środa, 30 maja 2012

Staroświeckie klimaty i łatwe babeczki jogurtowe z truskawkami.



Moja okolica to stare przedwojenne domy z ogrodami. Stare domy, stare ogrody. Rosną w nich konwalie, rododendrony, bzy, jaśminy, peonie, róże, akacje, sosny, lipy i drzewa owocowe. Zapach tych kwitnących roślin oszałamia. Kiedy wychodzę wieczorem do ogrodu, unoszący się w powietrzu aromat kwiatów i światło gazowych latarni nastraja mnie do wspomnień i rozmyślań.
 Mijają tygodnie i zapach mojej ulicy ulega zmianie. Skończyły już kwitnąć bzy, teraz aromat roztaczają akacje i peonie. Początek maja to latające w powietrzu płatki kwiatów jabłoni, koniec zaś to szeleszczące, wyschnięte płatki akacji pod nogami. Mijają dni, zmieniają się zapachy. Te staroświeckie ogrody kuszące zapachami nastrajają do czytania książek pod drzewem, do staroświeckich podwieczorków jedzonych na trawie. Do kompotu z rabarbaru, lemoniady z miętą i słodkich babeczek z truskawkami. 
Dzisiejsze słodkości to taki super prosty i szybki wypiek. Nic wykwintnego, nic skomplikowanego. Dobre jak najdzie nas chęć na domowe ciasto z owocami. Taki staroświecki smak. Dla mnie smak dzieciństwa i wspomnień.



Jogurtowe babeczki z owocami
Gâteaux au yaourt fourrés aux fruits rouges

200 g mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3 jajka
150 g cukru (w oryginalnym przepisie 250 g)
125 g jogurtu naturalnego
skórka z 1/2 cytryny
1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią
100 g truskawek pokrojonych w plastry
100 g czerwonych owoców (malin, porzeczek, jagód...)

Nagrzać piekarnik do 170 stopni C. Formę do muffinek (12 dołków) wyłożyć papierowymi papilotkami. Wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia.  W misce ubić jajka z cukrem i wanilią na puszystą mase. Dodać jogurt i skórkę z cytryny. Wymieszać do połączenia się składników. Dodać mąkę z proszkiem do pieczenia. Wymieszać. Ciasto przełożyć łyżką do papilotek do wysokości 2/3. Wierzch posypać owocami. Ja owoce posypałam jeszcze mieszanką cukru perlistego i posiekanych migdałów (1 łyżka cukru + 1 łyżka cukru migdałów). Piec do wyrośnięcia babeczek i zezłocenia się ich wierzchu (około 25 minut). 


Przepis Lenôtre i Olivier Poussier z książki "Desserts and wines".

niedziela, 27 maja 2012

Paryskie kulinaria i constellation czyli niezwykła truskawkowa eklerka Pierre'a Hermé.


 O mojej miłości do  wypieków Pierre'a Hermé mogliście przeczytać na blogu nie jeden raz. O nim samym i jego cukierniach na przykład tutaj. Dzisiejszy przepis jest trzydziestą recepturą Pierre'a jaką możecie u mnie znaleźć. Kolekcja jego ksiażek na mojej półce ciągle się powiększa, więc możecie być pewni, że tych przepisów bedzie przybywać. 

W czasie ostatniego pobytu w Paryżu, oczywiście miałam w planach wizytę w jego cukierni. Chciałam zrobić trochę nowych zdjęć i wypróbować kolejne słodkości. W czasie poprzedniej wizyty bez problemu zrobiłam zdjęcia, zresztą jak wiele osób stojących ze mną w kolejce. Przed ostatnią wizytą napisałam maila z pytaniem, w którym sklepie najlepiej byłoby je zrobić. I tu zaczęły się schody. Szybko dostałam odpowiedź, że nie wolno obecnie robić w cukierniach PH zdjęć i z przyjemnoscią udostępnią mi oficjalne. Podziękowałam za tę możliwość, bo nie o to mi chodziło. Po kilku dniach dostałam kolejnego maila z informacja, że Pierre Hermé obejrzał mojego bloga (!) i chciałby wiedzieć co będę chciała fotografować w Paryżu, w jego sklepie... Nasza wymiana maili i sms-ów wyglądała trochę jak casting. Po kolejnych wyznaczono mi wizytę z szefową PR i dano zgodę na zdjęcia, podkreślając, że jest to sytuacja wyjątkowa. I tak powstały te oto fotografie. Spotkanie było bardzo miłe, mogłam obejrzeć zaplecze (bez możliwości robienia zdjęć) i zrobić zdjęcia ciastkom. Po każdym naciśnięciu migawki, odzywał się chór sprzedawców, że nie wolno robić zdjęć, a po nim szybka odpowiedź szefowej PR, że mam osobistą zgodę Pierre Hermé. Na moje robienie zdjęć, kolejkowicze wyciągali aparaty i wtedy do głośnego sprzeciwu sprzedawców dołaczał się sprzeciw szefowej PR. Dlaczego Wam to opisuję? Zostałam wyróżniona zgodą na fotografowanie przez samego mistrza, ale wcale nie miałam z tego jakiejś wielkiej przyjemności. Szczerze mówiąc byłam wręcz zakłopotana, kiedy sprzedawcy prosili  kolejkowiczów o przesunięcie się, żebym mogła robić zdjęcia. Stwierdziłam, że nie warto przeszkadzać ludziom w wyborze słodkości.  Nie rozumiem tej polityki. Szkoda, że wszystko zmierza w tę stronę. W większości paryskich miejsc można fotografować, powiedziałabym wręcz, że spotykałam się z niesamowitą uprzejmoscią i radością, że chcę opisać jakieś miejsce. Fotografowanie u Pierre'a Hermé stanowiło wielki dysonans z innymi miejscami. Nie zmienia to faktu, że uwielbiam jego przepisy i cukiernie. Uwielbiam odkrywać nowe połączenia smaków, jakie wymyśla Pierre. W tym roku nowością jest kolekcja  Les Jardins czyli nowy smak makaroników, który pojawia się w sprzedaży na okres jednego miesiąca. Była już róża z jaśminem, róża z wanilią i goździkami, limonka z maliną i papryczką Espelette i zielona herbata z cytryną i kurkami (grzybami !). W tym cyklicznym kreowaniu nowych smaków razem z Pierrem współpracują kreatorzy perfum. Z nowości można kupić wafle przypominające w smaku i wyglądzie holenderskie stroopwafels. A także lody i sorbety. Pierre w swoich wypiekach zaczął używać najdroższego chyba gatunku czekolady - porcelany. Z małych słodkości można kupić karmelki w różnych smakach, nugaty, czekoladki i galaretki robione z odparowanych soków owocowych. Do tego wybór herbat (sypkich i muslinowych torebkach), kaw, kakao i konfitur przyrządzanych pspecjalnie dla cukierni Pierre'a przez Christine Ferber. W smakach ciast dużo jest wanilii, róży, jaśminu, czekolady, ale pojawił się też dodatek imbiru, wasabi, matchy. 
Pierre Hermé to w Paryżu instytucja. Przed cukierniami wiją się długie kolejki pełne mieszkańców i turystów. Do "dobrego tonu" należy zamawianie u niego okolicznościowych ciast. Nie dziwię się szczerze mówiąc tym kolejkom. Wyroby Pierre'a Hermé są doskonałe. Dopracowane, czasami zaskakujące w smaku i... śliczne. Przyjemnie patrzeć na jego dzieła. W cukierniach nie można zjeść na miejscu. Możliwy jest tylko zakup na wynos. Szczerze mówiąc nie jest to jakiś problem. Od cukierni na rue Bonaparte jest tylko kilka kroków do Ogrodów Luksemburskich. A jest coś przyjemniejszego niż jedzenie słodkich delicji na ławce w parku, delektując się ich smakiem i widokiem przechodzących Paryżan?








 Cukiernie Pierre Hermé w Paryżu
72 rue Bonaparte - czynna 10.00-19.00 (poniedziałek-niedziela)
39 avenue de l'Opéra - czynna 10.00-19.00 (poniedziałek-niedziela)
58 avenue Paul Doumer - czynna 10.00-19.00 (poniedziałek-niedziela)
4 rue Cambon - czynna 10.00-19.30 (poniedziałek-sobota)
185 rue de Vaugirard - czynna 10.00-19.00 (poniedziałek-niedziela) - niedziela do 17.00
Galeries Lafayette, 40 boulevard Haussmann - czynna 9.30-20.00 (poniedziałek-sobota)

Constellation to Pierre'a autorska wersja klasycznej eklerki. Krem kardamonowy z dodatkiem mascarpone, do tego waniliowy krem pâtissière i cienka warstwa klasycznej marmolady pomarańczowej. Delikatne ciasto ma chrupki wierzch z przypieczonych migdałów. Słodki smak balansuje aromat truskawek. Krótko mówiąc. To jest PYSZNE. Warte czasu poswięconego w kuchni na jego przyrządzenie.



Pierwszy raz to mi się  zdarzyło, ale ciasto ptysiowe, które zrobiłam z przepisu  Pierre'a Hermé znajdujace się w książce - nie wyszło. Zaskoczona i zdumiona robiłam je dwukrotnie i... efekt był taki sam. W tej sytuacji wykorzystałam przepis Pierre'a Hermé na ciasto parzone na eklery czekoladowe. On jest świetnie dopracowany i zawsze się sprawdza. W poniższym przepisie znajdziecie właśnie tę wersję dopracowaną. 
Nie wszyscy z Was mają termometry cukiernicze. Mimo ich braku można wykonać ciasto. Pewne charakterystyczne cechy pozwalają ocenić temperaturę. Szczegółowe informacje do postępowania bez termometru będę pisać kursywą.


Constellation 
(eklerki z kremem kardamonowym i z truskawkami)

ciasto parzone (pâte à choux)
1/4  szklanki (62 g) mleka 3,2%
1/4 szklanki (62 g) wody
57 g masła pokrojonego na kawałki
1/8 łyżeczki cukru
1/8 łyżeczki soli
1/2 szklanki (70 g) mąki
3 średnie jajka (w temperaturze pokojowej)
50 g posiekanych migdałów
50 g cukru perlistego

krem kardamonowy
1 żelatyna w płatku (lub płaska łyżeczka w proszku)
165 g śmietanki kremówki 36%
2 g  kardamonu 
2 małe (35 g) żółtka
40 g cukru pudru
165 g serka mascarpone

krem pâtissière
125 g mleka pełnotłustego
1/2 laski wanilii
30 g cukru pudru
5 g mąki kukurydzianej (skrobi)
5 g mąki pszennej
1 1/2 małych (30 g) żółtek
12 g miękkiego masła
40 g śmietanki kremówki 36%

nadzienie
300 g truskawek
marmolada pomarańczowa

Krem kardamonowy: żelatynę w płatku namoczyć w 1/2 szklanki zimnej wody przez 15 minut (żelatynę w proszku zalać 2 łyżeczkami zimnej wody). W rondelku zagotować śmietankę z kardamonem. Zdjąć z ognia i odstawić na 30 minut. Po tym czasie przecedzić i ponownie wlać do rondelka. 
W miseczce ubić żółtka z cukrem. Ponownie zagotować śmietankę. Cały czas miksując żółtka wlewać gorącą śmietankę. Przelać całość do ronelka i cały czas mieszając podgrzewać do 85 stopni C. Kiedy masa zaczyna gęstnieć, zdjąć ją z ognia i  mieszać przez 2 minuty. Płatek żelatyny odcisnąć z wody i dodać do gorącej masy żółtkowej. Napęczniałą żelatynę w proszku dodać do masy i wymieszać do rozpuszczenia. Masę przełożyć do miseczki i odstawić do całkowitego wystudzenia. Do zimnej masy dodać 
serek mascarpone i zmiksować całość na gładką masę. Odstawić do lodówki. Krem kardamonowy mozna przygotować do 12 godzin wcześniej i przechowywać w lodówce.

Ciasto parzone: przygotować płaską blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Migdały i cukier perlisty wymieszać razem w miseczce. Nagrzać piekarnik do 190 stopni C. W rondelku zagotować na dużym ogniu wodę, mleko, masło, sól i cukier. Zmniejszyć ogień na średni  i dodać mąkę na raz. Mieszać drewnianą łyżką przez 2 minuty, aż wszystkie składniki się połączą, a ciasto się upraży i straci wygląd surowego (zdjęcia takiego ciasta znajdziecie w poście o eklerach czekoladowych). Zdjąć garnek z ognia, przełożyć ciasto do miski i cały czas miksując, dodawać po jednym jajku. Miksować do uzyskania gładkiej, lśniącej masy (zdjęcie drugie). Jeszcze ciepłe ciasto przełożyć do rękawa cukierniczego z okrągłą końcówką o przekroju 1.2 cm. Wyciskać  z rękawa sześć okrągłych krążków o średnicy 4 cm.Krążki powinny przylegać do siebie. Zrobić w sumie dwa takie podłużne ciastka. Z reszty ciasta można wycisnąć okrągłe ciastka.  Wierzch eklerek posypać posiekanymi migdałami i perlistym cukrem. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec bez otwierania 7 minut. Drzwiczki piekarnika lekko uchylić i włożyć trzonek drewnianej łyżki. Ma pozostać wąska szpara. Piec tak 5 minut. Otworzyć piekarnik i obrócić blachę tak żeby te eklerki co były z przodu piekarnika znalazły się z tyłu. Piec jeszcze 8 minut. Całkowity czas pieczenia to 20-25 minut. Ciasto powinno być zezłocone z wierzchu i wyrośnięte. Eklerki delikatnie (bez zgniatania) przenieść na kratkę i wystudzić. Wystudzone przekroić na pół, tak żeby wierzchnie okrągłe części były połączone.


Krem pâtissière: Do rondelka wlać mleko i dodać laskę wanilii przekrojoną wzdłuż na pół i cukier. W miseczce wymieszać żółtka i oba rodzaje mąki. Cały czas mieszają dolewać gorące mleko. Masę przelać z powrotem do rondelka i cały czas mieszając doprowadzić do zagotowania. Zdjąć z ognia i przełożyć gęstą masę do miseczki. Wystudzić do 60 stopni C i dodać masło. Wymieszać. Po około 10 minutach studzenia masy zanurzyć w niej palec (ostrożnie!). Jeżeli bez krzyku możecie policzyć do 3, to temperatura jest dobra. Na tym etapie jeżeli dodacie masło do masy zimniejszej lub gorętszej niż 60 stopni nic się nie stanie złego. Wyjąć z masy laskę wanilii. Masę w miseczce przykryć folią spożywczą (tak, żeby dotykała powierzchni kremu) i odstawić do całkowitego wystudzenia. Zimną wstawić do lodówki. Krem pâtissière można przygotować do 12 godzin wcześniej i przechowywać w lodówce. Ubić w miseczce zimną kremówkę na sztywno. Przy pomocy szpatułki delikatnie wymieszać ją z kremem. Masę przechowywać w lodówce do chwili jej użycia. 

Montaż: krem kardamonowy wyjąć z lodówki i zmiksować przy pomocy miksera. Dolną część przekrojonych eklerek posmarować pomarańczową marmoladą. Truskawki umyć, odszypułkować, osuszyć i przekroić na pół. Na warstwę marmolady nałożyć przy pomocy worka cukierniczego krem pâtissière. Na wierzchu kremu ułożyć truskawki. Nacięciami do góry, węższą częścią na zewnątrz. Truskawki powinny wystawać z ciastka po nałożeniu wierzchniej części ciasta (patrz zdjęcia). Na truskawki nałożyć przy pomocy worka cukierniczego krem kardamonowy. Przykryć całość wierzchnią częścią ciasta.
Przechowywać eklerki w lodówce przed podaniem.


Przepis Pierre Hermé z książki "Pastry".

piątek, 25 maja 2012

Wiosenne smaki. Tarta ze szparagami, młodymi ziemniakami i ... chrzanem.


Z wytęsknieniem czekam na weekend i chwilę oddechu. W tym tygodniu ostatkiem sił wracam z pracy do domu i jedyne na co mam siłę, to zakup kolejnego pęczka szparagów. Najczęściej wybieram zielone, bo... nie chce mi się obierać białych. Pragnę nacieszyć się  smakiem tych warzyw, bo nic nie zastąpi delikatności i aromatu majowych szparagów. Kiedy w ciągu roku dopadała mnie tęsknota, zdarzało mi się kupić szparagi w słoiku lub mrożone. Za każdym razem wiązało się to z wielkim rozczarowaniem. Dlatego teraz codziennie kupuję szparagi chcąc nasycić się ich smakiem. Uwielbiam klasycznie przyrządzone z sosem holenderskim, pieczone z oliwą, czosnkiem i małymi pomidorkami, ugotowane na parze z masłem i morską solą... Mogę tak wymieniać i wymieniać. Po pierwszym zaspokojeniu szparagowego apetytu, zaczynam je dodawać do innych dań. Często są to tarty. Dzisiejsza powstała całkowicie spontanicznie, po przeglądzie zawartości lodówki. Wzbudziła w domownikach dużo entuzjazmu. Ma wyraźny smak, dużo wiosennych warzyw i jest bardzo sycąca. Z kieliszkiem schłodzonego białego wina smakuje wyśmienicie. Równie dobra na zimno, czyli sprawdzi się idealnie na piknikach.

Więcej przepisów na dania ze szparagami znajdziecie po prawej stronie bloga w zakładce PRZEPISY NA WIOSNĘ.

W weekend kolejna odsłona paryskich kulinariów. Pierre Hermé i jego ciasto z truskawkami.



Tarta ze szparagami, młodymi ziemniakami i chrzanem

kruche ciasto
250 g mąki
125 g masła w temperaturze pokojowej pokrojonego na małe kawałki
1 łyżeczka cukru pudru
1/2 łyżeczki soli
40 ml zimnej wody

nadzienie
100 g sera bałkańskiego (może być feta)
350 g młodych ziemniaków (ugotowanych w skórce)
1 pęczek (około 500 g) zielonych szparagów
1 jajko
250 g gęstej kwasńej śmietany
2 łyżeczki tartego korzenia młodego chrzanu (może być gotowy ze słoika)
200 g chudego, wędzonego boczku w cienkich plastrach (pokrojonego w 1 cm paski)
1 łyżeczka papryczki Espelette*
1 ząbek czosnku (drobno posiekany)


 Ciasto: wszystkie składniki ciasta zmiksować do uzyskania grubej kruszonki. Przy pomocy dłoni nadać ciastu formę kuli, lekko ją spłaszczyć, zawinąć w folię spożywczą i odłożyć do lodówki na 1 godzinę. Ciasto można przechowywać w lodówce do 4 dni, a w zamrażalniku do trzech miesięcy. Ciasto po wyjęciu z lodówki rozwałkować na grubość 3-5 mm. Wyłożyć nim formę (o średnicy 23 cm) lekko posmarowaną masłem lub wyłożoną papierem do pieczenia. Ciasto nakłuć widelcem i piec temperaturze 190 stopni na złoto (około 20 minut).
Szparagi ugotować na póltwardo w lekko posolonej i pocukrzonej wodzie. Odcedzić i odstawić. Boczek podsmażyć na złoto. Odsączyć go z tłuszczu i odstawić. Ziemniaki pokroić w 1/2 cm plastry. W miseczce wymieszać jajko, śmietanę, chrzan i 1/2 łyżeczki papryczki Espelette. Na podpieczone ciasto nałożyć ziemniaki, posypać je czosnkiem i podsmażonym boczkiem. Na nich ułożyć szparagi i posypać je pokruszonym serem. Całość zalać mieszaniną śmietanowo jajeczną. Wierzch posypać resztą papryczki. Wstawić tartę do piekarnika nagrzanego do 190 stopni i piec do zezłocenia się wierzchu tarty (około 20 minut). Podawać na ciepło lub wystudzoną.

* o papryczce Espelette możecie przeczytać tutaj.


poniedziałek, 21 maja 2012

Żytnie skandynawskie bułeczki - obiecany przepis.


Mam wrażenie, ze uzależniłam się od wypieku domowego pieczywa. Na smutki i radości, na stresy i szczęśliwe chwile wyciągam miski i zagniatam ciasto na chleb.Teoretycznie zawsze są to te same składniki: maka, woda i sól.  Praktycznie za każdym razem mam inne pieczywo. W tygodniu najchętniej piekę chleby na zakwasie (o moim ulubionym napiszę wkrótce), w weekendy bułeczki. Ciągle szukam na nie nowych przepisów. Najchętniej sięgam jednak po skandynawskie receptury. Dzisiejsze pszenno - żytnie to idealne bułeczki na śniadanie, do kanapek lub na piknik. Lekko słodkie od miodu i dodatku suszonych owoców. Mimo tej słodkości tak samo dobrze smakują z wędliną jak i serem. 
No i najważniejsza rzecz oprócz smaku. Chrupiące.... bardzo chrupiace....




Żytnie bułeczki
Rye baguettes

250 ml ciepłej wody
7 g suszonych drożdży lub 14 g swieżych
1 łyżeczka soli morskiej lub 1/2 łyżeczki kamiennej
300 g mąki pszennej chlebowej
100 g mąki żytniej
1 łyżka oleju
2 łyżki miodu lub golden syrup
50 g rodzynek lub żurawin
olej do posmarowania miski i dłoni

W dużej misce wymieszać drożdże z wodą. Dodać miód, olej, sól i oba rodzaje mąki. Zmiksować całość mikserem (końcówki haki) na gładkie ciasto. Pod koniec miksowania dodać rodzynki. Drogą miskę posmarować olejem i przełożyć do niej ciasto. Przykryć ściereczką i zostawić do wyrastania w ciepłym miejscu na godzinę. Ciasto powinno podwoić objętość. Posmarować dłonie olejem. Odrywać z ciasta po kawałku i formować z niego owalne bułeczki (długości około 4 cm). Przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia zachowując 4 cm odstępy pomiędzy bułeczkami. Ja przełożyłam bułeczki na formę do bagietek i na niej też je piekłam. Przykryć bułeczki ściereczką i odstawić do ponownego wyrastania na 1 godzinę. Nagrzać piekarnik do 240 stopni. Na każdej bułeczce zrobić 1-2 nacięcia skalpelem lub żyletką (lub bardzo ostrym nożem). Wstawić blachę z bułeczkami do piekarnika, a na jego dno wysypać kostki lodu lub postawić zaroodporna miseczkę z gorącą wodą. Piec bułeczki 10-12 minut na złoto. Studzić na kratce.
Z przepisu wychodzi 9 bułeczek.


Przepis Miisa Mink z książki "Nordic Bakery".

czwartek, 17 maja 2012

Pyszne skandynawskie bułeczki... dla Was.



Kochani,
serdecznie Wam dziękuję za tak liczne komentarze, maile, sms-y i telefony. To było niesamowite. Dostałam od Was tyle ciepłych słów, wsparcia i pomocy. Bardzo było mi to potrzebne. Odzew od tyle osób znanych mi i nieznanych był dla mnie wielkim przeżyciem. Dziękuję za każde słowo, które napisaliście.

Jutro skoro świt lecimy do Poznania. To będzie czas na bycie razem, zmianę otoczenia, oderwanie się od smutku i otwarcie się na nowe. Potrzebuję takiego oderwania i zmiany otoczenia. 
W niedzielę zamieszczę przepis na żytnie skandynawskie bułeczki, które widzicie na zdjęciu. Z delikatnie słodkawym, wilgotnym miąższem i bardzo chrupką skórką. Dobre na każdą okazję i porę roku.


Dla Was.

niedziela, 13 maja 2012

On czyli ona. Historia, która dobiegła końca.


To jest blog kulinarny. Z przepisami, opisami miejsc, ale też z zapiskami pewnych moich historii, emocji i zdarzeń. Dzisiaj znajdziecie tu tylko emocje.
Pewna historia, dla nas o wiele za krótka, dobiegła końca.
Ten kot dał nam tyle radości. Pojawił się nie wiadomo skąd. Wybrał nasz dom i został. Uczyliśmy się siebie nawzajem. Rozśmieszał nas swoimi dziwactwami. Zmianami miejsca spania co dwa tygodnie. Ukochana mała doniczka, w której spędzał całe dnie, po dwóch tygodniach zmieniała się w ukochaną kratkę po jajkach, pudełko po pizzy, torbę na zakupy lub małe krzesełko kuchenne. Co rano razem rozpoczynaliśmy dzień. I razem go kończyliśmy. Kiedy przed snem wychodziłam do ogrodu, z ciemności wyłaniał się kot i trącał mnie głową. To był mój towarzysz w pieczeniu chleba. Siedział przed piekarnikiem i wpatrywał się przez szybkę w rosnący bochenek. 
Kot, którego uważaliśmy za kotkę. Pierwszy weterynarz, do którego trafiliśmy podejmując decyzję, że kocisko z nami zostaje, stwierdził, że to kotka. Teraz wiemy, że było inaczej. Tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia.
Ktoś niedawno spytał się mnie jak można tak przywiązać się do zwierzęcia i przeżywać jego śmierć. Dla mnie widocznie można... Teraz bardzo boli ta pustka, ale  mieliśmy to szczęście, że takie zwierze spędziło z nami dwa lata.
Życie toczy się dalej,  my się pozbieramy, ale na razie jest bardzo trudno. 
Musieliśmy podjąć trudną decyzję o uśpieniu kota. Kot podjął własną decyzję i odszedł sam, w samochodzie w drodze do weterynarza...

 A życie toczy się dalej.........

niedziela, 6 maja 2012

Na piknik i majówkę. Część II - na słodko. Ciasteczka i drożdżówki.


Długi weekend dobiega końca.  Marzył mi się leniwy czas nad morzem ze śniadaniami jedzonymi na tarasie, rybami kupowanymi na plaży i długimi przejażdżkami na starym rowerze. Było zupełnie inaczej. Najpierw gromada robotników pracująca od świtu do nocy, żeby położyć nowy dach i zdążyć przed zapowiadanymi deszczami. Do tego codzienne wizyty z kotem u weterynarza. Nie byłoby  to takie straszne, gdybym czuła, że lekarze wiedzą co robią. Długi weekend nie sprzyja załatwianiu ważnych spraw, i tak samo nie sprzyja chorowaniu. Najczęstsze słowo jakie słyszałam ostatnio to eutanazja. Nie wykluczałam, że jest to konieczne i nie da się przed tym uciec, ale chciałam wiedzieć co temu kocisku jest i czy można mu jakoś pomóc. Trzy zastrzyki dziennie, prześwietlenia, dużo gadania o niczym, wysokie rachunki i frustrujące uczucie, że lekarze sami nie wiedzą co kocisku dolega. Musiał minąć tydzień, żebyśmy trafili na mądrego weterynarza. Nic to, że jedziemy teraz przez pół miasta, ale w końcu wiemy co naszemu kotu jest. Teraz zastrzyki robię mu sama i nie powoduje to rozdzierającego kociego krzyku. Dwa razy dziennie łamię tycią tabletkę na cztery i przekonuję kocisko, że musi ją zjeść. Kocisko jest ciężko chore, ale ma szansę jeszcze pożyć bez męczenia się. Za dwa dni jedziemy na kolejne echo serca i ściąganie płynu z płuc. Nie ma wyjścia. Tak na razie wygląda nasz czas. Dzięki nowemu lekarzowi dowiedziałam się też,  że nie mamy kota norweskiego, leśnego tylko maine coona. I nie wykluczone, że nasza kotka jest... kocurem. Nic dziwnego, że nie mogli poradzić sobie z chorobą i diagnozą, skoro były takie problemy z rasą i płcią.
Przez te kocie strapienia nie mogłam spać i nałogowo piekłam chleby i ciasta. To było takie moje odreagowanie, oderwanie myśli od problemów. Niedługo znajdziecie przepisy na moje weekendowe wypieki. Dzisiaj obiecany przepis na słodkości piknikowe.
Ciasteczka są super proste do zrobienia, a GENIALNE w smaku. Kruche, maślane, waniliowe. Ciężko mi nawet powiedzieć ile razy je ostatnio piekłam. Do szkoły, do pracy, do domu, na piknik... Wszyscy zachwycają się ich smakiem, a ja je piekę, piekę, piekę...
Babeczki zaś, to bardzo aromatyczne drozdżówki. Z dodatkiem bakalii, białej czekolady i wody z kwiatów pomarańczy. Wilgotne, delikatne i puszyste. Można je upiec w dowolnej formie. Ja skorzystałam z muffinkowych papilotek, żeby łatwiej było je jeść na pikniku.

Udanego tygodnia Wam życzę i bardzo dziękuję za tak wiele ciepłych słów, jakie dostałam w ostatnim czasie. Trzymajcie proszę nadal kciuki  za naszą kotkę/kocura, bo przed nami jeszcze długa i niepewna droga.




Aromatyczne drozdżówki z dodatkiem  białej czekolady
"Panettone" tea cakes
30 g świeżych drożdży
125 ml wody
600 g mąki pszennej
50 ml mleka
75 g białej czekolady (posiekanej)
75 g masła
25 g syropu kukurydzianego (golden syrup) - można zastąpić miodem
25 g miodu
25 g drobnego cukru
300 g mieszanych suszonych owoców (dałam skórkę pomarańczową, wiśnie, żurawiny i rodzynki)
1/2 łyżeczki soli
3 jajka
3 żółtka
skórka starta z 1 cytryny
skórka starta z 1 pomarańczy
1łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii*
1łyżeczka wody z kwiatów pomarańczy*
1łyżeczka wody różanej*
1 jajko lekko rozbełtane (do posmarowania drożdżówek)
cukier perlisty do posypania drożdżówek
W dużej misce rozmieszać drożdże z wodą i 3 łyżkami (40 g) mąki. Odstawić na 15 minut. W rondelku podgrzać mleko. Zdjąć z ognia i dodać czekoladę. Wymieszać do rozpuszczenia czekolady. Dodać masło i wymieszać do rozpuszczenia. Dodać syrop, cukier, miód, wodę z kwiatów pomarańczy,  wodę różaną, wanilię i sól. Wymieszać. Jajka i żółtka zmiksować i dodać do zaczynu drożdżowego. Dodać skórki cytrusów i zawarość rondelka (mleko, masło, białą czekoladę...). Dodać mąkę i całość miksować (końcówki haki) około 6 minut do uzyskania gładkiego ciasta. Dodać suszone owoce i miksować jeszcze 2 minuty. Drugą, czystą miskę wysmarować olejem i przełożyć do niej ciasto. Przykryć miskę ściereczką lub folią spożywczą i odstawić do wyrastania na około 1 - 1 1/2 godziny. Ciasto powinno podwoić swoją objetośc. Z ciasta uformować 10 okrągłych bułeczek. Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia zachowujac 4 cm odstępy pomiędzy bułeczkami. Ponownie odstawić do wyrastania na około 1 godzinę. Wierzch bułeczek posmarować rozbełtanym jajkiem i posypać perlistym cukrem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C. Piec na złoto około 12-15 minut. Nie dopuścić do przepieczenia bułeczek. Jasne bułeczki są delikatne i puszyste, a spieczone twardnieją.
*Można kupić w sklepach Kuchnie świata, Marks & Spencer, sklepach z orientalnymi produktami...



Kruche ciasteczka (bardzo waniliowe)
Sablé diamont vanille
225 g masła (w temperaturze pokojowej)
100 g cukru pudru
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu waniliowego
rdzeń z jednej laski wanilii
1/2 łyżeczki (2 g) kwiatu soli morskiej - fleur de sel (lub zwykłej soli morskiej)
320 g mąki pszennej
cukier kryształ
Zmiksować masło z cukrem pudrem, solą i wanilią (ekstrakt i rdzeń) na krem. Dodać makę i miksować do połączenia się składników. Z ciasta dłońmi uformować kulę i podzielić ją na trzy części. Każdą część utoczyć przy pomocy dłoni w wałek o średnicy 3 cm. Każdy wałek zawinąć w folię spożywczą lub papier do pieczenia i włożyć do lodówki na minimum 1 godzinę. Ciasto odwinąć z folii. Na silikonową matę, stolnicę lub blat wysypać cukier. Każdy wałek dokładnie w nim obtoczyć, dociskając cukier do ciasta. Wałki ciasta pokroić w 1.5 cm plastry, które układać (zachowując 2 cm odstępy między ciasteczkami) na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni C i piec do lekkiego zezłocenia około 15 minut. Sudzić na kratce. Przechowywać w pojemniku lub puszce.



Przepis na kruche ciasteczka Pierre Hermé z książki "Pierre Hermé pastries".
Przepis na drożdżówki Dan Lepard z książki "Short & sweet".

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails