poniedziałek, 31 maja 2010

Burzowe wspomnienia i czekoladowe eklerki Pierre'a Hermé.


Obiecałam sobie w ostatni weekend, że się wyśpię. Żadnych budzików i wstawania skoro świt. Jak sobie obiecałam, tak zrobiłam. W niedzielę obudziłam się o 6 rano. Wszyscy w domu spali, a ja siadłam sobie z kawą i książką pod kocykiem i ... było mi dobrze. O 8 wymyśliłam sobie, że zrobię czekoladowe eklerki, a o 9... były już gotowe. Potem wir dnia wciągnął mnie w swoje objęcia, a po południu znalazłam się z synem po drugiej stronie miasta. Kiedy wyruszyliśmy w drogę powrotną spadła na nas ściana deszczu. Wycieraczki dawały z siebie wszystko, a opony odprowadzały wodę zgodnie z hasłem reklamowym.  Mimo tych starań nie widziałam nic przed sobą, ani za sobą. Najrozsądniejszym wyjściem było gdzieś się zatrzymać i przeczekać to szaleństwo przyrody. Niestety wszystkie miejsca gdzie mogłam stanąć były pod drzewami. W sytuacji kiedy pomiędzy błyskiem, a grzmotem  mogłam tylko mrugnąć oczami i zatrzepotać rzęsami, takie miejsce postoju nie było najrozsądniejszym wyjściem. Ruszyłam dalej do domu. Dwadzieścia kilometrów pokonałam w półtorej godziny. Długo, ale w całości i bezpiecznie. Po tych emocjach, jak wpadliśmy cali mokrzy do domu, najlepszą rzeczą była pyszna czekoladowa eklerka i kubek herbaty. Dobrze, że wstałam rano i upiekłam te eklerki. Mało, że niesamowicie pyszne, to jeszcze idealne, gdy wraca się do domu, a za oknem szaleje burza i leje deszcz. 
I tak moje myśli popłynęły w stronę tych największych burz w moim życiu. Burze to taki żywioł, który jednocześnie mnie zachwyca, fascynuje i napawa lękiem. Lubię wtedy bezpiecznie być w domu i przez okno podziwiać szaleństwo żywiołu. Pierwsza burza, która wywarła na mnie wrażenie spotkała mnie, kiedy jako dziecko leciałam sama wysoko i daleko od rodzinnego domu, a pioruny uderzały na około samolotu. Nie wylądowaliśmy tam, gdzie było w planach, a burzę opisywano jako burzę stulecia. Kolejna burza, której wspomnienie jest wciąż żywe, to ta sprzed wielu lat, kiedy z miesięcznym synkiem wyjechałam nad morze. Mieszkaliśmy w małym, drewnianym domku wśród drzew. Pioruny uderzały co chwilę, morze huczało groźnie, a błysków było tak dużo, że noc stawała się dniem. W elektrowni wyłączono prąd i my tak po ciemku, przy jednej świeczce, siedzieliśmy podziwiając moc żywiołu. Ja żałowałam, że nie mamy piorunochronu, a synek.... przespał całą noc. Kolejna burza, która nie dała o sobie zapomnieć złapała mnie z dziećmi w samolocie nad Szwajcarią. Dwa podejścia do lądowania, Zurych miał się zamienić w Genewę, a turbulencje rzucały naszym samolotem. Przelatujące myśli, po co nam to było. Mój mąż straci całą rodzinę naraz. W tym czasie mój synek był szczęśliwy, że tak wygląda lot samolotem i tylko żałował, że nie było tak cały czas. Strach w oczach ludzi, a szczęście w oczach mego dziecka. Drugie dziecię (nastolatka) w tym czasie czytało książkę, nie rozumiejąc czym się tak można ekscytować. Normalny lot. Zaprawiona w lataniu.
Były jeszcze gwałtowne, letnie burze, kiedy uciekaliśmy z plaży w strugach deszczu, i te wyczekane, pierwsze wiosenne. Burze, dalekie, mruczące i te gwałtowne, pokazujące moc żywiołu.
Zaczął się sezon burzowy, będą emocje.


Kilka słów o eklerkach. Mam słabość do Pierre'a Hermé i jego wypieków. Nigdy się jeszcze na nich nie zawiodłam, a potrafią unieść na wyżyny smaku. Eklerki wbrew pozorom robi się szybko i prosto. Przepis na ciasto jest świetny. Jeszcze nie zdarzyło mi się, aby nie urosły, nie dopiekły się w środku, czy nie wyszły. Doskonałe do nadziewania na słodko lub wytrawnie. Masa to czekoladowy krem robiony z mleka, żółtek, czekolady i mleka. Zagęszczony mąką kukurydzianą. Dodałam do niej świeże, pokrojone w kostkę truskawki. Fantastyczne połączenie.
Jeszcze polewa. Początkowo chciałam zrobić klasyczny czekoladowy ganache, ale w końcu zdecydowałam się na tą polecaną przez PH. I wiecie co, to jest najlepsza czekoladowa polewa jaką zrobiłam. Aksamitna, gładka, błyszcząca i cudownie czekoladowa. Doskonała do lodów i ciast. I do maczania w niej truskawek. Idealna.


Czekoladowe eklerki
chocolate eclairs

krem czekoladowy
2 szklanki (500 g) mleka 3,2%
4 duże żółtka jaj
6 łyżek (75 g) cukru
3 łyżki skrobi kukurydzianej (corn starch)
200 g gorzkiej czekolady pokrojonej (połamanej) na małe kawałki
2 1/2 łyżki (40 g) masła w temperaturze pokojowej
1 szklanka truskawek pokrojonych w kawałki

polewa czekoladowa
1/3 szklanki (80 g) śmietanki kremówki 30%
100 g gorzkiej czekolady pokrojonej na drobne kawałki
4 łyżeczki (20 g) masła w temperaturze pokojowej
7 łyżek (110 g) sosu czekoladowego*

sos czekoladowy*
130 g gorzkiej czekolady drobno pokrojonej
1 szklanka (250 g) wody
1/2 szklanki (125 g) śmietanki kremówki 30%
1/3 szklanki (70 g) cukru

ciasto ptysiowe
1/2  szklanki (125 g) mleka 3,2%
1/2 szklanki (125 g) wody
115 g masła pokrojonego na kawałki
1/4 łyżeczki cukru
1/4 łyżeczki soli
1 szklanka (140 g) mąki
5 dużych jaj (w temperaturze pokojowej)


Przygotować krem czekoladowy. W rondelku zagotować mleko. W czasie kiedy mleko się gotuje, zmiksować żółtka z cukrem i skrobią kukurydzianą. Do zmiksowanych żółtek dodać gorące mleko i zmiksować je razem. Przelać wszystko z powrotem do rondelka i cały czas mieszając gotować do zgęstnienia kremu. Zdjąć z ognia i dodać czekoladęi masło. Wymieszać wszystko na gładką masę. Miskę z masą włożyć do drugiej miski z zimna wodą i lodem. Schłodzić mieszając od czasu do czasu. Przykryć folią i przełożyć do lodówki. Masa ma być zimna i stężeć.

Ciasto ptysiowe: przygotować 2 płaskie blachy wyłożone papierem do pieczenia. Nagrzać piekarnik do 190 stopni C. W rondelku zagotować na dużym ogniu wodę, mleko, masło, sól i cukier. Zmniejszyć ogień na średni  i dodać mąkę na raz. Mieszać drewnianą łyżką przez 3 minuty, aż wszystkie składniki się połączą, a ciasto się upraży i straci wygląd surowego (ma wyglądać jak na pierwszym zdjęciu). Zdjąć z ognia, przełożyć do miski i cały czas miksując, dodawać po jednym jajku. Miksować do uzyskania gładkiej, lśniącej masy (zdjęcie drugie). Jeszcze ciepłe ciasto przełożyć do rękawa cukierniczego z końcówką o przekroju 2 cm. Wyciskać wężyki z ciasta o długości 11 cm. Zachować pomiędzy nimi 5 cm odstępy (zdjęcie trzecie). Można również, jeżeli nie macie rękawa, nakładać ciasto łyżką i wtedy będą ptysie. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec bez otwierania 7 minut. Drzwiczki piekarnika lekko uchylić i włożyć trzonek drewnianej łyżki. Ma pozostać wąska szpara. Piec tak 5 minut. Otworzyć piekarnik i obrócić blachę tak żeby te eklerki co były z przodu piekarnika znalazły się z tyłu. Piec jeszcze 8 minut. Całkowity czas pieczenia to 20 minut. Eklerki delikatnie (bez zgniatania) przenieść na kratkę i wystudzić. Wystudzone przekroić na pół.

Przygotować polewę czekoladową. Zacząć od przygotowania sosu. Wszystkie składniki włożyć do rondelka i gotować do zgęstnienia, mieszając od czasu do czasu, przez 15 minut. Do przygotowania polewy, wlać do rondelka śmietankę i zagotować. Zdjąć z ognia. Dodać posiekaną czekoladę i mieszać okrężnymi ruchami od środka do zewnątrz. Kiedy czekolada się rozpuści, przełożyć miskę z masą do drugiej miski wypełnionej zimną wodą z lodem. Cały czas mieszając dodać masło i sos czekoladowy. Po połączeniu składników, polewa jest gotowa.

Przekrojone eklerki napełnić kremem czekoladowym, posypać truskawkami i przykryć wierzchem ciastka. Polać polewą.


Sos czekoladowy* -  sosu wychodzi trochę wiecej niż potrzeba do polewy. Nie zmniejszam jednak jego ilości, tylko nadmiar wykorzystuję jako bazę do gorącej czekolady. Dodaję do gorącego mleka i mieszam. Sos można  przechowywać w lodówce przez 7 dni.


Przepis Pierre Hermé z książki "Chocolate desserts".

23 komentarze:

  1. Uwielbiam takie poranne chwile - wcześnie, wszyscy śpią, kawa i książka. Niestety, większość z okazji do takiego wstawania przesypiam - za późno kładę się spać.
    Ale właśnie przy okazji takich wczesnych pobudek często kończę jak Ty - piekąc coś pysznego. Lubię budzić najbliższych tym niezwykłym zapachem.
    Cieszę się, że kolejna historia burzowa zakończyła się bezpiecznie, a przepis na eklerki już się drukuje.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne zdjecie:) Ojej chetnie bym sie pokusila :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale Ty kusisz! Już wiem co mi się będzie po nocy śniło - eklerki:)
    Pyszne!

    OdpowiedzUsuń
  4. O rany, Lo! Kuszące to mało powiedziane! I do tego te truskawki skąpane w czekoladzie... Strasznie dawno nie robiłam ciasta zaparzanego na ptysie lub eklerki. I teraz na pewno spać nie będę mogła :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowite przygody!
    Tez mi sie tak kiedys przydarzylo, ze przez deszcz nie moglam prowadzic ale nie bylo mowy o zatrzymaniu...straszne!

    Eklerki wrecz wyskakuja z ekranu do mnie...

    OdpowiedzUsuń
  6. oby już nie było takiej sytuacji niebezpiecznej, za to mnóstwo tak ślicznych eklerów :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tez bardzo lubie burze. Pamietam, ze zawsze siedzielismy z moim bratem na balkonie i ekscytowalismy sie blyskawicami :)) Prawde mowiac to do dzisiaj nam to zostalo. Nie wiem tylko czy taka burza podczas loru samolotem nie przekreslilaby calkowicie mojej sympatii do niej :)

    Eklerki stoja na mojej dluuuugiej liscie przepisow do zrobienia. Pozwolisz, ze poczestuje sie teraz Twoimi :) Wygladaja oblednie pysznie!

    OdpowiedzUsuń
  8. 1 godzina i TAKIE eklery?! Muszę kiedyś wstać o 8 i zrobić takie pyszności :-)
    Powiem Ci, że widziałam je na blogu Tartelette i miałam już dawno na nie chrapkę, a po Twoim dzisiejszym wpisie jestem pewna, że je popełnię :-)

    Lo, ja nigdy w życiu nie przeżyłam tak groźnych i ekscytujących burz jak Ty. Ale bardzo lubię patrzeć, nawet na te mało widowiskowe (jeśli w ogóle tak można powiedzieć o jakiejkolwiek burzy! ;-) ).

    OdpowiedzUsuń
  9. przyjemnie czytac o wspomnieniach. gubic się w wyobraźni. cudowne eklerki!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Wyglądają wspaniale! Narobiłaś mi tylko apetytu z rana na eklerki:)

    OdpowiedzUsuń
  11. No nieeeee! :) Rozbawiłaś mnie tym wstępem: "nie będę wstawać skoro świt, wstanę sobie późno, bo dopiero o 6 rano", ha ha! :D

    Eklery idealne na burzę, na słońce zresztą też. I mówisz, że takie słodkości w małej kuchni się rodzą? Achhhh! :)

    ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowne, nie wiem, czy kiedykolwiek osiągnę taki poziom, ale na pewno kupię książkę PH.

    OdpowiedzUsuń
  13. Poranki z kawą w kuchni lub ogrodzie to moje chwile...Potem przechodzę kuchennymi drzwiami do domu i ...przygotowuję coś pysznego!
    Niebawem będą to te eklerki.Na pewno nie tak udane jak Twoje, ale muszę spróbować!

    OdpowiedzUsuń
  14. Kucharnio,
    poranne chwile są bezcenne i cudowne. Daj znać jak Ci smakowały.

    Gosiu,
    częstuj się, a niedługo piekę następne.

    Kornik,
    ale to będą piękne, słodkie sny.

    Komarko,
    te truskawki sa rewelacyjne, a ten dodatek owoców do kremu uważam, że swietnie współgra. Przełamuje słodycz.

    Noblevo,
    zapraszam.

    Magoldie,
    niestety nie zawsze można stanąć, a to byłoby najlepsze. Za bezpieczną jazdę zjedzmy po eklerce.

    Paulo,
    też bym tak chciała.

    Majko,
    częstuj się dwoma za wspólne delektowanie się burzami.

    Goś,
    najbardziej lubię je oglądać jak czuję się bezpiecznie w domu, ale te inne zostają w pamięci.

    Asiejo,
    ładnie to napisałaś, dziekuję.

    Olu,
    rano też są doskonałe. Smaki się łączą i piękny początek dnia po nich.

    Zemifroczko,
    ja przez cały tydzień wstaję koło 5, więc o 6 budzę się sama bez budzika, a wtedy ten czas jest mój i biorę we władanie moją kuchenkę. Tylko muszę kupić cichszy mikser.

    Aniu,
    ta książka sprawia radość nawet wtedy gdy tylko oglądasz zdjęcia i czytasz przepisy, a one nie są trudne.

    Amber,
    oczywiście, ze będą udane. To jest wbrew pozorom łatwy i szybki przepis. Daj znać. A poranną kawę w ogrodzie to ja uwielbiam, zimą też.

    OdpowiedzUsuń
  15. Przepis do najkrótszych nie należy, ale jestem pewna że smakują tak pysznie jak napisałaś! :)
    Zaraz zaraz jak Ty bez budzika wstajesz o 6tej (i się wysypiasz) to o której wstajesz z budzikiem? :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Polko,
    z budzikiem około 5. I nie mam z tym problemów jak jest widno, ale w zimie nie jest już tak różowo. Spytaj raczej o której chodzę spać, żeby się wyspać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak zwykle ciekawa opowieść. Ja też lubię burze, ale tylko siedząc w domu i patrząc przez okno :P Ale takich burzowych przygód jak Ty, jakoś nigdy nie miałam... :)
    6 rano? Toż to środek nocy! :P

    Nie robiłam nigdy eklerków ani ciasta ptysiowego... Wydawało mi się zawsze, że to strasznie skomplikowane. Jeszcze wszystko przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mirabelko,
    spróbuj koniecznie. To jest naprawdę łatwe i szybkie. A do środka możesz dać np. bitą śmietanę i truskawki.

    OdpowiedzUsuń
  19. ...fajne eklery, ale te burze...

    OdpowiedzUsuń
  20. Witaj Lo, ależ się cieszę, że do Ciebie trafiłam! Bardzo smakowity blog! Mam pytanie odnośnie eklerów... Robiłam już kilka razy ptysie i efekty były różne, od idealnych do płaskich i dramatycznych. Wydaje mi się, że może to być kwestia mąki... Jakiej Ty używasz do tego przepisu? Czy za każdym razem wychodzą
    Ci takie zgrabne? Pzdr Aniado

    OdpowiedzUsuń
  21. Jestem wlasnie w trakcie robienia tych smakolykow, krem wyszedl fantastyczny, a ciasto sie piecze i wyglada na udane:) moje pierwsze eklerki w zyciu, juz nie moge sie doczekac koncowego efektu smakowego...

    OdpowiedzUsuń
  22. Anonimowy,
    bardzo się cieszę. Daj znać jak wyszły i jak smakowały.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails