środa, 13 czerwca 2012

Euro i truskawki czyli wiosenny deser i emocje.



Nie jestem fanką pilki nożnej. Szczerze mówiąc nie znam nawet dobrze zasad tego sportu , a ilość meczy jakie obejrzałam w swoim życiu ,możnaby policzyć na palcach jednej ręki. Nie przeszkadza mi to cieszyć się, że Polska jest współorganizorem Euro. Cieszą mnie rzeczy jakie udało się nam zrobić, nowe drogi, stadiony, porządek i remonty w miastach, a nawet chąrągiewki na samochodach. Nie myślę o tym czego nie zdążylismy zrobić, tylko o tym co zrobiliśmy. Żyłam tak sobie gdzieś obok tych przygotowań i tak naprawdę ich nie czułam. I tak było do ostatniego piątku. Dwie godziny przed rozpoczęciem Euro udałam się w podróż komunikacją miejską na drugi koniec miasta na lotnisko. Pierwsze zaskoczenie przeżyłam wsiadając do metra na jednej z końcowych stacji. Wagony pełne były radosnych, rozśpiewanych, poprzebieranych i wymalowanych ludzi. W tym momencie pojawił się szeroki uśmiech na mojej twarzy, bo widok był niezwykły i niecodzienny. I tak z tym usmiechem byłam już do końca dnia. Wysiadłam z metra w centrum tuż pod strefą kibica. I to było istne szaleństwo. Tysiące poprzebieranych ludzi, pozdrawiających się wzajemnie w różnych językach zmierzało do strefy. Dzieci i dorośli z pomalowanymi twarzami śpiewali i skandowali. Temu wszystkiemu towarzyszyła tak wielka radość i jedność, jaką  rzadko można doświadczyć tak zbiorowo. Padał deszcz, było duszno i gorąco, ale nikomu to nie przeszkadzało. Ludzi łączyła radość i wielkie oczekiwanie. 
Takie pustki jakie zastałam na lotnisku widziałam po raz pierwszy. Większość oczekujących pasażerów skupiła się w dwóch barach z dostępnymi telewizorami. Ja zaszyłam się z kubkiem kawy i nową książką przy kawiarnianym stoliku. I nagle tę ciszę lotniska przeszył radosny wrzask: gooool! Po tym entuzjazmie łatwo było domysleć się dla kogo padł ten gol. A potem było wzbijanie się w górę i oglądanie miasta z innej perspektywy. Niezwykłym doświadczeniem było obserwowanie z góry rozświetlonej Warszawy, strefy kibica i stadionu, na którym właśnie grali nasi. Kilkadziesiąt minut później i kilkaset kilometrów dalej na północ oglądałam z góry gdański stadion i starówkę. Piękne widoki. Tuż po wylądowaniu usłyszeliśmy głos kapitana: proszę państwa stan meczu 1:1.

A potem był przejazd do Sopotu przez puste, jakby wymarłe miasto. Kolacja na plaży i przywitanie z morzem. To był niezwykły, pełen wrażeń dzień. Dzień, w którym czuło się wielką jedność i radość wśród ludzi. Niezwykłe są takie chwile i doświadczenia. 
A wczoraj wracając późno domu otworzyliśmy okna w samochodzie przejeżdzając na wysokości stadionu. Wierzcie mi, usłyszeć skandowanie przez tysięce ludzi słowa Polska, Polska..., które niesie się po Wiśle robi wielkie wrażenie. 
... i obejrzałam wczoraj mój piąty mecz w życiu. I mnie poniosły emocje.

Pora na deser. To wyjątkowo prosty i bezproblemowy przepis. Połączenie kaszki z żółtkiem i skórką z cytryny tworzy pyszny krem. Do tego truskawki i karmel. Naprawdę bardzo udany przepis. Czego chcieć więcej...? Chyba tylko kolejnych goli dla naszych.







Deser truskawkowo karmelowy z kaszką manną
Semoule aux fraises

owoce
300 g truskawek
30 g truskawek
sok z 1/2 cytryny

kaszka
250 ml mleka
1 laska wanilii
30 g frobnej kaszki mannej
30 g cukru
skórka strarta z 1 cytryny
1 żółtko

karmel
50 ml słodkiej śmietanki
100 g cukru
50 ml wody
2 łyżeczki octu balsamicznego

Truskawki odszypułkować i przekroić na pół. Wymieszać w miseczce z cukrem i sokiem z cytryny. Odstawić do lodówki na 30 minut. W rondlu zagotować mleko z rozkrojoną na pół laską wanilii. Cały czas mieszając mleko trzepaczką sypać cienkim strumieniem kaszkę. Mieszać przez minutę gotując. Dodać skórkę z cytryny i cukier. Wymieszać i zdjąć z ognia. Dodać żółtko i całość wymieszać do połączenia się składników. Odstawić do wystudzenia. Na patelnię wsypać cukier i wlać wode. Podgrzewać całość do rozpuszczenia się cukru i zmiany koloru na bursztynowy.  Dolać podgrzaną śmietankę i wymieszać do połączenia się składników. Zdjąć z ognia. Wystudzić. Dodać ocet balsamiczny i wymieszać. Na dno szklaneczek (u mnie 4) nałożyć truskawki. Na nie nałożyć  krem z kaszki. Schłodzić całość w lodówce przez 1 godzinę. Nalożyć karmel na wierzch deseru tuż przed podaniem.


Przepis Lenôtre i Olivier Poussier z książki "Desserts and wines".

18 komentarzy:

  1. Chcę więcej goli, jeszcze więcej deseru aż się zrobię okrągła jak piłka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też chcę więcej goli. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy się z nich cieszyć i z pierwszego wygranego meczu.

      Usuń
  2. Wiesz co ,pięknie to napisałaś. Wzruszająco. Mnie także cieszy to wszystko i jestem naprawdę szczęśliwa,że jesteśmy współorganizatorem. Przecież takie coś nie zdarzy się drugi raz tak prędko. Kocham tych kolorowych, roześmianych ludzi, hiszpański szczebiot i śpiew w autobusach :-).
    Jest naprawdę pięknie.Trzeba się tym cieszyć, no jakże można inaczej. Mamy piękne stadiony, nowe drogi, a to że nie zdążyliśmy ze wszystkim to naprawdę nic.
    Trwa coś wspaniałego, tworzy się na naszych oczach sportowa historia.
    Emocje.
    Ach, jestem kibicem i szaleję, oglądam mecze i nie mam się kiedy uczyć, a powinnam. ;P Ale co tam , to jest Euro, nasze Euro !:)

    Piękny deser Lo, chętnie bym usiadła i rozkoszowała sie smakiem:)

    Byłaś dość blisko mnie :)
    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Majana, bardzo dziękuję za Twe słowa. Delektuję się tymi chwilami. Kiedy piszą pięknie o naszej organizacji Euro, o naszych piłkarzach. Cieszę się widząc tych zjednoczonych, radosnych ludzi. Te roześmiane i dumne twarze. Tylko cień na tym kładą ekscesy ludzi chorych z nienawiści. Kibicu Majano miejmy z tych mistrzostw dużo radości.

      Usuń
    2. Jutro znowu przemierzam tę drogę.

      Usuń
  3. uwielbiam piłkę nożną, ale wiesz...pomimo to nie bardzo rozumiem ideę biegania tylu mężczyzn za piłką xd ale to takie moje spostrzeżenie.
    ale chciałabym przeżyć coś takiego na żywo, może nawet w tak niewielkim stopniu jak Ty.
    mieszkam w takim miasteczku, gdzie nie ma co liczyć na jednego chociażby obcokrajowca w obecnym czasie.

    pyszny deser.
    wygląda cuodownie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero teraz zaczynam sobie wyobrażać jaką radośc i ekscytację czują kibice na stadionie. Jak patrzę na ich twarze, to cieszę się, ze mogą coś takiego przeżyć. A my radujmy sie przed telewizorami.

      Usuń
  4. Ja do piłki nożnej mam podejście raczej obojętne, oglądanie meczu dla samego oglądania mnie nie cieszy, bo nie odczuwam wtedy żadnych emocji. Ale jak już gra Polska to emocje są duże i przeradzam się w prawdziwego, rozentuzjazmowanego kibica. Raz byłam na stadionie Legii i na żywo, na stadionie to było bardzo fajne doświadczenie! A ponieważ mieszkam z p r a w d z i w y m fanem piłki nożnej, to od początku EURO ominął mnie tylko jeden mecz ;) Ale nie narzekam, to tylko miesiąc ;P

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi również wydawało się, że mam całkowicie obojętny stosunek do piłki nożnej. I pewnie tak jest, chociaż te emocje, które mną targały w czasie naszych dwóch meczy były ogromne. I to jest fajne. Może i ja pójdę kiedyś na mecz. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  5. Twoja opowiesc przypomniala mi pewien lot w druga strone, z Gdanska do W-wy, kilka lat temu.
    samolot wystartowal i zamiast skierowac sie na pd. wschod skrecil nad Zatoke, lecial bardzo nisko wzdluz plazy, przelecial nad Gdynia, nad blokiem mojej mamy i skierowal sie w strone portu gdzie akurat wtedy byl zlot zaglowcow z calego swiata, zrobil rundke nad marina, pomachal skrzydlami i wzbil sie wysoko, obierajac sluszny kierunek. ja bylam bliska zejcia bo nie jestem fanka latania i widzialam juz akcje ratownicza w morzu ;) pilot-zeglarz po prostu ;)
    a Euro ? nic nie powiem bo sie naraze ;)
    ps. cale wieki nie jadlam ryby w Przystani :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leloop, bardzo podoba mi się Twoja opowieść i przygoda. Ja bardzo lubię takie emocje. Pewnie dlatego, że uwielbiam latać. Miałaś pilota z fantazją. A ja w Przystani przynajmniej raz na rok. Lubię to miejsce, bo można zjeść ryby na plaży i podają wino. Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Szaliki na Novotelu też mi się straszliwie podobają! I deser też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie to wymyślili. Lubię te symbole mistrzostw w nietypowych miejscach. Corągiewki na pociągach, wymalowane lokomotywy, ozdoby lusterek...

      Usuń
  7. Po zdjęciu widzę, że byłaś w Przystani :) Wejście dalej, w stronę Sopotu jest Tawerna Rybaki - polecam :)
    Pozdrawia (prawie) Sopocianka :) Prawie, bo mieszkam jeszcze w Gdańsku, ale już w Sopocie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to stamtąd nadmorskie zdjęcia. A Tawernę oczywiście znam. W Gdańsku i w Sopocie na granicy? To jak mój mąż w dzieciństwie.

      Usuń
    2. Jaki ten świat malutki jest :D

      Usuń
  8. Ładny deserek w barwach narodowych, szaleństwo meczowe udziela się chyba wszystkim, nawet tym opornym na piłkę..
    ja od kilku dni żyję taką nadzieją, której nie odczuwałam w swym życiu chyba nigdy..
    zaskakujace ale sympatyczne to współodczuwanie sportowych emocji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama jestem najlepszym przykładem szaleństwa ogarniającego ignorantów piłkarskich. I ja mam wielką nadzieję, że jeszcze pogramy. Wszystkim nam potrzebne są takie dobre emocje.

      Usuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails