wtorek, 9 października 2018

Gravad lax (gravadlax, gravlax) czyli marynowany łosoś w skandynawskim stylu.


Mam wrażenie, że wystarczy pokonać Bałtyk, żeby móc zjeść na kazdym kroku kromkę razowego chleba z gravadlaxem (gravlaxem) czyli marynowanym łososiem w soli, cukrze,pieprzu i koprze. 

Wcześniej myślałam, że to danie króluje oprócz Szwecji też w Danii (gravad laks) i Norwegii (gravlaks), ale dowiedziałam się, że popularne jest też w Estonii (graavilõhe) i na Islandii (graflax) W Finlandii też jadłam tak przyrządzanego łososia wielokrotnie. W hotelu na bufecie śniadaniowym stał wielki półmisek z połową łososia (graavilohi) i cieszł się on wielką popularnością wśród gości mimo wczesnej pory dnia. 

Gravadlax jest bardzo prosty do przyrządzenia, ale potrzebuje dwóch ważnych rzeczy, żeby wyszedł pyszny i zdrowy. Pierwsza rzecz, to czas. Po przygotowaniu trzeba go pozostawić w lodówce na 2-3 dni, żeby się zmacerował i nabrał lekko szklistego wyglądu. Druga rzecz, to jakość ryby, z której przygotowuje się gravadlaxa. W końcu to danie to jest surowa ryba. Można kupić łososia przeznaczonego do sushi lub kupić płat świeżego łososia i zamrozić go na 2-3 dni. To rozwiązuje nam niebezpieczeństwo jedzenia surowej ryby. Tylko pamiętajcie, że jeżeli kupujecie łososia z zamiarem mrożenia, to nie może on być wcześniej mrożony i rozmrożony do sprzedaży.

Jak już problem zakupu dobrej ryby rozwiążecie, to wyobraźcie sobie cieniusieńkie plasterki marynowanego łososia na kromce żytniego chleba skropione słodkawym sosem musztardowo koperkowym (hovmästarsås)

Do marynowania łososia użyłam fińskiego ginu, ale można użyć innego lub też wódki albo whisky. Można również pominąć alkohol.

To danie świetnie sprawdzi się jako przystawka, element bufetu sylwestrowego, przyjęcia lub spotkania z przyjaciółmi.

Jeżeli chcecie zjeść gravadlaxa w weekend, czas już zacząć jego przygotowania.






Gravad lax (gravadlax,gravlax) z ginem

500 g surowego łososia (płat ze skórą, ale bez ości)
30 g soli
40 g cukru
1 łyżeczka białego pieprzu
1-2 łyżki ginu (wódki, aquavitu, whisky)
2 duże pęczki kopru

sos musztardowy
2 łyżki słodkiej musztardy*
4 łyżki posiekanego kopru
1 łyżka octu winnego z białego wina
1 łyżeczka cukru
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku
100 ml oleju o neutralnym smaku (używam rzepakowego lub słonecznikowego)

Łososia włożyć do torby nadające się do zamrażania i wstawić do zamrażalnika na 2-3 dni. Przed dniem przygotowania wyjąć z zamrażalnika i wstawić do lodówki na noc do rozmrożenia.

Łososia umyć i wytrzeć do sucha. W naczyniu do marynowania ułożyć grubo posiekane łodygi kopru.

Rybę natrzeć ginem z dwóch stron.

Utrzeć w moździerzu pieprz. Dodać cukier i sól i całość wymieszać. Natrzeć łososia tą mieszanką i położyć na wyściółce z łodyg kopru.

Resztę kopru drobno posiekać i obłożyć nim wierzch ryby.

Zawinąć całość folią spożywczą i wstawić lekko obciążając rybę do lodówki na 2-3 dni.

Przed podaniem odlać z naczynia płyn, oczyścić łososia z kopru i resztek marynaty. Kroić na bardzo cienkie plasterki i podawać na żytnim chlebie lub z sałatą lub ogórkami. Przed podaniem skropić łososia sosem.

Sos: wymieszać wszystkie składniki oprócz oleju. Cały czas mieszając dolewać cienkim strumieniem olej, aż sos zgęstnieje.

Łososia można przechowywać w lodówce do 5 dni.


*świetnie w tym przepisie sprawdza się słodka szwedzka musztarda, którą można kupić w dziale spożywczym w sklepie Ikea.



Przepis Brontë Aurell z książki "Scandikitchen. Summer".

sobota, 6 października 2018

Maślane ciasto cytrynowe z makiem.


Czuję jak wewnętrznie przestawiam się na jesienno zimowy tryb. Zrobiłam porządki w szafie, chowając lekkie, lniane i jedwabne sukienki, a powyciągałam wełniane swetry, szale i czapki. Na rower zakładam rękawiczki i owijam szyję czymś ciepłym.

Na kanapie leży nowy koc (oczywiście fiński, jak wiele rzeczy u mnie ostatnio), w koszyku powiększająca się z dnia na dzień robótka na drutach, w szafce stoją nowe, korzenne herbaty, zamówiłam cieniutki, przepuszczający światło len na nowe zasłony (i uszyję je sama!), kupuję nowe książki, do wazonu wstawiam chryzantemy, zapalam świece i łykam znowu witaminę D.

Potrafię odnaleźć przyjemność w jesiennej pogodzie, wtedy kiedy wieje albo pada deszcz. Mam jedynie problem z ciemnymi porankami. A ponieważ nie mam wpływu na to co dzieje się za oknem, to akceptuję to i uprzyjemniam sobie te pory roku na ile się da.

Z radością włączam piekarnik i wstawiam do niego ciasto. Zapach, który rozchodzi się po domu, tak samo jak ciepło bijące z piekarnika, potrafią uprzyjemnić jesienne wieczory.

Dzisiaj mam dla Was prosty i szybki przepis na maślane ciasto cytrynowe z dodatkiem maku. Ciasto jest bardzo wilgotne, aromatyczne i dobre. Lubię takie ciasta, kiedy mam mało czasu na przygotowania, a chcę mieć coś słodkiego i pysznego, co smakuje równie dobrze przez kilka dni. 

Niektórzy lubią to ciasto z kubkiem mleka, ja wolę je z herbatą lub kawą. 

Szukacie przepisu na szybkie i pyszne ciasto. 
Oto one.





Maślane ciasto cytrynowe z makiem

3 duże jajka
225 g drobnego cukru
120 ml śmietanki kremówki
75 g masła
10-20 g (1-2 łyżki) maku
1 łyżka skórki startej z cytryny (z około 3 cytryn)
170 g mąki pszennej tortowej
1 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli

lukier
100 g cukru pudru
2 łyżki soku z cytryny

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni C.
Wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia formę keksówkę (o pojemności 900 ml).

Do miski miksera wbić jajka i dodać cukier. Miksować na średnich obrotach przez około 2 minuty, aż masa zjaśnieje i stanie się puszysta.  Dodać kremówkę i miksować kolejne 2 minuty. 

W międzyczasie w rondelku rozpuścić masło. Zdjąć z ognia i dodać mak i skórkę z cytryny.

W misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia i solą. 

Do masy jajecznej dodać mąkę z resztą sypkich składników. Wymieszać całość szpatułką do połączenia. Dodać masło z makiem i skórką z cytryny i ponownie wymieszać do połączenia.

Ciasto wylać do foremki. Wstawić do piekarnika i piec 50 minut albo do chwili, kiedy włożony do ciasta patyczek będzie suchy.
Formę wyjąć z piekarnika i polukrować wierzch gorącego ciasta. Pozostawić ciasto na kratce do wystudzenia na około 30 minut. Po tym czasie wyjąć z formy.
Kroić wystudzone do temperatury pokojowej.

Ciasto dobrze przechowuje się przez około 3 dni.




Przepis Yotam Ottolenghi z książki "Sweet"

czwartek, 27 września 2018

Maślane ciasto marcepanowe z pieczonymi śliwkami


Mam na targu sprzedawcę, który o tej porze roku sprzedaje prawie wyłącznie śliwki. Ma ich chyba z 10 rodzajów. Klasyczne węgierki, śliwki łowickie, mieszańce... ciężko mi nawet zapamiętać ich nazwy. Zawsze kupuję węgierki, a do tego jakieś mniej popularne odmiany. Cieszę się ich smakiem i przerabiam na wiele sposobów. Lubię lekko podduszone z białym serem, pieczone z lodami, ciasto drożdżowe ze śliwkami i kruszonką, knedle, drożdżówki ze śliwkami i marcepanem... 
Właśnie śliwki i marcepan. To doskonałe połączenie. Takie jak w dzisiejszym przepisie, który znajdziecie poniżej. 
To ciasto jest ucierane. Bardzo maślane, wilgotne, o wyraźnym aromacie migdałów. Do niego podaję pieczone śliwki z dodatkiem wina, kardamonu, cynamonu i skórki z pomarańczy. 
Te śliwki doskonale pasują jako dodatek do lodów, bitej śmietany, puddingu ryżowego...
Dzisiejszy przepis to takie dwa w jednym. Można upiec samo ciasto albo śliwki albo jedno i drugie.


Maślane ciasto marcepanowe z pieczonymi śliwkami

pieczone śliwki
650 g śliwek
100 ml wytrawnego białego wina
80 g drobnego cukru
5-10 ziaren kardamonu (lekko zmiażdżonych)
1/4 łyżeczki mielonego cynamonu
1 pasek skórki pomarańczowej (ścięty obieraczką do jarzyn)
100 ml wody

ciasto
200 g marcepanu (pokrojonego na małe kawałki)
200 g drobnego cukru
250 g masła (w temperaturze pokojowej)
1 łyżka drobno startej skórki z pomarańczy
3/4 łyżeczki mielonego kardamonu
6 dyżych jajek
1/4 łyżeczki naturalnego ekstraktu z migdałów (opcjonalnie)
140 g mąki pszennej tortowej
20 g mąki kukurydzianej
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli

Nagrzać piekarnik do 200 stopni C.
Śliwki przekroić na pół, wyjąć pestki i ułożyć je w naczyniu do zapiekania (skórką do dołu).
Do rondelka wlać wino i wodę. Dodać cukier, kardamon, cynamon i skórkę pomarańczową. Doprowadzić do zagotowania i polać tą zalewą śliwki. Formę przykryć folią aluminiową i wstawić ją do piekarnika.
Piec śliwki 20-40 min (czas zależy od wielkości śliwek). Idealnie upieczone powinny być miękkie, ale też zachować jędrność. 
Śliwki można podawać ciepłe lub w temperaturze pokojowej.

Obniżyć temperaturę piekarnika do 180 stopni C.
Nasmarować masłem i obsypać mąką tortownicę o średnicy 23 cm.
Do miksera włożyć marcepan i miksować przez chwilę. Dodać cukier i miksować około 3 minut. Dodać masło, skórkę z pomarańczy i  kardamon i miksować do połączenia. Cały czas miksując, dodawać po 1 jajku. Następne jajko dodawać, kiedy poprzednie połączy się z masą. Pod koniec miksowania dodać ekstrakt migdałowy.
Dodać przesiane mąki, proszek i sól. Wymieszać całość na niskich obrotach do połączenia.

Przelać ciasto do tortownicy i wstawić do piekarnika na 50-55 minut. Po tym czasie sprawdzić stan upieczenia patyczkiem.
Upieczone wyjąć z piekarnika i odstawić na 15 minut do wystudzenia. Dopiero wtedy wyjąć je z formy i kroić. 
Podawać ciepłe lub w temperaturze pokojowej razem ze śliwkami lub jeszcze z dodatkiem bitej śmietany.




Przepis Yotam Ottolenghi z książki "Sweet"

wtorek, 18 września 2018

Aksamitny sernik czekoladowo kawowy


Piątek to jeden z moich ulubionych dni. Po pracy wsiadam na rower i jadę na targ po warzywa i kwiaty. Zmieniam pościel i piekę ciasto. 
I zaczynamy weekend.

Lubię, kiedy w sobotni poranek mogę do kawy ukroić kawałek ciasta i cieszyć się z najbliższymi wolnymi chwilami.
Ciasta są różne, ale ostatnio piekę dużo serników, bo przeważnie nie są pracochłonne, a czas kiedy się pieką, wykorzystuję na inne rzeczy.

Sernik zyskuje na smaku, kiedy spędzi noc w lodówce, a więc upieczony w piątek, w sobotę rano smakuje idealnie. 

Dzisiejszy przepis, który znajdziecie poniżej jest na sernik czekoladowo kawowy. Te dwa składniki potrafią sprawić dużo przyjemności, a razem tworzą wspaniały duet. 
Aksamitna warstwa serowa, chrupiący spód i gładki, śmietankowy wierzch tworzą naprawdę idealną kompozycję.

Do piątku jeszcze trochę czasu, ale może zaplanujecie sobie sernikowy weekend.




Sernik czekoladowo kawowy 

spód
250 g ciastek Digestive z gorzką czekoladą (lub innych)
2 łyżki mielonej kawy
70 g rozpuszczonego masła

175 g gorzkiej czekolady (połamanej na kawałki)
560 g serka śmietankowego typu Philadelphia
125 g drobnego cukru
150 ml kwaśnej, gęstej śmietany
50 ml likieru kawowego (Kahlúa, Tia Maria...)
50 ml świeżo zaparzonego, mocnego espresso (wystudzonego)
2 łyżki skrobi kukurydzianej
3 jajka

wierzch
200 ml kwaśnej, gęstej śmietany
 2 łyżki drobnego cukru
1 łyżka likieru kawowego (Kahlúa, Tia Maria...)

syrop kawowy
50 ml świeżo zaparzonego, mocnego espresso (wystudzonego)
50 ml likieru kawowego (Kahlúa, Tia Maria...)
2 łyżki drobnego cukru

Tortownicę o średnicy 20 cm wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia.

W malakserze zmiksować połamane na kawałki ciasteczka i mieloną kawę. Z ciastek powinny powstać okruszki.
Dodać rozpuszczone masło i ponownie zmiksować do połączenia.

Okruszki wysypać do tortownicy.
Docisnąć okruszki do dna, żeby utworzyły zwarty spód.
Wstawić tortownicę do lodówki na czas przygotowywania masy serowej.

Nagrzać piekarnik do 170 stopni C. 

Rozpuścić na parze czekoladę. 

Na niskich obrotach miksera zmiksować serek śmietankowy, cukier, kwaśną śmietanę, likier i espresso. Dodać roztrzepane jajka i skrobię kukurydzianą i zmiksować na gładką masę. Dodać czekoladę i zmiksować do połączenia.
Masę wyłożyć na spód.

Wstawić formę do piekarnika (postawioną na blachę do pieczenia) i piec 1 godzinę i 10 minut. Środek sernika powinien być zwarty, ale lekko galaretowaty. 
Sernik wyjąć z piekarnika i odstawić do wystudzenia na 10 minut (nie wyłączać piekarnika).
Wymieszać w misce kwaśną śmietanę, cukier i likier. Masę wyłożyć na sernik, wyrównać powierzchnię i wstawić ponownie do piekarnika. Piec 10 minut. Wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki (włożyć trzonek drewnianej łyżki, żeby się nie zamykały i była szpara) i pozostawić do częściowego wystudzenia na 1 godzinę. Po tym czasie wyjąć z piekarnika i pozostawić do całkowitego wystudzenia.

Wstawić sernik do lodówki na noc.

Przyrządzić syrop. Włożyć wszystkie składniki do rondelka, doprowadzić do zagotowania i gotować 6-8 minut, aż utworzy się syrop. 

Wystudzić. Wierzch sernika polać letnim syropem.





niedziela, 9 września 2018

Pomidory faszerowane bulgurem i kaszą quinoa.


Jesień na targu. 
To wspaniały i piękny czas. Bogactwo pełnych aromatu pomidorów, mięsistych papryk, słodkich śliwek, kolorowych astrów i dalii... 

Jeżdżę na targ 2-3 razy w tygodniu i za każdym razem wracam z pełnymi koszami. Pomidory mogę teraz jeść 2 razy dziennie albo i częściej. Zimą ich nie kupuję (z wyjątkiem małych koktajlowych), więc teraz, kiedy są tak pyszne, kupuję ich bardzo dużo.

Najczęściej zjadamy je w najprostszy sposób, ale często wykorzystuję je też do dań, w których pomidory grają pierwsze skrzypce. Tak jak w dzisiejszym daniu - pomidorach nadziewanych bulgurem i komosą ze śródziemnomorskimi aromatami.

To proste i zdrowe danie, które można przygotować wcześniej, bo odgrzewanie dobrze mu robi. 

Sos, który wytwarza się na dnie naczynia w trakcie pieczenia jest pyszny i dobrze podać to danie z bagietką, żeby zebrać nią nadmiar sosu. I jeszcze miska sałaty i mamy pyszną i zdrową kolację.





Pomidory faszerowane bulgurem i kaszą quinoa

300 ml bulionu warzywnego
50 g bulguru
50 g kaszy quinoa (komosy ryżowej)
oliwa z oliwek
1/4 łyżeczki mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
1/4 łyżeczki mielonej kolendry
1 cebula (drobno posiekana)
3 ząbki czosnki (drobno posiekane)
6 dużych pomidorów (użyłam odmiany bawole serca)
50 g suszonych pomidorów w oliwie (posiekanych)
100 g czarnych oliwek bez pestek (posiekanych) (użyłam odmiany kalamata)
100 g karczochów w oliwie (posiekanych)
2 łyżki pasty harissa (użyłam harissy różanej)
4 łyżki orzeszków piniowych (lekko uprażonych na suchej patelni)
1 duża garść posiekanych świeżych ziół (natki, mięty, oregano)
75 ml wytrawnego białego wina
50 g masła (miękkiego)

Rozgrzać piekarnik do 190 stopni C. 
W rondlu doprowadzić do zagotowania bulion warzywny. Dodać dobrze wypłukaną na sicie pod bieżącą wodą komosę i bulgur.
Dodać chlust oliwy, kumin, kolendrę i sól.
Gotować, aż cały płyn wchłonie się. Zestawić rondel z ognia.

Z każdego pomidora ściąć górę na wysokości 2 cm.

Łyżeczką wydrążyć miąższ i przełożyć go na sito do odsączenia. Po paru minutach lekko go odcisnąć,  posiekać go i włożyć do miseczki.

Rozgrzać na dużek patelni oliwę. Dodać cebulę, posolić ją i smażyć około 5 minut, aż cebula zmięknie. Dodać czosnek i smażyć mieszając przez 2 minuty.

Dodać miąższ z pomidorów i smażyć całość około 5-10 minut, aż sok z pomidorów odparuje i całość zgęstnieje.

Dodać posiekane suszone pomidory, oliwki, karczochy, harissę i większość orzeszków pinii (lekko posiekanych) i ziół. Wymieszać i dodać bulgur i komosę. Ponownie wymieszać.

Formę do zapiekania posmarować oliwą. Napełnić pomidory (z górką) nadzieniem i przykryć ściętym wierzchem pomidora. Ułożyć je w formie. Wierzch pomidorów obłożyć masłem, na dno wlać wino.

Wstawić pomidory do piekarnika i piec 20-25 minut. 

Przed podaniem posypać pomidory resztą ziół i orzeszków piniowych.

Gotowe danie można przechowywać w lodówce do 3 dni.


środa, 5 września 2018

Rozważania o codzienności i czerwone curry z wołowiną.


Pamiętam jak parę lat temu zepsuła mi się pralka. Oczywiście zrobiła to spektakularnie, zalewając całą pralnię. Nie przejęłam się zbyt mocno, wyszukałam odpowiadający mi model i z pełnym luzem zaczęłam odliczać siedem dni do jej dostarczenia. Pomyślałam, że przez tydzień nie muszę prać, ale okazało się, że muszę (zawsze tak jest). Pierwszego dnia przystąpiłam z radością nowicjusza do prania w ręku. Potraktowałam to jako przygodę i nowe doświadczenie. Drugiego i trzeciego dnia, nie byłam już taka szczęśliwa. Czwartego i piątego klęłam pod nosem płucząc w wannie spodnie i swetry. Siódmego czekałam na dostawę jak na Boże Narodzenie... i do tej pory wspominam tę wielką radość, jaka mi towarzyszyła wrzuceniu brudnych ubrań do bębna pralki. 

Czasami trzeba coś stracić, żeby odzyskać radość i docenić najprostsze, powszechne rzeczy.

Taką samą radość czułam po zreperowaniu zmywarki (nie lubię zmywać naczyń w rękach), wymianie zepsutej grzałki w piekarniku, montażu nowej płyty kuchennej...

Ta radość kiedy odzyskujemy utraconą rzecz jest naprawdę wielka. Wtedy można je docenić.

Wczoraj wypadł mi telefon z kieszeni i upadł tak niefortunnie, że już do niczego się nie nadaje. Upadał już wielokrotnie (raz już wymieniałam w nim cały przedni panel), był już lekko (a nawet całkiem mocno) popękany, ale nie spieszyłam się z jego wymianą, bo przecież działał.

Od wczoraj straciłam instagram, możliwość słuchania muzyki, zadzwonienia, sprawdzenia pogody, poczty, wiadomości... i wtedy zdałam sobie sprawę jak brakuje mi tych rzeczy i jak jestem do nich przyzwyczajona (a może i uzależniona). A także tego, że, nie znam na pamięć numerów telefonów do najbliższych (ale znam do koleżanek z podstawówki). Wrócił do łask stary telefon. Na odzyskanie wszelkich danych i używanych aplikacji, muszę poczekać jeszcze dobę. Ale możliwość ponownego zadzwonienia do kogoś bliskiego, po kilkudziesięciu godzinach bez telefonu, była jak świeży powiew wiatru wiosną.

A więc jestem na przymusowym odwyku od współczesnego telefonu. Myślę, że dobrze mi to zrobi i kiedy za kilkanaście dni będę miała już nowy, to radość z niego będzie podwójna, a nawet jeszcze większa. A na razie trzymam kciuki, żeby odzyskać jutro wszystkie dane i składam sobie wielką obietnicę robienia kopii w przyszłości.

Komputer działa, więc zapraszam Was na prosty przepis na curry. Lubię wersję z wołowiną, ale można przyrządzać je z innym rodzajem mięsa albo w wersji bezmięsnej.

Przetestowałam wiele rodzajów gotowej pasty curry, ale najbardziej smakują mi te kupowane w azjatyckich sklepach. Są bardziej aromatyczne i pikantne. Przyrządzając to danie, dodajcie najpierw mniejszą ilość pasty, żeby dostosować pikantność do własnych preferencji smakowych.



Czerwone curry z wołowiną

250 g mięsa wołowego pokrojonego w cienkie paski (używam rostbefu)
1 duża czerwona papryka
250 g cebuli
100 g fasolki szparagowej (opcjonalnie)
3 liście limonki kaffir (może być suszona)
50 g czerwonej pasty curry
1 puszka (400 ml) mleka kokosowego
1 łyżeczki cukru
1 łyżka sosu rybnego
sok z 1 limonki

olej kokosowy lub inny o neutralnym smaku
listki kolendry

Rozgrzać mocno olej na patelni. Dodać kawałki wołowiny. Smażyć mieszając, aż do lekkiego zrumienienia.

Wyjąć mięso łyżką cedzakową do miseczki. Paprykę obrać z gniazd nasiennych i pokroić w paski o szerokści 1 cm. Cebulę obrać i pokroić w cząstki (ja najczęściej kroję cebulę na 12-16 części, które są podobnej szerokości co papryka).

Na oleju (cały czas mieszając) podsmażyć warzywa, zachowując ich chrupkość. Do smażących się warzyw, dodać liście limonki.

Kiedy warzywa są chrupkie, dodać mięso i pastę curry i smażyć całość przez 1 minutę. Dodać mleko kokosowe, cukier, sok z limonki i sos rybny. Doprowadzić całość do zagotowania i gotować chwilę do lekkiego zgęstnienia sosu. Spróbować sosu i ewentualmie doprawić danie większą ilością cukru, soku z limonki, sosu rybnego lub soli.

Podawać curry posypane listkami kolendry z dodatkiem ryżu.


poniedziałek, 3 września 2018

Sernik z lemon curd i bezą włoską


Moje smaki na koniec lata to różnorodne curry i serniki. Zapewno niedługo to się zmieni i coś innego będzie królowało w mojej kuchni, ale na razie w piątki piekę serniki na weekend.
Niektóre z przepisów mogą wydawać się skomplikowane albo czasochłonne, ale wierzcie mi, to pozorne odczucie.

Wystarczy planowanie. W czwartek robię zakupy, w piątek po pracy piekę sernik, a w sobotę, po obowiązkowym chłodzeniu przez noc, wykańczam go i już od rana możemy cieszyć się jego smakiem.

Przygotowanie spodu ciasteczkowego i zmiksowanie składników masy serowej jest proste i szybkie.

Należy przestrzegać tylko kilku zasad. 
Miksujemy składniki w temperaturze pokojowej na niskich obrotach. Zapobiega to napowietrzaniu sernika, jego rośnięciu, a następnie opadaniu i pękaniu. 

Tortownicę z sernikiem stawiam w piekarniku na blasze, bo czasami zdarza się, że wycieka z niego trochę masła ze spodu i zapobiega to przypalaniu się masła na dnie piekarnika.

Ciasteczka, których najchętniej używam do spodów to digestive. Niestety trudno je ostatnio dostać, więc zaczynam eksperymentować z innymi. W zależności jakich ciasteczek użyjecie może być potrzebne trochę mniej lub więcej masła.

Serniki powoli studzę w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami (wtedy nie pękają).
Wstawiam wystudzony sernik na noc do lodówki. Według mnie zyskuje na tym na smaku.

Piekę serniki w niskiej temperaturze i staram się ich nie piec za długo. 
Dzięki temu mają gładką i aksamitną konsystencję bez twardych grudek.

Po tych kilku wskazówkach, zapraszam Was na sernik z lemon curd i bezą włoską. 
Najtrudniejszy etap w przyrządzeniu tego sernika, to wykonanie bezy włoskiej (jeżeli nie macie termometru cukierniczego). Syrop powinien zgęstnieć, ale też pozostać przezroczysty i klarowny. Jego gotowanie trwa około 10 minut.

Syrop należy lać cienkim strumieniem (gorący, od razu po zdjęciu go z ognia) na ubijaną bezę, ale nie należy go lać po trzepaczkach, bo wytworzą się na niej kulki cukrowe, a beza się nie zaparzy. I trzeba ubijać bezę, aż prawie wystygnie. Gotowa jest bardzo plastyczna i zachowuje nadany jej kształt.

Sernik można również przyrządzić pomijając bezę. 

Jego smak i różne konsystencje tworzą naprawdę dobre ciasto. A połączenie smaku cytryny i borówek (jagód) należy do moich ulubionych.



Sernik cytrynowy z lemon curd i bezą włoską

spód
250 g herbatników maślanych lub owsianych
100 g rozpuszczonego masła

masa serowa
375 g serka śmietankowego typu Philadelphia (w temperaturze pokojowej)
165 g drobnego cukru
2 łyżeczki drobno startej skórki cytrynowej
2 jajka (białka i żółtka osobno) (w temperaturze pokojowej)
1 łyżka skrobi kukurydzianej
250 g serka mascarpone (w temperaturze pokojowej)
2 łyżki soku z cytryny

lemon curd
3 jajka (w temperaturze pokojowej)
1 1/2 łyżki drobno startej skórki cytrynowej
125 ml soku z cytryny
165 g drobnego cukru
100 g masła

beza włoska
115 g cukru
65 ml wody
50 g cukru
2 białka (w temperaturze pokojowej)

25o g borówek amerykańskich (lub czarnych jagód)
cukier puder

Przygotować lemon curd.

 Przygotować miskę (stalową lub szklaną) dopasowaną wielkością do garnka, w której będzie można przyrządzić lemon curd w kąpieli wodnej. 

W misce wymieszać jajka, skórkę i sok z cytryn oraz cukier. Ustawić miskę nad garnkiem z delikatnie gotującą się wodą (miska nie powinna dotykać wody) i cały czas mieszając doprowadzić do zgęstnienia masy, ale nie do zagotowania. 
Trwa to około 5-10 minut. Miskę zdjąć z garnka i cały czas mieszając dodawać po 1 łyżce masła. Następną porcję masła dodawać, kiedy poprzednia rozpuści się i połączy z masą cytrynową. Masę przecedzić i przykryć folią spożywczą tak, żeby folia dotykała masę i wystudzić. Wstawić do lodówki na 3 godziny lub do czasu jej oziębienia i zgęstnienia.
Lemon curd można przyrządzić do 1 tygodnia wcześniej. Przechowywać w lodówce.

Przygotować sernik.

W malakserze zmiksować połamane na kawałki ciasteczka. Z ciastek powinny powstać okruszki.
Dodać rozpuszczone masło i ponownie zmiksować do połączenia.

Okruszki wysypać do wyłożonej papierem do pieczenia okrągłej tortownicy o średnicy 22 cm.
Docisnąć okruszki do dna, żeby utworzyły zwarty spód.
Wstawić tortownicę do lodówki na czas przygotowywania masy serowej.

Nagrzać piekarnik do 150 stopni C. 

Na niskich obrotach miksera zmiksować serek śmietankowy, połowę ilości cukru, skórkę z cytryny, żółtka i skrobię kukurydzianą na gładką masę. Dodać mascarpone i sok z cytryny. Zmiksować do połączenia.

czystej misce zacząć miksować białka z 2 jaj. Kiedy z białek zaczną tworzyć się górki, (kiedy wyjmuje się końcówki miksera) cały czas miksując, dodać cukier. Miksować do wytworzenia się sztywnej piany.

Pianę wyłożyć na masę serową i delikatnie wymieszać całość przy pomocy szpatułki. 
Masę wyłożyć na spód.

Wstawić formę do piekarnika na blachę do pieczenia i piec 50 minut. Środek sernika powinien być zwarty, ale lekko galaretowaty.


Wyłączyć piekarnik.
Uchylić jego drzwiczki i włożyć pomiędzy drzwiczki, a piekarnik trzonek drewnianej łyżki.
Pozostawić sernik do wystudzenia w piekarniku.

Wystudzony wstawić do lodówki na noc.

Przygotować bezę włoską.

 Do rondla z grubym dnem wlać wodę i wsypać  cukier (115 g). Ugotować syrop cukrowy do temperatury 121ºC.

Kiedy syrop zacznie się gotować, rozpocząć ubijanie piany. Kiedy wytworzą się górki, (kiedy wyjmuje się końcówki miksera) cały czas miksując, dodać cukier. Miksować do wytworzenia się sztywnej piany.

 Kiedy syrop osiągnie odpowiednią temperaturę wlać go cienkim strumieniem do ubijanych białek i miksować do momentu aż beza stanie się gładka, lśniąca i wystygnie. 

Sernik wyjąć z formy na paterę.
Na wierzchu wyłożyć lemon curd. Posypać większością borówek (jagód). 
Beżę przełożyć do rękawa cukierniczego i posmarować nią boki sernika. Resztę bezy wyłożyć na wierzch. 

Przy pomocy palnika do crème brûlée, lekko opalić bezę.
Wierzch posypać resztą owoców i lekko oprószyć cukrem.


środa, 29 sierpnia 2018

Szybki obiad. Aromatyczne curry z dyni


W tygodniu moje gotowanie jest szybkie, proste i składające się w większości z warzyw. Niedługo, kiedy się ochłodzi, zacznę gotować zupy, ale na razie nie mam jeszcze na nie ochoty. Za to wielką na wszelkie rodzaje curry. 

Mam różne etapy w mojej kuchni, teraz jest etap, że muszę mieć zapas mleka kokosowego i używam go do wielu szybkich dań. 

Na targu pojawia się coraz więcej dyń, więc i one zagościły już w moich garnkach.

Pamiętam jak jeszcze tak niedawno (a może dawno, a mi czas płynie inaczej) na targowiskach można było kupić olbrzymie dynie, które sprzedawano w kawałkach, a o inne rodzaje było trudno.

W czasie naszego rumuńskiego etapu życia, odkryłam na tamtejszych targach dynie w wielu odmianach, które w tym czasie w Polsce nie były dostępne. Kupowałam je i uczyłam się nowych smaków, a dynie piżmowe (butternut) pokochałam wielką miłością. I do tej pory jest to jedna z moich ulubionych odmian, szczególnie do dań, w których chcę, żeby kawałki warzywa zachowały kształt, a nie rozpadły się na mus.

Jeżeli macie ochotę na łatwe do zrobienia, a bardzo aromatyczne danie, zapraszam na dzisiejsze curry dyniowe.


 Curry z dyni

100 g czarnego ryżu chińskiego (namoczonego w wodzie przez godzinę)
1 łyżeczka mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
 1 łyżeczka soli

2 -3 łyżki oleju kokosowego lub zwykłego o neutralnym smaku
2 średnie cebule (drobno posiekane)
2 duże ząbki czosnku (drobno posiekane)
imbir wielkości kciuka (obrany i drobno posiekany)
1-2 papryczki chilli  (drobno posiekane)
1 łyżeczka mielonej kurkumy
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 średniej wielkości dynia piżmowa (obrana i pokrojona w 3 cm kawałki)
350 ml bulionu warzywnego
400 ml (1 puszka) mleka kokosowego
1 łyżka sosu rybnego
1 łyżka cukru
drobno starta skórka i sok z 1 limonki

do podania
posiekane liście kolendry
limonka pokrojona w ćwiartki

Namoczony ryż wypłukać na sicie pod bieżącą wodą. Przełożyć do garnka. Dodać 500 ml wody i doprowadzić do zagotowania.
Przykryć garnek pokrywką, zmniejszyć ogień i gotować ryż około 30-40 minut. Woda powinna wchłonąć się w ryż w czasie gotowania. Jeżeli ryż jest po tym czasie twardy, trzeba dodać jeszcze trochę wody i gotować chwilę dłużej.
Do ryżu dodać kumin i sól. Wymieszać.

Kiedy ryż się gotuje, przygotować curry.

Nagrzać na patelni olej. Dodać cebulę i sporą szczyptę soli. Smażyć na małym ogniu około 8-10 minut, aż cebula zmięknie, ale nie zbrązowieje. 

Dodać czosnek, imbir, chilli i przyprawy. Smażyć mieszając około 1 minutę. Dodać dynię i ponownie smażyć mieszając całość przez minutę. Zwiększyć moc palnika do średniego. Dodać połowę mleka kokosowego i bulionu i doprowadzić do zagotowania.
Dodać resztę mleka i bulionu, sos rybny, cukier, skórkę i sok z limonki. Wymieszać, zmniejszyć płomień palnika i gotować 10-15 minut, aż dynia stanie się miękka, ale zachowa jędrność. 
Doprawić solą curry do smaku. Ewentualnie dodać więcej soku z limonki i cukru. Smak powinien być zbalansowany.

Podawać curry w miseczkach z ryżem posypując wierzch posiekaną kolendrą. Na wierzch wycisnąć sok z ćwiartki limonki.



Przepis Alex Hely- Hutchinson z książki "26 grains"

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails