piątek, 9 marca 2018

Londyn kulinarnie. Gdzie zjeść, wypić kawę, zrobić zakupy... Część II


Z nostalgią patrzę wstecz na moje dawne zakupy w czasie zagranicznych podróży. Potrafiłam przywozić ryż basmati albo arborio, makarony z pszenicy durum, oliwki, kapary, tuńczyka, dynie, szalotki...,  bo te produkty były niedostępne w naszym kraju. 
Teraz kupuję mniej, starając się przywozić tylko to, co jest charakterystyczne i wyprodukowane w kraju, do którego jadę. I czego nie kupię tu na miejscu. Coraz rzadziej zdarza mi się płacić za nadbagaż, ale nie powiem, żebym bez drżenia serca kładła walizkę do ważenia na lotnisku. Podróże z moim mężem są podwójnie przyjemne nie tylko dlatego, że spędzamy ten czas razem, ale też, że mój mąż może nadać na siebie dwie wielkie walizki. Czujecie jakie to może być kuszące ;-)

Gorzej się dzieje, kiedy jedziemy gdzieś razem samochodem. Na ostatnie zakupy przed wyjazdem podjeżdżamy wypchanym do granic możliwości autem i kiedy nasz koszyk zapełnia się po krawędzie, mąż zadaje mi pytanie: kochanie, czy nam się to wszystko zmieści? 
Mieści się. Zawsze ;-) 
Tylko gdzieś w połowie podróży słyszę: musimy zatankować, bo spalanie nam ZNACZNIE wzrosło ;-)

Przez ostatnie lata, zaczęłam też robić zakupy tuż przed odlotem, na wspólne kolację po powrocie. Kupuję chleb w piekarni, która mnie zauroczyła, świeże sery, czasami ciastka z jakiejś doskonałej cukierni. Wszystko zależy od miejsca, z którego wracam. Wiozłam już ze sobą dojrzewające na słońcu sycylijskie pomidory, śledzie z maleńkiej wytwórni  na szkierach, cynamonowe bułeczki ze Sztokholmu, masło z Bretanii, francuskie ostrygi, skrzyneczkę fig, które o świecie zrywałam z drzewa za zgodą właściciela, matjasy z Holandii,  
ciastka i makaroniki od Pierre'a Hermé, karczochy rano kupione na targu...

Wracając z Londynu też zrobiłam kolacyjne zakupy. Kupiłam chleb na zakwasie w Gail's, duński, żytni w Fabrique, sery i pasty do serów z pigwy i śliwek w Neal's yard dairy, konfiturę z karmelizowanej cebuli... Tego samego dnia syn wracał z Francji, a mąż z Portugalii i oni też zrobili swoje zakupy :-)
Mieliśmy przyjęcie.

Jak patrzę na moje dzieci, to myślę, że przekazałam im zwyczaj "pamiątek" jedzeniowych z podróży. Od małego mój syn przywoził ze szkolnych wycieczek żywnościowe prezenty. Z Torunia dostałam przyprawy korzenne i książkę ze starymi przepisami na pierniki, z Włoch i Francji były sery i makarony. Ale nie takie zwykłe pszenne, ale z lokalnych, małych wytwórni, ze starych odmian zbóż. Tylko raz dostałam małą figurkę z Westerplatte ;-) Reszta to było wyłącznie jedzenie. 

Córka zwoziła przyprawy, gałązki wrzosów, które znalazła złamane na plaży w Irlandii, konfitury i szerokie lejki do nakładania dżemów do słoików :-)

Mąż, który często jest w podróżach służbowych zaopatruje naszą "winną piwniczkę" ;-) i kupuje mi ulubione gazety kulinarne.

Jak tak to piszę, to zaczynam sobie bardziej uzmysławiać, jak wielki wpływ mamy wzajemnie na siebie i jak dobre jedzenie jest dla nas ważne. 

Po tym przydługim wstępie, zapraszam Was na kolejną przydługą ;-) część londyńskich kulinariów moimi oczami.

OTTOLENGHI

Pamiętam swoją pierwszą książkę Ottolenghi. Byłam zauroczona przepisami, smakami dań i różnorodnością połączeń. Marzyłam, żeby odwiedzić jedno z miejsc prowadzonych przez Ottolengi i kiedyś tam zjeść. Parę lat temu, wynajeliśmy pokój w hotelu w Notting Hill w pobliżu jednej z jego knajpek i... biegałam tam codziennie, żeby spróbować czegoś nowego. Do jednej rzeczy nie potrafię się tam przekonać. Do wielkich różowych bez. Podziwiam je za każdym razem, ale nie wyobrażam sobie, żeby je zjeść. Ottolenghi to dla mnie takie miejsce jak National Gallery. Przy każdej wizycie w Londynie muszę tam iść. I za każdym razem wychodzę szczęśliwa. To dobre miejsce na śniadanie, kawę, ale najlepsze na lunch i zakup wiktuałów na piknik. W Londynie nie jest trudno znaleźć park, więc zrobienie pikniku na trawie to sama przyjemność. W menu, które codziennie się zmienia znajdzie się wybór dań bezglutenowych, wegańskich, wegetariańskich, ale są też potrawy z rybą lub mięsem.
Ottolengi można znależź w Londynie w czterech lokalizacjach. 





BOROUGH MARKET

Borough market to wielki targ znajdujący się pod wiaduktem, niedaleko London Bridge (i Tate Gallery dla miłośników sztuki nowoczesnej). To wspaniałe miejsce na zakupy, jak i na zjedzenie czegoś na miejscu. Dania street foodowe z całego świata są wielkim atutem tego miejsca. Na targu jest bardzo duża ilość stoisk z serami (z Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch), wędlinami, rybami i owocami morza, oliwami, winami, czekoladą, kawą. a także oczywiście z warzywami. Są  również liczne stoiska z pieczywem (także bezglutenowym), ciastami i przyprawami. Na targu znajduje się również sklep z akcesoriami kuchennymi. Pełno tam turystów, ale równie dużo jest mieszkańców.










NEAL'S YARD DAIRY

Szukacie miejsca, gdzie można kupić dobre angielskie sery z małych wytwórni? Neal's yard dairy to miejsce idealne. Sprzedawcy doradzą i dadzą wszystkiego  spróbować. Wybór cheddarów i stiltonów jest imponujący. Oprócz serów można tam kupić masła, śmietany i przepyszne dodatki do serów (krakersy, relishe, chutneye, miody...). Moimi wielkimi faworytami zostały pasty ze śliwek damson i z pigwy. Okazały się rewelacyjnymi dodatkami do serów. 
Jeden ze sklepów znajduje się w malutkiej uliczce tuż przy Borough Market. Oprócz niego znajdziecie jeszcze sklepy w dwóch innych lokalizacjach.







MONMOUTH

Monmouth to palarnia kawy i kawiarnia. Tam zawsze stoją kolejki chętnych po zakup kawy. W Monmouth kupują kawy z zachowaniem  zrównoważonego i  sprawiedliwego handlu od małych plantatorów i spółdzielni. Bezpośredni kontakt z wytwórcami jest dla nich bardzo ważny. Tam naprawdę kawa smakuje zupełnie inaczej. Można ją kupić i wypić na miejscu, a także nabyć ją w ziarnach na wynos. Mogą także zmielić kawę w zależności od preferencji parzenia. I co jest równie ważne, potrafią świetnie doradzić, kiedy zagubimy się w tym niezwykłym kawowym świecie.






SPICE MOUNTAIN

Sklep z przyprawami Spice mountain mieści się na Borough Market. Można tam kupić przyprawy z całego świata. Bogaty wybór mieszanek, jak i fachowe doradztwo jak ich użyć są dużymi atutami sklepu.




BREAD AHEAD

Piekarnia Bread Ahead mieści się na Borough Market.  Została założona przez Matthew Jones'a w 2013 roku. Można tam kupić doskonałe chleby na zakwasie, focaccie, bułki, słodkie wypieki. Piekarnia dostarcza też pieczywo do restauracji i delikatesów. Oprócz zakupów możecie tam zapisać się na warsztaty kulinarne z wypieku chlebów, ciast, bułek... Różnorodne opcje pozwalają wybrać kurs w zależności od własnych potrzeb i umiejętności. Od 3 godzinnego kursu na wypieki skandynawskie do 3 dniowego z chlebów na zakwasie. Niestety ciężko zapisać się na te kursy, bo ilość chętnych jest bardzo duża. Teraz zostały pojedyńcze miejsca na kursy czerwcowe. 
Bread Ahead to dobre miejsce, żeby zaopatrzeć się w wypieki na śniadanie, kolację albo kupić parę produktów na piknik.





PADELLA I TRULLO

Padella  i Trullo to dwie bardzo popularne restauracje podające dania kuchni włoskiej. Prosta, krótka i sezonowa karta to ich cechy wspólne. W Trullo jest bardziej elegancko. Podaje się tam świeże, robione ręcznie makarony i dania mięsne i rybne z grilla węglowego. W Padelli serwuje się tylko świeże, robione ręcznie makarony, kilka przystawek, trzy desery, wino, piwo i aperitivi. Najbardziej popularne dania to papardelle z ragu gotowanym przez 8 godzin i makaron pici z pieprzowym sosem. W Padelli nie można robić rezerwacji i trzeba być gotowym na stanie w kolejce w oczekiwaniu na stolik.
Padella znajduje się przy Borough Market. 




PRINCI

Princi odkryłam parę lat temu w Mediolanie i... zakochałam się w tym miejscu. Teraz jest też w Londynie. Jeżeli macie ochotę na niezwykle pyszne focaccie z dodatkami pieczone w piecu węglowym, pizze, sałatki z sezonowych warzyw, doskonałe ciasta,  makarony z rewelacyjnymi sosami i pyszną włoską kawę, to koniecznie odwiedźcie to miejsce. Idealne na śniadanie, lunch, obiad albo na kupienie składników na piknik. Wieczorem serwowane jest aperitivo, czyli kupujemy kieliszek wina (piwa, aperol spritza...) i jemy dania z bufetu.
W tym miejscu język włoski słychać na około. 
Naprawdę dużo bym teraz dała, żeby znowu zjeść kawałek focacci z pieczonymi warzywami, spoglądając przez okno na londyńską ulicę.









FORTNUM & MASON

Fortnum & Mason to luksusowy sklep (założony w 1707 roku) oferujący produkty spożywcze sprzedawane pod własną marką, trochę produktów związanych z nakryciem stołu i słynne kosze piknikowe. Na miejscu można zjeść klasyczny angielski podwieczorek składający się z herbaty, kanapek i ciastek (około 50 funtów od osoby) lub zjeść coś w restauracji lub barze winnym. To co naprawdę warto kupić w tym sklepie to herbaty. Sprzedawane są w torebkach (4.50 funta) i sypkie w puszkach (od około 10 funtów) i na wagę (od 2.50 funta za 50 gramów). Te sprzedawane na wagę mają naprawdę atrakcyjną cenę. 
To herbaty wysokiej jakości. 

Godne polecenia są zarówno klasyczne herbaty czarne (cejlońska, darjeeling, assam, yunnan, lapsang souchong...), zielone (sencha, matcha, gunpowder, z dodatkiem jaśminu, kwiatu bzu czarnego...), mieszanki (earl grey, countess grey, chai tea, smoky earl grey - wędzony earl grey, angielska, irlandzka śniadaniowa, fortmason...  ), białe, oolong. Jeżeli macie ochotę kupić dobrą, angielską herbatę w puszce w eleganckim sklepie, to zdecydowanie wybierzcie Fortnum & Mason, a nie Harrodsa. 
Na dachu Fortnum & Mason znajdują się cztery ule. Miód stamtąd pozyskiwany jest od 2008 roku. I to też jest dla mnie wielki atut. W końcu propagowanie miejskiego pszczelarstwa jest mi bardzo bliskie.



FABRIQUE

Fabrique odkryłam parę lat temu w czasie pierwszej wizyty w Sztokholmie. Wpadałałam tam rano po świeży chleb i kardamonową bułeczkę na śniadanie albo po kanapkę na podróż promem na szkiery. Mam sentyment do zapachu świeżego chleba i kawy, który rozchodzi się w tych piekarniach. W Londynie jest tak samo. Te same chleby, te same bułeczki cynamonowe i kardamonowe, ten sam zapach. Możecie kupić tam doskonałe pszenne chleby na zakwasie z różnymi dodatkami (orzechami, oliwkami, żurawinami, figami, morelami), chleby żytnie (w tym słynny duński idealny do smørrebrød) i dużo skandynawskich bułeczek (kardamonowe, cynamonowe, szafranowe) i doskonałe kanapki. To dobre miejsce dla miłośników skandynawskich smaków, którzy chcą zjeść coś dobrego na miejscu albo zrobić zakupy na śniadanie lub kolację. To też idealne miejsce, żeby zaopatrzeć się w wiktuały na piknik albo na podróż.
Fabrique znajdziecie w Londynie w czterech lokalizacjach. 








6 komentarzy:

  1. Wow! Ale kompendium wiedzy. Dziękuję! Za to i część I. Może jak kiedyś jeszcze będę w Londynie- skorzystam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się przyda. W takim razie życzę szybkiej podróży do Londynu

      Usuń
  2. Jeśli kiedykolwiek pojadę do Londynu na pewno wybrałabym się do Ottolenghi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się. Tamtejsza kuchnia za każdym razem zachwyca i zaskakuje. To życzę wyprawy do Londynu.

      Usuń
  3. Dziekuje po raz drugi! Juz martwie sie jak ja to wszystko zmieszcze w czsiei przestrzeni:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że te wiadomości przydadzą Ci się i będziesz zadowolona. A czas rozciągnie się do Twoich potrzeb ;-)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails