piątek, 30 sierpnia 2013

Brioszki na dobry początek dnia.


W weekendy mam słabość do francuskich śniadań. Prostych i słodkich. Kawa, kakao, ciepłe brioszki, dobre masło i konfitura. Wieczorem przygotowuję ciasto i idę spać. Rano nakładam je do foremek i wracam do łóżka z pierwszą kawą i gazetą. Wtedy wiem, że jest weekend. Nie trzeba się spieszyć, można snuć plany i cieszyć się wolnymi chwilami.
A brioszki? Mam słabość do tych wypieków. Przetestowałam dziesiątki przepisów, ale ciągle ciekawa jestem kolejnych. Te są bardzo delikatne, puszyste i trochę słodsze niż klasyczne francuskie brioszki. Bardzo dobre, nawet z samym masłem.
 
Jutrzejszy poranek będzie u nas inny. Skoro świt jedziemy do Zielonej Góry. Jeszcze tam nie byłam, a raczej byłam, ale jako maleńki berbeć. I cieszę się jak dziecko, że zobaczę kolejny kawałek Polski. Moi rodzice bardzo lubili podróże i poznałam z nimi wiele zakątków kraju. To od nich nauczyłam się ciekawości świata i radości z odkrywania nowych miejsc. Częśc podróży lat dzieciństwa zatarła się w mojej pamięci. Czasami patrzę na zdjęcia małej dziewczynki z burzą złotych loków na głowie i zastanawiam się, gdzie one były zrobione. Teraz jako kobieta z prostymi ciemnymi włosami wracam do zapomnianych miejsc i odkrywam je na nowo.
 
Udanego weekendu.
 


 


Brioszki
Desiré’s Brioche
 
3 szklanki mąki pszennej (typu 550)
240 g masła (w oryginalnym przepisie 280 g) - zimnego
1 torebka (7 g) suszonych drożdży lub 15 g świeżych
1/3 szklanki + 1 łyżeczka cukru
1/4  szklanki ciepłej wody
5 dużych jajek
1 łyżka kwaśnej śmietany lub jogurtu naturalnego
1/2 łyżeczki soli
 
masło do nasmarowania foremek
1 jajko rozbełtane z 1 łyżeczką wody

Masło wyjąć z lodówki i pokroić w 1 cm kostkę. Zmiksować w misce na gładką masę. Odstawić. W  drugiej misce wymieszać drożdże z wodą i 1 łyżeczką cukru. Odstawić na 15 minut. Dodać resztę cukru, jajka, kwaśną śmietanę i sól. Zmiksować całość na gładką masę. Dodać mąkę i miksować (końcówki haki) do uzyskania gładkiego ciasta (około 5 minut). Cały czas miksując, dodawać po okolo 2 łyżki masła. Następną porcję masła dodać, kiedy poprzednia połączy się z ciastem. Gładkie, wyrobione ciasto przełożyć do dużej miski posmarowanej olejem. Wstawić do lodówki na noc (ciasto można pozostawić do wyrośnięcia w chłodzie na maksymalnie 24 godziny).
Foremki do brioszek  (10 sztuk) wysmarować masłem. Nałożyć do nich ciasto do około 3/4 wysokości. Ciasto jest dość lepkie i do nakładania go do foremek smaruję dłonie olejem o neutralnym smaku. Przykryć foremki natłuszczoną folią spożywczą lub ściereczką i zostawić do wyrośnięcia na około 2 godziny. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. Czas wyrastania jest dłuższy ze względu na niską temperaturę ciasta (po wyrastaniu w lodówce).
Nagrzać piekarnik do 170 stopni C. Wierzch brioszek posmarować rozbełtanym jajkiem. Wstawić je do piekarnika i piec na złoto przez około 20-25 minut. Brioszki można piec również w formie keksowej jako jedno ciasto. Wtedy należy wydłużyć czas pieczenia. Brioszki po wyjęciu z piekarnika studzić przez 2 minuty na kratce. Podawać ciepłe lub w temperaturze poojowej z masłem i konfiturą.
Brioszki można zamrażać.


Przepis Alice Medrich z książki " Pure Dessert".

wtorek, 27 sierpnia 2013

Magdalenki - ciastka jak wspomnienie dzieciństwa.

 
Lubicie magdalenki? To takie staroświeckie ciastka. Piekę różności, ale zawsze z przyjemnością wracam do nich. Są takie bezproblemowe w zrobieniu i smakują jak wspomnienie dzieciństwa albo wspomnienie paryskich podróży. Dla mnie to ciasteczka idealne na drogę, na piknik, na przyjęcie dla dzieci.
 
Aby ładnie urosły im charakterystyczne górki na wierzchu, ciasto trzeba schłodzić przez parę godzin w lodówce (a najlepiej przez całą noc). Wieczorem chwila mieszania, a rano pachnące magdalenki do śniadania. Z kawą lub kakao wprowadzają w błogi nastrój.
 
Tu znajdziecie inny przepis na cytrynowe magdalenki. Nie są tak wyrośnięte, bo nie leżakowały w chłodzie, ale też są bardzo dobre. I dobrze wyrośnięte czekoladowo cytrynowe od Pierre'a  Hermé. To od niego nauczyłam się piec wyrośnięte magdalenki.
 
 

 
Magdalenki cytrynowe
Madeleines classiques
 
3/4 szklanki (105 g) mąki pszennej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 duże jajka (w temperaturze pokojowej)
1/2 szklanki (100g) cukru
skórka starta z 1 cytryny
2 łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii
70 g masła (stopionego i wystudzonego)
 
masło do wysmarowania formy
mąka do wysypania  formy
 
Mąkę przesiać wraz z proszkiem do pieczenia. Jajka ubić z cukrem, skórką z cytryny i wanilią na puszystą i jasną masę. Dodać mąkę i wymieszać łyżką/szpatułką do połączenia. Dodać masło i ponownie wymieszać. Miskę przykryć folią spożywczą i wstawić do lodówki na minimum 3 godziny, a najlepiej na całą noc. Ciasto na magdalenki można przechowywać w lodówce do dwóch dni. Nagrzać piekarnik do 200 stopni C. Formę do magdalenek posmarować masłem i wysypać mąką. Strzepnąć jej nadmiar. Należy tak postąpić z formą niezależnie od jej rodzaju (metalowa, silikonowa, z warstwą nieprzywierającą). Napełnić foremkę ciastem przy pomocy łyżki. Piec magdalenki do osiągnięcia złocistych wyrośniętych ciastek przez 11-13 minut (duże magdalenki), 8-10 minut (małe magdalenki). Upieczone wyjąć z formy na kratkę i tam je wystudzić. Czasami przy wyjmowaniu brzeg ciastek trzeba podważyć nożem. Wystudzone przechowywać w słoju lub w puszce. 
 

 
Przepis na magdalenki z paryskiej cukierni Lerch.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Moja ulubiona kanapka. Z pieczonym rostbefem i karmelizowaną cebulą.


Dobra kanapka to pyszna sprawa. Ciężko sknocić kanapkę używając najlepszych składników. To nie muszą być niezwykłe produkty. Najważniejsza jest ich jakość. Prosta  kanapka z pomidorem lub serem potrafi unieść nas na wyżyny doznań. Od czasu do czasu na naszych piknikach pojawiają się też kanapki. Najczęściej przywozimy ze sobą psobno zapakowane składniki i na miejscu je przyrządzamy. Tak też było tym razem. W słoiczkach mieliśmy konfiturę ze skarmelizowanej czerwonej cebuli i majonez. Osobno zapakowałam pieczony rostbef, chleb i rukolę. Właśnie z tych składników powstała jedna z moich ulubionych ostatnio kanapek. Podstawą smaku jest idealnie upieczony rostbef. Soczysty i wilgotny. Mocno zrumieniony na wierzchu, a wewnątrz różowy. Do tej pory, żeby osiągnąć taki efekt, używałam termometru. Od teraz stosuję super prostą metodę z przepisu poniżej. Łatwość wykonania i świetny efekt.
Ta kanapka nie smakowałaby tak doskonale, gdyby nie konfitura z czerwonej cebuli. Robiłam ją już wielorotnie, ale teraz ten przepis jest dla mnie numerem jeden. Idealnie wyważony smak słodyczy i kwaskowości, tworzy idealną kompozycję.
 
Skusicie się?
Dobrego tygodnia Wam życzę. Dla nas to ostatni tydzień laby wakacyjnej. Za tydzień trzeba będzie wpaść w nowy, bardziej intensywny rytm.
 
 


 
Kanapka z pieczonym rostbefem i karmelizowaną cebulą
Rare beef with red onion & chilli jam on charred olive bread
 
450 g rostbefu bez kości
2-3 łyżki oleju
sól
świeżo mielony pieprz
 
konfitura z czerwonej cebuli
4 duże czerwone cebule
1 duży ząbek czosnku
1 mała, czerwona papryczka chilli (bez gniazd nasiennych)
100 ml octu z czerwonego wina
125 g brązowego cukru (użyłam ciemnego muscovado)
oliwa z oliwek
 
średniej wielkości chleb na zakwasie lub 1-2 bagietki
majonez
rukola
 
pieczony rostbef
Nagrzać piekarnik do 220 stopni C. Na patelni z dobrze rozgrzanym olejem obsmażyć mięso ze wszystkich stron na jasno brązowo. Posolić i popieprzyć ze wszystkich stron. Przełożyć je do piekarnika i piec przez 12-15 minut. Wyjąć z piekarnika i odłożyć na talerz na10 minut. Po tym czasie można mięso kroić na bardzo cienkie platerki. Można też odłożyć mięso do całkowitego ostudzenia i wtedy pokroić.
Uwagi: mięso należy wyjąć z lodówki na 1 godzinę przed smażeniem. Patelnię z olejem trzeba rozgrzać bardzo mocno. Ja smażę mięso na żeliwnej patelni i wkładam też na niej mięso do piekarnika. Wierzch mięsa trzeba dobrze zrumienić. Ważny jest czas, w jakim mięso odpoczywa po upieczeniu. Nie wolno go wtedy ruszać (kroić, nakłuwać...), dzięki temu będzie bardzo soczyste.
 
konfitura z czerwonej cebuli
Cebule obrać i pokroić na bardzo cienkie półplasterki. Czosnek i chilli również pokroić na  bardzo cienkie plasterki. Na patelni rozgrzać 3-4 łyżki oliwy. Dodać cebulę, czosnek i chilli. Smażyć na małym ogniu do miękkości około 10 minut. Mieszać od czasu do czasu. Dodać cukier i ocet. Dusić całość przez około 10-15 minut do zgęstnienia. Przełożyć konfiturę do słoiczka.
 
Chleb pokroić na plastry. Posmarować kromkę majonezem i obłożyć rukolą i konfiturą z cebuli. Na wierzchu położyć cienkie plastry upieczonego rostbefu. Przykryć drugą kromka chleba.




 
Przepis Somon Rimmer z książki "Men love pies, girls like hummus".

czwartek, 22 sierpnia 2013

Oliwki marynowane. Marokańskie, sycylijskie, prowansalskie.


O tym, że uwielbiam pikniki, pewnie już wiecie. Wolne, słoneczne dni wykorzystujemy na małe wypady za miasto z koszami pełnymi dobroci. Słońca i wolnych dni było ostatnio sporo, więc nasze wyjazdy były częste. Naprawdę nietrudno znaleźć kawałek łąki, czy trawnika, żeby miło spędzić czas. Nasze wyjazdy dzielimy na dwa etapy. Zaczynamy od niespiesznego posiłku, delektując się smakołykami. Potem przychodzi czas na lenistwo z leżeniem, rozmowami i czytaniem książek. Po południu wsiadamy na rowery, żeby zaznać ruchu, poznać okolice i... spalić kalorie. Po takim dniu, wracamy do domu z nową energią.
 Korzystajcie z pięknego lata i pakujcie kosze. Nie trzeba wyjeżdżać daleko. Miejskie parki i nabrzeża rzek to idealne miejsca na piknik.
 
W kilku najbliższych postach przedstawię Wam nasze piknikowe dania. Prawie zawsze przygotowuję oliwki. Bardzo lubię takie domowe, marynowane na różne sposoby. Przygotowuję je też na spotkania ze znajomymi i grillowe wieczory. Oliwa, którą zalane są oliwki może być ponownie wykorzystana do marynowania pieczonych warzyw lub dresingów. Świetnie nadaje się też do moczenia w niej kawałków bagietki.
 
Zawsze kupuję oliwki z pestkami. Mają o wiele lepszy smak i często są lepszej jakości.
 

 



 
Oliwki prowansalskie
 
400 g czarnych oliwek (z pestkami)
2 ząbki czosnku (drobno posiekane)
1 małe suszone chilii (pokruszone)
listki z 2 sporych gałązek świeżego tymianku
1/2 łyżeczki listków (igiełek) rozmarynu (drobno posiekanych)
1/2 łyżeczki nasion kopru włoskiego (lekko zmiażdżonych w moździerzu)
2 liście laurowe (pokruszone)
8 ziaren czarnego pieprzu  (lekko zmiażdżonych w moździerzu)
sok i skórka z 1/2 cytryny
około 220 ml oliwy z oliwek (z pierwszego tłoczenia)
 
Oliwki przed marynowaniem można lekko ugnieść (np. wałkiem do ciasta) lub lekko naciąć nożykiem na krzyż. Dzięki temu aromat marynaty lepiej wchłonie się w miąższ oliwek.
W misce wymieszać oliwki z pozostałymi składnikami (oprócz oliwy). Przełożyć do wyparzonego i wytartego do sucha słoika. Zalać oliwą.  Oliwa powinna przykrywać wierzch.
Tak przygotowane oliwki można przechowywać w lodówce do miesiąca.
Z przepisu wychodzi 1 słoik o pojemności 500 ml.
Oliwki wyjąć z lodówki na 1 godzinę przed podaniem.
 
 
Oliwki sycylijskie
 
300 g zielonych dużych oliwek
1/2 małej czerwonej cebuli (bardzo drobno posiekanej)
listki z 1 gałązki selera naciowego (grubo posiekane)
2 ząbki czosnku (drobno posiekane)
1 łyżka suszonego oregano
1 małe suszone chilii (pokruszone)
2 łyżki octu winnego (białego)
2 łyżki suszonych pomidorów (drobno posiekanych)
1/2 cytryny
około 250 ml oliwy z oliwek (z pierwszego tłoczenia)
 
Oliwki przed marynowaniem można lekko ugnieść (np. wałkiem do ciasta) lub lekko naciąć nożykiem na krzyż. Dzięki temu aromat marynaty lepiej wchłonie się w miąższ oliwek.
Cytrynę pokroić na plastry, a każdy plaster na 8 kawałków. W misce wymieszać oliwki z pozostałymi składnikami (oprócz oliwy). Przełożyć do wyparzonego i wytartego do sucha słoika. Zalać oliwą. Oliwa powinna przykrywać wierzch.
Tak przygotowane oliwki można przechowywać w lodówce do miesiąca.
Z przepisu wychodzi 1 słoik o pojemności 500 ml. 
Oliwki wyjąć z lodówki na 1 godzinę przed podaniem.
 
 
Oliwki marokańskie
 
275 g małych zielonych oliwek
1/2 łyżeczki nasion kuminu (kminu rzymskiego)
1/2 łyżeczki nasion kolendry
1/2 łyżeczki czarnego pieprzu
1-3 łyżeczki przyprawy Harissa*
1/2 małej czerwonej cebuli (bardzo drobno posiekanej)
1/2 pieczonej papryki (drobno posiekanej)
4  ząbki czosnku (drobno posiekane)
2 liście laurowe (pokruszone)
sok z 1/2 cytryny
skórka z 1/2 pomarańczy
około 220 ml oliwy z oliwek (z pierwszego tłoczenia)
 
Oliwki przed marynowaniem można lekko ugnieść (np. wałkiem do ciasta) lub lekko naciąć nożykiem na krzyż. Dzięki temu aromat marynaty lepiej wchłonie się w miąższ oliwek.
Kolendrę i kumin lekko uprażyć na suchej patelni. Lekko zmiażdżyć w moździerzu razem z pieprzem. W misce wymieszać oliwki z przyprawami z możdzierza i z pozostałymi składnikami (oprócz oliwy). Harissę należy dodać w ilości odpowiadającej naszym preferencjom ostrości. Można zrobić Harissę samodzielnie (przepis poniżej) lub kupić gotową. Przełożyć oliwki do wyparzonego i wytartego do sucha słoika. Zalać oliwą. Oliwa powinna przykrywać wierzch.
Tak przygotowane oliwki można przechowywać w lodówce do miesiąca.
Z przepisu wychodzi 1 słoik o pojemności 500 ml. 
Oliwki wyjąć z lodówki na 1 godzinę przed podaniem.
 
*Harissa
 
2 1/2 łyżeczki kminku
2 1/2 łyżeczki nasion kolendry
2 1/2 łyżeczki nasion kuminu
5 świeżych, małych papryczek chilli (pozbawionych nasion)
5 suszonych, małych papryczek chilli (namoczonych w gorącej wodzie)
8 ząbków czosnku
liście z małego pęczka kolendry
sok z 1 cytryny
100 ml oliwy z oliwek + 2-3 łyżki do zalania wierzchu
1/2 łyżeczki soli
 
Kolendrę, kminek i kumin lekko uprażyć na suchej patelni(przez około 3 minuty). Lekko zmiażdżyć w moździerzu. Przyprawy włożyć do malaksera lub blendera wraz z pozostałymi składnikami. Zmiksować na gładką masę. Przełożyć do wyparzonego i wytartego do sucha słoika. Zalać oliwą. Oliwa powinna przykrywać wierzch.
Tak przygotowaną Harissę można przechowywać w lodówce do 4 miesięcy.
 
 

 Przepisy Diana Henry z książki "Salt, sugar, smoke".

niedziela, 18 sierpnia 2013

Naleśniki korzenne i toruńskie migawki.

 
Kiedy pokonuje się tę samą trasę kilkanaście razy w roku (a czasami i więcej), to zaczyna ta droga już się nudzić. Szczególnie, że podróżujemy tak co roku. Każdy zakręt, ulubione miejsca policji z radarem, dobre i niedobre knajpy znane są już na pamięć. I z potrzeby odmiany czasami wybieramy inną drogę. To nic, że podróż się wydłuża. I tak  zwiedziliśmy już Warmię i jej małe miasteczka i wioski, kawałek Mazur i Mazowsza. Czasami zaciekawi nas ładna nazwa miejscowości (Idzbark), a czasami gnają nas wspomnienia przeczytanych w dzieciństwie książek (Frombork). Ostatnio w pewne upalne popołudnie zajechaliśmy do Torunia. Dawno tam nie byłam i pobyt tam był jak pierwsze odkrycie. Krótka wizyta nie pozwala na dogłębne poznanie miasta, ale można chociaż poczuć klimat miejsca.
 
I tak chodząc po brukowanych ulicach starego miasta, odkrywaliśmy uroki Torunia. Zajadaliśmy pyszne lody, kupowaliśmy pierniki, podziwialiśmy ceglane budynki (mam do nich słabość), chłodziliśmy dłonie w fontannach i włóczyliśmy się po uliczkach jak masa innych turystów.
 
Taka przerwa w podróży to bardzo przyjemna rzecz.  Odpręża, dostarcza nowych wrażeń i inspiracji. I właśnie pobyt w Toruniu był inspiracją dla tego śniadania - naleśników korzennych. Pachną i smakują pierniczkami, ale nie są zbyt słodkie. My zjedliśmy je z krótko gotowaną konfiturą morelowo malinową z wanilią. Dobrze smakują też z roztopionym masłem i syropem klonowym, posypane jagodami (borówkami amerykańskimi). Ciasto można przygotować na wieczór i rano szybko usmażyć naleśniki. 
 











 
Naleśniki korzenne (piernikowe)
Gingerbread pancakes
 
1 1/4 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
1/3 szklanki  mąki pszennej
1/4 szklanki  brązowego cukru
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2  łyżeczki soli
1  łyżeczka mielonego cynamonu
3/4  łyżeczki mielonego imbiru
1/2  łyżeczki mielonych goździków
1/4  łyżeczki świeżo startej gałki muszkatałowej
1  łyżeczka startej skórki pomarańczowej
1 duże jajko
2 szklanki mleka
2  łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii
3 łyżki rozpuszczonego masła
 
olej do smażenia ( o neutralnym smaku)
 
W misce zmiksować mleko z jajkiem i solą. Dodać pozostałe składniki i miksować do uzyskania gładkiego ciasta. Miskę przykryć folią spożywczą i wstawić do lodówki na 3 godziny (lub całą noc).
Na patelni rozgrzać niewielką ilość oleju. Smażyć duże naleśniki lub małe placuszki. Obracać je na drugą stronę, kiedy na powierzchni utworzą się małe dziurki, a brzegi lekko się zrumienią. Podawać z konfiturą lub  ze stopionym masłem i syropem klonowym. Dobrze smakują również z musem jabłkowym.
Usmażone naleśniki można przekładać na blachę i trzymać je w cieple piekarnika (100 stopni C), do chwili usmażenia wszystkich.
 

 
 
Przepis Jennifer Lindner McGlinn z książki "Gingerbread".

czwartek, 8 sierpnia 2013

Na upały. Lody fistaszkowe


 Dobiega końca najgorętszy dzień tego roku. Nie ma nawet lekkiego wiaterku, który poruszyłby liśćmi i dał krztynę orzeźwienia. Na dworze słychać tylko lekkie trzaski pękających od gorąca nasion na drzewach. I jest wyjątkowo cicho. Ludzi na ulicach jakby mniej. Ptaki pochowały się przed słońcem.  Nie słychać szczekania psów.
 
Szczerze mówiąc ten tydzień ze swoimi upałami dał mi w kość. Tak wysokie temperaury są jednak nie dla mnie. Szczególnie, kiedy temperatura w domu niewiele różni się od tej na zewnątrz. Ostatnio moje posiłki ograniczają się do hektolitrów niesłodkich zimnych lemoniad, lekko rozmrożonych śliwek na śniadanie i prostych kanapek. Koty spędzają cały dzień śpiąc na podłodze. Zero aktywności pomiędzy 7.00, a 22.00. Kiedy noc zapada, lekko się ożywiają. Coś zjedzą, napiją się i chwilę pobawią. A potem znowu śpią. Szczerze mówiąc po powrocie z pracy, nie różnię się wiele od kotów. Pomiędzy jednym prysznicem, a drugim czytam, zjadam mrożone śliwki i czekam na nocne wytchnienie.
 
Myślałam, że największy upał w moim życiu jest już za mną. Parę lat temu w Bukareszcie myślałam, że nie dam rady dotrzeć z powrotem do domu. Miejski termometr pokazywał 45 stopni, a ja nie mogłam już wykrzesać z siebie energii na dalszą drogę. Przyjazd męża po mnie wychłodzonym samochodem wspominam jak wybawienie.
 
Kolejny zapamiętany skwarny dzień przeżyłam w zeszłym roku w Langwedocji. Płyneliśmy w środku lata barką po Canal du Midi. Ukojenie dawał lekki wiatr i cień drzew, którymi obsadzony jest kanał. Jednak tego dnia i te rzeczy nie przyniosły wytchnienia. Po przybiciu do brzegu małego miasteczka polewaliśmy się wodą z węża, którym napełnialiśmy zbiorniki na pitną wodę. Przechodzący ludzie prosili nas, żeby i ich polać. Potem krótki spacer do cave, gdzie kupiliśmy białe schłodzone wina i dalej w drogę. Na barce powłączaliśmy wszystkie wentylatory i popijaliśmy prawie zmrożone wino. Dzieci leżały w mokrych ubraniach, z kostkami lodu pod koszulkami i... trwały. Zupełnie jak koty teraz. Zero wysiłku, zero jedzenia. Tylko zimne lemoniady z dodatkiem mięty, którą zbieraliśmy nad brzegiem kanału co rano.  Od czasu do czasu wchodziliśmy w ubraniach pod zimny prysznic i z powrotem do kajuty. Tak dotrwaliśmy do wieczora. Wtedy wszyscy ożywili się i nabrali apetytu. Wieczór przyniósł ukojenie. Niestety dzisiejszy nie przyniósł go. Dochodzi 23.00 i na termometrze są 32 stopnie ciepła.
 
Wiem, że w zimę zatęsknię za tą pogodą, ale na razie... tęsknię za zimą.
 
Może macie ochotę na proste lody fistaszkowe? Nie potrzeba do ich zrobienia maszynki do lodów. Są tak łatwe do wykonania, że nawet w takim upale można je zrobić.
Jedliśmy je z sosem karmelowym z morską solą, ale przy tych temperaturach to za dużo dobrego. Na ten pyszny sos przyjdzie pora kiedy indziej.
 
Jutro wyruszam na rowerowy weekend z córeczką do Berlina (trzymajcie kciuki, żeby nie było tam tak gorąco). Na maile i komentarze odpowiem po powrocie.
Dobrego weekendu.









Lody fistaszkowe
Peanut butter ice cream
 
180 g masła orzechowego
180 g drobnego cukru
660 ml śmietanki kremówki
szczypta soli
1/4 łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii
 
Wszystkie składniki zmiksować w blenderze albo malakserze na gładką masę. Przelać do pojemnika i wstawić do zamrażalnika do całkowitego zamrożenia. Można oczywiście zamrozić lody w maszynce do lodów.
Wyjąć lody z zamrażalnika na 15 minut przed nałożeniem, żeby lekko zmiękły.
 

 
Przepis David Lebovitz z książki "The perfect scoop".

piątek, 2 sierpnia 2013

Konfitury brzoskwiniowe. Trzy przepisy

 
Letnie przetwórstwo owoców przerodziło się u mnie w jakieś uzależnienie. Nie potrafię przejść obojętnie koło skrzynek dojrzałych brzoskwiń, moreli, wiśni, czereśni, mirabelek, porzeczek.... Robienie konfitur wciąga jak wyjadanie  łyżeczką karmelu z morską solą. Nie można przestać.
Dzisiaj zapraszam na trzy rodzaje konfitur brzoskwiniowych. Z werbeną, z lawendą i z miodem oraz z szafranem. Wszystkie trzy przepisy oparte są na dwustopniowej metodzie Christine Ferber. Dzięki temu praca rozłożona jest na dwa etapy, a owoce zachowują kolor, smak i jędrność.

Za mało brzoskwiniowych przepisów?
Przepis na pyszną konfiturę brzoskwiniową z kwiatem hibiskusa i różą znajdziecie TUTAJ

Miłego weekendu Wam życzę.
 
 
 
Konfitura brzoskwiniowa z lawendą i miodem
 
1300 - 1500 g brzoskwiń (po obraniu i wypestkowaniu powinno być 1000 g)
250 g cukru (w oryginalnym przepisie 500 g)
sok z 1 małej cytryny
300 g miodu lawendowego (można użyć innego)
5 gałązek świeżej lawendy
5 gałązek suszonej lawendy
 
Brzoskwinie włożyć do miski i zalać gotującą wodą. Zostawić na 1 minutę. Wyjąć je z miski i zalać zimną wodą. Obrać brzoskwinie ze skórki. Przekroić na pół i wyjąć pestki. Połówki owoców pokroić na cienkie plastry. Użyłam do tego tarki  (z ostrzami w kształcie litery V). Włożyć owoce do garnka wraz z cukrem, miodem, sokiem z cytryny i gałązkami świeżej lawendy (zawiniętymi w kawałek gazy). Doprowadzić do zagotowania. Przełożyć całość do miski. Wystudzić i przykryć. Wstawić na noc do lodówki.
 
Następnego dnia.  Brzoskwinie odsączyć na sicie. Wyjąć lawendę. Płyn odsączony z owoców przelać do garnka. Doprowadzić do zagotowania na dużym ogniu. Odszumować. Gotować przez 10-15 minut do uzyskania lekkiego syropu (lub temperatury 105 stopni C). Dodać  brzoskwinie. Doprowadzić do zagotowania i gotować 5 minut delikatnie mieszając.  Przełożyć gorącą konfiturę do wyparzonych, gorących słoików. Do każdego słoika (tuż przy ściance) włożyć po 1 gałązce suszonej lawendy.

 
 
Konfitura brzoskwiniowa z werbeną
 
1300 - 1500 g brzoskwiń (po obraniu i wypestkowaniu powinno być 1000 g)
400 g cukru (w oryginalnym przepisie 800 g)
sok z 1 małej cytryny
skórka starta z 1/2 cytryny
5 gałązek werbeny cytrynowej (około 40 listków)
 
Brzoskwinie włożyć do miski i zalać gotującą wodą. Zostawić na 1 minutę. Wyjąć je z miski i zalać zimną wodą. Obrać brzoskwinie ze skórki. Przekroić na pół i wyjąć pestki. Połówki owoców pokroić na cienkie plastry. Użyłam do tego tarki  (z ostrzami w kształcie litery V). Włożyć owoce do garnka wraz z cukrem, sokiem z cytryny, skórką i połową gałązek werbeny  (około 20 listków). Doprowadzić do zagotowania. Przełożyć całość do miski. Wystudzić i przykryć. Wstawić na noc do lodówki.
 
Następnego dnia.  Brzoskwinie odsączyć na sicie. Wyjąć gałązki werbeny. Płyn odsączony z owoców przelać do garnka. Doprowadzić do zagotowania na dużym ogniu. Odszumować. Gotować przez 10-15 minut do uzyskania lekkiego syropu (lub temperatury 105 stopni C). Dodać  brzoskwinie. Doprowadzić do zagotowania i gotować 5 minut delikatnie mieszając. Dodać 20 listków werbeny. Wymieszać. Przełożyć gorącą konfiturę do wyparzonych, gorących słoików.

 
 
Konfitura brzoskwiniowa z szafranem
 
1300 - 1500 g brzoskwiń (po obraniu i wypestkowaniu powinno być 1000 g)
400 g cukru (w oryginalnym przepisie 800 g)
sok z 1 małej cytryny
15 nitek szafranu
 
Brzoskwinie włożyć do miski i zalać gotującą wodą. Zostawić na 1 minutę. Wyjąć je z miski i zalać zimną wodą. Obrać brzoskwinie ze skórki. Przekroić na pół i wyjąć pestki. Połówki owoców pokroić na cienkie plastry. Użyłam do tego tarki  (z ostrzami w kształcie litery V). Włożyć owoce do garnka wraz z cukrem, sokiem z cytryny i szafranem. Doprowadzić do zagotowania. Przełożyć całość do miski. Wystudzić i przykryć. Wstawić na noc do lodówki.
 
Następnego dnia.  Brzoskwinie odsączyć na sicie. Płyn odsączony z owoców przelać do garnka. Doprowadzić do zagotowania na dużym ogniu. Odszumować. Gotować przez 10-15 minut do uzyskania lekkiego syropu (lub temperatury 105 stopni C). Dodać  brzoskwinie. Doprowadzić do zagotowania i gotować 5 minut delikatnie mieszając. Przełożyć gorącą konfiturę do wyparzonych, gorących słoików.

 

 
Przepisy na konfitury Christine Ferber z książki "Mes confitures".

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails