czwartek, 7 stycznia 2016

Nororoczna manufaktura czekolady, William Curley i chrupiące migdały w gianduji i gorzkim kakao.

 


Pierwszą książkę Williama Curleya kupiłam pięć lat temu. Wtedy niewiele wiedziałam o jej autorze. Do zakupu skusiła mnie...okładka. Byłam wtedy na kulinarnym etapie fascynacji własnoręcznie robionymi czekoladkami i pralinami i ciągle poszukiwałam nowych receptur i inspiracji. Na początku przerabiałam przepisy na klasyczne nadzienia do czekoladek typu karmel z morską solą, ale kusiły mnie te mniej znane, wręcz zaskakujące połączenia jak na przykład morela z wasabi, jałowiec z czarną porzeczką, japoński czarny ocet z rozmarynem i oliwą. Dzięki tej książce zaczęłam szukać takich składników jak yuzu, wędzona herbata czy matcha. Zaczęłam też kupować akcesoria ułatwiające produkcję czekoladek i pralinek. Potem na moich półkach z książkami kulinarnymi pojawiły się też inne poświęcone produkcji czekoladek, ale pozostałam wierna pierwszej miłości. Kiedy planuję zrobić coś czekoladowego, najpierw sięgam po książkę Williama. Po nią sięgam też, kiedy chcę upiec coś z dodatkiem czekolady. Prostego i szybkiego lub skomplikowanego i imponującego. Kiedy ukazała się kolejna książka Williama, poświęcona ciastom, kupiłam ją już bez zastanawiania. 

Takie były moje początki "znajomości" z Williamem Curleyem. Wiedziałam, że kiedyś spróbuję jego czekoladek na miejscu w londyńskim sklepie i pójdę na warsztaty. Czekoladki jadłam, ale na warsztatach nie byłam. W zeszłym roku zrobiłam dwa podejścia do zapisu i za każdym razem trafiałam na zamknięte listy uczestników. Na warsztaty można zapisywać się z dwu miesięcznym wyprzedzeniem, ale za każdym razem moja wizyta w Londynie kończy się tylko zjedzeniem porcji czekoladek, bo miejsc na warsztaty brakuje. Kiedyś na nie pójdę...

William Curley urodził się w 1971 roku w małym miasteczku w Szkocji.  Ma 45 lat, ale wciąż wygląda jak młody chłopak, a nie czterokrotny najlepszy "chocolatier" w Wielkiej Brytanii. W swojej karierze ma pracę w wielu prestiżowych miejscach, ale największy wpływ na jego podejście do smaku i innowacyjności ma Suzue, pochodząca z Japonii cukierniczka, którą spotkał w czasie pracy w Savoyu. Obecnie są małżeństwem i partnerami we własnym biznesie. 

W Londynie można spróbować słodkości Williama Curleya w dwóch miejscach. Jednym z nich jest Harrods, drugim flagowy sklep w dzielnicy Belgravia. To właśnie tam kieruję swoje kroki, kiedy mam ochotę na dobrą kawę i coś słodkiego w spokojnym miejscu. Oszczędnym w wystroju, eleganckim, ale nieonieśmielającym. Przemiły personel i zapach czekolady sprawiają, że pobyt tam jest dużą przyjemnością. Do produkcji czekoladek i pralin William Curley używa wyłącznie czekolady z toskańskiej wytwórni  Amedei. Pozostałe składniki też są najwyższej jakości, bo zasadą Williama jest używanie tylko najlepszych produktów. I to czuć w każdej sprzedawanej tam słodkości. Zjedzenie jednej czekoladki jest wystarczającym powodem, żeby odwiedzić to miejsce. A ciężko zjeść tylko jedną, bo czekając na kawę sprzedawca częstuje różnorodnymi, żeby uprzyjemnić nam chwile. 

Sklep Williama Curleya zaliczam do miejsc, w których delektuję się smakiem i odkrywam nowe. Pobyt tam to czysta radość.

 William Curley
198 Ebury Street, Belgravia, Londyn  
Harrods, 87-135 Brompton Rd, Londyn
10 10 Paved Court, Richmond-upon-Thames

 W tym roku w ramach noworocznej manufaktury czekolady zrobiłam prażone migdały w chrupiącej cukrowej otoczce, warstwie gianduji i gorzkiego kakao. Niepozorne w wyglądzie, a bogate w smaku. Chrupkie migdały idealnie łączą się ze słodką giandują i delikatną, gorzką warstwą kakao. O gianduji możecie przeczytać TUTAJ.

Inne przepisy Williama Curleya, które znajdziecie na blogu.







William Curley













Chrupiące migdały w gianduji i gorzkim kakao

400 g zblanszowanych migdałów
125 g drobnego cukru
25 ml wody
400 g gianduji*
250 g gorzkiego kakao

Rozgrzać piekarnik do 200 stopni C. Na dużej blasze rozłożyć migdały pojedynczą warstwą i prażyć je w piekarniku przez 5-6 minut. Wyjąć i przełożyć do miski. W rondlu ugotować syrop z wody i cukru (doprowadzając jego temperaturę do 118 stopni C). Dodać migdały i cały czas mieszając, doprowadzić do pokrycia się migdałów syropem i zmianie syropu w białą warstwę chrupiącego cukru. Gotowe migdały powinny wyglądać jak na zdjęciu poniżej przepisu. Wyłożyć je na arkusz papieru do pieczenia i pooddzielać. Pozostawić do wystudzenia i stwardnienia. Gianduję (czekoladę, czekoladę z nutellą) rozgrzać na parze do uzyskania płynnej konsystencji. Na talerz wysypać kakao. Moczyć pojedyncze migdały w gianduji, żeby pokryła całość i przekładać przy pomocy dwóch widelców do kakao. Obtoczyć w kakao. Przełożyć pojedynczo na papier do pieczenia i pozostawić do wystudzenia i stężenia. Otrząsnąć z nadmiaru kakao. Przechowywać w puszce lub słoju.

*Jeżeli nie możecie kupić gianduji, użyjcie czekolady o tym smaku lub 200 g mlecznej czekolady i 200 g nutelli.



Przepis William Curley z książki "Couture chocolate".

9 komentarzy:

  1. dostałam ślinotoku..tak przed snem kurka wodna:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mmmm, istne dzieła sztuki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. obśliniłam się z samego rana... takimi czekoladowymi frykasami mogłabym zaczynam każdy dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  4. widać, że to małe dzieła sztuki!

    OdpowiedzUsuń
  5. wow, te czekoladki wyglądają niesamowicie, aż mi ślinka cieknie! nie miałam okazji jeść nigdy aż tak wspaniałych czekoladek, ale w Łodzi jest bardzo łajna manufaktura czekoladek i pamiętam, jakie to było przepyszne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ piękne desery!
    Pralinki z pewnością pyszne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyglądają tak pysznie, jak te z mojego ulubionego filmu, Czekolady ;) pokuszę się na nie niedługo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mogłabym zamieszkać w tym sklepie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Great idea and super cute!
    ________________________
    Kristen Stewart HD Wallpaper

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails