środa, 31 stycznia 2018

Fińska zimowa tarta z ziemniakami i chrzanem.


O fińskiej kawiarni Nordic Bakery pisałam na blogu trzy lata temu (możecie przeczytać o niej TUTAJ). Od tego czasu byłam tam jeszcze dwa razy, bo przyjeżdżając do Londynu zawsze tam muszę iść.
 Lubię ich kawę podawaną w kubkach fińskiej firmy Iittala, lubię ich cynamonowe, intensywne w smaku bułeczki (przepis na nie znajdziecie TUTAJ) i lubię tamtejszą atmosferę. Lubię tamtejszy szum rozmów, czytanie gazet przy kawie, obserwację ludzi, dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi, zapach, który tam się unosi i niezwykły niebieski kolor na ścianach. 
Tam zwalniam, nigdzie nie pędzę, cieszę się kształtem i kolorem kubka, pozwalam swobodnie płynąć myślom i cieszę się chwilą.

 Za dwa tygodnie znowu lecę do Londynu i szukając hotelu kierowałam się bliskością Nordic Bakery, żeby móc chodzić tam na śniadania. Od paru miesięcy przeżywam fiński okres w mojej kuchni, więc czy może być lepsze miejsce na poranną kawę?

Do książki kucharskiej z Nordic Bakery wracam często, ale przeważnie testuję ich słodkie wypieki. Teraz zrobiłam wytrawną tartę, bo patrząc na jej skład, wręcz trzeba upiec ją zimą.
Ma w sobie ziemniaki, marchew, bekon, kwaśną śmietanę i chrzan. Bekon można zastąpić wędzonym łososiem, bo pozostałe składniki idealnie będą komponować się z wędzoną rybą.

Nietypowe w tej tarcie jest kruche ciasto. Ma w sobie kwaśną śmietanę i dużą ilość masła (tak dużą, że początkowo myślałam, że jest to błąd  w druku), ale tak właśnie ma być. Dzięki temu ciasto jest niesamowicie kruche i delikatne. 

Zapraszam w takim razie na zimową fińską tartę w ostatni styczniowy dzień.


Fińska zimowa tarta z ziemniakami i chrzanem

ciasto
200 g masła (miękkiego, w temperaturze pokojowej)
50 ml kwaśniej, gęstej śmietany (używam 22 % Szefa Kuchni)
150 g mąki pszennej tortowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/8 łyżeczki soli

nadzienie
500 g małych ziemniaków (nie rozpadających się po ugotowaniu -odmiany sałatkowej)
1-2 łyżki oleju
120 g wędzonego boczku lub wędzonego łososia
100 g startej marchewki lub drobno posiekanego selera naciowego
100 ml kwaśniej, gęstej śmietany (używam 22 % Szefa Kuchni)
2 łyżki tartego chrzanu (może być ze słoiczka)
3-4 łyżki posiekanej natki (jeżeli używacie łososia, wtedy kopru)

Wyłożyć papierem do pieczenia formę do tart o średnicy 26 cm.

Przygotować kruche ciasto.
Zmiksować masło ze śmietaną. W drugiej misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia i solą. Dodać całość i miksować krótko do połączenia składników. Z ciasta uformować kulę, zawinąć ją w folię spożywczą, spłaszczyć lekko, żeby otrzymać dysk (ułatwi to wałkowanie) i wstawić do lodówki na 2 godziny (można na całą noc).

Przyrządzić nadzienie.
Ziemniaki ugotować prawie do miękkości (powinny być minimalnie twardsze, niż takie gotowe do jedzenia), odcedzić, wystudzić i pokroić w 1 cm plastry. 
Na patelni rozgrzać olej, dodać pokrojony w kostkę lub paski boczek i podsmażać mieszając do lekkiego zrumienienia. Przełożyć do wystudzenia do  miseczki, pozostawiając tłuszcz na patelni. Na patelnię wyłożyć marchewkę lub seler i podsmażać 2-3 minuty. Dodać do boczku i pozostawić do wystudzenia.

W małej miseczce wymieszać chrzan ze śmietaną. 
Nagrzać piekarnik do 200 stopni C.

Ciasto wyjąć z lodówki i pozostawić na kilka minut do lekkiego ogrzania (ciasto nie powinno ogrzać się do temperatury pokojowej, bo będzie trudno je wałkować). 
Przełożyć je na podsypany mąką blat i rozwałkować do wielkości formy na tartę. Można je też wałkować bezpośrednio na papierze do pieczenia. Ciasto docisnąć do brzegów formy i obciąć wystające ponad rant końcówki. Na cieście ułożyć plastry ziemniaków. Na nich ułożyć boczek z marchewką lub selerem lub kawałki łososia i marchewkę. Posypać pietruszką (lub koprem jeżeli używacie ryby) i rozsmarować na wierzchu śmietanę z chrzanem.

Formę z tartą wstawić do piekarnika i piec 20 -25 minut. Brzegi ciasta powinny być złociste.

Tartę podawać ciepłą lub wystudzoną.


Przepis Miisa Mink z książki "Nordic Bakery cookbook"

piątek, 26 stycznia 2018

Zimowe przemyślenia i ciasto bananowe z warstwą z serka philadelphia i orzechów


Zimowa pora sprzyja przemyśleniom. Nadpływają myśli, wspomnienia i refleksje. Lubię się zatrzymać na chwilę, wrócić do dawnych czasów i uświadomić się w przekonaniu, że nie żałuję swoich decyzji, a wręcz odwrotnie bardzo się z nich cieszę.

Dużo ostatnio myślę o moich dzieciach. Obserwuję ich decyzje, sukcesy, porażki, wybory... i jestem dumna z moich dzieciaków.
Po ich urodzeniu mogłam poświęcić im czas (chociaż nie nazwałabym tego poświęceniem) i w pełni zaangażować się w ich naukę świata. To był mój świadomy wybór, z którego bardzo się cieszę, jak i z tego,  że miałam taką możliwość. Dokonać wyboru. 

Gdzieś tam po drodze, kiedy dzieci zaczynały okres przedszkolny, ja zaczynałam okres studencki. Dwoje dzieci, trzy kierunki studiów... ogólny bilans nie jest zły ;-)

Wychowanie dzieci, pokazywanie im świata, rozwijanie ich zainteresowań, nauka dokonywania wyborów i pomoc w rozwijaniu skrzydeł... to były dla mnie  cudowne doświadczenia. Uczyłam dzieci świata i życia, ale i bardzo dużo uczyłam się przy nich i od nich. To był czas wielkiego rozwoju mojego i dzieciaków. 

Dużo wiemy i możemy to przekazywać dzieciom, ale ile możemy się nauczyć, ucząc ich! Nie jeden raz dzieci zadawały mi pytania o rzeczy, których nie znałam. Szukając odpowiedzi zgłębiałam masę dziedzin i poznawałam niesamowitych ludzi, którzy dzielili się ze mną swoją wiedzą.

Dzieci to dla mnie też ogromny bodziec do rozwoju i odkrywania nowych ścieżek. Dzięki synowi ponad siedem lat temu założyłam bloga i... jestem mu za to bardzo wdzięczna, bo cały czas sprawia mi to przyjemność. 

A teraz, kiedy moje dzieciaki zaczynają wchodzić we własne życie, dorośleją i usamodzielniają się, dokonują samodzielnych wyborów i coraz szerzej rozwijają skrzydła, cały czas się czegoś uczymy. One ode mnie, a ja od nich. I to jest wspaniałe. 

Mam szczęście, że mam takie fajne dzieci.

Koniec sentymentalnych wynurzeń, czas na coś słodkiego. 

Dzisiaj mam dla Was przepis na ciasto bananowe z warstwą z serka philadelphia i orzechów. Taka warstwa serkowa jest bardziej znana z ciasta marchewkowego, ale z bananowym komponuje się wspaniale. Ta masa serkowa jest tak dobra, że wszyscy najchętniej wyjedliby ją łyżeczką. 

Pięknego weekendu Wam życzę i cieszmy się każdą wspólną chwilą.


Ciasto bananowe
vores banankage

ciasto
3 dobrze dojrzałe banany (średniej wielkości)
1 łyżeczka soku z cytryny
125 g miękkiego masła (w temperaturze pokojowej)
300 g drobnego cukru
3 jajka (w temperaturze pokojowej)
200 g mąki pszennej tortowej
50 g mąki kukurydzianej
1/2 łyżeczki soli
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii
250 g greckiego jogurtu lub naturalnego jogurtu (w temperaturze pokojowej)

wierzch
125 g miękkiego masła (w temperaturze pokojowej)
125 g serka śmietankowego philadelphia - w temperaturze pokojowej (dobrze zastępuje go serek "Twój smak" z mleczarni Piątnica)
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii lub rdzeń z laski wanilii
sok wyciśnięty z 1/2 limonki
300 g cukru pudru
posiekane pekany (można zastąpić orzechami włoskimi)

Wyłożyć papierem do pieczenia tortownicę o średnicy 23 cm.
Nagrzać piekarnik do 180 stopni C.

Zmiksować w blenderze banany z sokiem z cytryny na gładką masę.

W misce zmiksować masło z cukrem i wanilią na puszystą masę. Cały czas miksując dodawać po jednym jajku. Następne jajko dodawać, kiedy poprzednie połączy się z masą. 
W drugiej misce wymieszać mąkę pszenną, mąkę kukurydzianą, sól i proszek do pieczenia. Dodać całość do masy maślanej i delikatnie i niezbyt długo wymieszać całość. Dodać zmiksowane banany i ponownie wymieszać. Na koniec dodać jogurt. I znowu wymieszać.

Ciasto wyłożyć do formy i wstawić do piekarnika. Piec 50-55 minut. Sprawdzić przed wyjęciem stan upieczenia patyczkiem.
Długość pieczenia zależy od wielkości użytych do ciasta bananów.

Ciasto wyjąć z piekarnika i postawić na kratce do wystudzenia. 

Przygotować masę serkową. Zmiksować miękkie masło z serkiem, wanilią, sokiem z limonki i cukrem pudrem na gładką masę. 

Całkowicie wystudzone ciasto przełożyć na talerz i posmarować je masą serkową.
Wierzch posypać posiekanymi orzechami.


Przepis  Brontë Aurell z książki "Scandikitchen Fika & Hygge"

środa, 24 stycznia 2018

Smaki Finlandii. Lohikeitto - zupa z łososiem i chleb z dodatkiem ziemniaków


Wiosną zeszłego roku spędziłam miesiąc z Finem i Łotyszką. To był wspaniały czas pełen rozmów na różne tematy. Oczywiście rozmawialiśmy też o naszych narodowych kuchniach, ulubionych potrawach i kulinarnych tradycjach świątecznych w naszych krajach. Jedzenie to zawsze wspaniały temat, łączący ludzi niezależnie skąd pochodzą.

 Pod koniec pobytu postanowiliśmy wspólnie coś ugotować. Polską przystawkę, fińskie danie główne i łotewski deser. Fin ugotował Lohikeitto - bardzo popularną w Finlandii zupę z łososiem. Kilka składników, mało pracy i czasu poświęconego na gotowanie i w efekcie cudowna zupa, która może stanowić całe danie obiadowe. 

Ta zupa jest najlepszym dowodem na to, że często siła tkwi w prostocie. Proste składniki, które można bez problemu kupić w sklepie zmieniają się w pyszną zupę, która może stanowić sama w sobie cały obiad.

Lohikeitto  jest bardzo popularne w Finlandii i oczywiście są jej różne wersje. Z porem lub cebulą, ze śmietaną lub mlekiem. Ja mam dla Was przepis na ulubioną przeze mnie wersję z porem i śmietaną. W poniższym przepisie, pokrojonego w kostkę łososia, dodajemy do gotującej się zupy, garnek przykrywamy pokrywką, zdejmujemy go z ognia i odstawiamy na 5 minut. W tym czasie łosoś dojdzie w gorącej zupie i będzie cudownie soczysty. Można oczywiście zrobić to typowo i gotować rybę w zupie 3-4 minuty. Ważne jest, żeby nie gotować go zbyt długo, bo będzie suchy.

Zupę podaję (jak prawdziwa fińska gospodyni ;-)) z chlebem.  Oczywiście fińskim :-) 
Ten, który robię jest bardzo prosty do wykonania, ma wilgotny miąższ (dzięki dodatkowi ziemniaków) i lekko słodkawy smak. Idealnie nadaje się do kanapek.
Chleb upiekłam w prostokątnej formie, więc jest niski, ale równie dobrze można go upiec w keksówce wydłużając czas pieczenia.

Zapraszam Was na fiński obiad zimową porą.





Lohikeitto 
fińska zupa z łososiem

60 g masła
1 średniej wielkości por (tylko biała i jasno zielona część) pokrojony w 1 cm plastry
1 średniej wielkości marchew (pokrojona w 1/2 cm plastry)
500 g ziemniaków (odmiany nierozpadającej się w trakcie gotowania - użyłam żółtych lordów) obranych i pokrojonych 1 -11/2 cm kostkę
1 litr wody (można użyć bulionu rybnego)
2 liście laurowe
3 kulki ziela angielskiego
500 g filetu z łososia (bez skóry) pokrojonego w 2 cm kostkę
250 ml słodkiej śmietanki kremówki 30 %
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku
pół pęczka kopru

Masło rozpuścić w garnku o grubym dnie. Dodać pora i smażyć go 2-3 minuty mieszając. Nie doprowadzać do zrumienienia pora.
Dodać marchew i ziemniaki i podsmażać je 2 minuty mieszając. Całość zalać wodą, dodać sól, ziele angielskie i liść laurowy i gotować calość do miękkości warzyw. 
Posiekać koper.
Dolać śmietankę i doprowadzić całość do zagotowania. 
Dodać kostki łososia i połowę koperku. Delikatnie wymieszać, przykryć garnek pokrywką i zdjąć z ognia. 
Odstawić na 5 - 6 minut.
Doprawić zupę pieprzem i ewentualnie jeszcze solą. 
Podawać od razu posypaną resztą kopru.


Fiński żytni chleb z ziemniakami

250 g ziemniaków (obranych i pokrojonych w 3 cm kawałki)
50 g płatków żytnich
150 g mąki żytniej pełnoziarnistej
13 g świeżych drożdży
250 g mąki pszennej chlebowej
50 ml syropu złocistego - golden syrup (można użyć miodu płynnego)
1/3 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki mielonego kuminu (opcjonalnie)

Ugotować ziemniaki do miękkości. Odlać je zostawiając 250 ml wody w której się gotowały (przelanej do miseczki). Ziemniaki ubić w garnku na gładką masę tłuszkiem do ziemniaków. Dodać odlaną wodę, w której się gotowały. Wymieszać. Dodać płatki żytnie i mąkę żytną. Wymieszać i odstawić przykryte folią lub ściereczką na 3 godziny w temperaturze pokojowej.

Po tym czasie wymieszać w małej miseczce pokruszone drożdże z 25 ml (5 łyżkami) ciepłej wody i 1 łyżką mąki pszennej chlebowej. Odstawić na 5 minut, a następnie dodać do masy ziemniaczanej i wymieszać. Przykryć folią i odstawić na noc w temperaturze pokojowej.

Na drugi dzień przełożyć masę do miski, dodać syrop złocisty, sól, kumin i resztę mąki pszennej chlebowej. Wyrabiać ciasto (końcówki haki) przez 10 minut. a następnie przełożyć do foremki wyłożonej papierem do pieczenia. Ja piekłam chleb w prostokątnej formie o wymiarach 20x30 cm. Wyrównać powierzchnię chleba (można zrobić to zwilżoną wodą dłonią) i przykryć foremkę ściereczką. Odstawić chleb do ponownego wyrastania na 30-40 cm (NIE musi podwajać objętości).
Wstawić chleb do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C i piec około 40 minut. 
Wierzch chleba powinien być rumiany.

Chleb studzić na kratce po delikatnym wyjęciu z formy.

Cleb zachowuje świeżość przez kilka dni.




Przepis na chleb Miisa Mink z książki "Nordic Bakery"

piątek, 19 stycznia 2018

Suksesskake czyli norweskie ciasto migdałowe (bezglutenowe)


Wizytę w sklepie Ikea, często łączymy z wizytą w tamtejszym stoisku z produktami spożywczymi. Jakość gotowego jedzenia podawanego na ciepło, pominę milczeniem, za to w stoisku spożywczym z przyjemnością kupuję różne rzeczy (dżem z moroszki, chlebki i krewetki do Skagen tostów - przepis jest TUTAJ, szwedzką mleczną czekoladę...). Obowiązkowym zakupem, szczególnie dla mojego męża, był mrożony torcik migdałowy.

Słowo był jest tutaj odpowiednie, bo teraz piekę go sama.
Niewiele składników, niewiele pracy, a efekt jest fantastyczny. Ciasto jest w smaku idealne, a możliwość (wręcz konieczność ;-)) przechowywania go w lodówce pozwala się cieszyć jego smakiem przez kilka dni. Ciasto wręcz zyskuje na smaku, po 1-2 dniach pobytu w chłodzie.

Do środkowej warstwy masy dodałam posiekane drobno batoniki Daim. Dzięki nim ciasto zyskało na chrupkości i karmelowym posmaku.




 Suksesskake
norweskie ciasto migdałowe

ciasto
200 g migdałów (w łupinie)
160 g drobnego cukru 
5 białek
szczypta soli

masa 
5 żółtek
100 ml słodkiej śmietanki kremówki 30 %
100 g drobnego cukru 
150 g masła w temperaturze pokojowej

wiórki z mlecznej czekolady
2 (56 g) batoniki Daim (opcjonalnie)


Nagrzać piekarnik do 160 stopni C. 

Wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia 2 okrągłę blaszki (tortownice) o średnicy 20 cm.

Zmielić w malakserze migdały (w skórce). Jeżeli będzie kilka większych kawałków - nic nie szkodzi. Wymieszać w misce migdały z cukrem.

Ubić białka ze szczyptą soli na lekką pianę. Nie ma być tak sztywna jak na bezę. Dodać migdały z cukrem i delikatnie wymieszać całość szpatułką (nie miksować). Przełożyć masę do dwóch foremek i wstawić do nagrzanego piekarnika. 
Piec 35-40 minut. Upieczone ciasto powinno być lekko zrumienione, a patyczek po nakłuciu ciasta powinien być suchy.

Blaty z ciasta wyjąć z form na kratkę i pozostawić do całkowitego wystudzenia.

Przygotować krem.
Do rondelka (najlepiej z grubym dnem) włożyć żółtka, kremówkę i cukier. Podgrzewać na małym ogniu cały czas mieszając. Kiedy pojawią się pierwsze bąbelki, a masa lekko zgęstnieje, od razu zdjąć rondelek z ognia i przelać masę do miski. Mieszać jeszcze chwilę, a następnie przykryć masę kawałkiem folii i pozostawić do całkowitego wystudzenia. 

Jeżeli zanurzymy w masie wypukłą stronę łyżki i przejedziemy palcem po masie i pozostanie ślad, który nie zacznie od razu znikać, to masa jest idealnie ugotowana.

Kiedy masa jest wystudzona do temperatury pokojowej, ubić masło w misce na puszystą masę. Cały czas miksując masło, dodawać po 1 dużej łyżce masy żółtkowej. Następną dodawać, kiedy poprzednia połączy się całkowicie z masłem. 

Na talerz położyć 1 blat migdałowego ciasta. Na nim rozprowadzić 2/3 masy maślanej. Można posypać ją jeszcze 1-2 drobno posiekanymi batonikami Daim.
Przykryć masę drugim blatem ciasta, lekko docisnąć i rozsmarować na wierzchu resztę masy żółtkowej. Ciasto przykryć folią spożywczą i wstawić do lodówki do schłodzenia (najlepiej na całą noc).
Podawać schłodzone.
Przed podaniem wierzch posypać wiórkami z czekolady (zrobionymi przy pomocy obieraczki do warzyw) i/lub posiekanym drobno batonikiem Daim.

Ciasto można przechowywać w lodówce przez kilka dni.


Przepis  Brontë Aurell z książki "Scandikitchen Fika & Hygge"

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Muffiny z jagodami i migdałową kruszonką i parę słów o... mojej zamrażarce.


Po ostatnim przeglądzie mojej zamrażarki zastanawiam się, co w swoich trzymają inni. W moim rodzinnym domu w piwnicy stała duża zamrażarka, przypominająca trochę te sklepowe. To była jedna duża i głęboka komora zamykana od góry. Aby wyciągnąć coś z dna, trzeba było wyciągnąć z niej prawie wszystko, odmrażając sobie przy tym palce ;-)
Moja mama mroziła śliwki (na knedle robione w zimie), truskawki na koktajle i pomidory na zupę. Nie przypominam sobie innych rzeczy.

W mojej są leśne jagody i borówki, trochę żurawin, prawdziwków, parę paczek ciasta francuskiego na maśle (jak zamykali Marks & Spencer kupiłam chyba wszystkie jakie zostały ;-)), domowy bulion w pojemnikach, holenderskie matjasy, truskawki, cienka, zielona fasolka szparagowa z gospodarstwa Majlertów, ze dwie torebki rabarbaru i "tony" masła. Dopadła mnie niestety przypadłość kupowania masła na zapas. Przykładam dużą wagę do jakości masła w mojej kuchni i kiedy widzę na przykład masło fińskie w promocji za 5 zł z hakiem zamiast 11 kupuję 20 kostek. Przy moim zużyciu masła na ciasta i inne rzeczy, to nie jest w cale dużo ;-)

Aby zrobić trochę miejsca i użyć zgromadzone latem owoce (w końcu mrożę je na zimę) wyciągnęłam trochę leśnych jagód i upiekłam muffiny z cynamonową kruszonką. Przepis jest bardzo prosty i dobry i można go wykorzystać do upieczenia muffinek z innymi dodatkami. Ciasto jest wilgotne i aromatyczne, a kruszonka... Kruszonka jest zawsze dobra.

Pamiętajcie tylko, że dodając mrożone owoce, trzeba muffiny piec trochę dłużej niż te z dodatkiem świeżych owoców. Można z tego przepisu upiec jedno duże ciasto.



Muffiny z jagodami i migdałową kruszonką

kruszonka
50 g masła w temperaturze pokojowej
50 g drobnego cukru
50 g mielonych migdałów
50 g mąki pszennej tortowej
szczypta soli
2 szczypty cynamonu

ciasto
320 g mąki pszennej tortowej
1 1/2 łyżki proszku do pieczenia
szczypta soli
150 g rozpuszczonego i wystudzonego masła
170 g drobnego cukru
2 jajka lekko ubite
190 ml mleka
95 g lekko ubitych białek (z około 3  jaj) - to nie ma być sztywna piana
250 g leśnych jagód (mogą być mrożone)

Połączyć w misce dłońmi wszystkie składniki kruszonki. Przełożyć do lodówki do schłodzenia.

