niedziela, 29 stycznia 2023

Aksamitny sernik crème brûlée


Brakuje mi słońca. Łykam witaminę D i patrzę na szare lub białe zachmurzone niebo. Ostatni raz widziałam promienie słońca ponad dwa tygodnie temu, więc te zimowe ciemności dają mi się we znaki.
Piekę więc dobre rzeczy i... myślę o wiośnie. Łapię też ostatnie dzienne światło, żeby zrobić zdjęcia :-)

Na sernik crème brûlée miałam ochotę już od dawna, ale... ciągle robiłam jakiś inny. Przyjęłam założenie, że sernik ma być waniliowy, maksymalnie gładki i aksamitny, lekki i delikatny, żeby doskonale kontrastował z chrupką warstwą cukru.
Aksamitność najlepiej uzyskać piekąc sernik w kąpieli wodnej. Wiem, że wiele osób obawia się takiej formy pieczenia, ale namawiam Was mocno - warto się przełamać. Dzięki tej metodzie pieczenia wszystko jest gładkie, delikatne i lekkie. Dla mnie największym problemem w tej metodzie był... brak dużej formy, w której zmieściłaby się tortownica. Kupiłam najtańszą prostokątną, dużą formę i służy mi ona tylko do pieczenia tą metodą.
Opalić cukier na wierzchu sernika trzeba tuż przed podaniem, bo sernik jako mokre ciasto rozpuszcza cukier i po pewnym czasie chrupka warstwa znika. Niezjedzony sernik przechowuję w lodówce i porcję posypuję cukrem i opalam tuż przed podaniem. I tak można na okrągło, aż zjecie sernik ;-), ale wierzcie mi nie potrwa to długo.
Wymyślając ten przepis wiedziałam co chcę osiągnąć i udało mi się. Teraz przepis jest już i Wasz. Dla miłośników serników i crème brûlée.





Sernik crème brûlée

spód

150 g ulubionych kruchych ciastek typu digestive, maślane...

40 g (3 płaskie łyżki) brązowego cukru

1/4 łyżeczki soli

50 g (4 łyżki) rozpuszczonego masła

masa serowa

900 g serka śmietankowego typu Philadelphia (w temperaturze pokojowej)

270 g (1 szklanka) kwaśnej śmietany 18 %  (w temperaturze pokojowej)

220 g (1 szklanka) drobnego cukru

4 jajka  (w temperaturze pokojowej)

25 g (2 łyżki) mąki pszennej (tortowej)

1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii

wierzch

3-5 łyżek drobnego cukru

Wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia tortownicę o średnicy 26 cm. Od strony zewnętrznej zawinąć tortownicę w folię aluminiową.

Nagrzać piekarnik do 170 stopni C (góra - dół).

 Przygotować głęboką formę, do której można będzie wlać gorącą wodę i włożyć tortownicę, żeby upiec sernik w kąpieli wodnej.

Przygotować spód.

Do miski wsypać drobno pokruszone ciasteczka. Dodać sól i cukier i wymieszać. Dolać rozpuszczone, wystudzone masło i ponownie wymieszać. Przesypać masę do tortownicy i docisnąć okruszki (można użyć do tego spodu szklanki lub miarki, łyżki lub dłoni).

Przygotować masę serową.

W misce miksera zmiksować na średnich obrotach ser, aż będzie gładki i aksamitny (1-2 minuty). Dodać śmietanę i zmiksować do połączenia. Dodać cukier i wanilię i ponownie zmiksować (na wolnych obrotach) do połączenia.

Cały czas miksując, dodawać po jednym jajku. Kolejne jajko dodać, kiedy poprzednie połączy się z masą. Zwiększyć obroty do średnich i miksować masę przez 1-2 minuty. Dodać mąkę i ponownie wymieszać. Przelać masę na spód ciasteczkowy i włożyć tortownicę ją do większej blachy. Wstawić do piekarnika na średni poziom i do dużej blachy wlać wrzącą wodę, żeby sięgała do połowy wysokości tortownicy. Piec sernik przez godzinę.

Po tym czasie wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki i zostawić sernik w piekarniku jeszcze przez 15 minut. Wyjąć ostrożnie tortownicę z sernikiem i pozostawić go do całkowitego wystudzenia. Blachę z wrzątkiem zostawiam w piekarniku, aż woda wystygnie i dopiero wtedy ją wyjmuję. Zmniejsza to szansę na oparzenie. 

Wystudzony sernik wstawić na noc do lodówki.

Przed podaniem wyjąć z tortownicy, posypać 1-2 łyżkami cukru i skarmelizować go palnikiem. Posypać resztą cukru i ponownie skarmelizować. 

Jeżeli nie macie palnika, to wstawcie zimny sernik do nagrzanego piekarnika z nastawioną funkcją grill i w taki sposób rozpuście i skarmelizujcie cukier. Trzeba cały czas przyglądać się wierzchowi sernika przez szybkę, bo proces karmelizacji następuje błyskawicznie.

Ja kiedyś używałam palnika kuchennego ładowanego ciekłym gazem. Jak mi się zepsuł. to kupiłam w sklepie budowlanym duży palnik z wymiennymi nabojami z gazem. Taki palnik o wiele lepiej mi się sprawdza. Gaz starcza na o wiele dłużej, a cena takiego palnika z nabojami była znacznie niższa. Kupowałam ten palnik ponad dwa lata temu, więc nie znam aktualnej ceny.



czwartek, 19 stycznia 2023

Zopf - szwajcarski, śniadaniowy chlebek maślany. Idealny przepis dla miłośników chałki.


Te ciemne, zimowe poranki nie są łatwe dla większości z nas. Kiedy koło południa trzeba włączać światło, bo ma się wrażenie, że to już wieczór, nie jest to przyjemne. Czasami rozświetlamy sobie świecami szarość dnia także rano.  Jeszcze trochę trzeba wytrzymać te ciemne, zimne miesiące, a potem radość z pierwszych pąków na drzewach i ciepłych promieni słońca na twarzy, będzie cieszyć podwójnie. 

Styczeń nie należy do moich ulubionych miesięcy (luty zresztą też nie :-)). Uprzyjemniam sobie ten czas oglądaniem zdjęć z podróży z ostatniego roku i... planowaniem kolejnych. Uwielbiam to planowanie. Sprawia mi prawie tak samo dużo przyjemności jak sama podróż. Wybieranie trasy podróży, środków lokomocji, szukanie fajnych noclegów, przyjemnych restauracyjek i kawiarni, targów i ciekawych sklepików to mój żywioł. 
Ostatnio oglądałam zdjęcia z naszej jesiennej wyprawy do Szwajcarii. To była cudowna wyprawa. Różnorodna, szalona, barwna i piękna. Pod wpływem nastroju i wspomnień postanowiłam upiec coś szwajcarskiego. Wybór padł na zopf - szwajcarski chlebek śniadaniowy. Tradycyjnie jest on jedzony na niedzielne śniadania, chociaż można go kupić w piekarniach codziennie. Serwowany był na  wszystkich naszych hotelowych śniadaniach. Zopf, züpfe, tresse (franc.), treccia (włoski) to nazwy na jeden i ten sam pleciony, maślany chleb . Zależne są od regionu Szwajcarii. Historia tego chleba sięga średniowiecza. Legendy głoszą, że w dawnych czasach do grobu męża wkładano warkocz wdowy, który zbiegiem lat został zmieniony w pleciony chleb.  Zgodnie z prawem berneńscy piekarze mogli produkować züpfe tylko na święto św. Tomasza i na Nowy Rok, ale w 1629 r. zwrócili się do rządu i otrzymali prawo do pieczenia go przez cały rok. Züpfe jest szczególnie popularny w regionie Emmental, gdzie restauracje i piekarnie nadal oferują gigantyczne bochenki, które można kupić na metry. Chociaż zopf najczęściej sprzedawany jest jako niewielki pleciony wypiek z jednej strony grubszy.
Tradycyjnie zopf był pieczywem niesłodkim. Teraz można go spotkać zarówno lekko słodzony jak i nie. Wspaniale smakuje z konfiturami lub z żółtym serem. Można oczywiście jeść go z dodatkami według własnych upodobań. 

Zopf formuje się z dwóch skrzyżowanych wałków (jak to zrobić, możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach), ale jak wyplatanie nie jest Waszą mocną stroną, możecie go zapleść jak warkocz, a w ostateczności upieczcie go w formie keksówce. 
Ten miękki, mleczno maślany chlebek ze złocistą, cienką skórką i wilgotnym miąższem może i Wam uprzyjemnić weekend.




Zopf - szwajcarski chlebek maślany

500 g mąki pszennej typu 550

6 g (1 płaska łyżeczka) soli

300 ml mleka o letniej temperaturze

20 g świeżych drożdży lub 2 łyżeczki suszonych

1 żółtko

30 g (2 łyżki) cukru

80 g miękkiego masła

wierzch

1 jajko

szczypta soli

W misce miksera wymieszać mąkę i sól. Zrobić po środku wgłębienie i wlać do niego mleko, dodać pokruszone drożdże i dosypać cukier. Odstawić na 10 minut. Dodać żółtko i miksować całość (końcówki haki) na średnich obrotach, aż ciasto zacznie się formować. Następnie dodawać po trochu masło i miksować całość przez 10 minut, aż będzie gładkie i elastyczne. Przykryć miskę ściereczką lub folią spożywczą i odstawić do wyrośnięcia na około godzinę lub do czasu, aż ciasto podwoi swoją objętość.

Rozgrzej piekarnik do temperatury 200°C (góra - dół).

Podziel ciasto na dwie części i z każdej uformuj długi wałek (długości około 70 cm). Ułożyć wałki na krzyż i spleść je jak na poniższych zdjęciach. Można również uformować trzy wałki i spleść je jak warkocz.

Zdjęcie ze strony Helvetic kitchen

Zopf ułożyć na blasze do pieczenia i odstawić na około 20 minut.

Wymieszaj jajko i posmarować nim wierzch ciasta.

Wstawić do piekarnika na niski poziom.

Piec zopf około 25 minut. Jeżeli za bardzo się rumieni można wierzch przykryć folią aluminiową.



środa, 11 stycznia 2023

Rewelacyjny sernik figowo pomarańczowy z przepisu Ottolenghi


Nie tak dawno podawałam Wam przepis na sernik, którego smak zachwycił mnie (mam na myśli ten z pijanymi śliwkami - przepis znajdziecie TUTAJ). Dzisiaj mam dla Was kolejny taki przepis. Kruchy orzechowo ciasteczkowy spód z warstwą fig duszonych w soku pomarańczowym z dodatkiem korzennych przypraw przykrywa aksamitna warstwa puszystego i wilgotnego sera. 
To połączenie jest rewelacyjne. Mi najbardziej smakuje ten sernik prosto z lodówki. Zimny. Jeżeli będzie tam przez cały czas przechowywany to możecie cieszyć się jego smakiem do tygodnia. Chociaż szczerze mówiąc, to wątpię, że nie zjecie go wcześniej. 

Jak to z sernikami trzeba przestrzegać kilku zasad. 
Składniki powinny mieć temperaturę pokojową.
Masę mieszamy na niskich/średnich obrotach mieszadłami, a nie ubijamy lub miksujemy trzepaczkami.
Chodzi o to, żeby masy nie napowietrzyć, bo wtedy sernik bardzo urośnie w trakcie pieczenia, a potem stygnąc opadnie i popęka.
Dobrze jest go studzić w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami. można oczywiście też na blacie. Kiedy wystygnie do temperatury pokojowej, wstawcie go na noc do lodówki, żeby smaki przegryzły się. Sernik potrzebuje takiego kilkugodzinnego dojrzewania.

I upieczcie koniecznie ten sernik. Jest prosty do zrobienia i pyszny. Ma idealny balans smaków i konsystencji.





Sernik figowo pomarańczowy 

spód
100 g ciasteczek typu digestive
80 g orzechów włoskich (drobno posiekanych)
60 g rozpuszczonego masła
250 g suszonych fig pokrojonych w 0,5 cm kawałki
250 świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego
1 laska cynamonu
1/8 łyżeczki mielonych goździków

nadzienie
500 g serka śmietankowego typu Philadelphia (użyłam Twój Smak Piątnicy) - w temperaturze pokojowej
500 g sera mascarpone - w temperaturze pokojowej
250 g drobnego cukru
skórka starta z 1 pomarańczy
4 duże jajka (białka i żółtka osobno)
2 łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii

Posmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia tortownicę o średnicy 23 cm.
Papier powinien sięgać powyżej 4-5 cm wysokości rantu tortownicy.
Przygotować spód ciasta.
Zmiksować drobno ciasteczka. Przełożyć do miski i dodać do nich orzechy i masło. Wymieszać i przełożyć do formy. Masę ciasteczkową dobrze docisnąć do dna wypukłą stroną łyżki. Wstawić tortownicę do lodówki na 20 minut.
Do rondelka włożyć figi, sok pomarańczowy, laskę cynamonu i mielone goździki.
Doprowadzić do zagotowania i podgrzewać na średniej mocy palnika przez 15-20 minut. Większość płynu powinna wyparować, ale figi muszą pozostać wilgotne. Odstawić do wystudzenia. Wyjąć laskę cynamonu i rozprowadzić masę figową na spodzie ciasteczkowym.
Wstawić formę do lodówki na czas robienia masy serowej.

Nagrzać piekarnik do 180 stopni C.
Włożyć serek śmietankowy do miski miksera i miksować na średnich obrotach przez 1 minutę, aż będzie równomiernie gładki. Dodać ser mascarpone, cukier, skórkę pomarańczową, żółtka i wanilię. Miksować na średnich obrotach, aż masa będzie gładka i wszystkie składniki połączą się. W drugiej misce zmiksować białka na dość sztywną pianę.
Dodać 1/3 piany do masy serowej i wymieszać szpatułką (nie miksować). Ta piana ma rozluźnić masę. Dodać resztę piany i delikatnie wymieszać szpatułką do połączenia. Ta piana ma napuszyć masę.
Przełożyć masę serową na spód ciasteczkowo figowy.

Wstawić formę do piekarnika i piec sernik przez 75 minut. Wierzch sernika powinien nabrać delikatnie brązowego koloru, a środek powinien pozostać tylko delikatnie ścięty.
Wyłączyć piekarnik, lekko uchylić drzwiczki i zostawić w piekarniku na 1 godzinę. Wyjąć z piekarnika i wystudzić do temperatury pokojowej. Przykryć formę folią spożywczą i wstawić sernik do lodówki na noc.
Przechowywać go w lodówce. Podawać zimny. Można oczywiście również ogrzany do temperatury pokojowej, ale dla mnie najpyszniejszy jest zimny.




 Przepis Yotam Ottolenghi i Helen Goh z książki "Sweet".

sobota, 7 stycznia 2023

A diary from last month. Grudzień


Uwielbiam grudzień i jego atmosferę. Staram się celebrować każdą chwilę. Dekoruję dom, gotuję i piekę świątecznie przez cały miesiąc, a nawet inaczej się ubieram :-)
W tym roku było inaczej. Nie mogę powiedzieć, że źle, ale czuję duży niedosyt świątecznej atmosfery. Prawie trzy tygodnie grudnia upłynęły mi na bardzo intensywnej pracy nad albumem poświęconym ponad 60 letniej historii bloku operacyjnego w moim szpitalu. Tylko weekendy miałam wolne na "zwykłe życie'. Praca nad albumem wciągnęła mnie bardzo, ale była też niesamowicie czasochłonna. Ja, która najchętniej bym zasypiała o godzinie 23.00, siedziałam z komputerem do 3, 4 rano. Kilka godzin snu i powtórka. Ostatniego dnia, kiedy powiedziałam sobie: koniec, zaraz bedą święta, pracowałam do 6 rano, żeby już skończyć większość pracy. Rozregulował się przez to mój rytm dnia. Wieczorami nie mogłam zasnąć, a rano budziłam się zmęczona. Zmęczenie, to coś co towarzyszyło mi przez prawie cały ten miesiąc. 
W tygodniu chcąc chociaż trochę poczuć świąteczną atmosferę, zakładałam czerwone swetry :-)
Kot początkowo zaskoczony ciągłą moją obecnością w domu, ostatecznie był chyba zadowolony.
Praca nad albumem była bardzo ciekawa i dała mi masę niesamowitych doświadczeń, ale... troszkę szkoda , że nie była w innym miesiącu ;-)
Weekendy za to "wyciskałam jak cytrynę". Do ostatniej kropli. To był czas na świąteczne spotkania z przyjaciółmi, planowanie menu, zamawianie prezentów i spacery. Brak ruchu i siedzący tryb życia odbił się na mojej figurze ;-), ale planuję w styczniu wrócić do formy.
W ostatnie lata w drugi dzień świąt, wyjeżdżamy nad morze i zostajemy tam do pierwszych dni stycznia. Wyjazd uzależniony jest od pogody. Nie możemy uruchomić wody, jeżeli temperatura spada poniżej -2 stopnie, więc... przez cały grudzień sprawdzam prawie codziennie pogodę. Prognozy są zmienne i nieprzewidywalne, więc prawie do ostatnich dni żyjemy w pewnej niepewności.

W grudniu w Warszawie w każdą sobotę i niedzielę odbywają się różnorodne świąteczne targi. Kiedyś jeździłam na wiele z nich, ale z każdym rokiem tych wypraw jest coraz mniej. W tym byłam tylko na jednych - na Targach Rzeczy Ładnych.
Kasia Białek i jej ceramika zawsze wyciągną mnie z domu ;-) 
Na tych targach co roku kupuję też ścienny kalendarz Kal. Lubię je bardzo i jestem wierna tej marce od chwili jej powstania. Kalendarze są proste i takie "czyste" w formie. Są na nim miejsca na zapiski, co też bardzo sobie cenię.
Poznałam tam też "na żywo" markę kosmetyczną Polemika, Ich naturalne, wielofunkcyjne kosmetyki zdobyły moje serce. Regenerujący krem do rąk, multifunkcyjny balsam wygładzająco-kojący i dużo próbek wróciły ze mną do domu. To co lubię na takich targach, to możliwość rozmowy i poznania twórców. 


Targi rzeczy ładnych
1 naturalne gąbki - bardzo lubię i mam do nich sentyment. Takie gąbki mieliśmy w moim rodzinnym domu // 2 ulubiona ceramika Kasi Białek // 3 ostatnie odkrycie - kosmetyki marki Polemika // 4 spodobał mi się ten kolor ceramiki - taki odcień duck egg 

Targi rzeczy ładnych
1 ulubione kalendarze - Kal // 2 to szkliwo idealnie pasuje do świątecznych dań // 3 naturalne ozdoby świąteczne - ceramiczne // 4 japońskie narzędzia ogrodnicze - piękne

Targi rzeczy ładnych
1 drewniane pojemniki na kredki i ołówki // 2 z takimi narzędziami praca w ogrodzie jest podwójnie przyjemna // 3 uwielbiam szaliki w szkocką kratę // 4 podoba mi się ta kolorystyka

Pierwsze dni grudnia spędziłam w archiwach i głównej bibliotece miejskiej. W trakcie tych dni biblioteka przeniosła się z małych, tymczasowych pomieszczeń do nowych. Zajęło mi chwilę, żeby odnaleźć się w tych całkowicie nowych i nowoczesnych. Nowa biblioteka jest piękna i bardzo przyjazna czytelnikom. Możliwość poznawania przeszłości miasta wciągnęła mnie bardzo i mam w planach wracać tam, żeby zgłębiać historię mojego, rodzinnego miasta.

1 chciałabym mieć taką półkę w domu z wszystkimi starymi rocznikami "Stolicy" // 2 bardzo lubię stare, przemysłowe, ceglane budynki // w wyremontowanej bibliotece i czytelni miejskiej. Wcześniej była tu pusta przestrzeń, teraz wygląda tak.

1, 4 na śniadanie kanapki i dalej siadam do pracy nad albumem // 2 mój towarzysz przy pracy nie działa na mnie mobilizująco // 3 aby poczuć grudniową atmosferę - czerwony sweter i koc

1, 2, 3 dodatkowe przyjemności w czasie wizyty u fryzjera // 4 zimowe buty Inuikii - hit czy kit?. Mój mąż mówi, że paskudne, a mi się podobają :-)

1 nasz syn Jantek w telewizji mówi o problemach bezdomnych w czasie zimy - temat bardzo ważny, ale też niełatwy // 2 czeka mnie układanie puzzli // 3 rodzinna wyprawa do kina na Avatara - The way of water. Nie film był najważniejszy tylko wspólny czas // 4 w centrum handlowym w grudniu - to nie jest moja ulubiona rozrywka ;-)


Dekoracje świąteczne kupuję w bardzo przemyślany sposób (przynajmniej tak mi się wydaje ;-)). Wybieram rzeczy klasyczne, z naturalnych materiałów, które pasują niezależnie jaką wybiorę kolorystykę opakowania prezentów i dekoracji stołu. Kupuję mało, mieszając rzeczy nowe i stare. Lubię to coroczne otwieranie świątecznych pudeł i wybieranie dekoracji do poszczególnych pomieszczeń. Prawie każda rzecz coś przypomina. Robi się trochę sentymentalnie, a w tle gra muzyka z mojej świątecznej playlisty.

1 mam te domki od kilku lat i ciągle je uwielbiam // 2 no to zabieramy się za to pakowanie prezentów // 3 pomocnik przy pakowaniu prezentów // 4 pierwsza partia prezentów zapakowana

1 w mojej tegorocznej kolorystyce świątecznej // 2 materiały do pakowania prezentów // 3 grudniowe dekoracje stołu // 4 ktoś bardzo lubi jak kurierzy dostarczają przesyłki

1, 2, 3, 4 w świątecznym klimacie

1, 2, 3, 4 czekamy na grudniowych gości

1, 4 zbierane przez kilka lat // 2 to co teraz robimy? // 3 nie znajdziesz mnie ;-) 


W grudniu powinno być biało ;-) Taka aura najlepiej pasuje do naszych wyidealizowanych wizji świąt. Biało, śnieżnie i najlepiej jeszcze słonecznie ;-) Śnieg, szczególnie w mieście i w dużych ilościach jest coraz rzadziej spotykany, więc kiedy już się pojawi, wszyscy reagują radością. Może ciut mniej nasz kot Cynamon, który mimo już tylu lat życia, zawsze się dziwi, jak go widzi. Stawia kroki z niesmakiem, kiedy jest obserwowany, ale kiedy już nikt nie patrzy, potrafi dokazywać w świeżym puchu. 

1, 2, 4 przyszła prawdziwa zima // 3 chyba jednak nie podoba mi się ten śnieg ;-)

1, 2, 3 widok z okna sypialni // 4 kot w wersji zimowej




Przygotowania do świąt zaczęliśmy w tym roku BARDZO późno. Mieliśmy cztery dni na wysprzątanie domu, zakupy, gotowanie i pieczenie. Plan jak co roku był ambitny :-) i znowu nam się udało. Zdążyliśmy :-) W pędzie, zmęczeni, ale działając razem. Kiedy nie mam "dodatkowych" obowiązków, wszystko rozplanowuję wcześniej i rozkładam działania na wiele dni. 
Teraz to było małe szaleństwo i... przydało mi się zaprawienie w bardzo późnym chodzeniu spać.

1 tak lubię zapach tej pasty do mebli, że mogę je polerować codziennie // 2 ilex - niezmiennie od lat mój ulubieniec w dekoracjach świątecznych // 3 poinsecja - klasyka // 4 każdy znajdzie dla siebie ulubiony odcień

1 jestem zdecydowaną miłośniczką żółtych odmian ziemniaków // 2 ostatnie zakupy na targu // 3 i kilogram pasternaku poproszę // 4 leśna żurawina musi się znaleźć na moim świątecznym stole

1 mandarynki - ulubiony owoc zimowy // 2 śliwek i borówek w grudniu nie kupuję // 3, 4 wybór jest duży

1 w warszawskiej piekarni BAKEN - po chleb i na śniadanie // 2 Monique - ładne miejsce w samym centrum, ale...nie spełniło do końca moich oczekiwań // 3 w warszawskim metrze // 4 chwila przerwy na zakupach na espresso... w kieliszku 


W grudniu co roku piekę dużo świątecznych ciast. W tym piekłam tylko w weekendy, ale... takie, które utrzymują świeżość przez wiele dni. Było znacznie mniej wypieków, ale wszystkie godne powtórek. Aromatyczne babki z suszonymi owocami macerowanymi w alkoholach, pierniki, miodowniki... Było słodko i pysznie.
Wytrawne nowe dania też były: śledzie i francuskie teryny. Lubię te ostatnie. Z każdym dniem nabierają smaku, więc wręcz TRZEBA je przygotować wcześniej.

Moja mama odkąd pamiętam piekła na święta strucle drożdżowe: makowe i z wiśniami i bakaliami. Co roku uważaliśmy, że jest ich za mało i, że nadzienia mogłoby być więcej (a zawsze było go bardzo dużo :-)). Od paru lat ja piekę te ciasta na święta i od paru lat ja słucham tych "narzekań" ;-)
W tym roku postanowiłam podwoić ilość nadzienia, więc było naprawdę "na bogato".
Dwa i pół kilo wypestkowanych wiśni znalazło się w dwóch struclach. Do tego rodzynki namoczone w rumie, figi, orzechy włoskie i migdały. Nikt w tym roku nie "narzekał".

1 babka rumowa pełna rodzynek z polewą karmelową // 2 piernik Lukullusa // 3, 4 babka z orzechami i pijanymi śliwkami

1 babka z polewą karmelową // 2 prawdziwa zima // 3 śledzie z marynowanym imbirem i żurawinami // 4 piernik Lukullusa

1 blaty do ciasta Marlenka // 2 będą strucle z wiśniami na bogato - 2,5 kilograma wiśni na dwa ciasta // 3 domowy makowiec in progress // 4 francuska terrine - rewelacja

1 ciasto Marlenka  na nowej paterze zrobionej przez Kasię Białek // 2 piernik Lukullus // 3 pakowanie kolejnej tury prezentów // 4 w tym roku w takiej kolorystyce

Święta to pewne rytuały i tradycje. Każda rodzina ma swoje. One też ewoluują, bo zmieniamy się, rodziny powiększają się, mamy nowe potrzeby czy możliwości. Kiedy moi rodzice robili Wigilie, wyglądały one trochę inaczej niż te po moim ślubie i inaczej niż te, kiedy ja organizuję święta. Każdy ma swoje ulubione dania i staramy się, żeby to one były obecne na stole. Dochodzą też nowości, bo ja ciągle poszukuję nowych smaków. Kiedyś na Wigilie był u nas karp, teraz od wielu lat już go nie ma, bo nikt za nim nie przepada, ale wpływ na to miała również niechęć do współuczestnictwa w niehumanitarnym traktowaniu tych ryb w sklepach. To co nie zmieniło się to prawdziwa choinka w domu (kiedyś ubierana w Wigilię, a teraz, gdy tylko pojawi się w sprzedaży ;-)) i obdarowywanie prezentami domowych zwierząt. Do tego ulubione wigilijne dania wszystkich: kompot z suszu (obowiązkowo bardzo zimny), kilka rodzajów śledzi (w tym wileńskie mojej teściowej), paszteciki z naleśników z farszem z suszonych prawdziwków i kiszonej kapusty oraz barszcz czerwony mojej mamy. Do tego strucle drożdżowe z makiem i nadzieniem wiśniowym oraz śmietanowiec z przepisu mojej babci pieczony w jej formie, która przetrwała wojnę. I sałatka jarzynowa musi być na naszym świątecznym stole. Lata temu kroił ją zawsze mój dziadek i wszyscy zawsze go prosili: krój grubsze kawałki :-). On kroił z precyzją i dokładnością kosteczki w rozmiarze 2-3 mm, a my woleliśmy większe. I sałatka zawsze musiała być doprawiona sokiem z cytryny, bo nikt nie lubił takiej mdłej. Moja mama zawsze też przyrządza moje ulubione kapelusze suszonych prawdziwków duszone z dużą ilością cebuli i oleju rzepakowego na zimno tłoczonego. Doprawianie świątecznych dań z kapustą i grzybami tym olejem o charakterystycznym smaku było u mnie w domu "od zawsze" i bardzo to lubię.
Lubię bardzo i cenię te nasze, rodzinne tradycje i staram się je pielęgnować, chociaż one też ewoluują i dochodzą nowe. 

1 miały być bombki, ale najbardziej podoba mi się tylko z delikatnymi światełkami // 2 pucharki, które w święta stały się świecznikami // 3 Love actually - ulubiony film świąteczny. Oglądamy co roku i za każdym razem z taką samą przyjemnością.A muzyka z tego filmu jest świetna. // 3 świąteczne śniadanie

Kompot z suszu - obowiązkowo bardzo zimny

1 wianek z naturalnych suszonych kwiatów lnu // 2 kot Cynamon w świątecznym nastroju // 3 świąteczny obiad // 4 kompot z suszu - dobrze schłodzony. Taki najbardziej lubimy

1 świąteczne śniadanie // 2 kot Cynamon bierze się za rozpakowywanie swoich prezentów // 3 prezenty - najpierw każdy układa obok siebie swój stosik, a potem zabiera się za rozpakowywanie 4 lubię patrzeć na prezenty pod choinką

1 wigilijny stół // 2 przed świątecznym obiadem zawsze pijemy poncz // 3 świąteczne śniadanie // 4 przed grudniowym spotkaniem z przyjaciółmi

Drugi dzień świąt.
Pakujemy się, ogarniamy dom i ruszamy w drogę nad morze. Najpierw jeszcze szybka wizyta w lokalnej jadłodzielni, żeby zostawić dla potrzebujących nadwyżki jedzenia. Oczywiście dużo ze świątecznych dań nadaje się do zamrożenia, ale my wolimy podzielić się z innymi. To też stało się taką naszą świąteczną tradycją - odkąd powstały jadłodzielnie, wozimy jedzenie tam.
Po ostatnim sprawdzeniu pogody nad morzem, wyruszamy. Wiadomo, że dojedziemy już po ciemku i całe otwieranie domu, okiennic i uruchamianie wody będzie odbywać się w ciemnościach, ale decydujemy się na to, żeby na drugi dzień obudzić się już z widokiem na las i z szumem morza w tle.
Dojeżdżamy rzeczywiście późno i wita nas jak zawsze niesamowity zapach lasu, wiatr i morze. Rozpakowywanie idzie nam sprawnie. W domu jest początkowo zimniej niż na zewnątrz, ale uruchomienie piecyków i rozpalenie w kominku szybko to zmienia. Zanurzenie się pod puchową kołdrą z trzaskiem ognia w kominku i z szumem wiatru w tle jest cudowne i wspaniałe. 

1 chwilo trwaj // 2 w drugi dzień świąt pozostałe po świętach jedzenie zanosimy do jadłodzielni // 3 ostatnia kontrola pogody przed wyjazdem // 4 dojechaliśmy


1, 4 zimowe morze // 2 samotne drzewo w wersji zimowej // 3 łódź rybacka wyciągnięta głęboko na plażę przed sztormem

1, 2, 3, 4 akcesoria rybackie w zimowym uśpieniu - przed sztormem

1 wygląd sieci rybackich zawsze mnie zachwycał // 2 nowy most na rzece Piaśnicy - poprzedni zniszczyły spiętrzenia wody spowodowane sztormami // 3 każdy skrawek nieba w zimie cieszy podwójnie // 4 przed sztormem łodzie rybackie są wyciągane pod wydmę 


1 w oczekiwaniu na spokojniejsze morze // 2 koryto rzeki Piaśnicy jest rokrocznie przekopywane, ale sztormy zmieniają jej bieg // 3 tuż po zachodzie słońca // 4 rozgrzaliśmy dom i... obudziliśmy ciepłem motyla śpiącego gdzieś w szparach drewnianych ścian


Pierwsze dni nad morzem upływają nam spokojnie. Pełen relaks po intensywnym okresie. Śpimy dłużej niż normalnie, spacerujemy, czytamy książki, oglądamy filmy i cieszymy się sobą. I pustkami wokół. I ciemnością jakiej nie można zaznać w mieście. Trochę po 15.00 jest zachód słońca. Nie widać go od nas, bo słońce chowa się o tej porze roku za drzewami. Latem "topi" się w morzu, więc widok wtedy jest imponujący. Teraz zachód jest taki wręcz zaskakujący, niespodziewany. Szczególnie w pochmurne dni. Nagle zaczyna się robić ciemno, a przez chmury zaczyna prześwietlać księżyc. Takie dni: krótkie i ciemne sprzyjają odpoczynkowi i zwolnieniu tempa. Potrzebne było mi to bardzo. 
Przed końcem roku wybraliśmy się jeszcze na małą wycieczkę po okolicy i do Trójmiasta po zakupy. 
Lubię te wyprawy. 
W naszej miejscowości kiedyś była na rzece Piaśnicy granica polsko niemiecka. W okolicy jest dużo miejsc, które przypominają stare dzieje. Ewangelickie cmentarze ukryte w lasach, stare folwarki, pałace i dwory, cegielnie, aleje lipowe...
W trakcie prawie każdej wyprawy odkrywamy coś nowego. Zniszczoną mogiłę w środku lasu, pozostałości po parku w czyimś ogrodzie, stary bruk na drodze, komin po starej cegielni, malutki kościółek na wzniesieniu. 
To są piękne tereny. Dużo tam pagórków, wzniesień, lasów, łąk, strumieni...

W okolicznych gospodarstwach kupujemy rownież warzywa. Potem te worki marchwi, kartofli i buraków zabieramy ze sobą do domu i używamy ich przez kilka tygodni. Te warzywa mają niesamowity, doskonały smak. 

Wybraliśmy się też do miasta na zakupy do sylwestrowej kolacji. Chętnie jeździmy do gdańskiego Garnizonu, pełnego małych specjalistycznych sklepików i przyjemnych restauracyjek. 
Powrót do naszego ustronia po godzinach spędzonych wśród ludzi, świateł, hałasu, smakuje jeszcze bardziej. Do pustki, ciemności i ciszy. Powrót przez kręte drogi ciemnej Puszczy Darżlubskiej jest magiczny i niezwykły. Trochę odrealniony. 

Powrót do domku w lesie, z małą lampą na tarasie, która rozświetla ciemności jest zawsze bardzo przyjemny. Wystarczy dołożyć kilka szczap drewna do żaru w kominku, żeby szybko rozgrzać dom nawet w zimny dzień. 


1 zimowy bukiet łąkowy // 2, 3, 4 park i pałac w Ciekocinku

W zimowym słońcu
1 samotne drzewo // 2 godzina 14.00 - dzień chyli się ku końcowi // 3 w drodze do Sasina // 4 aleja w parku pałacowym w Ciekocinku

1 w ulubionej gdyńskiej lodziarni "Miło mi" - 15 minut przed zamknięciem kupujemy lody na Mowy Rok // 2, 3 w gdańskim Garnizonie w bistro "Crazy Butcher" - prosto i pysznie // 4 zakupy serowe na Sylwestra w sklepie "Deska serów" w gdańskim Garnizonie

1 pięknie i prosto - pałac w Ciekocinku // 2 w wiejskiej cukierni - naleśniki. Znacie? // 3 w kominku żar - upieczemy ziemniaki // 4 ciągle wieje - rybacy mają wolne


Nasz sylwester od kilku lat wygląda tak samo. Niezależnie od pogody idziemy na plażę, żeby wypić szampana i potańczyć. Robiliśmy do już w wichurze, w ulewie, ale też w pełnym słońcu. 
Pogoda nad morzem potrafi być zaskakująca. Tak jak i życie :-) 
Wymarznięci, ale weseli i szczęśliwi wracamy do ciepłego domu, żeby wziąć się wspólnie za przygotowywanie sylwestrowej kolacji. 
Ostatnie godziny roku są pełne tańców, muzyki, radości, bąbelków i dobrego jedzenia. I życzeń.

O północy znowu jesteśmy na plaży.
I cieszymy się, że jesteśmy tam, w naszym ukochanym miejscu, że możemy być razem i że jesteśmy zdrowi i szczęśliwi. I życzymy sobie, żeby w kolejnym roku znowu tu wrócić w sylwestra.

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU KOCHANI.


1, 4 sylwestrowe tańce na plaży - nasza tradycja na zakończenie roku // 2 szampan za pomyślność // 3 tańczyliśmy, aż księżyc był już wysoko na niebie 



1, 2, 3, 4 sylwestrowa kolacja

1, 2, 3, 4 grudniowe niebo

1 ostatnie minuty starego roku // 2, 3, 4 zapada noc

1 ciągle wieje // 2 dojadamy świąteczne resztki // 3 w sklepie "Deska serów" // 4 sylwestrowy wieczór na plaży - my, bąbelki i muzyka

A co nam przyniesie styczeń?

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails