niedziela, 29 listopada 2015

Na pączątek sezonu świątecznego... chcę Wam o czymś opowiedzieć i zaprosić na korzenne ciasto z borówkami (brusznicami).


Weekend w okolicach początku grudnia to w naszym domu początek sezonu świątecznego. W tym roku zaczynamy dość wcześnie, bo tak wynika... z kalendarza. Pierwsze dekoracje zdobią naszą przestrzeń, w tle słychać świąteczną muzykę, a z kuchni rozchodzą się korzenne zapachy. Lubię ten czas i klimat, dlatego sprawia mi wielką przyjemność jego długie celebrowanie. Choinka w naszym domu pojawia się dość wcześnie (ale jeszcze nie dzisiaj ;-)), bo bardzo lubię jej obecność na długo przed świętami. Natomiast kiedy minie 27 grudnia mam ochotę szybko ją rozebrać. Największą przyjemność sprawia mi ten czas przed, a nie czas po.
Od dzisiaj przez prawie miesiąc możecie spodziewać się na blogu samych świątecznych przepisów. Tak jak wcześniej będę krążyć wokół receptur z różnych stron Europy. Znajdziecie kolejne śledzie ze skandynawskiej kuchni, nowe wersje drożdżowych ciast z Niemiec i Włoch, szwajcarskie i belgijskie ciasteczka i rozgrzewające napoje z różnych stron... 

W tym roku na początek  sezonu świątecznego zdecydowałam się na korzenne ciasto ze Szwecji. W smaku przypomina wilgotny piernik. Jego wierzch pokrywa waniliowa masa z serka podobna do tej jaką można znaleźć na ciastach marchewkowych. Masę zdobią świeże żurawiny, które swoją kwaskowatością i cierpkością przełamują słodycz ciasta. Jedyna modyfikacja jaką chcę wprowadzić piekąc to ciasto kolejny raz, to rozmiar blaszki. Niższe ciasto (czyli upieczone w większej blaszce) będzie łatwiejsze do krojenia.

Przy okazji tego świątecznego posta, chciałabym Wam o czymś opowiedzieć. 
Parę lat temu kupiłam sobie we Francji miseczkę. Przez długi czas była to moja ulubiona miseczka śniadaniowa. Chciałam dokupić do niej talerzyk i kubek, ale nigdzie nie mogłam ich znaleźć.  Wiedziałam tylko, że miseczka jest holenderska firmy At home with Marieke. Gdzieś w kolejnej podróży udało mi się kupić kolejne rzeczy. Pasujące, ale inne. Kiedy używałam tych naczyń do zdjęć, dostawałam mejle, gdzie te rzeczy kupiłam. Tak mijały kolejne lata, aż pojechałam na krótkie wakacje do Holandii. Jednym z planów na tamtą podróż było kupno... kolejnych miseczek. I tak trafiłam do Marieke i Jacka. Przy starym drewnianym stole, słuchałam ich opowieści o tym jak po odchowaniu dzieci,  postanowili zmienić swoją pracę i życie. Jak Marieke zrealizowała swoje marzenie o projektowaniu, a Jack o wspólnej pracy i rodzinnym biznesie. Słuchałam, oglądałam i wpadłam na pewien pomysł. Ten pomysł nazwałam Szary Imbryk, bo... lubię szary kolor i słowo Imbryk. Szary Imbryk to sklep internetowy, w którym można kupić rzeczy, które mi się podobają. Na początek znajdziecie tam rzeczy holenderskiej marki At home with Marieke. Kubki, miseczki, talerze, ściereczki, serwetki... To znajdziecie na początek mojego początku w czymś dla mnie całkowicie nowym. Mam nadzieję, że się Wam spodoba i będziecie go odwiedzać. Mam także nadzieję, że wybaczycie mi wszelkie moje niedociągnięcia jakie znajdziecie na stronie. 

A teraz zapraszam Was po przepis na szwedzkie piernikowe ciasto z borówkami (brusznicami) i do odwiedzin Szarego Imbryka.
 


Szwedzkie korzenne ciasto z borówkami (brusznicami)
Mjuk pepparkaka i langpanna

ciasto
4 jajka
350 g brązowego cukru
600 ml maślanki
1 łyżka imbiru
1 1/2 łyżeczki kardamonu
2 łyżeczki mielonych goździków
2 łyżeczki cynamonu
720 g mąki pszennej tortwej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
200 g rozstopionego masła
220 g konfitury niskosłodzonej z borówki (brusznicy) lub żurawin

wierzch
400 g serka philadelphia (w temperaturze pokojowej)
200 g cukru pudru 
1 łyżeczka pasty lub naturalnego ekstraktu z wanilii
100 g żurawin lub borówek (mogą być mrożone)

W misce zmiksować jajka z cukrem. Dodać maślankę i korzenne przyprawy i miksować do połączenia. Dodać mąkę wymieszaną z sodą i proszkiem do pieczenia i ponownie zmiksować. Dolać wystudzone masło i konfiturę. Miksować około 1 minuty do uzyskania gładkiej masy. Ciasto przelać do prostokątnej formy o wymiarach 32 x 20 cm wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni przez około 1 godzinę. Wyjąć i pozostawić do całkowitego wystudzenia.
Składniki wierzchu zmiksować na gładką masę. Rozprowadzić ją równomiernie po cieście. Posypać żurawinami lub borówkami (mogą być mrożone). 



środa, 25 listopada 2015

Na rozgrzewkę. Zupa z porami i daktylami.


 Tej jesieni gotuję dużo zup porowych. Najczęściej jest to najprostsza zupa z dodatkiem ziemniaków i gałki muszkatołowej, ale były też inne. Z jabłkami, z kaszą, z dynią, z cukinią, z pomidorami, z grzankami (przypominająca cebulową)... Chyba mam fazę porową, bo nie ma zakupów, żeby w koszyku nie znalazły się te warzywa. Te zupy nie mają pięknego koloru, ale jest to ich jedyna wada.
Dzisiaj mam dla Was przepis na zupę porową z nietypowym dodatkiem. Z daktylami. One nadają zupie lekkiej słodyczy, a korzenne przyprawy charakteru. 
Dobra zupa na jesienne chłody.


 Zupa porowa z daktylami

50 ml oliwy z oliwek
4 pory (tylko białe i jasnozielone części)
100 ml wytrawnego sherry
1/2  łyżeczki mielonego ziela angielskiego
1/2  łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
1/2  łyżeczki mielonego imbiru
1/2  łyżeczki świeżo mielonego białego pieprzu
6 mięsistych daktyli 
1500 ml bulionu z kurczaka
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
sól

W dużym garnku rozgrzać oliwę. Dodać pokrojone na 1 cm plastry pory. Mieszając podsmażać do ich zmięknienia. Dodać sherry i dusić całość przez 2 minuty. Dodać pozbawione pestek daktyle, przyprawy i bulion z kurczaka. Gotować 15 minut. Zupę zmiksować i podawać posypaną natką.
Zupy można nie miksować, ale wtedy należy pokroić daktyle w 1/2 cm plasterki.
Z zupą dobrze smakują grzanki z serem Gruyere na chlebie posmarowanym masłem i musztardą Dijon. 
 

poniedziałek, 23 listopada 2015

Kurczak z bobem i fasolką i moja nowa patelnia.


Dużo gotuję, ale wcale nie mam wielu garnków czy patelni. Kiedyś miałam ich sporo, ale z czasem ograniczyłam ilość na rzecz jakości. Od czasu do czasu inwestuję w jakiś nowy sprzęt, ale wiem, że są to zakupy na długie lata. 
Nie zapomnę początków mojego samodzielnego gotowania i pierwszych zakupów do nowego domu. Mimo, że minęło od tej chwili wiele lat, pamiętam mój zakup kompletu włoskich patelni na promocji. Były ładne, lekkie i tanie. Pierwsza styczność z ogniem kuchenki skończyła się powyginaniem dna. Tak naprawdę te patelnie nie nadawały się do jednorazowego użytku. To mnie wyleczyło od nieprzemyślanych zakupów. Pomimo takiego podejścia co jakiś czas muszę kupić jakąś nową patelnię. Żeliwne będą mi służyć chyba do końca życia, ale nie wszystko można przyrządzić na żeliwnych. Ceramiczne wymieniam średnio co 1-2 lata. I kiedy moja ulubiona duża, głęboka patelnia zaczęła kończyć swój żywot dostałam  patelnię z powłoką szafirową firmy Woll od sklepu Gustus. Wiem, czego oczekuję od dobrej patelni, więc podeszłam do jej testowania dość krytycznie ;-) O danych technicznych i technologicznych przeczytajcie na stronie sklepu Gustus. Ja Wam napiszę o praktycznych wrażeniach, kogoś kto dużo gotuje.

Lubię patelnie ciężkie i stabilne. Takie, które po nagrzaniu długo utrzymują ciepło i równomiernie smażą na całej powierzchni. I ta patelnia całkowicie spełnia moje upodobania. 
Dzięki nieprzywierającej powłoce można smażyć na niewielkiej ilości tłuszczu lub wcale go nie trzeba używać. Nie uznaję patelni teflonowych, więc w mojej kuchni królowały do tej pory różnego rodzaju ceramiczne. Patelnia, którą dostałam ma pokrycie szafirowe i ono jest naprawdę rewelacyjne. Smażyłam na niej mięso, warzywa, omlety... i wszystko idealnie się rumieniło, a nic nie przywierało. Ta powłoka jest również idealna do mycia. Nie lubię myć garnków i patelni, szczególnie jak mi coś przywrze do dna, a tutaj nie miałam żadnego problemu z myciem. Szczerze mówiąc jej mycie jest dużą przyjemnością, bo bardzo łatwo i szybko to się robi. Można również tę patelnię myć w zmywarce bez uszkodzenia powierzchni. Kolejna duża zaleta.
Większość moich dotychczasowych patelni nie nadawała się do wstawiania do piekarnika. Tę można wstawić wraz z pokrywką. Na początku miałam pewne wątpliwości czy rączka i uchwyt pokrywki wytrzyma temperaturę 250 stopni C w piekarniku. Wytrzymuje idealnie. To dla mnie bardzo duża zaleta. Mając tę patelnię jakoś częściej robię frittaty. Niektórzy w domu bardzo się z tego cieszą ;-)
Lubię patelnie z pokrywkami. Nie używam ich zawsze, ale lubię jak są one w zestawie. Szczególnie, kiedy są przezroczyste. Ułatwia to "podglądanie" w trakcie gotowania. Wszystkie patelnie Woll mają pokrywki w komplecie.
Moja patelnia jest duża (28 cm) i ma wysokie ścianki. Lubię taki kształt i rozmiar. Dzięki temu jest bardzo funkcjonalna. Robię w niej zarówno gulasz, paellę jak i risotto. Zrobiłam w niej też zupę, która wymagała początkowego upieczenia warzyw w piekarniku.
W sklepie można znaleźć patelnie w różnych rozmiarach i kształtach. Mnie bardzo kusi jeszcze kwadratowa, bo to bardzo praktyczny kształt naczynia w kuchni. 
Swoją intensywnie testowałam przez ponad miesiąc i przyznaję, że jestem z niej bardzo zadowolona. Nie jest tania (moja kosztuje 459 złotych), ale w dobrej jakości sprzęty w kuchni warto inwestować. Ja zdecydowanie wybieram opcję jedna dobra, zamiast kilku średniej jakości.

Dzisiejszy przepis to oczywiście danie z patelni. Piersi z kurczaka z warzywami, które kojarzą mi się z pogodnym latem. Trochę francuskiej kuchni na jesienne szarugi.


Kurczak z patelni z bobem i fasolką

400 g bobu (ugotowanego na półtwardo i obranego) - może być mrożony
200 g fasolki szparagowej (ugotowanej na półtwardo) - może być mrożona
2 łyżki oleju
4 piersi z kurczaka (po około 200 g każda)
60 g masła
3 duże ząbki czosnku
4 gałązki tymianku
14 małych szalotek 
100 g boczku dojrzewającego lub wędzonego pokrojonego w 1 cm kostkę
6 łyżek bulionu
sól
świeżo zmielony pieprz 

Na patelni rozgrzać olej i podsmażyć do zrumienienia piersi kurczaka doprawione solą i pieprzem. Po około 8 minut z każdej strony. Mięso przełożyć na talerz. Na patelnię dodać masło i boczek. Smażyć mieszając do zrumienienia. Dodać obrane i zgniecione bokiem noża ząbki czosnku, tymianek i szalotki. Smażyć mieszając przez około 2-5 minut. Czas uzależniony jest od wielkości cebulek. Dodać bób, fasolkę, bulion i piersi kurczaka pokrojone na 2-3 cm skośne plastry. Smażyć jeszcze 2-3 minuty. Doprawić solą do smaku





 


Przepis Daniel Galmiche z książki "French Brasserie".

środa, 18 listopada 2015

Rozgrzewający napój na jesienne chłody. Z jabłkami, miodem i korzennymi przyprawami.


Zwolniłam tempo. Jesień temu sprzyja. Tak sobie tłumaczę czas spędzony pod kocem z książką albo z drutami. Kiedy za oknem szaleje wichura i pada deszcz nie ma chyba przyjemniejszej rzeczy niż błogie lenistwo z kubkiem czegoś rozgrzewającego. Każda pora roku ma swoje smaki, kolory i przyjemności. Brak mi co prawda słońca, światła i barw za oknem, ale staram się odnaleźć coś pozytywnego w listopadowych ciemnościach. Lampki wiszące na ścianie nie dają latem tyle przyjemności co teraz. Wełniany koc otula i grzeje, a rozgrzewający korzenny napój smakuje wyjątkowo. 
W szafkach kuchennych mam zapasy kardamonu, cynamonu i goździków, bo to są teraz moje ulubione aromaty. Kiedy wracam zmarznięta i przemoczona do domu, robię sobie dzbanek rozgrzewającego napoju z dodatkiem jabłek i miodu i jest mi dobrze. A termos to teraz chyba mój ulubiony sprzęt w domu ;-)
  

Korzenny napój z jabłkami i miodem

15 g imbiru (3-4 cm kawałek) 
1 jabłko
5 ziaren zielonego kardamonu
1 laska cynamonu
5 goździków 
800 ml wody
2 łyżki miodu
sok z 1/2 cytryny 

Imbir obrać i pokroić w cienkie plasterki. Nieobrane jabłko również cienko pokroić. Do dzbanka włożyć cynamon, goździki, imbir, jabłko i imbir.  Zalać wrzącą wodą. Odstawić na 5-10 minut. Dodać miód i sok z cytryny. Wymieszać. Napój smakuje dobrze zarówno na ciepło jak i na zimno.
 



niedziela, 8 listopada 2015

Na wietrzny dzień. Szwedzkie bułki kardamonowe


 Lubię, gdy za oknem wieje wiatr. Kiedy zrywa ostatnie liście z drzew, a te niezgrabione rozwiewa po ulicy, kiedy targa włosy na głowie, zrywa kapelusze z głów, przewiewa resztki porannej mgły... Najchętniej byłabym w takiej chwili nad morzem, bo cieszą mnie spacery po plaży w sztormowe dni. Wzburzone fale, uginające się trawy na wydmach, walczące z wiatrem mewy, uginający się pod naporem wiatru nieliczni spacerowicze, psy z rozwianymi uszami... lubię na to patrzeć. 

Kiedy jestem w domu, a za oknem szaleje wiatr, piekę ciasto drożdżowe. Jego zapach pasuje mi do aury za oknem. Tak samo jak robienie na drutach kolejnej poduszki, czytanie książki w towarzystwie rozgrzewającej, korzennej herbaty i ciepłego koca, zagniatanie chleba, wałkowanie ciasta na makaron, rozmowy na ważne i nieważne tematy. Proste skojarzenia i proste przyjemności. Bo ważne jest dla mnie, żeby cieszyć się pogodą, tym co za oknem i tym co blisko mnie. Niezależnie od okoliczności.

Odkąd wróciłam ze Szwecji zwijam niezliczone ilości  drożdżowych bułek. Zmieniam nadzienia, testuję kolejne przepisy, wymyślam nowe. Jeszcze mi się to nie znudziło, więc w najbliższym czasie znajdziecie tu trochę zawijasów. 
W mojej ulubionej sztokholmskiej piekarni Petrus, bułki kardamonowe posypywane były grubo tłuczonym czarnym kardamonem. Bardzo polubiłam ten intensywny smak i chrupkość. Teraz i ja oprószam wierzch czarnym kardamonem. Spróbujcie i Wy.


Szwedzkie bułki kardamonowe 

 ciasto
25 g świeżych drożdży
250 ml letniego mleka
80 g rozpuszczonego masła i wystudzonego masła
40 g (3 łyżki) drobnego cukru
szczypta soli
1 jajko lekko ubite
450 g mąki pszennej typu 550
2 łyżeczki mielonego kardamonu (zielonego)

nadzienie
100 g miękkiego masła
50 g (1/4 szklanki) drobnego cukru
rdzeń z 1 laski wanilii lub 1 łyżeczka ekstraktu/pasty z wanilii
1 łyżeczka mielonego kardamonu (zielonego)
80 g marcepana 

wierzch
1 jajko lekko ubite
1 łyżka cukru wymieszana z 1/2 łyżeczki grubo utłuczonego czarnego kardamonu

W miseczce wymieszać mleko z drożdżami. Odstawić na 5 minut. W misce zmiksować jajko z cukrem i solą, dodać zaczyn drożdżowy i mielony kardamon. Zmiksować do połączenia. Dosypać  mąkę i miksować (końcówki haki) do uzyskania gładkiego i elastycznego ciasta (około 5-7 minut). Pod koniec miksowania dodać wystudzone masło. Miskę przykryć ściereczką i odstawić ciasto na 1 godzinę do wyrastania. 
Przygotować nadzienie miksując razem wszystkie jego składniki.

Wyrośnięte ciasto chwilę ugniatać dłońmi, żeby pozbyć się nadmiaru gazu. Rozwałkować je na prostokąt o wymiarach 40x50 cm. Na połowie ciasta rozprowadzić równomiernie nadzienie i złożyć ciasto na pół przykrywając nadzienie nieposmarowaną połową ciasta. Otrzymamy prostokąt o wymiarach 20x50 cm.Pokroić go zwykłym nożem lub nożem do pizzy na 16 pasków. Każdy pasek zwinąć spiralnie kilka razy, a następnie zwinąć w bułkę w formie ślimaka. Końcówki pasków powinny być na spodzie bułki. Zapobiegnie to rozwinięciu się drożdżówki w trakcie wyrastania i pieczenia. Układać bułki (zachowując odstępy) na dwóch dużych blachach wyłożonych papierem do pieczenia. Odstawić do wyrastania na 1 godzinę.

Wierzch posmarować jajkiem i posypać cukrem wymieszanym z kardamonem.

Piekarnik nagrzać do 200 stopni C. Wstawić blachę do piekarnika i  piec 10-12 minut do zrumienienia się wierzchu. Studzić na kratce.


Przepis Bronte Aurell z książki "The Scandikitchen".

wtorek, 3 listopada 2015

Drożdżówki z karmelizowanymi jabłkami i nadmorskie rozmyślania.


Kiedy na drzewach wiszą ostatnie liście, jedziemy nad morze zamknąć nasz drewniany domek i ostatecznie zakończyć sezon. Lubię te jesienne wyjazdy. Jest trochę melancholijnie i nostalgicznie. Otoczenie nastraja do rozmyślań i rozmów. Puste plaże, intensywny zapach mchu w wilgotnym lesie i zimne noce to coś czego można być pewnym nad morzem o tej porze roku. Czasami jak nam się poszczęści to nie pada deszcz i świeci słońce.

 Lubię wtedy chodzić po lesie i chłonąć to co mnie otacza. Wśród sosen na pojedynczych brzozach wiszą ostatnie żółte liście, w mchu rosną podjedzone przez ślimaki wielkie grzyby, a na bezlistnych krzaczkach jagód można znaleźć zapomniane owoce. Gdzieś w cienistej części lasu ciągle rosną czerwone jeżyny, które nigdy nie zdążą dojrzeć. Na wydmie zaskakują krzaki dzikiej róży, które wbrew nadchodzącej zimie właśnie zakwitły. Całość spowija cisza. 

Słońce zachodzi nagle i tak bez ostrzeżenia wszystko tonie w mroku. Ciemność nocy pogłębiają mgły nadciągające znad łąk. Czerń jest wręcz gęsta. Gdzieniegdzie tylko widać maleńkie światełka przedzierające się przez pozasłaniane okna domów. I ta otaczająca wszystko cisza, która pozwala... znowu usłyszeć ciszę. Szum miasta i uliczny hałas to coś z czym żyję na co dzień i czego już nie zauważam. Tam wśród drzew znowu uczę się ciszy. 
 
Powrót z ciemności do ciepłego domu smakuje jak szarlotka w deszczowy dzień. Trzaskające drwa w kominku brzmią jak najpiękniejsza muzyka. Do pełni szczęścia wystarczy koc, dobra książka i kubek gorącej herbaty. 

A rano, kiedy wstaje nowy dzień, wszystko wygląda inaczej i nabiera koloru. Po plaży niesie się terkot z silników starych rybackich łodzi, mewy walczą w locie o upolowane właśnie ryby, a morze delikatnie szumi. To jeszcze nie sezon sztormów. To czas ciszy. I czas pustych plaż. Bez ludzi, bez bursztynów ukrytych w wodorostach, bez skarbów wyrzuconych na brzeg przez wzburzone fale.

Dla mnie to czas na spacer we dwoje, na niespieszne rozmowy, na bliskość,  na gorącą kawę z termosu  i na jeszcze ciepłe drożdżówki.









 Drożdżówki z karmelizowanymi jabłkami

ciasto
  25g świeżych drożdży
250 ml letniego mleka
100 g rozpuszczonego i wystudzonego masła
3 łyżki (40 g) cukru
  szczypta soli
1 jajko lekko ubite
450 g mąki pszennej typu 550
skórka starta z 1/2 cytryny
nadzienie
3 jabłka
50 g masła
5 łyżek (70 g) cukru
1 łyżeczka cynamonu
skórka starta z 1/2 cytryny


wierzch
1 jajko lekko ubite
1 łyżka cukru wymieszana z 1/4 łyżeczki cynamonu

W miseczce wymieszać mleko z drożdżami. Odstawić na 5 minut. W misce zmiksować jajko z cukrem i solą, dodać zaczyn drożdżowy i skórkę z cytryny i zmiksować do połączenia. Dosypać  mąkę i miksować (końcówki haki) do uzyskania gładkiego i elastycznego ciasta (około 5-7 minut). Pod koniec miksowania dodać masło. Miskę przykryć ściereczką i odstawić ciasto na 1 godzinę do wyrastania. 
Obrać jabłka, wykroić gniazda nasienne i pokroić w 1 cm kostkę. Na patelni rozpuścić masło. Dodać cukier i podgrzewać do lekkiego zbrązowienia cukru. Dodać jabłka i skórkę z cytryny. Podsmażać cały czas mieszając, do chwili, kiedy jabłka staną się lekko szkliste i pokryte masą karmelową. Dodać cynamon i wymieszać. Odstawić do wystudzenia.

Ciasto chwilę ugniatać dłońmi, żeby pozbyć się nadmiaru gazu i rozwałkować je na prostokąt o wymiarach 70x25 cm. Na cieście rozprowadzić równomiernie jabłka i ciasto zwinąć w rulon. Pokroić je na plastry szerokości 2 cm i układać je zachowując odstępy na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić ponownie do wyrastania na 1 godzinę.

Wierzch posmarować jajkiem i posypać cukrem wymieszanym z cynamonem.

Piekarnik nagrzać do 200 stopni C. Wstawić blachę do piekarnika i  piec 10-12 minut do zrumienienia się wierzchu. Studzić na kratce.











LinkWithin

Related Posts with Thumbnails