czwartek, 25 listopada 2021

Weekendowe śniadania. Oeufs au plat Bressanne


 Listopad był dla mnie zawsze trudnym miesiącem. Ciemno, zimno, deszczowo i bezlistnie. Z jednej strony grudzień jest podobny, ale grudzień to grudzień. Czas przygotowań i świętowania. 
W tym roku (chyba pierwszy raz) listopad upłynął mi błyskawicznie i bardzo przyjemnie. Chyba odczarowałam ten czas. Teraz mam nadzieję, że odczaruję też luty ;-)
W listopadzie trochę zwolniliśmy. Mniej wyjazdów w weekendy, za to trochę lenistwa i celebrowania chwil. Oczywiście nie zrealizowałam wszystkich planów jakie miałam. Wcześniej byłoby to dla mnie bardzo frustrujące. Teraz modyfikuję plany i... całkiem mi z tym dobrze.

Dni pędzą jak szalone. Od poniedziałku do piątku pracujemy, załatwiamy sprawy, zakupy... Za to w weekendy rozkręcamy się powoli. Celebrujemy poranną kawę w łóżku, śniadanie, kieliszek wina popołudniu i późną obiadokolację. Niby nic wielkiego, ale te małe przyjemności tworzą nasz wspólny czas, który jest dla nas cenny. 
Weekendowe śniadania to coś co bardzo lubimy. Bez pośpiechu, bez liczenia kalorii. Ma być przyjemnie i smakowicie. Ma być całkowicie inaczej niż w tygodniu.
Dzisiaj chcę z Wami podzielić się jednym z naszych weekendowych śniadań: oeufs au plat Bressanne czyli porankiem we francuskim stylu. 

Cóż to takiego jest?
To grzanki z opieczonego na maśle chleba, zalane podgrzaną śmietanką z czosnkiem i zapieczone z jajkiem. Brzmi prosto, bo to jest proste do wykonania danie, ale smakuje już zaskakująco bogato i pysznie.

Nie liczmy w weekendy kalorii ;-)




Oeufs au plat Bressanne

(2 porcje)

2 -3 łyżki masła

2 plastry chleba tostowego, chleba na zakwasie , shokupana...

1 ząbek czosnku pokrojony w cienkie plastry

125 ml śmietanki kremówki

4 jajka

sól

świeżo zmielony pieprz

2 łyżeczki posiekanego szczypiorku

10 sztuk pomidorków koktajlowych przekrojonych na połówki

masło do wysmarowania formy.


Nagrzać piekarnik do 180 stopni C.

Wysmarować masłem formę do zapiekania w rozmiarze pozwalającym ułożyć obok siebie 2 kromki .

Posmarować masłem 2 kromki chleba z dwóch stron i obsmażyć je na patelni na złocisto. Przełożyć do formy do zapiekania.

Do rondelka wlać śmietankę i dodać resztę masła i ząbki czosnku pokrojone w plasterki. Doprawić solą i pieprzem. Doprowadzić do zagotowania.

Na kromki chleba wylać po 2 łyżki śmietanki. Na każdą kromkę wybić po dwa jajka (ostrożnie, żeby nie rozpadły się żółtka) i na około wylać resztę śmietanki. Obłożyć połówkami pomidorków.

Wstawić do piekarnika i piec do chwili, kiedy białko zetnie się, a żółtka pozostaną płynne (około 10-12 minut).

Wyjąć z piekarnika, posypać szczypiorkiem. Podawać od razu.

1. opieczone kromki chleba // 2. kromki polane 2 łyżkami śmietany // 3. jajka wybite na kromki // 4. danie gotowe do zapiekania



wtorek, 23 listopada 2021

Szybkie i zdrowe śniadanie. Owsianka gotowana na soku z marchwi.


Poranne rytuały. Rytm poranka. Powtarzalne czynności.

5.25 dzwoni budzik. Drugi nastawiony jest na 5.30. Wstaję 5.40.
Takie 15 minut mam na rozbudzenie, dokończenie snów i wyjście z ciepłego łóżka ( i to jest najgorsze :-)). 
A potem już rytm poranka. Włączam ekspres, wypijam pół szklanki ciepłej wody, parzę kawę, wypuszczam kota do ogrodu (który daje sygnały, że już ani sekundy dłużej nie może czekać na spacer) i wychodzę z kubkiem kawy na dwór. Teraz jest ciemno (a jeszcze niedawno podziwiałam wschody słońca), słychać pierwsze ptaki, szum budzącego się miasta i... kurant z kościoła oddalonego o dwie stacje metra (!). To oznacza jedno - jest 6 rano. W tym momencie zawsze się zastanawiam jak czują się ludzie, którzy mieszkają w pobliżu kościoła i słuchają codziennie o szóstej rano kurantów. Szczególnie, kiedy nie muszą wstawać o tej porze.

Szósta. Czas przyspieszyć. Wstawiam owsiankę na małym ogniu i lecę do łazienki.
Od poniedziałku do piątku tak wyglądają nasze śniadania. Owsianki, płatki ryżowe (które ponownie odkryłam po latach), kasza manna, granole... czyli coś zdrowego i szybkiego. 
Dla mnie do pracy, dla studenta, który zjada śniadanie w domu przed wyjściem i dla mojego towarzysza życia.

Najczęściej jemy owsianki. Najczęściej baza jest taka sama jak w TYM przepisie. Woda i mleko roślinne. Zmieniam rodzaje mleka, ale zawsze jest to roślinne. Najczęściej i najchętniej używam kokosowego (takiego z kartonu, który w składzie ma 60-75% kokosa i wodę), migdałowego i owsianego. Do tego już w miseczkach owoce sezonowe (surowe, duszone, pieczone), pestki dyni, słonecznika, siemię lniane i miód. Tak wygląda baza, ale dodatków mamy jeszcze dużo.
Ponieważ takie śniadania są szybkie, zdrowe i pyszne, a ja mam spore doświadczenie w ich przygotowaniu, postanowiłam podzielić się z Wami różnymi naszymi wersjami.

Czyli czas na nową serię na blogu: na szybkie, poranne śniadania, które można przygotować wieczorem, wziąć ze sobą do pracy lub zjeść na szybko przed wyjściem. 

A od czego zaczynamy?
Od owsianki gotowanej na soku marchwiowym. Wierzcie mi, że jest to super składnik do owsianek. Nadaje delikatnego smaku i pięknego koloru. Taka owsianka świetnie komponuje się z korzennymi dodatkami, które idealnie rozgrzewają o takiej porze roku roku. 
Słodyczy dodają rodzynki, które gotowane są razem z płatkami i miód, syrop klonowy lub daktylowy, które zwieńczają wierzch. Możecie również dorzucić suszonych owoców lub orzechów. Ja najbardziej lubię włoskie i kilka pokrojonych daktyli.

Życzę Wam dobrych poranków.
I jedzcie śniadania.


Owsianka gotowana na soku z marchwi

100 g płatków owsianych (albo orkiszowych)
250 ml soku z marchwi 
250 ml wody 
duża szczypta soli
30 g (2 łyżki) rodzynek
1 łyżeczka startego świeżego imbiru
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
1-2 łyżki syropu klonowego
1-2 łyżki miodu
2 łyżki pestek dyni
2 łyżki pestek słonecznika
2 łyżki orzechów włoskich

Do rondelka włożyć płatki owsiane, wlać sok marchwiowy i wodę. Dodać sól, rodzynki, imbir i cynamon. Doprowadzić całość do zagotowania i gotować do miękkości płatków i odparowania większości płynu. 
Przełożyć do dwóch miseczek. Wierzch polać syropem klonowym i/lub miodem. Posypać pestkami i orzechami.
Jeść od razu. 
Smakuje równie na dobrze w temperaturze pokojowej.

poniedziałek, 22 listopada 2021

Słodka jesień. Ciasto orzechowe z gruszkami kruszonką.


O tej porze roku orzechy są najsmaczniejsze. 
Mam sprzedawcę na targu, który ma kilkanaście drzew i syn kupił mu ostatnio maszynę do łuskania orzechów. Nie wiem jak taka maszyna wygląda, ale są z niej duże korzyści. Mój sprzedawca sprzedaje teraz orzechy także łuskane w bardzo dobrej cenie, ale najważniejszy jest smak tych orzechów. Są przepyszne. Słodkawe i mają ten niepowtarzalny aromat świeżych orzechów, ale bez goryczki takich tuż po zbiorze. 
Kupuję je teraz wręcz nałogowo. Dodaję je do do czego się da, żeby nacieszyć się ich smakiem. Turecka pasta z pieczonej papryki i orzechów z dodatkiem melasy z granatów i ciasto orzechowe są teraz moimi ulubieńcami. I mam ochotę upiec słynny tort orzechowy mojej babci, który był hitem wszystkich rodzinnych spotkań, urodzin i imienin z gromadą ciotek, wujków, kuzynów i stryjów. Tylko przepis muszę wyciągnąć od mamy :-)
 Póki co (czytaj nie mam dwóch wolnych dni na pieczenie tortu babci ;-)), piekę szybsze ciasta orzechowe.
To, które mam dzisiaj dla Was jest wilgotne, mocno orzechowo maślane z dodatkiem miękkiej, aromatycznej gruszki i warstwy chrupiącej kruszonki. 
Gruszkę można zastąpić jabłkiem. Śliwka również dobrze skomponuje się z orzechami.
To takie ciasto, które jest kwintesencją jesiennych smaków.



Ciasto orzechowe z gruszkami kruszonką

1 duża gruszka

80 g drobno zmielonych (zmiksowanych) orzechów włoskich

3 jajka (w temperaturze pokojowej)

140 g miękkiego masła

140 g cukru pudru

200 g mąki pszennej tortowej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

duża szczypta soli


kruszonka

30 g masła

30 g cukru pudru

30 g zmielonych (zmiksowanych) orzechów włoskich

30 g mąki pszennej tortowej


Rozgrzać piekarnik do 160 stopni C i nasmarować masłem albo wyłożyć papierem do pieczenia formę keksówkę o długości 26-28 cm.

Przygotować kruszonkę. Wymieszać w miseczce wszystkie składniki palcami do utworzenia kruszonki. Wstawić do zamrażarki na czas przygotowania ciasta. Jeżeli chcecie przygotować kruszonkę wcześniej, przechowujcie ją w lodówce, a nie w zamrażalniku.

Zmiksować na gładką i puszystą masę masło z cukrem. Cały czas miksując, dodawać po jednym jajku. Kolejne dodać, kiedy poprzednie jajko połączy się z masłem. Dodać mąkę wymieszaną z proszkiem i solą i orzechy. Wymieszać całość delikatnie do połączenia.
Ciasto przełożyć do formy. Wyrównać powierzchnię. Na wierzchu rozsypać pokrojoną w 1 cm kostkę gruszkę, a na nią kruszonkę.
Wstawić do piekarnika i piec przez 1 godzinę. Sprawdzić stan upieczenia patyczkiem i w razie konieczności przykryć ciasto folią aluminiową i piec jeszcze 10 minut. Wystudzić ciasto na kratce. 


piątek, 19 listopada 2021

Weekendowe śniadania. Croque tartine Parisienne.


Wolne dni sprzyjają siedzeniu przy stole, a zimne dni treściwym śniadaniom, więc sobie dogadzamy ;-). Dawno nie robiłam na śniadanie francuskich klasyków, więc z tym większą przyjemnością przygotowałam croque tartine. Do ich zrobienia użyłam shokupana, który sprawdził się znakomicie. Miękki miąższ po lekkim opieczeniu stał się chrupiący z wierzchu, a w środku nadal pozostał delikatny. 
Przepis na shokupana znajdziecie TUTAJ. Możecie również użyć chleba tostowego, chałki, dobrego chleba na zakwasie. Wybierzcie co lubicie lub co macie.

Do tego beszamel doprawiony musztardą Dijon i gałką muszkatołową, plastry gotowanej szynki (jeżeli chcecie wersję wegetariańską, to pomińcie ten dodatek) i dużo, dużo ciągnącego, aromatycznego sera. Ja użyłam Gruyere, bo bardzo go lubimy. Całość wieńczy jajko sadzone, którego żółtko rozpływa się w przy krojeniu dania i spowija całość aksamitnym sosem.

Dobrze przyjemnie i smakowicie zacząć dzień. Tym śniadaniem tak go zaczniecie.



Croque tartine Parisienne

85 g masła
30 g mąki pszennej
1 szklanka (250 ml) mleka
4 łyżki musztardy Dijon
1/4 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
6 kromek chleba tostowego, chałki, chleba na zakwasie lub shokupana (przepis znajdziecie TUTAJ)
6 plastrów szynki (opcjonalnie)
200 g startego sera Gruyere (lub Ementalera lub innego)
3 jajka
sól
świeżo zmielony pieprz


Rozgrzać piekarnik z funkcją grill. 

Przygotować beszamel.
Rozpuścić w rondlu 4 łyżki masła (około 60 g). Dodać mąkę i mieszając podgrzewać przez około 2 minuty. Dodać mleko wąskim strumieniem, cały czas mieszając, aż masa zagotuje się i zgęstnieje. Dodać 1 1/2 łyżki musztardy Dijon, gałkę muszkatołowej, pieprz i ewentualnie sól do smaku.

Na blasze położyć folię aluminiową lub papier do pieczenia.
Ułożyć kromki pieczywa i wstawić do piekarnika do lekkiego zrumienienia. Trzeba  pilnować , bo chleb szybko się rumieni.
Wyjąć z piekarnika i posmarować resztą musztardy.
Na kromki położyć szynkę. Na wierzch rozsmarować beszamel. Całość posypać serem. Wstawić do piekarnika i opiekać, aż ser rozpuści się i lekko zrumieni. trzeba pilnować, bo to trwa tylko chwilę, a nie powinno się spalić.
Kiedy grzanki zapiekają się, usmażyć na reszcie masła trzy jajka sadzone.
Trzy zrumienione grzanki ułożyć na talerzach i położyć na wierzch pozostałe, tak że jedna porcja tworzy połączenie dwóch kanapek. Na wierzch położyć jajko sadzone. Posolić, popieprzyć i od razu podawać. 

Można oczywiście zrobić mniejszą porcję i nie tworzyć podwójnych kanapek.

1. zrumienione grzanki // 2. grzanki posmarowane musztardą // 3. grzanki obłożone szynką i posmarowane beszamelem // 4. wierzch posypany startym serem




środa, 17 listopada 2021

Intensywne, czekoladowo bananowe ciasto. Idealne na chłodne listopadowe dni.


Obejrzałam prognozę pogody i nie nastawiła mnie pozytywnie. W sumie to co zapowiadają, nie dziwi. Deszcze, chłody, nocne przymrozki, śnieg z deszczem, coraz krótsze dni...to typowe dla listopada. W końcu nie ma co narzekać. Tak jest co roku i tak będzie też tym razem.
Trzeba znaleźć jakieś przyjemne aspekty tej sytuacji. Ciepła herbata z rozgrzewającymi dodatkami, miękki koc, świece, światełka, wełniane swetry, książka ze sterty czekającej przy łóżku, kawałek ciasta, czekolada, kubek kawy...
A gdyby tak czekoladę połączyć z bananami i kawą w jedno i stworzyć gęste, ciężkie, wilgotne, aromatyczne i intensywne ciasto? Z grubą warstwą mocno czekoladowej polewy.

To jest pyszne ciasto. Zaspokoi miłośników czekoladowych jak i bananowych ciast. Polewa jest jak krem. Powiem Wam od razu, że tę łatwą do wykonania polewę, można wykorzystać też do innych ciast albo ciasto upiec i podać "gołe" - bez polewy.
Smakuje i tak i tak. 
Trzymajcie się ciepło i zdrowo i sprawiajcie sobie małe przyjemności.




Ciasto bananowo czekoladowe

ciasto
160 g mąki pszennej tortowej
25 g gorzkiego kakao w proszku
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki mielonego cynamonu
1 łyżeczka kawy espresso w proszku (instant)
115 g miękkiego masła (w temperaturze pokojowej)
200 g drobnego cukru
2 duże jajka (w temperaturze pokojowej)
3 średnie, dojrzałe rozgniecione banany - 1 1/2 szklanki 
120 g kwaśnej śmietany (w temperaturze pokojowej)
100 g gorzkiej czekolady posiekanej w 1/2 cm kawałki

ganache - masa czekoladowa
220 g gorzkiej czekolady 
170 g śmietanki kremówki
1 -2 łyżeczki kawy espresso w proszku (instant)
1 łyżka miękkiego masła (w temperaturze pokojowej)

Wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia formę keksówkę o wymiarach 24x 13 cm (lub podobnych). 
Nagrzać piekarnik do 175 stopni C.
W misce wymieszać mąkę, kakao, proszek do pieczenia, sól, cynamon i kawę w proszku.


W misce miksera zmiksować na gładką, puszystą masę masło. Cały czas miksując (na średnich obrotach) dodawać cukier, aż wszystko się połączy. Następnie dodawać po 1 jajku. 
Zmniejszyć obroty na niskie i dodać rozgniecione banany. Zmiksować do połączenia. Dodać mieszankę z mąką w trzech porcjach, naprzemiennie z kwaśną śmietaną - ostatnia powinna być mieszanka z mąką.
Do masy dodać kawałki czekolady, wymieszać szpatułką i przełożyć ciasto do formy. Wyrównać powierzchnię i wstawić ciasto do piekarnika. Piec na środkowym poziomie 55-65 minut. Sprawdzić stan upieczenia patyczkiem. Ważne, żeby nie przepiec ciasta. Ciasta czekoladowe bardzo tego nie lubi. Traci na smaku i wysycha.
Wyjąć ciasto z piekarnika i studzić 30 minut. Po tym czasie wyjąć je z formy i przełożyć na kratkę. Pozostawić do całkowitego wystudzenia. 

Przygotować polewę (ganache).
Posiekaną czekoladę przełożyć do średniej wielkości miski.
W rondelku doprowadzić prawie do zagotowania mleko z kawą rozpuszczalną. Zdjąć z ognia. Dodać masło i wymieszać do rozpuszczenia. Zalać gorącym mlekiem kawałki czekolady w misce i pozostawić na 1 minutę, żeby czekolada rozpuściła się. Wymieszać do uzyskania gładkiej i błyszczącej masy.
Masę przykryć folią, tak żeby dotykała masy i pozostawić do wystudzenia. Po tym czasie wstawić do lodówki na około 40-45 minut. Masa powinna zgęstnieć, żeby łatwo było ją rozsmarować na cieście.

Ciasto zachowuje świeżość przez kilka dni. Można przechowywać w lodówce i podawać schłodzone lub w temperaturze pokojowej.



niedziela, 14 listopada 2021

Shokupan - japoński chlebek mleczny. Idealny na śniadanie. I o różnicach pomiędzy tangzhong, a yudane słów kilka.


Shokupan to japoński, miękki, wilgotny i delikatny chleb mleczny. Dzięki dodatkowi yudane (co to jest przeczytacie poniżej) chleb zachowuje długo świeżość i wilgotność miąższu. Skórkę ma cienką i delikatną, a miąższ puszysty i lekki. Ten chleb idealnie sprawdzi się jako chleb do kanapek, na tosty, grzanki, tosty francuskie czy do zapiekania. 
Niektóre przepisy na shokupan mają dodatek tangzhong, ale powinien być to yudane. Co oznaczją te dwie nazwy i czym się różnią postaram się Wam wyjaśnić. 
Jedna i druga nazwa związana jest z zaparzaniem mąki wodą. W metodzie yudane stosunek mąki do wody wynosi 1:1 (czasami 1:0,8), w metodzie tangzhong 1:5.

W metodzie yudan mąkę zaparza się wodą, miesza do wytworzenia gęstego, glutowatego, gęstego ciasta, które po wystudzeniu wstawia się do lodówki na 8-12 godzin. Im dłużej , tym lepiej. W tej metodzie wykorzystuje się  20% całkowitej ilości mąki w przepisie.Dzięki temu chleb będzie delikatny, puszysty, miękki i lekko słodkawy. 

W metodzie tangzhong mąkę z wodą podgrzewa się w rondelku do uzyskania konsystencji kleju lub budyniu. Po wystudzeniu można tę mieszankę dodać od razu do pozostałych składników lub wystudzoną przechować w lodówce. W tej metodzie wykorzystuje się  7% całkowitej ilości mąki w przepisie.

Różne źródła mówią, że metoda tangzhong wywodzi się z Chin, a yudane z Japonii, ale co do tego nie mam pewności, bo trafiłam na dużo sprzecznych informacji.

Co jest ważne. To dwie podobne metody, ale jednak inne. Zmieniają właściwości ciasta. 

Jak raz zrobicie shokupana, będziecie robić go znowu. To świetny chlebek dla miłośników wszelakich tostów i grzanek.

Shokupan

yudane

70 g (50 g) mąki pszennej typu 550

55 ml (40 ml) wrzącej wody


280 g (200 g) mąki pszennej typu 550

210 ml (150 ml) mleka w temperaturze pokojowej

20 g (15 g) świeżych drożdży lub 4 g (3 g) suszonych

20 g (15 g) cukru

35 g (25 g) miękkiego masła - w temperaturze pokojowej

7 g (5 g) soli

masło do wysmarowania formy

pogrubioną czcionką podaję proporcje składników dla formy keksówki o wymiarach 10x20 cm, a zwykłą czcionką dla formy o wymiarach 14x24 cm.


Yudane należy przygotować minimum 12 godzin wcześniej (można 15 - 18 godzin wcześniej). Najlepiej zrobić to wieczorem i rano przygotować resztę shokupana. Do miseczki wsypać mąkę na yudane i zalać ją wrzątkiem. Wymieszać, aż powstanie glutowata, gęsta masa. Przykryć miseczkę kawałkiem folii i pozostawić do wystudzenia. Wystudzoną wstawić do lodówki.

Następnego dnia.

Do miski miksera wlać mleko. Dodać cukier i drożdże. Wymieszać. Dodać masło i yudane podzielone na kawałeczki (robię to palcami). Zamieszać całość łyżką. Dodać mąkę i sól. Wymieszać całość na wolnych obrotach (końcówki haki), a następnie miksować masę przez 20 minut na średnich obrotach. Przełożyć ciasto do nasmarowanej masłem czystej miski, przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia na około 1 godzinę. Ciasto powinno podwoić objętość.

Przełożyć ciasto na podsypany mąką blat. Podzielić na trzy części (2 części). Każdą część lekko rozwałkować. Przykryć lekko wilgotną ściereczką i pozostawić na 20 minut. Po tym czasie każdą część rozwałkować na prostokąt o wymiarach 15x20 cm. Złożyć dłuższe boki do środka i zwinąć kawałek w rulon. Jak to ma wyglądać, zobaczycie na poniższych zdjęciach.

1. ciasto podzielone na trzy równe części // 2. część ciasta rozwałkowana na prostokąt // 3. złożone do wewnątrz boki prostokąta // 4. prostokąt zwinięty w rulon



Do wysmarowanej masłem formy włożyć (zachowując odstępy) zrolowane kawałki ciasta. Do mniejszej keksówki (czyli z mniejszych proporcji ciasta) dwa kawałki, do większej trzy. Części z widocznym zrolowaniem powinna przylegać do dłuższych ścianek foremki. zobaczycie to na poniższym zdjęciu. 

1. przed wyrośnięciem //2. wyrośnięte

Ciasto ponownie odstawić do wyrośnięcia na około 45 minut. 
Wyrośnięte wstawić do piekarnika nagrzanego do 185 stopni C i piec 25-30 minut. Można również przed wstawieniem do piekarnika posmarować wierzch rozbełtanym jajkiem.
Upieczony shokupan pozostawić na 5 minut do wystudzenia w foremce, a następnie wyjąć z formy i pozostawić do całkowitego wystudzenia na kratce.



wtorek, 9 listopada 2021

Weekendowe śniadania. Jajka rougaille według Ottolenghi. Proste, szybkie i pyszne.


Coraz zimniej, coraz ciemniej. Listopad. Napewno nie jest to mój ulubiony miesiąc, ale co zrobić? Nie da się go ominąć. Nawet jak bardzo bym chciała ;-) Po ostatnich aktywnych tygodniach, podróżach nad morze, wielu weekendach poza domem, chcę zwolnić, nacieszyć się życiem w "czterech kątach". Proste przyjemności. Tego teraz chcę. 
Dni są krótsze, słońca coraz mniej, więc może zjeść coś ze słonecznych stron?  Rougaille to popularne kreolskie danie, na które dzisiaj Was zapraszam. Danie na bazie pomidorów z dodatkiem przypraw. Z rougaille jest jak z naszym bigosem. Każdy dom ma swój przepis, swoje dodatki. Kiedy przyrządzicie sos, możecie dodać do niego wszystko co chcecie. Rybę, warzywa, mięso, tofu, jajka. U mnie dodatkiem są jajka w postaci omletu i tak powstało kolejne weekendowe śniadanie.
Przed nami wolne dni, więc może skusicie się na takie śniadanie. Proste, szybkie, zdrowe (duża zawartość likopenu) i co równie ważne - pyszne. 




Jajka rougaille

6 dużych jajek
6 łyżek (90 ml) oliwy z oliwek
2 cebule (360 g) drobno posiekanej cebuli
3 duże ząbki czosnku
1 łyżka listków świeżego tymianku lub 1/2 łyżeczki suszonego
30 g świeżej posiekanej kolendry (listków i łodyżek osobno)
1 łyżka koncentratu pomidorowego)
1 puszka (400 g) siekanych pomidorów
2 (20 g) zielone papryczki chilli
1 1/2 soku z cytryny
sól
świeżo zmielony pieprz

Pokroić papryczki chilli w cienkie plasterki i przełożyć do miseczki. Jeżeli nie chcecie bardzo ostrej wersji dania, wyjmijcie nasiona z papryczek. Do miseczki dodać sok z cytryny i sporą szczyptę soli, wymieszać i odstawić.
W drugiej miseczce (średniej) rozbełtać jajka z 1/8 łyżeczki soli i sporą szczyptą pieprzu. 
Na patelni rozgrzać 1 łyżkę oliwy. Wlać połowę jajek i usmażyć omlet. Przełożyć na talerz i tak samo usmażyć drugi omlet z reszty jajek. Omlety podzielić na kawałki wielkości 3-5 cm. Talerz przykryć folią aluminiową i wstawić do piekarnika nagrzanego do 60 stopni, żeby utrzymać je w cieple.
Przygotować sos. 
Na patelni po smażeniu omletów rozgrzać resztę oliwy. Dodać cebulę, czosnek i tymianek. Dodać 1/8 łyżeczką soli. Podsmażać na małym ogniu (mieszając od czasu do czasu) około 10 minut, aż cebula będzie miękka i lekko złocista. Odłożyć do  miseczki połowę podsmażonej cebuli. Dodać do reszty cebuli na patelni posiekane łodyżki kolendry i koncentrat pomidorowy. Wymieszać i podsmażać przez minutę, dwie. Dodać puszkę pomidorów i trochę pieprzu. Dusić całość przez około 10 minut, aż masa zgęstnieje trochę. 
Dodać kawałki omletu, wymieszać. Posypać wierzch posiekanymi listkami kolendry, resztą podsmażonej cebuli i marynowanymi w soku cytryny kawałkami kolendry. 
Podawać od razu.


czwartek, 4 listopada 2021

Jesienne ciasto na każdy dzień. Ucierane ze śliwkami z dodatkiem jogurtu.

Kiedyś rzadko piekłam ciasta ucierane. W czołówce wypieków były drożdżowe, a potem kruche. 

Jak myślę, jak to wyglądało w moim domu rodzinnym, to było chyba... tak samo.

Jednak masę zwyczajów wynosimy z domu;-)

Kiedy bardzo się spieszyłam z upieczeniem ciasta to oczywiście wybierałam ten rodzaj, bo te ciasta są szybkie i proste do zrobienia. Każde takie ciasto spotykało się u domowników z entuzjazmem, bo... świetnie smakowało z kubkiem mleka.

I powiem Wam szczerze, że zaczynam te ciasta odkrywać po latach na nowo. Oczywiście muszą spełniać "pewne standardy" ;-), żeby zyskać naszą akceptację. 

Po pierwsze muszą być wilgotne, a także aromatyczne, maślane i utrzymać świeżość przez kilka dni, bo lubię przechowywać takie ciasta na paterze przykryte szklanym kloszem. 

Takie ciasto sobie stoi i zaprasza powracających do domu: ukrój mnie, ukrój mnie, ukrój mnie...

Ciężko oprzeć się takim szeptom ;-)

No i kroimy, a ono... znika (szybko).

To ciasto można zrobić różnymi owocami w zależnie od sezonu. A także część owoców wmieszać do masy ciasta. 

W tym roku niesamowicie smakują mi śliwki, a ponieważ sezon na nie kończy się, więc wybieram teraz te owoce. 

Kiedyś dodawałam skórkę z cytryny pod koniec ucierania ciasta. Teraz dodaję ją do ucieranego masła albo cukier rozcieram najpierw palcami ze skórką i wtedy taki cukier mieszam z masłem. Dzięki temu sposobowi (przejściu olejków eterycznych ze skórki do tłuszczu, które jest nośnikiem smaków) ciasto jest o wiele bardziej aromatyczne. To taki mój trick i patent, którym dzielę się z Wami.




Ciasto ucierane ze śliwkami

60 g masła
150 g drobnego cukru
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii
skórka starta z 1/2 cytryny
1 duże jajko
120 g jogurtu naturalnego
240 g mąki tortowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli

wierzch
350 g śliwek (najlepiej węgierek)
2 łyżki cukru
50 g płatków migdałowych

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową.

W misce zmiksować masło na puszystą masę. Dodać cukier, wanilię i skórkę z cytryny i miksować całość do połączenia (1-2 minuty). Dodać rozbełtane jajko i miksować do połączenia.
Dodać połowę jogurtu, sól i proszek do pieczenia (zmiksować do połączenia), dodać połowę ilości mąki i ponownie zmiksować. Jeszcze raz jogurt, miksowanie i na koniec mąka i znowu miksowanie.
Ciasto przełożyć do tortownicy (o średnicy 22 cm) wyłożonej papierem do pieczenia. Wyrównać powierzchnię.

Rozgrzać piekarnik do 170 stopni C.

Umyte i wysuszone śliwki przekroić na pół i ułożyć na wierzchu ciasta (skórką do dołu). Posypać je cukrem i posypać płatkami migdałów.

Wstawić do piekarnika i piec 50-60 minut.







wtorek, 2 listopada 2021

A diary from last month. Październik


Mam wrażenie, że najczęściej powtarzanym ostatnio przeze mnie zdaniem było: jaką mamy piękną jesień. 
Nie pamiętam takiego października od lat. Tylu słonecznych dni, takiego ciepła i całej palety barw. 
Trochę czasu spędziliśmy nad morzem, więc zakosztowaliśmy też sztormów, wichury, zimna i groźnego nieba. Zachody słońca były niesamowite. Cały las w pobliżu morza spowijało różowe światło i miało się wrażenie, że dzieje się magia wokół.
Ludzi nie było, grzybów nie było. Byliśmy my i nasze dylematy: idziemy dzisiaj na spacer na wschód czy na zachód? Na zachód czyli musimy przekroczyć starym mostkiem rzekę Piaśnicę, która była też kiedyś granicą polsko-niemiecką. Wiosną czy latem przeprawiamy się przez rzekę na nogach ściągając spodnie czy podwijając spódnicę, ale teraz jest już na to zbyt zimno. W czasie ostatnich sztormów rzeka nie miała jak wpływać do morza i wylała, zalewając plażę na dużym obszarze i uniemożliwiając przejście dalej.
Droga na wschód to droga w stronę łodzi rybackich. Nie ma w naszej wiosce przystani czy portu. Stare, drewniane łodzie wyciągane są po prostu na brzeg. Kiedy zapowiada się sztorm, łodzie przy pomocy traktora wciągane są bliżej wydm, ale nigdy nie są zabierane. Rybacy wypływają przez cały rok. Oczywiście sztorm czy skute lodem morze narzucają przerwy, ale zasadniczo "świątek - piątek" rybacy wyruszają na połów.

Kiedy jesteśmy nad morzem staramy się pewne produkty kupować lokalnie u gospodarzy. Ostatnio kiedy chcieliśmy kupić w pewnym gospodarstwie dwa kilogramy kartofli, wyszliśmy z dwoma workami. I to był cudowny zakup, bo tak dobrych ziemniaków nie jadłam od lat. I kiedy tak jedziemy przez okoliczne wsie krętymi drogami i widzimy stary sad, a w nim stadko kur, zatrzymujemy się, żeby kupić jajka. W takich sytuacjach, mój mąż często pyta: a co pani ma jeszcze do sprzedania? Może marchew, jabłka albo cebulę. Lubimy te lokalne zakupy. Po produkty nabiałowe jeździmy do Perlina do maleńkiej mleczarni Śnieżka, bo tak dobry ser jak stamtąd rzadko można znaleźć. 

Do Sasina mamy 35 km i wybieramy się tam po miód i na obiad do restauracji "EWA ZAPRASZA". Ta restauracja to już legenda. Powstała prawie trzydzieści pięć lat temu, a my do niej jeździmy niewiele krócej. Obserwujemy zachodzące tam zmiany i rozwój, ale jakość potraw i smak pozostają niezmienne. Hitem są oczywiście słynne już śledzie w majonezie, które można również kupować na wynos. Ostatnio tak się zakręciliśmy, że każdy z nas osobno je zamawiał i to po kilka razy, że wyszliśmy z SZEŚCIOMA słojami. W końcu zostaliśmy zaspokojeni śledziowo i nikt nie patrzył wilkiem na drugiego, kiedy ten zaglądał ukradkiem do lodówki. Bo bywało i tak, że wieczorem w lodówce stał słoik, a rano było widać jego dno. Oczywiście winnym zawsze był nasz kot Cynamon;-)
Oprócz śledzi, kupujemy pieczony na miejscu chleb. Jest pyszny, wilgotny i zachowuje świeżość przez kilka dni. 
Co do dań. U Ewy "idziemy" najchętniej w kuchnię polską. Robią to dobrze. Schabowy, babka ziemniaczana, kaczka, golonka, pierogi, zupa borowikowa, zupa rybna... Czasami dobrze wrócić do tradycyjnych dań, ale w najlepszym wydaniu.

Z restauracją Ewa kojarzy mi się jeszcze jedno wspomnienie. Kiedyś, dawno temu przyjechaliśmy nad morze zimą i temperatury były tak niskie, że wypaliliśmy całe drewno, żeby się ogrzać. Została nam ostatnia noc pobytu, a opału brak. Pojechaliśmy do restauracji po śledzie i przy okazji zapytaliśmy czy nie sprzedaliby nam paru szczap, bo przy restauracji leżał stosik. Nie sprzedali nam, tylko dali. Dzięki nim przetrwaliśmy w cieple noc.

Domek w lesie wymaga nieustannej pracy i poprawek. Kiedy okoliczny sklep GS nie zaspokaja naszych potrzeb, wyruszamy "do miasta" czyli do Trójmiasta. I tam oddajemy się kulinarnym poszukiwaniom. Są miejsca do których wracamy, ale też szukamy czegoś nowego. Ostatnio naszym ulubieńcem jest Garnizon w Gdańsku Wrzeszczu. Stare budynki garnizonowe zostały odnowione, a także wybudowane nowe. Powstały mieszkania, biura, masa sklepików i restauracji. Tam w knajpce "MARMOLADA, CHLEB I KAWA" najchętniej jadamy śniadania. W weekendy trzeba czasami postać w kolejce w oczekiwaniu na stolik, ale warto. Stałe pozycje z karty albo te sezonowe nigdy nie rozczarowują, a wręcz sprawiają wielką przyjemność. Wychodzimy najedzeni z torbą chleba (u nas nad morzem w promieniu 10 km nie znalazłam jeszcze dobrego) i słoikiem kremu z białej czekolady. 

Na głodnego nie powinno robić się zakupów, więc dopiero po jedzeniu wyruszamy dalej. W Garnizonie wpadliśmy też ostatnio na pizzę do WŁOSZCZYZNY. Ruch jest duży, więc knajpka cieszy się powodzeniem. Dobre ciasto na pizzę, dobre dodatki,  krótki czas oczekiwania i umiarkowane ceny to atuty tego miejsca. Ja tradycyjnie wybieram pizze z truflami albo z 'ndują.

Czasami całkowicie przypadkiem można odkryć fajne miejsce. Tak trafiliśmy tuż przed zamknięciem do sklepu "SKŁAD WINA I LAWENDY". W tym miejscu przeniesiecie się do prowansalskiej winnicy Chateau Isolette w regionie Luberon. Jestem miłośniczką win, Prowansji i Luberon (spędziliśmy tam niejedne cudowne wakacje), więc wiedziałam od razu, że to miejsce jest dla mnie idealne. Oprócz win w sklepie można zaopatrzyć się w miód i olejek lawendowy. Kupiliśmy po konsultacjach ze sprzedawcą kilka butelek i zaczynamy testowanie.

Macie tak czasami, że jadąc gdzieś, widzicie drogę w bok i myślicie: a jakby tu skręcić, zobaczyć co jest tam? Ja tak myślałam wiele razy, ale zawsze jechałam prosto do celu. Myślałam tak, ale nie mówiłam tego głośno.
Teraz powiedziałam i... mój mąż zatrzymał się, zawrócił i skręcił. Pojechaliśmy w nieznane. Przez lasy, stare wsie...Zwiedziliśmy ukryty wśród drzew stary, ewangelicki cmentarz dawnych mieszkańców tych terenów i tuż przed zachodem słońca wjechaliśmy na starą brukowaną drogę obsadzoną starodrzewem. Mijaliśmy piękne, stare ceglane budynki, stajnie i paskudne z czasów socjalizmu po pgr (państwowe gospodarstwo rolne). Dojechaliśmy do parku i zabudowań folwarcznych. W parku stał zniszczony dwór z pięknymi, wielkimi oknami i przeszkloną werandą. Cudowny. Okazało się, że trafiliśmy do FOLWARKU JACKOWO. Pięknego miejsca, w którym można wynająć pokoje w budynkach folwarcznych i w... szklarni (w sezonie wiosenno letnim). Można tam również pojeździć konno. Pałac jest w trakcie remontu. Jestem bardzo ciekawa efektu końcowego. Właściciele oprócz agroturystyki prowadzą gospodarstwo rolne. Jak czytam i oglądam na instagramie jakie śniadania tam serwują, to mam ochotę pojechać tam już.

Jeszcze rok temu jeżdżąc nad morze wybieraliśmy autostradę, w tym siódemkę, która w dużej części jest drogą ekspresową. Trzeba przemęczyć się na odcinku około 60 km, który jest w przebudowie, ale myślę, że warto. I można zjeść coś po drodze w innym miejscu niż stacja benzynowa czy sieciowy fast food. Kiedyś robiąc rozbudowę domku nad morzem jeździliśmy tam co weekend i zdążyliśmy przetestować chyba wszystkie knajpki. Jedne odchorowaliśmy, inne zostawialiśmy sobie na chwilę umierania z głodu, a do jeszcze innych wracaliśmy z utęsknieniem. Takim naszym faworytem od lat był MŁYN POD MARIASZKIEM. Mieliśmy tam swoje ulubione dania w zależności od sezonu. 
Potem nastąpiła przerwa w naszych wizytach, bo przerzuciliśmy się na jazdę autostradą, czasowo zamknięto Mariaszka, a nowa droga biegła w pewnej odległości od niego. Ostatnio nadrobiliśmy drogi, żeby tam znowu zjeść. Nadrobiliśmy to za dużo powiedziane, bo trzeba przejechać cztery kilometry więcej. Jak prezentuje się Mariaszek w porównaniu tym sprzed paru lat? Trzyma poziom. Smak barszczu, pierogów, żylety (ogórków z czosnkiem, miodem i chilli), przecieraków z twarogiem, zasmażanych buraków czy chłodnika nie zmienił się. Chcecie dobrze zjeść gdzieś w połowie drogi nad morze (z Warszawy)? Polecam nadrobić te cztery kilometry i zajechać do Mariaszka. Obecnie restauracja czynna jest od piątku do niedzieli. Na miejscu można kupić na wynos produkty z Warmii i wytwarzane na miejscu (rogaliki kruche z różą, drożdżówki, żyletę, konfitury, chleb...)

Kiedy wracamy znad morza do domu, to skupiamy się na pracy i nadrabianiu zaległości. Znajdujemy też czas na randki. Kolację gdzieś "na mieście" czy wyjście do kina (po ponad roku niechodzenia - uczciliśmy powrót do kina nowym, wyczekanym Bondem). Włócząc się po centrum trafiliśmy do maleńkiej knajpki MISS BANH MI. Banh mi to wietnamskie kanapki, które uwielbiam, ale nie trafiam zbyt często, na takie, które wynoszą mnie na wyżyny szczęścia. Jak nadzienie jest dobre, to bagietka jest nieodpowiednia albo odwrotnie. Dobra bułka do banh mi musi mieć cienką chrupiącą skórkę i miękkie nadzienie. Francuskie bagietki nie sprawdzą się. W Miss Banh mi pieczone są codziennie rano z dodatkiem mąki ryżowej i są pyszne. Znajdziecie tam wersje mięsne i wegetariańskie tych kanapek. 

Mam wrażenie, że jesienią jemy więcej lodów niż latem. Mamy swoje ulubione lodziarnie, ale zawsze dobrze odkryć coś nowego. Do lodziarni "NA KOŃCU TĘCZY" wybieraliśmy się już wiele razy, ale albo była długa kolejka albo było za zimno albo mieliśmy już pełne brzuchy. Teraz w październiku nam się udało. Lody stamtąd są pyszne. Duże porcje (80 g - 1 porcja - 5zł), najlepsze składniki i bogaty wybór smaków. Są smaki stałe i sezonowe. Potrafią zmieniać się codziennie. Jedliśmy słony karmel, pistacjowe, waniliowe i truskawkę z szampanem.

Na koniec październikowych wspomnień chcę Wam jeszcze powiedzieć o ostatnich dwóch odkryciach, które z przyjemnością Wam polecam. Uwielbiam dobry chleb i jestem wstanie pojechać po niego na drugi koniec miasta. Mam to szczęście, że mam w sąsiedztwie (bliższym i dalszym) jedne z najlepszych piekarni rzemieślniczych w Warszawie, ale lubię też spróbować czegoś nowego. "BĘDZIE DOBRZE" to nowo otwarta piekarnia na warszawskim Mokotowie. Prowadzi ją para Daga i Boris i... mam nadzieję, że będą prowadzić ją BARDZO długo. Ich wypieki są rewelacyjne. Chleb niedzielny i żytni to jest mistrzostwo świata, a brownie z dodatkiem zakwasu zasługuje na nagrodę. Więcej o piekarni napiszę Wam wkrótce w poście o warszawskim piekarniach, a tymczasem... lećcie po chleb na Mokotów.

Wracając do domu na rowerze z piekarni (po emocjach związanych z wyciąganiem mnie z rowerem z windy przez pogotowie dźwigowe ;-)) trafiłam do nowego sklepu z przyprawami i azjatyckimi produktami "SKŁADNIKI". Uwielbiam orientalne kuchnie, uwielbiam przyprawy i uwielbiam gotowanie, więc ten sklep to dla mnie raj. Wielki wybór produktów produktów (samego sosu rybnego jest kilka rodzajów w tym islandzki) to wielki atut, ale to co mnie zachwyciło i co wyróżnia ten sklep to możliwość zakupu przypraw i różnych odmian ryżu na wagę. Produktów tak sprzedawanych będzie tam więcej. Uważam , że ta forma sprzedaży jest świetna, bo czasami jakiegoś egzotycznego składnika potrzebujemy mało, a nie 100 gramowego opakowania. I powiem Wam w sekrecie: można tak kupić na wagę ziarno tonka.

Na koniec trochę niekulinarnie. 

Jesień to cudowna pora jeżeli chodzi o ubiór. Miękkie swetry, wełniane płaszcze, lekkie puchowe kurtki, szale i czapki to te części garderoby, które uwielbiam. Wiem co lubię i w czym jest mi dobrze. Moja baza kolorów jest prosta i krótka. Dzięki temu mogę łączyć rzeczy tworząc wiele zestawów. Moje kolory są klasyczne: beżowy, szary, biały, granatowy, czarny, camel i... taupe. O tym kolorze chcę Wam powiedzieć kilka słów. To taka nieoczywista barwa. Taupe to połączenie beżu, brązu i szarości. Ze względu na domieszkę tego ostatniego koloru, barwa ta nie jest ani ciepła, ani zimna. W zależności od rodzaju światła, będzie prezentować się nieco inaczej. 
Taupe świetnie łączy się z bielem, granatem, czarnym czy burgundem. Total look w tym kolorze wygląda pięknie. Jasne odcienie teoretycznie lepiej pasują blondynkom, a ciemne szatynkom, ale według mnie blondynka w ciemnym swetrze w odcieniu taupe wygląda świetnie.

Ten kolor wygląda bardzo szlachetnie na ubraniach, ale też we wnętrzach. Nasza nowa sypialnia to połączenie bieli ścian, dodatków w kolorze taupe i dość ciemnego drewna. Len delikatnych, przezroczystych firanek, aksamit zasłon i wezgłowia, wełna koców tworzą przytulną kompozycję tkanin i faktur, które się dobrze  uzupełniają. 

Do tego koloru miałam słabość od dawna. Czasami znajduję jakieś swoje stare ubrania i z przyjemnością patrzę na moje wcześniejsze wybory ;-)

Nasz kot, który kiedyś miał odcień szaro srebrzysty, teraz nabrał barw taupe. Może dlatego tak lubi spać na naszym łóżku, bo idealnie komponuje się kolorystycznie;-)

Rozpisałam się :-)
Udało Wam się dotrwać do końca ? :-)
Jeszcze przed Wami duuuużo zdjęć:-)

A jesień mamy piękną. Przynajmniej październik. 
Zobaczymy co przyniesie listopad.
 


FOLWARK JACKOWO
Jackowo 2,
84-210 Choczewo

RESTAURACJA EWA ZAPRASZA
ul. Morska 49, Sasino

MŁYN POD MARIASZKIEM
Idzbarski Młyn 2
14-100 Idzbark
przy starej trasie E-7

PIZZERIA WŁOSZCZYZNA GARNIZON
ul. Słonimskiego 6, Gdańsk

MARMOLADA, CHLEB I KAWA
Słonimskiego 5, Gdańsk

SKŁAD WINA I LAWENDY
ul. C.K. Norwida 17, Gdańsk

SKŁADNIKI - SKLEP AZJATYCKI
ul. Andersa 31, Warszawa

PIEKARNIA RZEMIEŚLNICZA "BĘDZIE DOBRZE"
ul. Puławska 23/25, Warszawa

MISS BANH MI
ul. Lwowska 9, Warszawa

LODZIARNIA NA KOŃCU TĘCZY
aleja Wyzwolenia 15, Warszawa

1. ulubione samotne drzewo tuż przed deszczem // 2, 3 stare, drewniane rybackie łodzie ciągle w użyciu // 4. drzewo zmienia kolor jesiennie, ale nasadzenia wokół wyglądają wiosennie 
 
ULUBIEŃCY Z TARGU
1. rokitnik - uwielbiam jego smak // 2. jabłka odmiany rubinola  // 3. o dobrą, prawdziwą malinówkę coraz trudniej // 4. odmian śliwek jest zatrzęsienie, ale dobrej, prawdziwej węgierki nic nie pokona

DETALE
1. stara podłoga w pałacu w folwarku w Jackowie // 2. morski skarb - korzeń porośnięty przez pąkle // 3. znaleziony nad morzem kawałek drewnianej palety porośniętej pąklami, z którego zrobiliśmy świecznik // stara, drewniana podłoga w Młynie Mariaszek

1. miody z pasieki w Sasinie // 2. na śniadanie zjedliśmy biały ser z lokalnej mleczarni Śnieżka w Perlinie z miodem // 3. kiedy widzimy, że kury biegają po starym sadzie - stajemy i kupujemy jajka // 4. o stare odmiany jabłek coraz trudniej

W KTÓRĄ STRONĘ IDZIEMY DZISIAJ NA SPACER?
1, 2. spacer na wschód oznacza łodzie rybackie // 3, 4. spacer na zachód oznacza rzekę Piaśnicę i puste plaże

FOLWARK JACKOWO
1. starodrzew w pałacowym parku // 2. pałac w trakcie remontu // 3. wybarwiony jesiennie bluszcz i stare okna - uwielbiam // 4. przeszklona weranda w starym pałacu z widokiem na park

MŁYN POD MARIASZKIEM
1. wnętrze młyna  - część restauracyjna // 2. woda i stare kamienie // 3. jesienny bluszcz i cegły // 4. wchodzimy

RESTAURACJA EWA ZAPRASZA
1. kochanie pojedźmy do Médoc // 2. kaczkę potrafią tutaj przyrządzić // 3.  to co dzisiaj zjemy? // 4. dawno już tak mi beza nie smakowała 



MARMOLADA, CHLEB I KAWA
1. stolik na czterech osób poprosimy // 2. ten tost francuski z kurkami będzie mi się śnił po nocach // 3. krewetki z mango i mlekiem kokosowym i frytki z batatów z majonezem truflowym // 4. bułeczki bao - dasz mi jedną?


1. nocny spacer po Gdańsku // 2. tost francuski z kurkami na śniadanie // 3.  lubię sobie wyobrażać jak mieszka się w takiej kamienicy // 4. słodkości w Błogo w Słonym Spichlerzu/Gdańsk

SKŁAD WINA I LAWENDY
1. miód lawendowy // 2. to ile kupujemy? // 3. wejdziemy do środka i zobaczymy? // 4. jesień to idealny sezon na czerwone

WARSZAWSKIE NOWE ODKRYCIA
1. przyprawy na wagę w sklepie SKŁADNIKI // 2. smak petarda- brownie na zakwasie w piekarni "Będzie dobrze" // 3. chleb niedzielny - flagowiec z "Będzie dobrze" // 4. poproszę 300 gramów ryżu jaśminowego (Składniki)

SŁODKI PAŹDZIERNIK
1,2. ciasto ze śliwkami i migdałami // 3. ciasto bananowo czekoladowe // 3. sernik czekoladowy z mascarpone

1. buty Flattered // 2. bluza H&M // 3. torebka Polène Paris // 4. sweter kaszmirowo wełniany Arket

1. wzornik kolorów Pantone // szal wełniano kaszmirowy Filippa K. // 3. plecak Rains // 4. szal i płaszcz 12 Storrez

1. jedwabna koszulka Intimissimi // 2. kurtka H&M // 3. wełniana torba Massimo Dutti // 4. kanapa SF MEBLE

wzornik Pantone koloru taupe

1. Massimo Dutti // 2. wełniany płaszcz Arket // torebka na ramię i do ręki Flattered // 4. czapka kaszmirowa Bonpoint

WARSZAWSKA JESIEŃ
1. to niebo zachwyca // 2. w drodze - z chlebem w koszyku // 3. w drodze - na randkę // 4. w drodze - po chleb

1. jest zimno, ale pięknie // 2. ten widok, kiedy rano lecisz przywitać się z morzem // 3. na zapieksy z pieczarkami nas naszło // 4. uwielbiam fotografować chmury

WARSZAWSKA JESIEŃ
1., 3., 4. złociste liście i słońce // 2. resztki rajskich jabłuszek na drzewie na mojej ulicy



1. ulubiona ostatnio czarna torebka - Arket // 2. odstawiam cię tylko na chwilę // 3. obrośnięte mury i okna - uwielbiam // 4. może czas znowu pojeździć konno 

1., 2., 3., 4., cisza przed burzą

CZARNO BIAŁE
1., 2., 3., 4., w obiektywie męża

1, 2, 3 rzeka Piaśnica // 4. śniadania jadamy najchętniej na tarasie

1,2,3,4 Pizzeria Włoszczyzna Gdańsk Garnizon

1. Miss Banh mi - nowa knajpka dla miłośników wietnamskich kanapek // 2. poproszę słony karmel i truskawki z szampanem // 3. lodziarnia Na końcu tęczy // 4. bagietki z dodatkiem mąki ryżowej do banh mi są wypiekane codziennie

                                     ULUBIEŃCY PAŹDZIERNIKA

1. sweter Massimo Dutti // 2. sweter Arket // 3. torebka na ramię Sandqvist //
4. cienie Chanel 266 tissé  essentiel






LinkWithin

Related Posts with Thumbnails