piątek, 29 czerwca 2018

Jagodzianki dla fińskich przyjaciół


 Minęły już prawie trzy tygodnie od mojego wyjazdu z Finlandii. Trochę czasu zajęło mi dojście do siebie. Organizacja domu po ponad miesięcznej nieobecności, intensywny czas w pracy, sesja egzaminacyjna syna, bagaże, które dotarły do mnie po dwóch tygodniach... to wszystko miało wpływ na to, że nie miałam chwili, żeby coś tu umieścić.

Wróciłam z Finlandii zakochana w tym kraju. W jego mieszkańcach, w ich podejściu do życia, w fińskiej przyrodzie, w ich cudownych lnach, słodko pikantnej musztardzie... Tych rzeczy, które zrobiły na mnie wielkie wrażenie, jest dużo, ale najważniejsi byli ludzie, których tam poznałam. Może to jest moje szczęście do ludzi, może fiński sposób bycia, ale wróciłam do Polski bogatsza o nowe niezwykłe znajomości i co najcenniejsze, o nowe przyjaźnie. 

Tęsknię za Finlandią i wiem, że tam wrócę.

Kiedy przyjechałam było rzeźko (delikatnie mówiąc), a drzewa miały tylko pąki. Po paru dniach wszystko było zielone, a temperatury momentami dochodziły do 30 stopni w cieniu. I tak było przez cały mój pobyt. Niebo bez jednej chmury w niezwykłym niebieskim kolorze (to dzięki czystemu powietrzu), soczysta zieleń brzóz, słońce zachodzące tylko na chwilę, białe noce i krystaliczna woda w jeziorach.  

Język fiński jest trudny jak zdobycie ośmiotysięcznika. Mimo wszystko starałam się uczyć codziennie kilku nowych słów i używać ich. Zapisałam się do lokalnej biblioteki (ale nie takiej zwykłej, ale przepięknej według projektu Alvara Alto) i spędzałam tam długie godziny przeglądając albumy o fińskiej architekturze, designie, rzemiośle i dziesiątki książek kucharskich. Spisywałam przepisy na chleby, drożdżówki, śledzie..., a kilka książek tak mnie zachwyciło, że zamówiłam je. A potem, kiedy nadchodziły przesyłki i słyszałam, kiedy listonosz wrzuca je przez otwór w drzwiach, sprawiało mi to niesamowitą radość. 

Język fiński już mnie nie przeraża Ciągle mam trochę kłopotów z tłumaczeniem przepisów, ale radość jaką czuję, wyciągając z piekarnika bułeczki, wynagradza wszystko.

W Finlandii też trochę piekłam. Przede wszystkim drożdżówki z jagodami, borówkami, żurawinami, rokitnikiem, moroszką. Z fińskimi skarbami, które miałam na wyciągnięcie ręki. To były drożdżówki w polskim stylu, bo piekłam je dla fińskich przyjaciół i znajomych. Tamtejsza mąka, drożdże, masło i mój fiński piekarnik, zachowywały się inaczej niż znane mi na co dzień polskie składniki i domowy piekarnik, ale jak się chce to się zawsze uda. 

Mam dzisiaj dla Was przepis na jagodzianki, które piekłam w Finlandii. Maślane, miękkie, pachnące wanilią i skórką z cytryny i z dużą ilością waniliowej kruszonki. 

Ten przepis jest dla Was i dla Ciebie Piritta, moja nowa, fińska przyjaciółko.
Piritta, tämä resepti on sinulle ;-)

Wyspy w pobliżu Helsinek

Środek nocy na morzu w pobliżu Turku

Okolice Turku

Spotkanie z naturą w okolicy  Ähtäri

Wyspy w okolicy Helsinek

Wyspy w pobliżu Helsinek

Jedno z jezior w regionie Ostrobothnia

Jagodzianki dla przyjaciół
ciasto
500 g mąki pszennej (typu 550)
250 ml tłustego mleka
2 łyżki naturalnego jogurtu
150 g masła (rozpuszczonego i wystudzonego)
100 g cukru
4 żółtka
30 g świeżych drożdży
szczypta soli
skórka starta z 1/2 cytryny
1 łyżeczka pasty z wanilii lub naturalnego ekstraktu waniliowego

kruszonka
100 g miękkiego masła
100 g drobnego cukru
150 g mąki pszennej (typu 450)
1 łyżeczka pasty z wanilii lub naturalnego ekstraktu waniliowego
1 jajko (do posmarowania wierzchu)
200 g jagód (mogą być mrożone)
3 łyżki cukru

1/4 łyżeczki kardamonu (użyłam kruszonego, ale może być też mielony)
Składniki kruszonki zmiksować i wstawić do lodówki do schłodzenia.
W misce wymieszać letnie mleko i drożdże. Odstawić na 5 minut. Dodać żółtka, jogurt, cukier i sól. Wymieszać. Dodać mąkę i miksować (końcówki haki) do połączenia się składników. Dodać masło i miksować całość jeszcze przez 5-7 minut. Przykryć miskę ściereczką i odstawić ciasto do wyrastania na około 1 godzinę. Po tym czasie ciasto powinno podwoić swoją objętość.

 Na lekko podsypanym mąką blacie rozwałkować ciasto na grubość 2 cm. Wykrawać krążki dużym kubkiem lub szklanką i układać je na blasze (zachowując 5 cm odstępy) wyłożonej papierem do pieczenia. Z tej porcji robię drożdżówki na dwóch blachach z wyposażenia piekarnika. 
Odstawić drożdżówki do wyrastania na około 20-30 minut. 

 Obsypanym mąką dnem małego kubka zrobić w drożdżówkach po środku wgłębienie. Posmarować całość rozbełtanym jajkiem. Wypełnić dołki jagodami wymieszanymi z cukrem. Wierzch posypać obficie kruszonką. 
Kruszonkę delikatnie posypać kardamonem.

Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez około 15-20 minut. Po tym czasie boki ciasta i kruszonka powinny się zezłocić.
Czas pieczenia zależy od wielkości drożdżówk i od piekarnika. 

Jezioro Kyrkösjärvi koło Seinäjoki

Na morzu w okolicy Turku


Jezioro w okolicy Ähtäri



piątek, 4 maja 2018

Korvapuusti - fińskie bułeczki cynamonowe


Korvapuusti  to fińskie cynamonowe bułki, które je się na śniadanie albo jako towarzystwo do kubka kawy. Zapewne pisałam już Wam o tym, że Finowie są na pierwszym miejscu na świecie, jeżeli chodzi o spożycie kawy, więc zjadają też dużo korvapusti. 
Te bułeczki to taki fiński odpowiednik szwedzkich kanelbullar. I też mają swoje święto (korvapuustipäivä) tego samego dnia co szwedzkie - 4 października

Ciasto i nadzienie też mają bardzo podobne, ale różni je wygląd. Tę charakterystyczną formę fińskich bułeczek można bardzo łatwo uzyskać (jak je zrobić znajdziecie na zdjęciach poniżej), tak samo zresztą jak i same bułeczki. Przepis na nie jest bardzo prosty, a ciasto bardzo dobrze się formuje i zachowuje kształt po upieczeniu.

Przepisem na korvapuusti żegnam się z Wami na półtora miesiąca. Wyruszam jutro o świcie na moją fińską przygodę. Co u mnie słychać, co odkryję i co zjem możecie oglądać na instagramie ( lorentyna_ ), a na blogu do zobaczenia w czerwcu.






Korvapuusti

ciasto 
250 ml mleka (w letniej temperaturze)
7 g (1 torebka) suszonych drożdży lub 14 g świeżych
90 g cukru
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
500 g mąki pszennej (typu 550)
90 g masła (rozpuszczonego i wystudzonego do letniej temperatury)
1 jajko

nadzienie
75 g bardzo miękkiego masła
50 g brązowego cukru (użyłam demerara)
1/2 łyżki + 1 łyżeczka mielonego cynamonu

wierzch
1 jajko
cukier perlisty

Mleko wlać do miseczki i dodać drożdże. Wymieszać i odstawić na 5 minut. Dodać cukier, sól i kardamon i wymieszać (robię to trzepaczką rózgową). Dodać mąkę i miksować na wolnych obrotach do połączenia składników. Pod koniec miksowaania dolać masło. Zwiększyć obroty i miksować całość przez 5 minut.

Przykryć miskę ściereczką lub folią spożywczą i odstawić ciasto do wyrastania na około 1 godzinę. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. 

Kiedy ciasto rośnie przygotować nadzienie, mieszając łyżką wszystkie jego składniki do połączenia. Jeżeli masło jest bardzo miękkie, można to zrobić bardzo szybko. Nadzienie takie bardzo łatwo będzie rozprowadzać się na cieście

Wyrośnięte ciasto przez chwilę wyrabiać ręką, żeby usunąć z niego nadmiar gazu.
Podsypać mąką blat i wyłożyć na niego ciasto. Ja czasami kładę na blacie arkusz papieru do pieczenia, posypuję go mąką i kładę na niego ciasto. 
Ciasto rozwałkować na prostokąt o wymiarach 60 x 40 cm.

Rozprowadzić na cieście nadzienie. Najłatwiej jest rozsmarować je szpatułką.
Zwinąć ciasto jak roladę, obciąć końcówki i kroić ciasto w romby. Powinniście uzyskać 14 rombów.
Przy pomocy okrągłego trzonka drewnianej łyżki lub palca wskazującego, nacisnąć mocno środek bułeczki. Uzyskamy wyraźne wgłębienie.

Położyć na środku bułeczki trzonek drewnianeł łyżki

Mocno nacisnąć trzonkiem na bułeczkę

Wgłębienie uzyskane przez nacisk trzonka
Bułeczki ułożyć na dwóch blachach wyłożonych papierem do pieczenia. Pomiędzy bułeczkami nalezy zachować odstępy.

Bułeczki przykryć ściereczką  i odstawić do wyrastania na 30-40 minut.

Nagrzać piekarnik do 200 stopni C.

Wyrośnięte bułeczki posmarować rozbełtanym jajkiem i posypać cukrem perlistym.
Wstawić do piekarnika na środkowy poziom i piec około 10-12 minut. Upieczone bułeczki powinny się zrumienić. Przełożyć je na kratkę do lekkiego ostudzenia i upiec drugą blachę.

Bułeczki najlepiej smakują jeszcze ciepłe i zjedzone w dniu wypieku.
Bułeczki można mrozić.
Z lekko czerstwych można przyrządzić tosty francuskie.

Ciasto do pierwszego wyrastania można wstawić na noc do lodówki. W takiej sytuacji należy użyć połowy ilości drożdży. 




środa, 2 maja 2018

Fińskie bajgle i refleksje przed podróżą


Marzyłam o wyjeździe do Finlandii od roku... i już za chwilę tam jadę (uważajcie o czym marzycie, bo marzenia się spełniają ;-))

Jadę na blisko półtora miesiąca i bardzo się cieszę z tego powodu, ale kiedy do wyjazdu zostało już kilka dni, naszedł mnie refleksyjny nastrój. Pierwszy raz zostawiam rodzinę i dom na tak długo. Pierwszy raz nie będę świętować urodzin syna i Dnia Matki z najbliższymi. Nie będzie długich, rodzinnych śniadań w weekendy, nie będzie tej bliskości, dotyku i przytulania... Będzie brakować mi domowych rytuałów, własnego łóżka i ulubionego kubka...

Znając siebie wiem, że będę bardzo zadowolona z wyjazdu. Wydebczę własne ścieżki w nowym miejscu, poznam nowych ludzi, zorganizuję sobie wolny czas, odkryję nowe smaki i fascynujące miejsca i dużo się nauczę. I wrócę przeszczęśliwa do domu, ciesząc się podwójnie ze swojej codzienności. 

Jestem ciekawa nowego miejsca, innych ludzi, obyczajów, innej codzienności, nowych smaków, długich jasnych wieczorów

Wiem, że w pewnym momencie dopadnie mnie tęsknota, (ale wiem też, że w razie czego mąż wsiądzie w samolot i przyleci na weekend :-)), wiem, że będę miała straszną ochotę pogadać z kimś po polsku, zjeść ogórki małosolne i kiszoną kapustę, ale jednocześnie wiem, że przede mną niesamowite doświadczenia i wspaniała przygoda. 

Cieszę się jak dziecko, że w nowym miejscu zakosztuję prawdziwego fińskiego życia. Będę jeździć po zakupy rowerem, będę marznąć przy tych północnych temperaturach i pocić się w saunie, będę pić hektolitry kawy i próbować w kawiarni zamawiać coś po fińsku. Cieszę się na odkrywanie fińskiej architektury, designu i nieskażonej przyrody.

Będę jeżdzić pociągiem, autobusem, rowerem, a na koniec wsiądę na prom i popłynę na kilka dni do Szwecji. 
To wszystko przede mną. 

A klimaty i smaki Finlandii towarzyszą mi ostatnio bardzo często.
 Poznając kuchnię, dobrze poznaje się kraj. 
Wychodząc z tego założenia zapraszam Was na fińskie bajgle. 
Bajgle uwielbiam, więc ten przepis nie czekał długo na wykorzystanie.

Jeszcze ciepłe, posmarowałam masłem, obłożyłam dzikim, wędzonym łososiem , ugotowanymi na chrupko zielonymi szparagami i jajkiem w koszulce. Całość posypałam szczypiorkiem czosnkowym i świeżo zmielonym pieprzem.

Polecam również TEN przepis na bajgle. Jest naprawdę doskonały.



Vesirinkilät 
 fińskie bajgle

1 torebka (7 g) suszonych drożdży lub 14 g świeżych
125 ml wody
40 g rozpuszczonego masła (ostudzonego do letniej temperatury)
220 g mąki pszennej typu 550
1/2 łyżeczki soli

do gotowania
1/2 łyżeczki sody
1 łyżka soli
1 litr wody

1 łyżka cukru
1 łyżka wody

do posypania
sezam, mak, gruba sól...

Do miski wsypać drożdże i wlać wodę. Wymieszać i odstawić na 5 minut. Dodać masło i trochę mąki (2-3 łyżki). Wymieszać. Zacząć miksować ciasto (końcówki haki) na wolnych obrotach, dosypując po trochu mąkę. Kiedy wszystkie składniki się połączą, zwiększyć obroty i miksować ciasto przez około 5 minut. 

Miskę z ciastem przykryć folią spożywczą i odstawić ciasto do wyrastania na około 1 godzinę. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

1 łyżkę cukru wymieszać w miseczce z 1 łyżką gorącej wody.

Wyrośnięte ciasto lekko zagnieść na podsypanym mąką blacie. Podzielić je na 8 równych części  i uformować z nich bajgle. Można z każdego kawałka ciasta uformować wałek i zwinąć go w formie bajgla sklejając końce (ja stosowałam tę metodę).  Lub każdy kawałek ciasta uformować w kulę, na środku zrobić palcem otwór i naciągając lub kręcąc (wykorzystując siłę odśrodkową) uformować bajgla.

Dużą blachę z piekarnika wyłożyć papierem do pieczenia i rozprowadzić na nim warstwę oleju (3-4 łyżki).
Ułożyć na blasze bajgle (zachowując odstępy) i odstawić je do wyrostania na 30 minut. Wyrastające bajgle przykryć ściereczką.

  W dużym garnku zagotować wodę wraz z sodą i solą. W zależności od wielkości garnka wkładać do gotującej się wody po2-3 bajgle. Bajgle gotować po 5-7 sekund z każdej strony. 

Wyjąć je i ułożyć na blasze (zachowując odstępy). Wierzch posmarować wodą wymieszaną z cukrem i posypać makiem, solą, sezamem... 
 
Wstawić blachę do piekarnika i piec 20 minut lub do czasu, aż staną się złociste. 

Studzić bajgle na kratce. Wystudzone całkowicie można zamrozić.




 Przepis Beatrice Ojakangas z książki "The Finnish cookbook"

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Na gorące wiosenne dni. Szwedzka sałatka z pieczonego kalafiora


Mam szczęście do ludzi, których spotykam w swoim życiu. Wnoszą oni tak dużo do mojego świata. Ich zainteresowania, różnorodność, pasje... uczą mnie innej perspektywy, tolerancji, rozbudzają nowe zainteresowania, pogłębiają wiedzę i dają dużo radości i różnorodności ze wspólnego obcowania. Czasami są to tylko chwile, kiedy nasze życiowe drogi się krzyżują, a czasami ten wspólny czas trwa długo.

Lubię poznawać nowych ludzi, lubię słuchać ich opowieści o życiu, pasjach, przeżyciach, wyborach, zainteresowaniach...  To otwiera mnie na nowe, dopinguje i sprawia mi wiele radości. 

Lubię moje podróże, bo oprócz nowych doświadczeń, poznaję innych ludzi. Czasami są to przypadkowe, tylko chwilowe spotkania, ale zawsze coś wnoszą do mojego świata. A często ci przypadkowo poznani ludzie zostają w moim życiu na dłużej.

Pędzące życie nie sprzyja pielęgnacji znajomości i sama zdaję sobie sprawę, że to jest ta część życia nad którą powinnam pracować, ale cieszę się z tych chwil, które są. Z niektórymi bliskimi mi osobami, czasami nie mam żadnego kontaktu przez pół roku, potem się spotykamy i jest tak jakby tego pół roku w rozdzieleniu nie było. 

Niedawno byłam w podróży z moją towarzyszką intelektualno - zakupową ;-). Czasami nie widzimy się przez parę miesięcy, ale kiedy się spotykamy, to czas płynie błyskawicznie i cieszę się z każdej wspólnej minuty. 
Pojechałyśmy, tak jak zawsze z Nią za każdym razem, na wystawę i na łażenie po mieście. Trochę razem, trochę osobno. 
Był czas na rozmowy, na dzielenie się wrażeniami, na odwiedzanie znanych miejsc i na odkrywanie nowych. 
To był czas wczesnego wstawania i późnych powrotów, czas objadania się smakołykami i picia kawy w Nordic Bakery. 
Czas szalonych zakupów, odkrywania malutkich sklepików i smakowania nowego. 
To był też czas na spotkanie Brontë Aurell. 
Znałyśmy się w wirtualnym świecie, teraz znamy się w prawdziwym. Ten moment, kiedy siedziałyśmy nad jej najnowszą książką i przeglądając przepisy, rozmawiałyśmy o wszystkim, zostanie w mojej pamięci na bardzo długo. I teraz, kiedy w domowym zaciszu przeglądam tę samą książkę, wracają wspomnienia tamtych chwil.  

Przeglądam tę książkę, gotuję, piekę i ciągle nie mam dość.

Dzisiaj chcę podzielić się z Wami przepisem Brontë Aurell na sałatkę z pieczonego kalafiora i ziaren żyta. To idealne, lekkie danie na takie ciepłe, wiosenne dni. Ziarna żyta można zastąpić orkiszem, kaszą pęczak lub innym zbożem, który lubicie.
Sałatka smakuje tak samo dobrze na drugi dzień, czyli przepis idealnie nadaje się do wcześniejszego przygotowania.

Na wiosennym pikniku też się świetnie sprawdzi.




Sałatka z pieczonego kalafiora i żyta

1 mały kalafior
oliwa z oliwek
1-2 łyżeczki przyprawy curry
1/2 pęczka natki pietruszki (posiekanej)
1 pęczek dymki
75 g sera feta
1 garść rodzynek
100 - 150 g ugotowanych ziaren żyta, orkiszu, pęczaku...*
sok z cytryny
sól i świeżo zmielony pieprz

*ziarna żyta przed gotowaniem należy namoczyć przez noc w wodzie. 

Nagrzać piekarnik do 160 stopni C.
Kalafiora pokroić na różyczki i przełożyć do miski.
Polać go kilkoma łyżkami oliwy i posypać przyprawą curry, solą i pieprzem. Wymieszać i wysypać na dużą blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Wstawić kalafiora do piekarnika i piec około 10-15 minut. Kalafior powinien pozostać chrupki i mieć zrumienione brzegi. 

Do miski włożyć posiekaną natkę, dodać posiekaną dymkę (białe i zielone części) i pokruszoną fetę. Dodać lekko przestudzonego kalafiora. Wymieszać. Dodać ugotowane ziarna/kaszę, rodzynki i sól, pieprz i sok z cytryny (do smaku). Wymieszać.
Sałatkę można jeść na ciepło tuż po przyrządzeniu lub wystudzoną.



Przepis  Brontë Aurell z książki "Scandikitchen Fika & Hygge"

czwartek, 26 kwietnia 2018

Na wiosnę. Norweskie drożdżówki z budyniem i rabarbarem


 Niedawno na targu pierwszy raz zobaczyłam rabarbar. Był przepięknie różowy i kusił mnie niezmiernie. Świadoma byłam, że pochodzi on z dalekiego kraju, a nie z okolicznego ogrodu, ale nie mogłam się powstrzymać przed zakupem.

 Rabarbar oznacza dla mnie wiosnę. Słoneczny czas ciast z wiosennymi owocami, rabarbarowych lemoniad i śniadań na tarasie. 

Mam jedną sadzonkę rabarbaru w ogrodzie, ale nie mam z niej wielkiego pożytku. Rabarbar podobno rozrasta się jak szalony, ale widocznie mój o tym nie wie ;-) 

Z pierwszego w tym roku rabarbaru zrobiłam norweskie drożdżówki skoleboller. Te drożdżówki klasycznie mają nadzienie z domowego budyniu i czasami ich  boki obsypane są wiórkami kokosowymi. W wiosennej wersji Brontë Aurell mają dodatek rabarbaru. Słodki, delikatny budyń i kwaskowaty rabarbar tworzą idealne połączenie. Do tego miękkie, pachnące kardamonem ciasto i mamy idealne wiosenne drożdżówki w skandynawskim stylu.



Norweskie drożdżówki z budyniem i rabarbarem

ciasto
25 g świeżych drożdży (lub 2 1/2 łyżeczki suszonych)
250 ml ciepłego mleka
40 g drobnego cukru
80 g masła (rozpuszczonego i wystudzonego)
400 g mąki pszennej typu 550 + mąka do podsypania blatu
2 płaskie łyżeczki mielonego kardamonu
1 płaska łyżeczka soli
1 duże jajko (lekko ubite)

masa budyniowa
1 żółtko
1 jajko
15 g skrobi/mąki kukurydzianej
40 g drobnego cukru
szczypta soli
250 ml mleka pełnotłustego
rdzeń z 1 laski wanilii lub 1 łyżeczka naturalnej esencji waniliowej
15 g miękkiego masła

2-3 laski rabarbaru (pokrojone w 3 cm kawałki)
cukier

Przygotować krem budyniowy.
Wymieszać do połączenia jajko z żółtkiem. Odlać połowę do miseczki (drugą połowę pozostawić do posmarowania wyrośniętych bułeczek), dodać skrobię kukurydzianą, cukier i sól. Wymieszać do połączenia.

W rondelku doprowadzić do zagotowania mleko z przekrojoną wzdłuż wanilią. Gorące mleko dolewać  do masy jajeczno skrobiowej (cały czas mieszając). Masę przelać z powrotem do rondelka i cały czas mieszając doprowadzić do zagotowania i zgęstnienia masy. 

Przełożyć budyń do miseczki. Dodać masło i całość wymieszać, aż masło rozpuści się i połączy z budyniem.  
Przykryć masę folią, żeby dotykała wierzchu i pozostawić do wystudzenia. Wystudzony budyń wstawić do lodówki.
Budyń można przygotować wcześniej i przechowywać przez 2-3 dni w lodówce.

Przygotować ciasto.
W misce wymieszać ciepłe mleko z drożdżami i odstawić na 15 minut. Dodać cukier i wymieszać. Dodać masło i wymieszać mikserem, żeby masło połażczyło się z mlekiem. 
W drugiej misce wymieszać mąkę z kardamonem i solą. Cały czas miksując mieszankę maślano mleczną dosypywać mąkę  i miksować do uzyskania gładkiego ciasta. Dodać połowę rozbełtanego jajka (resztę zostawić do posmarowania bułeczek) i miksować całość przez 5-7 minut, aż ciasto będzie gładkie.

Miskę z ciastem przykryć folią spożywczą i odstawić ciasto do wyrastania na około 40 minut. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

 Na lekko podsypanym mąką blacie rozwałkować ciasto na grubość 2 cm. Wykrawać krążki dużym kubkiem lub szklanką i układać je na blasze (zachowując 5 cm odstępy) wyłożonej papierem do pieczenia. Z tej porcji robię drożdżówki na dwóch blachach z wyposażenia piekarnika. 

Odstawić drożdżówki do wyrastania na około 1 godzinę. Po tym czasie ciasto powinno podwoić swoją objętość. 
Obsypanym mąką dnem małego kubka zrobić w drożdżówkach po środku wgłębienie. Posmarować całość rozbełtanym jajkiem (tym pozostawionym z robienia budyniu). Wypełnić dołki w cieście budyniem. Wierzch posypać kawałkami rabarbaru i cukrem. 

Piec bułeczki w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez około 15-20 minut. Po tym czasie boki ciasta powinny się zezłocić.
Czas pieczenia zależy od wielkości drożdżówek i od piekarnika. 



Przepis Brontë Aurell z książki "Scandikitchen. Summer".

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Jak dobrze zacząć dzień. Granola kokosowa dla Elsy i Astrid.


Przepisów na granole są setki albo i więcej. Sama przetestowałam ponad dwadzieścia, a połowa zagościła u nas na stałe. Przepisy często są do siebie podobne, ale jednak inne. Lubię w granolach to, że można zmieniać składniki zgodnie ze swoimi upodobaniami lub zawartością szafki. 

Lubię to, że rano wystarczy wlać do miseczki jogurt (mleko, maślankę, mleko roślinne), wsypać granolę, dodać owoce (lub nie)  i mamy zdrowe śniadanie w minutę. 

Testuję więc kolejne receptury i te, które zyskują rodzinną aprobatę,  wchodzą na stałe do naszych poranków i trafiają też do Was.

W nowej książce Brontë Aurell jest tak dużo przepisów, które mnie kuszą, że najchętniej gotowałabym od rana do wieczora ;-) 

Przepis na granolę był jednym z pierwszych jakie zrobiłam z tej książki. Podoba mi się w nim tak duża zawartość pestek i nasion w stosunku do płatków, umiarkowana słodycz, smak i idealna chrupkość. No i przypomniałam sobie o syropie daktylowym, który już od dawna stał w kącie szafki ;-)

Bronte przyrządza tę granolę dla swojej rodziny, ja dla swojej, a teraz przepis trafia do Was. Może i u Was ta granola zagości rano na stole.




Granola kokosowa

75 g oleju kokosowego
2 łyżki miodu
2 łyżki  syropu daktylowego (można zastąpić syropem klonowym)
1 łyżka ciemnego brązowego cukru
rdzeń z 1/2 laski wanilii lub 1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią
1 łyżeczka mielonego cynamonu
100 g płatków owsianych
50 g płatków żytnich (można zastąpić owsianymi, orkiszowymi lub jęczmiennymi)
75 g płatków kokosowych
50 g migdałów (grubo posiekanych)
50 g orzechów laskowych (grubo posiekanych)
50 g pestek dyni
50 g siemienia lnianego
50 g pestek złonecznika
50 g sezamu

Nagrzać piekarnik do 160 stopni C.

Włożyć do rondelka olej kokosowy, miód, syrop daktylowy (klonowy), cukier, wanili i cynamon. Podgrzewać mieszając, aż masa stanie się gorąca, ale nie zagotuje się.

W misce wymieszać pozostałe składniki, zalać całość gorącą masą kokosowo miodową. Wymieszać całość i przełożyć na dużą blachę wyłożoną papierem do pieczenia.

Wstawić blachę do piekarnika i piec około 20 minut. W połowie pieczenia przemieszać całość, żeby granola równomiernie się upiekła. 
Kiedy płatki są złociste, wyjąć granolę z piekarnika i pozostawić do całkowitego wystudzenia. Na tym etapie można dodać posiekanych suszonych owoców.

Wystudzoną granolę przechowywać w słoju lub puszce.


Przepis Brontë Aurell z książki "Scandikitchen. Summer".

piątek, 13 kwietnia 2018

Szwedzkie śledzie w sosie musztardowym


Na blogu znajdziecie ponad dwadzieścia przepisów na śledzie. Większość z nich to skandynawskie przepisy. Lubię te ich połączenia smakowe. Kwaśne i słodkie jednocześnie. 

Śledzie to bardzo zdrowe ryby (kupuję te łowione z Morza Północnego lub z Atlantyku) i łatwo dostępne. 

Kiedy mój syn ma dużo nauki lub czuje się zmęczony, przygotowuję śledzie. Kiedy chcę coś podać z żytnim, razowym chlebem, przygotowuję śledzie. Kiedy tęsknię za Skandynawią, przygotowuję śledzie. 
Często je robię, szczególnie kiedy mam dostęp do dobrej jakości ryb.

Szwedzkich śledzi w sosie musztardowym zrobiłam już sporo, ale mimo, że są bardzo do siebie podobne, to jednak jest różnica w smaku, dlatego dzielę się z Wami kolejnym śledziowym przepisem.


 Szwedzkie śledzie w sosie musztardowym

150 g marynowanych śledzi (można użyć również solonych)
2 łyżki musztardy pełnoziarnistej
1 łyżeczka musztardy Dijon
1 łyżka drobnego cukru
2 łyżki octu winnego (jasnego)
2 łyżki śmietanki kremówki (30 lub 36%)
1 łyżka kwaśnej gęstej śmietany
1 cebulka szalotka (drobno posiekana)
100 ml oleju słonecznikowego
2 łyżki kopru (posiekanego)
łyżka szczypiorku (posiekanego)
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku

Pokroić śledzie w 2 cm kawałki.
W misce wymieszać obydwa rodzaje musztardy, cukier, ocet winny, śmietany i szalotkę. Cały czas mieszając dodawać po trochu olej do uzyskania gładkiego sosu. Dodać szczypiorek, koperek i śledzie. Wymieszać i doprawić do smaku pieprzem i solą.
Wstawić do lodówki na całą noc, żeby smaki przegryzły się.




Przepis Brontë Aurell z książki "Scandikitchen. Summer".

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails