niedziela, 21 kwietnia 2013

Moje szwajcarskie klimaty. Piknik w Gruyère i nadziewane bułeczki.


Czytelnicy tego bloga wiedzą, że uwielbiam pikniki. Jedyny czas kiedy zamiera nasza piknikowa aktywność to zima. Nie potrzebuję zachęty, żeby spakować koszyki i wyruszyć na posiłek pod chmurką. W weekendy z przyjemnością wyjeżdżamy w Polskę, żeby poznać nowe miejsca i zjeść coś dobrego na łonie przyrody. W piątek pichcę do późna, żeby zapełnić smakołykami kosze na wyjazd. To są wtedy takie typowe pikniki, pod chmurką, na kocu. Większość smakołyków to przyrządzane przeze mnie potrawy. Kupuję tylko wino, kawałek dobrego sera i czasami bagietki. Reszta to dzieło moich rąk. W naszej rodzinnej tradycji mamy też inne pikniki - pikniki podróżne. Jadąc gdzieś w dalszą podróż bardzo często zatrzymujemy się na posiłek gdzieś na łonie przyrody, zajadając się miejscowymi smakołykami kupionymi na targu, w sklepie, u producenta... To świetny sposób na poznanie miejscowych smaków i potraw, ale także przemiła przerwa w podróży na odpoczynek. Bez problemu można kupić produkty, które nie zepsują się nawet w gorący dzień i bez problemu można znaleźć świetne miejsce na odpoczynek. Jadaliśmy już w miejskich parkach, nad brzegami jezior, na plaży... Czasami wystarczy w podróży zjechać z autostrady, żeby znaleźć urokliwe miejsce na odpoczynek. Taki posiłek w porównaniu z jedzeniem na stacji benzynowej nie ma sobie równych. Piknikowanie weszło nam w krew. W czasie podróży w bagażniku zawsze mamy kosze z pełnym wyposażeniem. Ponieważ uprawiamy podróżne piknikowanie od dawna, mam już wprawę i dobrze zaopatrzone kosze.
Ostatnio na blogu panują szwajcarskie klimaty, więc dzisiaj zapraszam Was na szwajcarski piknik w Gruyère. To był właśnie taki piknik w podróży. Wracając z wakacji mieliśmy kilka dni na włóczenie się po Szwajcarii i tak jeździliśmy, smakowaliśmy i leniuchowaliśmy. Tuż przed piknikiem kupiliśmy miejscowe dojrzewające wędliny, ser Gruyère, bagietki, pasty z karczochów i z suszonych pomidorów i wino. Do tego był ser Camembert z Calvadosem, prowansalskie oliwki i oliwa. Na deser mieliśmy miejscowe gruszki w czerwonym winie, szwajcarskie pierniczki  Basler Läckerli i hit pikniku - ręcznie zrobioną czekoladę. Czekolady były niezwykłe, bo zrobione przeze mnie i synka kilka kilometrów dalej w najstarszej szwajcarskiej fabryce czekolady. Kurs czekoladowy w tamtejszej fabryce, to był prezent imieninowy dla synka. Jego radość z niespodzianki - prezentu była OGROMNA!
 
Z rozrzewnieniem wspominam tamte błogie godziny w  Gruyère .Pyszne lokalne jedzenie, piękne widoki i wspólny czas. Piszę Wam o tym, aby zachęcić Was do piknikowania. Czasami niewiele trzeba, żeby spędzić wspaniale czas w trakcie podróży.
 
Będąc w szwajcarskich klimatach przyrządziłam nadziewane bułeczki z dodatkiem sera Gruyère. Są pyszne. Delikatne, puszyste ciasto otula aromatyczne nadzienie. Te bułeczki w kształcie ślimaczków idealnie sprawdzają się na piknikach, jako jedzenie w podróży, do pracy, do szkoły... I są bardzo proste do zrobienia. Ważną rzeczą w ich przyrządzeniu jest dobre odciśnięcie startej cukinii. Oczywiście można użyć innego gatunku sera.
Ciasto na bułeczki jest dość luźne, dlatego wymaga podsypania mąką przed wałkowaniem. Takie luźne ciasto po upieczeniu jest bardzo delikatne i puszyste.
 
Niedługo po prawej stronie bloga znajdziecie spis potraw idealnie nadających się na pikniki.
 
Dobrego tygodnia Wam życzę.













Zawijane bułeczki z cukinią i serem  Gruyère 
Petits pains aux courgettes et Gruyère AOC
ciasto

15 g świeżych drożdży
                                                    300 ml ciepłej wody
2 łyżki oliwy z oliwek
1 1/2 łyżki soli morskiej (lub 1 łyżka zwykłej)
450 g mąki pszennej
mąka do podsypania blatu
 
nadzienie
200 g sera  Gruyère
250 g cukinii (1 średniej wielkości)
1 czerwona papryka
4 łyżki pesto z bazylii
1 duży ząbek czosnku
4 łyżki pokrojonych w paski suszonych pomidorów
 
Pokruszone drożdże włożyć do miseczki. Dodać wodę, oliwę i sól. Wymieszać. Dosypać mąkę i miksować całość (końcówki haki) do uzyskania gładkiego i elastycznego ciasta (około 10 minut). Przykryć miskę ściereczką i odstawić ciasto do wyrośnięcia na 30 minut. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. Mocno posypać mąką blat, położyć na nim ciasto i posypać mocno mąką wierzch ciasta. Rozwałkować je na długi prostokąt o grubości około 7 mm. Rozłożyć na cieście nadzienie i zwinąć całość w rulon. Ciąć go na kawałki 3-4 cm i układać je na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia zachowując odstępy. 2 cm - bułeczki połączą się w trakcie pieczenia i stworzą całość po upieczeniu. Będą dobre jako bułeczki do odrywania. 5 cm - bułeczki będą upieczone pojedyńczo.
Bułeczki odstawić do wyrośnięcia na 20 minut.
 
Piec w 200 stopniach C przez 25-30 minut. Podawać ciepłe lub wystudzone.
 
Nadzienie. Zetrzeć na tarce o grubych oczkach cukinię. Zawinąć ją w kawałek gazy i dobrze odcisnąć z nadmiaru soku. Przełożyć do miski. Dodać starty ser (grubo, tak jak cukinię), wyciśnięty czosnek, suszone pomidory, pesto i paprykę pokrojoną w kostkę. Wymieszać i ewentualnie posolić do smaku. Jeżeli nadzienie jest bardzo suche dodać 1-2 łyżki oliwy ze słoika z suszonymi pomidorami.



poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Moje szwajcarskie klimaty. Gruyère i silserli.


 
Szwajcaria to sery, a królem szwajcarskich serów jest dla mnie  Gruyère. Mam słabość do jego smaku, jak też do miejscowości o tej samej nazwie. To niewielkie średniowieczne miasteczko położone na wzgórzu. Jak na średniowieczne miasteczko przystało centralne miejsce zajmuje zamek dawnych władców tych terenów - hrabiów  Gruyère. Urocze, zabytkowe kamieniczki pochodzą z XV - XVII wieku. Wcześniejsza zabudowa zostało zniszczona na skutek pożaru. Okrążając zamkowe wzgórze można uzbierać na piknik koszyczek dzikich poziomek. Właśnie z cudownymi piknikami kojarzy mi się to miasteczko. Tam właśnie zajadaliśmy się szwajcarskimi smakołykami, spędzając długie godziny na cudownym relaksie. O zachodzie słońca leżeliśmy na trawie czytając książki, popijając wino  i słuchając bijących w oddali dzwonów. Na około mieliśmy widoki jak najpiękniejsze obrazy. Wspominam te niezwykłe chwile, bo nie mogę się już doczekać sezonu piknikowego.
 
Dla miłośników twórczości Hans Rudolf Gigera i filmu "Obcy" zapewne ważną informacją będzie ta, że w  Gruyère znajduje się muzeum poświęcone jego twórczości.
 
Dzisiaj pora na historię sera, na szwajcarski piknik przyjdzie jeszcze tutaj czas.
A jak się robi słynny ser?
 
W mleczarni w  Gruyère praca wre od rana.
Dwa razy dziennie 36 farmerów dostarcza mleko. Mleczarze przyrządzają z niego w ciągu dnia 48 kręgów słynnego sera  Gruyère AOC (appellation d'origine contrôlée). Na każdy kilogram sera używa się 12 litrów mleka. Cztery wielkie miedziane kadzie (o pojemności 4800 litrów każda) pracują prawie nieustannie. Zapotrzebowanie na słynny ser jest olbrzymie. W piwnicach mleczarni dojrzewa około 7000 tysięcy kręgów sera. Zgodzicie się ze mną, że te liczby są imponujące. 
 
Ser  Gruyère produkowany jest nie tylko w miejscowości o tej nazwie. Prawo do produkcji mają kantony Fribourg, Vaud, Neuchâtel, Jura i kilka wiosek w kantonie Berno. Na tych terenach ser produkowano od wieków. Jedna z legend głosi, że cesarz  Antonin Pobożny zmarł na niestrawność w 161 roku ne, po zjedzeniu zbyt dużej ilości sera wytwarzanego w okolicach Gruyère. Liczne dokumenty z kolejnych stuleci świadczą o produkcji i intensywnym handlu serem w tamtych czasach.
 
Jakie cechy ma oryginalny ser  Gruyère? Mleko, z którego jest produkowany pochodzi od krów karmionych tylko naturalną paszą (trawą i sianem). Ser ma kształt kamienia młyńskiego ze skórką jednolicie jasno brązową. Krąg serowy ma średnicę 55-65 cm i waży 25 - 40 kg. Miąższ jest w kolorze kości słoniowej (odcień może różnić się w zależności od pory roku). Zasadniczo w serze nie ma dziur, ale dopuszczalne są małe o średnicy 4-6 mm lub niewielkie pęknięcia miąższu. Ser dojrzewa minimalnie 5 miesięcy. W sprzedaży jest też 9 i 12 miesięczny.
Produkcji sera można przyglądać się w mleczarniach. A potem przebierać na sklepowej półce wybierając piękne kawałki na piknik na okolicznych wzgórzach. 

My delektowaliśmy się smakiem tego sera niedawno, zagryzając do niego szwajcarskie preclowe bułeczki. W wyglądzie i smaku przypominają zresztą precle. Mają gładką, brązową skórkę, którą zawdzięczają zasadowej kąpieli. Puszyste w środku, gładkie na wierzchu, proste do zrobienia.
 
Najlepiej smakują w dniu wypieku.
 

 
La Maison du  Gruyère
 Pringy-Gruyères
 
godziny otwarcia
lipiec-sierpień: 9.00 - 19.00
październik - maj:  9.00 - 18.00
 
 
 
 

 


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Szwajcarskie bułeczki preclowe
Silserli 

360 ml ciepłej wody

7 g (1 torebka) suszonych drożdży lub 14 g świeżych

1 łyżka cukru

620 g mąki pszennej

60 g masła (stopionego i wystudzonego)

2 łyżeczki soli

olej do nasmarowania miski

 

1 jajko lekko rozbełtane z 1 łyżką wody

sól morska do posypania wierzchu

 

kąpiel zasadowa

2000 ml wody

100 g sody spożywczej
 
W misce wymieszać wodę z drożdżami i cukrem. Zostawić na 10 minut. Dodać sól, masło i mąkę. Całość zmiksować (końcówki haki) na gładkie ciasto. Przełożyć do czystej miski wysmarowanej olejem. Miskę przykryć folią spożywczą. Odstawić do wyrośnięcia na 1 godzinę. Po tym czasie podzielić ciasto na 12 części. Z każdego kawałka uformować okrągłą bułeczkę. Zagotować wodę z sodą. Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Wkładać do gotującej się wody po 2 bułeczki na 30 sekund. W połowie czasu gotowania obrócić bułeczki na drugą stronę. Wyjąć je łyżką cedzakową i położyć na blasze zachowując 5 cm odstępy. Tak samo postąpić z resztą bułek. Wierzch posmarować rozbełtanym jajkiem i posypać solą. Zrobić 1-2 nacięcia. Wstawić do piekarnika nagrzanego do  220 stopni C.  Piec 12-15 minut do uzyskania brązowej skórki. Studzić na kratce.
 
 
 


 




 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



















czwartek, 4 kwietnia 2013

Mój comfort food na zimową wiosnę. Soczysty kurczak i ziemniaczane gratin.


 
Macie dość zimy? Chyba nie musicie odpowiadać. Nie znam nikogo, kto nie wyczekuje oznak wiosny. Ten ciągle padający śnieg... zaczynam myśleć, że zawsze tak będzie. Taki dołujący nastrój dopada mnie jak brnę co rano po śniegowej brei do pracy. Potem jest już lepiej. Rozmyślam o weekendzie majowym, szparagach, piknikach, jeszcze jednym kocie i o lodach, które zrobię w weekend. Na podły nastrój wspaniale też działa dobre, rozgrzewające jedzenie. W skrócie pieczony kurczak i ziemniaki. Ale jakie... Soczysty kurczak bogaty w  aromaty czosnku, cytryny i rozmarynu i przypieczone ziemniaki pełne smaków. Mój comfort food.
 
I zaczynam wierzyć, że kiedyś przyjdzie wiosna.



 
Ziemniaczane gratin z czosnkiem
Potato garlic gratin
 
6-8 dużych ziemniaków
650 ml śmietanki kremówki
3 duże ząbki czosnku
50 g masła
sól i świeżo zmielony pieprz
1/8 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatałowej
 
Nagrzać piekarnik do 160 stopni C. Czosnek i ziemniaki obrać. Pokroić je w bardzo cienkie plastry. Użyłam do krojenia tarki mandolinowej z ostrzami w kształcie litery V. Lekko posmarować masłem formę do zapiekania o wymiarach 20x30 cm.
Na dnie ułożyć cienką warstwę plastrów ziemniaków. Polać je śmietaną. Posypać kilkoma plasterkami czosnku i szczyptą gałki, posolić, popieprzyć i ułożyć małe kawałeczki masła. Tak samo postąpić z resztą składników, tworząc 3-4 warstwy z ziemniaków. Wstawić formę do piekarnika i piec 1 - 1 1/2  godziny lub do chwili kiedy ziemniaki będą miękkie, a wierzch złocisto brązowy. Podawać gorące. 
 

 
Pieczony kurczak z czosnkiem i cytryną
Roast chicken with lemon
 
1 kurczak (używam zagrodowych)
około 1/4 -1/3 kostki miękkiego masła
sól i świeżo zmielony pieprz
4 cytryny (przekrojone na połówki)
3 główki czosnku
4 gałązki rozmarynu
oliwa z oliwek
2 gałązki małych pomidorków (opcjonalnie)
 
Nagrzać piekarnik do 180 stopni C. 2 główki czosnku przekroić na pół, a jedną podzielić na ząbki (bez obierania). Palcami lub trzonkiem drewnianej łyżki oddzielić skórę kurczaka od mięsa na piersi i udkach. 3/4 ilości masła włożyć pod poluzowaną skórę kurczaka. Dzięki temu mięso po upieczeniu będzie bardzo soczyste. Resztą masła natrzeć kurczaka z wierzchu.  Posolić go i popieprzyć. Ułożyć go w dużej formie do zapiekania.  Do środka kurczaka włożyć 2 gałązki rozmarynu, 2 połówki cytryny i ząbki czosnku. Na około kurczaka w formie ułożyć rozmaryn i resztę cytryn i połówki główek czosnku (nacięciami do góry). Posolić je i skropić oliwą. Wstawić całość do piekarnika i piec 30 minut. Po tym czasie, wycisnąć sok z podpieczonych cytryn na mięso i ułożyć w formie pomidorki. Skórki z podpieczonych cytryn pozostawić w formie do dalszego pieczenia. Piec jeszcze 30 - 40 minut lub do chwili, kiedy kurczak będzie upieczony. Powinien mieć zrumienioną skórkę. Wyjąć go z piekarnika i odstawić przed krojeniem na 10 minut.
W oryginalnym przepisie upieczonego kurczaka trzeba wyjąć z formy, dodać 250 ml śmietanki, sok z 1/2 cytryny i 500 ml bulionu do sosu wytworzonego na dnie. Podgrzewać całość mieszając do lekkiego zgęstnienia sosu. Sosem polać upieczonego kurczaka.
 
Przepisy Katie Quinn Davies z książki "What Katie ate".

środa, 3 kwietnia 2013

Moje szwajcarskie klimaty. Emmentaler i pyszny tost z czerwoną cebulą.

 
W marcu na blogu było trochę alzackich klimatów i smaków, kwiecień zaś będzie u mnie miesiącem Szwajcarii. Nie wiem dlaczego nie było jeszcze u mnie szwajacarskich klimatów, skoro to jeden z moich ulubionych celów podróży.
 
Nigdy nie zapomnę mojej pierwszej podróży do tego kraju. Mój mąż jeździł tam służbowo i przywoził nam różne smakołyki. Najważniejsze jednak były opowieści, które wywołały u mnie wielką potrzebę poznania tego kraju. Z czym kojarzy mi się Szwajcaria? Oczywiście z serami, czekoladą, zegarkami, scyzorykami, czerwonym krzyżem..., ale najważniejsze jest dla mnie... poczucie bezpieczeństwa jakie tam odczuwam. Mimo, że Szwajcaria daje mi czasami po nosie, to zawsze z radością tam wracam i nie ustaję w zachwytach. Raz w życiu okradziono nam samochód i zdarzyło się to właśnie w tym kraju (najgorsze, że zrobili to nasi rodacy), tam zmusiło nas życie do wymiany koła w samochodzie (w cenie za jaką mogliśmy kupić sobie niezły rower, a nawet dwa), tam w czasie pobytu przeżyłam największe ulewy i wiele planów musiało ulec zmianie, tam pierwszy raz w życiu  terminal zjadł mi kartę, tam pracownicy lotniska zachowali się tak wspaniale, że czułam się jak bohaterka filmu szpiegowskiego i... postanowiłam latać ich liniami, kiedy się tylko da... To kraj, w którym nigdy nie jest mi nudno.
 
 W Szwajcarii zrobiliśmy sobie pierwszy piknik w mieście. Z pewną nieśmiałością rozłożyliśmy wiktuały w parku nad jeziorem, oczekując gorszących spojrzeń, a  spotkało się to z wielkim entuzjazmem mieszkańców. Było to wiele lat temu i nie było to powszechne tak jak teraz. Tam zachwyciłam się ogromem i potęgą gór, tam poczułam niezwykły zapach alpejskich łąk. Tam widziałam krowy o różnej długości nóg (takie sprawiały wrażenie pasąc się na stromych zboczach), tam poznałam smak dojrzałego sera, tam poczułam co znaczy wolność przekraczania granicy, tam zapragnęłam jeździć pociągami, tam czułam wielką dumę przysłuchując się wymianie zdań pomiędzy synkiem a maître chocolatier, tam kupuję najtańszą pastę z wanilii, tam gram w szachy w parku...
 
To na tyle z moich wynurzeń dotyczących stosunku do tego kraju.
 
Teraz czas na ser. Dzisiaj opowiem Wam o Emmentalerze, który jest składnikiem dzisiejszego przepisu.
 
Emmentaler AOC to chyba najsłynniejszy szwajcarski ser. Produkowany jest w małych serowarniach w dolinie rzeki Emme (Emmental) w kantonie berneńskim. Ser wytwarza się z z niepasteryzowanego mleka krów żywionych trawą i sianem. Zakazane jest karmienie krów kiszonką. Z 12 litrów świeżego mleka otrzymuje się jeden kilogram sera, co daje zużycie 1000 litrów mleka na jeden serowy krąg (80 kg). Krąg sera ma średnicę 80-100 cm i waży 75-100 kg. Te zasady mają wpływ na ostateczny smak sera. Delikatny o orzechowym aromacie w młodych serach (minimalny wiek sera to cztery miesiące) do bogatszego w serach starszych: ośmiomiesięcznych (reserve) i czternastomiesięcznych (premier cru). Charakterystyczne dla tego sera są liczne dziury znajdujące się w miąższu. Kiedyś były traktowane jako błąd serowara popełniony w trakcie produkcji, obecnie są one bardzo lubiane, a wręcz charakterystyczne dla sera. Wielkość dziur w dobrej jakości serze jest ściśle określona (od rozmiaru wiśni do rozmiaru orzecha włoskiego).
 
Emmentaler, gruyère i sbrinz stanowią dwie trzecie produkcji serów w Szwajcarii i ponad połowa ich produkcji jest eksportowana. Sery przeznaczone na eksport są specjalnie oznaczane. Na krążku sera znajdują się promieniście ułożone nazwa sera i napis "Switzerland", a także symbol gracza na rogu alpejskim. 
 
 
W Affolten  dolinie rzeki Emme znajduje się serowarnia, w której turyści mogą przyglądać się procesowi produkcji sera. Obok jest sklep i restauracja. Ta dolina to zresztą wspaniałe miejsce na spędzenie wakacji. Pagórkowaty teren ze starą wiejską zabudową to idealne miejsce na piesze i rowerowe wycieczki. Sielsko, wiejsko,  beztrosko.
 
Emmentaler Schaukäserei
Affoltern im Emmental 
czynne 9.00-17.00 (w sezonie letnim do 18.30)
 
Teraz czas na przepis. Dzisiaj zapraszam Was na ciepłą kanapkę - tost z lekko karmelizowaną cebulą, Emmentalerem i długo dojrzewającą szynką. Dobre, rozgrzewające, szybkie danie na tę porę roku. Po obejrzeniu prognozy na najbliższe dni działa wręcz pokrzepiająco.
 



 
Tosty z serem Emmentaler i z czerwoną cebulą 
Rye bread toastie with emmental and red onionsgo
 
1 łyżka oliwy
15 g masła
1 duża czerwona cebula
2 łyżeczki brązowego cukru
1/4 łyżeczki soli
1 łyżka octu balsamiczne
świeżo zmielony pieprz
4 kromki żytniego chleba (użyłam pszenno żytniego na zakwasie)
30 g miękkiego masła
85 g startego sera Emmentaler
2 plastry długo dojrzewającej szynki (opcjonalnie)
 
Obraną cebulę przekroić na pół i pokroić w bardzo cienkie plastry (użyłam tarki z ostrzami w kształcie litery V). Na patelni rozgrzać masło z oliwą. Dodać cebulę i smażyć ją mieszając przez 5 minut. Dodać brązowy cukier i sól i smażyć mieszając przez 10 minut (na najmniejszym ogniu). Dodać ocet i podgrzewać przez 1 minutę. Doprawić pieprzem i wymieszać. Tak przygotowaną cebulę można przechowywać w lodówce do 5 dni. Kromki chleba posmarować masłem (po złożeniu masło powinno być na zewnątrz). Na dwóch ułożyć cebulę i starty ser. Można położyć jeszcze plaster szynki. Przykryć pozostałymi kromkami chleba i całość lekko docisnąć. Podgrzewać tosty na patelni po 5 minut z każdej strony (do chwili, aż ser rozstopi się). Przekroić na pół przed podaniem.
 



 
Przepis Deb Perelman z książki: "The smitten kitchen cookbook".

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Moja wiosenna podróż zielonym czółnem.

 
Te Święta są niezwykłe. Aura za oknem sprzyja zupełnie innym świętom. Te są inne, ale w mojej pamięci zostaną jako piękne i niezwykłe. W drugi dzień Świąt - ten leniwy, ukazał się wiosenny numer Green Canoe Style, a w nim trzy moje przepisy. Dla mnie jest to przemiły świąteczny prezent. Zapraszam Was do obejrzenia całego numeru. Jest przepiękny!
 
Cały numer możecie obejrzeć TUTAJ
 
Dziękuję Wam bardzo za tak wiele przemiłych świątecznych życzeń. Trzymajcie się ciepło.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails