niedziela, 23 stycznia 2011

Krem kataloński ze skarmelizowanymi pomarańczami . Słoneczny deser zimową porą



Kiedy śnieg znowu przysypał drzewa, a moje mokasyny ponownie zawędrowały do szafy, oglądam moją opaloną twarz w lustrze i przeglądam zdjęcia. Niby wszystko działo się tak niedawno, ale mam wrażenie, że od tego czasu minęły lata świetlne. Szukam słonecznych piegów na nosie i...  je znajduję. To dowód na to, że jak czegoś chcemy, to będziemy to mieć. Nigdy nie miałam piegów, a całe życie o nich marzyłam. 

Na krańcu Europy, w miejscu gdzie zima nie istnieje, brakowało mi jednego - kawiarni. Nawet nie wiem, czy było to odczucie braku, czy tylko spostrzeżenie. Nie znajdziecie tam kawiarni, piekarni ani bistra. Może tak jest tylko tam, na księżycowej wyspie.
W restauracjach lista deserów jest krótka. Rozpoczynają ją lody, a kończy krem kataloński. Tego drugiego wybór jest szeroki. To dobrze, bo ja lubię takie słodkości. Krem kataloński (crema catalana) przypomina w smaku i wyglądzie crème brûlée. Jest aksamitny, delikatny i na wierzchu ma wspaniałą chrupiącą skorupkę. W moim dzisiejszm przepisie znajdziecie wersję pomarańczową z dodatkiem kawałków skarmelizowanych pomarańczy na wierzchu.
Smak słońca, gdy za oknem pada śnieg.











Krem kataloński ze skarmelizowanymi pomarańczami.
Crema catalana con naranjas.

8 żółtek
100 g cukru
szczypta soli
1 szklanka (250 ml) pełnotłustego mleka
skórka starta z 1/2 pomarańczy

4 łyżki cukru do skarmelizowania

wyfiletowane cząstki z jednej pomarańczy
4 łyżki miodu z kwiatów pomarańczy (może być inny np akacjowy)

Mleko zagotować ze skórką pomarańczową. Pozostawić do naciągnięcia aromatu na 1/2 godziny. Przecedzić i ponownie zagotować. Żółtka ubić z cukrem. Do  masy żółtkowej, cały czas ubijając, wlewać cienkim strumieniem gorące mleko. Masę przelać do garnka o grubym dnie i cały czas mieszając, podgrzewać na małym ogniu. Masa ma zgęstnieć, ale nie może się zagotować. Bezpieczniej, jeżeli nie macie wprawy, jest ubijać masę do zgęstnienia w kąpieli wodnej. Będzie to dłużej trwało, ale łatwiej jest uchwycić moment gęstnienia masy. Krem przełożyć do czterech małych miseczek (ramekinów) i wstawić do lodówki do całkowitego stężenia na 6 godzin, a najlepiej na całą noc. Wierzch deseru należy przykryć kawałkiem folii spożywczej. Zapobiegnie to tworzeniu się kożucha na wierzchu.

Wyjęty z lodówki deser posypać cukrem. Przy pomocy palnika do cukru lub grilla w piekarniku skarmelizować cukier. 
Na patelni podgrzać miód, dodać pomarańcze. Mieszając podgrzewać całość do momentu skarmelizowania się miodu. Na wierzchu deseru ułożyć pomarańcze. 


29 komentarzy:

  1. Mniam, ale pyszności i jakie piękne widoki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co za pyszności! Krem kataloński i creme brulee - to jest to! A wersja z pomarańczami bardzo mi się podoba;) Zawsze bałam się zaryzykować domowego wyrobu tego deseru, ale chyba pora spróbować...:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach jaki piękny i słoneczny deser, aż przyjemnie popatrzeć :) A jeszcze przyjemniej byłoby go zjeść ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. piękne zdjęcia.
    i niesamowity deser. och, pyszności!

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudny deser i cudne zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Po prostu cudowny! Lo, ale mi narobilas ochoty na taki deserek. I na wyjazd takze. Niestety musze poczekac do wakacji. Hiszpania przyzywa... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. fajne zdjęcia porobiłaś:) jeśli to nadal Kanaryjskie (a pewnie tak), to powiem, że na Teneryfie kawiarnie jednak były a w jednej w mojej miejscowości był taki wybór deserów, że trudno było się zdecydować:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pozazdrościc wyjazdu...piekne zdjecia. Desery typu krem katalonski bardzo lubie - do zapamietania i zrobienia po przyjezdzie do Polski :)
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  9. LO, wyjeżdżam na weekend, wracam.., a u Ciebie takie bogactwo - rogalikami się zachwyciłam,bo miękkie i puchate(chciałabym zrobić..., ile ja Twoich przepisów chciałabym wykorzystać... wciąż tylko tydzień za krótki, bo praca...:(), mus - delikatne, cudowne szaleństwo z czekoladą, a krem kataloński... leży u mnie w przepisach i czeka... na palnik:). Do tego całego kulinarnego szaleństwa zdjęcia, które tęsknią za wakacjami...

    OdpowiedzUsuń
  10. widoki faktycznie piękne :)))) zwłaszcza, gdy u mnie za oknem przed chwilą była prawdziwa zamieć śnieżna (nie żartuję, naprawdę była!)

    a przepis na deser niezwykle słoneczny! zaklinasz nim lato, zaklinasz... mam nadzieję, że w tym roku przyjdzie do nas szybciej.

    OdpowiedzUsuń
  11. Marzę teraz o wakacjach z morzem takim jak na ostatnim zdjęciu. Tak dawno nie słyszałam fal rozbijających się o brzeg.
    Cudowny deser. Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  12. Lo, te widoki chyba jednak wynagradzają brak kawiarni.. :)I kozy jakie fajne, zwłaszcza ta do połowy czarna, od połowy biała :)
    I deser słoneczny, a tu za oknem znów prószy..

    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  13. przepiekne widoki:)
    a ten deser... pychota:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Crema catalana to mój drugi ulubiony deser.
    Cudny widok dla mnie w tak mało atrakcyjny zimowy czas.

    OdpowiedzUsuń
  15. hania-kasia,
    miło mi to czytać, a deser rzeczywiście był pysznościowy.

    delikatessen,
    spróbuj koniecznie. Wbrew pozorom to nie jest trudny deser, chociaż crème brûlée robi się prościej.

    Mm_ajka,
    mi również ten deser przywodzi na myśl słońce. Może właśnie przez ten dodatek pomarańczy.

    Karmel-itko,
    dziękuję Ci bardzo.

    wiosenka27,
    dziękuję, dziękuję...

    Majko,
    nie przypuszczałam, że to kiedyś napiszę, ja fanka wyjazdów narciarskich. Taki zimowy wypad tam gdzie jest ciepło, to coś fantastycznego.

    kulinarne-smaki,
    i smakowity. Polecam.

    Olu,
    mam wrażenie, że te wyspy bardzo różnią się od siebie. Na Fuertaventurze podobało mi się właśnie to, że jest nieskomercjalizowana i mało popularna.

    Magdaleno,
    to znaczy, że niedługo zawitasz do K?

    Ewelajno,
    ale mnie cieszą Twoje słowa. Co do kremu. Jeżeli masz opcję grill w piekarniku, to wystarczy.

    EVE,
    zaklinam ile się da. Wczoraj u mnie padał grad, śniegu do kolan. Wypatruję wiosny jak kania dżdżu.

    Kasiu,
    morze na tym ostatnim zdjęciu jest piękne, ale niesamowicie groźne. Ta plaża słynie z tego, że Ci co wchodzą tam do morza, już z niego nie wychodzą. Prądy, skały i szalejący żywioł. Mi się teraz marzy morze w zimowej aurze.

    moniko,
    zdecydowanie tak. Widoki były przepiękne. Kóz na wyspie jest całkiem sporo, one jako jedyne zwierzęta chodowlane dają sobie radę w tak trudnych warunkach.

    Ago,
    teraz grzeję się wspomnieniami tych widoków i zapachów.

    OdpowiedzUsuń
  16. Cudowne wakacje w środku zimy! Ogromnie Ci ich zazdroszczę! Takich widoków... takiego ciepła...

    Ale przygotuję sobie ich namiastkę w domu. Popatrzę na niebo (jeśli będzie świeciło słońce), z kokilką pełną słonecznego kremu w dłoniach...

    Pozdrawiam Cię! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam crema catalana, jak zresztą większość rzeczy związanych z Hiszpanią:)
    Nie wiem jak na innych wyspach, ale na Teneryfie były kawiarnie. Pamiętam, bo piłam w nich moje ulubione cortado.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Karmisz nas widokiem słonecznych plaż i egzotycznych deserów... ja już czuję się jak w innym świecie bez śniegu i ciepłej kurtki...

    OdpowiedzUsuń
  19. Sliczne naczynia do creme catalana :)

    OdpowiedzUsuń
  20. musi smakować zabójczo, no bo jak inaczej może smakować creme catalana w dodatku z pomarańczami?
    :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Lo, naprawde mozna miec piegi na zyczenie? No na takie spoznione :)

    A crema catalana raz poprosze, niewazne ze juz blisko 23 :) usciski!

    OdpowiedzUsuń
  22. Uwielbiam taki krem. Zajadałam się nim kiedy byłam na wakacjach,.

    OdpowiedzUsuń
  23. Deser prosty, a jakże wykwintny...

    OdpowiedzUsuń
  24. Chętnie bym się poczęstowała taką porcją smaku słońca :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dziś odkryłam Twoj blog kulinarny i jestem zachwycona!Sama jestem wielbicielka Paryża i za każdym razem czy to służbowo czy prywatnie wracam tam chętnie jestem tez wielką gourmande:)i tyle przepisów do sprawdzenia u Ciebie!Merci beaucoup!
    Ostatnio zafasynował mnie po raz kolejny zreszta we Francji pyszny sos do sałat,jakby z lekka nutą musztardy,majonezu...sama nie wiem.
    Ogólnie wszystko co francuskie nie jest mi obce:)pozdrawiam ciepło Aga

    OdpowiedzUsuń
  26. Zaytoon,
    ja patrzę w niebo też, a tam ciągle śnieg.

    Ana,
    już widzę, że każda wyspa jest inna. Nasza była dzika i księżycowa. I to był jej urok, mimo braku kawiarni.

    mikimama,
    to też taka moja tęsknota za ciepłem, światłem i słońcem,, którego mi brakuje.

    Ania vel Vespertine,
    ale mi miło, że Ci się podobają. To taka rustykalna terakota.

    Anoushka,
    widzę, że u Ciebie wszystko jest zabójcze. Cieszy mnie to niezmiernie.

    buruuberii,
    żeby to było takie łatwe. Kiedyś w Prowansji widziałam w sprzedaży nakładki na twarz do opalania z efektem końcowym - piegi. Wygląd miały masek z horroru. Te moje piegi to pewnie tylko ja widzę, bo... chcę.

    Ag Pe,
    to może przyomnisz sobie smak wakacji?

    Yvonne,
    do tego ten smak...

    Flusso,
    a ja chętnie bym Ciebie nim poczęstowała...

    Anonimowy (Aga),
    witaj. Bardzo się cieszę, że do mnie trafiłaś i, że Ci się podoba. Rzeczywiście Francja i francuska kuchnia są mi najbliższe. Zapraszam Cię w takim razie do częstych odwiedzin.

    OdpowiedzUsuń
  27. Krem kataloński bardzo lubię, ale nigdy jeszcze nie jadłam go z dodatkiem karmelizowanych pomarańczy... Muszę tego spróbować, bo brzmi fantastycznie! Pzdr Aniado Ps. Baaardzo podoba mi się Twoje określenie: "wyfiletowane cząstki pomarańczy" - dokładnie wiadomo o co chodzi:)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails