czwartek, 26 maja 2022

Sezonowo. Dwa przepisy na tarty ze szparagami i dip, który skradł nasze serca.


Maj. W te ciepłe dni, aż chce się jeść gdzieś na dworze. W ogrodzie, na trawie, lesie, na pikniku czy na ławce w parku. Tarta to idealny posiłek na takie okazje i na tę porę roku. Można wypełnić ją sezonowymi warzywami, podać z miską sałaty i mamy wtedy gotowy posiłek, który może być zarówno obiadem jak i kolacją. To też idealny wypiek, żeby wziąć go ze sobą, bo jest wygodny do zapakowania i przewiezienia.
W sezonie szparagowym staram się je przygotowywać jak najczęściej, więc nie dziwcie się, że obie moje dzisiejsze propozycje na tarty maja je w swoim składzie.

Jedna tarta jest przygotowana na cieście na maśle, a druga na oliwie. To drugie ciasto jest bardzo kruche, dobrze trzyma kształt, łatwo się wałkuje bez podsypywania mąką i nie trzeba go chłodzić przed pieczeniam. Możecie oczywiście użyć przepisu na swoje ulubione, kruche ciasto, żeby zrobić te tarty.

Polecam Waszej uwadze jeszcze przepis na dip. Jest on zrobiony na mleku kokosowym. Według moich domowników, ten niepozorny dip jest jednym z najpyszniejszych jakie jedli. 
Do jego przygotowania użyjcie dobrego mleka kokosowego z krótkim składem i wysoką zawartością kokosa. 

Zostawiam Wam przepisy i nasz wiosenny stół.
Na zdjęciach zobaczycie jeszcze jajka w koszulkach ze szparagami i sosem holenderskim z dodatkiem srirachy z TEGO przepisu. Uwielbiamy je.
 



Tarta ze szparagami pieczonymi pomidorkami koktajlowymi

ciasto
200 g mąki jasnej orkiszowej lub pełnoziarnistej
skórka starta z 1/4 cytryny
duża szczypta soli
50 ml oliwy z oliwek
75 ml zimnej wody

nadzienie
400 g pomidorków koktajlowych
sól 
świeżo zmielony pieprz
oliwa z oliwek
1 por (tylko biała część)
gałązka rozmarynu
450 g zielonych szparagów (1 pęczek)
3 jajka
70 g (3 łyżki) gęstej kwaśnej śmietany lub jogurtu greckiego lub zwykłego naturalnego
skórka starta z 1/4 cytryny
1 łyżeczka musztardy z Dijon

Rozgrzać piekarnik do 120 stopni C.
Wyłożyć papierem do pieczenia blachę lub sporą formę. Ułożyć na niej przekrojone na pół pomidorki (stroną cięcia do góry). Doprawić je solą, pieprzem i oliwą. Wstawić do piekarnika i piec przez około 1 godzinę. Czas pieczenia zależy od wielkości pomidorków. Gotowe powinny być miękkie i słodkawe. 
Wyjąć z piekarnika i odstawić na bok.
Zwiększyć temperaturę piekarnika do 180 stopni.

Przygotować ciasto.
Do miski wsypać mąkę, dodać sól, skórkę z cytryny i wymieszać. Dolać oliwę i zmiksować do uzyskania kruszonki. Dodać wodę i zmiksować do połączenia. Ciasto przez chwilę wyrabiać dłońmi i uformować z niego kulę. 
Przełożyć je na lekko podsypany blat i cienko rozwałkować. Przełożyć ciasto do formy o średnicy 26-28 cm i docisnąć je do brzegów i dna formy. Obciąć końcówki ciasta równo z brzegami formy.
Ciasto ponakłuwać widelcem i wstawić do piekarnika. Piec 12 minut.
Kiedy ciasto się piecze, przyrządzić nadzienie.

Na patelni rozgrzać oliwę i smażyć na małym ogniu pora pokrojonego w cienkie plasterki, aż stanie się miękki i słodkawy. 
Kiedy por się dusi ugotować w osolonej wodzie szparagi na chrupko. Szparagom należy odłamać końcówki przed gotowaniem. 
W misce wymieszać śmietanę (jogurt). i jajka. Dodać musztardę, pory i skórkę z cytryny. Posolić i popieprzyć do smaku. Wymieszać całość. 
Na podpieczony spód wyłożyć szparagi (można je pokroić w 4-5 cm kawałki). Zalać całość masą jajeczną  i rozprowadzić ją równomiernie. Na wierzchu ułożyć pomidorki.
Wstawić do piekarnika na środkowy poziom i podwyższyć temperaturę piekarnika do 200 stopni C.
Piec tartę 15 - 20 minut, aż brzegi zrumienią się, a masa jajeczna zetnie się.

Podawać na ciepło lub po wystudzeniu.



Ziołowy dip  na mleku kokosowym z dodatkiem tahini

120 ml mleka kokosowego (o wysokiej zawartości ekstraktu z kokosa)
75 ml oliwy z oliwek
10 g listków mięty
35 g szczypiorku (pokrojonego w 2-3 cm kawałki)
20 g listków natki
1 średni ząbek czosnku 
2 łyżki pasty tahini (sezamowej)
3 łyżki soku z limonki
1/2 - 1 łyżeczka syropu klonowego
3/4 łyżeczki morskiej  soli

Podgrzać mleko kokosowego prawie do zagotowania. Przelać do pojemnika blendera i pozostawić do przestudzenia. Dodać pozostałe składniki i zmiksować na gładką masę.

Podawać jako dip do warzyw (marchewki, rzodkiewek, kalarepki, sałaty rzymskiej, selera naciowego, papryki, ogórków...)


Tarta ze szparagami, groszkiem i dymką z dodatkiem koziego sera

ciasto
300 g mąki pszennej tortowej
duża szczypta soli
150 g zimnego masła (pokrojonego w 1 cm kostkę)
100 - 120 ml zimnej wody

nadzienie
150 g zielonego groszku (może być mrożony)
12 łyżki oliwy z oliwek
15 sztuk zielonych szparagów
6 młodych, małych cebulek dymek (pokrojonych wraz ze szczypiorem w 1 cm kawałki)
1 mała sałata rzymska (pokrojona w 1 cm paski)
garść natki (posiekanej)
sól
1 ząbek czosnku (starty)
1 jajko
1 żółtko
200 ml śmietanki kremówki (30 %)
150 g sera koziego w roladce z pleśnią na wierzchu) - można użyć innego


Przygotować ciasto.
Do miski wsypać mąkę i sól. Wymieszać. Dodać masło i rozetrzeć je palcami wraz z mąką do uzyskania płatków. Dodać wodę i wymieszać całość do połączenia Szybko zagnieść ciasto i uformować z niego kulę. Spłaszczyć ją, zawinąć w folię spożywczą i wstawić do lodówki na 30 minut.
Ciasto można również przyrządzić w malakserze.

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni C (góra - dół).

Ciasto wyjąć z lodówki i zostawić na blacie na kilka minut, żeby ogrzało się i stało plastyczne do wałkowania. 
Ciasto rozwałkować na grubość 3 mm i wyłożyć nim formę do tart o średnicy 26-28 cm. Ponakłuwać widelcem  spód. Wyrównać boki ciasta ścinając je na równi z bokami formy. Na ciasto położyć papier do pieczenia i wsypać na niego warstwę kulek ceramicznych do pieczenia lub fasoli. 
Wstawić ciasto do piekarnika na średni poziom i piec 20 minut. Zdjąć papier wraz z kulkami (fasolą) i piec je jeszcze 10-12 minut do lekkiego zezłocenia.

Kiedy ciasto się piecze przygotować nadzienie. Odłamać końcówki szparagów i pokroić je na 4 cm kawałki. Na patelni rozgrzać oliwę. Dodać szparagi i smażyć je mieszając przez około 2 minuty. Dodać dymkę, sałatę i groszek. Smażyć mieszając do chwili, aż sałata lekko zmięknie. Doprawić solą. Dodać natkę, wymieszać i przełożyć na podpieczony spód.
W miseczce wymieszać jajko z żółtkiem. Dodać śmietankę, sól i czosnek. Wymieszać.
Zalać tą mieszanką warzywa na cieście, a na wierzchu ułożyć ser pokrojony w plastry.
Tartę wstawić do piekarnika i piec 30-35 minut, aż masa jajeczna zetnie się i całość lekko zrumieni. 

Podawać na ciepło lub po wystudzeniu.




piątek, 13 maja 2022

Weekendowe śniadania. Brioszka maślana i jajka ze szparagami z sosem holenderskim z dodatkiem srirachy. I krótka historia tego sosu.


Jak mnie ten sezon szparagowy cieszy. Czekałam na niego bardzo niecierpliwie z przygotowaną listą nowych przepisów do przetestowania. Boję się, że albo nie zdążę wszystkich wypróbować albo z nadmiaru szparagi zaczną nam wychodzić uszami ;-).
Pierwsze szparagi w tym roku jadłam już w marcu i kwietniu w Szwajcarii i we Włoszech. Było to pyszne doznanie i bardzo przyjemne, ale jednak te nasze szparagi, które kuszą z każdego straganu, cieszą mnie najbardziej. 
Na blogu będzie teraz szparagowo. I rabarbarowo. I truskawkowo.
 :-)
W końcu sezonowe gotowanie jest najlepsze i najprzyjemniejsze. I najzdrowsze.

Zielone szparagi są najpopularniejsze, bo są najłatwiej dostępne i najprostsze do przygotowania. Wystarczy odłamać twardą część i gotowe. Trudniej jest z białymi. Trzeba je obrać, co zajmuje trochę czasu i nie jest najprzyjemniejszą rzeczą na świecie. Do tego mają lekką goryczkę, która części z was przeszkadza. Na to jest łatwy sposób. Wystarczy dodać trochę cukru do gotowania szparagów. Podzielę się z Wami wkrótce na jeden z naszych ulubionych przepisów na białe szparagi. 

Dzisiaj za to mam coś dla miłośników francuskiej kuchni i klasycznych przepisów. Sos holenderski i szparagi są wręcz dla siebie stworzone. Mam dzisiaj dla Was przepis na taki sos z twistem. Jak chcecie przepis klasyczny, to pomińcie sos sriracha. 

W poniższym przepisie znajdziecie trochę wskazówek jak przygotować klasyczny sos. Nie bójcie się go zrobić. To sos idealny. Ma trochę kalorii, ale czasami trzeba sobie trochę pofolgować ;-)

Do przepisu na danie śniadaniowe ze szparagami, które znajdziecie poniżej, dodaję recepturę na idealną brioszkę. Jest pyszna, wilgotna i łatwa do zrobienia. Wystarczy kierować się wskazówkami, które dopisłam kursywą. Możecie wykorzystać ten przepis razem z daniem szparagowym, a możecie upiec brioszkę i zjeść ją z masłem i konfiturą albo z czym tylko macie ochotę... albo zrobić z niej tosty francuskie... albo część zamrozić pokrojoną w kromki i cieszyć się smakiem domowej brioszki w dowolnej chwili.

Powiem Wam jeszcze, że sos sriracha jest cudowny w smaku i przyda się Wam w kuchni wielokrotnie. A jako dodatek do sosu holenderskiego sprawdza się idealnie. A wymieszany z majonezem też jest świetny ;-)


Sos Sriracha to tajski sos z papryczek chilli, czosnku, octu, soli i cukru. Nazwa pochodzi od miasta Si Racha. Jego historia zaczęła się w tym nadmorskim miasteczku w południowo-wschodniej Tajlandii w 1949 roku. Kucharka Thanom Chakkapak zaczęła podawać do przygotowywanych posiłków jasny, czosnkowy sos chili. Rodzina i przyjaciele namawiali ją do sprzedaży go i w końcu Thanom  zdecydowała na produkcję. Nazwała swój sos Sriraja Panich. W 1984 r.  sprzedała swoją firmę Thai Theparos Food Products, dużej firmie spożywczej w Tajlandii. 

Sriraja Panich jest nadal wytwarzany z naturalnych składników i leżakuje przez co najmniej trzy miesiące, aby wydobyć naturalny smak chili. Ocet dodaje się powoli co tydzień, aby stopniowo łączyć smaki składników. 

Dwa najpopularniejsze brandy to ten z gęsią (tajski) i z kogutem (amerykański). 

W 1975 roku pochodzący z Wietnamu David Tran zaczął samodzielną produkcję własnego ostrego sosu. Po trzech latach uciekł z rodziną do Stanów Zjednoczonych. Tran kiedy spostrzegł, że w Kalifornii, w której zamieszkał, społeczność azjatycka jest duża, postanowił produkować ten pikantny sos.  Najpierw był on butelkowany w słoikach po jedzeniu dla niemowląt. W 1983 roku Tran otworzył małą firmę i rozpoczął sprzedaż hurtową. 

Swoją firmę nazwał Huy Fong, podobnie jak statek, który przywiózł jego rodzinę do Ameryki, i umieścił koguta na butelce, aby uczcić rok, w którym się urodził.

Taka jest historia tajskiego i amerykańskiego sosu sriracha.




Brioszka maślana (rosnąca przez noc w lodówce)

75 ml mleka (letniego)

1 1/2 łyżeczki suchych drożdży

80 g drobnego cukru

3 średnie jajka (w temperaturze pokojowej)

350 g mąki pszennej (typu 550)

1/2 łyżeczki drobnej soli

120 g miękkiego masła (w temperaturze pokojowej)


do smarowania wierzchu

1 rozbełtane jajko

masło do posmarowania formy

Delikatnie ciepłe mleko wymieszać z połową cukru i suszonymi drożdżami. Odstawić na 10 min.

Dodać rozbełtane jajka, resztę cukru i mąkę i sól. Miksować całość przez 5 minut na średnich obrotach, aż ciasto połączy się w całość. Zmniejszyć obroty na niskie i dodawać po trochu masło. Kolejną porcję dodawać, kiedy poprzednia połączy się z ciastem. 

To jest jedna z najważniejszych rzeczy przy robieniu ciasta brioszkowego. Masło musi być bardzo miękkie, należy dodawać je po małej porcji (około łyżeczki z czubkiem) i kolejną, kiedy poprzednia połączy się z ciastem.

Kiedy całe masło zostanie połączone z ciastem, to należy zwiększyć ponownie obroty do średnich i wyrabiać ciasto przez 15-20 minut.

To jest kolejna ważna rzecz. Ciasto będzie po połączeniu z masłem wyglądać już na wyrobione, ale należy je wyrabiać przez te naście minut dodatkowo, aż będzie elastyczne, miękkie i lśniące. A, kiedy będziecie rozciągać je palcami, nie będzie rozrywać się, a wytwarzać się będzie cienka błona. 

Ciasto przełożyć do czystej miski, przykryć je folią i wstawić do lodówki na 8-12 godzin (maksymalnie na 24 godziny).

Ciasto wyjąć z lodówki i odgazować je przez dociśnięcie dłonią lub pięścią.

Ciasto przełożyć na podsypany mąką blat.

Podzielić na 8 równych porcji. Z każdej uformować kulkę. 

Najpierw porcję ciasta rozpłaszczam dłońmi na placek, a następnie zbieram razem wszystkie końce i sklejam je. Potem toczę dłonią kulę.

Ułożyć je (zachowując odstępy) w wysmarowanej masłem formie keksówce (użyłam w rozmiarze 14x28 cm).


Ciasto podzielić na 8 równych porcji. Z każdej uformować kulkę.

Ułożyć kule ciasta (zachowując odstępy) w wysmarowanej masłem formie keksówce.

Wyrośnięte i posmarowane jajkiem ciasto brioszkowe gotowe do pieczenia.

Przykryć formę ściereczką i odstawić do wyrastania na 1-1,5 godziny. 
Po tym czasie posmarować wierzch rozbełtanym jajkiem i wstawić formę do nagrzanego do 180 stopni C piekarnika. Piec brioszkę, aż będzie wyrośnięta i złocista. Pod koniec pieczenia, jeżeli wierzch brioszki za bardzo rumieni się, przykryć go delikatnie folią aluminiową. Czas pieczenia to 25-35 minut.
Studzić brioszkę w formie przez godzinę, a następnie wyjąć i wystudzić do końca. 

Brioszka pokrojona w plastry lub w całości świetnie się mrozi. Można ją opiekać lub robić z niej francuskie tosty.




Jajka w koszulce ze szparagami i sosem holenderskim z dodatkiem srirachy

20 sztuk zielonych szparagów
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka octu z białego wina
gałązka estragonu (opcjonalnie)
8 bardzo świeżych jajek (w temperaturze pokojowej)
4 grube kromki z brioszki, chałki lub chleba na zakwasie

sos holenderski ze srirachą
100 ml octu z białego wina
250 g masła
1 łyżka sosu sriracha
3 żółtka
sok z 1/2 cytryny
sól

drobno posiekany szczypiorek

Odłamać twardą część ze szparagów. Ułożyć je w formie. Skropić oliwą i oprószyć solą. Wymieszać i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Piec na chrupko. 
Czas pieczenia zależy od grubości szparagów. Można je również ugotować w osolonej wodzie. 
Szparagi wyjąć z piekarnika i trzymać w cieple. Można je również przygotować w trakcie robienia sosu holenderskiego.

Przyrządzić sos holenderski
W rondelku rozpuścić masło i delikatnie przelać je do naczynia z dzióbkiem.

Naczynie z dziubkiem ułatwi dodawanie cienkim strumieniem masła w trakcie mieszania sosu.
Ważne, żeby przelać tylko przezroczysty tłuszcz (sklarowane masło), który utrzymuje się na wierzchu, a nie warstwę serwatkowo białkową, która znajduje się na dnie. Dzięki temu, sos holenderski nie zważy się w trakcie przygotowywania. 

Do rondelka wlać ocet, 50 ml wody i dodać estragon. Gotować do uzyskania 1 łyżki płynu, Wyjąć estragon. 
Przelać płyn do miski (żaroodpornej) i ustawić ją na garnku z wolno gotującą się wodą. 
Ważne, żeby dno miski nie dotykało wody.
 Dodać sos sriracha i żółtka. Wymieszać.
Cały czas mieszać i podgrzewać sos, aż lekko zgęstnieje. 
Cały czas mieszając, dodać wąskim strumieniem około 1 łyżki masła stopionego i mieszać, aż tłuszcz połączy się z sosem. Wtedy ponownie dolać małą porcję masła i mieszać do połączenia. Tak postępować, aż całe masło wmiesza się do sosu. Pod koniec można dodawać większe porcje masła.
Doprawić sos sokiem z cytryny i solą.
Jeżeli sos jest bardzo gęsty, dodać 1-2 łyżki mocno ciepłej wody. 

Ważne, żeby cały czas mieszać sos przy dodawaniu tłuszczu. Dodawać początkowo małe porcje wąskim strumieniem. Kolejną porcję dodawać, kiedy poprzednia połączy się z sosem.
Jeżeli sos Wam się zważy: do miski nad garnkiem z gorącą wodą, dodajcie 1 zółtko i po trochu cały czas mieszając, dodawajcie zważony sos. Będzie aksamitny znowu.

Ugotować w zakwaszonej octem wodzie jajka w koszulkach. Osuszyć je na papierowym ręczniku. Gotować maksymalnie po 3 jajka. 

Opiec na rumiano kromki brioszki na suchej patelni. Ułożyć je talerzu. Na nich ułożyć szparagi. Na nich ułożyć po dwa jajka w koszulkach. Na wierzch nałożyć sos. Całość posypać szczypiorkiem.
Podawać od razu.




poniedziałek, 9 maja 2022

Czas na proste ciasto maślane z rabarbarem i... tartą marchewką (wilgotne i długo zachowujące świeżość)


Pierwsze spotkanie z rabarbarem w tym roku miałam w Szwajcarii. Nie wiem, czy to tylko moje wrażenie, ale ten rabarbar za granicą jest zawsze bardziej czerwony czy różowy, a na moim targu jest zielono czerwony. Nieważny jest kolor. Ważne, że znowu można się cieszyć jego smakiem. 

Teraz wykorzystuję świeży, ale w sezonie zawsze kupuję jego większe ilości, kroję w większe lub jednocentymetrowe kawałki i mrożę. Lubię go używać, kiedy sezon na niego kończy się. Taki rabarbar świetnie sprawdza się w ciastach, do duszenia czy pieczenia (wtedy wybieram kawałki długie na około 10 cm). 

Dzisiejszy przepis, który znajdziecie poniżej jest na wilgotne, maślane i długo zachowujące świeżość ciasto z dodatkiem rabarbaru obtoczonego w cukrze waniliowym. Ciasto ma piękny kolor dzięki dodatkowi drobno startej marchewki. Jej dodatek ma też wpływ na długie zachowanie świeżości i wilgotności ciasta. Możecie je zrobić również w wersji korzennej (szczegóły w przepisie). 

Ja upiekłam je w formie do babki, ale możecie upiec w formie keksówce lub prostokątnej. Wtedy tylko dostosujcie czas pieczenia. 



Ciasto rabarbarowe z marchewką

200 g miękkiego masła (w temperaturze pokojowej)
150 g drobnego cukru (można użyć brązowego)
1/2 łyżeczki soli
1 opakowanie cukru waniliowego z prawdziwą wanilią 
4 jajka (w temperaturze pokojowej)
250 g mąki pszennej tortowej (można użyć orkiszowej)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki cynamonu (do wersji korzennej ciasta)
1/2 łyżeczki startego korzenia świeżego imbiru (do wersji korzennej ciasta)
150 g drobno startej marchewki

250 g rabarbaru pokrojonego w 1 cm kawałki 
1 opakowanie cukru waniliowego z prawdziwą wanilią (do obtoczenia rabarbaru)
1 łyżka cukru (do obtoczenia rabarbaru)

wierzch
cukier puder
lub 
lukier z 60 g cukru pudru i 1 łyżki soku z cytryny

masło do nasmarowania formy
mąka do wysypania formy

Nasmarować masłem i wysypać mąką formę do babki o klasycznej wielkości (o pojemności około 2 litrów).
Nagrzać piekarnik do 180 stopni C.

W misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia.
Wymieszać w misce rabarbar z 1 łyżką cukru i cukrem waniliowym.

Zmiksować masło z cukrem, solą i cukrem waniliowym na gładką i puszystą masę.
Cały czas miksując dodawać po 1 jajku. Kolejne dodawać, kiedy poprzednie połączy się z masą. Dodać marchewkę. Dodać cynamon i imbir, jeżeli chcecie zrobić w wersji korzennej. Wymieszać całość do połączenia. Dodać mąkę z proszkiem i i zmiksować na wolnych obrotach do połączenia. 
Dodać rabarbar i wymieszać całość szpatułką.
Masę przełożyć do formy i i wyrównać powierzchnię. 
Wstawić do piekarnika i piec przez godzinę. Sprawdzić stan upieczenia patyczkiem i ewentualnie piec 5-10 minut dłużej.

Wyjąć z piekarnika i studzić w formie około 10 minut. Po tym czasie obrócić formę i wyjąć ciasto na kratkę do całkowitego wystudzenia. 

Wystudzone oprószyć cukrem pudrem lub polać lukrem utartym z cukru i soku z cytryny.



piątek, 6 maja 2022

A diary from last month. Kwiecień



Kwiecień minął mi błyskawicznie. Dużo się działo (mam wrażenie, że piszę to w każdym miesiącu). Były podróże, święta i świętowanie moich urodzin. W kwietniu była zima i wiosna. Pierwszego dnia miesiąca za oknem sypał śnieg i był to chyba najbielszy dzień tej zimy. Gruba warstwa śniegu, czapy na drzewach i zasypane ulice. 
Nasz kot Cynamon z jednej strony chował się pod daszkiem, żeby śnieg nie moczył jego futra, a z drugiej biegał i skakał po najgłębszym. Tak do końca, to nie wiem czy on lubi taką pogodę, ale i tak co chwilę chciał wychodzić do ogrodu. On zupełnie nie łączy tego co widzi przez okno z tym co jest na dworze. Nie lubi deszczu, ale widząc ulewę za oknem, chce wyjsć, a jak wyjdzie i zobaczy co jest, to chce wracać. 
Za to ja wiem, że zbliża się deszcz po tym ile godzin nasz kot śpi ukryty w szafie z ubraniami.


Zima w kwietniu

Pewnego poranka na początku miesiąca wyruszyliśmy w podróż. Wyjeżdżaliśmy z zasypanej Polski, żeby po dwóch godzinach wylądować w wiosennym i ciepłym Zurichu. W marcu byliśmy w Szwajcarii i w kwietniu też. Coś nas ostatnio ciągnie w tamtym kierunku :-)
W Zurichu już kiedyś byliśmy. Wiele lat temu z małymi jeszcze dziećmi. Wtedy to była krótka, jednodniowa wizyta w drodze w góry. 
Teraz mieliśmy kilka dni, żeby zaznać atmosfery miasta. 

1. zima wiosną na naszej ulicy // 2. przed odlotem samolot musiał przejść kąpiel przeciwoblodzeniową // 3. zima nad Polską // 4. wiosna nad Szwajcarią

1., 3. widok na świat z okien samolotu zawsze mnie zachwyca // 2. pogoda wymagała spryskania skrzydeł samolotu środkiem zapobiegającym oblodzeniu // 4/ na lotnisku trwa remont (co widać w lustrze)

Mam słabość do szwajcarskich linii lotniczych. Nie wiem czy już kiedyś Wam o tym opowiadałam o moich lotniskowych przygodach, które dobrze się skończyły dzięki liniom Swiss. Działo się to wiele lat temu. Leciałam sama z małymi dziećmi do Paryża właśnie tymi liniami. Po dwóch tygodniach mojej samodzielnej wyprawy z dzieciakami po Bretanii i Normandii, wracaliśmy do domu też tymi liniami z przesiadką w Genewie. Na lotnisku w Paryżu w czasie kontroli bezpieczeństwa zostałam okradziona. Zorientowałam się dopiero w samolocie tuż przed odlotem. Zgłosiłam to stewardowi i myślałam, że to tyle. Po paru minutach do samolotu wsiadł przedstawiciel tych linii lotniczych i po rozmowie ze mną, zdecydował, że opóźniają lot i ja razem z nim opuszczam samolot, żeby szukać moich rzeczy na lotnisku. Dzieci musiały zostać w samolocie (i to był największy stres, żeby samolot nie odleciał z nimi), a my ruszyliśmy na poszukiwania. Ponieważ zginął mi też telefon, to pracownik chodząc po lotnisku dzwonił cały czas na mój numer. Po pół godzinie bezowocnych poszukiwań, wróciłam do samolotu, ale na dowidzenia usłyszałam od przedstawiciela linii takie zdanie: leci Pani szwajcarskimi liniami - zajmiemy się tą sprawą. Pomyślałam: miła, pijarowa gadka, ale co oni mogą zrobić - nic.
W samolocie dostałam od stewarda dodatkową  porcję czekolady i kieliszek szampana - na ukojenie emocji ;-)
Wylądowaliśmy w Genewie i musieliśmy przejść tam kontrolę paszportów. W czasie mojej kontroli usłyszałam od pracownika: Madame, odzyskaliśmy Pani rzeczy. Przylecą do Warszawy następnym samolotem.
Zaskoczenie i radość były ogromne, ale przede wszystkim niedowierzanie, że się odnalazły. Na drugi dzień przeczytałam w gazecie, że w Paryżu na lotnisku została rozbita szajka złodziei, która okradała pasażerów. 
teraz chyba już nie dziwicie się, że tak lubię te linie.

1. lubię malowanie szwajcarskich samolotów // 2. wygląda jak rtęć - a to sufit na lotnisku w Zurichu // 3. lotnisko w Zurichu // 4. no to zaczynamy kolejną szwajcarską przygodę.

Jak dobrze poczuć wiosnę.

Woda w jeziorze zuriskim jest tak czysta, że można ją pić bezpośrednio z jeziora

Ten pobyt miał być na pełnym luzie. Bez planu, bez pośpiechu. Chcieliśmy miło spędzić czas we dwoje, przypominając sobie znane miejsca i odkrywając nowe.
Ostatnio we Włoszech wszędzie zauważałam posadzki i uliczne bruki, to teraz dzwonki i domofony. Niektóre proste, niektóre misternie zdobione, stare i nowe. Małe rzeczy. Piękne. Pełne detali i estetyki.
1., 2., 3., 4. dzwonki - każdy inny. każdy piękny.

W czasie wyjazdów lubię chodzić do miejscowych sklepów. I nie chodzi mi tu o robienie wielkich zakupów, uzupełnianie garderoby na nowy sezon, czy zakup zbędnych pamiątek. Tak jak na codzień lubię robić zakupy na targu, to nie lubię chodzenia po sklepach jako spędzania wolnego czasu albo poszukiwań do kupna czegoś, co może mi się przyda.
Za to w czasie wyjazdów lubię odwiedzanie sklepów, ale też z umiarem ;-) Czasami coś kupię, ale najczęściej poszukuję inspiracji, poznaję nowe marki i trendy.
W wielu sklepach zobaczyłam spiralne świece. Pamiętam takie z dzieciństwa. To były świece, które w moim domu rodzinnym stały w każdym świeczniku. Tak mi się opatrzyły, że przez lata nawet nie patrzyłam w ich stronę w sklepach. Wybierałam najprostsze i najzwyklejsze. Teraz te spiralne zachwyciły mnie i zakręciły mi w głowie.

1., 4. spiralne świece - nowy zachwyt dla starego wzoru // 2., 3, piękne dzwonki i piękne kolory drzwi

Jak tylko mam możliwość, to w czasie wyjazdów odwiedzam targi. Lubię chodzić między straganami i patrzeć na odmiany warzyw i owoców, na sterty pięknie ułożonych produktów i słuchać sprzedawców i kupujących. Ten wręcz teatralny spektakl wybierania, pakowania, omawiania menu i wymiany sekretnych przepisów. Czasami biorę udział w takim spektaklu i sprawia mi to olbrzymią przyjemność. Teraz byłam tylko widzem. Mieszkaliśmy w hotelu i jadaliśmy w restauracjach i kawiarniach.
1. te rzodkiewki są piękne // 2. piękno natury // 3. uwielbiam smardze - w Polsce są pod ochroną, dlatego zawsze je kupuję w czasie pobytów w Szwajcarii // 4. mój pierwszy w tym roku rabarbar to rabarbar z tego zuriskiego targu

1., 4. nieznane mi odmiany jabłek i ziemniaków zawsze mnie intrygują // 2. kocham karczochy - za wygląd i smak // 3. smardze - około 60 zł za 100 gramów - tanio nie jest

1. gdyby ta stara skrzynka była na sprzedaż, to byłaby już moja ;-). Te łyżki do butów też są niezłe // 2. takie zakupy lubię - z koszami i rowerem // 3. sklep z mydłem i powidłem" - każdy drobiazg piękny i stylowy // 4. długo wybieram oprawki do okularów, ale to taki dodatek, które może nam coś odjąć lub dodać.

1. te różowe chciałam kupić, ale na szczęście była tylko jedna // 2., 3., 4. na targu

1. wystarczy, że słońce zajdzie za chmury, a kolor wody zmienia się // 2. w oczekiwaniu na miłośników kawy // 3. spójność i harmonia - stylu i koloru // 4. mamy sentyment do tego miejsca - kiedyś zrobiliśmy tam fajne zdjęcia dzieciom

1. prosecco do śniadania - mała, duża przyjemność // 2. ty zjesz dwa, a ja jednego - albo odwrotnie ;-) // Bircher muesli - szwajcarski klasyk śniadaniowy - uwielbiam // 4. croissant i plaster sera Gruyere - uwielbiam


Jeden z moich ulubionych budynków w Zurichu

1. te deski firmy Victorinox bardzo mi się podobają // 2. dobrze, że sklepik był zamknięty, bo wyszłabym z takim kubkiem // 3. sklepik z tysiącem produktów - każdy piękny i stylowy // 4. przepisy na szwajcarskie pierniczki autorstwa Betty Bossi należą do moich ulubionych - teraz przetestuję receptury na zawijasy jej autorstwa

Szwajcaria ma tak wiele produktów, które są znane prawie wszystkim. Opowiem Wam o jednych z moich ulubionych. Czekolady szwajcarskie cieszą się renomą, jakością i wiele osób zalicza je do swoich ulubionych. Ja je bardzo lubię. Czekolady Toblerone te mleczne - klasyczne zawsze lubiłam, ale te białe... Przyznam się Wam, że to jakieś moje uzależnienie i uwielbienie w jednym. Kocham ten smak. Kiedy widzę je w sklepie, to mogę je minąć i nie mam problemu, żeby nie wkładać ich do koszyka, ale... jak już są w domu, to nic mnie nie powstrzyma i zjem naraz wszystko co jest. Nieważne czy jest to opakowanie 100 g czy 300 g. Ogarnia mnie pragnienie tak wielkie, że jestem w stanie ukryta w kącie zjeść wszystko. Żeby Was uspokoić (i siebie ;-) mogę nie jeść tej czekolady przez lata (i tak przeważnie jest) i nie mam z tym problemu, ale jak znajdę ją w domu to... wy znajdziecie tylko puste opakowania po niej.

1. jedziemy na wzgórze, żeby podziwiać miasto z góry // 2. moje uzależnienie i miłość // 3. ten sklep to dla mnie jaskinia przyjemności i wspomnień z dzieciństwa // 4. siedzenie na tych krzesłach to sama przyjemność

Jestem wielką miłośniczką szwajcarskich win. Cały czas się o nich uczę i je poznaję. Mamy zasadę, że w Szwajcarii pijemy tylko lokalne wina. Przyznam się, że jest to droga zasada, ale w końcu nie bywamy w Szwajcarii tak często (może nie jest to prawda ostatnio ;-)) Szwajcarskie wina można praktycznie kupić tylko tam, bo produkcja ich jest stosunkowo mała i nie zaspokaja potrzeb lokalnego rynku. Wiele lat temu moim odkryciem wsród tamtejszych win było białe wino Petite Arvine (Arvine). Ten szczep jest najczęściej uprawianym szczepem w kantonie Valais. Jest to wino wytrawne z nutą grejpfrutów, rabarbaru, miodu i wisterii. Cechą charakterystyczną jest delikatny posmak soli. Dobrze się starzeje i ma niską kwasowość. Świetnie komponuje się z potrawami z serem – fondue i raclette, a także z owocami morza i rybami.
 Dostępne są także wina z lekko przesuszonych owoców, które smakują bardziej słodko. 
Raclette i fondue to chyba najbardziej znane szwajcarskie potrawy. Fondue może być Fribourgeoise (z sera Gruyere pół na pół z serem Vacherin lub z samego sera Vacherin) z dodatkiem wina i kirschu lub Valaisanne z dodatkiem pomidorów. Danie podaje się z pokrojonym w kostkę pieczywem. Fondue przyrządza się w natartym czosnkiem żeliwnym garnku zwanym caquelon. Pysznie smakuje też z dodatkiem smardzów lub trufli.
Możecie zjeść również fondue bourguignonne,, gdzie zamiast sera w garnku jest olej i smaży się w nim kawałki wołowiny. Są to dania pyszne, ale też dość ciężkie. Dobre szczególnie zimą po wyczerpującym dniu na stoku. Kiedy będziecie chcieli zjeść któreś z tych potraw, to najlepiej wybierzcie miejsce, które specjalizuje się w jego przyrządzaniu i w karcie ma tylko te dania. Na koniec posiłku dobrze wypić, którąś z mocnych, szwajcarskich nalewek ziołowych ułatwiających trawienie;-) My jedliśmy w kilku miejscach. Miejscem, które chcę Wam polecić jest: Raclette Stube 
Zähringerstrasse 16, 8001 Zürich
czynne codziennie w godzinach 18.00 - 23.00

Ceny tych dań to około 30-50 franków (140 - 230 pln) za porcję

Raclette zaś to danie z opiekanego nad ogniem długodojrzewającego sera o tej samej nazwie. Podaje się je z gotowanymi w skórkach małymi ziemniakami oraz marynowanymi korniszonami i cebulką perłową.

1. Fondue Fribourgeoise przygotowywane w garnku caquelon // 2. ulubione szwajcarskie wino Petite Arvine // 3. to które wybieramy? // 4. Raclette Stube - ulubiona miejscówka na foundue i raclette

 Kolejny szwajcarski produkt, do którego mam słabość, to klasyczny, czerwony scyzoryk firmy Victorinox. Odkąd pamiętam, to mój tata miał taki i przeważnie zawsze trzymał go przy sobie. Praktyczny i funkcjonalny przedmiot, który może się przydać zawsze i wszędzie. I tata nie nosił go, żeby nosić tylko rzeczywiście używał. Żeby wystrugać patyk dzieciom, żeby otworzyć list, żeby dokręcić śrubę, żeby ukroić chleb na pikniku, żeby obrać dzieciom jabłko, żeby... do wszystkiego się przydawał. 
Dzień, kiedy dostałam od taty własny, osobisty czerwony model scyzoryka Victorinox pamiętam do dzisiaj. I do dzisiaj go używam. 
Historia firmy zaczyna się w 1884 roku, kiedy w miejscowości Ibach w kantonie Schwyz Karl Elsener założył warsztat produkujący noże. Były to czasy, kiedy Szwajcaria była jednym z najbiedniejszych europejskich państw. 
Siedem lat później na zlecenie szwajcarskiej armii powstały noże żołnierskie, które są tak znanymi obecnie scyzorykami.

1., 4. szwajcarska flaga to już marka sama w sobie // 2. scyzoryki Victorinox - jeden z najbardziej znanych produktów szwajcarskich // 3. zostało tylko opakowanie. A kto zjadł czekoladę?
1.,2, 3., 4. czy to Paryż? Francuskie klimaty w szwajcarskim mieście
1., 3. kawiarnia pod arkadami przy ulicy Börsenstrasse // 2. ,4. weneckie klimaty 
1. pogoda nas rozpieszcza // 2. po Zurichu przemieszczaliśmy się pieszo i tramwajami  // 3. chwila relaksu // 4. te drewniane wykusze zachwycają mnie
1. a może zjemy coś słodkiego // 2. radość z wiosny // 3. ciekawa jestem jak ten budynek wygląda w środku // wszędzie kwitną drzewa
1. detale i szczegóły // 2. obejrzymy Zurich z góry? // 3. flagi ukraińskie widać w bardzo wielu miejscach // 4. piękny odcień niebieskiego

1. wiosna na ulicy // 2., 3., 4, kwiaciarniana oferta wiosenna
1. stoisko kwiatowe na targu // 2. to drzewko oliwkowe prawie kupiłam // 3. cudowny odcień róży // 4. białe szafirki - moje tegoroczne odkrycie i zachwyt

1., 2. kawiarnia pod arkadami przy ulicy Börsenstrasse - jedno z ulubionych miejsc w Zurichu // 3. przerwa na kawę - która to już? // 4. Münsterhof - kolejne ulubione miejsce

Uwielbiam kwiaciarnie. W czasie wyjazdów przeważnie tylko je oglądam, chociaż zdarzało mi się kupować kwiaty, żeby wstawić je do wazonu w pokoju hotelowym lub nawet przywieść je domu. Teraz tylko je oglądałam. Jakie są aranżacje kwiatowe, jakie odmiany roślin... zawsze szukam nowych inspiracji. W czasie tego pobytu zafascynowały mnie białe i blado różowe szafirki. Delikatne, subtelne i takie nietypowe (dla mnie przyzwyczajonej do odmian niebieskich i fioletowych). Postanowiłam po powrocie kupić takie szafirki, żeby udekorować nimi dom na święta. 
1. wiosna na ulicy // 2., 3., 4, kwiaciarniana oferta wiosenna
1. stoisko kwiatowe na targu // 2. to drzewko oliwkowe prawie kupiłam // 3. cudowny odcień róży // 4. białe szafirki - moje tegoroczne odkrycie i zachwyt


W czasie takich marcowych wyjazdów jedną z największych przyjemności dla mnie jest odkrywanie wiosny, która jest bardziej zaawansowana niż u nas w Polsce. Ukwiecone drzewa zdobiące ulice, które kwitną 3-4 tygodnie wcześniej sprawiają mi olbrzymią radość. Chodzę i cieszę się jak dziecko, że wyjechałam z zimowej aury, a teraz mogę cieszyć się siedzeniem na słońcu w kawiarni, zapachem kwiatów, wirującymi na wietrze płatkami, cienkim prochowcem i okularami słonecznymi na nosie.

1. wisteria (glicynia) w pełnym rozkwicie // 2. magnolia // 3. kwitnący rozmaryn // 4. szafirki
1., 2., 3., 4. każde inne, każde piękne

W starej części Zurichu jest bardzo dużo budynków z wykuszami. Drewniane, jakby "doklejone" do murów, zachwycają urodą i detalami. Zawsze zastanawiam się jak wyglądają w środku, czy mieszkańcy lubią je, czy korzystają z tej zawieszonej dodatkowej przestrzeni. Dla mnie te wykuszowe okna, to jest coś pięknego.
1., 2., 3., 4. drewniane wykusze na murowanych domach

1. jezioro zuryskie (Zurichsee) // 2. w całym mieście jest bardzo dużo takich miejsc z wodą pitną // 3. w fontannach woda też nadaje się do picia // 4. wnętrze statku pływającego po jeziorze

1., 2., 3., 4. popularne środki transportu w mieście // 2. widok lamborghini w tym mieście nie zaskakuje

Jestem miłośniczką kawy i potrzebuję 2-3 kaw dziennie do pełni szczęścia. Na każdym wyjeździe szukam miejsca, gdzie mogę wypić ją z przyjemnością. Wędrując po mieście natrafiliśmy na plac Münsterhof, który zastawiony był stolikami pobliskiej kawiarni 
Café Presse Club. Można tam wypić kawę, czekoladę, napoje alkoholowe, zjeść lekki posiłek albo coś słodkiego. Ta kawiarnia stała się jednym z naszych ulubionych miejsc w mieście, do którego wracaliśmy codziennie.  Tam odpoczywaliśmy, siedzieliśmy patrząc na przechodniów i płynącą rzekę Limmatgrzaliśmy twarze w słońcu, słuchaliśmy dzwonów bijących co kwadrans w pobliskim kościele Fraumünster (z XIII wieku) z witrażami Chagalla (wstęp płatny). Tam chłonęliśmy atmosferę miasta.

Drugim miejscem, gdzie serwowano doskonałą kawę było okienko kawowe - espresso bar - Vicafe. Jest kilka punktów w mieście i wszędzie zawsze stoi mała kolejka. Vicafe ma swoją palarnię i serwuje naprawdę doskonałą kawę.
To co mnie miło zaskoczyło w Szwajcarii, to to, że nigdzie nie dopłaca się za "mleko" roślinne i mają go duży wybór w każdej kawiarni.

Jeżeli macie ochotę na dobrą kawę, słynną gorącą czekoladę, doskonałe śniadanie lub pyszne ciastko z widokiem na główną ulicę miasta idźcie do Confiserie Sprüngli. Możecie zjeść tam również obiad albo zrobić słodkie zakupy w sklepie. 
David Sprüngli otworzył to miejsce w 1836 roku. Od tego czasu powstało wiele sklepów w kilku szwajcarskich miastach, ale lokalizacja przy Bahnhofstrasse jest najlepsza. Możecie siedzieć. w ogródku i patrzeć na przejeżdżające co chwilę najdroższe na świecie samochody i przechodzących w doskonale skrojonych garniturach bankierów. Nie piszę tego z przekąsem. Mimo, że nie jestem wielką znawczynią motoryzacji, to przyjemnie patrzeć na te przejeżdżające co chwilę lamborghini, tesle, ferrari, Rolls-Roycy czy Aston Martiny. Zurich to miasto banków i pieniędzy, więc widać je i czuć na każdym kroku, ale też jest to bardzo przyjazne miasto dla turystów, chociaż też drogie.

Kawiarnia Café Presse Club
Münsterhof 15, 8001 Zürich
czynna w godzinach 7.00 - 20.00

Vicafe
 Bahnhofstrasse 93, 8001 Zürich
Münsterhof 20, 8001 Zürich
Theaterstrasse 14, 8001 Zürich
czynne w godzinach 7.00 do 18.00

Confiserie Sprüngli 
Bahnhofstrasse 67, 8001 Zürich
czynne od 8.00 do 19.00 oprócz niedziel

1. Café Presse Club // 2. jedno na owsianym, drugie klasyczne // 3. Vicafe - espresso bar z doskonałą kawą // 4. kolejna kawiarnia, kolejna kawa

1. czekolada na gorąco zawsze dobrze smakuje, a w tym kraju wręcz rewelacyjnie // 2. kiedy słońce skryje się za chmurami można przykryć się wełnianym kocem // 3. szwajcarskie giny są w czołówce moich ulubionych // 4. Confiserie Sprüngli - to którą czekoladę kupujemy?

1., 4. Confiserie Sprüngli dla Ciebie z malinami, a dla mnie z truskawkami // 2., 3. dla Ciebie czekolada, a dla mnie kawa

Naprzeciwko tego pięknego budynku na Börsenstrasse znajduje się wielki gmach Narodowego Banku Szwajcarii. W banku jest 15 (!) poziomów podziemnych.

1. wąskie uliczki starego miasta // 2. wodę można pić z kranu, jeziora czy fontanny // 3. piękny narożny wykusz - posiedzieć tam z książką i kubkiem herbaty // 4. i znowu Was zabrałam pod te piękne arkady

1. magnolia // 2. prosty font i jest pięknie // 3. wiosenne pastele // 4. radość na myśl o kolejnej kawie w słońcu

Na większości krzeseł w kawiarnianych ogródkach ułożone są futrzaki i powiem Wam, że jest to cudowne. Jest mięciutko i cieplutko w pupkę i można tak siedzieć godzinami. Sprawdza się to o wiele lepiej niż koce czy poduszki.

1., 2., 3., 4. umilacze i ocieplacze dla pupek

Rzeka Limmat, która wypływa z jeziora zuryskiego i dzieli miasto na dwie części

1. to co, wracamy? // 2., 3., 4. podoba mi się to malowanie na samolotach szwajcarskich linii lotniczych


Czy to nie jest ładny widok?

Po powrocie czas wrócić do pracy, obowiązków i swojej dzielnicy. Mieszkam na Starych Bielanach i bardzo lubię swoją dzielnicę. Jest tu dużo zieleni, starych domów, gazowych latarni i wąskich uliczek. Coraz więcej fajnych kawiarni, małych sklepików, kwiaciarni otwiera się w pobliżu mnie. Cieszy mnie rozwój dzielnicy i to, że jest przyjazna dla mieszkańców. 
To fajne miejsce na wycieczkę rowerową lub spacer. 

Zastanawiam się czy chcielibyście, żebym opublikowała na blogu taki mini przewodnik po moich okolicach?

1. ulubiona piekarnia na dzielni // 2. kawa w kawiarni "Roślina Cafe" // 3. stoisko z francuskimi produktami w "Cafe de la Poste" // 4. kwiaty w Hortus Deliciarum

Po powrocie do domu w pierwszy wolny poranek pojechałam na giełdę kwiatową po... białe szafirki. Kupiłam ich całą wielką paletę, żeby udekorować nimi dom na zbliżające się święta. Teraz, kiedy przekwitły, przesadzę je do ogrodu i może na następną wiosnę będą nas cieszyć swoim pięknem i delikatnością.
A na giełdzie kwiatowej, jak zawsze podziwiam odmiany kwiatów. Ukochane jaskry, nieśmiało pojawiające się peonie i dobrze znane, "stare, dobre" goździki i gerbery w nowych odsłonach.

1. jaskry // 2. goździki // 3. peonie // 4. gerbery

Domowe, kwiatowe dekoracje świąteczne

Na przygotowanie Świąt miałam półtora dnia (i znowu zdążyłam ;-)).
Chciałam zrobić ulubione, nasze klasyki rodzinne, ale też coś nowego. Wymyśliłam kilka rzeczy, które wzbudziły powszechny zachwyt i sama jestem dumna z opracowania tych przepisów (znajdziecie je na blogu). Mazurek różany na kruchym cieście z dodatkiem palonego masła i malinowego curdu okazał się hitem tegorocznej Wielkanocy. Zapiszcie sobie koniecznie ten przepis. Jest rewelacyjny. W sezonie malinowym, możecie upiec go jako tartę. Jest pyszny. 
Kolejną nowością był sernik pistacjowy. Prosty, pyszny i efektowny. Pasztet z pieczonych warzyw smakował wszystkim. Jest bardzo smarowny i świetnie sprawdza się jako pasta do kanapek.
Muszę jeszcze Wam wspomnieć o faszerowanych jajkach. Zabarwiłam je barszczem czerwonym, a do nadzienia dodałam palonego masła (chyba dodaję go do wszystkiego ;-)). Zniknęły błyskawicznie.

Dziesięć dni prze świętami okazało się, że nasz syn jest chory na covid. Powiem Wam, że po tych ostatnich zmianach jest tak trudno przejść oficjalną ścieżkę, żeby zrobić test itp...
Zachorował i to całkiem solidnie. Myśleliśmy, że przez dziesięć dni wyzdrowieje, żeby uczestniczyć z babciami i dziadkami w świętach, ale chcieliśmy mieć pewność, że nikogo nie zarazi. Cztery dni przed świętami, zaczęło się ponowne testowanie i... okazało się, że choroba cały czas jest aktywna. Niestety musieliśmy podzielić świętowanie na dwie tury. Jednego dnia my ozdrowieńcy i zaszczepieni ze starszymi członkami rodziny (też zaszczepionymi), a drugiego tylko my ozdrowieńcy i nasz syn.
Do tego w Wielkanoc wypadły moje urodziny - okrągłe bardzo :-)
Początkowo ta zbieżność dat bardzo mnie złościła, ale potem pomyślałam, że i tak nic z tym nie zrobię, więc nie ma co się wściekać. My przywiązujemy dużą wagę do urodzin. Obchodziło się je w moim domu rodzinnym i celebruje się je bardzo w naszym domu. Dla mnie, osoby, która nie ma imienin, tym bardziej ten dzień jest ważny.

Piliśmy szampana, do którego powstania nasz syn przyczynił się swoją pracą, pracując w domu szampańskim Francard i jedliśmy cudowny, niesamowity i piękny tort zrobiony przez naszą córkę. Ma dziewczyna talent. To jej pierwszy samodzielny tort. W dodatku wymyśliła i wykonała go całkowicie samodzielnie. 

1. te papierowe jajka mają już wiele lat, ale ciągle mi się podobają // 2. mazurek różano malinowy na kruchym spodzie z dodatkiem palonego masła // 3. babka piaskowa dla mojego miłośnika takich babek // 4. sernik pistacjowy, mazurek, pasztet warzywny, jajka faszerowane

Mazurek różano malinowy na kruchym spodzie z dodatkiem palonego masła

1. środa, czwartek, piątek, sobota, Wielkanoc - wszystkie testy były niestety pozytywne // 2. sernik wielkanocny, pistacjowy // 3. wielkanocne śniadanie // 4. rękodzieło najwyższych lotów - tymi pisankami będę się cieszyć przez lata

Zapraszam na wielkanocne śniadanie.


Wielkanocny sernik pistacjowy i białe szafirki

Mój pistacjowy tort urodzinowy wykonany przez córeczkę Talę

1., 3. mój tort urodzinowy z pistacjami ręcznie malowanymi złotem // 2. anemony // 4. pokochałam znowu gerbery po latach niezauważania ich.

     A po świętach wyruszyliśmy we dwoje nad morze, otworzyć sezon w naszym drewnianym domku. Sprzątania było masę (jak to jest, że zostawiamy wysprzątany dom, a on się tak brudzi zamknięty). Trzeba umyć każdą półkę, każdą miskę, talerz czy łyżeczkę, odkurzyć ściany w najmniejszych zakamarkach i wyprać każdą rzecz. Pracę wynagradzały magiczne zachody słońca i trochę błękitnego nieba mimo 6 stopni na termometrze. Mamy jeszcze do wysprzątania całą działkę, bo zimowe i wiosenne wichury zasypały wszystko gałązkami sosen. Dobrze, że wszystkie drzewa stoją na miejscu, bo w lesie jest dużo połamanych po zimowych orkanach.

1. nasze ulubione miejsce na jedzenie w drodze "Młyn Mariaszek" // 2., 4. zachód słońca nad morzem // 3. taki widok nas powitał po przyjechaniu na miejsce 

1., 3. w przerwie w sprzątaniu - spacer do rybaków // 2. pięknie, pusto i zimno // 4. u schyłku dnia

1. szybkie ciasto dla umęczonych sprzątaczy // 2. robimy przerwę na spacer // 3. i kolejna przerwa, na kolejny spacer // 4. ulubione samotne drzewo - od ostatniej jesieni zastanawialiśmy się, co rośnie wokół niego - teraz już wiemy



A co przyniesie nam maj?

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails