sobota, 26 sierpnia 2017

O mojej słabości do pikantności i zapiekane jajka z harissą i fetą w sosie pomidorowym na śniadanie.


Jakiś  czas temu zauważyłam, że moja kuchnia robi się coraz bardziej pikantna. Wśród moich zakupów zawsze znajdzie się kilka papryczek chilli, słoik marynowanych jalapeno i ostre chorizo, a na kuchennej półce rozrastasta się dział pikantnych przypraw. Domownicy są zadowoleni z tych zmian, a ja jestem szczęśliwa, kiedy czuję ostrość w potrawie. 

Gdybyśmy mieli teraz zimę, tłumaczyłabym to potrzebą rozgrzania organizmu, ale czemu tak jest w lecie, to nie wiem. Może ciągle szukając nowych smaków, odkryłam nieznany mi wcześniej świat pikantności, a może jest to związane z moim uzależnieniem od endorfin czyli hormonów szczęścia ;-). W końcu przecież dowiedziono, że zawarta w papryczkach chilli kapsaicyna stymuluje organizm do ich produkcji. Oprócz tego działa przeciwbakteryjnie, wzmaga metabolizm, obniża ciśnienie krwi... czyli same korzyści, a mój organizm sam to wyczuwa ;-).

W pikantnych potrawach dobre jest to, że możemy dawkować sobie ostrość według własnych preferencji i upodobań. 

Dzisiejsza moja propozycja śniadaniowa na perskie zapiekane jajka z pomidorami i fetą jest pikantna, ale niezbyt mocno. Oczywiście można ją złagodzić zmniejszając ilość pasty harissa. Pozostałe przyprawy (kolendra, kumin, kurkuma i cynamon) nadają daniu bogactwo aromatu. Początkowo dodatek cynamonu do jajek bardzo mnie zaskoczył, ale teraz jestem zachwycona tym, że znajduje się w tej mieszance przypraw. Nie rezygnujcie z niego.

Do tego dania używam greckiej, owczej fety sprzedawanej na wagę. Warto zastosować "prawdziwą" fetę, a nie mazisty ser pakowany do prostokątnych opakowaniach, które tylko fetę udają. Różnica w smaku jest bardzo duża.

Pastę harissa można łatwo kupić w sklepach z arabską żywnością i w większości supermarketów. Sprzedawana jest w słoiczkach lub w puszkach. Można ją też łatwo zrobić samemu. Przepis znajdziecie TUTAJ. Jest tam również przepis na grzanki z masłem z dodatkiem harissy i mozarelli. Bardzo je polecam, bo są pyszne.

Jeżeli podoba Wam się dzisiejsza propozycja śniadaniowa, zajrzyjcie też TUTAJ. Znajdziecie tam przepis na menemen - tureckie danie śniadaniowe, podobne do dzisiejszego.




Zapiekane jajka z harissą i fetą w sosie pomidorowym

przepis na 4 porcje

4-6 łyżek oliwy
5 dużych ząbków czosnku (pokrojonych w cienkie plasterki)
3 duże czerwone czerwone cebule (pokrojone w 3-4 mm półksiężyce)
2 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
3 łyżki pasty harissa 
6 dużych pomidorów (ze skórką lub bez, ale bez gniazd nasiennych, pokrojonych w 1 cm kostkę) 
1 puszka (400 g) posiekanych pomidorów w sosie własnym
sól morska do smaku
40 g posiekanych listków i łodyżek świeżej kolendry (duży pęczek)
300 g sera feta (pokrojonej w 2,5 cm kostkę)
8 jajek

Na dużej patelni rozgrzać oliwę. Dodać czosnek i cebulę. Smażyć mieszając, aż zmiękną i zaczną stawać się szkliste. Dodać kurkumę, kolendrę, kumin i cynamon. Wymieszać i dodać pastę harissa. Wymieszać ponownie i dodać świeże pomidory i z puszki. Posolić do smaku i ponownie zamieszać. Kiedy całość zacznie wrzeć, zmniejszyć ogień i dusić 15-20 minut. Mieszać od czasu do czasu. 

Nagrzać piekarnik do 180 stopni C.

Dodać do sosu pomidorowego połowę fety i posiekanej kolendry i delikatnie wymieszać. Przełożyć sos do 1 dużego naczynia do zapiekania lub do 4 indywidualnych. W sosie zrobić zagłębienia (8 w dużym naczyniu, po 2 w pojedyńczych naczynkach) i wbić w nie jajka. Na wierzchu ułożyć resztę fety.
Wstawić naczynie/naczynia do piekarnika i zapiekać całość 10-12 minut. Białko jajek powinno się ściąć, a wnętrze żółtek powinno zostać płynne.
Wyjąć danie z piekarnika i posypać jego wierzch kolendrą.

Podawać od razu.



Przepis Sabrina Ghayour z książki "Persiana"

niedziela, 20 sierpnia 2017

Jagodzianki na zakończenie wakacji.




Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie. Wczoraj rano poszłam po zakupy w najcieńszej, jedwabnej sukience (która tylko pozwala zachować pozory, że mam coś na sobie ;-)) i było mi i tak za gorąco. A wieczorem wyciągnęłam wełniany sweter i koc, chcąc się ogrzać.

Dobrze, że mam za sobą wakacje nad polskim morzem, bo pogoda tam zawsze mnie hartuje do niskich temperatur. 

Było słonecznie i deszczowo, wietrzyście i burzowo, ale na pewno nie było gorąco. Mimo takiej zmniennej i nierozpieszczającej ciała aury, za nic nie zamieniłabym wakacji nad naszym morzem na inne miejsce. Nawet w szczycie sezonu można znaleźć plaże, na których jest pusto, a kiedy pada deszcz lubię czytać książki nie patrząc na upływający czas. 

Jest jeszcze wiele rzeczy, które sprawiają mi radość w czasie wakacji nad morzem. Świergot ptaków, który budzi mnie jeszcze przed świtem, coraz jaśniejsze potargane na wietrze włosy, piasek, który można znależć w każdym zakamarku domu, wypłowiały na słońcu, własnoręcznie uszyty stary parawan i ciemność nocy, jaką da się zaobserwować tylko z dala od miasta.  Małe rzeczy, dla wielu bezwartościowe, ale dla mnie bardzo ważne i cenne. 

Nad morzem w lesie nawet pod koniec sierpnia można znaleźć jagody. Piekę z nich jagodzianki, które znikają zanim zdążą wystygnąć. Rodzina, znajomi, przyjaciele i sąsiad zza płotu ;-) co roku są testerami moich nowych wypieków. Teraz możecie być i Wy :-).

Ciasto, które zrobiłam do nich jest bardzo delikatne i maślane. Pachnie lekko skórką z cytryny i wanilią. 
Piekłam z niego też ciasto w dużej formie posypane owocami i kruszonką, a także zawijane ślimaczki z owocami i marcepanem.

Do nadzienia bułeczek można użyć praktycznie każdych owoców. Do tych bardziej soczystych jak maliny lub truskawki, dobrze jest dodać odrobinę mąki ziemniaczanej jak w poniższym przepisie z nadzieniem jagodowym. 












Jagodzianki

ciasto
250 ml mleka
20 g świeżych drożdży
10 g cukru
150 g masła (stopionego i wystudzonego do letniej temperatury)
2 jajka
2 żółtka 
70 g cukru
skórka starta z 1/2 dużej cytryny
1 łyżeczka pasty z wanilii lub naturalnego ekstraktu
2 łyżki oleju o neutralnym smaku
650 g mąki pszennej (typu 550)
szczypta soli

nadzienie
300 g jagód (lub innych owoców)
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
50 g cukru
1 opakowanie cukru waniliowego z prawdziwą wanilią

wierzch
1 jajko
cukier

Mleko podgrzać do letniej temperatury i wymieszać z drożdżami i 10 g cukru. Odstawić na 5 minut. Dodać pozostałe składniki i miksować całość (końcówki haki) przez 5-7 minut do uzyskania gładkiego i elastycznego ciasta.

Miskę z ciastem przykryć ściereczką lub kawałkiem folii spożywczej i odstawić do wyrastania na 1 godzinę. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Wymieszać w miseczce składniki nadzienia.

Wyrośnięte ciasto przez chwilę wyrabiać dłońmi, żeby je odgazować. Z ciasta odrywać kawałki wielkości piłeczki do tenisa. Rozpłaszczać każdy kawałek na dłoni, żeby uzyskać placuszek grubości około 1 cm. Na środek nałożyć 2 -3 łyżeczki nadzienia. Złączyć brzegi mocno ściskając końcówki ciasta i utoczyć w dłoniach bułeczkę.
Układać je na dużej blasze (łączeniem do dołu) wyłożonej papierem do pieczenia zachowując 3-4 cm odstępy. Odstawić bułeczki do ponownego wyrastania na 20-30 minut.
Nagrzać piekarnik do 180 stopni C.

Wierzch bułeczek posmarować rozbełtanym jajkiem i posypać cukrem. 

Wstawić do piekarnika i piec do zezłocenia wierzchu około 20 minut. Upieczone przełożyć na kratkę do wystudzenia.


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails