środa, 27 października 2021

Proste i pyszne ucierane ciasto marcepanowe i recenzja najnowszej książki Nigelli Lawson "Zrób, zjedz, powtórz".


"Jedzenie wywołuje radość i sprawia, że każdy dzień jest inny" mówi Nigella Lawson.

 To zdanie do mnie przemawia. I też tak czuję. Szukanie nowych smaków powoduje, że codziennie przeżywamy coś nowego, coś odkrywamy i czerpiemy z tego radość. A jak smak dania sprawia nam przyjemność, to możemy to powtórzyć i znowu czuć tę radość. Czyli zrób, zjedz, powtórz. Jak tytuł najnowszej książki Nigelli Lawson.


Czasami mam problem z Nigellą, kiedy przeglądam jej książki, że nie znajduję wielu przepisów, na które mam ochotę. Za to, kiedy oglądam program nakręcony na podstawie książki, to mam wrażenie, że chcę zjeść prawie wszystko, co przygotowuje. 
Na tym polega urok Nigelli. Lubię jej słuchać i patrzeć na nią. W książce Nigella opowiada też, więc jest to dla mnie atut. Opowiada o składnikach, trickach kulinarnych, o różnych wersjach danego dania, o przyjemności z gotowania i jedzenia. Bez kompleksów i poczucia winy. 
O anchois pisze tak, że nawet zagorzali  przeciwnicy, będą mieli ochotę dać im kolejną szansę. 

Widzę jak kuchnia Nigelli ewoluuje. Więcej jest lżejszych dań, chociaż tych z masłem i toną węglowodanów też nie brakuje. Pojawiają się nowe składniki (papryczka z Aleppo, harissa morelowa, nduja, pasta gochujang...), dania bezglutenowe czy z wykorzystaniem roślinnych napojów w zastępstwie mleka. 

To dwunasta książka Nigelli (wydana w Polsce), więc widać jak Nigella się zmienia przez lata. Jedno się nie zmieniło, co jest charakterystyczne dla autorki, uwielbia jeść, gotować i czerpać z tego przyjemność.

 W książce znalazłam dużo przepisów, które mnie kuszą. Są też takie, które do mnie nie trafiają: na klopsiki z kaszanki (nie lubię tego produktu), na potrawkę z ogona wołowego, mielone mięso ze szpikiem..., ale jest ich mało. A te klopsiki zrobię, ale bez kaszanki ;-)

Które przepisy mam ochotę wypróbować (albo, które już przetestowałam)?

 Na ciasto marcepanowe (którym mój mąż się zajada i na które przepis znajdziecie poniżej), na ciasto migdałowe nasączane syropem z kwiatów bzu czarnego i cytryną), na dip cebulowo bakłażanowy, na lazanię, na colcannon z palonym masłem, na aromatyczny ryż z chrupiącymi szalotkami, czosnkiem i nerkowcami, na pappardelle z cavolo nero i 'ndują, na bhortę z paluszkami rybnymi, na sernik baskijski, na pieczone pigwy, na skandynawską sałatkę z ogórków, na marynowaną czerwoną kapustę, na rubinowy makaron, na czarny chleb bez wyrabiania, na piernik wegański, na brownie szwarcwaldzkie, pieczone pigwy w soku z granatów, tort z rabarbarem i masą typu marshmallow... Trochę tego jest. 

Składniki potrzebne do wykonania dań są łatwo dostępne. Tych , których nie nabędziecie w sklepie za rogiem, kupicie przez internet. Bez kłopotów i wydawania dużych sum. Wszystkie przepisy są proste, więc poradzi sobie z nimi także początkujący kucharz.

Na końcu książki znajdziecie informacje dla każdego przepisu o możliwości przygotowania pewnych etapów wcześniej, o przechowywaniu i mrożeniu. A także o tym czy potrawa jest wegetariańska, wegańska, bez laktozy, bezglutenowa i czy ma zamienniki.

Ciasto marcepanowe Nigelli, na które przepis podaję poniżej, to proste, wilgotne, trochę ciężkie, ucierane ciasto o migdałowym aromacie. Ciasto można przechowywać przez parę dni i cały czas smakuje bardzo dobrze. 
Mój mąż zjadł je prawie całe, bo tak je polubił.

Jak będziecie kupować marcepan, to zwróćcie uwagę na zawartość migdałów. Im wyższa, tym lepiej. Ja najchętniej używam duńskiego marcepanu, a najczęściej niemieckiego (z Edeki, 54 % migdałów - można kupić na Allegro, cena to 10-11 złotych).

Moje ciasto jest niższe niż to u Nigelli, bo piekłam je w większej foremce.

Nigella Lawson

"Zrób, zjedz, powtórz"

Tłumaczenie Malina Dorota

Wydawnictwo Insignis

Tytuł oryginału "Cook, eat, repeat"






Ciasto marcepanowe Nigelli

150 g marcepanu (podzielonego na małe kawałki)
125 g miękkiego masła
1 łyżeczka pasty lub ekstraktu z wanilii
50 g drobnego cukru
75 g mąki pszennej tortowej
1/4 łyżeczki soli morskiej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 1/2 mielonego kardamonu
3 duże jajka (w temperaturze pokojowej)

Rozgrzać piekarnik do 170 stopni C. 
Keksówkę o pojemności 450 ml wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia. 
Masę można przygotować wkładając wszystkie składniki do pojemnika malaksera i miksując całość na gładką masę. W trakcie miksowania zrobić przerwę, żeby zeskrobać ze ścianek resztki.

Ja ciasto przygotowywałam w domku nad morzem, gdzie mam tylko mały malakser, więc zastosowałam inny sposób. 
W malakserze zmiksować marcepan z jednym jajkiem, żeby powstała gęsta, gładka masa. 
W małej miseczce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia, solą i kardamonem.
W misce zmiksować masło na gładką i puszystą masę. Dodać wanilię i cukier i dalej miksować do połączenia.
Do masy maślanej dodać 1 jajko i zmiksować do połączenia. Dodać 1/3 sypkich składników i zmiksować do połączenia. Dodać marcepan zmiksowany z jajkiem i ponownie zmiksować. Kolejne 1/3 sypkich składników i ponownie zmiksować, ostatnie jajko i na koniec resztę sypkich składników.
Ciasto przelać do formy. Ja lubię posypać wierzch 1 łyżką cukru, żeby utworzyła się chrupka skórka w trakcie pieczenia.
Ciasto piec 40 minut. Po 30 minutach przykryć wierzch lekko folią aluminiową (błyszczącą stroną do góry).



 

sobota, 23 października 2021

Weekendowe śniadanie. Rillettes z łososia i szwajcarskie mleczne bułeczki weggli


W ramach propozycji na weekendowe śniadania mam dla Was dwa przepisy. Na rillettes z łososia i na bułeczki. Rillettes sprawdzi się również idealnie na kolację lub jako smarowidło do zabrania w podróż czy na piknik. W rillettes łaczymy dwa rodzaje łososia: wędzony (na zimno) i krótko gotowany (wręcz tylko zaparzany) w aromatycznym płynie z wina i dodatków. Dzięki tej metodzie gotowania ryba będzie niesamowicie wilgotna i aromatyczna. Ważne, żeby ją wystudzić w płynie, w którym się gotowała. Tak przyrządzaną rybę można również podać jako danie z dodatkiem sosu holenderskiego, cytrynowego, kaparowego czy koperkowego. Smakuje zarówno na ciepło jak i na zimno.
Kiedy już przyrządzicie łososia, zrobienie rillettes zajmie Wam tylko chwilę. To jest pyszne i aromatyczne smarowidło, które dobrze smakuje z chlebem, bagietką czy ciepłą, chrupiącą grzanką.

Drugi przepis, który znajdziecie poniżej, to jest przepis na szwajcarskie, mleczne bułeczki. Super prosty, super smaczny, super szybki.

Na naszym stole, na zdjęciu zobaczycie jeszcze tatar z surowego łososia z dodatkiem kolendry, szalotki i cytryny i pastę z makreli. 

Coś bardzo rybnie zrobiło się ostatnio na blogu :-)


Rillettes z łososia

2 cebulki dymki (białe i jasno zielone części drobno posiekane, a ciemne w całości)

1 cytryna

125 ml (1/2 szklanki) białego, wytrawnego wina

sól

250 g surowego łososia bez ości w kawałku

2 łyżki miękkiego masła (w temperaturze pokojowej)

1 mała szalotka drobno posiekana w kostkę

120 g wędzonego na zimno łososia pokrojonego w drobną kostkę

1/4 szklanki majonezu

2 łyżki musztardy ziarnistej

1 łyżka kaparów (posiekanych)

1/2 łyżeczki miodu

2 łyżki drobno posiekanego kopru

1 łyżka drobno posiekanego szczypiorku

świeżo zmielony pieprz


Do rondla włożyć ciemne części szczypioru z dymki, cienki plaster skórki z cytryny, wino, 125 ml (1/2 szklanki) wody i 1/4 łyżeczki soli.

Doprowadzić całość do zagotowania. Włożyć surowego łososia, przykryć rondel pokrywką i gotować rybę na najmniejszym ogniu przez 1 minutę (NIE GOTOWAĆ DŁUŻEJ).

Zdjąć rondel z kuchenki i zostawić rybę do całkowitego wystudzenia (nie zdejmować pokrywki). Rybę można przygotować dzień wcześniej i przechowywać w lodówce przez noc w płynie pod przykryciem, tylko wtedy trzeba wyjąć skórkę z cytryny.

W misce wymieszać dobrze masło wraz ze skórką startą z połowy cytryny. Masło powinno być miękkie i puszyste. Dodać 1 łyżkę soku z cytryny, posiekaną resztę dymki, szalotkę, trochę soli i pieprzu. Wymieszać do połączenia. Dodać wędzonego łososia i ponownie wymieszać. 

W małej miseczce wymieszać majonez, musztardę, kapary, miód i 1 1/2 łyżeczki soku z cytryny.

Dodać do miski z wędzonym łososiem i ponownie wymieszać. 

Gotowanego łososia wyjąć z płynu, odsączyć, zdjąć skórę i dłońmi podzielić na małe kawałki. Dodać do miski z wędzonym łososiem. Delikatnie wymieszać.

Doprawić do smaku solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Dodać koper i cienki szczypiorek. Wymieszać.

Przełożyć do słoika. Podawać można od razu, ale lepiej kiedy rillettes przegryzie się przez parę godzin w lodówce. Wyjąć z lodówki na 1 godzinę przed podaniem.

Można przechowywać przez 3 dni w lodówce.

Podawać z chlebem, bagietką lub grzanką.

Filet z łososia zanurzony w gorącym wywarze


Weggli - szwajcarskie mleczne bułeczki

500 g mąki pszennej (typu 550)
12 g soli
300 ml mleka (w temperaturze pokojowej)
20 g świeżych drożdży lub 2 łyżeczki suszonych
1 łyżka cukru
60 g masła

wierzch
1 jajko

W dużej misce wymieszać mąkę z solą.
W drugiej misce wymieszać mleko z drożdżami i cukrem. Odstawić na 10 minut.
Do miski z mąką dodać mleko z drożdżami. Zacząć wyrabiać (końcówki haki) na wolnych obrotach. Kiedy składniki połączą się, dodać masło i wyrabiać około 10 minut. Po 5 minutach wyrabiania, zwiększyć obroty na wyższe.
Ciasto powinno być gładkie i elastyczne.

rzykryć miskę ściereczką i odstawić do wyrastania na około 1 godzinę. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia.

Rozgrzać piekarnik do 230 stopni C.

Ciasto odgazować w misce i chwilę wyrabiać dłońmi.
Podzielić je na 8 równych części i z każdej uformować bułeczkę.
Ułożyć je na blasze zachowując odstępy.
Przykryć bułeczki ściereczką i odstawić do wyrastania na 20-30 minut.
Posmarować je jajkiem rozbełtanym z 1 łyżką wody i wstawić do piekarnika.
Piec 20 minut do zezłocenia wierzchu.
Najlepiej piec bułeczki z dodatkiem pary (na najniższy poziom piekarnika włożyć dużą, pustą blachę i wlać do niej około 1/2 szklanki gorącej wody. Wodę wlać tuż po włożeniu bułeczek do piekarnika)
Ja czasami nacinam te bułeczki przed pieczeniem.

poniedziałek, 18 października 2021

Pasty do chleba i szybkie marynaty. Sześć przepisów. Dwie pasty z makreli, dwie wegańskie i dwie szybkie marynaty.

Dzisiaj chcę się z Wami podzielić wspomnieniami i smakami z wrześniowego pikniku. Wszystkie przygotowane przeze mnie wtedy potrawy można przygotowywać przez cały rok, więc dania są jak najbardziej aktualne także teraz. W planach mieliśmy zapakować rowery na samochód i zjeść śniadanie na łonie natury. W związku z tym wszystko musiałam przygotować wcześniej, żeby rano wyjechać niedługo po obudzeniu (i otwarciu ulubionej, lokalnej piekarni). Po wstaniu przygotowałam tylko ogórki, bo one najlepiej smakują zjedzone w ciągu doby. Reszta dań to były różnego rodzaju pasty, które łatwo zapakować do słoików i przewieść na rowerach. Rano kupiłam bagietki, spakowałam kosze i pojechaliśmy do Mostówki. To niewielka miejscowość w okolicach Warszawy, która słynie z wrzosowisk. We wrześniu jest tam bajkowo, ale też przyjeżdża sporo osób. Mostówkę otaczają przepiękne lasy sosnowe, które również porośnięte są wrzosami, a nie ma już tam takich tłumów, a wręcz jest pusto. To co jeszcze tam bardzo lubimy, to drogi łączące okoliczne wsie. Są asfaltowe, bardzo dobrej jakości i praktycznie puste. Pomiędzy wsiami rozpościerają się lasy, więc widoki są przepiękne. A same wsie również są bardzo urokliwe. W zależności o wybranej trasy można zrobić pętlę o długości 10-25 km. W lasach są przepiękne szlaki dla pieszych. 

Na jednej  polan zjedliśmy śniadanie, potem zostawiliśmy w samochodzie rzeczy i ruszyliśmy w drogę na rowerach, żeby... spalić kalorie ;-)

A co jedliśmy? Pasty, pasty i jeszcze raz pasty i piklowane warzywa, które tworzyły doskonały kontrast dla past. W poniższym przepisach znajdziecie dwie pasty z makreli. Jedną z nich wymyśliłam jakiś czas temu i jestem bardzo zadowolona z tego przepisu. Ta pasta jest pyszna. Lekko słodkawa z powodu dużego dodatku marchwi i cebuli i ten dodatek warzyw jest idealny w połączeniu ze słoną, wędzoną rybą. 

Dla drugiej pasty z makreli inspiracją była zeszłoroczna wizyta w knajpce w Kuźnicy. Jedliśmy tam pastę z makreli, która nam niesamowicie smakowała. Zapytałam kucharkę o składniki i odtworzyłam ją w domu. Ta pasta jest super prosta i pyszna.

Kolejny słoik wypełniała moja ulubiona pasta jajeczna z gruzińską przyprawą swańską solą. Przepis na pastę jajeczną opublikowałam na blogu wcześniej i znajdziecie ją TUTAJ (klik).

Kolejną pastę zrobiłam z ziaren słonecznika i polecam Wam ją bardzo. Słonecznik trzeba namoczyć w gorącej wodzie przez kilka godzin, a potem już tylko chwila pracy i otrzymacie pyszne i zdrowe smarowidło. Pasta jest wegańska.

Kanapki z wegańskim cheddarem kupowałam w mojej ulubionej, lokalnej piekarni Dej na drogę, kiedy po pracy jechaliśmy na weekend nad morze. Tak mi zasmakowały, że postanowiłam zrobić taką pastę w domu. Robi się ją... z ziemniaków i marchwi, a smakuje jak se cheddar. Polecam ją Wam bardzo. Ta pasta również jest wegańska.

Do słoików zawędrowała też piklowana cebula. Uwielbiam ten dodatek. Nadaje wyrazistości łagodnym smakom. Jest idealna do kanapek. Staram się mieć słoik takiej cebuli zawsze w lodówce. Szybko się ją robi i można ją długo przechowywać w lodówce.

Szukacie przepisów na pasty do chleba?  Spróbujcie tych. Wszystkie są łatwe i szybkie do zrobienia. I świetnie smakują.







Pasta z makreli z marchewką

320 g cebuli (pokrojonej w kostkę)
oliwa z oliwek
200 g marchwi (startej na grubych oczkach tarki)
100 g koncentratu
450 g mięsa z wędzonej makreli (ok. 2 ryby)
25 g szczypiorku
80 g majonezu
2 łyżeczki soku z cytryny
sól
1/2 - 1 łyżeczka przyprawy pul biber lub pieprzu

Na patelni rozgrzać oliwę. Dodać cebulę i sól. Wymieszać i podsmażać na małym ogniu do zeszklenia. Dodać marchewkę. Wymieszać i podsmażać mieszając przez 2 minuty. W razie konieczności dodać jeszcze trochę oliwy. Dodać 1/2 szklanki wody, przykryć patelnię przykrywką i dusić do miękkości i odparowania całej wody. W razie konieczności (jeżeli marchew nie jest miękka) dodać więcej wody do duszeni). Dodać koncentrat i podsmażać całość przez minutę mieszając. Przełożyć zawartość patelni do miski i pozostawić do całkowitego wystudzenia. Wystudzoną masę zmiksować blenderem na gładko. Do miski dodać mięso ryby podzielone dłońmi na drobne kawałki. Robię to w rękawiczkach. Ta metoda pomaga wyczuć drobne ości.
Do masy dodać majonez, szczypiorek i sól z cytryny. Wymieszać całość dokładnie. Doprawić do smaku solą i przyprawą pul biber (pieprzem) i ewentualnie dodać więcej soku z cytryny. 
Pastę można jeść od razu, ale lepiej smakuje, kiedy całość przegryzie się przez noc w lodówce.
Pastę można przechowywać około 5 dni w lodówce.

Pasta z makreli z Kuźnicy

150 g mięsa z makreli (z około 1 ryby)
40 g ketchupu (użyłam klasycznego firmy Heinz)
50 g majonezu (użyłam napoleońskiego firmy Mosso)
1 jajko ugotowane na twardo (drobno posiekane)
10 g posiekanego szczypiorku
10 g czerwonej cebuli (pokrojonej w drobną kostkę)
1/2 -1 łyżeczka soku z cytryny

Do miski dodać mięso ryby podzielone dłońmi na drobne kawałki. Robię to w rękawiczkach. Ta metoda pomaga wyczuć drobne ości.
Do masy dodać pozostałe składniki. Doprawić do smaku solą (ostrożnie, bo makrela, ketchup i majonez są słone) i ewentualnie większą ilością soku z cytryny.
Pastę można jeść od razu, ale lepiej smakuje, kiedy całość przegryzie się przez noc w lodówce.
Pastę można przechowywać około 5 dni w lodówce.


Cheddar wegański

300 g ziemniaków (o żółtym miąższu)
90 g marchwi
1/2 szklanki (125 ml) płatków drożdżowych
1/4 szklanki oleju słonecznikowego lub rzepakowego
1 stary ząbek czosnku (dodaję duży)
1/2 łyżeczki wędzonej papryki
1/2 łyżeczki słodkiej papryki
1 łyżeczka suszonej cebuli (w proszku)
1-11/2 łyżka jasnej pasty miso
1 łyżeczka koncentratu pomidorowego
sól

Obrane, pokrojone na kawałki warzywa ugotować do miękkości. w osolonej wodzie. Gotuję osobno marchew i ziemniaki, bo ich czas gotowania jest inny. 
Warzywa przełożyć do kielicha blendera i zmiksować na gładko. Dodać pozostałe składniki i ponownie zmiksować. Masę pozostawić do wystudzenia, przełożyć do pojemnika i wstawić na noc do lodówki.

Pasta słonecznikowa (wegańska)

1 szklanka ziaren słonecznika
1/2 czerwonej papryki pieczonej bez skóry*
1/4 szklanki płatków drożdżowych
3 łyżki soku z cytryny
1/2 łyżeczki octu z białego wina
1 łyżka jasnej pasty miso
1-2 starte ząbki czosnku
1 łyżeczka suszonej cebuli w proszku
1 łyżeczka wędzonej papryki w proszku
1/4 łyżeczki suszonego tymianku
1 duża szczypta kurkumy
1 duża szczypta cukru
1 łyżka oleju

Słonecznik wsypać do miski i zalać wrzątkiem. Odstawić na 3 godziny (lub dłużej).
Odsączyć na sicie i włożyć do pojemnika blendera. Dodać pozostałe składniki i zmiksować całość na gładką masę. Dodać 1-2 łyżki wody, jeżeli masa jest za sucha. Masę przełożyć do pojemnika i wstawić na noc do lodówki.

Słodko kwaśne ogórki krótko marynowane

! duży ogórek
1 łyżeczka soli
1 1/2 łyżeczki cukru
3 łyżki octu z białego wina
Ogórka obrać i pokroić na cienkie plasterki. Dodać sól i wymieszać. Przełożyć na sito i odstawić na 1 godzinę. W misce wymieszać ocet i cukier. Dodać odciśnięte ogórki. Odstawić na 30 minut przed podaniem. Do ogórków można dodać posiekany koper.

Słodko kwaśna cebula krótko marynowana

350 g czerwonej cebuli pokrojonej w cienkie plastry
125 ml octu z czerwonego wina
50 g cukru
1/2 łyżeczki gorczycy
1/2 łyżeczki nasion kolendry
1/8 łyżeczka soli morskiej

Cebulę włożyć do miski lub słoika. Zagotować ocet z cukrem, solą, gorczycą, kolendrą i 1 łyżką wody. Gorącą zalewą zalać cebulę. Odstawić do wystudzenia, a następnie wstawić do lodówki na minimum 4 godziny, a najlepiej na noc. 
Cebulę można przechowywać w lodówce 2-3 tygodnie.


SZYBKIE OGÓRKI SŁODKO KWAŚNE


CEBULA W SŁODKO KWAŚNEJ MARYNACIE




(od góry zgodnie ze wskazówkami zegara) PASTA SŁONECZNIKOWA, PASTA JAJECZNA, PASTA Z MAKRELI Z MARCHEWKĄ, PASTA Z MAKRELI Z KUŹNICY, CHEDDAR WEGAŃSKI




czwartek, 14 października 2021

Ciasto bardzo czekoladowe ze śliwkami suszonymi

Kiedy pogoda diametralnie się zmienia i lato staje się odległym wspomnieniem, trzeba sobie osłodzić ten czas. Słoneczna jesień jest cudowna i nawet zimne poranki i wieczory są niestraszne, ale już taka deszczowa, szarobura, kiedy drzewa tracą liście, nie ma już uroku. Te znane wszystkim domowe umilacze (wełniane koce, świece, kubki gorącej herbaty czy jakiegoś innego magicznego naparu, ciepłe skarpety i swetry) naprawdę działają. A jak dołożycie do tego kawałek ciasta czekoladowego, to pobyt w domowych pieleszach będzie jeszcze przyjemniejszy. Lubię, kiedy deszcz uderza w szyby okienne (lub dach naszego domku nad morzem) dodając tym przyjemnym chwilom pod kocem dodatkowego, dźwiękowego atutu. To jest takie dopełnienie czasu, kiedy można i trzeba zwolnić, oddać się przyjemnościom i polenić trochę.

Mając jeszcze ciasto czekoladowe łatwo poczuć błogość. 

To ciasto jest przepyszne. Łatwo się je robi, długo można je przechowywać i... ciężko zjeść więcej niż dwa kawałki, bo jest tak czekoladowe. To też jest jego atut, bo starcza na dłużej i nie idzie w boczki;-)

Jak lubicie śliwki w czekoladzie, zróbcie je koniecznie. Połączenie śliwek z czekoladą jest klasyczne, ale tak jak biała koszula jest idealna i ponadczasowa, tak to połączenie będzie idealne zawsze.

To ciasto uprzyjemniało nam chwile nad morzem, ratowało nas po powrocie z długiego spaceru i wprowadzało w przyjemny nastrój w deszczowy dzień.

Jak to z czekoladowymi ciastami (jak też z sernikami) - smaku nabiera na drugi dzień po upieczeniu. Pamiętajcie, żeby go nie piec zbyt długo, żeby go nie wysuszyć. Ma być wilgotne, ciężkie i intensywne.

Życzę Wam wielu przyjemności w nadchodzące deszczowe dni. Nie ma co narzekać. Deszczowa jesień przyjdzie - czy chcemy tego czy nie, ale warto ją sobie uprzyjemnić.



Ciasto bardzo czekoladowe ze śliwkami suszonymi

250 - 300g śliwek suszonych przekrojonych na pół

200 ml świeżo zaparzonej herbaty (użyłam darjeeling) lub 100 ml armagnacu, rumu śliwowicy (w wersji ciasta z %) i 100 ml zaparzonej herbaty

55 g mąki pszennej tortowej

1/3 szklanki gorzkiego kakao w proszku (bez dodatku cukru)

1/4 łyżeczki soli

2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

300 g gorzkiej czekolady

80 g masła

300 g drobnego cukru

4 jajka

100 g kwaśnej śmietany

100 g gorzkiej czekolady pokrojonej na 1 cm kawałki (opcjonalnie)


Śliwki zalać w miseczce herbatą lub alkoholem i herbatą. Przykryć i odstawić na dobę. W tym czasie przemieszać je 1-2 razy.

Posmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia prostokątną formę o wymiarach 20x30 cm.

Nagrzać piekarnik do 170 stopni C. W misce wymieszać mąkę, kakao, sól i proszek do pieczenia.

Stalową lub szklaną miskę postawić na garnku z gotującą się wodą (woda nie powinna dotykać dna miski). Włożyć do niej czekoladę połamaną na kawałki, masło i cukier. Podgrzewać do rozpuszczenia czekolady i połączenia się składników. W czasie rozpuszczania czekolady mieszać masę co jakiś czas. 

Masę czekoladową zdjąć z garnka i pozostawić do przestudzenia. Ma być lekko ciepła, ale nie powinna być gorąca. Do masy dodawać po jednym jajku, mieszając ją trzepaczką lub mikserem na wolnych obrotach. Kolejne jajko dodać, kiedy poprzednie połączy się z masą.

Dodać mieszankę mąki z dodatkami i wymieszać do połączenia. Dodać śmietanę i ponownie wymieszać.

Dodać odsączone śliwki i ewentualnie posiekaną czekoladę. Wymieszać szpatułką. Masę wyłożyć do formy i wyrównać powierzchnię szpatułką. Wstawić do piekarnika i piec przez 50-60 minut. Kiedy wierzch się podpiecze (po około 20-30 minutach pieczenia) wierzch przykryć lekko folią aluminiową. 

Po 50 minutach pieczenia sprawdzić stan upieczenia ciasta patyczkiem. Powinno być wilgotne, ale też nie powinno oblepiać patyczka jak surowe ciasto. 

Ciasto wyjąć z piekarnika i pozostawić do całkowitego wystudzenia. 

Ciasto pokroić w kwadraty i ewentualnie posypać wierzch gorzkim kakao. 

Przechowywać je zamknięte w puszcze lub zawinięte w papier do pieczenia do tygodnia.






wtorek, 12 października 2021

A diary from last month. Wrzesień.



Na blogu przechowuję dla siebie i dla WAS przepisy i wspomnienia. Zachowuję chwile, emocje i smaki. Lubię sama wracać do swoich starych przepisów i wydarzeń z naszego życia. Postanowiłam robić podsumowania każdego miesiąca, bo chcę utrwalić te chwile. Ten post prawie skończyłam na początku obecnego miesiąca, ale... Mogę pisać dlaczego, ale to nie ma sensu. Ostatnio ciągle brakuje mi czasu albo robię zbyt dużo rzeczy naraz. Mam nadzieję, że z każdym miesiącem moja organizacja życia polepszy się ;-)


We wrześniu pojechaliśmy zamykać na zimę nasz domek nad morzem, ale jest nam tam tak dobrze, że jeździmy co tydzień i to zamykanie odkładamy na kolejny termin.
Pogodę mamy różną. Czasami pada, czasami jest wręcz gorąco, a czasami bez czapki, szalika i rękawiczek ani rusz. To już ta pora, że swetry zapełniają naszą nadmorską szafę, a szafę mamy tam nową, więc z przyjemnością patrzę na jej zawartość.

Żyjemy tam prosto. Po śniadaniu idziemy na spacer. Jak bardzo wieje, idziemy lasem. Jak jest spokojniej - plażą. Na wschód lub na zachód. Większego wyboru nie ma ;-)

Ostatnio jak ruszyliśmy w las nazbieraliśmy leśnych borówek (brusznic), które uwielbiam. Zagotowałam je z cukrem i mieliśmy pyszny dodatek do owsianki i jogurtu. Kiedy oddaliliśmy się od naszej wioski na kilka kilometrów, pojawiły się grzyby. Widać było, że ktoś szedł przed nami i "kosił" grzyby, a i tak znaleźliśmy ich dużo. Trochę maślaków (te rosły we wrzosach niedaleko wydm) i dużo prawdziwków, ale takich prawdziwków jakich nie znałam wcześniej. Te prawdziwki nazywają się borowikami amerykańskimi (Aureoboletus projectellus), borowikami wrzosowymi, ale znane są też pod nazwą złotak wysmukły. Jest to stosunkowo nowy grzyb na terenie Polski. Pochodzi z Ameryki Północnej. W Europie po raz pierwszy pojawił się pod koniec lat 80. Około 2013-2014 roku zaczął występować w lasach Litwy i Łotwy, skąd przywędrował do Polski. Najchętniej rośnie w lasach sosnowych, na piaszczystych glebach i wrzosowiskach.
Można go znaleźć najczęściej na północy kraju i na Podlasiu, chociaż rozprzestrzenia się po całej Polsce. Oprócz smaku, wielkim atutem tego borowika jest... brak robaków (nasze owady nie zdążyły jeszcze skolonizować jego owocników). Ten grzyb może osiągnąć wysokość nawet 25 cm.
Czy też tak macie, że jak nie wybieracie się na grzyby, to znajdujecie ich wiele, a kiedy jesteście przygotowani na wielkie grzybowe łowy, to w koszach macie pusto?


Kiedy wyjeżdżamy nad morze prosto po mojej pracy, wtedy często zatrzymujemy się na jedzenie gdzieś w Trójmieście. Wracamy do znanych nam miejsc albo szukamy nowych. Zastanawiamy się na co mamy ochotę i wtedy kierując się "smakiem dnia", wybieramy knajpkę. Kiedy "naszło" nas na pizzę poszliśmy w Gdyni do małej knajpki MĄKA I KAWA. Pizze, które tam przyrządzają są pyszne. Dobre ciasto, wysokiej jakości dodatki i... bardzo przyzwoite ceny. Moja ulubiona to TARTUFO z pastą truflową i mascarpone oraz CALABRESE z ndują, pieczoną papryką i czerwoną cebulą. Na miejscu można również kupić świeżo paloną kawę.

A co w temacie słodkości? 
Z wakacjami nad morzem w czasach dzieciństwa kojarzą mi się kokosanki i oczywiście jagodzianki. Dzisiaj nie będę pisać jdnak o jagodziankach, tylko o kokosankach. Takich dużych. Chrupiących na wierzchu i ciągnących i wilgotnych w środku. 
Były duże - wypełniały całą moją dziecięcą dłoń i miały bardzo egzotyczny smak (pamiętajcie, że piszę o dawnych latach w zeszłym wieku :-))
To były też słodkości dzieciństwa mojego sopocko gdańskiego męża. I tak idąc w ramię w ramię minęliśmy cukiernię, która miała na wystawie takie kokosanki. Zawróciliśmy, weszliśmy do środka, kupiliśmy jedną i zaczęliśmy jeść ją na spółkę. I oboje poczuliśmy to samo. To jest ten smak znany nam z dzieciństwa. Szliśmy pogryzając wspólnie kokosankę i dzieliliśmy się naszymi wspomnieniami. Pobiegłam z powrotem do cukierni i kupiłam ich jeszcze 5 (wszystkie jakie były). Jedliśmy je przez tydzień, a one ciągle były chrupkie i wilgotne gdzie trzeba. Pyszne. Trochę staroświeckie i nostalgiczne. 
Te kokosanki kupiliśmy w cukierni JUSTYNKA

Jeżeli będziecie w Trójmieście, musicie koniecznie iść na lody do  MIŁO MI - wytwórni lodów naturalnych. Wypijecie tam pyszną kawę, zjecie niesamowite eklery i przepyszne lody. Smaki często się zmieniają, ale kilka jest w stałej ofercie. Musicie zjeść koniecznie czekoladowe na belgijskiej czekoladzie. To chyba najlepsze czekoladowe lody jakie jadłam. Jemy je na miejscu i kupujemy w pojemnikach na wynos (500 ml lub 1000 ml). I kiedy mamy lody, jedziemy już prosto nad morze. Opakowania są solidne. Bez problemu lody jadą z nami godzinę lub więcej.

Kiedy dojeżdżamy, lody lądują w zamrażalniku, rozpalamy w kominku, żeby ogrzać dom i otwieramy butelkę wina.

We wrześniu robiliśmy także wypady piknikowo rowerowe. Założenie było takie: piknik w pięknym miejscu, a potem ze dwadzieścia kilometrów na rowerze. Byliśmy w Szydłowcu, gdzie jedliśmy między innymi rewelacyjną tartę i przepyszne ciasto, (na które opublikuję przepisy) w parku przy pałacu. Potem przejechaliśmy przez miasteczko i przez lasy do muzeum hutnictwa w Chlewiskach (niestety, kiedy dojechaliśmy było już zamknięte, ale zapowiada się to miejsce tak dobrze, że wrócimy).

W lesie natrafiliśmy na stary, opuszczony sad, pełen dojrzałych jabłek. Tak dobrych owoców dawno nie jadłam, mimo, że kupuję jabłka na targu od rolników. 

Druga wyprawa piknikowo rowerowa była już bliższa. Do Mostówki w pobliżu Warszawy. To miejsce słynie z wrzosów, a wrzesień to miesiąc, kiedy one kwitną, więc było tam pięknie, wręcz sielsko i bajkowo. Jest też sporo ludzi, ale teren jest tak duży, że można znaleźć ustronne miejsce. Mostówka i jej wrzosowiska to teren, gdzie wiele osób przyjeżdża na sesje zdjęciowe. My obejrzeliśmy wrzosowiska i pojechaliśmy dalej. Okoliczne lasy są przepiękne i... rośnie w nich też masę wrzosów, a za to są puste. Tamtejsze drogi są wspaniałe na wycieczki rowerowe. Praktycznie nie ma tam żadnego ruchu, a okoliczne wsie i lasy są cudowne. Na piknik tym razem były pasty do chleba. Słonecznikowa, wegański cheddar i dwie pasty z makreli. One były pyszne. Do nich mieliśmy bagietki z piekarni po sąsiedzku (jednej z najlepszych w Warszawie) i krótko marynowane warzywa. Przepisy na pasty też będą Wasze.

W czasie tego miesiąca wyskoczyliśmy też na dwa dni do Poznania. Nie obyło się bez odwiedzin w starych kątach. W Poznaniu lubimy chodzić do różnych knajpek, ale tym razem każdy wieczór spędzaliśmy w znanej nam dobrze LA RUINIE . Hotel mieliśmy po sąsiedzku, więc... sami rozumiecie. 

W Poznaniu odkryłam nowe, kawowe wspaniałe miejsce - kawiarnię LASTRYKO. Pyszna kawa, ciasta i ten lastrykowy wystrój. Nigdy nie byłam miłośniczką lastryka, ale w tej kawiarni zobaczyłam, ile ma twarzy. Te lastrykowe stoliki zachwycają. W Lastryko wypijecie jedną z najlepszych kaw w Poznaniu (i najtańszych). 

We wrześniu dużo gotowałam. Odkryłam intrygujące smaki i przepisy. Miałam taką lekką rękę w tworzeniu nowego. Przepisy mam zapisane, a postanowienie systematyczności na blogu zrobione, więc możecie spodziewa się wzmożonej aktywności. Na pierwszy ogień planuję ciasto czekoladowe ze śliwkami, które możecie zobaczyć na ostatnim zdjęciu.Takich ciast już trochę upiekłam, ale to jest najlepsze. Ciężkie, intensywne, wilgotne i bardzo czekoladowe. Dla miłośników śliwki w czekoladzie będzie to wypiek idealny. Zapowiada się deszczowa pogoda, więc takiego ciasta będzie nam potrzeba.

Nad morzem przeżyliśmy też wielką wichurę, która znad Szwecji nadciągnęła nad Polskę. Najintensywniejsza była nad morzem i muszę Wam powiedzieć, że wiało mocno. Szczególnie w nocy. My w tym naszym małym domku w lesie czuliśmy się jak w oku cyklonu. Morze było tak głośne, że mimo, że mamy 100 kroków od wydm, czuliśmy się jakby morze było tuż za oknem. Wiatr wył i wyginał drzewa, łamał gałęzie i zrzucał setki szyszek. Był taki moment, że myślałam: wsiadajmy w samochód i jedźmy do Trójmiasto przenocować. Jednak, żeby tam dojechać trzeba przejechać przez puszczę Darżlubską, co przy takiej pogodzie również nie jest bezpieczne. Przetrwaliśmy. Wiatr uderzał w szyby, deszcz dudnił w dach, morze grzmiało i było strasznie i... piękne.

Za każdym razem jak jestem nad morzem, to myślę, żeby kiedyś zamieszkać tu na stałe. I żyć takim wolniejszym życiem. Ze spacerami na plażę po obudzeniu, z zakupami jajek, miodu i kartofli u miejscowych gospodarzy, z wizytami w lokalnej mleczarni, z pieczeniem chleba i gotowaniem garnka gołąbków, ze śniadaniami na tarasie niezależnie od pogody. Tylko o dobrych chleb nad morzem jest trudno, ale z jego pieczeniem radzę sobie całkiem dobrze;-)

Za to w sezonie chcę stąd uciekać. I tak to wgląda. Mieszczucha ciągnie do dziczy :-)

Długo mi to wyszło. 
I to w czasach, kiedy ludzie najchętniej czytają krótkie teksty ;-) Co zrobić? Cieżko zamknąć miesiąc w 5 zdaniach, a chciałam podzielić się z Wami wspomnieniami.

Cukiernia "JUSTYNKA"
Abrahama 14 ,81-352 Gdynia
Kartuska 6, 81-002 Gdynia
Starowiejska 47, 81-363 Gdynia
Wójta Radtkego 29-35/, 81-335 Gdynia

Pizzeria "MĄKA I KAWA"
Świętojańska 65, 81-391 Gdynia
Jana Kilińskiego 4, 80-452 Gdańsk
Kilińskiego 4 (II piętro), 80-266 Gdańsk

Lodziarnia "MIŁO MI"
Świętojańska 44, Gdynia
Aleja Zwycięstwa 244, Gdynia
Jantarowa, Gdańsk, wejście na plażę 66

Kawiarnia Lastryko
ul. Św Marcin 41/2, Poznań

Cafe La Ruina & Raj
ul. Św Marcin 34, Poznań


Czarne chmury nad morzem. Piękne i groźne



Dzięki porannej rosie widać misterną pracę pająków



1/sezonowe gotowanie 2/wrzosowisko Mostówka 3/miejskie zakupy najchętniej na rowerze 4/zakupy dyniowe najlepsze w gospodarstwie Majlertów


1/ulubiony sernik robię z pamięci 2/jadąc przez wsie patrzymy jak żyją kury i wtedy kupujemy jajka 3/lubię kury 4/ 16 jajek - tyle potrzeba do ulubionego sernika


1/na pikniku w Szydłowcu 2/do pracy też chodzę ;-) 3/ciepła czapka nad morzem zawsze się przydaje 4/nowa czapka kupiona w Poznaniu tak mi się spodobała, że mierzyłam ją już w pociągu (Napapijri  - trzecia w mojej kolekcji czapek)


1/kolekcja cerat w miejscowym sklepie GS 2/wizyta strażaków, kiedy okazało się, że przy zaworze wody mamy gniazdo os 3/uwielbiam asortyment miejscowych sklepów GS 4/jak dawno nie widziałam takich zasłon do drzwi z kolorowych, plastikowych pasów


1/ponad trzydzieści lat razem minęło nam we wrześniu 2/ostatnie bukiety łąkowe 3/wzięłam kwiaty na plażę do kawy ciasta 3/te kwiaty dostałam od męża po wyjściu z pracy - stały potem przez dwa tygodnie w wazonie


1/szaszłyki - w tej wersji rewelacyjne 2/proste śniadanie z lokalnym produktów 3/bataty w mojej kuchni ostatnio są obecne bardzo często 4/ciasto z pikniku w Szydłowcu - było pyszne


1/borowik amerykański - borowik wrzosowy - złotak wysmukły 2/borówki - ulubione skarby jesieni 3/dziki sad w środku lasu 4/moje odkrycie sezonu - borowik wrzosowy


1/rowery na dach i w drogę 2/park w Szydłowcu 3/wrzosy w Mostówce 4/wrzosowy wrzesień


1/najlepsze jabłka 2/w drodze na piknik 3/uwielbiam ich smak 4/wrzosy jesienne


1/piknik z pastami do wyboru 2/ulubione kubki do kawy wezmę też do lasu 3/sobota czyli bagietki z piekarni DEJ 4/piknik w Szydłowcu


1/poranne zakupy przed piknikiem 2/chleb duński - wielka miłość 3/miejscowa piekarnia w Minkowicach 4/śniadanie można robić


1/stare lodzie rybackie ciągle w użyciu 2/czarne chmury nadciągają 3/idzie deszcz 4/wieje 100 km/h


1/pizze z Mąka i kawa 2/eklery z Miło mi 3/ten wystrój (Miło mi) 4/kokosanki z Justynki


1/rewelacyjna kawa w Lastryko w Poznaniu 2/spędziliśmy tu wiele godzin (Raj i ruina) 3/widok z hotelowego okna (hotel Hampton) 4/Bánh mì z Raju i ruiny - uwielbiam


Ciasto czekoladowe ze śliwkami. Przepis, który wkrótce będzie Wasz

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails