środa, 29 kwietnia 2020

Drożdżowe odrywane bułeczki z nadzieniem serowo ziołowym



 Brak mi pikników i rodzinnych wyjazdów. Kiedy jest zimno, to ta tęsknota nie jest tak wielka, ale gdy jest ciepło i słonecznie...
Kiedy słońce ostatnio przygrzało, a w powietrzu unosił się zapach kwiatów, złapałam pled z łóżka i rzeczy ze stołu i zaniosłam wszystko do ogrodu pod starą jabłoń. Muszę Wam powiedzieć, że moim tegorocznym marzeniem był piknik w sadzie wśród kwitnących drzew. Opadające płatki kwiatów, które spadają dekorując wszystko miały być ozdobą. Udało mi się to zrealizować w minimalistycznej formie ;-) Nasza stara jabłoń, która kwitnie i owocuje co drugi rok,  umożliwiła mi to, bo własnie zakwitła. To był taki spontaniczny piknik. Kiedy wszystko nosiłam, zdążyłam jeszcze upiec szwedzkie ciasto kladkakka (5 minut roboty, 13 minut pieczenia) i mieliśmy piknik w czasach zarazy ;-)
Popołudniowe ciepłe słońce, zapach wiosny w powietrzu i brak masek na twarzch poza domem, dał mi dużo radości.

Dzisiaj mam dla Was jeden z przepisów naszego "piknikowego" menu. Na drożdżowe,  odrywane bułeczki z nadzieniem serowo ziołowym. Miękkie, pełne aromatów i smaków sprawdzą się i w innych okolicznościach niż piknik. Do tego są proste i szybkie do zrobienia. Nie macie fety - użyjcie koziego lub pleśniowego sera. Nie macie parmezanu - dodajcie grana padano albo jakikolwiek żółty. Nie macie suszonych pomidorów - pomińcie je. Możecie również wymieszać 4 łyżki miękkiego masła z posiekanymi ziołami i czosnkiem i tym nadziać bułeczki.
Możliwości jest wiele, ważne żeby sprawić sobie przyjemność. Możecie upiec bułeczki i zjeść je na ławce w parku, lub na trawie w lesie. Nawet taki minimalistyczny piknik da Wam dużo radości. A bułeczki sprawdzą się także na śniadanie lub obiad. Możecie również upiec je na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia układając je w większych odstępach. Wtedy otrzymacie pojedyńcze bułeczki.

To był też nasz pierwszy piknik, w którym towarzyszył nam kot Cynamon. Takie są zalety piknikowania w ogrodzie.

Reszta piknikowych przepisów w następnym poście.




Bułeczki z nadzieniem serowo ziołowym

500 g mąki pszennej (typu 550)
15 g świeżych drożdży (lub 7 g suszonych)
300 ml ciepłej wody
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
3 łyżki (45 ml) oliwy z oliwek

nadzienie
100 g fety (pokruszonej)
30 g parmezanu (startego)
garść natki (drobno posiekanej)
garść szczypiorku (drobno posiekanego)
1 łyżka (15 ml) oliwy z oliwek
1 duży ząbek czosnku (drobno posiekany)
4 połówki suszonych pomidorów (posiekane w 5 mm kawałki)

wierzch
1 jajko
1-2 łyżki tartego parmezanu

W misce wymieszać ciepłą wodę z drożdżami i cukrem. Odstawić na 5 - 10 minut. Dodać mąkę, sól i oliwę. 
Miksować całość przez 6-10 minut (końcówki haki). aż ciasto stanie się gładkie, elastyczne i będzie się odklejać od ścianek miski.
Przykryć miskę ściereczką i odstawić do wyrastania na około 1 godzinę. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. 

Wszystkie składniki nadzienia wymieszać w miseczce.

Ciasto lekko zagnieść dłońmi, żeby je odgazować.
Na lekko oprószonym mąką blacie rozwałkować ciasto na prostokąt o rozmiarach 25x35 cm.
Rozprowadzić na cieście nadzienie. 
Zwinąć ciasto w rulon i pociąć je na 10 kawałków. Włożyć je do formy (u mnie o średnicy 30 cm) wysmarowanej oliwą. Zachować odstępy pomiędzy kawałkami ciasta.

Przykryć formę ściereczką i odstawić bułeczki na 30-40 minut do wyrastania.
Posmarować je delikatnie rozbełtanym jajkiem i posypać startym parmezanem.
Rozgrzać piekarnik do 180 stopni.
Wstawić bułeczki i piec je 30-40 minut. Powinny mieć złocisty wierzch.

Bułeczki wyjąć z piekarnika i PRZYKRYĆ ŚCIERECZKĄ na 15 minut. Dzięli temu skórka stanie się miękka , a bułeczki będą łatwiej odrywać się od siebie.

Bułeczki jeść na ciepło albo wystudzone.


składniki nadzienia
wymieszane składniki nadzienia
nadzienie rozłożone na cieście
ciasto z nadzieniem zwijane jak rolada
uformowane bułeczki odstawione do wyrastania
wyrośnięte bułeczki
bułeczki gotowe do pieczenia 





poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Francuski pszenny, wiejski chleb na zakwasie. Przepis krok po kroku ze zdjęciami i filmikami




Dzisiaj mam dla Was przepis na pszenny chleb na zakwasie w stylu francuskim. Przepis pochodzi od Moniki Waleckiej właścicielki piekarni "Cała w mące". Monika jest moim chlebowym guru. Kupuję jej wypieki, uczyłam się od niej pieczenia zakwasowców na warsztatach i w ogóle podziwiam jej życiową drogę chlebową. Znamy się od wielu lat i z przyjemnością patrzę na to co Monice udało się osiągnąć.

Wracając do chleba. Uwielbiam ten typ. Z cienką, niesamowicie chrupiącą skórką i wilgotnym miąższem z dziurami. Aromat i smak chleba jest niezwykle bogaty, dzięki długiemu, powolnemu procesowi fermentacji. Ten chleb piekę zazwyczaj w soboty, bo jego przygotowanie zajmuje mniej więcej jeden dzień (plus nocne wyrastanie w lodówce). Nie jest pracochłonny, ale wymaga obecności w domu, żeby raz na godzinę go złożyć. 
Czas przygotowania może oczywiście się wydłużyć lub skrócić, bo zakwas to żywa istota i jest wrażliwy na wiele czynników. Dużo zależy od temperatury w pomieszczeniu, w którym robimy chleb, od żywotności zakwasu, od jakości i wilgotności mąki...

Z tego ciasta możecie również przyrządzić pizzę lub focaccię. 

Lubię piec chleby na zakwasie, ale na blogu nie znajdziecie ich zbyt wiele, bo zawsze miałam problemy z opisami ich przyrządzania. 
Zabierałam się za ten post od paru tygodni, ale nie wiedziałam od czego zacząć i jak go ogarnąć, żeby przepis był zrozumiały dla wszystkich. 
Dla kogoś kto piecze formowane chleby na zakwasie przepis nie będzie stanowił problemu, ale dla kogoś kto zaczyna swoją przygodę zakwasową już nie będzie tak prosty.
W chlebach zakwasowych niezwykle ważne jest doświadczenie i praktyka. Trzeba tego zaznać, żeby samemu wyczuć, kiedy ciasto jest gotowe. Można oczywiście napisać w przepisie, żeby ciasto wyrabiać na początku przez 6 minut, ale może tak być, że ciasto będzie gotowe dopiero po 8 albo 10 minutach. Dlatego zależało mi bardzo, żebyście wiedzieli do czego dążyć. Opis oczywiście jest ważny, ale pomyślałam, że pomocne dla Was będą też filmiki.
Oceńcie sami, czy Wam to pomogło czy nie, bo ja mam straszny galimatias w głowie.
Ten dzisiejszy post, to chyba najtrudniejszy dla mnie post w blogowym życiu (a w tym roku minie mi dziesięć lat blogowania).
No więc zaczynamy.
Dajcie mi znać, czy ta forma przepisu była dla Was pomocna, bo sama się uczę takich rodzajów wpisów i chciałabym coś poprawić, jeżeli trzeba. 


Francuski pszenny wiejski chleb na zakwasie

125 g aktywnego zakwasu (dokarmionego 8-12 godzin wcześniej) - użyłam żytniego
375 ml (350 + 25 ml) ciepłej wody
350 g mąki pszennej chlebowej (typu 650)
150 g mąki pszennej razowej (typu 1850 lub 2000)
10 g (1/2 łyżki) soli


Do miski wlać 350 ml ciepłej wody i dodać zakwas. Wymieszać.

Do miski włożyć zakwas i wlać wodę.
Zakwas wymieszany z wodą
 Dodać oba rodzaje mąki i wymieszać dłońmi do połączenia. 
Miskę przykryć ściereczką i odstawić na 20 - 30 minut (autoliza).

Dwa rodzaje mąki dodane do wody z zakwasem
To jest bardzo ważny etap przy robieniu pszennych chlebów na zakwasie. Ten etap ma wpływ na smak i ostateczny wygląd chleba. W tym czasie woda wchłania się do mąki, a enzymy z mąki zaczynają przetwarzać skrobię na cukry, a białka (gliadyna i glutenina) zaczynają tworzyć gluten. 

Oba rodzaje mąki wymieszane dłonią z wodą i zakwasem

Po czasie autolizy, zwilżyć dłonie wodą i rozpocząć etap naciągania i składania ciasta. Robić to przez około 3-4 minuty. Ciasto na tym etapie rwie się przy naciąganiu. 
Na wierzch ciasta wsypać sól i polać resztą wody. Mieszać całość dłońmi, żeby rozprowadzić sól w całym cieście.

Sól dodana do ciasta i reszta wody
Po wymieszaniu soli z ciastem ponownie rozpocząć etap naciągania i składania. 
Ten etap powinien trawać 5-10 minut.
Na początku ciasto rwie się, ale z czasem stanie się rozciągliwe i zacznie odklejać się od ścianek i dna miski. 

W czasie rozciągania i składania rozwija się siatka glutenowa w cieście. Dzikie drożdże z zakwasu zaczynają karmić się mąką i w procesie fermentacji produkują dwutlenek węgla, który spulchnia ciasto. Siatka glutenowa, która wytwarza się w trakcie składania, pomaga zatrzymać ten dwutlenek węgla w cieście.

Ciasto należy rozciągać i składać, aż stanie się elastyczne i zacznie odklejać od ścianek naczynia. Rozciągnięty fragment ciasta powinien wyglądać jak membrana. 
Dłonie przy rozciąganiu i składaniu dobrze jest od czasu do czasu zwilżać wodą. 

Na początku wyrabiania, ciasto rwie sie.
Po kilku minutach wyrabiania ciasto zaczyna robić się rozciągliwe



Ciasto tuż przed pierwszym leżakowaniem (fermentacją)


 Miskę z ciastem przykryć i odstawić na 30 minut.

Ciasto po pierwszym etapie leżakowania (fermentacji) wygląda na rzadsze
Po pół godzinie zwilżyć dłonie wodą i rozpocząć naciąganie i składanie. Dłonią jedną lub dwoma złapać od spodu część ciasta położoną w misce naprzeciwko siebie i naciągnąć je do góry, a następnie położyć ją na części części ciasta najbliżej siebie. Obrócić miskę o 90 stopni i to samo zrobić z kolejną częścią ciasta położoną naprzeciwko siebie. Ponownie obrócić miskę i rozciągnąć i złożyć ciasto. Kiedy całe ciasto (z każdej strony) jest rozciągnięte i złożone, przykryć miskę ściereczką i odstawić ciasto do fermentacji na 30 minut. 
Postąpić tak jeszcze 3 razy, za każdym razem zachowując odstępy 30 minutowe.
Po ostatnim składaniu pozostawić ciasto do fermentacji na 1 godzinę.

Zwilżanie dłoni wodą pomaga w składaniu ciasta.  



Ciasto po ostatnim etapie leżakowania (fermentacji)
Oprószyć mąką blat i delikatnie wyłożyć szpatułką lub dłońmi ciasto.  Delikatnie zaokrąglić je dłońmi i zostawić na 30 minut, żeby gluten mógł się zrelaksować.
Złapać obydwiema dłońmi dolną część ciasta, rozciągnąć je i założyć do połowy. Następnie równocześnie złapać boki ciasta i rozciągnąć je i założyć na siebie pośrodku. Górną część ciasta założyć przykrywając całość. Podkładając pod spód ciasta dłoń i szpatułkę, obrócić je złączeniem do dołu. Obracając ciasto dłońmi i szpatułką uformować dość ciasną kulę. Pozostawić ciasto na 5 minut. 


 

Po formowaniu ciasta na blacie, ciasto musi poleżeć 5-10 minut
 Przełożyć ciasto do koszyka (złączeniem do góry)

Ciasto wkładam do koszyka wyłożonego bawełnianą lub lnianą ściereczką (kawałkiem materiału). Ściereczkę obsypuję mąką. 
Zamiast koszyka do wyrastania można użyć miski lub durszlaka (również wyłożonego oprószoną mąką ściereczką).

Uformowany do wyrastania bochenek włożony do koszyka przed etapem fermentacji w temperaturze pokojowej
 Pozostawić na blacie ciasto w koszyku na 30 - 60 minut.

Uformowany do wyrastania bochenek po 40 minutach fermentacji w temperaturze pokojowej
Koszyk z ciastem przykryć folią lub ściereczką (tak, żeby ciasto  nie dotykało folii i miało miejsce do wyrastania. 
Wstawić koszyk z chlebem do lodówki na 9-15 godzin. 

Najczęściej do przykrycia koszyka z ciastem, który wkładam do lodówki, używam hotelowych foliowych czepków kąpielowych. To jeden z moich ulubionych gadżetów z kuchni.

Uformowany do wyrastania bochenek tuż przed włożeniem do lodówki na czas ostatniej fermentacji
Na drugi dzień rano wstawić żeliwny garnek do zimnego piekarnika i rozgrzać piekarnik do 240 - 260 stopni. Kiedy piekarnik jest już nagrzany, grzać garnek jeszcze 20 - 30 minut dłużej.

Garnek wyjąć z piekarnika, przełożyć szybkim ruchem do niego chleb obracając go (czyli wierzchnia strona chleba z koszyka powinna znaleźć się na dnie garnka).
Chleb naciąć szybkim ruchem. Przykryć pokrywką i wstawić do piekarnika. Piec około 20 minut. Zdjąć pokrywkę i dopiec chleb na brązowo. 

Chleb wyjąć z garnka i przełożyć na kratkę. Jeszcze ciepły z masłem jest pyszny.


Do nacięcia chleba używam żyletki nałożonej na drewniany patyczek/mieszadełko do kawy.
Chleb można piec również na rozgrzanym kamieniu do pizzy lub ewentualnie na rozgrzanej blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Wtedy dobrze zaparować piekarnik. Można to zrobić wstawiając dodatkową blachę na dno piekarnika i wlewając na nią około pół szklanki wody tuż po wstawieniu chleba do piekarnika.

Żeliwny garnek o średnicy 24 cm, w którym piekę chleb

Chleb włożony do gorącego garnka i nacięty

Chleb po 20 minutach pieczenia w żeliwnym garnku


piątek, 24 kwietnia 2020

Rozkoszny sernik z serków wiejskich z żurawiną


Dzisiaj nie będę się rozwodzić w pisaniu, bo pogania mnie informatyk, który próbuje mi umożliwić pracę zdalną na komputerze ;-) Okazało się, że nie jest to takie proste.
Chcę Wam jednak zostawić dzisiaj jakiś przepis na weekend, więc piszę wszystko błyskawicznie :-)
W skrócie i szybko (zanim zirytuję informatyka ;-)).
Sernik jest pyszny. Jestem zakochana w jego spodzie, który jest kruchy i bardzo maślany. Ma taki aromat ciasta, jaki uwielbiam. 
Serniki robię zawsze na dobrej jakości serze, który sama miksuję na gładko. Etap serów z wiaderka już dawno u mnie minął. Czasami dodaję ser mascarpone. Do części serników używam serków typu Philadelphia.

Tym razem w przepisie wśród składników są serki wiejskie. Nigdy ich nie używałam do pieczenia, ale zwyciężyła ciekawość. Wierzch pokrywa warstwa z duszonych z pomarańczą żurawin. Nie miałam ich, ale w zamrażalniku znalazł się jeszcze spory woreczek świeżych borówek leśnych (brusznic) i połączenie łagodnej i delikatnej masy serowej z lekkim aromatem pomarańczy i kwaskowatych, aromatycznych borówek okazał się strzałem w dziesiątkę.

Myślę, że ten sernik będzie równie dobrze smakował, jeżeli na wierzchu ułożycie kawałki świeżych truskawek.

No, na dzisiaj tyle. Nie chcę być zdalnie zamordowana przez informatyka ;-)




Sernik z serków wiejskich z żurawiną

ciasto
1 1/4 szklanki (160 g) mąki pszennej tortowej
1/3 szklanki (75 g) drobnego cukru
1/4 łyżeczki soli
115 g masła pokrojonego w 1 cm kawałki

masa serowa
2 3/4 szklanki (620 g) - użyłam 3 opakowań serków z Piątnicy - 600 g
1/4 szklanki (60 ml) słodkiej śmietany kremówki
115 g masła (miękkiego w temperaturze pokojowej)
1/2 szklanki (120 g) cukru pudru
5 dużych jajek (żółtka i białka osobno)
2 łyżki drobno startej skórki pomarańczowej
1 łyżka skrobi kukurydzianej

wierzch
360 g świeżych lub mrożonych żurawin (użyłam borówki - brusznicy)
3/4 szklanki (150 g) cukru
sok z 1 pomarańczy

Miarą jest szklanka amerykańska o pojemności 240 ml.

Przygotować spód sernika.
Wymieszać w misce mąkę, cukier i sól. Dodać kawałeczki masła i połączyć je z mąką rozgniatając w palcam. Ugnieść ciasto do połączenia składników i wstawić do lodówki na 30 minut lub do czasu, aż stwardnieje.

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni C.
Tortownicę o średnicy 23 cm wyłożyć papierem do pieczenia.
Wyłożyć dno tortownicy ciastem, ponakłuwać je widelcem i wstawić do piekarnika. Piec około 20 minut, aż ciasto stanie się złociste.
Wyjąć je z piekarnika i pozostawić do wystudzenia na czas przygotowania masy serowej.
Nie wyłączać piekarnika.

Przygotować masę. 
Blenderem zmiksować na gładką masę serki z kremówką. 
W misce zmiksować na gładką, puszystą masę masło. Dodać cukier puder i miksować na średnich obrotach do połączenia i uzyskania gładkiej masy.
Cały czas miksując dodawać po 1 żółtku. Kolejne dodawać, kiedy poprzednie połączy się całkowicie z masłem. 
Dodaś ser, skórkę z pomarańczy i skrobię kukurydzianą. Zmiksować do połączenia.
W drugiej misce zmiksować białka na sztywną pianę.
Dodać je do masy serowej i delikatnie połączyć je razem. Nie miksować masy na tym etapie tylko całość mieszać szpatułką lub łyżką.

Masę przełożyć na upieczony spód. Wygładzić wierzch i wstawić tortownicę do piekarnika. Od razu zmniejszyć temperaturę do 160 stopni C. 
Piec sernik około 45 minut. Powinien mieć złocisty wierzch i lekko galaretowaty środek.
Wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki i zostawić sernik do wystudzenia na 30 minut.
Wyjąć sernik po tym czasie z piekarnika i pozostawić do całkowitego wystudzenia.

Przygotować wierzch.
Doprowadzić w rondelku do zagotowania żurawiny (borówki), cukier i sok z pomarańczy. Zmniejszyć moc palnika i gotować całość jeszcze 6-8 minut. 
Pozostawić do wystudzenia.
Wierzch sernika pokryć owocami. Pozostawić całość do stężenia na minimum 2 godziny.
Ja przyrządziłąm sernik jednego dnia, a drugiego pokryłam owocami. 




 Przepis Michał Korkosz z książki "Fresh from Poland

środa, 22 kwietnia 2020

Amerykańskie naleśniki czyli pankejki Nigelli


Lubię podróżować. Mogę nawet powiedzieć, że kocham. Podróże to dla mnie czas inspiracji i zbierania nowych doświadczeń. To czas, otwarcia się na innych i na inność. Chłonę to co mnie otacza i uczę się nowych rzeczy. Uwielbiam podróżowanie, przygotowania do wyjazdu i powroty do domu. 
Teraz jest zupełnie inaczej i nie wiem, kiedy znów gdzieś wyjadę. Z jednej strony szkoda mi tych podróży, które już mi przepadły, z drugiej mówię trudno. Jest jak jest. Dotyczy to nas wszystkim. Teraz są zupełnie inne sprawy ważne i istotne.  Skupiam się na dniu dzisiejszym i doceniam każdy dzień taki jaki jest. 

Moje podróże wyglądają teraz inaczej. Zamówiłam sobie kilka książek o Skandynawii, mam w planach skończyć czytać historę Finlandii i udoskonalić technikę wypiekania croissantów. 
Przeglądam zdjęcia z ostatniej podróży do Francji i chcę opisać Wam kilka moich ostatnich paryskich odkryć. Zabiorę Was we wspólną podróż. Taką inną. Bez biletu, ale za to ze zdjęciami, przepisami i opowieściami.

Teraz kiedy o tym piszę, miałam być w Nowym Jorku. Szkoda, że podróż nie doszła do skutku, ale cieszę się jednocześnie, że teraz tam mnie nie ma. 

Ameryka musi poczekać, ale już amerykańskie naleśniki nie.
Nie podróżuję teraz w realu, ale kulinarnie mogę cały czas. 
Zabieram Was więc na amerykańskie śniadanie. Takie chyba najbardziej klasyczne z klasycznych - na puszyste naleśniki z syropem klonowym.

Kiedy pierwszy raz pojechałam do Stanów byłam dzieckiem i zakochałam się w tym daniu i w syropie klonowym. To były lata osiemdziesiąte i czas octu na naszych półkach. Kiedy minęło pierwsze zauroczenie dobrobytem wokół mnie i próbowaniem wszystkiego nowego nawet w przedziwnych kolorach (długo utrzymywała się we mnie miłość do galaretki Jell-O w niebieskim kolorze), to zaczęłam bardziej selektywnie podchodzić do jedzenia. 
Miłość, która narodziła się wtedy do ciasta brownie, puszystych naleśników, bananów, pajów jabłkowych, syropu klonowego, pekanów, lodów Hagen Dazs, spaghetti z klopsikami, sosu BBQ,... trwa do dzisiaj. 
Wiele z tych miłości z lat osiemdziesiątych umarło. Do cukierków M&M, do syropu czekoladowego w wielkich butlach, do kurczaka w panierce, do koszulek z nadrukami i naklejek z Hello Kitty. Troszkę dojrzałam przez te lata ;-)

Pierwsze smaki są często jak pierwsza miłość. Wspominamy je z rozrzewnieniem, idealizujemy i tęsknimy ;-), ale też wyrastamy z nich.

Ale dobre rzeczy pozostają dobre z upływem lat. 
Dlatego wracam z przyjemnością do amerykańskich naleśników z syropem klonowym i stopionym masłem.
I dlatego dzielę się z Wami dzisiaj przepisem na nie. Te są bardzo proste do zrobienia. Nie trzeba do ich wykonania miksera. Wystarczy łyżka lub szpatułka silikonowa (to też moja amerykańska miłość ;-))


  • Pankejki Nigelli
  • 2½ łyżeczki proszku do pieczenia 
  • 1 szczypta soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2 duże jajka (lekko ubite)
  • 30 g masła (stopionego i przestudzonego)
  • 300 ml mleka
  • 225 g mąki pszennej (użyłam wrocławskiej typu 500 )
  • dodatki
  • syrop klonowy
  •  miód
  • owoce
  • W misce wymieszać mąkę, proszek do pieczenia, sól i cukier. W drugiej wymieszać jajka, masło i mleko. Dodać płynne składniki do sypkich i wymieszać całość do uzyskania gładkiej masy. Nie trzeba używać miksera. Wystarczy szpatułka lub trzepaczka.
  • Rozgrzać patelnię. Dodać masło lub olej o neutralnym smaku. Pankejki można również smażyć na suchej, nieprzywierającej patelni. Wylać porcje ciasta na patelnię (ja smażyłam placuszki o średnicy około 10 cm). Kiedy na wierzchu placuszków pojawią się bąbelki, można je wtedy obrócić na drugą stronę. 
  • Usmażyć resztę placuszków porcjami.
  • Kiedy smażą się kolejne placuszki, to te wcześniej usmażone trzymam na talerzu w piekarniku nagrzanym do 50-60 stopni C, przykryte kawałkiem folii aluminiowej. 
  • Pankejki podawać na ciepło z owocami, miodem, stopionym masłem i syropem klonowym, cukrem pudrem... 
  • Ja swoje podałam z karmelizowanymi bananami, karmelizowanymi jabłkami i z syropem klonowym.

Przepis Nigella Lawson z książki " How to be a domestic goddess"

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Panini al latte czyli włoskie, mleczne bułeczki śniadaniowe


Pieczenie domowych bułek stało się w ostatnim czasie moim uzależnieniem. Odkąd mam dużą paczkę drożdży i 5 kilogramowy worek mąki i poczułam taki luz w głowie, że nie muszę nigdzie chodzić, żebyśmy mieli pieczywo. W weekendy, kiedy nie chodzę do pracy, piekę też chleby na zakwasie, ale kiedy potrzebuję czegoś szybkiego piekę bułki. Robię różne. To zależy jaką mam fazę ;-) A więc czasami piekę takie z bardzo chrupiącą skórką albo miękkie lub pełnoziarniste, z cienką skórką, maślane, zwijane, preclowe...
Ostatnio mam największą ochotę na miękkie bułeczki - takie wielofunkcyjne. Takie, które są pyszne na ciepło tuż po upieczeniu lub wystudzone, które można opiekać i robić z nich tosty, które smakują wspaniale zarówno ze słodkimi jak i wytrawnymi dodatkami, takie, które będą idealne jako bułki do burgerów. No więc, te dzisiejsze bułki spełniają wszystkie te cechy.
Jeszcze muszę dodać, że są bardzo łatwe do zrobienia i pyszne. 
Namówiłam Was na pieczenie? 




Panini al latte 

7 g świeżych drożdży
125 ml ciepłego mleka
250 g mąki pszennej typu 550
10 g drobnego cukru
3/4 łyżeczki soli
50 g miękkiego masła

wierzch
1 jajko
sezam, mak

W miseczce wymieszać drożdże z 2 łyżkami ciepłego mleka, 1 łyżką mąki i 1 łyżeczką cukru. Odstawić zaczyn na 10 minut.
Do miski wsypać resztę mąki, cukru i sól. Wymieszać. Dolać zaczyn i mleko. Miksować do połączenia składników. Dodać masło podzielone na kawałki i miksować całość przez około 10 minut do uzyskania gładkiego, elastycznego ciasta.
Przełożyć ciasto do miski wysmarowanej olejem. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania na 1 - 11/2 godziny. Ciasto powinno podwoić objętość.

Wyłożyć papierem do pieczenia dużą blachę. Ciasto podzielić na 6 równych części i z każdej uformować bułeczkę. ułożyć je na blasze zachowując odstępy.
Przykryć bułeczki ściereczką i ponownie pozostawić do wyrastania na 30-40 minut.

Rozgrzać piekarnik do 200 stopni C.
Na dno piekarnika wstawić drugą blaszkę.

Wierzch bułeczek posmarować roztrzepanym jajkiem i posypać makiem lub sezamem.
Wstawić bułeczki do piekarnika na środkowy poziom, a na pustą blachę na dnie wylać chlust wody i szybko zamknąć drzwiczki, żeby para pozostała w środku.

Piec bułeczki 13-15 minut, aż wierzch będzie złocisty.

Studzić bułeczki na kratce.




LinkWithin

Related Posts with Thumbnails