Nagrzać piekarnik do 190 stopni C. Formę 12 dołkową do muffinów wyłożyć papilotkami lub wysmarować masłem i wysypać mąką. Można również użyć jednej okrągłej formy o średnicy 18-20 cm.

Do jednej miski przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia i solą.

W drugiej misce zmiksować masło z cukrem i jajkami i mlekiem. Dodać mąkę z proszkiem i solą i lekko ubite białka. Wymieszać wszystko szpatułką do połączenia. Ciasta nie należy mieszać zbyt długo i dokładnie, bo będzie twarde po upieczeniu. Do ciasta dodać połowę jagód i wymieszać. Przełożyć ciasto do formy muffinkowej lub jednej dużej. Wierzch posypać resztą jagód i pokruszoną w dłoniach kruszonką.

Wstawić do piekarnika i piec 20-25 minut (w formie muffinkowej) lub 30-35 minut w 1 dużej formie.






Przepis Christophe Felder z książki "Gâteaux"

piątek, 12 stycznia 2018

Pulla czyli fińska chałka pachnąca kardamonem


Długo nie wytrzymałam bez fińskich wypieków, ale co ja poradzę, że wszystko co zrobię z przepisów z tego północnego kraju, okazuje się pyszne. I całe szczęście, że upiekłam tę chałkę, bo według mojego syna to najlepsza chałka jaka powstała w mojej kuchni (a chałek było sporo). 

Zjadł jedną prawie całą sam! 

Odkąd moja podróż do Finlandii zbliża się coraz większymi krokami (ale i tak muszę poczekać do wiosny), zgłębiam tajniki fińskiej architektury, designu, sztuki, historii i języka. I oczywiście kuchni, bo uważam, że nic tak nie zbliża ludzi jak rozmowy o jedzeniu. Dzięki kuchni można też poznać dobrze kraj, jego kulturę, obyczaje i historię.

Kiedy nadchodzi sobotni poranek, wyciągam moją starą (z 1964 roku) książkę o fińskiej kuchni, lniane fińskie ściereczki, włączam sobie smętną fińską muzykę ;-) albo kurs fińskiego, robię kawę w fińskim kubku i tak zanurzona w tej fińskości testuję kolejny przepis. 
Pełne zanurzenie ;-)

Pulla to rodzaj fińskiej chałki. Ciasto jest delikatne i pachnie kardamonem. Pullę jada się często jako słodki dodatek do kawy, a my najczęściej zjadamy ją na śniadanie. Pasuje raczej (ze względu na dodatek kardamonu) do masła i słodkich dodatków. Świetnie sprawdza się jako opiekane kromki na drugi dzień po upieczeniu i jako baza francuskich tostów.

Pulla idealnie się mrozi. Ja mrożę ją po pokrojeniu na kromki i opiekam wkładając jeszcze zamrożone do tostera.

Na blogu znajdziecie też inny przepis na fińską pullę. Z dodatkiem rodzynek. Przepis jest TUTAJ.



Pulla

1/2 paczki (3,5 g) suszonych drożdży 
1/4 szklanki (62 ml) ciepłej wody
1 szklanka (250 ml) mleka (doprowadzonego do zagotowania i wystudzonego)
1/2 szklanki (115 g) cukru
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
2 jajka (lekko ubite)
4 szklanki + 3 łyżki (630 g) mąki pszennej typu 550
1/4 szklanki (55 g) masła (stopionego i wystudzonego do letniej temperatury)

wierzch
1 roztrzepane jajko
cukier perlisty
płatki migdałów

Wymieszać w misce drożdże z ciepłą wodą. Odstawić na 5 minut. Dodać mleko, cukier, sól, kardamon, jajka i 1 szklankę mąki. Zmiksować do połączenia. Dodać 2 szklanki mąki i ponownie miksować (końcówki haki) do uzyskania gładkiego ciasta. Dodać stopione masło i ponownie zmiksować do połączenia. Dodać resztę mąki i miksować ciasto przez około 5-6 minut na średnich obrotach.

Przełożyć ciasto do drugiej miski, nasmarowanej wcześniej olejem o neutralnym smaku, przykryć folią spożywczą lub ściereczką i odstawić do wyrastania na około 1 godzinę. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. 
Wyrośnięte ciasto wygniatać przez chwilę ręką w misce, żeby je odgazować i ponownie przykryć i odstawić do wyrastania, ale teraz na 1/2 godziny.

Wyrośnięte drugi raz ciasto wyjąć na podsypany mąką blat i podzielić na 2 części. Każdą część podzielić na 3. Uformować z nich wałki o długości około 40 cm i spleść chałkę z 3 wałków jak warkocz. Końcówki podwinąć pod spód. Tak samo postąpić  z drugą częścią ciasta. Chałki przełożyć na 2 blachy wyłożone papierem do pieczenia. Delikatnie przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na 20 minut. Chałki powinny stać się puszyste i trochę urosnąć, ale nie mają podwajać swojej objętośći.

Nagrzać piekarnik do 200 stopni C. 
Chałki posmarować rozbełtanym jajkiem i posypać cukrem perlistym i płatkami migdałów. Piec około 20-25 minut. Chałki powinny być zrumienione, ale nieprzepieczone, bo staną się suche.

Stan upieczenia można sprawdzić patyczkiem.







 Przepis Beatrice A. Ojakangas z książki "The Finnish cookbook"

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Szybkie i proste rillette czyli do czego wykorzystałam puszkę sardynek


Mam słabość do puszek sardynek. Lubię szczególnie te w staroświeckim stylu. Owinięte w papier albo tylko metalowe. W niektórych sklepach znajduję półki z dziesiątkami sardynkowych puszek i mogłabym spędzić tam naprawdę wiele czasu na ich oglądaniu. Lubię znajdujące się na nich opisy, fonty, rysunki latarni morskich, rybek, rybaków, ten różny styl opakowań w zależności czy są to puszki francuskie, portugalskie, włoskie...

Mam nadzieję, że gdzieś jest muzeum sardynkowych puszek i kiedyś do niego trafię ;-)

Przyznaję się. Kupuję sardynki ze względu na opakowania. Potem okazuje się, że mam w kuchni kilkanaście puszek i coś trzeba z nimi zrobić. I wtedy przeglądam przepisy, szukam inspiracji i otwieram puszkę z mojej kolekcji, żeby zrobić coś prostego i pysznego tak jak dzisiejsze rillette.

Inny przepis na wykorzystanie sardynek i inne moje sardynkowe wynurzenia znajdziecie pod TYM linkiem.


Rillette z sardynek
rillettes de sardines

1 puszka sardynek w oleju (około 80 g po odsączeniu rybek)
120 g miękkiego masła
2 łyżki posiekanej natki
1 1/2 łyżki posiekanego szczypiorku
50 g drobno posiekanej szalotki
40 g (2 łyżki) musztardy z Dijon
280 g świeżego serka śmietankowego (użyłam serka President)
sok wyciśnięty z 1/4 cytryny
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku

Odsączone rybki włożyć do miski. Jeżeli rybki mają twardy kręgosłup, to trzeba go wyjąć. Do sardynek dołożyć masło, szczypiorek i natkę i wymieszać całość widelcem. Dodać serek, szalotkę, sok z cytryny i musztardę. Ponownie wszystko wymieszać do uzyskania gładkiej konsystencji.
Doprawić rillette do smaku solą i pieprzem. Ponownie wymieszać. Włożyć pastę do lodówki na minimum 1 godzinę.

Podawać z chlebem żytnim lub chlebem na zakwasie.


sobota, 6 stycznia 2018

Prażone orzechy laskowe, palone masło... ciasto idealne na zimę.


Styczeń kojarzy mi się ze śniegiem i siarczystymi mrozami, a na razie ciągle jeżdżę na rowerze, a u sąsiadów zakwitły przebiśniegi.

Myślę, że te mrozy w końcu przyjdą i śnieg też posypie, a ja wtedy będę tęsknie marzyć o wiośnie. W sumie taka wiosenna zima w mieście bardzo mi odpowiada. Co innego w górach albo nad morzem. Tam lubię śnieg i mróz, ale tylko wtedy, kiedy towarzyszy im słońce.

Mimo tej wiosennej aury, żyję w "trybie zimowym". Robię kolejne wełniane koce na drutach (nic innego nie umiem ;-)), parzę korzenne herbaty, czytam dużo książek, gotuję zupy z pieczonych warzyw, piekę ciasta i... sprawdzam pogodę w Finlandii.

Dzisiaj mam dla Was przepis na bardzo orzechowe ciasto z dodatkiem palonego solonego masła i prażonych orzechów laskowych. Prażenie wydobywa z orzechów niesamowity aromat i smak i jak dla mnie takie orzechy mogłyby rosnąć na drzewach. Jako dziecko, wyjadałam z czekolady orzechy, bo smak takich prażonych był wręcz uzalezniający. Teraz prażę je sama i mogę je mieć, kiedy chcę:-)
 Na dobrze zaopatrzonych stoiskach z bakaliami można już kupić takie orzechy gotowe. To bardzo dobra alternatywa, która znacznie skraca czas robienia ciasta. Warto jednak spróbować takiego orzecha przed kupnem, bo bywają zjełczałe.

Dzisiejsze ciasto jest zrobione na białkach, co dla mnie też jest jego dużą zaletą, bo w domu zawsze mam dużo białek.
Palone masło, które jest zresztą moją wielką miłością, też pachnie orzechami, więc wyobraźcie sobie jak to ciasto smakuje.



Ciasto z prażonych orzechów laskowych

moelleux aux noisettes

160 g solonego masła
160 g cukru pudru
225 g orzechów laskowych (można użyć już gotowych obranych i uprażonych)
6 białek
100 g mąki pszennej tortowej

wierzch 
150 g orzechów laskowych (można użyć już gotowych obranych i uprażonych)
cukier puder

Uprażyć orzechy.
Orzechy wysypać na dużą blachę. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C na około 10 minut. W trakcie pieczenia przemieszać raz, dwa razy, żeby równomiernie się przypiekły. 
Wyjąć orzechy z piekarnika i lekko przestudzić.  Następnie złuszczyć brązową skórkę z orzechów pocierając je w dłoniach lub w ściereczce. 

Formę prostokątną 20x30 cm wyłożyć papierem do pieczenia.
Nagrzać piekarnik do 180 stopni C.

Przygotować ciasto.
225 g orzechów zmiksować na mąkę.
Masło włożyć do rondelka i podgrzewać, aż się zrumieni, nabierze bursztynowego koloru i zacznie pachnieć orzechami. Przecedzić masło do miski (dzięki temu przypalone cząstki z dna rondelka nie dostaną się do ciasta).
Dodać cukier puder i wymieszać. Dodać zmielone orzechy i ponownie wymieszać. Dodać mąkę i zmiksować na gładką masę.

Białka ubić na pianę.
Do ciasta dodać około 1/3 ilości piany i wymieszać szpatułką (nie miksować), żeby rozrzedzić ciasto. Dodać resztę piany i delikatnie wymieszać do połączenia.
Ciasto wylać do formy, posypać lekko pokruszonymi (grubo posiekanymi) prażonymi orzechami (150 g).

Formę z ciastem wstawić do piekarnika i piec około 20 minut.
Pozostawić do wystudzenia.
Wierzch posypać cukrem pudrem.



Przepis Saveur 10/11/2017

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Szczęśliwego Nowego 2018 roku. Profiterolki z kandyzowanym imbirem i kilka słów o szampanie



2017 rok był dla mnie bardzo szampański. I nie chodzi mi o balowanie do świtu i całonocne imprezy ;-), ale tak dosłownie o szampana. Do tej pory pijaliśmy go kilka razy do roku. Trochę wiedzy o domach szampańskich i o produkcji tego trunku miałam wcześniej, ale dopiero dłuższy, jesienny pobyt w Szampanii wzbogacił mnie na tyle, że sama czuję, że coś już wiem ;-)

Jeżdżenie po winnicach, rozmowy z właścicielami i znawcami tego trunku, ale także z synem, który pracował w tym roku przy produkcji szampana w małej, rodzinnej wytwórni Francart, wzbogaciły bardzo moją dotychczasową wiedzę.

Dla zainteresowanych napisałam poniżej trochę o szampanie, jego produkcji i rodzajach, a jeszcze niżej znajdziecie przepis na francuskie profiterolki czyli małe ptysie. Te są nadziewane kremem z bitej śmietany, skórki z pomarańczy i imbiru i oblane białą czekoladą i obsypane kawałeczkami kandyzowanego imbiru. Dla  mnie te profiterolki są idealnym zimowym deserem. Dobrym do popołudniowej herbaty lub kawy, na spotkanie ze znajomymi lub na karnawałową imprezę.

To taki lekko staroświecki deser ze współczesnym twistem.

Słodki, ale też lekko pikantny, świeży i orzeźwiający. 

Polewa zrobiona jest z pralinek Lindor firmy Lind. Bardzo spodobał mi się ten pomysł z użyciem pralin. Bez dodawania czegokolwiek otrzymujemy idealną polewę. Wierzchnia czekolada miesza się z miękkim nadzieniem i tworzy doskonałą polewę. Użyłam białych pralin, które kupuję na wagę. Jeżeli nie macie ochoty lub ciężko Wam dostać białe praliny, użyjcie rozpuszczonej na parze białej czekolady wymiesanej z 3 łyżkami podgrzanej kremówki.

A teraz zapraszam Was do przeczytania krótkiej szampańskiej historii.



Szampan to wino musujące produkowane we francuskim regionie Szampanii (najbardziej wysuniętym na północ regionie winiarskim). Ta północna lokalizacja ma wpływ na smak wytwarzanych tam win. Charakterystyczny smak (kwasowość) szampan zawdzięcza  tamtejszym winogronom. Może być on produkowany z trzech odmian Pinot Noir, Pinot Meunier i Chardonnay. 

Wytwarza się trzy rodzaje szampana: 
nierocznikowy (wielorocznikowy) - z mieszanki dwóch lub więcej roczników, w tym 60-80% to rocznik bieżący
rocznikowy - całe wino pochodzi z jednego rocznika
 cuvée de prestige - to szampan rocznikowy przeznaczony do długiego starzenia

Biały w kolorze szampan jest najpopularniejszy. Może być robiony zarówno z winogron białych odmian jak i ciemnych. Szampan blanc de blancs (biały z białych) produkowany jest wyłącznie z odmian chardonnay, blanc de noirs (biały z czarnych) powstaje z ciemnych odmian pinot noir i pinot meunier. Większość produkowanych szampanów powstaje z mieszanki tych trzech odmian. Natomiast szampan różowy (rosé) wytwarza się mieszając wino białe z czerwonym lub  z soku ciemnych winogron (który jest biały)  macerując w nim skórki przez jakiś czas.

Najpopularniejszy szampan, to szampan brut - wytrawny. Inne, już rzadziej wytwarzane to extra-sec/extra-dry – półwytrawne, sec/dry – półsłodkie, demi-sec – półsłodkie, doux – słodkie. Od niedawna powstała też nowa kategoria brut naturebrut sauvagebrut zéro - całkowicie bez dodatku cukru

Szampany brut i extra sec najlepiej podawać jako aperitif lub dodatek do posiłku, a sec i demi sec do deserów.

Jak produkuje się szampana?
Winogrona muszą być zbierane ręcznie i tłoczone są maksymalnie dwa razy.

Po pierwszej fermentacji, która trwa 2-3 tygodnie, uzyskuje się wino niemusujące, które poddawane jest kupażowaniu. Następnie dodawana jest mieszanka cukru i drożdży (liqueur de tirage), która inicjuje drugą fermentację. Wino ze stalowych kadzi (drewnianych u nielicznych producentów) przelewane jest do butelek i zamykane tymczasowym korkiem. Efektem drugiej fermentacji jest dwutlenek węgla (czyli te pożądane bąbelki) i powstanie osadu z martwych drożdży. Osad, a dokładnie czas jaki spędzi z nim wino ma wpływ na późniejszą jakość szampana. Minimalnie jest to 15 miesięcy, a przeważnie 3 lata. A jak pozbyć się osadu, nie pozwalając ulotnić się bąbelkom? Przez 6-8 tygodni butelki leżą na specjalnych regałach i są codziennie obracane (przez pracowników lub maszynowo) i jednocześnie przechylane ku dołowi. Po tym czasie butelki stoją już pionowo, a cały osad zgromadzony jest w szyjce. 

Następnie szyjka zostaje umieszczona w roztworze solanki o temperaturze - 18 stopni C (dzięki czemu osad zamarza i tworzy czop lodowy), usuwany jest korek tymczasowy i pod wpływem ciśnienia znajdującego się w butelce zamarznięty osad zostaje wypchnięty. 
Po usunięciu osadu w celu uzupełnienia zawartości w butelce i nadaniu poziomu słodyczy (szampan wytrawny czy słodki) dodawana jest mieszanka wina i cukru i szampan jest zamykany korkiem właściwym. 

Butelki do szampana różnią się od tych do wina. Wykonane są z grubego szkła, które musi wytrzymać wysokie ciśnienie panujące wewnątrz. A ciśnienie wynosi około 6 barów. Dla porównania w oponie samochodowej są to 2-3 bary!
Obecnie najchętniej pite są szampany wytrawne, ale kiedyś tak nie było. Do roku 1850 produkowano wyłącznie słodkie.

Duży wkład w opracowanie metody produkcji szampana miał mnich dom Pierre Pérignon (1638-1715) z opactwa benedyktyńskiego w Hautvillers. Zaczął on stosować dobór odmian winogron, wprowadził używanie przywiązywanego korka do zamykania i butelki z grubego szkła

Szampan to wino, którego nie kupujemy do długiego przechowywania. Najlepiej wypić go w ciągu 2-3 lat od zakupu. Nie dotyczy to szampana rocznikowego i cuvée de prestige, krórego można przechowywać do 10-15 lat.

Co jest jeszcze ważne? Szampana podajemy schłodzonego do temperatury 6-8 stopni w odpowiednich kieliszkach typu flet lub tulipan i otwieramy go bez wstrząsania, czyli tak, żeby nie wypływał po otwarciu (oczywiście nie dotyczy to zwycięzców Tour de France i Formuły 1 ;-)). 


Kochani,

życzę Wam spełnienia marzeń i planów w Nowym Roku. Radosnych i szczęśliwych i inspirujących chwil.




Profiterolki pomarańczowo imbirowe  z białą czekoladą 

ciasto ptysiowe
100 masła
150 g mąki pszennej tortowej
1 łyżeczka drobnego cukru
1/2 łyżeczki soli
4 duże jajka (lekko ubite)

nadzienie
450 ml śmietanki kremówki
kawałek (wielkości kciuka) świeżego imbiru - obranego i drobno startego
skórka drobno starta z jednej średniej pomarańczy
3 łyżki cukru pudru

wierzch
200 g białych pralin Lindor firmy Lindt (można użyć białej czekolady wymieszanej po rozpuszczeniu z 3 łyżkami podgrzanej kremówki)
50 g kandyzowanego imbiru - posiekanego na malutkie kawałeczki

1 lekko ubite jajko do posmarowania profiterolek

Przyrządzić ciasto ptysiowe.
Do rondla włożyć masło, wlać 150 ml i podgrzewać na średnim ogniu do rozpuszczenia masła.
Zwiększyć ogień i doprowadzić całość do zagotowania. W międzyczasie wymieszać w miseczce mąkę, cukier i sól. Dodać całość na jeden raz do gotującej się wody z masłem. Mieszać energicznie drewanianą łyżką, aż masa zacznie odklejać się od ścianek i zacznie tworzyć kulę. Na dnie i ściankach garnka powinna pozostać cieniutka biała warstewka.

Przełożyć ciasto do miski, lekko je rozgnieść łyżką (szybciej wystygnie) i wystudzić je do temperatury pokojowej.

Nagrzać piekarnik do 220 stopni C. Dwie duże płaskie blachy wyłożyć papierem do pieczenia.

Zacząć miksować wystudzone ciasto. Cały czas miksując dodawać po trochu rozbełtane jajka. Kiedy ciasto będzie idealnie gładkie przełożyć je do rękawa cukierniczego z końcówką okrągłą lub gwiaździstą o średnicy 1 cm i uformować na jednej blasze 18 małych ptysiów, zachowując pomiędzy nimi 3 cm odstępy. Na drugiej blasze również wycisnąć tak samo 18 ptysiów.
Ciasto można również nakładać łyżką na blachę.

Posmarować delikatnie wierzch ciasta rozbełtanym białkiem (wygładzając czubek na wierzchu).
Wstawić blachę z ptysiami do piekarnika i piec około 20 minut. Po tym czasie patyczkiem do szaszłyków lub wykałaczką zrobić dziurkę w każdym ptysiu (w dnie) i wstawić do piekarnika na 2-3 minuty. Pozwoli to ulecieć nadmiarowi pary i ptysie będą chrupiące.

Przełożyć ptysie na kratkę do wystudzenia.

Przyrządzić nadzienie.
Do miski wlać kremówkę, dodąć startą skórkę z pomarańczy, imbir i cukier i zmiksować całość na lekką puszystą masę. Przy wyjmowaniu trzepaczek miksera z masy powinny zostać na jej powierzchni wyraźne górki.

Bitą śmietanę przełożyć do worka cukierniczego z końcówką do nadziewania i wypełnić masą wnętrze ptysiów. Można również przekroić każdego ptysia na pół i napełnić go śmietaną przy pomocy łyżeczki. 

Rozpuścić w misce na parze przekrojone na pół praliny. Zdjąć miseczkę z garnka i wymieszać całość. Pozostawić do częściowego wystudzenia i do chwili, kiedy masa zacznie gęstnieć.
Wziąć każdą profiterolkę w dłoń i zanurzyć jej wierzch w rozpuszczonej pralinie. Przełożyć na kratkę, żeby nadmiar czekolady mógł spłynąć. Postąpić tak samo z pozostałymi profiterolkami, a następnie powtórzyć czynność do zużycia całej masy. Stygnącą na profiterolkach masę posypać posiekanym, kandyzowanym imbirem.
Pozostawić do całkowitego zastygnięcia polewy.

Ptysie można upiec 24 godziny wcześniej. Jeżeli zmiękną nadmiernie, wystarczy wstawić je do piekarnika na 2-3 minuty i znowy staną się chrupiące.






LinkWithin

Related Posts with Thumbnails