piątek, 25 grudnia 2015

Wesołych Świąt



Kochani,
życzę Wam spokojnych, radosnych, pełnych ciepła, nastroju i bliskości Świąt.
 
"Smolna" Tytus Brzozowski

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Kulinarne prezenty. Nalewka żurawinowo pomarańczowa.


Zeszłoroczny post na trzy szybkie nalewki świąteczne cieszy się Waszą dużą popularnością. Dzisiaj dokładam kolejny przepis i mam nadzieję, że też się Wam spodoba. Nalewka jest błyskawiczna do zrobienia i bardzo ładnie prezentuje się w szklanym słoju lub butelce. Można podarować ją jeszcze niegotową, to znaczy na etapie naciągania wraz z całą zawartością i zaznaczyć kiedy należy ją przecedzić i odstawić na 2 tygodnie. 
Żurawiny doskonale komponują się z cynamonem i pomarańczą i to połączenie smakowe w nalewce jest bardzo udane. Myślę, że taki prezent sprawi wiele przyjemności.
Jeżeli lubicie takie kulinarne prezenty to polecam Wam jeszcze dwa inne. Na koncentrat do chai latte i koncentrat szwedzkiego, korzennego napoju gløgg.
A może chcecie podarować komuś słoik ananasów w rumie?


 Nalewka żurawinowo pomarańczowa

400 g świeżych żurawin* (mogą być mrożone)
1 pomarańcza
1 laska cynamonu
1 laska wanilii przecięta na pół (opcjonalnie)
350 g brązowego cukru kandyzowanego**
400 ml wódki

Umyte żurawiny lekko rozgnieść i włożyć je do dużego słoja lub butelki z szeroką szyjką. Wyszorowaną pomarańczę (najlepiej ekologiczną, niepryskaną) pokroić w cienkie plastry. Pierwszy i ostatni plaster odrzucić. Włożyć pomarańcze do słoja/ butelki na żurawiny. Dodać laskę cynamonu i wanilię. Zasypać wszystko cukrem i zalać wódką. Zamknąć słój lub butelkę wieczkiem/pokrywką i odstawić w ciemne miejsce na 6-8 tygodni. Po tym czasie całość przecedzić, przelać do butelki i odstawić na kolejne 2 tygodnie.

*używam pół na pół żurawiny leśnej błotnej i hodowlanej amerykańskiej
**używam kruszonego brązowego cukru kandyz firmy Diamant (do kupienia we wszystkich supermarketach w cenie około 8 zł za opakowanie 500 g)



wtorek, 8 grudnia 2015

Elisenlebkuchen czyli pyszne niemieckie pierniczki (bezglutenowe)


Za parę godzin muszę wstać. Przed świtem, po nocy. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby zdecydować się na samolot odlatujący o 6 rano. Kupując bilet, myślałam, że fajnie będzie zjeść dobre śniadanie już na miejscu i mieć cały dzień tylko dla siebie. Teraz myślę, że wstawanie o 3 rano jest szaleństwem. Za późno jednak na zmiany.

Przede mną kilka dni w świątecznej atmosferze Anglii, Francji i Belgii. Jedzenia pierników, picia grzanego wina i wieczornego włóczenia się po świątecznych targach. Kilka dni we dwoje w tej niepowtarzalnej atmosferze. Po powrocie zasypię Was jeszcze nieopublikowanymi świątecznymi przepisami, których już trochę się nazbierało, a na razie zostawiam Was z recepturą na rewelacyjne pierniczki. Bez mąki, pełne orzechów, bogate w smaku, ciągnące w środku, chrupkie na wierzchu. Te pierniczki można upiec na 2-3 tygodnie przed Świętami i przechowywać w słoju lub puszce. Leżakowanie sprzyja rozkwitowi ich aromatu. 

W oryginalnym przepisie pierniczki piecze się na opłatkach. Ja tak upiekłam swoje, ale zdaję sobie sprawę, że nie wszędzie można je kupić. Jedną porcję ciastek upiekłam na blasze wyłożonej tylko papierem do pieczenia. Tak samo dobrze się pieką. Trzeba tylko odczekać 1 minutę przed zdjęciem ich z blachy do wystudzenia
 
Idealne pierniczki na prezent.  

Życzę Wam dobrego tygodnia w przedświątecznej atmosferze.
 


Elisenlebkuchen
 
 235 g cukru
3 jajka (po 55 g każde)
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki mielonych goździków
1/8 łyżeczki mielonej kolendry
1/8 łyżeczki mielonego ziela angielskiego
1/8 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
1/4 łyżeczkimielonego kardamonu
1/2 łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii
60 g drobno posiekanych orzechów laskowych
60 g drobno posiekanych migdałów
120 g zmielonych orzechów laskowych
30 g zmielonych orzechów włoskich
100 g kandyzowanej skórki pomarańczowej (najlepiej domowej)
skórka starta z 1/2 cytryny
skórka starta z 1/2 pomarańczy

opłatki do wypieków (opcjonalnie)  

wierzch
lukier utarty z cukru pudru i soku z cytryny 


Mielone orzechy i migdały zmiksować (malakserem) wraz ze skórką pomarańczową na gładką masę. Skórka powinna się znacznie rozdrobnić. Dodać drobno posiekane orzechy i resztę składniki. Zmiksować (mikserem) wszystko do wymieszania i połączenia. Miskę przykryć folią spożywczą i wstawić do lodówki na 24 godziny (WAŻNE!!!). Po tym czasie masa znacznie zgęstnieje.

Nagrzać piekarnik do 200 stopni C. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Na każdy opłatek nakładać łyżeczką masę i formować półokrągłe pierniczki. Masę można również wykładać łyżeczką lub małą łyżką do lodów bezpośrednio na papier na blachę. 
Piec 12-15 minut do uzyskania lekko złocistego koloru. Przełożyć na kratkę do wystudzenia. Trzeba  poczekać 1 minutę przed zdjęciem  z blachy pierniczków pieczonych bez opłatków.
 Jeszcze ciepłe polukrować lukrem utartym z cukru pudru i soku z cytryny. 






piątek, 4 grudnia 2015

Śledzie w skandynawskim stylu i bułki żytnio orkiszowe.


Śledzie mogłabym jeść przez cały rok. Nie zawsze tak było. Jako dziecko ze śledzi najbardziej smakował mi sos. Teraz zajadam się nimi bardzo często. 
Kiedyś nie bardzo wyobrażałam sobie, że sos do tych ryb może być słodki. Było tak do pierwszego wyjazdu do Szwecji. Tam przepadłam dla skandynawskich receptur na śledzie. Mam wrażenie, że tam na północy żywię się wyłącznie śledziami, borówkami (brusznicami) i cynamonowymi bułkami. Na blogu znajdziecie już sporo receptur (linki poniżej), a i tak nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa w śledziowym temacie.
Ja najchętniej lubię je jeść z chlebem. Mam też dzisiaj dla Was przepis na bułki żytnio orkiszowe idealnie pasujące do śledzi. Smakują też idealnie z serem, pastami, pieczonym mięsem. To takie idealne bułki śniadaniowe do kanapek.

Jeden z dzisiejszych przepisów to receptura na śledzie w sosie musztardowym ze Skanii. Wyrabiana w tym  położonym na zachodzie Szwecji regionie musztarda jest lekko słodka. Przyrządza się ją z ciemnym i jasnych nasion gorczycy z dodatkiem miodu. W poniższym przepisie można jedną łyżkę musztardy zwykłej zastąpić ziarnistą. 
W moich przywiezionych ostatnio ze Szwecji przepisach mam też przepis na musztardę ze Skanii. Mam zamiar zrobić ją na jeden z kulinarnych prezentów. Za jakiś czas znajdziecie ją na blogu.

A na razie życzę Wam udanego weekendu i zapraszam po przepisy i do mojego sklepu





Śledzie w sosie chrzanowym z jabłkiem i kaparami
Pepparrotssil med äpple och kapris

6 płatów solonych śledzi

marynata
150 ml wody
45 ml octu spirytusowego
85 g cukru
8 kulek ziela angielskiego 
2 liście laurowe

 sos
1/2 jabłka typu golden delicious (obranego i pozbawionego gniazda nasiennego
2 łyżki tartego chrzanu
2 łyżki kaparów
120 g kwaśnej gęstej śmietany
2-3 łyżki majonezu
1/2 łyżeczki drobnego cukru
1/4 łyżeczki mielonego białego pieprzu 


Przygotować marynatę. Wszystkie jej składniki włożyć do rondelka i zagotować. Zdjąć z ognia i pozostawić do wystudzenia. Płaty śledzi opłukać i włożyć do słoika. Zalać marynatą i wstawić na noc do lodówki.

Przygotować sos. Jabłko pokroić w 1/2 cm kostkę. Dodać chrzan, kapary, śmietanę, majonez, cukier i pieprz. Wymieszać wszystko. Dodać śledzie wyjęte z zalewy i pokrojone w 2 cm kawałki. Wymieszać. Wstawić do lodówki na całą noc. Ze względu na dodatek świeżego jabłka śledzie powinny być zjedzone w ciągu 3 dni.

Śledzie w sosie musztardowym ze Skanii
 Skånsk senapssill

6 płatów solonych śledzi

marynata
 150 ml wody
45 ml octu spirytusowego
85 g cukru
8 kulek ziela angielskiego
2 liście laurowe

sos
 (wszystkie składniki sosu powinny mieć temperaturę pokojową) 

 5 łyżek (100 g) musztardy ze Skanii lub innej słodkiej (na przykład kremskiej)
1 łyżka octu winnego
2 łyżki cukru pudru
200 ml oleju słonecznikowego
1/4 łyżeczki mielonego białego pieprzu

Przygotować marynatę. Wszystkie jej składniki włożyć do rondelka i zagotować. Zdjąć z ognia i pozostawić do wystudzenia. Płaty śledzi opłukać i włożyć do słoika. Zalać marynatą i wstawić na noc do lodówki.

Przygotować sos. Musztardę wymieszać z octem i cukrem. Jeżeli nie używacie słodkiej musztardy można dodać 1 łyżeczkę więcej cukru. Odstawić na 5-10 minut, żeby cukier się dobrze rozpuścił. Cały czas mieszając (najlepiej trzepaczką) lać olej wąskim strumieniem. Mieszać do uzyskania gładkiego, gęstego sosu. Doprawić pieprzem.
Dodać śledzie wyjęte z zalewy i pokrojone w 2 cm kawałki. Wymieszać. Wstawić do lodówki na całą noc. Można przechowywać w lodówce do tygodnia. Do sosu można dodać 1 pokrojoną w kostkę cebulę.

Bułki żytnio orkiszowe

25 g świeżych drożdży
600 ml ciepłej wody
1 łyżeczka soli
2 łyżki miodu
250 g mąki orkiszowej (jasnej)
250 g mąki żytniej (razowej - typu 2000) 

Drożdże wymieszać w misce z wodą i miodem. Odstawić na 5 minut. Dodać sól i dwa rodzaje mąki. Miksować całość przez około 5 minut (końcówki haki) do uzyskania gładkiego ciasta. Miskę przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania na 1 godzinę.
Ciasto wyrabiać przez chwilę dłońmi, żeby pozbyć się nadmiaru gazu. Posmarowanymi olejem dłońmi uformować 18 bułeczek. Układać je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić do ponownego wyrastania na 40 minut. Piec w temperaturze 220 stopni C przez około 20 minut. Dobrze jest wstawić do pieczenia małą metalową miseczkę wypełnioną wodą.
Upieczone bułki studzić na kratce.

Uformowane bułki można posypać pestkami dyni, słonecznika, makiem, czarnuszką lub sezamem.


wtorek, 1 grudnia 2015

Kulinarne prezenty. Kruche ciastkeczka z orzechami i syropem klonowym.


W okresie świątecznym szykuję dużo, drobnych prezentów dla znajomych i przyjaciół. Są to oczywiście prezenty kulinarne. Słoiczki z korzenną konfiturą lub chutneyami, małe buteleczki z nalewkami lub koncentratami napojów, dojrzewające ciasta typu stollen, panpepato, panforte, pierniki, drobne ciasteczka lub pierniczki zapakowane w torebki. Myślę, że takie samodzielnie wykonane drobne słodkości sprawiają dużo przyjemności. Radość niesie ich przygotowywanie, pakowanie i obdarowywanie bliskich.

Dzisiaj mam dla Was przepis na przepyszne kruche ciasteczka orzechowe z dodatkiem syropu klonowego. Są bardzo proste do wykonania i smakują wyjątkowo. Torebka takich ciasteczek ucieszy każdego.

Spis linków do świątecznych przepisów znajdziecie TUTAJ.


Kruche ciasteczka z orzechami i syropem klonowym  

120 g orzechów laskowych
250 g mąki tortowej
225 g masła w temperaturze pokojowej
50 g jasnego cukru muscovado
50 ml syropu klonowego (najlepiej ciemnego)
szczypta soli

wierzch
20 g orzechów laskowych pokrojonych w duże kawałki

Nagrzać piekarnik do 180 stopni C. Rozłożyć na blasze orzechy i prażyć przez kilka minut do chwili, kiedy skórka na orzechach zacznie pękać. Wyjąć i otrzeć je ze skórki używając dłoni i ściereczki. Większość skórki powinna zejść. Można również użyć orzechów bez prażenia lub kupić gotowe prażone.
Orzechy zmiksować lub zmielić.
Masło zmiksować z solą i z cukrem na gładką, puszystą masę. Cały czas miksując dodawać syrop klonowy. Zmiksować do połączenia. Dodać mąkę i cukier i zmiksować do połączenia.
Ciasto uformować w wałek o średnicy 3 cm. Zawinąć w folię spożywczą i wstawić do lodówki na 45 minut (można na całą noc).
Nagrzać piekarnik do 160 stopni C.
Pokroić wałek ciasta na 16 plastrów. Ułożyć je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wierzch posypać grubo posiekanymi orzechami laskowymi. Docisnąć je lekko dłońmi.
Piec 20 minut. Wyjąć blachę z ciastkami z piekarnika i zostawić ciastka na blasze na 2-3 minuty do lekkiego przestudzenia. Po tym czasie przełożyć je na kratkę do całkowitego wystudzenia.




niedziela, 29 listopada 2015

Na pączątek sezonu świątecznego... chcę Wam o czymś opowiedzieć i zaprosić na korzenne ciasto z borówkami (brusznicami).


Weekend w okolicach początku grudnia to w naszym domu początek sezonu świątecznego. W tym roku zaczynamy dość wcześnie, bo tak wynika... z kalendarza. Pierwsze dekoracje zdobią naszą przestrzeń, w tle słychać świąteczną muzykę, a z kuchni rozchodzą się korzenne zapachy. Lubię ten czas i klimat, dlatego sprawia mi wielką przyjemność jego długie celebrowanie. Choinka w naszym domu pojawia się dość wcześnie (ale jeszcze nie dzisiaj ;-)), bo bardzo lubię jej obecność na długo przed świętami. Natomiast kiedy minie 27 grudnia mam ochotę szybko ją rozebrać. Największą przyjemność sprawia mi ten czas przed, a nie czas po.
Od dzisiaj przez prawie miesiąc możecie spodziewać się na blogu samych świątecznych przepisów. Tak jak wcześniej będę krążyć wokół receptur z różnych stron Europy. Znajdziecie kolejne śledzie ze skandynawskiej kuchni, nowe wersje drożdżowych ciast z Niemiec i Włoch, szwajcarskie i belgijskie ciasteczka i rozgrzewające napoje z różnych stron... 

W tym roku na początek  sezonu świątecznego zdecydowałam się na korzenne ciasto ze Szwecji. W smaku przypomina wilgotny piernik. Jego wierzch pokrywa waniliowa masa z serka podobna do tej jaką można znaleźć na ciastach marchewkowych. Masę zdobią świeże żurawiny, które swoją kwaskowatością i cierpkością przełamują słodycz ciasta. Jedyna modyfikacja jaką chcę wprowadzić piekąc to ciasto kolejny raz, to rozmiar blaszki. Niższe ciasto (czyli upieczone w większej blaszce) będzie łatwiejsze do krojenia.

Przy okazji tego świątecznego posta, chciałabym Wam o czymś opowiedzieć. 
Parę lat temu kupiłam sobie we Francji miseczkę. Przez długi czas była to moja ulubiona miseczka śniadaniowa. Chciałam dokupić do niej talerzyk i kubek, ale nigdzie nie mogłam ich znaleźć.  Wiedziałam tylko, że miseczka jest holenderska firmy At home with Marieke. Gdzieś w kolejnej podróży udało mi się kupić kolejne rzeczy. Pasujące, ale inne. Kiedy używałam tych naczyń do zdjęć, dostawałam mejle, gdzie te rzeczy kupiłam. Tak mijały kolejne lata, aż pojechałam na krótkie wakacje do Holandii. Jednym z planów na tamtą podróż było kupno... kolejnych miseczek. I tak trafiłam do Marieke i Jacka. Przy starym drewnianym stole, słuchałam ich opowieści o tym jak po odchowaniu dzieci,  postanowili zmienić swoją pracę i życie. Jak Marieke zrealizowała swoje marzenie o projektowaniu, a Jack o wspólnej pracy i rodzinnym biznesie. Słuchałam, oglądałam i wpadłam na pewien pomysł. Ten pomysł nazwałam Szary Imbryk, bo... lubię szary kolor i słowo Imbryk. Szary Imbryk to sklep internetowy, w którym można kupić rzeczy, które mi się podobają. Na początek znajdziecie tam rzeczy holenderskiej marki At home with Marieke. Kubki, miseczki, talerze, ściereczki, serwetki... To znajdziecie na początek mojego początku w czymś dla mnie całkowicie nowym. Mam nadzieję, że się Wam spodoba i będziecie go odwiedzać. Mam także nadzieję, że wybaczycie mi wszelkie moje niedociągnięcia jakie znajdziecie na stronie. 

A teraz zapraszam Was po przepis na szwedzkie piernikowe ciasto z borówkami (brusznicami) i do odwiedzin Szarego Imbryka.
 


Szwedzkie korzenne ciasto z borówkami (brusznicami)
Mjuk pepparkaka i langpanna

ciasto
4 jajka
350 g brązowego cukru
600 ml maślanki
1 łyżka imbiru
1 1/2 łyżeczki kardamonu
2 łyżeczki mielonych goździków
2 łyżeczki cynamonu
720 g mąki pszennej tortwej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
200 g rozstopionego masła
220 g konfitury niskosłodzonej z borówki (brusznicy) lub żurawin

wierzch
400 g serka philadelphia (w temperaturze pokojowej)
200 g cukru pudru 
1 łyżeczka pasty lub naturalnego ekstraktu z wanilii
100 g żurawin lub borówek (mogą być mrożone)

W misce zmiksować jajka z cukrem. Dodać maślankę i korzenne przyprawy i miksować do połączenia. Dodać mąkę wymieszaną z sodą i proszkiem do pieczenia i ponownie zmiksować. Dolać wystudzone masło i konfiturę. Miksować około 1 minuty do uzyskania gładkiej masy. Ciasto przelać do prostokątnej formy o wymiarach 32 x 20 cm wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni przez około 1 godzinę. Wyjąć i pozostawić do całkowitego wystudzenia.
Składniki wierzchu zmiksować na gładką masę. Rozprowadzić ją równomiernie po cieście. Posypać żurawinami lub borówkami (mogą być mrożone). 



środa, 25 listopada 2015

Na rozgrzewkę. Zupa z porami i daktylami.


 Tej jesieni gotuję dużo zup porowych. Najczęściej jest to najprostsza zupa z dodatkiem ziemniaków i gałki muszkatołowej, ale były też inne. Z jabłkami, z kaszą, z dynią, z cukinią, z pomidorami, z grzankami (przypominająca cebulową)... Chyba mam fazę porową, bo nie ma zakupów, żeby w koszyku nie znalazły się te warzywa. Te zupy nie mają pięknego koloru, ale jest to ich jedyna wada.
Dzisiaj mam dla Was przepis na zupę porową z nietypowym dodatkiem. Z daktylami. One nadają zupie lekkiej słodyczy, a korzenne przyprawy charakteru. 
Dobra zupa na jesienne chłody.


 Zupa porowa z daktylami

50 ml oliwy z oliwek
4 pory (tylko białe i jasnozielone części)
100 ml wytrawnego sherry
1/2  łyżeczki mielonego ziela angielskiego
1/2  łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
1/2  łyżeczki mielonego imbiru
1/2  łyżeczki świeżo mielonego białego pieprzu
6 mięsistych daktyli 
1500 ml bulionu z kurczaka
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
sól

W dużym garnku rozgrzać oliwę. Dodać pokrojone na 1 cm plastry pory. Mieszając podsmażać do ich zmięknienia. Dodać sherry i dusić całość przez 2 minuty. Dodać pozbawione pestek daktyle, przyprawy i bulion z kurczaka. Gotować 15 minut. Zupę zmiksować i podawać posypaną natką.
Zupy można nie miksować, ale wtedy należy pokroić daktyle w 1/2 cm plasterki.
Z zupą dobrze smakują grzanki z serem Gruyere na chlebie posmarowanym masłem i musztardą Dijon. 
 

poniedziałek, 23 listopada 2015

Kurczak z bobem i fasolką i moja nowa patelnia.


Dużo gotuję, ale wcale nie mam wielu garnków czy patelni. Kiedyś miałam ich sporo, ale z czasem ograniczyłam ilość na rzecz jakości. Od czasu do czasu inwestuję w jakiś nowy sprzęt, ale wiem, że są to zakupy na długie lata. 
Nie zapomnę początków mojego samodzielnego gotowania i pierwszych zakupów do nowego domu. Mimo, że minęło od tej chwili wiele lat, pamiętam mój zakup kompletu włoskich patelni na promocji. Były ładne, lekkie i tanie. Pierwsza styczność z ogniem kuchenki skończyła się powyginaniem dna. Tak naprawdę te patelnie nie nadawały się do jednorazowego użytku. To mnie wyleczyło od nieprzemyślanych zakupów. Pomimo takiego podejścia co jakiś czas muszę kupić jakąś nową patelnię. Żeliwne będą mi służyć chyba do końca życia, ale nie wszystko można przyrządzić na żeliwnych. Ceramiczne wymieniam średnio co 1-2 lata. I kiedy moja ulubiona duża, głęboka patelnia zaczęła kończyć swój żywot dostałam  patelnię z powłoką szafirową firmy Woll od sklepu Gustus. Wiem, czego oczekuję od dobrej patelni, więc podeszłam do jej testowania dość krytycznie ;-) O danych technicznych i technologicznych przeczytajcie na stronie sklepu Gustus. Ja Wam napiszę o praktycznych wrażeniach, kogoś kto dużo gotuje.

Lubię patelnie ciężkie i stabilne. Takie, które po nagrzaniu długo utrzymują ciepło i równomiernie smażą na całej powierzchni. I ta patelnia całkowicie spełnia moje upodobania. 
Dzięki nieprzywierającej powłoce można smażyć na niewielkiej ilości tłuszczu lub wcale go nie trzeba używać. Nie uznaję patelni teflonowych, więc w mojej kuchni królowały do tej pory różnego rodzaju ceramiczne. Patelnia, którą dostałam ma pokrycie szafirowe i ono jest naprawdę rewelacyjne. Smażyłam na niej mięso, warzywa, omlety... i wszystko idealnie się rumieniło, a nic nie przywierało. Ta powłoka jest również idealna do mycia. Nie lubię myć garnków i patelni, szczególnie jak mi coś przywrze do dna, a tutaj nie miałam żadnego problemu z myciem. Szczerze mówiąc jej mycie jest dużą przyjemnością, bo bardzo łatwo i szybko to się robi. Można również tę patelnię myć w zmywarce bez uszkodzenia powierzchni. Kolejna duża zaleta.
Większość moich dotychczasowych patelni nie nadawała się do wstawiania do piekarnika. Tę można wstawić wraz z pokrywką. Na początku miałam pewne wątpliwości czy rączka i uchwyt pokrywki wytrzyma temperaturę 250 stopni C w piekarniku. Wytrzymuje idealnie. To dla mnie bardzo duża zaleta. Mając tę patelnię jakoś częściej robię frittaty. Niektórzy w domu bardzo się z tego cieszą ;-)
Lubię patelnie z pokrywkami. Nie używam ich zawsze, ale lubię jak są one w zestawie. Szczególnie, kiedy są przezroczyste. Ułatwia to "podglądanie" w trakcie gotowania. Wszystkie patelnie Woll mają pokrywki w komplecie.
Moja patelnia jest duża (28 cm) i ma wysokie ścianki. Lubię taki kształt i rozmiar. Dzięki temu jest bardzo funkcjonalna. Robię w niej zarówno gulasz, paellę jak i risotto. Zrobiłam w niej też zupę, która wymagała początkowego upieczenia warzyw w piekarniku.
W sklepie można znaleźć patelnie w różnych rozmiarach i kształtach. Mnie bardzo kusi jeszcze kwadratowa, bo to bardzo praktyczny kształt naczynia w kuchni. 
Swoją intensywnie testowałam przez ponad miesiąc i przyznaję, że jestem z niej bardzo zadowolona. Nie jest tania (moja kosztuje 459 złotych), ale w dobrej jakości sprzęty w kuchni warto inwestować. Ja zdecydowanie wybieram opcję jedna dobra, zamiast kilku średniej jakości.

Dzisiejszy przepis to oczywiście danie z patelni. Piersi z kurczaka z warzywami, które kojarzą mi się z pogodnym latem. Trochę francuskiej kuchni na jesienne szarugi.


Kurczak z patelni z bobem i fasolką

400 g bobu (ugotowanego na półtwardo i obranego) - może być mrożony
200 g fasolki szparagowej (ugotowanej na półtwardo) - może być mrożona
2 łyżki oleju
4 piersi z kurczaka (po około 200 g każda)
60 g masła
3 duże ząbki czosnku
4 gałązki tymianku
14 małych szalotek 
100 g boczku dojrzewającego lub wędzonego pokrojonego w 1 cm kostkę
6 łyżek bulionu
sól
świeżo zmielony pieprz 

Na patelni rozgrzać olej i podsmażyć do zrumienienia piersi kurczaka doprawione solą i pieprzem. Po około 8 minut z każdej strony. Mięso przełożyć na talerz. Na patelnię dodać masło i boczek. Smażyć mieszając do zrumienienia. Dodać obrane i zgniecione bokiem noża ząbki czosnku, tymianek i szalotki. Smażyć mieszając przez około 2-5 minut. Czas uzależniony jest od wielkości cebulek. Dodać bób, fasolkę, bulion i piersi kurczaka pokrojone na 2-3 cm skośne plastry. Smażyć jeszcze 2-3 minuty. Doprawić solą do smaku





 


Przepis Daniel Galmiche z książki "French Brasserie".

środa, 18 listopada 2015

Rozgrzewający napój na jesienne chłody. Z jabłkami, miodem i korzennymi przyprawami.


Zwolniłam tempo. Jesień temu sprzyja. Tak sobie tłumaczę czas spędzony pod kocem z książką albo z drutami. Kiedy za oknem szaleje wichura i pada deszcz nie ma chyba przyjemniejszej rzeczy niż błogie lenistwo z kubkiem czegoś rozgrzewającego. Każda pora roku ma swoje smaki, kolory i przyjemności. Brak mi co prawda słońca, światła i barw za oknem, ale staram się odnaleźć coś pozytywnego w listopadowych ciemnościach. Lampki wiszące na ścianie nie dają latem tyle przyjemności co teraz. Wełniany koc otula i grzeje, a rozgrzewający korzenny napój smakuje wyjątkowo. 
W szafkach kuchennych mam zapasy kardamonu, cynamonu i goździków, bo to są teraz moje ulubione aromaty. Kiedy wracam zmarznięta i przemoczona do domu, robię sobie dzbanek rozgrzewającego napoju z dodatkiem jabłek i miodu i jest mi dobrze. A termos to teraz chyba mój ulubiony sprzęt w domu ;-)
  

Korzenny napój z jabłkami i miodem

15 g imbiru (3-4 cm kawałek) 
1 jabłko
5 ziaren zielonego kardamonu
1 laska cynamonu
5 goździków 
800 ml wody
2 łyżki miodu
sok z 1/2 cytryny 

Imbir obrać i pokroić w cienkie plasterki. Nieobrane jabłko również cienko pokroić. Do dzbanka włożyć cynamon, goździki, imbir, jabłko i imbir.  Zalać wrzącą wodą. Odstawić na 5-10 minut. Dodać miód i sok z cytryny. Wymieszać. Napój smakuje dobrze zarówno na ciepło jak i na zimno.
 



LinkWithin

Related Posts with Thumbnails