środa, 30 stycznia 2013

Raz do roku - przepyszny smalec z dużą ilością dodatków.


Raz do roku tuż przed wyjazdem na narty przygotowuję domowy smalec. Przeważnie zjadamy go jeszcze w domu i prawie nigdy nie biorę go w podróż. Nawet jak byśmy chcieli go wziąć, to zostaje tak maleńka ilość, że nie ma to sensu. Ten smalec jest tak dobry, że znika w oka mgnieniu. Lubię w nim bogactwo dodatków i smaków.  Wędzone śliwki i boczek nadają aromatu, jabłka słodyczy, cebulka smaku, a żubrówka aksamitnej konsystencji. Wszystko idealnie współgra. Do tego dobry chleb na zakwasie i mamy pyszne zimowe jedzenie. 


Zimowy smalec domowy

1000 g słoniny
250 g  cebuli (po obraniu) posiekanej w drobną kostkę
150 g boczku wędzonego (pokrojonego w drobną kostkę)
1 jabłko obrane i starte na grubej tarce (użyłam odmiany Golden Delicious)
100 g wędzonych śliwek suszonych lub zwykłych suszonych (pokrojonych w paski)
3 duże ząbki czosnku (rozgniecione i drobno posiekane)
1 kieliszek (50 ml) żubrówki
1,5 łyżki suszonego majeranku

Słoninę pokroić w 0,5 - 1 cm kostkę i włożyć do dużego garnka (najlepiej żeliwnego). Podgrzewać całość na średnim ogniu mieszając od czasu do czasu. Kiedy tłuszcz się wytopi, a kostki słoniny zamienią się w lekko złociste skwarki dodać cebulę i wymieszać. Całość w tym momencie lekko się wzburzy. Można ewentualnie zmniejszyć wtedy ogień. Kiedy cebula zrobi się szklista i lekko złocista dodać boczek wędzony i ponownie podgrzewać do lekkiego zezłocenia. Mieszać całość od czasu do czasu. Dodać starte jabłko i podgrzewać mieszając przez 3 minuty. Dodać czosnek, wymieszać i wyłączyć gaz. Dodać żubrówkę (dzięki niej smalec nabierze doskonałego smaku i zawsze będzie aksamitny). Mieszać całość przez 1 minutę. Dodać śliwki i majeranek. Majeranek wsypując należy rozetrzeć w dłoniach. Dzięki temu wydobędziemy z niego bardzo dużo aromatu. Wymieszać całość i przelać do naczyń. Zostawić do wystygnięcia. 

niedziela, 27 stycznia 2013

Kotleciki ziemniaczano łososiowe z zielonym groszkiem.


Zostały nam cztery dni do wyjazdu na zimowe wakacje. Sporządzam listy, robię ostanie zakupy brakujących rzeczy, powoli się pakuję. Tych rzeczy do zrobienia jest bardzo dużo.  Jest jeszcze jedna rzecz, którą robię ostatnio bardzo często. Sprawdzam prognozę pogody. Mam już trochę dość ciemności i zimna dlatego z przyjemnością myślałam o czekającym mnie słońcu i błękitnym niebie. Zapowiada się jednak wyjazd jakiego nie było. Przez 10 dni ma nam padać śnieg (!) Pocieszam się, że prognozy często się nie sprawdzają i ... mamy nowe łańcuchy samochodowe.

Miłego tygodnia Wam życzę i... słońca.



Kotleciki ziemniaczano łososiowe z zielonym groszkiem
Potato, salmon & pea fritters with pea shoot mayonnaise

kotleciki
650 g ziemniaków (obranych i pokrojonych na 5 cm kawałki)
2/3 szklanki (165 ml) mleka kokosowego
1/3 szklanki (80 ml) bulionu warzywnego
2 ząbki czosnku (zmiażdżone)
2 gałązki świeżego tymianku
225 g łososia (filet)
1/2 szklanki (60 g) zielonego groszku (zblanszowanego przez 1 minutę we wrzątku)
2 jajka lekko ubite
1 łyżeczka soli
1/2 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu
1 łyżka posiekanej natki
1 -2 łyżki bułki tartej (opcjonalnie)
oliwa z oliwek

majonez z kiełkami groszku
1 jajko
1/2 łyżeczki musztardy Dijon
1 łyżeczka soku z cytryny
1/4 łyżeczki soli
1/4 szklanki kiełków z groszku
2 łyżki oliwy z oliwek
1/2 szklanki (125 ml) oleju z pestek winogron

Wszystkie składniki majonezu powinny mieć temperaturę pokojową.

Jajko umyć pod bieżącą wodą, a a następnie polać je wrzątkiem. W pojemniku blendera zmiksować jajko z musztardą, sokiem z cytryny, solą i kiełkami. Cały czas miksując dolewać wąskim strumieniem oliwę, a następnie olej do uzyskania gładkiej emulsji. Gotowy majonez wstawić do lodówki. Można go tam przechowywać do 24 godzin. 

Ugotować ziemniaki do miękkości. Odcedzić je i pozostawić do całkowitego wystudzenia. W rondlu zagotować mleko kokosowe, bulion, czosnek i tymianek. Zdjąć z ognia i pozostawić na 10 minut. Ponownie  zagotować całość. Dodać łososia i przykryć rondel przykrywką. Zmniejszyć ogień i podgrzewać całość przez 6-8 minut (łosoś po tym czasie powinien być ugotowany). Zdjąć z ognia i zostawić do wystudzenia. Wyjąć łososia z płynu, w którym się gotował i podzielić go na maleńkie kawałki (sprawdzając przy okazji czy nie ma żadnych ości). W misce rozgnieść ziemniaki. Dodać groszek i też go lekko rozgnieść. Włożyć rybę do ziemniaków. Dodać jajka, pieprz i natkę. Wymieszać całość. Jeżeli masa jest zbyt luźna dodać bułkę tartą i ponownie wymieszać. Z masy formować dłońmi niewielkie kotleciki i smażyć je na oliwie na rumiano. Po około 2-3 minuty z każdej strony. Podawać gorące lub wystudzone z majonezem. Bardzo dobrze sprawdzają się te kotleciki jako składnik burgerów.


Przepis Aran Goyoaga z książki "Small plates & sweet treats".

środa, 23 stycznia 2013

Café Sperl B&W i wiedeńskie kawy.




W wiedeńskich kawiarniach można zamówić jedną kawę i spędzić tam cały dzień. Nikt krzywo nie będzie na nas patrzył, że za cenę około 4 euro będziemy zajmować stolik przez wiele godzin. I wiele osób tak spędza tam czas. Pracuje przy komputerze, czyta gazety, pisze książki, umawia się ze znajomymi, duma nad rzeczywistością. Kawiarnia to często takie przedłużenie domowego salonu. A kawę w Wiedniu podają doskonałą. Praktycznie zawsze na małej "srebrnej" tacy ze szklaneczką wody. Smak, w dużej mierze, kawa zawdzięcza wodzie, która  płynie prosto z Alp. Podróż wody ze styryjskich Alp do Wiednia trwa 36 godzinach. Płynie bez pomocy pomp (!), w dużej mierze jeszcze rzymskimi  akweduktami. 
Wybór wiedeńskich kaw jest ogromny. W każdej kawiarni można dostać kilkanaście rodzajów. Poniżej znajdziecie opis najpopularniejszych. Dla mnie wiedeńską królową zawsze będzie melange. Do tego kilka zdjęć z Café Sperl, które zrobiła moja córeczka Nela. Siedzieliśmy tam późno w nocy omawiając dzień pełen wrażeń, a córeczka wzięła aparat i zniknęła na kilka chwil. Lubię te nocne zdjęcia, pełne szumów, ziarnistości i szarości. Oddają klimat tamtego miejsca. 

Wiedeńskie kawy

Almkaffee - kawa z bitą śmietaną, żółtkiem i schnapsem
Biedermeier  - kawa z bitą śmietaną i likierem morelowym
Brauner - czarna kawa podana z małym dzbanuszkiem mleka 
Einspänner - kawa podawana w szklance z bitą śmietaną na wierzchu
Eiskeffee -  kawa mrożona z lodami waniliowymi i bitą śmietaną
Fiaker - duża kawa z dodatkiem cukru i rumu (nazwana na cześć wiedeńskich dorożkarzy)
Kaisermelange - mokka z żółtkiem, miodem i koniakiem 
Kapuziner - kawa mlekiem, czasem posypana tartą czekoladą (wiedeńska wersja cappuccino)
Katerkaffee - kawa z cukrem i startą skórką z cytryny
Konsul - czarna kawa z kropelką śmietanki
Kosakenkaffee - mokka z cukrem, czerwonym winem i wódką
Maria Theresia - mokka z dodatkiem likieru pomarańczowego
Mazagran - zimna kawa z lodem i rumem lub likierem Maraschino
Mélange - kawa pół na pół, zmiksowana z gorącym mlekiem i mleczną pianką na wierzchu
Othello - espresso z dodatkiem gorącej czekolady
Pharisäer -  kawa podawana w szklance z bitą śmietaną na wierzchu i odrobiną rumu w osobnym naczyniu
Schwarzer - czarna, mocna i intensywna kawa
Verlängerten - czarna kawa o małej mocy








poniedziałek, 21 stycznia 2013

Wiedeński Café Sperl i kruche ciasto ze śliwkami.




W każdym mieście, które odwiedzam poszukuję miejsc, które staną się "moimi". Do takich miejsc wracam przy każdej następnej podróży. Wizyta w nich jest jak odwiedziny u dawno niewidzianego znajomego. W Wiedniu takich miejsc mam jut trochę, bo i podróży do tego miasta było wiele. W czasie każdego pobytu jem sznycle z sałatką ziemniaczaną w 
Reinthaler's Beisl, piję kawę i zajadam ciepłe buchteln w Hawelce, odwiedzam targ Naschmarkt i spędzam wieczór w Café Sperl. To nasze ulubione miejsce na kawę i ciasto we dwoje, na małą przekąskę w ciągu dnia całą rodziną, na kieliszek wina po wizycie w muzeum, na chwilę odpoczynku po zakupach na targu. Tam Saher tort smakuje mi lepiej niż w Café Sacher. 
Café Sperl powstało w 1880 roku i od początku stało się ulubioną kawiarnią artystów. Spotykali się tam  architekci, plastycy, muzycy, aktorzy i piosenkarze. I do tej pory tak jest. Ta kawiarnia nie jest miejscem z tradycjami, które żyje dzięki turystom. W tej kawiarni spotykają się Wiedeńczycy, piją kawę, czytają gazety (austriackie i miedzynarodowe, które są dostępne w dużym wyborze), grają w bilard. 
Ściany Café Sperl są  lekko przykurzone i przydałoby im się malowanie, ale atmosfera i wystrój warte są odwiedzin w tym miejscu. Poczujecie tam klimat prawdziwych, starych wiedeńskich kawiarni. Do tego pyszna kawa i tradycyjne ciasta pieczone według starych receptur.
Dzisiaj przedstawiam Wam jedno z nich. Proste i pyszne. Niby nic specjalnego, ale smak tkwi w jego prostocie. Śliwki i kruche maślane ciasto z dodatkiem wanilii. Najlepsze oczywiście z jesiennymi węgierkami, ale z ich braku użyłam dostepnych teraz śliwek importowanych. 
W następnym poście trochę czarnobiałych zdjęć z Café Sperl zrobionych przez moją córeczkę i informacje o wiedeńskich rodzajach kaw.

Café Sperl
Gumpendorfer Straße 11, Wiedeń
metro: Museumsquartier
godziny otwarcia: poniedziałek - sobota 7.00 - 23.00
niedziela - 11.00 - 20.00
w lipcu i w sierpniu w niedzielę nieczynne










Ciasto ze śliwkami z Café Sperl
Pflaumenkuchen von Café Sperl

200 g mąki pszennej
100 g masła
175 g cukru pudru
szczypta soli
1 żółtko
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii
650 g śliwek
2 łyżki cukru z prawdziwą wanilią (użyłam domowego cukru waniliowego, ale dobry jest też Kotanyi)

Zmiksować w misce masło z cukrem, żółtkiem, solą i wanilią. Dodać mąkę i zmiksować całość do połączenia się składników. Jeżeli ciasto jest zbyt suche dodać 1-2 łyżeczki zimnej wody i ponownie zmiksować. Wyrobione ciasto zawinąć w folię spożywczą i włożyć do lodówki na 1 godzinę. Po tym czasie wyjąć je z lodówki i odstawić na 10 minut. Wyłożyć ciastem prostokątną formę (20x30 cm) pokrytą papierem do pieczenia. Śliwki przekroić na pół, wyjąć z nich pestki, a następnie pokroić je na ćwiarki. Wyłożyć nimi ciasto (skórką do dołu) lekko dociskając owoce. Posypać je cukrem waniliowym. Piec ciasto w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 45 minut. Wyjąć z piekarnika i wystudzić. Jeszcze ciepłe pokroić na kwadraty. Owoce na upieczonym cieście można posmarować podgrzaną konfiturą morelową.



sobota, 19 stycznia 2013

Ciabatta i porchetta czyli włoski duet idealny.


Dzisiaj znowu zajrzałam do mojego starego archiwum zdjęć. Było warto, bo te dzisiejsze przepisy zasługują na to, żeby je rozpowszechniać. Ciabatta i porchetta to dwa włoskie klasyki. Ciabatta to chyba najbardziej znane włoskie pieczywo. Puszyste z dużymi dziurami w miąższu. Przygotowania do jej wypieku trzeba rozpocząć dzień wcześniej, ale dzięki temu uzyskamy bogaty smak wnętrza.
 A porchetta? To bardzo popularna w całych Włoszech pieczona wieprzowina z dodatkiem rozmarynu, czosnku i kopru włoskiego. Dobra do jedzenia na ciepło jak i na zimno. Na włoskich ulicach można spotkać stoiska, które sprzedają kanapki ze świeżo upieczoną porchettą. Taki pyszny street food. Można użyć różnych części wieprzowiny, ale uważam, że najlepiej sprawdza się łopatka albo karkówka. 


Porchetta

2000 g mięsa wieprzowego (łopatka, karkówka...)
6 ząbków czosnku (zmiażdżonych)
3 łyżeczki ziaren kopru włoskiego (utartych w moździeżu)
4 gałązki rozmarynu (same listki) + gałązki do ułożenia w formie
oliwa z oliwek
sól
świeżo zmielony pieprz
8 liści laurowych (najlepiej świeżych)

Mięso rozkroić na płat tak jak w tym przepisie. W miseczce wymieszać 4 łyżki oliwy z czosnkiem, solą, pieprzem, koprem włoskim i rozmarynem. Natrzeć mięso z dwóch stron tą mieszanką. Zwinąć je ciasno w roladę i związać je sznurkiem. Na dnie blachy do pieczenia ułożyć gałązki rozmarynu i liście laurowe. Położyć na nie mięso. Całość przykryć folią spożywczą i wstawić na noc do lodówki. Na drugi dzień wyjąć mięso z lodówki na 1-1 1/2 godziny przed pieczeniem, żeby się ogrzało. Zdjąć folię spożywczą i wstawić mięso do piekarnika nagrzanego do 220 stopni C. Piec 25 minut. Po tym czasie obniżyć temperaturę piekarnika do 180 stopni i piec jeszcze 1 godzinę i 40 minut. Nakłuć mięso szpikulcem, żeby sprawdzić stan upieczenia. Jeżeli wypłynie przezroczysty sok, mięso jest upieczone. Jeżeli różowy, trzeba jeszcze dopiec porchettę około 20 minut. Upieczone mięso wyjąć z piekarnika i przykryć folią aluminiową na 20 minut. Podawać na ciepło lub w temperaturze pokojowej.


Ciabatta

1 łyżeczka (3 g) suszonych drożdży lub 6 g świeżych
5 łyżek (75 g) ciepłego mleka
1 szklanka + 3 łyżki (285 g) wody
1 łyżka (15 ml) oliwy z oliwek
2 szklanki (500 g) bigi* zrobionej 12 godzin wcześniej
3 3/4 szklanki (500 g) mąki pszennej
1 łyżka (15 g) soli
mąka pszenna do podsypania blatu
mąka kukurydziana do posypania ciabatty
oliwa z oliwek do wysmarowania miski

Wymieszać w misce drożdże z mlekiem. Odstawić na 10 minut. Dodać wodę, oliwę i bigę.  Wymieszać. Dodać mąkę i sól. Miksować całość (końcówki haki) przez 3 minuty na niskich obrotach, a następnie 5 minut na średnich. Przełożyć ciasto do czystej miski wysmarowanej oliwą z oliwek. Przykryć miskę folią spożywczą i odstawić do rośniecia w ciepłe miejsce na 1 1/4 godziny. Po tym czasie ciasto podwoi swoją objętość,  będzie pełne bąbli powietrza, aksamitne i sprężyste. Ciasto wyjąć na podsypany mąką blat i podzielić na cztery części.  Każdą część  zrolować na kształt cylindra, a następnie rozpłaszczyć na prostokąt o wymiarach 25 x 10 cm. Krótsze boki ciasta zawinąć lekko do środka, a następnie dłuższe. Złożyć następnie ciasto na pół i ułożyć je na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia i posypanej mąką kukurydzianą. Tak samo postąpić z pozostałymi częściami ciasta. Przykryć blachę z ciabattami ściereczką i pozostawić je do ponownego rośnięcia na 1 1/2 - 2 godziny. Ciabatty będą wyglądać po tym czasie dość płasko, ale urosną w trakcie pieczenia w piekarniku. Nagrzać piekarnik z kamieniem do pieczenia w środku (najlepiej) do  210 stopni C.  Zdjąć ściereczkę i wstawić  ciabatty do piekarnika na kamień. Spryskać piekarnik wodą, a na dnie rozsypać garść kostek lodu. Piec 20 - 25 minut. Studzić na kratce.


Biga*

1/4 łyżeczki suszonych drożdży
1/4 szklanki (60 g)  ciepłej wody
3/4 szklanki + 4 łyżeczki (200 g) wody w temperaturze pokojowej
2 1/3 szklanki (330 g) mąki pszennej

Wymieszać w misce drożdże z ciepłą wodą. Odstawić na 10 minut. Dodać resztę wody i mąkę. Wymieszać łyżką lub mikserem na gładką masę. Przykryć miseczkę folią spożywczą i odstawić w chłodne miejsce (nie do lodówki) na 6-24 godziny. Po tym czasie biga potroi swoją objętość i będzie pełna bąbelków (jak na zdjęciu). Przechowywać gotową bigę w lodówce. 


Przepis na ciabattę Carol Field z książki "The Italian baker".
Przepis na porchettę Diana Henry z książki "Food from Plenty".

środa, 16 stycznia 2013

Fińskie bułeczki śniadaniowe. Na słodki początek dnia.



Obiecane bułeczki. Słodkie i pulchne. Najlepsze do konfitur i białego sera. Łatwe do zrobienia. Dobrze sprawdzają się jako baza do francuskich tostów.  Najlepsze pierwszego dnia.
Miłego dnia.






Fińskie bułeczki śniadaniowe

Sunnuntaipyörykät


1 paczuszka (7 g) suszonych drożdży lub 15 g świeżych 
1/4 szklanki letniej wody 
1 szklanka ciepłego mleka 
1 szklanka cukru 
1 łyżeczka soli 
2 jajka 
3/4 szklanki (180 g) miękkiego masła 
5 1/2 - 6 szklanek mąki pszennej 

wierzch 
1 jajko lekko rozstrzepane 
1/2 szklanki płatków migdałowych 
cukier perlisty 

okolo 30 bułeczek 

W dużej misce rozpuścić drożdże w ciepłej wodzie. Odstawić na pięć minut. Dodać mleko, cukier, sól i jajka. Wymieszać. Dodać masło i 2 szklanki mąki. Wyrobić całość (końcówki haki) do uzyskania gładkiego ciasta. Cały czas miksując dodawać resztę mąki. Wyrobione, gładkie ciasto odstawić na 15 minut przykrywając miskę ściereczką. Po tym czasie, jeszcze raz zmiksować ciasto (1 minuta) i przełożyć do drugiej, czystej miski posmarowanej masłem lub olejem o neutralnym smaku. Miskę przykryć folią spożywczą i odstawić ciasto do wyrastania na 1 godzinę (powinno podwoić swoją objetość). Z ciasta odrywać kawałki wielkości niewielkiej mandarynki i formować z nich okrągłe bułeczki. Układać je na dużej blasze wylożonej papierem do pieczenia zachowując 4 cm odstępy. Odstawić do ponownego wyrastania na 1/2 godziny. Bułeczki posmarować jajkiem i posypać płatkami migdałów i cukrem perlistym. Piec w piekarniku nagrzanym do 200 stopni C przez około 10-12 minut. Sudzić na kratce.



Przepis Beatrice Ojakangas z książki "The great Scandinavian baking book".

niedziela, 13 stycznia 2013

Christine Ferber i jej konfitury. Ananasowe w trzech odsłonach.



W czasie wakacyjnej wyprawy na południe Francji spędziliśmy trochę czasu w Alzacji. Uwielbiam ten region za kuchnię i jej smaki, za wina, za krajobrazy i za to, że dała Francji wielkich cukierników (Pierre Hermé Gérard Mulot). Naszą bazą wypadową było cudowne miasto Colmar, ale na nie przyjdzie jeszcze czas w moich opowieściach. W czasie tego pobytu wybraliśmy się do  Niedermorschwihr, maleńkiego miasteczka , z którego pochodzi i w którym prowadzi swoją cukiernię Christine Ferber. To jej i temu cudownemu miasteczku chcę poświęcić dzisiejszą opowieść. 

Christine Ferber to słynna w całej Francji mistrzyni cukiernictwa i konfitur. Jej konfitury w niezwykłych smakach podawane są na śniadania w najlepszych hotelach i restauracjach. Sprzedaje je też Pierre Hermé w swoich sklepach. Dla niego Christine Ferber komponuje smaki nawiązujące do smaków jego ciast. Chciałam zobaczyć miejsce, w którym powstają te doskonałe konfitury, więc pojechaliśmy do Niedermorschwihr. To miasteczko jest maleńkie, ale niezwykle urokliwe. Położone na wzgórzu i otoczone z każdej strony winnicami. Tam się kończy droga. Za Niedermorschwihr już nie pojedziecie. Warto jednak nadłożyć drogi i tam się udać. 
Cukiernia Au Relais des Trois Epis należąca do Christine Ferber jest niewielka. Położona na głównej ulicy w otoczeniu innych małych domów. Na zapleczu wykonywane są wszystkie ciasta i konfitury. Większość owoców (oprócz cytrusów, melonów, moreli i wczesnych odmian truskawek z Prowansji...) pochodzi od okolicznych alzackich dostawców. W miedzianych garnkach od świtu przyrządzane są konfitury z owoców, na które właśnie trwa sezon. W jednym garnku naraz gotowane są tylko cztery kilogramy owoców.Do konfitur często dodawane są wina z miejscowych szczepów. Gotowe, zapakowane w niewielkie charakterystyczne słoiczki, ozdobione różowym kapturkiem i białą wstążeczką można kupić na miejscu. Nie sa tanie, bo kosztują 6-11 euro za niewielki słoiczek. Ale ten smak... Są pełne owoców, a nie wypełniacza w postaci galaretki zagęszczonej pektyną. I te niezwykłe połączenia smaków.  Wiśnie z płatkami róż, czarna porzeczka z fiołkami, jabłka z karmelem... Cieszę się, że w mojej spiżarni stoi jeszcze kilka słoiczków... Konfitury Christine Ferber można kupić przez internet korzystając ze strony edélices.com

Christine Ferber urodziła się w 1960 roku Niedermorschwihr w rodzinie cukierników. Przez kilka lat szkoliła się w cukiernictwie początkowo w Brukseli, a później w Paryżu. Dlaczego wyjechałaz kraju? Jak sama mówi, w tamtych czasach kobiety nie miały we Francji dostępu do szkół cukierniczych (!), a chciała kontynuować rodzinną tradycję. Jej dziadek i pradziadek byli piekarzami, a ojciec cukiernikiem. Po powrocie przejęła od rodziców cukiernię i zajęła się wypiekiem ciast i chlebów według tradycyjnych, starych receptur. A skąd wzięły się słynne konfitury? Przez przypadek. Dostała kiedyś wielki kosz wiśni i postanowiła przerobić je na konfitury. Pełnymi słoiczkami ozdobiła półki i okna wystawowe cukierni. Te konfitury miały być tylko dekoracją, ale wzbudziły wielkie zainteresowanie klientów. Po wielu namowach zaczęła je przyrządzać na sprzedaż. Te pierwsze wiśniowe to do tej pory ulubiony smak konfitur samej Christine Ferber. W cukierni oprócz chleba, ciast i konfitur można zakupić niesamowicie dekorowane pierniczki. Te dekoracje to dla mnie mistrzostwo zdobienia lukrem. W sklepie można również kupić książki z przepisami Christine Ferber (większość po francusku), ceramiczne formy do tradycyjnych alzackich bab Kougelhopf i miedziane naczynia do smażenia konfitur. A skąd współpraca z Pierrem Hermé? Matka Pierre'a pochodzi z tej samej miejscowości. Wszystko zaczęło się od przyjaźni rodziców


Przed odjazdem weszliśmy jeszcze do sklepu z winami zakupić butelkę na piknik, który zaplanowaliśmy zrobić w jednej z okolicznych winnic. Mieliśmy kupić jedną butelkę, a wyszliśmy ze skrzynkami. Próbowaliśmy po kolei win z różnych szczepów i nie mogliśmy wyjść z podziwu dla ich smaku. Tak dobrych win dawno nie piłam. 



Uwielbiam konfitury Christine Ferber. Zarówno te przez nią wyrabiane, jak i te robione przeze mnie z jej receptur. Jej książka "Mes confitures" to moja konfiturowa biblia. W zależności od pory roku przerabiam kolejne przepisy. Ananasy są teraz pyszne i tanie zabrałam się więc za ich przerabianie. Jedyna rzecz jaką zmieniam to ilość cukru. Daję połowę oryginalnej ilości. I tak są bardzo słodkie.

Ponieważ mam silną potrzebę przetwórstwa, wybrałam się w padającym śniegu na targ i wykupiłam wszystkie dostępne ananasy. 
A w następnym poście przepis na śniadaniowe bułeczki widoczne na zdjęciu.

Maison Ferber
18, rue des Trois Epis
68230 Niedermorschwihr 
Tel. : + 33 3 89 27 05 69 



Christine Ferber przy pracy


Cukiernia i sklep Christine Ferber






Firmowe pierniczki Christine Ferber


Na lewym zdjęciu sklep ze wspaniałymi winami






 


Konfitura ananasowa z daktylami i rumem

2000 g ananasów (1000 g obranych)
400 g cukru (w oryginalnym przepisie 800 g)
200 g daktyli (użyłam tzw. świeżych)
sok z jednej małej cytryny
50 g rumu
2 laski wanilii

Z ananasów ściąć górny i dolny plaster, a następnie obrać ze skóry, wycinając także ciemne oczka z miąższu. Pokroić miąższ w plastry wycinając zdrewniały środek. Każdy plaster pokroić na małe kawałki (około 1 cm). Owoce przełożyć do garnka. Dodać cukier i sok z cytryny. Z daktyli wyjąć pestki i pokroić je na 1 cm kawałki. Dodać do ananasów. Laski wanilii przekroić na pół, wydrążyć miąższ i dodać wszystko do owoców. Całość doprowadzić do zagotowania, a następnie przełożyć do ceramicznej miski. Wystudzić, przykryć i wstawić na noc do lodówki. Następnego dnia przełożyć zawartość miski do garnka i ponownie doprowadzić do zagotowania. Gotować na dużym ogniu przez 10 minut mieszając od czasu do czasu. Zebrać pianę z wierzchu konfitury. Zdjąć z ognia. Dodać rum i wymieszać. Przełożyć konfitury do wyparzonych sloików.


           Konfitura ananasowa z bananami i kokosem 

2000 g ananasów (1000 g obranych)
400 g cukru (w oryginalnym przepisie 800 g)
750 g bananów (500 g obranych)
200 g miąższu świeżego kokosa
sok z jednej małej cytryny

Z ananasów ściąć górny i dolny plaster, a następnie obrać ze skóry, wycinając także ciemne oczka z miąższu. Pokroić miąższ w plastry wycinając zdrewniały środek. Każdy plaster pokroić na małe kawałki (około 1 cm). Owoce przełożyć do garnka. Dodać cukier i sok z cytryny. Banany obrać, a miąższ pokroić  na 5 mm plasterki. Dodać do ananasów. Zetrzeć na tarce miąższ kokosa. Dodać do reszty.  Całość doprowadzić do zagotowania, a następnie przełożyć do ceramicznej miski. Wystudzić, przykryć i wstawić na noc do lodówki. Następnego dnia przełożyć zawartość miski do garnka i ponownie doprowadzić do zagotowania. Gotować na dużym ogniu przez 5 - 10 minut mieszając od czasu do czasu. Zebrać pianę z wierzchu konfitury. Zdjąć z ognia. Przełożyć konfitury do wyparzonych sloików.


      Konfitura ananasowa z rozmarynem i wanilią 

2000 g ananasów (1000 g obranych)
400 g cukru (w oryginalnym przepisie 800 g)
sok z jednej małej cytryny
gałązka rozmarynu
2 laski wanilii

Z ananasów ściąć górny i dolny plaster, a następnie obrać ze skóry, wycinając także ciemne oczka z miąższu. Pokroić miąższ w plastry wycinając zdrewniały środek. Każdy plaster pokroić na małe kawałki (około 1 cm). Owoce przełożyć do garnka. Dodać cukier, rozmaryn i sok z cytryny.  Laski wanilii przekroić na pół, wydrążyć miąższ i dodać do owoców.
 Całość doprowadzić do zagotowania, a następnie przełożyć do ceramicznej miski. Wystudzić, przykryć i wstawić na noc do lodówki. Następnego dnia przecedzić całość. Płyn przelać do garnka i gotować przez 5-10 minut do uzyskania syropu (105 stopni C). Do syropu dodać odcedzone owoce z wanilią i rozmarynem i ponownie doprowadzić do zagotowania. Gotować na dużym ogniu przez 5 - 10 minut mieszając od czasu do czasu. Zebrać pianę z wierzchu konfitury. Zdjąć z ognia. Przełożyć konfitury do wyparzonych sloików.
W oryginalnym przepisie pod koniec gotowania dodawana jest galaretka z jabłek (200 g), która ma zagęścić konfiture. Nie dodawałam jej tylko wydłuzyłam czas gotowania do 10 minut. Po tym czasie konfitura była gęsta.



 Przepisy na konfitury Christine Ferber z książki "Mes confitures"


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails