piątek, 27 stycznia 2017

Kanelbullar - najlepsze szwedzkie bułki cynamonowe


Jest coś kojącego w cynamonowym bułkach kanelbullar. Ich robienie to naprawdę duża przyjemność. Lubię ten moment, kiedy wyciągam z szafki dużą miskę, żeby wyrobić ciasto i kiedy wyciągam małą, żeby wymieszać składniki nadzienia. Lubię ten czas, kiedy ciasto rośnie, a ja mam godzinę, żeby siąść pod kocem z kubkiem kawy i książką albo, żeby pogadać o ważnych i nieważnych sprawach z najbliższymi albo posegregować dawno zapomniane rzeczy w szufladzie ;) 

A najprzyjemniejszy w kanelbullar jest zapach, który się rozchodzi po kuchni w trakcie pieczenia i pierwszy kęs ciepłej bułki.

Przez ostatnie lata upiekłam ich naprawdę dużo, ale te dzisiejsze pachną dokładnie tak jak pachnie w dobrych, szwedzkich piekarniach. 

Piekąc je pierwszy raz, aż zatrzymałam się wchodząc do kuchni. Gdzieś tam w głowie pod wpływem zapachu, wróciły nie tak dawne wspomnienia. Podczas ostatniego pobytu w Sztokholmie wstępowałam co rano do ulubionej piekarni Bageri Petrus, żeby wypić kawę i zjeść śniadanie. Wychodziłam z torebką z cynamonową bułką i wsiadałam na rower, żeby dotrzeć do szpitala, gdzie pobierałam nauki. Kiedy po paru godzinach przychodził czas na fikę, wyciągałam bułkę i... byłam w raju.

W tamtych szwedzkich i w tych z poniższego przepisu kanelbullarach są identyczne proporcje kardamonu i cynamonu. I to jest dla mnie właśnie to idealne połączenie.

Na zdjęciach znajdziecie sposób ich formowania. Jeżeli wolicie prostszy sposób, to wystarczy całe rozwałkowane ciasto posmarować nadzieniem, zwinąć je w rulon i pociąć na 3 cm plastry. Dobrze jest układając porcje ciasta na blasze podwinąć pod spód końcówkę ciasta. Zapobiegnie to lekkiemu rozwijaniu się ciasta w trakcie pieczenia.

A jak macie ochotę na bułki kardamonowe z marcepanem, to TEN przepis będzie idealny. Też od Brontë Aurell

Pięknego weekendu.





 Kanelbullar

ciasto
13 g (2 łyżeczki) suszonych drożdży lub 25 g świeżych
250 ml ciepłego mleka
80 g masła  - rozpuszczonego i lekko wystudzonego
40 g drobnego cukru
400 g mąki pszennej (luksusowej - typu 550)
2 łyżeczki mielonego kardamonu
1 łyżeczka soli
1 małe jajko - lekko ubite
nadzienie
80 g miękkiego masła
  80g drobnego cukru
1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
1 łyżka mielonego cynamonu
1 łyżeczka mąki pszennej
1/2 łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii

wierzch
1 lekko ubite jajko 
3 łyżki syropu daktylowego, kukurydzianego, złocistego lub miodu -  lekko podgrzanego (opcjonalnie)
cukier perlisty
mąka do podsypania blatu
Wymieszać w jednej misce 400 g mąki z kardamonem i solą.
W drugiej misce połączyć mieszając ciepłe mleko z drożdżami. Odstawić na 5 minut. Dodać stopione masło, jajko i cukier. Wymieszać. Cały czas miksując (końcówki haki) dodawać do masy mieszankę mąki z solą i kardamonem. Kiedy składniki się połączą miksować całość jeszcze przez 5 minut na średnich obrotach. Jeżeli ciasto jest bardzo rzadkie, dodać jeszcze trochę mąki.
 Miskę z ciastem przykryć folią i odstawić do wyrastania na 30-45 minut. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.
Przyrządzić nadzienie miksując do połączenia wszystkie składniki.
Na podsypanym mąką blacie  rozwałkować ciasto na prostokąt o wymiarach 40x50 cm. 
Rozsmarować nadzienie na połowie ciasta. Złożyć je na pół, żeby nadzienie znalazło się pomiędzy dwoma warstwami ciasta. Pociąć ostrym nożem na 16 pasków. Paski lekko zwinąć spiralnie, a następnie na kształt ślimaka. Końcówki powinny być pod spodem bułeczki. Zapobiegnie to jej rozwijaniu w trakcie pieczenia. Jak zwinąć ciasto można zobaczyć na poniższych zdjęciach (upieczone bułeczki na pozostałych zdjęciach są zwijane na 3 różne sposoby)

Układać bułeczki (zachowując odstępy) na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Blachę przykryć ściereczką i odstawić bułeczki do ponownego wyrastania na 30 minut.
Nagrzać piekarnik do 200 stopni C.  Wierzch bułeczek posmarować jajkiem i posypać cukrem perlistym. Wstawić do piekarnika i piec 10 - 12 minut (do momentu, aż wierzch będzie złocisty).
Wyjąć bułeczki i przykryć je ściereczką na 3 minuty (zapobiegnie to wysychaniu wierzchu w trakcie studzenia). 
Brontë Aurell stosuje tę metodę we wszystkich swoich przepisach na drożdżowe wypieki i rzeczywiście to działa. Para ze stygnących bułeczek nawilża ich wierzch.

Jeszcze ciepłe bułeczki można posmarować lekko podgrzanym syropem. Nada on im połysk i ograniczy wysychanie. Jeżeli chcecie to zastosować, lepiej posypać bułeczki cukrem po posmarowaniu syropem, a nie tuż przed wstawieniem do piekarnika.







Przepis Brontë Aurell z książki "Scandikitchen, fika & hygge"

18 komentarzy:

  1. Śliczne! Już czuję ten zapach ...muszę upiec! Dzięki za przepis, Alicja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Przepis jest super. Będziesz miała dużo radości z tych bułeczek. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Czytając Twój opis poprzedzający przepis tak mi zapachniało kardamonem i cynamonem, że aż sama mam ochotę upiec takie bułeczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę. To piecz, jak jest ochota.

      Usuń
  3. no nic pewnie jutro upiekę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się z tego cieszę. Daj znać jak smakowały.

      Usuń
  4. piękne zdjęcia, aż chce się iść do kuchni i piec takie bułeczki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie jadłam tych bułeczek, ale wiem, że bym je pokochała! :)
    http://rankiemwszystkolepsze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. czyli mam przepis na kolejne niedzielne śniadanko :) wspaniałości!

    OdpowiedzUsuń
  7. Upieczone w ramach odreagowania trudnych chwil. Doskonale się do tego nadają, są pyszne, zostały jeszcze na jutrzejsze śniadanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma dla nich lepszej rekomendacji, niz Twoja. Dobre na trudne chwile. A Tobie życzę teraz samych dobrych i radosnych chwil 😀

      Usuń
  8. Nie jadłam nigdy takich, ale wyglądają cudownie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się podobają. Może spróbujesz je upiec?

      Usuń
  9. Są prześliczne!
    I też kocham ten zapach :)
    I po prostu muszę kupić tę książkę! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wczoraj upiekłam z połowy porcji (16 bułeczek dla 2 osób groziło zbyt dużą rozpustą;). I są rewelacyjne! Ciasto jest bardzo przyjemne w obróbce, w ogóle się nie klei i jest bardzo elastyczne. Świeżo po upieczeniu, jeszcze ciepłe, były delikatne jak chmurka (i pyszne, oczywiście). Dziś przed południem też były bardzo smaczne, ale wiadomo, drożdżówki im świeższe tym smaczniejsze. Myślałam, że 8 sztuk starczy nam na trochę dłużej, ale nie ma już po nich śladu.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails