czwartek, 29 listopada 2012

Filmowe danie czyli ravioli z prawdziwkami w sosie rozmarynowym.


Dzisiaj zapraszam Was na obiecany przepis z ulotki do filmu "Tam gdzie rosną grzyby". Film jest piękny, więc z wielką starannością wybierałam przepis do niego. Te pierożki robiłam już wielokrotnie, wręcz nakarmiłam nimi małą drużynę piłkarską i WSZYSCY byli nimi zachwyceni. Nadzienie ze świeżych prawdziwków (można użyć mrożonych) lekko doprawione szalotką i ziołami otula dobre ciasto z klasycznych włoskich proporcji na ciasto makaronowe. Do pełni szczęścia potrzebny jest jeszcze sos. Ten to aksamitna mieszanka aromatu czosnku, śmietany i rozmarynu. Proste składniki tworzą idealną kompozycję. 

Na dzisiejszy seans filmu  "Tam gdzie rosną grzyby" w kinie Wisła na godzinę 20.00 zapraszam:

Olę (z chęcią bym się wybrała, proszę o dopisanie mnie do listy chętnych:))))
i
Bogusię (Witam serdecznie!Z wielka chęcią wybrałabym się do kina ..film zapowiada sie bardzo ciekawie- lubię takie klimaty. Mieszkam blisko Bogusia)



Proszę o kontakt mailowy z imieniem i nazwiskiem. Mój adres @ w zakładce "o mnie". Bilety będą do odebrania w kasie kina przed seansem. Zaproszenia są dwuosobowe.
Dajcie znać jak Wam się podobał film.

Od następnego postu zapraszam Was na sezon swiąteczny w mojej kuchni.







Ravioli (pierożki) z prawdziwkami w sosie rozmarynowo czosnkowym
2 porcje

ciasto 
200 g mąki pszennej + mąka do podsypania blatu
2 lekko rozbełtane jajka + 1 jajko do posmarowania pierożków
2 łyżeczki oliwy z oliwek

nadzienie
2 łyżki oliwy z oliwek
2 drobno posiekane szalotki (lub 1 średnia cebula)
2 łyżki masła
200 g drobno posiekanych prawdziwków (mogą być mrożone)
1 łyżka tartej bułki
1 łyżeczka drobno posiekanych listków natki
1 łyżeczka drobno posiekanych listków tymianku
1/4 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu

sos
500 ml bulionu z kurczaka (najlepiej domowego)
8 grubo pokrojonych ząbków czosnku
1 duża gałązka rozmarynu 
250 ml śmietanki kremówki (30 lub 36%)

wiórki parmezanu

Do miski wsypać mąkę, dodać rozbełtane jajka i oliwę. Całość zmiksować do połączenia się składników. Ciasto wyjąć na blat i wyrabiać dłońmi przez 2-3 minuty. Podzielić je na 4 części i każdą zawinąć w folię spożywczą. Odłożyć na blat. 
Na patelni rozgrzać oliwę. Dodać szalotkę i ciągle mieszając zeszklić ją. Dodać masło i drobno posiekane grzyby. Smażyć mieszając przez około 5 minut. Nie doprowadzać do zrumienienia. Dodać bułkę tartą, sól, pieprz i zioła. Wymieszać i odstawić do całkowitego wystudzenia.
Ciasto na pierożki cienko rozwałkować przy pomocy wałka lub maszynki do makaronu. Foremką do ciasteczek, szklanką lub foremką do ravioli wycinać krążki o średnicy 4 cm. Na środku kłaść po 1 łyżeczce nadzienia. Brzegi posmarować rozbełtanym jajkiem. Przykryć drugim krążkiem  ciasta i docisnąć brzegi, żeby się skleiły. Pierożki układać na dobrze podsypanym mąką blacie. 
Do rondelka wlać bulion. Dodać ząbki czosnku i gotować całość na dużym ogniu do odparowania połowy początkowej ilości płynu. Zestawić z ognia. Dodać gałązkę rozmarynu i pozostawić do wystudzenia. Wyjąć gałązkę rozmarynu. Bulion wraz ugotowanymi ząbkami czosnku zmiksować na gładką masę. Dolać śmietankę i podgrzewać na małym ogniu do odparowania połowy początkowej ilości płynu. Mieszać od czasu do czasu. Dosolić do smaku.
Gotować pierożki w dużej ilości posolonej wody przez 2-3 minuty od chwili wypłynięcia ich na powierzchnię wody. 
Podawać gorące, polane sosem i posypane wiórkami parmezanu. 




Przepis z kursu kulinarnego Le Cordon Bleu.

wtorek, 27 listopada 2012

Piękny film widziałam... Mam dla Was zaproszenia do kina.


Lucien i Regina, główni bohaterowie filmu, to amerykańskie małżeństwo z kilkuletnim stażem. Ich rytm życia wyznaczają pory roku i czas, kiedy w lasach New Jersey rosną  nietypowe i mało znane grzyby, które zbierają i sprzedają do modnych nowojorskich restauracji. Ich sposób zarabiania, stał się jednocześnie  sposobem na życie. Wyznacza rytm każdego dnia. Sezonowość pracy łączy się jednak z brakiem stabilności finansowej i brakiem poczucia bezpieczeństwa. Regina chce coś zmienić w swoim życiu i zatrudnia się w modnej restauracji jako pomocnik kucharza. Lucien próbuje życia w drodze, blisko lasów, całkowicie poświęcając się zbieraniu grzybów i innych darów natury. Ich odmienne pragnienia i oczekiwania wobec życia wystawiają małżeństwo na  próbę. 

To piękny film. Film o miłości, życiu i...  grzybach. 
Film pełen delikatnych emocji, subtelny i oszczędny w formie. Wysmakowane kadry to uczta dla oczu, a niezwykłe grzyby zadziwią i zaintrygują wytrawnych grzybiarzy.
Obejrzałam go z wielką przyjemnością. 

W kinie do biletów dołączana będzie ulotka, w której znajdziecie sześć przepisów na grzyby. Jeden z nich jest mojego autorstwa.

Mam do rozdania dwa zaproszenia dwuosobowe na pokaz przedpremierowy filmu w kinie Wisła (w Warszawie) w czwartek (29 XI) na godzinę 20.00.
Osoby zainteresowane otrzymaniem zaproszenia proszę o zostawienie informacji w komentarzach pod tym postem do środy do godziny 24.00. W czartek rano na blogu i fb umieszczę imiona zwycięzców.
W czwartek zapraszam Was też na nowy post z moim daniem, które zostało umieszczone na ulotce promującej film.

Uwaga, seans odbędzie się w Warszawie.

Tam, gdzie rosną grzyby
NowForager


reżyseria - Jason Cortlund, Julia Halperin
scenariusz - Jason Cortlund
muzyka - Chris Brokaw
występują - Jason Cortlund, Tiffany Esteb

Do obejrzenia w całej Polsce w kinach studyjnych od 30 XI 2012.













niedziela, 25 listopada 2012

Poulet Basquaise czyli kurczak z kuchni Basków.


Nie napiszę Wam, że w ten weekend upiekłam chleb i ciasto, zrobiłam pyszny obiad i kartki świąteczne, nadrobiłam prasowanie i zaległe maile. W ten weekend jedliśmy naleśniki. Na śniadanie, obiad i kolację. I poznawaliśmy się z naszym nowym domownikiem. Czas upływał na wzajemnym poznawaniu się, na zabawach, na drzemce w ciągu dnia po niespokojnej pierwszej nocy, na tuleniu i głaskaniu. To był wspaniały weekend. Leniwy, radosny i od dawna wyczekiwany. 
Znowu zajrzałam do katalogu starych, niepublikowanych zdjęć i przepisów i znalazłam coś dobrego. Poulet Basquaise czyli kurczak po baskijsku. Proste danie z łatwo dostępnych składników, które można przyrządzić wcześniej, bo świetnie smakuje odgrzewane.

Jeżeli spodoba Wam się dzisiejszy przepis, to ten na dorsza baskijskiego też jest dla Was. A na deser może ciasto baskijskie?

A jutro zabieram się za pieczenie PYSZNEGO ciasta. Powrót do francuskich smaków i wspomnień.
Miłego tygodnia.



Poulet Basquaise 
(kurczak po baskijsku)

100 ml oliwy z oliwek
1 duża cebula (pokrojona na w grubą kostkę)
2 ząbki czosnku  (pokrojone w cienkie plasterki)
1800 g kurczaka pokrojonego na 8 kawałków (użyłam udek z kurczaka) 
2 łyżki mąki pszennej
250 ml białego, wytrawnego wina
150 g szynki Bayonne lub parmeńskiej lub innej dojrzewającej (pokrojonej w paski)
1 zielona papryka (pozbawiona gniazd nasiennych i pokrojona w paski)
1 czerwona papryka (pozbawiona gniazd nasiennych i pokrojona w paski)
8 pomidorów (bez skóry i gniazd nasiennych  pokrojonych w grubą kostkę - mogą być z puszki)
1 czerwona papryczka chilli (pozbawiona gniazd nasiennych i pokrojona w cienkie paski)
1/4 - 1/2 łyżeczki papryczki z Espelette lub innej ostrej
4 liście laurowe
4 gałązki tymianku
sól i pieprz do smaku

Nagrzać piekarnik do 160 stopni C. Rozgrzać na patelni 1/3 ilości oliwy. Dodać cebulę. Mieszając smażyć ją do chwili kiedy nabierze koloru. Dodać czosnek i sól. Smażyć przez okolo 2 minuty. Przełożyć do miski. Kurczaka wytrzeć ręcznikiem kuchennym do sucha, posolić, popieprzyć i obtoczyć w mące. Rozgrzać połowę pozostałej oliwy. Podsmażać na niej kurczaka (po 5 minut na każdej stronie) do uzyskania złocistego koloru skórki. Dodać wino i podgrzewać całość przez 1 minutę lub do chwili, kiedy odparuje połowa płynu.  Przełożyć kurczaka wraz z płynem do naczynia do zapiekania. Patelnię wytrzeć ręcznikiem kuchennym do sucha i rozgrzać na niej resztę oliwy. Dodać szynkę i podsmażać ją przez 1 minutę. Dodać cebulę z czosnkiem (wcześniej podsmażoną), chilli i dwa rodzaje papryki. Podsmażać do chwili, kiedy papryki zmiękną (około 10 minut). Dodać pomidory, sól,  papryczkę z Espelette,  liście laurowe i gałązki tymianku. Wymieszać całość i wyłożyć na kurczaka w formie. Przykryć formę pokrywką lub folią aluminiową i piec około 45 minut (do miękkości mięsa).



Teraz mam już pomocnika do pisania postów. 

Przepis Serge Dansereau z książki "French kitchen".

czwartek, 22 listopada 2012

Café Hawelka, wiedeńskie buchteln z powidłami i rozwiązanie konkursu.


Kilkanaście lat temu, w czasie naszego wyjazdu "we dwoje", trafiliśmy pierwszy raz do Café Hawelka. Po pierwszej wizycie, były następne. Każdy dzień w Wiedniu kończył się tam. Spędzaliśmy długie godziny siedząc i gadając nad kolejnymi filiżankami kawy i kieliszkami z winem w gęstej atmosferze pełnej dymu papierosowego.  Pamiętam dokładnie ten pierwszy raz. Zajmowaliśmy maleńki stolik z marmurowym blatem przy filarze. Koło północy podeszła do nas uśmiechnięta starsza pani i postawiła talerzyk z gorącymi buchtami (buchteln). To była Josefine Hawelka, która co noc w kawiarni je piekła. Proste, pachnące,drożdżowe...  Tam pierwszy raz je jadłam. Tamten gest i uśmiech pamiętam do tej pory. Josefine już nie ma, Leopolda też już nie. Teraz tradycję nocnego pieczenia przejął ich syn  GüntherTradycja ciągle trwa. Jest doskonała kawa melange ze szklaneczką alpejskiej wody, wino, apfel strudel i oczywiście słynne buchteln. Nie ma tylko dymu z papierosów. 


Wszystko zaczęło się od ślubu Austriaczki Josefine i Czecha Leopolda w 1936 roku. Tuż przed wybuchem wojny otworzyli wspólnie kawiarnię Café Hawelka. 
Wojenna zawierucha uniemożliwiła prowadzenie działalności przez kilka lat. Niedługo po jej zakończeniu kawiarnia wznowiła działalność i szybko stała się popularnym miejscem spotkań artystów. Wnętrze jest stare, czuć w nim upływający czas i dawną świetność. Pełno w nim pożółkłych plakatów i starych zdjęć. Duch Josefine i Leopolda obecny jest w tych pociemniałych ścianach kawiarni. Najważniejszy tam jest dla mnie klimat i wspomnienia. Chcecie poczuć atmosferę dawnych, wiedeńskich kawiarni i wypić pyszną kawę? Jeżeli tak, to polubicie to miejsce.

Café
 Hawelka

poniedziałek- sobota: 8.00 - 2.00, niedziela:10 - 2.00
Dorotheergasse 6, Wiedeń
metro: Stephansplatz

A jak Café Hawelka to i oczywiście wiedeńskie buchteln. Przepis Josefine jest tajemnicą, ale ja mam dla Was równie dobry od Ewarda Plachuty -słynnego, wiedeńskiego restauratora. Najbardziej lubię drożdżowe buchty z nadzieniem z powideł - tak, tak, powidła to nie tylko polski specjał. Szczerze mówiąc zachwyciłam się ich austriacką wersją. Jest bardzo gęsta i niesamowicie mocna w smaku. To taki skoncentrowany smak naszych powideł. Bardzo owocowy, intensywny, o aksamitnej konsystencji.
Innym częstym nadzieniem w buchtach są konfitury morelowe. Buchty często pieczone są bez nadzienia, ale za to podawane z sosem waniliowym.
Najlepsze są podawane na ciepło i zjedzone w dniu wypieku.








Buchty z powidłami
Buchteln

ciasto
150 g masła (rozpuszczonego)
250 ml mleka
40 g świeżych drożdży
3 łyżki cukru (50 g)
500 g (100 g + 400 g) mąki pszennej
60 g masła (rozpuszczonego)
3 żółtka
1 jajko
1 łyżka cukru waniliowego z prawdziwą wanilią
skórka starta z 1/2 cytryny
1/2 łyżeczki soli

nadzienie
400 g powideł śliwkowych
1 łyżka rumu
duża szczypta cynamonu

cukier puder do posypania

Do miseczki wlać letnie mleko. Dodać drożdże i odstawić na 5 minut. Wymieszać. Dodać  cukier i mąkę (100 g). Wymieszać  i odstawić na 10 minut w ciepłe miejsce. Dodać 60 g letniego, rozpuszczonego masła, żółtka, jajko, cukier z wanilią, skórkę z cytryny i sól. Wymieszać całość do połączenia się składników. Dodać resztę mąki (400 g) i zmiksować całość (końcówki haki) lub wyrobić ręcznie do uzyskania gładkiego ciasta. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. Ciasto powinno podwoić swoją objetość. Wymieszać w miseczce powidła z rumem i cynamonem. Rozpuszczonym masłem wysmarować prostokątną formę o wymiarach 20x30 cm. Najlepiej jeżeli forma jest metalowa lub żeliwna. Moczyć dłonie w rozpuszczonym maśle i odrywać po kawałku ciasta. Każdy kawałek rozpłaszczać na dłoni na grubość 1 cm i nakładać na jego środek po 1-1 1/2 łyżeczki powideł. Zwijać ciasto w kulę, zamykając nadzienie wewnątrz. Położyć kulę w formie. Tak samo postąpić z każdym kawałkiem ciasta. Układać w formie zachowując 1 cm odstępy. Ciasto przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na 20-30 minut. Wstawić formę z ciastem do piekarnika nagrzanego do 190 stopni i piec do zezłocenia się wierzchu przez około 25 minut. Gorące i upieczone posmarować resztą rozpuszczonego masła i obficie posypać cukrem pudrem. Podawać ciepłe odrywając poszczególne kawałki/kule ciasta.
Z przepisu upiekłam 12 bucht.



Rozwiązanie konkursu

Dziekuję Wam za tak liczne odpowiedzi. Zagadka nie była trudna, ale też taka miała właśnie być. To miała być zabawa i przyjemność dla mnie i dla Was.
Kulinarne upominki wylosowały:

Ivi - zimową herbatę owocową (jabłko, pomarańcza, migdały, goździki, cynamon, kokos...) i mieszankę przypraw do apfelstrudla.

Monika (komentarz z 19.11.2012 20:07) zimową herbatę owocową (hibiskus, jabłko, rooibos, migdały, pomarańcza...) i mieszankę przypraw do apfelstrudla

Miss coco - korzenną mieszankę przypraw do jabłkek, ponczu, grzanego wina, ciast...

Proszę o przesłanie mailem adresów do wysyłki.




Przepis Ewald Plachuta z książki: "Plachuta, the best of viennese cuisine".

poniedziałek, 19 listopada 2012

Zgadnij gdzie byłam.


To miasto pachnie kawą. 
A kawa jest tam przepyszna, bo woda do jej użycia pochodzi z gór. Po 36 godzinnej (!) podróży z wysokogórskich źródeł trafia do miejskich wodociągów.

Tradycyjne kawiarnie i cukiernie zachowały tam staroświecki klimat, a kelnerzy są szarmanccy i uprzejmi.

To miasto z dorożkami, którymi jeżdżą nie tylko turyści. 

Miasto, w którym metro w piątkowy wieczór  zapełnia się kobietami w długich sukniach i mężczyznami we frakach jadącymi do opery. 

Miasto, które pod wieczór pachnie grzanym winem i sznyclami. 

Miasto, w którym pogrzeby odbywają się z wielką pompą i które ma jedyne w swoim rodzaju muzeum poświęcone tej ceremonii.

Miasto, które ma spalarnię śmieci wyglądającą jak dzieło sztuki, a dzieł sztuki w tym mieście nie brakuje.

Miasto, w którym konie potrafią tańczyć.

Miasto, w które jest najprzyjemniejszym europejskim miastem do życia (badanie Mercer z 2011 roku). 

Co to za miasto?

Możecie odpowiadać na to pytanie do środy do północy. W czwartek wśród prawidłowych odpowiedzi wylosuję trzy osoby, które dostaną ode mnie kulinarne upominki z tego miasta. A potem zapraszam po przepisy i do oglądania zdjęć. 









czwartek, 15 listopada 2012

Maślano cytrynowe ciasteczka na drogę.


Rodzinne wyjazdy mają masę uroku. A takie w środku tygodnia jeszcze więcej. Dzieci nie poszły do szkoły, my do pracy. Zapakowaliśmy torby, ucałowaliśmy babcię, wytarmosiliśmy kota i wzięliśmy puszkę ciasteczek. I w drogę. 
Teraz przed nami kilka godzin podróży. To czas na rozmowy, których nigdy dość i czas na bycie razem, którego ciągle mało.
My mamy ze sobą maślane, cytrynowe ciasteczka, a Wy przepis na nie. 

Gdzie jedziemy? 
Nie powiem. Czekajcie na kolejny post z zagadką. 
Uwielbiam czytać Wasze odpowiedzi i wybierać kulinarne niespodzianki w nagrodę. To sprawia mi masę przyjemności. Mam nadzieję, że Wam też.



Ciasteczka cytrynowe
Sablé au citron

200 g miękkiego masła
100 g cukru pudru
1 jajko
skórka starta z jednej cytryny
skórka starta z jednej limonki
250 g mąki pszennej

do posmarowania wierzchu
1 jajko lekko rozbełtane

W misce zmiksować na gładki krem masło z cukrem pudrem. Dodać jajko i skórki cytrusowe. Zmiksować do połączenia się składników. Dodać mąkę i zmiksować całość na wolnych obrotach do uzyskania gładkiej masy. Ciasto ze względu na dużą ilość masła jest dość miękkie. Przełożyć je do torebki plastikowej i uformować z niego wałek o średnicy 5 cm. Włożyć do lodówki do schłodzenia na 4 godziny (lub na całą noc). Z ciasta odkrajać nożem plastry grubości 0.5 cm. Układać je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 190 stopni C i piec na złoto około 10 minut. Studzić na kratce. Przechowywać w puszce do tygodnia.




Przepis Serge Dansereau z książki "French kitchen".

wtorek, 13 listopada 2012

Sernik kajmakowy na piernikowym spodzie... z gruszkami.


W sklepach pojawiły się pierwsze bombki i dekoracje świąteczne. Ja się jeszcze bronię przed początkiem sezonu świątecznego. Uwielbiam ten czas, ale w nadmiarze poczułabym przesyt nim. Tego bardzo nie chcę. Z domowym początkiem sezonu czekam do pierwszego grudnia, ale...  Lada dzień nastawię ciasto na dojrzewający piernik, w mojej kuchni coraz więcej korzennych przypraw, kupiłam śledzie i wyjezdżam w miejsce, gdzie  bedę piła grzane wino i cieszyła się jak dziecko patrząc na stragany pełne świątecznych dekoracji. 
W tym nastroju oczekiwania poszłam do kuchni i... stworzyłam sernik. Jesienny, ale też ze smakami zimy i świąt. Moja podświadomość podpowiadała mi smaki, a ja dokładałam składniki, mieszałam i... notowałam. 
Co z tego wyszło? Spód orzechowy z dodatkiem korzeni z przyprawy piernikowej, aksamitna warstwa sernikowa z wyraźnym smakiem kajmaku i wierzch z lekko chrupiących gruszek nasyconych aromatem goździków.

Zapraszam.
A Wy zaczynacie już myśleć o świętach?


Sernik kajmakowy z gruszkami na piernikowym spodzie 

spód
50 g herbatników typu petit beurre
30 g orzechów włoskich
25 g miekkiego masła
1/4 łyżeczki przyprawy do pierników

masa serowa
3 jajka
250 g kajmaku (gotowa masa)
100 g cukru
500 g sera białego (użyłam sera z wiaderka)

gruszki
gruszki
500 ml wody
100 g cukru
pasek skórki z cytryny - dł. 4 cm (ścięty np. obieraczką do jarzyn)
1 łyżka soku z cytryny
1/8 łyżeczki mielonych goździków lub 4 całe goździki 

Gruszki obrać, przekroić na polówki i wyciąć gniazda nasienne. W rondelku zagotować wodę, z cukrem, goździkami i z kawałkiem skórki cytrynowej. Dodać gruszki i gotować całość na małym ogniu przez 10 minut. Zdjąć z ognia i odstawić na 1 godzinę. Wystudzone gruszki pokroić w 1 cm kostkę i dobrze odsączyć z nadmiaru płynu.
Wszystkie składniki zmiksować razem. Wyłożyć nimi dno tortownicy o średnicy 20 cm. Wstawić na 7 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C.
W misce zmiksować jajka z cukrem. Dodać kajmak i miksować do połączenia się skladników. Dodać ser miksując masę na najniższych obrotach. Masę serową wylać na podpieczony spód. Wierzch posypać gruszkami. Można również gruszki wmieszać w masę serową. Piec ciasto przez około 40 - 45 minut. Brzeg powinien lekko się zrumienić, a środek pozostać wilgotny i drgający przy poruszeniu. Jeżeli wierzch za szybko się rumieni, trzeba go przykryć kawałkiem folii aluminiowej. Wyłączyć piekarnik, otworzyć dzrzwiczki i pozostawić sernik do wystudzenia. Schłodzony wstawić do lodówki na noc.
Najlepiej smakuje po 12 godzinach chlodzenia.



Przepis własny.

piątek, 9 listopada 2012

Pyszne rogale świętomarcińskie - oryginalny przepis.




Pod koniec XIX wieku (w 1891 roku), ks. Jan Lewicki proboszcz parafii św. Marcina w Poznaniu zaapelował do wiernych, żeby na święto patrona przygotowali coś dla biednych. Na prośbę zareagował między innymi Józef Melzer, jeden z poznańskich cukierników. Upiekł rogale i przyniósł je do rozdania potrzebującym w święto patrona parafii 11 listopada. Biedni dostawali je za darmo, a zamożni mieszkańcy kupowali. Z każdym kolejnym rokiem dołączali kolejni cukiernicy. Dziesięć lat później zwyczaj wypieku rogali przejęło Stowarzyszenie Cukierników. Okres wojenno powojenny nie był łatwy dla rogali. Na szczęście dla nas wszystkich dzięki wielkiemu zaangażowaniu wielu ludzi tradycja przetrwała.


Tu wszystko się zaczęło - kościół Sw. Marcina w Poznaniu

30 października 2008 roku rogal świętomarciński został wpisany do rejestru chronionych nazw pochodzenia i chronionych oznaczeń geograficznych w Unii Europejskiej.Co roku zaś z inicjatywy Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu, Izby Rzemieślniczej i Urzędu Miasta Poznania, każda poznańska cukiernia, która chce wypiekać rogale Świętomarcińskie musi uzyskać certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego. Na 11 listopada wszystkie cukiernie, które posiadają certyfikaty, wypiekają blisko 600 ton rogali! Większość sprzedawana jest na miejscu i przez internet, ale też maleńki rogalik towarzyszy pasażerom samolotów wylatującym tego dnia z Poznania.  Certyfikat wydawany jest na rok, określa skład i wagę (ok. 250 dag) rogali oraz precyzuje, ile cukiernia może wyprodukować rogali w danym roku. 


Skład rogali jest ścisle określony. W certyfikacie opisano co może mieć w swoim wnętrzu i w jakich proporcjach, a także ściśle określono jego wielkość. Ciasto ma stanowić 60% rogala, masa makowa 30%, pomada (czyli lukier) 8 %, a wierzchnia posypka z orzechów 2%. Waga rogala waha się pomiędzy 200-250 g, a wielkość to kształt podkowy (półksiężyca) wpisany w prostokąt o wymiarach 14 na 10 cm. 
Rogal świętomarciński to rogal z ciasta półfrancuskiego, które ma 81 warstw i co najważniejsze nadzienie zrobione jest z białego maku. Tutaj nie można niczego zmieniać. 

Chronione oznaczenie geograficzne


W czasie każdej wizyty w Poznaniu zajadam się rogalami i kupuję kilka do zabrania do domu. W tym roku spotkała mnie wielka przyjemność, bo zostałam zaproszona przez miasto Poznań na warsztaty pieczenia tych słynnych rogali i do dogłębnego poznania ich historii. To było bardzo przyjemne spotkanie. Małe grono blogerów i mistrz cukierniczy  Piotr Koperski. Przysłuchiwaliśmy się barwnym opowieściom, podglądaliśmy techniki wyrobu i sami zwijaliśmy rogale. Po uzyskaniu cennych i praktycznych wskazówek, otrzymaniu woreczka białego maku i cennej receptury, wróciłam do domu i zaczęłam... dzielić. Musiałam ten cenny dar jakim jest przepis dostosować do możliwości domowej kuchni i naszych apetytów. Muszę jednak szczerze powiedzieć, że popełniłam błąd karygodny. Upieczenie blisko 20 rogali z 500 g mąki było błędem. Te rogale są tak pyszne, a ciepłe wręcz genialne w smaku, że na drugi raz upiekę z 1 kg mąki. 
Pyszne nadzienie, maślane warstwowe ciasto to duet idealny. Już planuję kolejne rogale. Upiekę je na Święta, bo ich smak wspaniale pasuje do zapachu choinki.



            
ROGALE ŚWIĘTOMARCIŃSKIE

ciasto półfrancuskie
200 ml mleka
500 g mąki pszennej (wrocławskiej typ 500)
60 g cukru
60 g miękkiego masła
2 jajka
30 g drożdży
1/4 łyżeczki soli
350 g masła (w oryginalnym przepisie 400 g)

nadzienie
300 g białego maku
500 ml mleka
300 g cukru
200 g okruchów biszkoptowych (użyłam domowego biszkoptu)
50 g miękkiego masła
50 g drobno posiekanych orzechów włoskich
50 g rodzynek
50 g skórki pomarańczowej (użyłam domowej)
2 -3 jajka
1/2 łyżeczki naturalnego ekstraktu migdałowego

do wykończenia
lukier
posiekane orzechy włoskie

Masa makowa: zagotować mleko. Mak wsypać do miski i zalać gorącym mlekiem. Odstawić na 2 godziny. Na sito (durszlak) wyłożone gazą) przełożyć mak do osączenia na 1 godzinę. Dobrze go odcisnąć z nadmiaru płynu. Wysuszony biszkopt zetrzeć na tarce (świeży zemleć razem z makiem). Mak wraz z cukrem dwukrotnie zmielić. Dodać orzechy, rodzynki, skórkę, 2 jajka, masło i ekstrakt migdałowy. Wymieszać. Jeżeli masa jest bardzo gęsta, dodać jeszcze jedno jajko i ponownie wymieszać. 

Do ciepłego (letniego) mleka dodać drożdże i cukier. Odstawić na 10 minut. Wymieszać. Dodać jajka, mąkę, masło i sól. Miksować całość (końcówki haki) przez około 5-7 minut do uzyskania gładkiego ciasta. Przykryć miskę ściereczką i odstawić je do wyrośnięcia na około 1 godzinę. Ciasto powinno podwoić swoją objetość.
Na podsypanym mąką blacie rozwałkować ciasto na prostokąt grubości 1 cm. 2/3 ciasta pokryć kopczykami masła. Ciasto złożyć na trzy części. Najpierw założyć 1/3 ciasta bez masła, a następnie 1/3 ciasta z masłem. Docisnąć powierzchnię, żeby rozprowadzić masło. Otrzymujemy trzy warstwy ciasta i dwie warstwy masła. Ciasto zawinięte w folię spożywczą wkładamy do schłodzenia do lodówki na 30 minut. Ponownie rozwałkowujemy ciasto na prostokąt i składamy na 3 części. Ponownie schładzamy w lodówce przez 30 minut. Postępujemy tak jeszcze dwukrotnie. Gotowe ciasto dzielimy na 2 części. Każdą część rozwałkowujemy na prostokąt grubości 0.5 cm. Ciasto kroimy na trójkąty o podstawie 10 cm. Przy pomocy worka cukierniczego z okrągłą końcówką o średnicy 15 mm wyciskamy na każdym trójkącie ciasta po dwa wężyki nadzienia. Podstawę trójkąta zakładamy na nadzienie na wysokość 4 cm. Część zawiniętą nacinamy. Zwijamy rogale zaczynając od podstawy trójkąta. Rogale układamy na dwóch blachach wyłożonych papierem do pieczenia zachowując 5 cm odstępy. Odstawiamy do ponownego wyrośnięcia na 30-40 minut.
Wszystkie etapy przygotowania ciasta i zawijania rogali widać na zdjęciu (drugi kolaż).
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 210 stopni.  Rogale pieczemy około 20 minut. Wierzch powinien być złocisty i jasnobrązowy. Ciepłe rogale przekładamy na kratkę. Wystudzone lukrujemy i posypujemy siekanymi orzechami.

Gorące, polukrowane są PRZEPYSZNE!






Przepis Piotr Koperski

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails