą masę jajka z cukrem. W miseczce wymieszać łyżką śmietankę z rozpuszczonym letnim masłem i konfiturą z żurawin (borówek). Powstanie, gęsty, różowy krem.

Dodać do masy jajecznej i wymieszać delikatnie na niskich obrotach. Cały czas wolno miksując dodać sypkie składniki. Do gładkiej masy dodać żurawiny/borówki (mrożone dodać bez rozmrażania), suszone żurawiny i orzechy. Wymieszać delikatnie szpatułką. 

Przełożyć ciasto do formy. Wyrównać powierzchnię i wstawić do piekarnika. Piec 40 minut. Po tym czasie wierzch ciasta przykryć folią aluminiową i piec kolejne 20 minut. Sprawdzić stan upieczenia patyczkiem. 

Ciasto wyjąć z piekarnika i pozostawić do wystudzenia. Po 15 minutach studzenia, wyjąć z tortownicy i studzić na kratce.

Przygotować polewę.

Zmiksować masło z serkiem. Ja to robię blenderem, bo wtedy krem jest całkowicie gładki. Dodać cukier, wanilię i skórkę z pomarańczy. Zmiksować do połączenia. 

Masę rozsmarować na bokach i wierzchu ciasta. Posypać żurawinami, borówkami lub orzechami.

Ciasto można przechowywać przez 5 dni w lodówce. 





piątek, 17 grudnia 2021

Pomysły na prezenty (na ostatnią chwilę). Rzeczy, które znam, mam i lubię.




Został tydzień do Świąt, więc zapewne większość z Was ma już kupione (zamówione) prezenty. Może jednak przyda się Wam mała moja polecajka. Na przyszłość albo jeszcze na teraz, bo rzeczy, które zobaczycie poniżej, dacie radę kupić jeszcze przed Świętami. Część to rzeczy, które mam, a część to taka moja wishlist albo przedmioty, które mi się podobają. 
Nie jest to post sponsorowany. Piszę o tym co lubię, bo lubię się dzielić moimi odkryciami.

Na pierwszym zdjęciu i dwóch kolejnych widzicie tace Oliwii Styrylskiej. Jak kiedyś powiedziała mi Oliwia, moja pierwsza taca od niej, to też jedna z pierwszych jej prac. Nie pamiętam, gdzie odkryłam Oliwię, ale pamiętam, że jej tace, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Mam cztery, ale apetyt na więcej. Każda jest inna. Niepowtarzalna, wyjątkowa i piękna.  Tace wykonane są żywicy epoksydowej, która wypełnia podstawę z mosiądzu lub stali nierdzewnej, ręcznie odlanej, oszlifowanej i pomalowanej. Wzory stworzone z żywicy, barwników i złocistych pyłów są piękne, delikatne i wyjątkowe. Tace mają jeszcze kilka zalet oprócz tej oczywistej - estetycznej. Są "ciepłe", miłe w dotyku, odporne na uszkodzenia, ubrudzenia i zalania (bardzo odporne i wytrzymałe).
Oliwia ukończyła krakowską Akademię Sztuk Pięknych i tworzy oprócz tac, obrazy i stoliki (o takim stoliku marzę).
I jest piękną, delikatną blondynką...



Tace Oliwii Styrylskiej

Tace Oliwii Styrylskiej

Dom Sztuki Ludowej


Dom Sztuki Ludowej to sklep, który mieści się na Rynku Starego Miasta w Warszawie. Powiem Wam od razu, że ta część miasta jest dość rzadko przeze mnie odwiedzana. Bywam tam, kiedy mamy gości z daleka, którym pokazujemy miasto, kiedy najdzie mnie na smaki dzieciństwa (bułkę nadziewaną pieczarkami) lub kiedy planuję zakupy dla gości z zagranicy lub dla siebie, kiedy pragnę dobrego, polskiego rzemiosła. Tak zwane sklepy z pamiątkami omijam szerokim łukiem, ale nie ten. To jest całkowicie inne miejsce. To świątynia polskich, tradycyjnych wyrobów rzemieślniczych z całego kraju. Pięknych, trwałych i niepowtarzalnych. Cudowne polskie rękodzieło. Sklep prowadzony jest przez lata przez rodzinę etnografów, a Magda (etnografka) prowadzi też piękne konto na instagramie, gdzie opowiada (ciekawie) o polskich zwyczajach, obyczajach i tradycjach. Pokazuje przedmioty, które można kupić w sklepie i opowiada o ich twórcach. Sklep internetowy to tylko ułamek tego co możecie kupić stacjonarnie. Polecam Wam jeszcze w czasie wizyty wyjrzenie przez okno na piętrze. Nie ma lepszego widoku na rynek niż stamtąd.

Co tam można kupić? 
Chyba wszystko, co zalicza się do tradycyjnego polskiego rzemiosła. Ja uwielbiam koszyki z rogożyny i wikliny. Jest tam ich olbrzymi wybór. Te z rogożyny to chyba najlżejsze koszyki na świecie. I super wytrzymałe.  Przepiękne, wełniane, miękkie pledy z południa Polski przydadzą się nie tylko w zimie. Pasują do każdego wnętrza i będą w użyciu przez lata. 
Obrusy i serwetki najlepiej obejrzeć na miejscu, bo dopiero wtedy widać kunszt i jakość ich wykonania. Lniane, bawełniane, żakardowe, haftowane...
Do tego piękna polska ceramika. Z Bolesławca, Bolimowa, Opola... Nieszkliwione siwaki z Podlasia czy kamionkowe naczynia idealnie nadadzą się dla miłośników rustykalnych wnętrz.  Wszystko można kupować na sztuki. Kubek, filiżanka czy talerzyk łatwo ucieszą swoją urodą czy oryginalnością.

Reprinty starych książek kucharskich ucieszą miłośników gotowania (ja poproszę "100 potraw z jaj" i "Potrawy z kasz i mąki"). Zresztą różnorodnych książek jest tam dużo. O sztuce, zwyczajach, obyczajach, tradycjach...

Piny Marceliny Jarnuszkiewicz (te z owadami czy kurami) chciałabym mieć chyba wszystkie. Myślę, że niejedna nastolatka ucieszyłaby się z takiego prezentu.
Prezentów dla młodszych dzieci też jest dużo. Książek, drewnianych zabawek, wiklinowych wózków dla lalek...

O tej porze roku jedną z sal w sklepie zajmują szklane, ręcznie robione bombki Baubles. One są niezwykłe. Przepiękne i wyjątkowe. Można znaleźć coś dla każdego i zacząć tworzyć rodzinną kolekcję ozdób choinkowych. Rodzajów tych bombek są chyba setki. Sam dział ptaków to ponad pięćdziesiąt wzorów, kotów ponad dwadzieścia, a bombki z działu hobby zaskakują wyborem. Moja kolekcja powoli też się powiększa. W sklepie można kupić również malutkie bombki, które pięknie będą wyglądały powieszone na gałązkach, jako ozdoba świątecznego stołu lub opakowania prezentu. Może być też wypełnieniem dla własnoręcznie wykonanego kalendarza adwentowego (to taki pomysł na przyszły rok).

Kupicie tam również kartki świąteczne Lili Serafin, o której piszę poniżej.













Lila Serafin to ilustratorka, artystka i architekt krajobrazu. Tworzy przepiękne plakaty, kalendarze, kartki świąteczne i ilustracje książek. Ja zamówiłam u niej w tym roku kartki i jestem nimi zachwycona. Część wyruszy pocztą w świat z życzeniami, a część zawisła u mnie na lodówce jako dekoracja świąteczna. Kartek jest dziesięć wzorów i ciężko się zdecydować na mniejszą ilość. Lila błyskawicznie je wysyła, więc myślę, że moje życzenia dojdą do adresatów jeszcze przed Świętami. Co roku robiłam kartki sama lub z dziećmi. W tym z powodu wyjazdu nie zdążyłam, ale i tak mam piękne, wyjątkowe i klimatyczne kartki. 

Lila Serafin i jej kartki świąteczne



Ola i Karol "robią" w drewnie. Toczą miski. Piękne, proste, funkcjonalne, z różnych gatunków drewna. A w sezonie dodatkowo toczą choinki. Zakochałam się w nich. W ich różnorodności, niepowtarzalności, prostocie. To takie dekoracje, które będą cieszyć niezależnie od mód, trendów i fascynacji. Ręcznie robione, ponadczasowe i wyjątkowe. Mam trzy. Przestawiam je w różne miejsca, obracam inną stroną i wygląda to tak jakbym miała ich znacznie więcej.


Las story  drewniane choinki


Na koniec napiszę Wam jeszcze kilka słów o sklepie Moaai, od którego jestem chyba uzależniona ;-)

Dla mnie, miłośniczki skandynawskiego designu to miejsce idealne, Ze względu na wybór, różnorodność i niepowtarzalność. Można tam kupić produkty wielu marek, które nie są dostępne w żadnym innym polskim sklepie. Produkty fińskiej manufaktury Lapuan Kankurit uwielbiam. Mam ich lniane ręczniki, ściereczki, obrusy i wełniane koce. Jakość, wzornictwo i funkcjonalność są na najwyższym poziomie. Używam tych produktów na codzień od paru lat, więc przetestowałam je solidnie. W kuchni, łazience, na pikniku czy na plaży. 

W Moaai lubię również kupować fińskie kosmetyki. Wytworzone na bazie składników używanych tam od dziesiątków lat: smoły sosnowej, torfu, brzozy... Dobrze działają na moją wrażliwą skórę. Do tego dokładam szczotki szwedzkiej marki Iris Hantwerk i... wyglądam na dziesięć lat młodszą niż jestem ;-)

A te fińskie kubki, talerze, miseczki, szklanki, kieliszki... to moje uzależnienie. Serią z Muminkami chciałabym obdarzać każde dziecko w rodzinie. 

Od niedawna Magda ma w sprzedaży drugą, moją ulubioną, fińską markę Marimekko, więc mam w jednym miejscu wszystko co lubię. 

Magda błyskawicznie wysyła paczki, więc jest gwarancja otrzymania przesyłki przed Świętami (na rzeczy oznaczone 24 h). A mieszkańcy Poznania mogą odwiedzić sklep stacjonarnie (i ja im tego zazdroszczę). 

Dodatkowo często są tam różne promocje, rabaty, upusty. Obecnie -15 i -20 % (szczegóły na stronie)


https://www.moaai.com/






Co jeszcze mogę Wam doradzić w sprawie zakupów prezentowych? 

Pomyślcie czy obdarowywana osoba czegoś nie zbiera.
Ja przez lata gromadziłam swój serwis Rosenthala. Wiadomo było, że w ciemno można mi kupić różne elementy. Czasami umawialiśmy się, na zakup kolejnej rzeczy albo na zakup składkowy (tak dostałam wazę do zupy i paterę do tortu). Zdarzało się, że tata wracając z pracy przynosił mi świeżo kupiony kubek do kakao, bo pamiętał, że jako dziecko byłam miłośniczką tego napoju.




A w następnym poście napiszę Wam o książkach, które warto kupić w prezencie.



 

wtorek, 14 grudnia 2021

Czas na świąteczne przepisy. Trzy przepisy na śledzie. Norweskie z curry


Przepisy śledziowe należą do najpopularniejszych na blogu. Wiem, że wiele receptur zagościło na stałe w Waszych domach. Cieszę się, że je lubicie i robicie. 

Śledzie lubiłam jeść już jako dziecko. To nie było danie, do którego musiałam dojrzewać z wiekiem. 
Jeżdżąc nad morze z rodzicami zatrzymywaliśmy się często w zajeździe pod Kłobukiem w Małdytach. Tam zawsze zamawiałam do jedzenia to samo: sałatkę jarzynową i śledzia po japońsku. Ten śledź z Japonią nie miał oczywiście nic wspólnego. Był z dodatkiem jajek, groszku konserwowego, pora i majonezu. Nie jadłam takiego śledzia ze trzydzieści lat, ale... może go zrobię, bo to było pyszne.

Nowy sezon świąteczny to nowe przepisy śledziowe ode mnie dla Was. Jako miłośniczka Skandynawii i jej smaków mam oczywiście coś stamtąd. Słodko, kwaśno, słone smaki są charakterystyczne dla śledziowych przepisów z północy. Lubię ten skandynawski balans smaków i łatwość wykonania, więc takie śledzie zdecydowanie królują na naszym stole.
Przepisy są proste, szybkie do zrobienia i pyszne. 
Poniżej znajdziecie dwie norweskie receptury. Na śledzie curry z dodatkiem jabłka i suszonej żurawiny/rodzynek i na śledzie w słodkiej marynacie z żurawinami (coś widzę, że żurawiny są w moim trendzie tegorocznym ;-))

Trzeci przepis to coś dla miłośników świeżych, pikantnych, zbalansowanych smaków azjatyckich - śledzie z mango, limonką, chilli i kolendrą (bez żurawiny ;-))

Wszystkie przepisy można wykonać z dużym wyprzedzeniem.

Przypominam Wam wcześniejsze śledziowe przepisy. Macie w czym wybierać ;-)

  • Duńskie śledzie w sosie curry (przepis)
  • Duńskie korzenne śledzie marynowane w słodkiej zalewie (przepis)
  • Fińska sałatka śledziowa  z burakami (przepis
  • Fińskie śledzie w sosie musztardowym I (przepis)
  • Fińskie śledzie w sosie jogurtowo kaparowym (przepis) 
  • Fińskie śledzie z burakami (przepis)
  • Fińskie śledzie z burakami i marynowaną marchwią (przepis)
  • Islandzkie śledzie marynowane w soku z buraków i chrzanie (przepis)
  • Szwedzka sałatka śledziowa z burakami (przepis)
  • Szwedzkie śledzie w sosie musztardowym II (przepis
  • Szwedzkie śledzie w sosie cytrynowym (przepis)
  • Szwedzkie śledzie w sosie miodowym (przepis)
  • Szwedzkie śledzie w sosie curry (przepis)
  • Szwedzkie śledzie w sosie szafranowym (przepis)
  • Szwedzkie śledzie  sosie musztardowo chrzanowym (przepis)
  • Szwedzkie śledzie z herbatą earl grey i z cytrusami (przepis)
  • Szwedzki śledź w sosie jogurtowym z imbirem, czosnkiem i kuminem (przepis)
  • Szwedzkie śledzie z leśną borówką (brusznicą), jabłkiem i chrzanem (przepis)
  • Szwedzkie śledzie w sosie śmietanowym z chrzanem, jabłkiem i kaparami (przepis)
  • Szwedzkie śledzie w sosie musztardowym III (przepis)
  •  Szwedzkie śledzie w sosie musztardowym IV (przepis
  •  Szwedzkie śledzie z burakami i jagodami (przepis)
  •  Szwedzkie śledzie w sosie curry z porem i jabłkiem (przepis)
  •  Szwedzkie śledzie w sosie musztardowym IV (przepis) 
  • Szwedzkie śledzie w sosie curry (przepis)
  • Szwedzkie śledzie z marynowanymi burakami (przepis)
  • Szwedzkie śledzie w sosie chrzanowym z jabłkiem i kaparami (przepis)
  • Szwedzkie śledzie w sosie musztardowym ze Skanii (przepis)
  • Szwedzkie śledzie w sosie musztardowo koperkowym (przepis)
  • Szwedzkie śledzie z burakami i chrzanem (przepis)
  • Szwedzkie śledzie w sosie z dodatkiem koperku i jałowca (przepis)
  • Szwedzkie śledzie marynowane - INLAGD SILL (przepis)
  • Śledzie w oleju lnianym (przepis)
  • Śledzie w sosie śmietanowo majonezowym (przepis)
  • Śledzie w sosie piernikowo orzechowym (przepis)
  • Śledzie w sosie z dodatkiem porto i imbiru (przepis)






Śledź marynowany w słodkiej zalewie z żurawinami

 Sild marinert med tyttebær og løk


6 dużych solonych filetów śledziowych

100 ml octu spirytusowego o mocy 6-7 %*

200 ml wody

140 g cukru

1 liść laurowy

1 czerwona cebula pokrojona na ćwierć plasterki - ok 60 g

2 gałązki koperku

1/2 łyżki startej skórki z cytryny

1/2 łyżeczki pieprzu

40-50 g suszonej żurawiny


Filety śledziowe namoczyć przez noc w wodzie (zmieniając wodę dwa razy).

W rondelku doprowadzić do zagotowania wodę, ocet, cukier i liść laurowy. Pozostawić do całkowitego wystudzenia.

Śledzie wytrzeć ręcznikiem papierowym z wody, w której się moczyły. Pokroić w 1 cm kawałki i przełożyć do miski. Dodać cebulę, posiekany koper, skórkę z cytryny, pieprz i suszoną żurawinę. Wymieszać. Przełożyć do słoika i zalać zalewą.

Odstawić do lodówki na dobę przed podaniem. 

Przechowywać w lodówce do 10 dni.


*Użyłam octu królewskiego firmy Kamis (takiego)


Śledź curry z jabłkiem i suszoną żurawiną

Karrisild


6 dużych solonych filetów śledziowych

1 zwykła cebula drobno posiekana - 70 g

1 jabłko (obrane) posiekane w kostkę - 90 g

200 g majonezu

3 łyżki kwaśnej śmietany lub jogurtu naturalnego

2 łyżeczki przyprawy curry

1 łyżeczka kurkumy

2-3 łyżeczki drobnego cukru

2-3 łyżeczki octu (użyłam 6% octu spirytusowego)

2 łyżki posiekanego koperku

40 g suszonych żurawin lub rodzynek (lub mieszanki obu)


Filety śledziowe namoczyć przez noc w wodzie (zmieniając wodę dwa razy).

Do miski włożyć jogurt, śmietanę/jogurt, cukier, curry, kurkumę i ocet. Wymieszać. Dodać cebulę, jabłko, posiekany koper, suszoną żurawinę/rodzynki. Wymieszać. 

Śledzie wytrzeć ręcznikiem papierowym z wody, w której się moczyły. Pokroić w 1 cm kawałki i przełożyć do miski z sosem. Wymieszać. 

Przełożyć do słoika.

Odstawić do lodówki na dobę przed podaniem. 

Przechowywać w lodówce do 10 dni.

Przed podaniem można dodać 50 g świeżego, zielonego ogórka pokrojonego w kostkę (bez pestek, które rozwodnią sos)


Śledź z mango, chilli i limonką


250 - 300 g dużych, solonych śledzi

100 ml octu spirytusowego o mocy 6-7 %*

250 ml wody

140 g cukru

sok 2 limonek

1 czerwona cebula pokrojona w kostkę (40-50 g)

150 g świeżego, dojrzałego mango pokrojonego w kostkę

1/2 - 1 czerwonego chilli (bez pestek) pokrojonego w drobną kostkę

garść posiekanej kolendry

1 łyżka oleju


Filety śledziowe namoczyć przez noc w wodzie (zmieniając wodę dwa razy).

W rondelku doprowadzić do zagotowania wodę, ocet i cukier. Pozostawić do całkowitego wystudzenia. Dodać sok z limonki. Wymieszać.

Śledzie wytrzeć ręcznikiem papierowym z wody, w której się moczyły. Pokroić w 1 cm kawałki i przełożyć do miski. Dodać cebulę, mango, chilli, kolendrę i olej. Wymieszać. Zalać zalewą octową. Wymieszać. Przełożyć do słoika.

Odstawić do lodówki na dobę przed podaniem. 

Przechowywać w lodówce do 10 dni.


*Użyłam octu spirytusowego, królewskiego firmy Kamis (takiego)



LinkWithin

Related Posts with Thumbnails