czwartek, 30 stycznia 2020

Słodko słono. Sernik karmelowy ze szczyptą morskiej soli.



 Karmel z morską solą to teraz jedno z najpopularniejszych połączeń smaków. Pamiętam moje pierwsze z nim spotkanie jakieś dziesięć lat temu w cukierni w Paryżu. Poczułam jednocześnie słoność i słodycz i przepadłam na całego. To była miłośc od pierwszego spróbowania. Dwa lata póżniej byłam na kursie cukierniczym również w Paryżu i jedną z pierwszych rzeczy jaką tam przyrządzaliśmy były makaroniki z morską solą i karmelem. O moich przygodach w szkole Ritz Escoffier i przepis na te słynne makaroniki możecie znaleźć w TYM poście.

Miłość dla tego smaku trwa już u mnie długo i nie zapowiada się, żeby w najbliższym czasie miało to się zmienić. 

Mam dla Was dzisiaj przepis na sernik karmelowy, który łączy w sobie smak słony i słodki.

To sernik pieczony w kąpieli wodnej (nie bójcie się takiego pieczenia), dzięki czemu jest niezwykle aksamitny i delikatny.

Do przyrządzenia spodu użyłam ciasteczek oblanych czekoladą. Jeżeli wolicie takie bez czekolady, to dodajcie do spodu więcej masła.

Najtrudniejszą rzeczą w tym przepisie jest przyrządzenie sosu karmelowego. Trzeba być cierpliwym i powoli mieszać sos, żeby grudki karmelu rozpuściły się w sosie. Jeżeli pozostaną grudki, nie przejmujcie się, tylko przecedzcie sos przez sitko. Będzie aksamitny. Do sosu dolejcie letnią albo ciepłą śmietankę, wtedy łatwiej rozpuścić w niej karmel.
I jeszcze jedna rzecz. Całą masę serową miksujcie na wolnych obrotach, żeby nie napowietrzyć jej. Dzięki temu sernik będzie gładki i nie popęka w trakcie studzenia. 

Jeżeli tak jak ja lubicie połączenie karmelu z morską solą, zróbcie drugą porcję sosu do zjedzenia łyżeczką albo skorzystajcie z TEGO przepisu. Jest na blogu od 9 lat!!!, ale cały czas zachwyca. Albo TEN z dodatkiem whisky.

I zerknijcie jeszcze na TEN przepis na sernik. Jest rewelacyjny.


Sernik karmelowy z morską solą

spód 
200 g ciastek z czekoladą (użyłam minis choco Leibnitz)
50 g rozpuszczonego masła

sos karmelowy
200 g (1 szklanka) drobnego cukru
85 g miękkiego masła
125 ml (1/2 szklanki) lekko podgrzanej śmietanki kremówki
1 łyżeczka soli morskiej

masa serowa
1000 g sera typu Philadelphia 
200 g (1 szklanka) cukru
2 płaskie łyżki mąki pszennej
4 duże jajka (w temperaturze pokojowej)
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii
(1/2 szklanki) kwaśnej śmietany
1/3 szklanki sosu karmelowego 

Przygotować spód sernika.
Nagrzać piekarnik do 175 stopni C.
Zmiksować ciasteczka na drobne okruchy. Dodać stopione masło i wymieszać do połączenia.
Tortownicę o średnicy 23 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Włożyć okruchy ciasteczek i równomiernie rozprowadzić. Docisnąć dłońmi i wstawić do piekarnika. 
Piec przez 8-10 minut. Wyjąć tortownicę i pozostawić do wystudzenia. Wystudzoną owinąć folią aluminiową na całej wysokości. 

Obniżyć temperaturę piekarnika do 160 stopni C.

Przygotować sos karmelowy.
Na suchej patelni (najlepiej takiej z grubym dnem) podgrzewać na małym ogniu rozsypany na równą grubość cukier. Kiedy cukier zacznie się rozpuszczać, lekko poruszać patelnią, żeby część cukru rozpuszczonego mieszała się z cukrem w kryształkach. Kiedy prawie cały cukier rozpuści się można również mieszać karmel łyżką.
Kiedy cały cukier rozpuści się i nabierze bursztynowego koloru dodać masło i mieszać, aż się rozpuści i połączy z karmelem. Zdjąć patelnię z ognia i wlać śmietankę i wsypać sól. Mieszać do połączenia. Na początku karmel zbije się w bryłki, ale w trakcie mieszania rozpuści się w śmietance.
Patelnię ponownie postawić na małym ogniu i kontynuować mieszanie, aż cukier rozpuści się i powstanie sos karmelowy. Jeżeli pozostaną małe grudki  nierozpuszczonego karmelu nie trzeba się tym przejmować. Przecedzić karmel do miseczki i pozostawić do wystudzenia na czas przygotowania masy serowej. 

Przygotować masę serową. 
Ser włożyć do miski i zmiksować (na wolnych obrotach) do uzyskania gładkiej masy. W miseczce wmieszać mąkę z cukrem. Cały czas miksując masę serową dodawać po trochu mąkę z cukrem. W tej samej miseczce lekko rozbić jajka i dodawać je po trochu miksując masę serową. Dodać śmietanę i 1/3 szklanki sosu karmelowego. Zmiksować do połączenia.
 Zagotować czajnik wody. 
Masę serową przelać do tortownicy na spód ciasteczkowy. Wyrównać powierzchnię. Wstawić tortownicę do prostokątnej formy (do której będzie można wlać gorącą wodę do połowy wysokości tortownicy).
Wstawić sernik w do piekarnika i wlać wrzątek do prostokątnej formy do połowy wysokości tortownicy.
Piec przez 1 godzinę i 20 minut. Wyłączyć piekarnik, ostrożnie wyjąć tortownicę z sernikiem  z kąpieli wodnej, wstawić ponownie samą tortownicę do piekarnika. Uchylić drzwiczki piekarnika i zostawić sernik w piekarniku na 1 godzinę do wystudzenia.
Wyjąć tortownicę i posmarować wierzch sernika resztą sosu karmelowego. Kiedy jest całkowicie wystudzony, wstawić go do lodówki na całą noc. 

Przed podaniem wierzch posypać płatkami soli morskiej.



wtorek, 28 stycznia 2020

Khir czyli kojący, indyjski deser (lub śniadanie)


Khir to rodzaj puddingu ryżowego popularnego w Indiach i Nepalu. Ryż gotowany jest w mleku (krowim lub wymieszanym z kokosowym) z dodatkiem korzennych przypraw. Dla mnie to idealne danie na śniadanie. Takie kojące, pomagające przezwyciężyć zimową chandrę.  
Kiedy na dworze jest ciemno i zimno albo pada deszcz albo niebo spowijają chmury, a błękit jest tylko w naszych wspomnieniach, to dobrze zjeść coś ciepłego, gęstego, kojącego, coś co połechce nas po zakończeniach nerwowych;-)
 To danie właśnie takie jest. 
Ja ugotowałam khir na mieszance mleka kokosowego i migdałowego, ale można użyć krowiego albo innej mieszanki mlek roślinnych.


Khir
indyjski pudding ryżowy

250 - 350 ml mleka (krowiego, kokosowego, migdałowego...)
1/4 łyżeczki mielonego kardamonu
1/2 małej laski cynamonu
1 goździk
45 g ryżu okrągłoziarnistego (takiego do puddingów lub risotta)
1,5 łyżki wiórków kokosowych
1,5 łyżki mielonych migdałów
2-3 łyżki brązowego cukru
szczypta szafranu (można zastąpić kurkumą)
2 łyżki rodzynek
1 łyżka posiekanych pistacji albo migdałów

Szafran (albo kurkumę) wymieszać z 3 łyżkami wody. Odstawić. 
Mleko wlać do rondelka. Dodać kardamon, goździk i cynamon. Zagotować i odstawić na 5 minut. 
Dodać wypłukany ryż i wiórki kokosowe. Gotować na małym ogniu około 15 minut, mieszając od czasu do czasu.

Dodać mielone migdały, cukier, szafran wraz z wodą i rodzynki. Gotować kolejne 15 minut mieszając. Gotować, aż ryż będzie miękki. W razie konieczności dodać więcej mleka. Podawać na ciepło lub w temperaturze pokojowej.
 Wierzch posypać posiekanymi pistacjami lub migdałami.


niedziela, 26 stycznia 2020

Co mają wspólnego blistry po lekach ze stłuczoną filiżanką - kilka słów o moich zwyczajach


Na przestrzeni ostatnich lat całkiem sporo się zmieniło w moim podejściu i sposobie myślenia o wpływie naszych działań na otoczenie i środowisko. Wiele rzeczy to spowodowało, ale dziś chciałabym Wam opowiedzieć o trzech momentach, które miały dla mnie duże znaczenie.


Od dwudziestu lat jeździmy na narty we włoskie Dolomity. W te same dobrze znane miejsca. Co roku wszystko wyglądało podobnie. Te same restauracje, trasy narciarskie, czasami nawet ta sama miejscowość lub apartament. 
I pewnego roku coś było inaczej. 


Nasz gospodarz - właściciel dał nam dodatkowy klucz i pokazał kilka pojemników. Okazało się, że nie można w dolinie wyrzucać wszystkich śmieci razem tylko trzeba je SEGREGOWAĆ. Nawet szkło ze względu na kolor (co było wtedy dla mnie zaskakujące). Do śmieci organicznych były niewielkie bio worki, które również ulegały rozkładowi po pewnym czasie. 
I powiem Wam szczerze, że to segregowanie mnie zafascynowało i niesamowicie wciągnęło. To rozdzielanie śmieci ze względu na rodzaj i wrzucanie do odpowiednich pojemników  sprawiało mi dużą przyjemność. I kiedy wprowadzono u nas segregację śmieci, przystąpiłam do tego z dużym zapałem.


Drugie zdarzenie, które miało wielki wpływ na moje postrzeganie ogromu problemu, miało miejsce w czasie naszej podróży na Wyspy Zielonego Przylądka. Wyspa była piękna, z czystymi plażami i nie sądziłam, że śmieci są tam problemem. Do czasu, kiedy wypożyczyliśmy samochód i pojechaliśmy na dziką stronę wyspy, gdzie można było oglądać pływające przy brzegu rekiny. W pewnym momencie mieliśmy po jednej stronie ocean, a po drugiej dziką plażę zasypaną po horyzont plastikowymi śmieciami. Jechaliśmy tak kilometrami, a widok nie zmieniał się. Ten ogrom odpadów zrobił na mnie straszne wrażenie. To nie były śmieci z wyspy, ale naniesione z wody przez prąd oceaniczny. Widziałam takie obrazy na filmach przyrodniczych, ale zobaczenie na własne oczy tych milionów plastikowych odpadów było przejmujące.


Trzecie sytuacja miała miejsce niedawno. Robiąc zakupy na targu u zaprzyjaźnionego sprzedawcy, ucięłam sobie z nim pogawędkę. Sprzedawca pakował zakupy do moich woreczków, toreb i koszy i stwierdził, że widzi, że coraz więcej kupujących nie chce plastikowych toreb i przynosi własne. To co mnie poruszyło w tej rozmowie, to jego stwierdzenie, że kupuje co miesiąc mniej plastikowych toreb o trzysta złotych. Trzysta złotych!!! 
A to NIE jest sprzedawca z wielkim stoiskiem, który sprzedaje na targu codziennie. 


To mnie popchnęło do podzielenia się z Wami naszymi metodami na to, by każdego dnia trochę mniej szkodzić Ziemi. Pewnie wiele z nich jest dla części z Was oczywista, ale może znajdziecie coś nowego, co pomoże Wam w usprawnieniu swoich dobrych nawyków :)


Zacznę od tego, co dotyczy niemal każdego z nas - od śmieci.


Segregacja śmieci


Przykładam się do tego. Śmieci mieszanych, które odbierane są u mnie co dwa tygodnie, mam trochę na dnie pojemnika. Reszta to śmieci segregowane.
Czasami mam wątpliwości, co należy wrzucić, do określonego pojemnika. 
Wtedy dzwonię na śmieciową infolinię w urzędzie gminy i uzyskuję wyczerpujące odpowiedzi. 
Kiedy nie chcę już zamęczać miłych pań, tam pracujących (chyba kojarzą już mój głos i imię ;-)), to korzystam ze strony:




Można tam w wyszukiwarce wpisać nazwę śmiecia, którego nie wiemy gdzie wyrzucić i po chwili pojawia się nam nazwa pojemnika.


To bardzo wygodne i pomocne, bo czasami na różnych stronach brak informacji albo są niekompletne lub wręcz sprzeczne.


Co dla wielu osób jest problematyczne w segregacji?


Tłuste, brudne opakowania papierowe czy plastikowe muszą wylądować w śmieciach mieszanych.


Z butelek odkręamy korki i zgniatamy je, kartony z przesyłek i inne rozkładamy i odrywamy z nich taśmę klejącą (do śmieci mieszanych).


Styropian (czysty z opakowań, wypełnienie przesyłek, wytłoczki na jajka) wrzucamy do pojemnika na tworzywa sztuczne/metale. Nie możemy tam wrzucać styropianu budowlanego.


Kartony po mleku, sokach tak zwane wielomateriałowe, które w 3/4 składają się z papieru powinniśmy wyrzucić do pojemników na tworzywa sztuczne/metale.


Paragony i inne papiery termowrażliwe powinny lądować w śmieciach mieszanych. 


Tak samo jak tak zwany bio plastik, który nie jest tak naprawdę plastikiem. On rozkłada się pod wpływem wysokiej temperatury i wody , a śmieci plastikowe tylko zanieczyszcza. 


Do mieszanych śmieci wyrzucamy również papier woskowany i papier do pieczenia.

Nakrętki ze słoików wrzucamy do pojemników na tworzywa sztuczne/metale.


Szklanych czy plastikowych pojemników (po jogurcie, mleku, śmietanie...) nie trzeba myć. One są myte w sortowniach. Kiedyś były inne wytyczne, ale teraz jest tak.


Zbite szyby, talerze, kubki, lustra trzeba wyrzucić do śmieci mieszanych.

Kawałki stłuczonej porcelany, kamionki czy innej ceramiki zanieczyszczają CAŁY pojemnik na szkło i on już NIE NADAJE się do recyklingu. A jak wrzucamy taki talerz czy filiżankę do pojemnika, to najczęściej to się tłucze i zanieczyszcza całość, uniemożliwiając ręczne rozdzielenie.

Tak więc jeden nasz stłuczony talerz może zniweczyć segregowanie szkła przez wiele osób!!!

Blistry po lekach wrzucamy do pojemników na śmieci mieszane, a same przeterminowane leki do specjalnych pojemników w aptekach.


Woda


Pijemy od lat wodę z kranu. Dawno temu byliśmy na wycieczce w miejskich wodociągach. Widziałam proces uzdatniania wody, nasłuchałam się opowieści i zrezygnowałam z kupowania wody w butelkach na rzecz wody z kranu. Wcześniej, kiedy woda była chlorowana, sytuacja była inna.


Mam jakieś plastikowe butelki na wodę, których używam wielokrotnie, ale przeważnie napełniam wodą butelki wielokrotnego użycia.


Na podróż samolotem zawsze biorę ze sobą pustą plastikową butelkę, bo jest lekka i nie ma problemu z przejściem z nią przez kontrolę bezpieczeństwa. Potem napełniam taką butelkę wodą pitną z kraniku zainstalowanego przez wodociągi warszawskie (tak jest na warszawskim lotnisku Chopina).


W podróży praktycznie zawsze napełniam butelkę wodą z kranu, bo w większości miejsc w Europie woda w kranie jest wodą pitną. 


W Finlandii idąc do restauracji na samym początku dostajemy szklankę lub dzbanek z wodą z kranu (która jest pyszna). Ta woda jest bezpłatna. W wielu miejscach (kawiarniach, barach) są kraniki z bezpłatną wodą i można wejść napić się i pójść dalej, nie kupując niczego.


Chciałabym, żeby takie wodne zwyczaje były też u nas. Pomyślcie o spragnionych ludziach, którzy zamiast kupować plastikową butelkę wody, mogliby napić się w jakiejś kawiarni.


Kończąc temat wody. Oczywiście, woda nie leci mi z kranu w trakcie mycia zębów, ani nie rozkręcam wody na full, żeby opłukać coś małego. 


Torby


Na zakupy chodzę z własnymi koszami, materiałowymi torbami i woreczkami. Większość woreczków do ważenia warzyw i owoców, to kupione kiedyś na jakichś targach. Najwięcej mam z Sakwa Bag (możecie je zobaczyć i kupić TUTAJ) lub woreczki uszyte przeze mnie (nawet taka łamaga w temacie szycia jak ja daje radę) lub takie, którym daję drugie życie (woreczki materiałowe, w których zapakowane były buty lub inne rzeczy).


Woreczki można uszyć ze starej pościeli, firanek lub kupić siateczkowy bawełniany materiał, który nadaje się do tego idealnie. 


TUTAJ znajdziecie namiary na jeden ze sklepów, który sprzedaje takie materiały.


Oczywiście czasami zdarzają mi się sytuacje, że nie mam ze sobą torby, albo mam ich za mało w stosunku do zakupów i wtedy muszę kupić plastikową. Staram się wtedy, żeby taka torba nie służyła mi jednorazowo, ale aż do zdarcia. Potem ląduje w segregacji. 


Toreb materiałowych mam przeważnie w domu więcej niż potrzebuję. Czasami dostaję jakieś jako reklamówki na wyjazdach, szkoleniach lub targach. Wtedy takie torby zanoszę do pojemnika na torby bumerangi w najbliższym sklepie. Nie wiem czy je znacie. To torby, które jedne osoby przynoszą, bo mają za dużo, a inne biorą, kiedy robią zakupy, a nie mają ze sobą swojej i nie chcą kupować  plastikowej.
Potem przy okazji odnoszą je w to samo lub inne miejsce. Myślę, że takie pojemniki z torbami bumerangami można stworzyć w wielu miejscach, szczególnie w osiedlowych sklepikach, piekarniach, warzywniakach.


Kiedy piekę coś na dużych blachach, to używam papieru do pieczenia. Staram się używać tego samego arkusza dwa trzy razy. Przy pieczeniu bułek, chleba nie ma z tym żadnego problemu.






Zakupy


Jak radzę sobie na zakupach?
Ogórki i kapustę kiszoną kupuję do własnych pojemników. Coraz więcej sklepów umożliwia również kupowanie sera czy wędlin do PRZYNIESIONYCH pojemników).
Tak samo jest w różnych miejscach z żywnością na wynos czy w barach azjatyckich


Zanoszę na targ niepotrzebne pojemniki na jajka. Jak są pogniecione to lądują w pojemniku z papierem (papierowe), z tworzywami sztucznymi (styropianowe) lub ze śmieciami mieszanymi (te wytworzone z recyklingowanych szmat). 


A co robicie z gumkami po szczypiorku, natce, włoszczyźnie, szparagach, pęczkach młodej marchwi...?
Ja zbieram do pojemniczka i zanoszę raz na jakiś czas na targ. Sprzedawcy, szczególnie ci, którzy są również rolnikami i sami szykują warzywa do sprzedaży, bardzo chętnie je przyjmują. Dla nich to też są oszczędności. 


Staram się planować posiłki i robić zakupy z kartką, żeby nie marnować jedzenia. Czasami jednak coś mi zostaje. Po świętach, przed wyjazdem, po przyjeździe teściowej (120 jajek, 50 słoików konfitur i 6 główek kapusty ;-)). Wtedy zanoszę do jadłodzielni - specjalnych miejsc z lodówkami i szafkami, gdzie można zostawić jedzenie albo je stamtąd wziąć. Powstaje ich coraz więcej i warto je odwiedzać. Nie można tam zostawiać produktów zepsutych, surowego mięsa, gotowych dań z surowym jajkiem i alkoholu. Gotowe dania warto opisać. Co tam jest albo jak długo nadaje się do spożycia. Lepiej również podzielić gotową żywność na mniejsze 1-2 osobowe porcje. 
Listy jadłodzielni najlepiej "wyguglować". Powstaje bardzo dużo nowych i czasami nie jesteśmy świadomi, że są w naszej okolicy.


Według danych Polacy rocznie marnują aż dziewięć milionów ton jedzenia. Statystycznie to 253 kilogramy na osobę!!! Z obliczeń Greenpeace Polska wynika, że to 1,72 miliarda metrów sześciennych zmarnowanej wody - to tak, jakby każdy Polak wylewał codziennie sto półtoralitrowych butelek. Do kogo nie przemawia aspekt ekologiczny, niech przełoży to na aspekt finansowy.

Czasami rozplanuję posiłki, zrobię zakupy, a z planów zostają nici i kosz więdnących warzyw. Jeżeli do jadłodzielni nie jest mi po drodze, to gotuję zupę lub curry warzywne. Wyrzucam (do odpadów bio) tylko warzywa, które zaczęły pleśnieć. Tutaj ze względu na nasze zdrowie nie ma co zajmować się odkrawaniem zepsutych części, tylko trzeba takie warzywo wyrzucić w całości.




CZEGO NIE ZOSTAWIAMY W JADŁODZIELNI
CO PRZYNOSIMY DO JADŁODZIELNI
JADŁODZIELNIE W WARSZAWIE








Kawa 


Przyznaję, że nie potrafię bez niej żyć. Z piciem w domu nie ma problemu. Własny kubek, a fusy do bio odpadów. Kapsułki do Nespresso zbieram do torby i zawożę do salonu firmowego, gdzie kupuję kawę i oddaję tam do punktu recyklingu. Czasami torba z tymi kapsułkami leży u mnie przez 2-3 miesiące, zanim się wybiorę do salonu (czytaj: zanim kawa mi się skończy), ale wcześniej czy później trafiają tam gdzie powinny. Przy zakupach z dostawą przez kuriera również jest możliwość ich oddania. 
W pracy parzę kawę we własnym dzbanku french press lub kiedy kupuję w bufecie, to idę tam z własnym kubkiem. A na mieście? Jest trudniej, bo oczywiście nie zawsze mam ze sobą kubek termiczny ale też nie wszystkie kawiarnie chcą lać kawę do naszych kubków. Co wtedy robię?
Jak mi czas pozwala, to zamawiam kawę do wypicia na miejscu, a jak nie to zamawiam kawę na wynos w papierowym kubku.


Ubrania


Staram się je kupować rozsądnie. Przeważnie rzeczy z naturalnych włókien (wełna, bawełna, len, jedwab), które dobrze i długo się starzeją. A jak zestarzeją się bardzo, albo minie ich czas w moim domu, to oddaję je innym. Pakuję te w dobrym stanie, dla kogoś, kto wiem, że potrzebuje ich (często były takie akcje u mojego syna w szkole) lub oddaję do pojemników na używaną odzież. Zasadniczo nie kupuję butów, ubrań, torebek na jeden sezon. Ale też nie oszukuję się i Was, że mam trzy pary butów i trzy torebki. Lubię te dodatki, więc ich trochę mam, ale moim szczęściem jest słabość do fasonów klasycznych, więc służą mi długo.
Oczywiście mam również rzeczy, które nie są wykonane z naturalnych włókien (kurtki, odzież sportowa), ale nigdy nie są one w użyciu przez jeden sezon.


Patrząc obiektywnie na moją szafę, mam za dużo rzeczy i za dużo kupuję, mimo, że mówię sobie, że kupuję świadomie i tylko to co potrzebuję. Oznacza to, że mam jeszcze nad czym pracować i długa droga przede mną.


Nasze stare ręczniki, koce i dywany dostają drugie życie w schroniskach dla zwierząt. Czasami trochę potrwa zanim je tam zawiozę, ale wcześniej czy później tam trafiają.


Oczywiście nie mam w domu samych ubrań. Różne inne rzeczy oddaję znajomym, sprzedaję lub ogłaszam chęć oddania za darmo na lokalnej stronie na facebooku "Uwaga, śmieciarka jedzie".


Kosmetyki


Nie kupuję kosmetyków testowanych na zwierzętach. To dla mnie super ważna zasada i jak nawet zdarzają mi się jakieś odstępstwa to nie w tej dziedzinie (przynajmniej NIE świadomie)
Staram się kupować kosmetyki o naturalnym składzie. W pojemnikach szklanych lub z recyklingu (kosmetyki do włosów Kevin Murphy pakowane są do pojemników powstających z plastiku pozyskiwanego z oceanów). 


Chodzę do dwóch fryzjerów.  I jeden i drugi używa kosmetyków (Davines, Kevin Murphy), których producenci mają na uwadze ochronę środowiska, ale nie oszukujmy się. Wybrałam tych fryzjerów ze względu na ich umiejętności, a nie rodzaj kosmetyków, których używają. Ale też cieszę się, że jedno łączy mi się z drugim. 


Nie kupuję żadnych produktów, które zawierają w swoim składzie mikrogranulki (środków czystości, past do zębów, peelingów do ciała...).


Staram się unikać zakupów produktów w podwójnym opakowaniu (typu tubka pasty do zębów i opakowanie kartonikowe), ale czasami jest to naprawdę trudne.




Sprzęt AGD


Moja zmywarka ma 15 lat (albo i więcej) i przez te wszystkie lata wymagała tylko naprawy zamka. Majster, który przyszedł go wymienić, powiedział, że mam skarb, bo już takich sprzętów nie produkują. Krótka żywotność sprzętu AGD jest dużym problemem, jeżeli chcemy dokładać światu mniej śmieci.. Co się da, staram się naprawiać (ostatnio mąż koleżanki wymienił mi przewód w ponad dwudziestoletnim żelazku, które mamy w domku nad morzem - prasuje najlepiej na świecie). Działający sprzęt staram się oddać osobom, którym może się przydać, a zepsuty i nienaprawialny zawożę do punktów odbioru elektro śmieci. Tak samo stare kable, przedłużacze, ładowarki, monitory… Czasami uzbieram tego pełną torbę zanim uda mi się tam wybrać.
Żarówki, baterie oddaję do punktów odbioru takich odpadów. Są przeważnie w każdym sklepie typu Castorama, Ikea, Leroy Merlin, w urzędach gminy...


Leki


Od czasu do czasu (raz na rok) robię przegląd w domowej apteczce i pozbywam się przeterminowanych leków czyli leki wędrują do pojemników w aptece, kartonowe opakowania do papierów, a szklane do szkła, a puste blistry do śmieci mieszanych. Nigdy nie wyrzucam przeterminowanych leków do toalety ani do śmieci mieszanych. 

Ogrzewanie

W domu mamy ogrzewanie gazowe, więc nie mamy problemu z zanieczyszczaniem powietrza. Ale w okresie grzewczym jakość powietrza jest problem nas wszystkich. O niepaleniu śmieci, a szczególnie plastików, nie będę nawet pisać. Czasami wystarczy jeden właściciel domu, żeby cała okolica miała problemy z wyjściem na spacer w bezwietrzny dzień. Co możemy zrobić? Najważniejsze, żeby nie pozostawać obojętnym. Jest wiele programów pomagających w wymianie starych pieców łącznie z dużym dofinansowaniem takiej zmiany. Większość informacji o tych programach można znaleźć w internecie lub urzędzie gminy. Może warto przynieść sąsiadowi taką ulotkę z informacjami? W końcu jest to w interesie nas wszystkich. Nawet jak my go nie zanieczyszczmy, to nim oddychamy.

W domku nad morzem mamy kominek i palimy w nim w zimne, letnie dni suchym liściastym drewnem. Nigdy nie wrzucamy tam żadnych śmieci.
W czasie ostatniego remontu dachu, wymieniliśmy komin na znacznie wyższy. Wygląda to trochę dziwnie, jak błyszczący teleskop wystający do wierzchołków drzew, ale nasz sąsiad bardzo docenił tę zmianę.


Rower i samochód


Nie powiem, że nie jeżdżę samochodem. Jeżdżę, ale staram się to ograniczać.
Przeważnie po zakupy jadę rowerem (mam z przodu roweru skrzynkę i duży bagażnik towarowy o nośności 15 kg). Do centrum zawsze jeżdże komunikacją miejską. I tam gdzie mogę, to wybieram komunikację lub rower. Te wybory są związane z troską o środowisko, ale też z niechęcią do szukania miejsca do parkowania przez godzinę. Czasami pewne rzeczy zmuszają nas mimo woli do zachowań bardziej proekologicznych. 
Często też korzystam z pociągów. 
Wiem, że nie zrezygnuję z lotów samolotem, bo ciężko je zastąpić innym środkiem komunikacji, ale staram się zachować równowagę w moim życiu, a nie popaść w przesadę.


Nie myję samochodu co tydzień ani co dwa. Teraz wolę poczekać na deszcz niż skąpać się w pianie myjni. Nie znaczy to, że nie myję go w ogóle, ale zwracam uwagę, na to jakie środki używane są w myjni. Oczywiście czasami nie myję go z braku czasu albo z lenistwa, a potem mówię sobie, że z troski o środowisko.








Jest główna zasada w moim postępowaniu. Staram się nie używać rzeczy jednorazowo. Plastikowe torby czy pojemniki również mogą żyć długim życiem zanim trafią do pojemnika do segregacji. 


Jedzenie do pracy często pakuję w szklane słoiki, które służą mi bardzo długo. Ładny słoik potrafi być naprawdę ładnym pojemnikiem.


Nie jestem miss życiowej perfekcji, ale jestem otwarta na zmiany i działanie. 
Na pewno wciąż jest wiele rzeczy o których nie wiem, a wiele innych dałoby się robić lepiej. Jeszcze parę lat temu byłam zupełnie nieświadoma problemu mikrogranulek w kosmetykach, a kanapki w trasę pakowałam w folię aluminiową. Mikrogranulki w paście do zębów i środkach do czyszczenia wręcz uwielbiałam. Uważałam, że ich dodatek ułatwia czyszczenie, a teraz czekam na zakaz ich produkcji (tak jak plastikowych słomek, patyczków do uszu, sztućców i kubków)
.  
Ciekawa jestem, które z dzisiejszych moich zwyczajów za kilka lat będą mi się wydawały oczywistymi błędami. Jest to nieustanny proces uczenia się i szukania nowej wiedzy i rozwiązań. Ogromny wpływ na moje nawyki miały wskazówki i informacje, które przeczytałam u innych i ciągle chcę dowiadywać się czegoś nowego. 


Jakie są Wasze sposoby na codzienne ulepszanie swojego otoczenia a co sprawia Wam najwięcej kłopotu?

Bardzo chciałabym się tego dowiedzieć.
Wymieniajmy się naszymi doświadczeniami.


Wszystkie informacje dotyczące recyklingu i segregacji śmieci skonsultowałam z osobami pracującymi na infolinii i w dziale gospodarki odpadami w urzędzie gminy i w przedsiębiorstwie zajmującym się odbiorem śmieci.



LinkWithin

Related Posts with Thumbnails