piątek, 3 lipca 2020

Crêpes czyli idealne francuskie naleśniki na weekendowe śniadanie.




Nie pochodzę z domu z tradycjami pierogowymi (moja mama zrobiła je kilka razy, a babcie chyba w ogóle). Za to knedli, kopytek, domowych makaronów i naleśników mieliśmy pod dostatkiem. Moja mama robi naleśniki "na oko" i chyba są to najlepsze naleśniki na świecie. Pewne zasady, które są niezwykle ważne przy ich robieniu można ująć w paru zdaniach. Ważny jest rodzaj mąki, dodanie tłuszczu (stopionego masła lub oleju) do ciasta, pozostawienie przygotowanego ciasta na minimum godzinę na odpoczynek, smażenie cienkich naleśników na dobrze rozgrzanej odpowiedniej patelni i dodanie cukru nawet do naleśników ze słonym nadzieniem. Oczywiście tego cukru jest mniej niż przy naleśnikach na słodko, ale musi on być. Daje kontrast i odpowiedni balans smakowy i pozwala na piękne zezłocenie naleśnika. 

W rodzinnym domu jedliśmy najchętniej naleśniki z serem, z wiśniami, z mięsem, z kapustą i suszonymi prawdziwkami z dodatkiem dużej ilości cebuli i oleju rzepakowego lub lnianego tłoczonego na zimno (te na święta), z porami, ze szpinakiem, duszonymi morelami, z jabłkami, z nadzieniem z duszonych warzyw...

Kiedyś (chodziłam wtedy do podstawówki) rodzice wyjechali na miesiąc i zostawili mnie i brata pod opieką dziadków. Oni robili nam jedzenie albo zabierali na obiady do restauracji w hotelu Europejskim. Zostawili nam też pieniądze, żebyśmy mogli iść samemu gdzieś na obiad. W okolicy mieliśmy restaurację Kaszubską (z najlepszymi lodami pod słońcem, które zostawiały na podniebieniu grudki masła) i bar mleczny. I kiedyś poszliśmy do baru z bratem. Zamówiłam nieznane mi naleśniki z nadzieniem z jajka. I wiecie co. Minęło ponad trzydzieści lat, a ja pamiętam te naleśniki do tej pory. Ciasto było grube i gumiaste, a farsz z posiekanego jajka i dużej ilości szczypiorku. Podsmażone były chyba na smalcu i miały mocno chrupiącą skórkę. Pamiętam ich smak jakby było to wczoraj. Były one całkowitym przeciwieństwem tych maminych, delikatnych. Tak się w nich rozsmakowałam, że kiedy tylko się dało rezygnowaliśmy z bratem z wykwintnych obiadów u dziadków albo w Europejskim i gnaliśmy po szkole do baru mlecznego :-)

Ja tak jak mama, też często smażę naleśniki. Różnorodne. Używam różnych rodzajów mąki, dodaję piwo lub cydr, słodką śmietankę, mleka roślinne, maślankę, ale cały czas przestrzegam naleśnikowych zasad wyniesionych z domu. 
Często mówi się, że pierwszy usmażony naleśnik musi być nieudany. To nie jest prawda. Tak się dzieje, kiedy smażymy je na nieodpowiedniej lub niewystarczająco rozgrzanej patelni. Dla mnie najlepszą patelnią jest patelnia ze stali węglowej. Mam ją od wielu lat. Jest ciemna, wypalona, smażę na niej bez dodatku tłuszczu (ale do ciasta daję go zawsze) i zabieram ją ze sobą na wakacje:-) Moje patelnie są francuskiej firmy de Buyer i wykonane są ze stali węglowej. Jakie one wyglądają możecie zobaczyć TUTAJ. Dla mnie te patelnie są wieczne. Ważne tylko, żeby nową wypalić, wycierać do sucha po umyciu i nie myć w zmywarce. Z tym wycieraniem to przeważnie u mnie wygląda to tak, że umytą stawiam na włączonym palniku i zostawiam na kilka chwil, żeby woda odparowała i po wystudzeniu wkładam do szafki. Od czasu do czasu smaruję ją cienką warstwą oleju przy pomocy ręcznika papierowego. Z czasem patelnia staje się ciemniejsza i nabiera coraz lepszych właściwości nieprzywierających. 

No dobrze. Czas skończyć ze wspomnieniami i dobrymi radami ;-). Czas na przepis na naleśniki. Te są autorstwa uwielbianego przeze mnie Benoît Castel. O nim i miejscu jakie stworzył w Paryżu możecie przeczytać TUTAJ
To przepis na klasyczne słodkie, francuskie crêpes. Słodkie, maślane, delikatne i aksamitne. Do ciasta można dodać odrobinę rumu lub skórki z cytryny czy pomarańczy albo wanilię (szczegóły w przepisie). Ciasto jak to ciasto naleśnikowe musi odpocząć. Może trwać to godzinę albo całą noc. Pomyślcie o tym, że wystarczy rano wstać i macie gotowe ciasto. Wystarczy je usmażyć i mamy gotowe ciasto. W mojej rodzinie zajadają się nimi z dodatkiem stopionego masła, cukru i skórki startej z cytryny albo ze stopionym masłem i syropem klonowym (jakie to francuskie ;-)).
Jako dodatki podałam również duszone z odrobiną cukru i masła morele, domową konfiturę z truskawek i kwiatów bzu i świeże leśne jagody.

Kiedy chcę naraz podać wszystkie naleśniki na ciepło, to nagrzewam piekarnik do 50 stopni C i kładę na talerz umieszczony w piekarniku każdy świeżo usmażony naleśnik. Przykrywam je kawałkiem folii aluminiowej, żeby nie obsychały.

Z przepisu wychodzi około 20 naleśników.





Crêpes

30 g masła 
190 g mąki typu 500 (na przykład wrocławska)
50 g drobnego cukru
duża szczypta soli
4 jajka
430 ml tłustego mleka
1 łyżka (15 ml) rumu (opcjonalnie)
skórka starta z 1/2 cytryny lub pomarańczy (opcjonalnie)
rdzeń z 1/2 laski wanilii lub 1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią (opcjonalnie)

Podgrzać około 1/3 mleka z dodatkiem masła. Kiedy masło się stopi, dodać resztę mleka i wymieszać i pozostawić do wystudzenia do temperatury pokojowej. 
W misce wymieszać mąkę, z cukrem, solą i ewentualnie z którymś z dodatków (skórka z cytryny, pomarańczy, rdzeń wanilii, cukier z prawdziwą wanilią). Rozbełtać jajka i dodać je do wystudzonego mleka z masłem. Wymieszać. Dodać do mąki z resztą składników. Wymieszać mikserem do połączenia na wolnych obrotach lub trzepaczką. Odstawić na godzinę na blacie lub na noc do lodówki. Wymieszać ponownie ciasto przed smażeniem. 
Smażyć porcjami na dobrze rozgrzanej patelni.





Przepis Benoît Castel z książki "Pâtisserie simplement naturelle"

1 komentarz:

  1. Smakowitosci... Robie sie glodna, gdy o tych pysznosciach czytam.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails