poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Na gorące wiosenne dni. Szwedzka sałatka z pieczonego kalafiora


Mam szczęście do ludzi, których spotykam w swoim życiu. Wnoszą oni tak dużo do mojego świata. Ich zainteresowania, różnorodność, pasje... uczą mnie innej perspektywy, tolerancji, rozbudzają nowe zainteresowania, pogłębiają wiedzę i dają dużo radości i różnorodności ze wspólnego obcowania. Czasami są to tylko chwile, kiedy nasze życiowe drogi się krzyżują, a czasami ten wspólny czas trwa długo.

Lubię poznawać nowych ludzi, lubię słuchać ich opowieści o życiu, pasjach, przeżyciach, wyborach, zainteresowaniach...  To otwiera mnie na nowe, dopinguje i sprawia mi wiele radości. 

Lubię moje podróże, bo oprócz nowych doświadczeń, poznaję innych ludzi. Czasami są to przypadkowe, tylko chwilowe spotkania, ale zawsze coś wnoszą do mojego świata. A często ci przypadkowo poznani ludzie zostają w moim życiu na dłużej.

Pędzące życie nie sprzyja pielęgnacji znajomości i sama zdaję sobie sprawę, że to jest ta część życia nad którą powinnam pracować, ale cieszę się z tych chwil, które są. Z niektórymi bliskimi mi osobami, czasami nie mam żadnego kontaktu przez pół roku, potem się spotykamy i jest tak jakby tego pół roku w rozdzieleniu nie było. 

Niedawno byłam w podróży z moją towarzyszką intelektualno - zakupową ;-). Czasami nie widzimy się przez parę miesięcy, ale kiedy się spotykamy, to czas płynie błyskawicznie i cieszę się z każdej wspólnej minuty. 
Pojechałyśmy, tak jak zawsze z Nią za każdym razem, na wystawę i na łażenie po mieście. Trochę razem, trochę osobno. 
Był czas na rozmowy, na dzielenie się wrażeniami, na odwiedzanie znanych miejsc i na odkrywanie nowych. 
To był czas wczesnego wstawania i późnych powrotów, czas objadania się smakołykami i picia kawy w Nordic Bakery. 
Czas szalonych zakupów, odkrywania malutkich sklepików i smakowania nowego. 
To był też czas na spotkanie Brontë Aurell. 
Znałyśmy się w wirtualnym świecie, teraz znamy się w prawdziwym. Ten moment, kiedy siedziałyśmy nad jej najnowszą książką i przeglądając przepisy, rozmawiałyśmy o wszystkim, zostanie w mojej pamięci na bardzo długo. I teraz, kiedy w domowym zaciszu przeglądam tę samą książkę, wracają wspomnienia tamtych chwil.  

Przeglądam tę książkę, gotuję, piekę i ciągle nie mam dość.

Dzisiaj chcę podzielić się z Wami przepisem Brontë Aurell na sałatkę z pieczonego kalafiora i ziaren żyta. To idealne, lekkie danie na takie ciepłe, wiosenne dni. Ziarna żyta można zastąpić orkiszem, kaszą pęczak lub innym zbożem, który lubicie.
Sałatka smakuje tak samo dobrze na drugi dzień, czyli przepis idealnie nadaje się do wcześniejszego przygotowania.

Na wiosennym pikniku też się świetnie sprawdzi.




Sałatka z pieczonego kalafiora i żyta

1 mały kalafior
oliwa z oliwek
1-2 łyżeczki przyprawy curry
1/2 pęczka natki pietruszki (posiekanej)
1 pęczek dymki
75 g sera feta
1 garść rodzynek
100 - 150 g ugotowanych ziaren żyta, orkiszu, pęczaku...*
sok z cytryny
sól i świeżo zmielony pieprz

*ziarna żyta przed gotowaniem należy namoczyć przez noc w wodzie. 

Nagrzać piekarnik do 160 stopni C.
Kalafiora pokroić na różyczki i przełożyć do miski.
Polać go kilkoma łyżkami oliwy i posypać przyprawą curry, solą i pieprzem. Wymieszać i wysypać na dużą blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Wstawić kalafiora do piekarnika i piec około 10-15 minut. Kalafior powinien pozostać chrupki i mieć zrumienione brzegi. 

Do miski włożyć posiekaną natkę, dodać posiekaną dymkę (białe i zielone części) i pokruszoną fetę. Dodać lekko przestudzonego kalafiora. Wymieszać. Dodać ugotowane ziarna/kaszę, rodzynki i sól, pieprz i sok z cytryny (do smaku). Wymieszać.
Sałatkę można jeść na ciepło tuż po przyrządzeniu lub wystudzoną.



Przepis  Brontë Aurell z książki "Scandikitchen Fika & Hygge"

czwartek, 26 kwietnia 2018

Na wiosnę. Norweskie drożdżówki z budyniem i rabarbarem


 Niedawno na targu pierwszy raz zobaczyłam rabarbar. Był przepięknie różowy i kusił mnie niezmiernie. Świadoma byłam, że pochodzi on z dalekiego kraju, a nie z okolicznego ogrodu, ale nie mogłam się powstrzymać przed zakupem.

 Rabarbar oznacza dla mnie wiosnę. Słoneczny czas ciast z wiosennymi owocami, rabarbarowych lemoniad i śniadań na tarasie. 

Mam jedną sadzonkę rabarbaru w ogrodzie, ale nie mam z niej wielkiego pożytku. Rabarbar podobno rozrasta się jak szalony, ale widocznie mój o tym nie wie ;-) 

Z pierwszego w tym roku rabarbaru zrobiłam norweskie drożdżówki skoleboller. Te drożdżówki klasycznie mają nadzienie z domowego budyniu i czasami ich  boki obsypane są wiórkami kokosowymi. W wiosennej wersji Brontë Aurell mają dodatek rabarbaru. Słodki, delikatny budyń i kwaskowaty rabarbar tworzą idealne połączenie. Do tego miękkie, pachnące kardamonem ciasto i mamy idealne wiosenne drożdżówki w skandynawskim stylu.



Norweskie drożdżówki z budyniem i rabarbarem

ciasto
25 g świeżych drożdży (lub 2 1/2 łyżeczki suszonych)
250 ml ciepłego mleka
40 g drobnego cukru
80 g masła (rozpuszczonego i wystudzonego)
400 g mąki pszennej typu 550 + mąka do podsypania blatu
2 płaskie łyżeczki mielonego kardamonu
1 płaska łyżeczka soli
1 duże jajko (lekko ubite)

masa budyniowa
1 żółtko
1 jajko
15 g skrobi/mąki kukurydzianej
40 g drobnego cukru
szczypta soli
250 ml mleka pełnotłustego
rdzeń z 1 laski wanilii lub 1 łyżeczka naturalnej esencji waniliowej
15 g miękkiego masła

2-3 laski rabarbaru (pokrojone w 3 cm kawałki)
cukier

Przygotować krem budyniowy.
Wymieszać do połączenia jajko z żółtkiem. Odlać połowę do miseczki (drugą połowę pozostawić do posmarowania wyrośniętych bułeczek), dodać skrobię kukurydzianą, cukier i sól. Wymieszać do połączenia.

W rondelku doprowadzić do zagotowania mleko z przekrojoną wzdłuż wanilią. Gorące mleko dolewać  do masy jajeczno skrobiowej (cały czas mieszając). Masę przelać z powrotem do rondelka i cały czas mieszając doprowadzić do zagotowania i zgęstnienia masy. 

Przełożyć budyń do miseczki. Dodać masło i całość wymieszać, aż masło rozpuści się i połączy z budyniem.  
Przykryć masę folią, żeby dotykała wierzchu i pozostawić do wystudzenia. Wystudzony budyń wstawić do lodówki.
Budyń można przygotować wcześniej i przechowywać przez 2-3 dni w lodówce.

Przygotować ciasto.
W misce wymieszać ciepłe mleko z drożdżami i odstawić na 15 minut. Dodać cukier i wymieszać. Dodać masło i wymieszać mikserem, żeby masło połażczyło się z mlekiem. 
W drugiej misce wymieszać mąkę z kardamonem i solą. Cały czas miksując mieszankę maślano mleczną dosypywać mąkę  i miksować do uzyskania gładkiego ciasta. Dodać połowę rozbełtanego jajka (resztę zostawić do posmarowania bułeczek) i miksować całość przez 5-7 minut, aż ciasto będzie gładkie.

Miskę z ciastem przykryć folią spożywczą i odstawić ciasto do wyrastania na około 40 minut. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

 Na lekko podsypanym mąką blacie rozwałkować ciasto na grubość 2 cm. Wykrawać krążki dużym kubkiem lub szklanką i układać je na blasze (zachowując 5 cm odstępy) wyłożonej papierem do pieczenia. Z tej porcji robię drożdżówki na dwóch blachach z wyposażenia piekarnika. 

Odstawić drożdżówki do wyrastania na około 1 godzinę. Po tym czasie ciasto powinno podwoić swoją objętość. 
Obsypanym mąką dnem małego kubka zrobić w drożdżówkach po środku wgłębienie. Posmarować całość rozbełtanym jajkiem (tym pozostawionym z robienia budyniu). Wypełnić dołki w cieście budyniem. Wierzch posypać kawałkami rabarbaru i cukrem. 

Piec bułeczki w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez około 15-20 minut. Po tym czasie boki ciasta powinny się zezłocić.
Czas pieczenia zależy od wielkości drożdżówek i od piekarnika. 



Przepis Brontë Aurell z książki "Scandikitchen. Summer".

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Jak dobrze zacząć dzień. Granola kokosowa dla Elsy i Astrid.


Przepisów na granole są setki albo i więcej. Sama przetestowałam ponad dwadzieścia, a połowa zagościła u nas na stałe. Przepisy często są do siebie podobne, ale jednak inne. Lubię w granolach to, że można zmieniać składniki zgodnie ze swoimi upodobaniami lub zawartością szafki. 

Lubię to, że rano wystarczy wlać do miseczki jogurt (mleko, maślankę, mleko roślinne), wsypać granolę, dodać owoce (lub nie)  i mamy zdrowe śniadanie w minutę. 

Testuję więc kolejne receptury i te, które zyskują rodzinną aprobatę,  wchodzą na stałe do naszych poranków i trafiają też do Was.

W nowej książce Brontë Aurell jest tak dużo przepisów, które mnie kuszą, że najchętniej gotowałabym od rana do wieczora ;-) 

Przepis na granolę był jednym z pierwszych jakie zrobiłam z tej książki. Podoba mi się w nim tak duża zawartość pestek i nasion w stosunku do płatków, umiarkowana słodycz, smak i idealna chrupkość. No i przypomniałam sobie o syropie daktylowym, który już od dawna stał w kącie szafki ;-)

Bronte przyrządza tę granolę dla swojej rodziny, ja dla swojej, a teraz przepis trafia do Was. Może i u Was ta granola zagości rano na stole.




Granola kokosowa

75 g oleju kokosowego
2 łyżki miodu
2 łyżki  syropu daktylowego (można zastąpić syropem klonowym)
1 łyżka ciemnego brązowego cukru
rdzeń z 1/2 laski wanilii lub 1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią
1 łyżeczka mielonego cynamonu
100 g płatków owsianych
50 g płatków żytnich (można zastąpić owsianymi, orkiszowymi lub jęczmiennymi)
75 g płatków kokosowych
50 g migdałów (grubo posiekanych)
50 g orzechów laskowych (grubo posiekanych)
50 g pestek dyni
50 g siemienia lnianego
50 g pestek złonecznika
50 g sezamu

Nagrzać piekarnik do 160 stopni C.

Włożyć do rondelka olej kokosowy, miód, syrop daktylowy (klonowy), cukier, wanili i cynamon. Podgrzewać mieszając, aż masa stanie się gorąca, ale nie zagotuje się.

W misce wymieszać pozostałe składniki, zalać całość gorącą masą kokosowo miodową. Wymieszać całość i przełożyć na dużą blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Wstawić blachę do piekarnika i piec około 20 minut. W połowie pieczenia przemieszać całość, żeby granola równomiernie się upiekła. 
Kiedy płatki są złociste, wyjąć granolę z piekarnika i pozostawić do całkowitego wystudzenia. Na tym etapie można dodać posiekanych suszonych owoców.

Wystudzoną granolę przechowywać w słoju lub puszce.


Przepis Brontë Aurell z książki "Scandikitchen. Summer".

piątek, 13 kwietnia 2018

Szwedzkie śledzie w sosie musztardowym


Na blogu znajdziecie ponad dwadzieścia przepisów na śledzie. Większość z nich to skandynawskie przepisy. Lubię te ich połączenia smakowe. Kwaśne i słodkie jednocześnie. 

Śledzie to bardzo zdrowe ryby (kupuję te łowione z Morza Północnego lub z Atlantyku) i łatwo dostępne. 

Kiedy mój syn ma dużo nauki lub czuje się zmęczony, przygotowuję śledzie. Kiedy chcę coś podać z żytnim, razowym chlebem, przygotowuję śledzie. Kiedy tęsknię za Skandynawią, przygotowuję śledzie. 
Często je robię, szczególnie kiedy mam dostęp do dobrej jakości ryb.

Szwedzkich śledzi w sosie musztardowym zrobiłam już sporo, ale mimo, że są bardzo do siebie podobne, to jednak jest różnica w smaku, dlatego dzielę się z Wami kolejnym śledziowym przepisem.


 Szwedzkie śledzie w sosie musztardowym

150 g marynowanych śledzi (można użyć również solonych)
2 łyżki musztardy pełnoziarnistej
1 łyżeczka musztardy Dijon
1 łyżka drobnego cukru
2 łyżki octu winnego (jasnego)
2 łyżki śmietanki kremówki (30 lub 36%)
1 łyżka kwaśnej gęstej śmietany
1 cebulka szalotka (drobno posiekana)
100 ml oleju słonecznikowego
2 łyżki kopru (posiekanego)
łyżka szczypiorku (posiekanego)
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku

Pokroić śledzie w 2 cm kawałki.
W misce wymieszać obydwa rodzaje musztardy, cukier, ocet winny, śmietany i szalotkę. Cały czas mieszając dodawać po trochu olej do uzyskania gładkiego sosu. Dodać szczypiorek, koperek i śledzie. Wymieszać i doprawić do smaku pieprzem i solą.
Wstawić do lodówki na całą noc, żeby smaki przegryzły się.




Przepis Brontë Aurell z książki "Scandikitchen. Summer".

niedziela, 8 kwietnia 2018

Toscabullar - szwedzkie bułeczki z migdałami. Uzależniające.


W końcu dotarła do mnie ostatnia książka Brontë Aurell "Scandikitchen. Summer". Pamiętam ten lutowy poranek, kiedy razem z Brontë Aurell siedziałam w jej kawiarni i przeglądałyśmy tę książkę jeszcze przed publikacją. Opowiadała mi, które przepisy są jej ulubione, jak powstawały zdjęcia i co piecze dla dzieci. Pamiętam jak zobaczyłam przepis na toscabullar i opowiadałam Brontë swoje szwedzkie wspomnienia związane z tymi bułeczkami.

 Toscabullar to jedne z moich ulubionych wypieków z tego kraju. Maślane wilgotne ciasto z dodatkiem aromatycznego kardamonu i kawałeczków migdałów z niesamowitych chrupkim, lekko karmelowym wierzchem. Jeszcze ciepłe są wręcz uzależniające. A po otwarciu piekarnika, rozchodzi się po domu zapach jak z dobrej szwedzkiej piekarni. 
Nie mogłam się powstrzymać i to był pierwszy wypiek poupiekłam je praktycznie zaraz po otrzymaniu książki. 

O książce napiszę już wkrótce, a dzisiaj zostawiam Wam przepis na cudowne, pachnące i uzależniające toscabullar.

Wcześniejszy przepis na toscabullar znajdziecie TUTAJ.



Toscabullar

ciasto
25 g świeżych drożdży (lub 2 1/2 łyżeczki suszonych)
250 ml ciepłego mleka
40 g drobnego cukru
80 g masła (rozpuszczonego i wystudzonego)
400 g mąki pszennej typu 550 + mąka do podsypania blatu
2 płaskie łyżeczki mielonego kardamonu
1 płaska łyżeczka soli
1 duże jajko (lekko ubite)

nadzienie
80 g masła (w temperaturze pokojowej)
1 łyżka mąki pszennej
1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią
100 g drobnego cukru
50 g obranych migdałów (drobno posiekanych)

wierzch
100 g masła (w temperaturze pokojowej)
100 g płatków migdałowych
80 g ciemnego brązowego ckru
2 łyżki mąki pszennej
50 ml śmietanki kremówki

Przygotować ciasto.
W misce wymieszać ciepłe mleko z drożdżami i odstawić na 15 minut. Dodać cukier i wymieszać. Dodać masło i wymieszać mikserem, żeby masło połażczyło się z mlekiem. 
W drugiej misce wymieszać mąkę z kardamonem i solą. Cały czas miksując mieszankę maślano mleczną dosypywać mąkę  i miksować do uzyskania gładkiego ciasta. Dodać połowę rozbełtanego jajka (resztę zostawić do posmarowania bułeczek) i miksować całość przez 5-7 minut, aż ciasto będzie gładkie.

Miskę z ciastem przykryć folią spożywczą i odstawić ciasto do wyrastania na około 40 minut. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Kiedy ciasto rośnie przyrządzić warstwę wierzchnią.
Wszystkie składniki włożyć do rondelka i mieszając podgrzewać, aż masło się rozpuści. Gotować całość (mieszając) około 2 minut, aż masa zgęstnieje. Przełożyć ją do miseczki i pozostawić do wystudzenia.

Przyrządzić nadzienie. 
W miseczce zmiksować masło z cukrem, cukrem waniliowym i mąką.

Podsypać blat mąką (ciasto jest dość lekkie i luźne, ale dzięki temu po upieczeniu będzie miękkie i delikatne). Można również na blacie położyć duży arkusz papieru do pieczenia i na nim rozprowadzić trochę mąki. Wyłożyć na papier/blat ciasto, posypać je z wierzchu lekko mąką i rozwałkować lub rozciągnąć dłońmi na prostokąt o wymiarach 40x50 cm. Rozprowadzić na cięście przy pomocy szpatułki nadzienie maślane. Caość posypać posiekanymi migdałami. 
Ciasto zwinąć w rulon i pokroić na 16 plastrów. 
Układać je na dwóch dużych blachach wyłożonych papierem do pieczenia zachowując odstępy pomiędzy bułeczkami.

Bułeczki przykryć ściereczką i odstawić na pół godziny, żeby podrosły. 
Kiedy rosną, rozgrzać piekarnik do 200 stopni C.

Posmarować je jajkiem, a na wierzch nałożyć masę migdałową. Nie trzeba jej rozsmarowywać, bo w trakcie pieczenia sama pokryje cały wierzch bułeczki.

Wstawić blachę z bułeczkami na środkowy poziom piekarnika i piec 10-12 minut do zrumienienia się wierzchu.
Upieczone bułeczki wyjąć i przełożyć na kratkę do wystudzenia i wstawić do piekarnika drugą blachę z bułeczkami.  

Jeść ciepłe lub wystudzone. Bułeczki można zamrażać.




Przepis Brontë Aurell z książki "Scandikitchen. Summer".

piątek, 6 kwietnia 2018

Ciasto z białą czekoladą i moroszką (maliną polarną)


W kalendarzu wiosna, za oknem wiosna,... a na targu jeszcze króluje zima. Ale już tylko chwileczkę. Czekam z utęsknieniem na pierwszy rabarbar, na truskawki i szparagi. Zanim te składniki pojawią się w moich wypiekach, jeszcze przez chwilę piekę bardziej zimowo ;-)

O mojej miłości do moroszki (maliny polarnej) pisałam wiele razy. Najczęściej kupuję ją w Szwecji, bo mam wtedy duży wybór i możliwość zakupu konfitury z dużą zawartością owoców. Kiedy zapasy kończą mi się, jadę do... sklepu Ikea. Można ją kupić tam w dziale spożywczym. 

A kiedy nie mam moroszki, a wielką ochotę na upieczenie ciasta, które widzicie na zdjęciu, używam dżemu malinowego lub morelowego (o dużej zawartości owoców w składzie). 

To ciasto jest pyszne. Wilgotne, lekko karmelowe i chrupiące na wierzchu. I łatwe do zrobienia :-)
Ciężko poprzestać na jednym jego kawałku ;-)

Życzę Wam pięknego, słonecznego i wiosennego weekendu.



Ciasto z białą czekoladą i moroszką (maliną polarną)

Hjortronkaka med vit choklad

175 g miękkiego masła
200 drobnego cukru
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii
4 jajka (w temperaturze pokojowej)
220 g mąki pszennej tortowej
szczypta soli
2 łyżeczki proszku do pieczenia
150 g konfitury z moroszki (maliny polarnej) - można ewentualnie użyć innej
100 maślanki lub naturalnego jogurtu
1-2 łyżeczki świeżo wyciśniętego soku z cytryny
100 g białej czekolady (posiekanej w 1/2 cm kostkę)
50 g grubo posiekanych orzechów włoskich

wierzch
50 g rozpuszczonej na parze białej czekolady

Nagrzać piekarnik do 180 stopni C. Formę w kształcie wieńca o średnicy 22 cm nasmarować masłem i wysypać mąką. Nadmiar mąki wysypać.

W misce zmiksować masło z cukrem i wanilią na puszysty krem. Cały czas miksując dodawać po 1 jajku. Kolejne jajko dodawać, kiedy poprzednie połączy się z masą. W drugiej misce wymieszać mąkę z solą i proszkiem do pieczenia.
Do zmiksowanej masy maślano jajecznej dodać mieszankę mąki z pozostałymi składnikami. Zmiksować tylko do połączenia. Dodać maślankę/jogurt, sok z cytryny i dżem z moroszki. Zmiksować do połączenia. Dodać czekoladę i orzechy i wymieszać całość szpatułką. Masę wylać do formy, wyrównać wierzch i wstawić do piekarnika.
Piec ciasto 45 minut (jeżeli zbytnio rumieni się z wierzchu, przykryć je folią aluminiową).
Przed wyjęciem sprawdzić stan upieczenia patyczkiem.

Formę z ciastem wyjąć z piekarnika i pozostawić do prawie całkowitego wystudzenia.

Obrócić formę i wyjąć ciasto na talerz (ja kładę talerz na formie i wtedy obracam). Udekorować ciasto rozpuszczoną białą czekoladą.

Ciasto można podawać z bitą śmietaną z dodatkiem dżemu z moroszki. Śmietanę ubijać, aż zaczną się tworzyć górki przy wyjmowaniu trzepaczki, wtedy dodać wanilię i dżem i całość bardzo delikatnie wymieszać.





Przepis  Brontë Aurell z książki "Scandikitchen Fika & Hygge"

wtorek, 3 kwietnia 2018

Wielkanoc 2018. Dwa przepisy na baby drożdżowe


Zeszły tydzień był dla mnie niezwykły i pełen emocji. W poniedziałek byłam na Wyspach Zielonego Przylądka, we wtorek poszłam do pracy, w środę zrobiłam świąteczne zakupy (na moje szczęście ;-)), w czwartek skręciłam kostkę i złamałam palec u nogi spadając ze schodów, w piątek spędziłam trochę czasu na szpitalnym SOR-ze, a resztę dnia przespałam, w sobotę zaangażowałam dzieciaki w gotowanie i pieczenie, a w niedzielę świętowaliśmy Wielkanoc. 

Menu trochę zostało okrojone, ale i tak jak co roku jedzenia było bardzo dużo. W planach były baby, które już wielokrotnie piekłam, ale w ostatniej chwili zajrzałam z ciekawości do starej książki kucharskiej mojej mamy - Jan Czernikowski "Ciasta, ciastka, ciasteczka. Wypiek domowy".

 Ta książeczka była w moim rodzinnym domu odkąd pamiętam (pierwsze wydanie było ponad 50 lat temu) i nieraz sama z niej skorzystałam. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby na Święta piec baby z nieprzetestowanych wcześniej przepisów, ale to był strzał w dziesiątkę ;-)

Baba warszawska to nasz przebój tegorocznych Świąt. W smaku i konsystencji przypomina włoską babę panettone. Baba jest wilgotna, bardzo aromatyczna i długo zachowuje świeżość. Ma ciężsżą konsystencję i większe dziurki niż klasyczna baba puchowa, ale dla mnie to jej wielki atut. Z dodatków ma w sobie migdały, rodzynki, skórkę pomarańczową i rum. Rodzynki trzeba namoczyć przed pieczeniem przez 1-3 dni. Dzięki temu będą bardzo aromatyczne i miękkie. 

Przepis na tę babę wybrałam trochę przypadkowo. Podobało mi się, że część mąki jest parzona (to zwiększa wilgotność ciasta i ma wpływ na dłużsży czas utrzymania świeżości) i... nigdy nie piekłam jeszcze baby warszawskiej. Mieszkam w Warszawie, więc najwyższy czas upiec coś lokalnego ;-)

Tę babę będą piec od teraz na każde święta.

Baba wykwintna jest delikatna, puszysta i trzeba z nią ostrożnie postępować, żeby nie opadła (typ baby pysznej, ale wrażliwej jak ta z TEGO przepisu). Ważne jest, żeby formę z ciastem delikatnie włożyć do piekarnika, delikatnie zamknąć za nią drzwiczki i delikatnie postawić do wystygnięcia. Baba nie jest mocno słodka, wręcz jest mało słodka. Polukrowanie nadaje jej słodyczy.




Babka drożdżowa warszawska

500 g mąki pszennej typu 550
150 g drobnego cukru
150 g masła (stopione i wystudzone do letniej temperatury)
10 żółtek
1 jajko
rdzeń z 1 laski wanilii lub 1 łyżeczka naturalnego ekstraktu
250 ml mleka pełnotłustego
50 g drożdży
skórka starta z 1 cytryny
50 g obranych migdałów pokrojonych w słupki
50 g rodzynek (namoczonych w rumie przez 1-3 dni)
50 g  skórki pomarańczowej (smażonej w cukrze)
2-3 łyżki (30-45 ml) rumu z moczenia rodzynek
2 szczypty soli

lukier
200 g cukru pudru
sok z cytryny
kilka kropel araku

(przepis na 2 baby)

100 g mąki pszennej wsypać do miski. Mleko doprowadzić w rondlu do zagotowania.
Mąkę w misce zalać około 200 ml wrzącego mleka. Całość wymieszać i rozcierając powstałe grudki. Odstawić do wystudzenia.
Resztę mleka przelać do kubka lub miseczki i kiedy osiągnie letnią temperaturę dodać drożdże. Wymieszać i odstawić na 5 minut.

Żółtka i jajko zmiksować z cukrem i wanilią na puszystą masę. Dodać do zaparzonej mąki i całość zmiksować blenderem na gładką masę (żeby nie było żadnych grudek). Dodać zaczyn drożdżowy i wymieszać. 
Miskę przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na 15-20 minut (żeby zaczyn drożdżowo jajeczny lekko podrósł).

Po tym czasie dodać resztę mąki, sól, skórkę startą z cytryny i stopione masło. Miksować ciasto na niskich, a następnie na średnich obrotach przez około 10-15 minut. W połowie miksowania dodać rum i miksować dalej.

Po tym czasie zwiększyć obroty do bardzo szybkich i miksować ciasto jeszcze przez 5 minut. Zmniejszyć obroty, dodać rodzynki, migdały i skórkę pomarańczową. Miksować, aż bakalie połączą się z ciastem.

Miskę przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na około minimum 1 godzinę. Ciasto jest dość gęste i ciężkie, więc jego rośnięcie trochę trwa, ale czas wpływa na jego późniejszy smak. 

Dwie formy do bab wysmarować masłem. Wyrośnięte ciasto przez chwilę ugniatać dłońmi, żeby się odgazowało.

Podzielić je na pół i wyłożyć je równomiernie do form. Ciasto powinno sięgać do połowy wysokości form. 
Przykryć formy ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na około 1 godzinę. 
Wyrośnięte ciasto powinno sięgać do 3/4 wysokości formy.

Baby wstawić delikatnie do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec 35-40 minut. Stan upieczenia sprawdzić patyczkiem/wykałaczką do szaszłyków przed wyjęciem.
Upieczone baby postawić na kratce do studzenia i zostawić je na 5 minut. Po tym czasie formy delikatnie obrócić i wyjąć baby na kratkę.
Pozostawić do całkowitego wystudzenia.

Utrzeć lukier z cukru pudru, araku i odpowiedniej ilości soku z cytryny. Polukrować całkowicie wystudzone baby.



Baba drożdżowa wykwintna

700 g mąki pszennej typu 550
130 g drobnego cukru
130 g masła (stopione i wystudzone do letniej temperatury)
5 żółtek
5 jajek
rdzeń z 1 laski wanilii lub 1 łyżeczka naturalnego ekstraktu
500 ml mleka pełnotłustego
30 g drożdży
skórka starta z 1 cytryny
50 g rodzynek (namoczonych w rumie przez 1-3 dni)
50 g  skórki pomarańczowej (smażonej w cukrze)
2 szczypty soli

lukier
200 g cukru pudru
sok z cytryny
kilka kropel araku

(przepis na 2 baby)

Jajka i żółtka zmiksować z cukrem i wanilią na puszystą masę. Dodać letnie mleko i drożdże. Wymieszać i odstawić na 5-7 minut. 
Do miski miksera wsypać mąkę, dodać sól i skórkę z cytryny i wlać zaczyn jajeczno drożdżowy. Miksować ciasto na niskich, a następnie na średnich obrotach przez około 10-15 minut. Wyłączyć mikser i zostawić ciasto w spokoju na 15 minut.
Po tym czasie dodać masło i miksować dalej do połączenia.

Następnie zwiększyć obroty do bardzo szybkich i miksować ciasto jeszcze przez 5 minut. Zmniejszyć obroty, dodać rodzynki i skórkę pomarańczową. Miksować, aż bakalie połączą się z ciastem.

Miskę przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na około 30 minut.  

Dwie formy do bab wysmarować masłem. Wyrośnięte ciasto przez chwilę ugniatać dłońmi, żeby się odgazowało.

Podzielić je na pół i nałożyć je równomiernie do form. Ciasto powinno sięgać do połowy wysokości form. 

Przykryć formy ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na około 1 godzinę. 
Wyrośnięte ciasto powinno sięgać do 2/3 wysokości formy.

Baby wstawić bardzo delikatnie do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec 35-40 minut. Stan upieczenia sprawdzić patyczkiem/wykałaczką do szaszłyków przed wyjęciem.

Upieczone baby postawić bardzo delikatnie na kratce do studzenia i zostawić je na 10 minut. Po tym czasie formy delikatnie obrócić i wyjąć baby na kratkę.
Pozostawić do całkowitego wystudzenia.

Utrzeć lukier z cukru pudru, araku i odpowiedniej ilości soku z cytryny. Polukrować całkowicie wystudzone baby.


 Przepis Jan Czernikowski z książki "Ciasta, ciastka, ciasteczka. Wypiek domowy".


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails