poniedziałek, 30 września 2019

Ciasto bananowo kokosowe (bez cukru) i garść norweskich wspomnień.


Mój ostatni wyjazd do Norwegii był szalony i spontaniczny.
W piątek po pracy spakowałam kilka rzeczy (w tym ciasto bananowo kokosowe, które upiekłam dzień wcześniej) i pojechałam na lotnisko. I razem z córką poleciałyśmy do Oslo, gdzie czekała na nas męska część rodziny (tata z synem byli na wspólnej wyprawie po Szwecji, Norwegii i Danii).

Pierwsze wrażenie po wyjściu z lotniska było cudowne. Było ciepło i pachniało łąką.

Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do regionu Telemark, żeby spędzić noc w żółtym, drewnianym domku nad jeziorem. Mały domek z tarasem, drewnianymi łóżkami i potokiem szumiącym za oknem stał się naszym pierwszym przystankiem weekendowej wyprawy.
Bo ta szalona wyprawa do Norwegii miała trwać właśnie tylko weekend.
Początkowo planowaliśmy spędzić ten czas w Oslo i ewentualnie gdzieś w pobliżu miasta, ale z czasem nasze plany ewoluowały i postanowiliśmy wyruszyć na fiordy i wspiąć się na Preikestolen nad Lysefjordem. Mieliśmy do przejechania trochę ponad 400 km, ale drogi na prawie 8 godzin jazdy. Wybraliśmy jedno piękne miejsce, w którym mieliśmy spędzić trochę czasu i zatrzymywać się po drodze tam, gdzie nam się spodoba, zamiast weekendu w mieście. Na szczęście nasz powrotny samolot był późno wieczorem, więc mogliśmy pozwolić sobie na taki plan. O szalonej powrotnej drodze i Preikestolen jeszcze Wam opowiem.
Dzisiaj czas na krótką historię o naszym pierwszym dniu w Norwegii.

Poranek był bardzo rześki. Ubrałam się ciepło i poszłam podziwiać wschód słońca nad jeziorem. Było cicho, spokojnie i pięknie pachniało lasem. Wspięłam się na wzgórze, z którego mogłam podziwiać wschód słońca, oddalony port jachtowy i małe miasteczko po drugiej stronie jeziora.

Na szczycie stał drewniany stół i krzesła czyli wymarzone miejsce na idealny  piknik. Przeszłam się jeszcze kawałek, spotykając pojedyńcze osoby, które na mój widok machały ręką. Nie wiem, czy to zwyczaj typowy dla norweskiej prowincji, ale było to bardzo miłe.

Z każdą minutą robiło się coraz cieplej, więc śniadanie zjedliśmy na tarasie i wyruszyliśmy w drogę.

Z każdym przejechanym kilometrem krajobraz zmieniał się, zmieniała się architektura, ale przez cały czas było pięknie i harmonijnie. Drewniane domy idealnie komponowały się z otoczeniem, a my jechaliśmy, jechaliśmy podziwiając to co stworzyła natura i jak człowiek potrafi to uszanować. 

Zatrzymywaliśmy się co chwilę, żeby wspiąć się na wzgórze, przejść po kamieniach po rzece, podziwiać wodospady i jeziora.

Na kawę przystanęliśmy w uroczym miejscu w Eidsborg. Pobliski drewniany kościół słupowy z 13 wieku i stare budynki należą do najstarszych drewnianych zabytków w Europie. 

Na pięknym, starym kamiennym stole na lekkim wziesieniu, zjedliśmy ciasto bananowo kokosowe, które wzięłam ze sobą z domu i wypiliśmy kawę. 
W pobliżu znajduje się Vest - Telemark Museum czyli coś w rodzaju muzeo - skansenu. Pięknym tłem do naszego posiłku były biegające po wzgórzach dzieci w lnianych sukienkach i koszulach. To było jak przeniesienie się w czasie.

O Norwegii na razie dość. 
Teraz kilka słów o cieście. Nie ma w sobie cukru. Słodycz zawdzięcza dodatkowi miodu i mocno dojrzałym bananom. Ta dojrzałość bananów ma wielkie znaczenie. One nadają w dużęj mierze słodycz ciastu. Jestem pewna, że każdy z nas od czasu do czasu ma lekko przejrzałe banany i zastanawia się co z nimi zrobić. Mam dzisiaj dla Was propozycję ich wykorzystania.

Ciastu smaku oprócz bananów, nadaje kokos (mleko, olej i wiórki).
Do ciasta można dodać również garść orzechów, suszonych owoców lub posiekanej czekolady.

To takie "zdrowe" ciasto, które można jeść bezkarnie. A w dodatku jest bardzo smaczne.

















Ciasto bananowo kokosowe 
(bez cukru)

125 ml oleju kokosowego (w temperaturze pokojowej)
2 sztuki (200 g) bardzo dojrzałych bananów (waga po obraniu)
3 łyżki (45 ml) mleka kokosowego
100 ml płynnego miodu (o neutralnym smaku)
2 średniej wielkości jajka
1 1/2 łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii (opcjonalnie)
225 g mąki pszennej pełnoziarnistej (z drobnego przemiału) lub pszennej tortowej
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka mielonego cynamonu (można użyć również przyprawy do piernika)
1 łyżka wiórków kokosowych

Wysmarować masłem (lub olejem kokosowym) i wyłożyć papierem do pieczenia foremkę keksówkę (do ciast o wadze 900 g).
Rozgrzać piekarnik do temperatury 170 stopni C. 

Rozgnieść widelcem banany.

Zmiksować do połączenia mleko kokosowe, olej kokosowy (jeżeli jest bardzo twardy, to trzeba go lekko podgrzać, żeby zmiękł), miód, jajka i wanilię. Dodać banany i wymieszać.

W drugiej misce wymieszać widelcem mąkę, proszek do pieczenia, cynamon i wiórki. 
Sypkie składniki dodać do masy bananowej i delikatnie wymieszać całość szpatułką. 

Przelać ciasto do formy i wstawić do piekarnika.

Piec 50 - 55 minut. Przed wyjęciem ciasta. Sprawdzić stan upieczenia patyczkiem.

Odstawić ciasto na 5 minut przed wyjęciem z formy, a następnie wystudzić je całkowicie na kratce przed krojeniem.

Przechowywać zawinięte w papier. 
Ciasto utrzymuje świeżość przez kilka dni.



Przepis  Ghillie James z książki "Asia Light"

3 komentarze:

  1. ja za kokosem nie przepadam ,ale moja córka uwielbia , robię chlebek bananowy wiec jak dorzuce kokosu wydzie prawie to samo ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne widoki
    A ciasto takie co lubię, zrobię

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails