poniedziałek, 30 września 2019

Ciasto bananowo kokosowe (bez cukru) i garść norweskich wspomnień.


Mój ostatni wyjazd do Norwegii był szalony i spontaniczny.
W piątek po pracy spakowałam kilka rzeczy (w tym ciasto bananowo kokosowe, które upiekłam dzień wcześniej) i pojechałam na lotnisko. I razem z córką poleciałyśmy do Oslo, gdzie czekała na nas męska część rodziny (tata z synem byli na wspólnej wyprawie po Szwecji, Norwegii i Danii).

Pierwsze wrażenie po wyjściu z lotniska było cudowne. Było ciepło i pachniało łąką.

Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do regionu Telemark, żeby spędzić noc w żółtym, drewnianym domku nad jeziorem. Mały domek z tarasem, drewnianymi łóżkami i potokiem szumiącym za oknem stał się naszym pierwszym przystankiem weekendowej wyprawy.
Bo ta szalona wyprawa do Norwegii miała trwać właśnie tylko weekend.
Początkowo planowaliśmy spędzić ten czas w Oslo i ewentualnie gdzieś w pobliżu miasta, ale z czasem nasze plany ewoluowały i postanowiliśmy wyruszyć na fiordy i wspiąć się na Preikestolen nad Lysefjordem. Mieliśmy do przejechania trochę ponad 400 km, ale drogi na prawie 8 godzin jazdy. Wybraliśmy jedno piękne miejsce, w którym mieliśmy spędzić trochę czasu i zatrzymywać się po drodze tam, gdzie nam się spodoba, zamiast weekendu w mieście. Na szczęście nasz powrotny samolot był późno wieczorem, więc mogliśmy pozwolić sobie na taki plan. O szalonej powrotnej drodze i Preikestolen jeszcze Wam opowiem.
Dzisiaj czas na krótką historię o naszym pierwszym dniu w Norwegii.

Poranek był bardzo rześki. Ubrałam się ciepło i poszłam podziwiać wschód słońca nad jeziorem. Było cicho, spokojnie i pięknie pachniało lasem. Wspięłam się na wzgórze, z którego mogłam podziwiać wschód słońca, oddalony port jachtowy i małe miasteczko po drugiej stronie jeziora.

Na szczycie stał drewniany stół i krzesła czyli wymarzone miejsce na idealny  piknik. Przeszłam się jeszcze kawałek, spotykając pojedyńcze osoby, które na mój widok machały ręką. Nie wiem, czy to zwyczaj typowy dla norweskiej prowincji, ale było to bardzo miłe.

Z każdą minutą robiło się coraz cieplej, więc śniadanie zjedliśmy na tarasie i wyruszyliśmy w drogę.

Z każdym przejechanym kilometrem krajobraz zmieniał się, zmieniała się architektura, ale przez cały czas było pięknie i harmonijnie. Drewniane domy idealnie komponowały się z otoczeniem, a my jechaliśmy, jechaliśmy podziwiając to co stworzyła natura i jak człowiek potrafi to uszanować. 

Zatrzymywaliśmy się co chwilę, żeby wspiąć się na wzgórze, przejść po kamieniach po rzece, podziwiać wodospady i jeziora.

Na kawę przystanęliśmy w uroczym miejscu w Eidsborg. Pobliski drewniany kościół słupowy z 13 wieku i stare budynki należą do najstarszych drewnianych zabytków w Europie. 

Na pięknym, starym kamiennym stole na lekkim wziesieniu, zjedliśmy ciasto bananowo kokosowe, które wzięłam ze sobą z domu i wypiliśmy kawę. 
W pobliżu znajduje się Vest - Telemark Museum czyli coś w rodzaju muzeo - skansenu. Pięknym tłem do naszego posiłku były biegające po wzgórzach dzieci w lnianych sukienkach i koszulach. To było jak przeniesienie się w czasie.

O Norwegii na razie dość. 
Teraz kilka słów o cieście. Nie ma w sobie cukru. Słodycz zawdzięcza dodatkowi miodu i mocno dojrzałym bananom. Ta dojrzałość bananów ma wielkie znaczenie. One nadają w dużęj mierze słodycz ciastu. Jestem pewna, że każdy z nas od czasu do czasu ma lekko przejrzałe banany i zastanawia się co z nimi zrobić. Mam dzisiaj dla Was propozycję ich wykorzystania.

Ciastu smaku oprócz bananów, nadaje kokos (mleko, olej i wiórki).
Do ciasta można dodać również garść orzechów, suszonych owoców lub posiekanej czekolady.

To takie "zdrowe" ciasto, które można jeść bezkarnie. A w dodatku jest bardzo smaczne.

















Ciasto bananowo kokosowe 
(bez cukru)

125 ml oleju kokosowego (w temperaturze pokojowej)
2 sztuki (200 g) bardzo dojrzałych bananów (waga po obraniu)
3 łyżki (45 ml) mleka kokosowego
100 ml płynnego miodu (o neutralnym smaku)
2 średniej wielkości jajka
1 1/2 łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii (opcjonalnie)
225 g mąki pszennej pełnoziarnistej (z drobnego przemiału) lub pszennej tortowej
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka mielonego cynamonu (można użyć również przyprawy do piernika)
1 łyżka wiórków kokosowych

Wysmarować masłem (lub olejem kokosowym) i wyłożyć papierem do pieczenia foremkę keksówkę (do ciast o wadze 900 g).
Rozgrzać piekarnik do temperatury 170 stopni C. 

Rozgnieść widelcem banany.

Zmiksować do połączenia mleko kokosowe, olej kokosowy (jeżeli jest bardzo twardy, to trzeba go lekko podgrzać, żeby zmiękł), miód, jajka i wanilię. Dodać banany i wymieszać.

W drugiej misce wymieszać widelcem mąkę, proszek do pieczenia, cynamon i wiórki. 
Sypkie składniki dodać do masy bananowej i delikatnie wymieszać całość szpatułką. 

Przelać ciasto do formy i wstawić do piekarnika.

Piec 50 - 55 minut. Przed wyjęciem ciasta. Sprawdzić stan upieczenia patyczkiem.

Odstawić ciasto na 5 minut przed wyjęciem z formy, a następnie wystudzić je całkowicie na kratce przed krojeniem.

Przechowywać zawinięte w papier. 
Ciasto utrzymuje świeżość przez kilka dni.



Przepis  Ghillie James z książki "Asia Light"

poniedziałek, 16 września 2019

Chrupiące gofry (na białkach i bez proszku do pieczenia)


Kolekcjonuję przepisy, w których składnikiem są białka, a nie całe jajka. Dużo piekąc zawsze mam wielkie ilości białek i nie chcę ich marnować. Dzisiaj mam dla Was jeden z takich przepisów: na chrupkie gofry.

Uważam, że ta receptura ma dużo zalet. Ciasto prawie w całości można przygotować wieczorem, a rano wystarczy ubić pianę i można piec gofry. Wśród składników nie ma proszku do pieczenia, a lekkości i puszystości gofrom nadaje tylko piana. I smak gofrów jest wspaniały (w końcu jego źródłem jest jedna z najsłynniejszych francuskich szkół kulinarnych). Te gofry są chrupkie z wierzchu, a w środku mają wilgotne ciasto.
Chrupkość zależy też oczywiście od mocy gofrownicy, w której się je przyrządza. Ja kupiłam niedawno nową o mocy 1400 W i powiem Wam, że robi to różnicę. Moja poprzednia miała znacznie mniejszą moc i widzę teraz wyraźnie, że na mocy urządzeń domowych nie ma co oszczędzać. Teraz gofry pieką się o wiele szybciej, są chrupkie, równomiernie rumiane i niewyschnięte w środku.


Gofry
Gaufres

15 g (3 3/4 łyżki) drobnego cukru
1/4 łyżeczki soli
250 g (2 szklanki) mąki pszennej tortowej
400 ml (1 1/2 szklanki + 3 łyżki) pełnotłustego mleka
75 g (1/3 szklanki) stopionego masła
1/8 łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii
90 g (1/2 szklanki) białek - z ok 3 jajek

dodatki do gofrów
cukier puder do posypania
dżem
owoce
bita śmietana

W misce zmiksować cukier, sól, mąkę, mleko, masło i wanilię na gładką masę. Odstawić do lodówki na 1 godzinę (można na całą noc).
Białka ubić na sztywną pianę i delikatnie rozprowadzić ją szpatułką (nie miksować) ze schłodzoną masą.

Piec gofry w lekko posmarowanej olejem gofrownicy, aż staną się złociste i chrupiące.

Podawać od razu.


Przepis Ferrandi Paris z książki "French pâtisserie"

czwartek, 12 września 2019

Piknik. Część trzecia. Słodkie. Ciasto migdałowe z jeżynami i galaretka gin & tonic.


Zbliżający się weekend to dobry czas na podzielenie się przepisami na słodkie rzeczy.
Dzisiaj trzecia i ostatnia część naszego piknikowego menu. Mam dla Was dwa przepisy. Jeden to delikatna galaretka gin & tonic (podobno wszystkie kobiety kochają to połączenie ;-)) Słodycz przełamuje cytryna i wytrawny gin. Smak jest delikatny, ale uwaga, mimo, że nie czuć tego w deserze, jest to słodkość z procentami.

Drugi przepis jest na migdałowe, dość ciężkie ciasto z kwaskowatymi jeżynami i masą kruszonki. Mój mąż powiedział, że to jedno z najlepszych ciast jakie upiekłam. Nie wiem czy powinnam się cieszyć, czy martwić, bo w swoim życiu upiekłam chyba tysiące ciast, a to mu tak wyjątkowo podpasowało.

Te lata pieczenia, testowania niezliczonych przepisów, kursy cukiernicze we Francji, a jemu do szczęścia wystarczy prosty przepis, mikser i dwie miski ;-)

Ciasto jest dość ciężkie, wilgotne i miękkie z kontrastową bardzo chrupką kruszonką i kwaskowatymi jeżynami. Można je zastąpić innymi owocami, ale ważne, żeby nie były bardzo słodkie i soczyste. Można również użyć owoców mrożonych (bez rozmrażania), ale trzeba wtedy trochę wydłużyć ciast pieczenia.

Ciasto jest proste i szybkie do zrobienia i bardzo, bardzo długo zachowuje świeżość i wilgotność.

Widzicie nadlatującego owada do kawałka ciasta?







Galaretka gin & tonic

300 ml wody
300 g cukru
sok i skórka starta z 2 cytryn
400 ml toniku
250 ml ginu
28 g żelatyny w płatkach *

wierzch
porzeczki, maliny

Zagotować wodę z cukrem. Gotować 5 minut, a następnie zestawić z palnika, dodać skórkę z cytryny i odstawić na 15-20 minut.

Płatki żelatyny namoczyć  w zimnej wodzie przez 10 minut.

Przecedzić wodę z cukrem i skórką z cytryny i przelać do dużego dzbanka (o pojemności około 1,5 litra). Dodać sok z cytryny, tonic i gin. Wymieszać.

Około 150-200 ml płynu podgrzać w rondelku prawie do zagotowania. Zdjąć z palnika, dodać odciśniętą w dłoniach namoczoną żelatynę i wymieszać do rozpuszczenia.

Przelać do dzbanka i wymieszać dobrze całość. 

Przelać do pucharków, miseczek, słoików lub innych naczyn, w których będzie podawana galaretka.

Po wystudzeniu wstawić na noc do lodówki.

Podawać udekorowaną owocami.

* łatwo dostępna w sklepach jest żelatyna w płatkach Dr Oetkera. Opakowanie waży 10 g i zawiera 6 listków. Cena około 3,70.


Ciasto migdałowe z jeżynami 

kruszonka 

1/2 szklanki (120 g) drobnego cukru
1/2 szklanki (75 g) mąki pszennej tortowej
1/2 szklanki (60 g) mielonych migdałów
szczypta soli
55 g miękkiego masła

ciasto
115 g miękkiego masła
1 szklanka (150 g) mąki pszennej tortowej
3/4 szklanki (90 g) mielonych migdałów
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki sody
1 szklanka (200 g) drobnego cukru
2 duże jajka (w temperaturze pokojowej)
1/2 szklanki (125 g) kwaśnej śmietany

300 g jeżyn (mogą być mrożone), malin, wypestkowanych śliwek...

Przygotować kruszonkę.
Wymieszać w misce cukier, mąkę, mielone migdały i sól.
Dodać miękkie masło i zmiksować do uzyskania kruszonki.
Wstawić na 1 godzinę do lodówki.
Kruszonkę można przyrządzić 1 dzień wcześniej.

Wyłożyć papierem do pieczenia okrągłą formę lub tortownicę o średnicy 25 cm.

W misce wymieszać mąkę, mielone migdały, proszek do pieczenia, sól i sodę.

W drugiej misce zmiksować masło i cukier na jasną i puszystą masę.

Cały czas miksując dodawać po jednym jajku. Drugie jajko dodać, kiedy pierwsze całkowicie połączy się z masłem. Jeżeli masa się zważy (a nie powinna jeżeli składniki będą miały temperaturę pokojową), nie trzeba się tym przejmować, bo po dodaniu sypkich składników wszystko się dobrze połączy.

Zmniejszyć obroty miksera do niskich i dodawać po trochu sypkie składniki. Pod koniec miksowania dodać kwaśną śmietanę, ale zakończyć miksowanie po dodaniu ostatniej porcji sypkich składników.
Przełożyć ciasto do formy. 
Na wierzchu rozsypać owoce, a na nie kruszonkę.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C (grzałka góra dół).

Piec przez 1 godzinę. Sprawdzić stan upieczenia patyczkiem i ewentualnie piec jeszcze chwilę. Jeżeli pieczecie z mrożonymi owocami (bez rozmrażania) czas pieczenia będzie trochę dłuższy.

Ciasto podawać lekko ciepłe lub wystudzone.

Ciasto długo zachowuje świeżość.




Przepis na galaretkę : Nigella Lawson z książki "How to be a domestic goddess"

niedziela, 8 września 2019

Piknik. Część druga. Sałatki (dwa przepisy) i piklowane rzodkiewki.


Dzisiejsza pogoda (przynajmniej u mnie) nie sprzyja piknikom i ostatnie upały są tylko wspomnieniem. Ale cieszy mnie ten deszcz, chłód i leniwy dzień z przedsmakiem jesieni.

Takie dni są również potrzebne. I zwolnienie obrotów i czas na plany, czytanie książek i zebranie energii na nowy tydzień.

Dzisiejsze moje propozycje z ostatniego naszego pikniku, sprawdzą się równie dobrze jako jedzenie w domu. Na kolację, na posiłek spakowany do pudełka, jako jedzenie w podróż lub zabranie ze sobą do znajomych. 

Do sałatek ziemniaczanych mam słabość, ale chyba moją ulubioną jest właśnie ta z kaparami, w której delikatny smak ziemniaków zaostrzają te pikantno kwaśne pączki. Taką sałatkę często jadałam w Szwecji i może stąd mam do niej sentyment ;-)

Kurczak z mango i curry kojarzy mi się za to z Anglią. Słodko pikantny smak przypomina mi kanapki z kurczakiem, które kiedyś kupiłam w jakiejś londyńskiej piekarni i przepadłam.

Za to delikatnie kwaśno słodkie, aromatyczne pikle z rzodkiewek pasują do wszystkiego. Kiedyś do marynowania warzyw używałam zwykłego octu rozcieńczanego z wodą, ale od pewnego czasu używam octu ryżowego i to był strzał w dziesiątkę.

To zostawiam Wam nasze piknikowe smaki i garść uchwyconych chwil z ostatniej soboty.

Dobrego tygodnia.





 Sałatka z pieczonego kurczaka z mango i curry

 450 g mięsa z upieczonego kurczaka* (pokrojonego w 1 cm kostkę)
1 duże mango (pokrojone w 1/2 cm kostkę)
40 g marynowanej papryczki jalapeno (takiej ze słoika - pokrojonej w drobną kostkę)
1 czerwona cebula (pokrojona w drobną kostkę)
1 garść listków kolendry (posiekana)
1 - 11/2 łyżki mieszanki przypraw curry
45 g majonezu (lub majonezu wymieszanego z naturalnym jogurtem)
sok z 1/2 limonki
sól

Wszystkie składniki sałatki wymieszać. Doprawić do smaku solą i wstawić na noc do lodówki, żeby smaki przegryzły się.


* ta ilość to jest mniej więcej mięso z 1 upieczonego kurczaka. Można użyć kupnego pieczonego, ale ja zdecydowanie wolę upiec samodzielnie. Nacieram wierzch solą i oliwą i skrapiam sokiem z cytryny, a wyciśniętą resztkę cytryny wkładam do środka. Piekę kurczaka w 180-200 stopniach C. Zostawiam do wystudzenia i wtedy kroję mięso na kawałki (bez skórki, bo nie lubię). Kurczaka można upiec 1-2 dni wcześniej.


Sałatka ziemniaczana z kaparami

700 g ugotowanych ziemniaków (pokrojonych w 1 cm kostkę)*
100 g czerwonej cebuli (pokrojonej w cienkie półplasterki)
60 g kaparów (1 słoiczek odsączonych z zalewy)
3 łyżki octu winnego
1 łyżeczka świeżo zmielonego pieprzu
45 g majonezu (lub majonezu wymieszanego z naturalnym jogurtem)
sól

Wszystkie składniki sałatki wymieszać. Doprawić do smaku solą i wstawić na noc do lodówki, żeby smaki przegryzły się.

*używam ziemniaków odmiany sałatkowej - o żółtym miąższu. Gotuję je w skórce i pozostawiam do wystudzenia na noc. 


Szybkie pikle z rzodkiewek

200 g (1 pęczek) rzodkiewek 
190 ml octu ryżowego
55 g cukru
1/2 trawy cytrynowej (posiekanej)
1 łyżka posiekanego świeżego imbiru (obranego)
1/2 łyżeczki gorczycy
2 łyżki wody
1/4 - 1/2 łyżeczki soli

Duże rzodkiewki przekroić na pół. Włożyć wszystkie do słoika.
Zagotować wszystkie pozostałe składniki. Wystudzić. Zalać tą marynatą rzodkiewki. Zakręcić słoik i wstawić go na noc do lodówki.
Po 12 godzinach marynowania rzodkiewki są gotowe.
Można przechowywać je w lodówce do 3 dni.











niedziela, 1 września 2019

Piknik. Część pierwsza. Empanady - dwa przepisy.


Zwyczaj piknikowania można powiedzieć, że wyssałam z mlekiem matki ;-)
Od małego bobasa dużo podróżowałam z rodzicami. Jeździliśmy blisko i daleko. Rodzice pakowali dzieciaki do samochodu, koce, kosze z jedzeniem i wyruszaliśmy w drogę. Jedzenie w podróży, to zawsze była dłuższa przerwa. Mama rozkładała koc, wyciągała wiktuały, tata szykował swoje niezbędniki podróżne: sztućce, talerze, kuchenkę gazową. Jako coś normalnego pamiętam, że w czasie podróży nad morze, gdzieś na Mazurach, jadaliśmy świeżo smażoną jajecznicę z pomidorami i czosnkiem. Na deser była herbata i ciasto drożdżowe.

Mam wrażenie, że jako dziecko zwiedziłam wszystkie zamki w Polsce, a u ich podnóża piknikowaliśmy.

Rodzice mieli specjalny zestaw piknikowy. Koc, kosze, sztućce zapakowane w lniany woreczek, termos, kubki i talerze, ostre noże, deseczki, scyzoryk z korkociągiem, kuchenkę gazową, garnek (w którym mama podgrzewała zupę na jesiennych lub zimowych wyjazdach)...

I ja mam tak samo tylko więcej ;-) 

Piknik potrafię zorganizować bardzo szybko. Większy, mniejszy, dla dwóch, czterech lub dziesięciu osób.

Jak jedziemy samochodem gdzieś dalej, to zawsze w bagażniku mamy przynajmniej jeden kosz, koc, talerze, szklane kieliszki, ostry nóż Opinel, deseczkę z drzewa oliwnego, oliwę, morską sól i jeszcze parę drobiazgów. Czyli zawsze jesteśmy przygotowani.

Często też organizujemy takie zaplanowane pikniki. Parę dni wcześniej wybieramy miejsce, ustalam menu i pakuję niezbędne rzeczy.

W ten weekend tak właśnie było.

Miejsce wybrała córka - park przy pałacu w Otwocku Wielkim. Sama kiedyś tam zorganizowała piknik i wiedziała, że miejsce nadaje się do tego wyśmienicie.

Jeszcze muszę Wam powiedzieć, że gen piknikowania przekazałam dzieciom. Oprócz tego, że bardzo je lubią, to sami też je organizują dla znajomych i przyjaciół. 

Czyli piknikowanie można nazwać naszą rodzinną tradycją. 

Co zabraliśmy ze sobą?

Rano upieczone empanady z dwoma rodzajami nadzienia, sałatkę ziemniaczaną z kaparami i sałatkę z kurczaka z curry i świeżym mango, chleb z jabłkami i bagietki od cudownej piekarki Moniku Waleckej, sałatkę z pomidorów, którą zrobiłam na miejscu, pesto i pastę z czarnych oliwek i suszonych fig, piklowane rzodkiewki w marynacie z imbirem i trawą cytrynową, schłodzone białe szwajcarskie wino Petite Arvine (które uwielbiam), lemoniadę z kwiatów lipy i drugą z zielonej herbaty, zimną galaretkę gin & tonic z białymi porzeczkami i ciasto migdałowe z jeżynami i termos pełen kostek lodu. 

Dzisiaj podam Wam dwa przepisy na empanady, a resztę przepisów wkrótce.

Empanady robię stosunkowo często (a chyba nie ma żadnego przepisu na nie na blogu!), bo bardzo je lubimy, a ich przygotowanie można rozłożyć w czasie.

Nadzienie jest intensywne w smaku i dobrze komponuje się z cienką warstwą kruchego, maślanego ciasta. Empanady dobre są do zapakowania i zabrania ze sobą. Smakują też na drugi dzień. 

A jeżeli zostanie Wam nadmiar nadzienia, to można go podgrzać z dodatkiem makaronu lub ryżu i obiad gotowy.

Do empanady lubię podać prostą sałatkę z pomodorów lub jakąś salsę.

One mają tylko jedną wadę. Empnady trzeba lepić trochę jak pierogi, a ja wyssałam z mlekiem matki piknikowanie, ale już nie lepienie pierogów ;-)

Za to ciasto oprócz tego, że po upieczeniu jest bardzo smaczne, to surowe jest bardzo plastyczne i łatwo z niego robić empanady.

 






Empanady z wołowiną i chorizo

ciasto

60 g miękkiego masła (w temparaturze pokojowej)
1/2 łyżeczki soli
375 g mąki pszennej tortowej
1 łyżka słodkiej papryki wędzonej
240 ml mleka (podgrzanego do letniej temperatury)

nadzienie
olej słonecznikowy do smażenia
600 g mielonej wołowiny
200 g kiełbasy chorizo
1 duża cebula (drobno posiekana)
4 duże ząbki czosnku (drobno posiekane)
1 łyżeczka mielonej papryki
1/4 łyżeczki pieprzu cayenne
1 łyżka mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
2 łyżki koncentratu pomidorowego
2 łyżki listków świeżego tymianku lub 1 łyżeczka suszonego
1 łyżka listków świeżego oregano lub 3/4 łyżeczki suszonego
1 szklanka bulionu wołowego lub wody
4 dymki (cebulka i szczypior) posiekane
1 garść zielonych oliwek (wydrylowanych i posiekanych)

wierzch
1 jajko rozbełtane

Przygotować ciasto.

W misce zmiksować na okruszki masło z mąką, solą i papryką. Cały czas miksując dolewać mleko. Miksować do uzyskania gładkiego ciasta.

Uformować z niego dłońmi kulę, spłaszczyć ją, zawinąć w folię spożywczą i wstawić do lodówki na minimum 1 godzinę.
Ciasto można przygotować dzień wcześniej.

Przygotować nadzienie.

Na dużej patelni rozgrzać olej. Smażyć na dużym ogniu mięso mieszając je drewnianą łyżką. W czasie smażenia rozbijać grudki mięsa, żeby składało się tylko z maleńkich kawałeczków.
Usmażone i lekko zrumienione przełożyć do miski.
Chorizo obrać ze skórki i pokroić w drobną kosteczkę.
Przełożyć je na patelnię i smażyć, aż lekkko się zrumieni. Przełożyć łyżką cedzakową (żeby tłuszcz pozostał na patelni) do miski z mięsem.

Dodać cebulę i czosnek i smażyć 5-10 minut na małym, mieszając od czasu do czasu, aż warzywa zmiękną, ale nie zbrązowieją.
Dodać paprykę, cayenne i kumin, Wymieszać i smażyć jeszcze przez 1-2 minuty.

Dodać koncentrat i zioła i smażyć kolejne 2 minuty.
Dodać mięso i chorizo i bulion/wodę. Wymieszać i dusić, aż większość płynu odparuje, a mięso będzie miękkie. W razie czego dolać więcej płynu.

Dodać posiekaną dymkę i oliwki. 
Posolić do smaku.

Dusić jeszcze 5 minut.
Przełożyć nadzienie do miski i odstawić do wystudzenia.

Nadzienie można przygotować dwa dni wcześniej i przechowywać w lodówce. 

Na podsypanym lekko mąką blacie wałkować porcjami ciasto na grubość ok. 2 mm.

Wycinać z niego koła o średnicy 10 cm lub mniejsze, nakładać nadzienie, zwilżyć brzegi wodą i sklejać empanady jak pierogi.

Układać empanady na blasze wyłożonej papierem do pieczenia  (u mnie 12 sztuk na 1 blasze), posmarować wierzch rozbełtanym jajkiem i piec w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez 20-25 minut, do zezłocenia ciasta.

Studzić na kratce.

Jeść ciepłe lub w temperaturze pokojowej.


Empanady z wołowiną i papryką

ciasto

60 g miękkiego masła (w temparaturze pokojowej)
1/2 łyżeczki soli
375 g mąki pszennej tortowej
1 łyżka słodkiej papryki wędzonej
240 ml mleka (podgrzanego do letniej temperatury)

nadzienie
oliwa do smażenia
3 duże czerwone cebule (drobno posiekana)
4 duże ząbki czosnku (drobno posiekane)
500 g mielonej wołowiny
2 łyżeczki mielonego cynamonu
2 łyżeczki  mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
1 puszka (400 g) siekanych pomidorów
2 liście laurowe
2 czerwone papryki (bez gniazd nasiennych, posiekane w drobną kostkę)
200 g pomidorków koktajlowych (przekrojonych na 4 części)
2 łyżki listków świeżego tymianku lub 1 łyżeczka suszonego
1 łyżka listków świeżego oregano lub 3/4 łyżeczki suszonego
1 szklanka bulionu wołowego lub wody
1 pęczek dymki (cebulka i szczypior) posiekane
garść rodzynek

wierzch
1 jajko rozbełtane

Przygotować ciasto.

W misce zmiksować na okruszki masło z mąką, solą i papryką. Cały czas miksując dolewać mleko. Miksować do uzyskania gładkiego ciasta.

Uformować z niego dłońmi kulę, spłaszczyć ją, zawinąć w folię spożywczą i wstawić do lodówki na minimum 1 godzinę.
Ciasto można przygotować dzień wcześniej.

Przygotować nadzienie.

Na dużej patelni rozgrzać oliwę. Dodać cebulę i czosnek, posolić i smażyć 5-10 minut na małym, mieszając od czasu do czasu, aż warzywa zmiękną, ale nie zbrązowieją.

Dodać mięso i smażyć na dużym ogniu mieszając je drewnianą łyżką. W czasie smażenia rozbijać grudki mięsa, żeby składało się tylko z maleńkich kawałeczków.
Smażyć, aż mięso lekkko się zrumieni. 

Dodać cynamon i kumin, Wymieszać i smażyć jeszcze przez 1-2 minuty.

Dodać pomidory i zioła i liście laurowe dusićć 20 minut.
W międzyczasie na drugiej patelni podsmażać paprykę, aż będzie miękka. Dodać pomidorki i smażyć jeszcze 5-6 minut. Paprykę z pomidorkami dodać do mięsa. Dusić razem 5 minut.

Dodać posiekaną dymkę i rodzynki.
Dusić jeszcze 5 minut.

Posolić do smaku.

Przełożyć nadzienie do miski i odstawić do wystudzenia.

Nadzienie można przygotować dwa dni wcześniej i przechowywać w lodówce. 

Na podsypanym lekko mąką blacie wałkować porcjami ciasto na grubość ok. 2 mm.

Wycinać z niego koła o średnicy 10 cm lub mniejsze, nakładać nadzienie, zwilżyć brzegi wodą i sklejać empanady jak pierogi.

Układać empanady na blasze wyłożonej papierem do pieczenia  (u mnie 12 sztuk na 1 blasze), posmarować wierzch rozbełtanym jajkiem i piec w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez 20-25 minut, do zezłocenia ciasta.

Studzić na kratce.

Jeść ciepłe lub w temperaturze pokojowej.






LinkWithin

Related Posts with Thumbnails