piątek, 29 kwietnia 2016

Na początek sezonu. Risotto ze szparagami i skórką z cytryny.


W tym roku w dużej mierze patrzę na wiosnę przez okno. Tym bardziej cieszę się nią, kiedy mogę jej bliżej zaznać. Krótki spacer po brukowanych uliczkach, odpoczynek w kawiarnianym ogródku, pęk postrzępionych, białych tulipanów przyniesiony do domu przez kogoś bliskiego, zerwana gałąź kwitnącej jabłoni  wstawiona do wazonu, pęczek szparagów kupiony na targu... takie rzeczy cieszą mnie jeszcze mocniej niż kiedyś. Małymi krokami wracam do normalnego życia i cieszę się każdą jego drobiną. 

Sezon szparagowy jest krótki, więc warto z niego w pełni korzystać. Z dnia na dzień szparagi robią się coraz tańsze i coraz łatwiej dostępne. Najczęściej kupuję zielone, bo lubię ich smak i są bardzo łatwe w przygotowaniu. W przeciwieństwie do białych, nie trzeba ich obierać, a wystarczy odłamać stwardniałą końcówkę. W tym sezonie mam jednak w planach częstsze wykorzystywanie białych szparagów. Z prozaicznego powodu. Jakiś czas temu zepsuła mi się obieraczka do warzyw. Kupiłam nową, ale nie byłam z niej zadowolona, kupiłam inną i znowu to samo, kupiłam kolejny model.... W chwili obecnej mam z sześć różnych obieraczek, ale tęsknię do tej zwykłej, starej, która była fantastyczna. Niestety model jest już nieosiągalny. W związku z mnogością narzędzi obierających, poobieram w sezonie trochę białych szparagów. 

A na razie zapraszam Was na risotto z dodatkiem zielonych. Przeważnie przygotowywałam je ze szparagami pokrojonymi w kawałki. W dzisiejszym przepisie w całości są tylko główki szparagów. Reszta po ugotowaniu, zmiksowana jest na krem i dodana do ryżu. Dzięki temu risotto ma bardzo intensywny smak i kolor.

O ryżu, jego rodzajach, uprawie i zastosowaniu możecie przeczytać TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ, a przepis na klasyczne risotto mediolańskie znajdziecie TUTAJ.  
 

Risotto ze szparagami i skórką z cytryny

1 duży pęczek (600 g) zielonych szparagów 
1000-1200 ml bulionu warzywnego
3 łyżki oliwy z oliwek
1 duża łyżka (15 g) masła
4 sztuki (100 g) szalotek ewentualnie zwykłej cebuli 
225 g ryżu do risotto (odmiany vialone nano, arborio, carnaroli)
4 łyżki (60 ml) białego, wytrawnego wina
listki z 1 gałązki mięty (drobno posiekane)
2 łyżli (30 ml) słodkiej śmietanki
skórka starta z 1/2 cytryny
50 g drobno startego sera pecorino lub parmezanu

Odłamać zdrewniałe końcówki szparagów i ugotować je do miękkości w bulionie. Odcedzić je i wyrzucić. W małej ilości wody ugotować na chrupko główki szparagów (2-3 minuty), odcedzić i przełożyć do miski z zimną wodą. Po chwili odcedzić i odłożyć do miseczki. Hartowanie szparagów przerywa ich gotowanie. Dzięki temu zachowuje się też ich intensywny, zielony kolor. 
Resztę części szparagów pokroić w 2 cm kawałki i ugotować do miękkości w wodzie, w której gotowały się główki. Zmiksować całość na gładko i odstawić.

Szalotkę posiekać w drobną kostkę. Na dużej patelni rozgrzać masło z oliwą. Dodać szalotkę i  smażyć całość do zeszklenia. Cebula nie powinna się zrumienić, a tylko nabrać złocistego koloru. Dodać ryż i mieszając smażyć całość przez około 2 minuty, aż ryż również lekko się zeszkli. Dolać wino i poczekać, aż większość odparuje. Dolać około 1/3 bulionu (bulion powinien sięgać około 1 cm ponad poziom ryżu) i gotować, aż prawie cały płyn zostanie wchłonięty przez ryż. Dolać kolejną porcję bulionu i gotować ryż, aż będzie lekko twardawy (al dente). Cały czas gotowania trwa około 20-25 minut. 
Dodać zmiksowane szparagi, skórkę z cytryny, śmietanę, miętę i starty ser. Wymieszać całość podgrzewając do połączenia składników. Pod koniec mieszania dodać 2/3 główek szparagów. Resztą posypać wierzch risotta. Na wierzch można również zetrzeć dodatkowe wiórki sera.
Podawać od razu.
 


poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Małe chałki śniadaniowe.


Chałka kojarzy mi się z Babcią i dzieciństwem. Miękka, krojona w grube plastry, posmarowana masłem i domową konfiturą z truskawek lub czarnych porzeczek to było moje ulubione śniadanie, kiedy nocowałam u Babci. Do tego kubek mleka i byłam w śniadaniowym raju. Czasami powtórkę udało mi się wyprosić na kolację lub podwieczorek. 

Lubiłam siadać u Babci na parapecie wielkiego okna i zajadając chałkę, czytać książkę lub wyglądać przez okno. A czasami było na co patrzeć. Kamienica moich dziadków przylegała do pałacu, w którym mieściła się (i mieści nadal) ambasada belgijska. Od czasu do czasu odbywały się tam prawdziwe bale. Wieczorami zajeżdżały limuzyny i wysiadali z nich goście we frakach i długich balowych sukniach. Budynek rozświetlały kryształowe żyrandole, a ze środka dochodziły dźwięki muzyki. W tamtych szarych czasach lat osiemdziesiątych ten widok był jak wejście na karty książki z bajkami. Lubię te wspomnienia.

Na drugi dzień mojego pobytu u dziadków, Babcia kroiła lekko czerstwą chałkę na kromki i moczyła ją w jajku z dodatkiem mleka i cukru i smażyła na maśle. Ten karmelowy zapach, który roznosił się z kuchni czuję do dziś. 

Lubię piec chałki. Często robię małe, żeby każdy miał własną splecioną bułeczkę. Czasami piekę w formie keksówce, a kiedy indziej klasyczną dużą, splecioną z 6 wałeczków.
W moim rodzinnym domu chałka była też obowiązkowym dodatkiem do faszerowanego kurczaka lub ryby. 
Jeżeli macie ochotę na inne przepisy na chałkę to zapraszam po receptury na szwedzką chałkę pulla ,

Od dwóch miesięcy na blogu nie było żadnych wpisów. Wiele osób dopytywało się co się u mnie dzieje i jak długo ta cisza potrwa. Dostałam prztyczka w nos od mojego organizmu i na dwa miesiące byłam wyłączona z normalnego życia. Teraz powoli wracam do zdrowia, czuję się już znacznie lepiej, więc wróciłam do pisania bloga. Mam sporo zaległych przepisów do opublikowania, więc myślę, że jak nic nieprzewidzianego się nie wydarzy, nowe wpisy będą pojawiać się w miarę systematycznie. Przez ten czas nie gotowałam, nie piekłam, nie szykowałam Świąt. Jeszcze nigdy nie miałam takiej przerwy od kuchni, jeszcze nigdy nie spędziłam tyle czasu leżąc i nic nie robiąc (oprócz czytania). Czasami tak bywa. Teraz powolutku wracam do jakiejś aktywności. I wiecie co. Jeszcze nigdy nie cieszyły mnie takie drobiazgi jak włączenie pralki, czy wyjęcie naczyń ze zmywarki. Małe rzeczy, które były dla mnie niedostępne przez ostatnie tygodnie. 

                 A więc witajcie  z powrotem w mojej kuchni.


  
Mini chałki śniadaniowe

ciasto
 3/4 szklanki (175 ml) letniego mleka
2 1/4 łyżeczki (7g, 1 opakowanie) suszonych drożdży
1/4 szklanki (50 g) cukru
2 duże jajka w temperaturze pokojowej 
1 żółtko
1/4 szklanki oleju o neutralnym smaku
3 1/4 szklanki (500 g) mąki  pszennej typu 550
1/2 łyżeczki soli
skórka starta z 1/2 cytryny

wierzch
1 żółtko wymieszane z 2 łyżkami mleka
cukier perlisty
mak
sezam
 

Do miski miksera wlać mleko i dodać drożdże. Odstawić na 5 minut. Dodać wszystkie pozostałe składniki  i miksować całość przez 5 minut do uzyskania gładkiego ciasta. Ciasto przełożyć do posmarowanej olejem miski, przykryć ją ściereczką i odstawić na półtorej godziny do wyrastania.

Wyrośnięte ciasto wyjąć z miski i wyrabiać przez chwilę na blacie. Uformować z niego gruby wałek i podzielić go na 12 części. Każdą część podzielić na dwa i uformować z nich wałki długości 30 cm. Wałki ułożyć na krzyż i zapleść z nich chałkę. Jak to zrobić najlepiej zobaczyć na TYM FILMIE lub na TYM. Chałki ułożyć (zachowując odstępy) na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia, przykryć ściereczką i odstawić do ponownego wyrastania na 45 minut. 

Po tym czasie posmarować chałki rozbełtanym jajkiem z mlekiem i posypać makiem, cukrem lub sezamem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C i piec 20-25 minut do zrumienienia skórki. Studzić na kratce. 

Najlepsze są jeszcze ciepłe, posmarowane masłem z dodatkiem konfitury. Tak samo dobrze chałka smakuje z wytrawnymi dodatkami. Bułeczki dobrze się mrożą. Na drugi dzień po upieczeniu, chałki kroję na pół i opiekam w tosterze. Te chałki świetnie nadają się do przygotowania tostów francuskich.



LinkWithin

Related Posts with Thumbnails