sobota, 31 października 2009

Białe kamyki i Thassos. Pastitsio.



Mimo, że upłynęło już trochę czasu od powrotu z wakacji (miesiąc!), te chwile są ciągle w mojej pamięci.
Thassos i kamyki z białego marmuru.
Thassos, wyspa na północy morza Egejskiego, to nie jest miejsce dla tych, dla których idealne wakacje to drink z palemką na brzegu basenu i rząd eksluzywnych hoteli nad brzegiem morza. To miejsce dla tych, którzy szukają samotnej zatoczki z plażą, chcą ponurkować, zjeść coś dobrego, popatrzeć na ruiny i drzewa oliwkowe, mieć ciszę i spokój, a wieczorem zakosztować greckiej kuchni i gościnności. To jest to, czego my szukaliśmy i potrzebowaliśmy.
Nasz mały kamienny domek na wzgórzu wśród drzew oliwnych, z tarasem, z którego rozpościerał się widok na cudowną zatokę z turkusową wodą.
Taki mały raj
Niespieszne chwile, ulatujące myśli i błogość.
Okazało się, że nie potrzebuję oglądać wiadomości, nie potrzebuję zasięgu telefonu, nie potrzebuję codziennych gazet i komputera ze sztywnym łączem do internetu.
I dobrze mi z tym.
Jest tylko tu i teraz.
Proste potrzeby i proste możliwości.
Jeszcze nigdy nie potrzebowałam tak małego bagażu: 3 sukienki, kostium, espadryle, japonki,  koszyk na plażę i stos książek.


Ta podróż pozwoliła mi lepiej poznać grecką kuchnię. Wszystko świeże, proste smaki i połączenia, doskonała oliwa, świeże ryby i sezon na bakłażany, moje ukochane warzywo. Do jednego do czego nie mogłam się przekonać w Grecji to słodycze. Niesamowicie tłuste i słodkie, skąpane w cukrowym syropie.
Dla tych, którzy szukają takich miejsc zamieszczam adres naszych uroczych greckich gospodarzy. Te dwa dachy na zdjęciu powyżej, to nasze wakacyjne miejsce. Właściciele mają gospodarstwo ekologiczne z uprawą oliwek. Można kupić u nich oliwę, oliwki, miód. Do tego można zamówić kolację z daniami greckiej kuchni, przygotowywanymi przez gospodynię. W żadnej restauracji na wyspie nie jedliśmy takich pyszności. Do tego biały marmurowy stół, widok na pełne morze i drzewa piniowe i oliwkowe wokół.

Studios Sirines
Georgios und Marina Skondra
 Astris / Thassos





Dzisiaj, jako wspomnienie letnich chwil i smaków będzie pastitsio, grecka zapiekanka z makaronu, bakłażanów, aksamitnego sosu beszamelowego, sera i mięsa jagnięcego. Wiem, że jagnięcina nie zawsze jest dostępna, w takim razie proponuję użycie wołowiny ew. wieprzowiny.
Pastitsio niezależnie od rodzaju użytego mięsa będzie pysznym daniem na jesienne dni. Świetnie smakuje odgrzewane na drugi dzień. Do klasycznego pastitsio nie dodaje się bakłażana, ale nasza grecka gospodyni tak robiła i ja tak wolę.


Pastitsio

1 drobno posiekana cebula
3 posiekane ząbki czosnku
650 g chudej mielonej jagnięciny (ew. wołowiny lub wieprzowiny)

400 g pomidorów siekanych w zalewie z puszki
1 duży bakłażan
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
1 łyżka posiekanego, świeżego oregano
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1/4 łyżeczki mielonych goździków
55 g startego greckiego sera feta
55 g startego sera kefalotiri lub pecorino
230 g makaronu (ja użyłam makaronu buccatini)
sól
świeżo zmielony pieprz
1/2 łyżeczki cukru
oliwa z oliwek

sos beszamelowy
2 łyżki masła
2 łyżki mąki
1 1/2 szklanki mleka (lub słodkiej śmietanki lub pół na pół obu składników)
sól
szczypta cukru
świeżo starta gałka muszkatałowa

Przyrządzić sos beszamelowy: w rondelku rozpuścić masło, dodać mąkę i cały czas mieszać. Gdy masa się połączy i pojawią się małe bąbelki dolewać po trochu ZIMNE mleko cały czas mieszając. Sos zacznie się zagęszczać. Jak osiągnie gęstość dobrej śmietany, zdjąć z ognia i dodać przyprawy. Zamieszać i odstawić. Ważne przy robieniu beszamelu jest ciągłe mieszanie i dolewanie po trochu zimnego mleka. Wtedy nie powstaną grudki.
Bakłażana pokroić w plastry, posolić i odstawić na 10 minut. Po tym czasie wytrzeć ręcznikiem kuchennym i smażyć porcjami na oliwie. W razie konieczności dolać więcej oliwy, bo bakłażan bardzo ją wchłania. Odstawić. Na oliwie podsmażyć cebulę i czosnek przez ok. 5 minut aż zmiękną. Dodać mięso i smażyć 5 minut cały czas mieszając i rozdzielając kawałki. Dodać pomidory z puszki, cukier, natkę, oregano, cynamon i goździki. Doprowadzić do wrzenia, zmiejszyć płomień i gotować 30 minut bez przykrycia. Ugotować makaron wg. przepisu na opakowaniu. Odcedzić. Do formy żaroodpornej włóżyć mięso, następnie plastry bakłażana, na to warstwę makaronu i zalać sosem beszamelowym wymieszanym z serem feta. Na wierzch posypać startym kefalotiri lub pecorino. Zapiekać 30 - 45 minut w temperaturze 190 stopni C. aż ser się zrumieni na złocisto. Jeśli dzieje się to zbyt szybko, trzeba przykryć zapiekankę folią aluminiową. Po wyjęciu z piekarnika odstawić zapiekankę na 5 minut. Po tym czasie dzielić na porcje i podawać.


Przepis z moimi zmianami pochodzi z książki "World food. Greece" autorstwa Susanny Tee.

czwartek, 29 października 2009

Zupa i zupa. Dyniowa i z dynią.


Dzisiaj będzie zupa, a właściwie dwie. Teraz to jest taka pora roku, kiedy dobrze po powrocie do domu zjeść miseczkę ciepłej zupy. Obydwie są z dynią, w jednej dynia gra pierwsze skrzypce, w drugiej  jest dodatkiem. Nie umiem powiedzieć, która jest lepsza. Każda jest inna. Uwielbiam obydwie.



Dyniowa zupa z dodatkiem sherry i karmelizowanego jabłka
Sherried pumpkin soup with candied apple

1 szklanka (140 g) posiekanej białej cebuli
1 szklanka (160 g) posiekanej marchwi
1 szklanka (140 g) posiekanego selera naciowego (same łodygi)
1 szklanka (140 g) posiekanego pora (tylko jasna część)
1 łyżeczka startego czosnku
1 - 3 łyżeczki startego imbiru
3 łyżki masła
1 szklanka sherry
2000 g upieczonej dyni
1 szklanka ryżu
3,5 litra bulionu drobiowego lub wody
2 szklanki śmietany słodkiej
sól
pieprz
2 jabłka
3 łyżki brązowego cukru
3 - 4 łyżki masła
uprażone pestki dyni

Marchew, cebulę, selera i pora zeszklić na maśle. Gdy zacznie się rumienić, zalać warzywa sherry i ciągle gotując zredukować alkohol do połowy (deglasacja). Zapach jaki teraz rozprzestrzeni się w waszej kuchni będzie oszałamiający. Dolać teraz bulion z kurczaka, dynię, ryż, sól i pieprz. Gotować do miękkości wszystkiego. Zmiksować na gładko i ewentualnie dolać wody i doprawić jeśli jest to konieczne. Dodać teraz starty imbir i 3/4 śmietanki. Wymieszać. Wlać zupę do miseczek, polać ją śmietanką, położyć na wierzchu skarmelizowane jabłka i posypać uprażonymi na suchej patelni pestkami dyni.
Skarmelizowane jabłka: jabłka obrać, przekroić na cztery części, wyciąć gniazda nasienne. Każdą ćwiartkę pokroić jeszcze na cztery cząści. Jabłka smażyć na maśle na patelni. Jak się lekko zrumienią posypać je cukrem i smażyć, aż cukier się skarmelizuje i zacznie ciągnąć. Nie przypalić. Jabłka w czasie pieczenia należy obrucić dwukrotnie.
To jest bardzo duża porcja zupy. Dla 2 - 4 osób proponuję zrobić z połowy.

Przepis Michaela Gagne, szefa kuchni restauracji w Georgetown.


Zupa z zielonej soczewicy z dynią i harissą
Green lentil soup with pumpkin and harissa

80 ml (1/3 szklanki) oliwy z oliwek
30 g masła
1 duża cebula drobno posiekana
2 małe marchwie drobno pokrojone
1 łodyga selera drobno pokrojona
 2 ząbki czosnku drobno posiekane
500 g zielonej soczewicy
500 dyni pokrojonej na 1 cm kawałki
1 puszka pomidorów w soku pommidorowym (400 g )
1 konserwowa cytryna pokrojona w cienkie plastry
1 łyżeczka pasty harissa lub innej pikantnej np. sambal oelek
jogurt
posiekana świeża kolendra

Rozgrzać masło z oliwą, dodać cebulę i dusić ją przez 8 - 10 minut mieszając od czasu do czasu. nie doprowadzić do zbrązowienia. Dodać marchew, seler i czosnek. Ponownie podsmażać 8 - 10 minut mieszając. Dodać soczewicę, 2 litry wody i gotować 20 minut. Dodać dynię, pomidory, sól i gotować, aż wszystko będzie miękkie ( 20 - 30 minut ). Dodać cytrynę i harissę do smaku. Gotować razem 10 minut. Podawać z łyżką jogurtu, posypaną kolendrą.
Przepis pochodzi z magazynu Gourmet.

Smacznego.
Dania biorą udział w festiwalu


poniedziałek, 26 października 2009

Sałatka z dynią, żurawiną i radicchio oraz chilli z dyni.

Dzisiaj będzie krótko.
 Upiekłam całą blachę dyni, skropiwszy ją wcześniej oliwą z oliwek. Czasami polewam dynię do pieczenia octem balsamicznym albo obsypuję przyprawami. Dzisia prosto. Dania, które przyrządziłam mają tyle aromatów, że nie potrzeba dodatkowych smaków. Chciałam z dyni wydobyć całą jej słodycz.

Sałatka jest pyszna. Łączą się w niej przeróżne smaki; słodycz dyni i żurawin, goryczka radicchio, słony, pikantny smak sera pleśniowego i delikatność jabłek. To wszystko skąpane w sosie z octu balsamicznego i oliwy. Nie mogłam się oprzeć, żeby nie skropić jej też figowym octem balsamicznym (od którego, muszę to przyznać, jestem ostatnio uzależniona).

Chilli natomiast jest szybkim, rozgrzewającym daniem z dodatkiem czewonej fasoli, papryki, bulguru i aromatycznych przypraw.
Sałatka z dyni, jabłek, sera pleśniowego z żurawiną.
(Roasted butternut squash and apple salad)

600 g upieczonej dyni (użyłam odmiany butternut)
1 główka cykorii radicchio (lub pół na pół z sałatą rzymską)
1 jabłko (użyłam odmiany rubin)
100 g sera roquefort lub innego pleśniowego
1/2 szklanki suszonych żurawin
sos
2 łyżki octu balsamicznego
2 łyżki soku z cytryny
6 łyżek oliwy z oliwek extra - virgin
sól
pieprz

Składniki sosu dobrze wymieszać. Na talerzach rozłożyć porwane na kawałki radicchio, na to położyć kwadraty upieczonej dyni o boku 2 cm. Jabłko razem ze skórką pokroić na dość cienkie plastry i rozłożyć na sałatce. Posypać wszystko pokruszonym serem i żurawinami. Polać sosem. Jeżeli macie to proponuję wszystko skropić figowym octem balsamicznym.


Chilli z dynią, czerwoną fasolą, papryką i bulgurem.
(Pumpkin chilli)

2 szklanki upieczonej dyni
2 szklanki wody
1 puszka czerwonej fasoli
1 puszka pomidorów w zalewie
1/2 szklanki posiekanej cebuli
1 szklanka posiekanej czerwonej papyki
1/2 szklanki nieugotowanej kaszki bulgur (ew. kuskus)
1 posiekana papryczka chilli
1 łyżka mieszanki przyprawowej chilli (użyłam firmy Kotanyi)
1 łyżeczka wyciśniętego czosnku
1/2 - 1 łyzeczka kuminu (kminu rzymskiego)
1 łyżeczka soli

Wszystkie składniki włożyć do garnka i gotować około 20 minut, mieszając od czasu do czasu. Jeśli trzeba dolać wody.
Moje spostrzeżenie po przyrządzeniu jest takie, że ilości warzyw i bulguru można zmieniać w zależności od upodobań. Użyłam szklanki o pojemności 250 ml.




Smacznego.


Przepisy pochodzą z miesięcznika Bon Appetit.


niedziela, 25 października 2009

Tajine warzywne z dynią, batatami i suszoną morelą.




Nowy dzień i nowe danie. Przetwarzam dynie na zupy, sałatki, dania główne i desery i ciągle nie mam dość. Brak mi chyba tylko tego niesamowitego wyboru w gatunkach dyń, ale myślę, że to będzie się zmieniać. W październiku przy drodze do Konstancina odbywa się sprzedaż dyń. Już z daleka pięknie się prezentuje. Wielki stos dyń. Dobre miejsce do zakupu, gdy w niedzielę chce się przyrządzić coś rozgrzewającego i ...dyniowego. A dla fanów wycinania to idealne miejsce. Dynie sa równiutkie, pomarańczowe i w wielkim wyborze.

Dzisiaj proponuję tajine warzywne. Danie jest lekko słodkie i świetnie komponuje się z podsmażonym mięsem z udek kurczaka (bez kości i skóry). Dla wegetarian i nie tylko bardzo dobrym dodatkiem będzie czewona soczewica. Ja tajine podałam z kaszką bulgur, można też z kuskusem.



Pomarańczowe tajine z dynią, batatami i suszonymi morelami.

150 g suszonych moreli
1 obrana i posiekana biała cebula
1 - 2 łyżeczki ostrej pasty harissa lub sambal oelek
1/2 łyżeczki zmielonego cynamonu
1 łyżeczka zmielonego kminu rzymskiego (kuminu)
2 marchewki (150 g ) pokrojone w cienkie plasterki
1 duży batat ( 300 - 350 g ) pokrojony w 2-3 cm kostkę
600 g dyni obranej i pokrojonej 2-3 cm kostkę
100 g czerwonej soczewicy (opcjonalnie)
sól
oliwa
50 g uprażonych płatków migdałowych
świeżo posiekana kolendra

W dużym rondlu z grubym dnem podsmażyć na oliwie cebulę. Ma się zeszklić, a nie zrumienić.
Dodać harissę, cynamon i kmin rzymski. Dodać warzywa, zalać 200 ml wody (jeśli nie dodajemy soczewicy to wytarczy ok 100 ml wody). Przykryć i gotować do miękkości soczewicy i warzyw. Dodać morele i ew. wody, posolić. Gotować pod przykryciem jeszcze 20 minut. Ew doprawić do smaku. Ja dodałam jeszcze pół łyżeczki suszonego czosnku. Podawać z kuskusem lub burgulem posypane migdałami i kolendrą.
Smacznego.





Przepis z moimi modyfikacjami pochodzi z książki Veggie! P. Cuthbert i L. Wilson


Danie bierze udział w festiwalu:





sobota, 24 października 2009

Dynia, ricotta, szałwia, pini...ravioli.



Dzisiaj znowu będzie trochę o Rumunii. Związany jest z nią garnek rzymski i dynia piżmowa. Obydwie rzeczy przywiozłam z Rumunii i obydwie można kupić w Polsce.

Jadąc przez rumuńskie Karpaty wybraliśmy Trasę Transfogaraską, która przejezdna jest tylko od końca czerwca do pierwszych opadów śniegu, które mogą wystąpić już w połowie października. Trasa powstała jako kaprys, jeden z wielu, Nicolae Ceausescu. Przy jej budowie straciło życie kilkadziesiąt osób. Mówi się, że Ceausescu zdecydowao budowie tej trasy, aby przyćmić Transalpinę - najwyższą drogę w Rumunii, wybudowaną za czasów króla Karola II w latach 30-tych XX wieku.

 Trasa przecina Karpaty w połowie ich długości i wije się jak węgorz przez 151 km. Pełna jest zakrętów pod kontem 180 stopni, wiaduktów, tuneli i zygzaków. Najwyższy jej punkt to 2034 metrów w okolicy jeziora Balea Lac. Jest to miejsce postojów zmierzających tą trasą, gdyż obok pięknego jeziora i schroniska znajduje się tam coś w rodzaju targu ze straganami z miejscowymi wyrobami z Transylwanii. Tak, tak tam jest słynna Transylwania, kraina osławiona przez książkę Brama Stokera o Draculi. Na końcu trasy, wysoko na szczycie znajdują się ruiny zamku Poienari, siedziby Vlada Palownika - pierwowzoru Draculi. Do zamku wiedzie 1600 schodów. Wymaga to trochę wysiłku, ale nagrodą jest oszałamiający widok na Karpaty i ta przedziwna, tajemnicza atmosfera. Jak głosi legenda z jednej z wież rzuciła się w przepaść żona Vlada, kiedy zamek oblegali Turcy. Obiecała ponoć, że szybciej jej ciało zjedzą ryby z płynącej w dole rzeki Arges, niz dostanie się w ręce wroga. Dracula uciekł używając fortelu, na koniu z podkutymi odwrotnie podkowami, czym zmylił Turków. To legenda, ale ruiny mają w sobie rzeczywiście coś, jakiś klimat, który zostaje w pamięci.

Wracając do targu na przełęczy, można tam kupić miejscowe wyroby: sery, wędliny, miód, śliwowicę i ...rzymskie garnki. Przyrządzanie w nich potraw jest bardzo popularne w Rumunii. Cena 20 - 40 lei (ok. 20 -40 złotych).


A co ma ravioli do Rumunii? Piekę wszystkie warzywa w rzymskim garnku z Rumunii. Dzięki temu są soczyste i idealnie upieczone. Za radą Liski moczę garnek 20 minut w wodzie i zawsze wkładam do zimnego piekarnika. Mięsa i chleb również pieką się doskonale.

Pierożki ravioli z dynią i masłem szałwiowym.

Ciasto
300 g mąki (użyłam 200 g pszennej i 100 g semoliny)
1/2 łyżeczki soli
3 jaja
1 łyżka oliwy

Nadzienie
450 g upieczonej dyni (ja użyłam piżmowej)*
30 g startego parmezanu
szczypta świeżo startej gałki muszkatałowej
100 g sera ricotta
sól, pieprz świeżo zmielony

Masełko
100 g masła
12 - 18 listków szałwi
50 g uprażonych orzeszków pinii

Wymieszać mąkę i sól w dużej misce, zrobić pośrodku wgłębienie i wlać w nie rozbełtane jajka i oliwę. Wyrabiać początkowo za pomocą widelca, a następnie ręką przez ok. 10 minut lub wszystko wykonać mikserem. Jeśli ciasto jest za suche dodać 1 - 2 łyżki wody. Ciasto musi być miękkie, elastyczne i gładkie. Zawinąć ciasto w folię i wstawić do lodówki na 1/2 godziny.
Przygotować nadzienie: rozgnieść dynię widelcem dodać parmezan, gałkę muszkatałową, ricottę, sól i pieprz. Wymieszać. Rozwałkować cienko ciasto. Wyciąć 48-60 krążków o średnicy 6 cm. Nakładać małe porcje nadzienia i docisnąć brzegi. Można też na rozwałkowany placek nakładać małe porcje nadzienia, przykryć drugim plackiem, a następnie podociskać palcami przestrzenie wokół nadzienia i wycinać radełkiem kwadraty. Jeśli brzegi ciasta źle się lepią można je posmarować wodą. Gotować we wrzącej i osolonej wodzie przez 4-5 minut. Jak pierożki się gotują, zrobić masełko szałwiowe.
Rozpuścić masło z dodatkiem listków szałwi i orzeszków piniowych. Polać nim gorące ravioli i od razu podawać.

*Dynię kroję na duże kawałki, skrapiam oliwą z oliwek i piekę w temperaturze 200 stopni C przez 25-30 minut w przykrytym naczyniu.
Smacznego.


Przepis pochodzi z książki Veggie! P. Cuthbert i L. Wilson.
Danie bierze udział w festiwalu:
http://www.beawkuchni.com/2009/10/festiwal-dyni-zaproszenie.html


piątek, 23 października 2009

Festiwal dynii i pierwsze danie. Placuszki z dyni z sosem jogurtowym z dodatkiem szałwii i orzeszków pinii.



Dzisiaj mija równo miesiąc od mojego pierwszego posta z przepisem. Tak króciutko, a bardzo mnie to wciągnęło. Dzisiaj również zaczyna się Festiwal Dyni, a ja uwielbiam dynię. Więcej informacji o festiwalu na blogu u gospodyni tej edycji Bei (http://www.beawkuchni.com/2009/10/festiwal-dyni-zaproszenie.html). 
Początkowo najczęściej wykorzystywałam ją do przyrządzania zup. Dzisiaj robię różności. Dynia jest tak wdzięcznym warzywem, cudownie łączącym się z różnymi przyprawami i innymi dodatkami, że tylko prosi się, aby eksperymentować. Najczęściej piekę pokrojoną na kawałki dynię w piekarniku na blasze skropioną oliwą i posypaną przyprawami. Zawsze piekę ją w większej ilości i potem przez kilka dni wykorzystuję ją w mojej kuchni.

W czasie festiwalu zaproponuję Wam:
Gulasz warzywny z dynią, trawą cytrynową i mleczkiem kokosowym.
Ravioli z dyni z masłem szałwiowym z dodatkiem pinii.
Sałatkę z pieczonej dyni z jabłkiem serem pleśniowym, endywią i żurawiną.
Chilli z dyni z czerwoną fasolką, papryką i kaszką bulgur.
Zupę z dyni z kandyzowanym jabłkiem i prażonymi pestkami.
Marokańskie tajine z dynią, morelami i batatami.
Pieczone papryki nadziewane dynią, fasolką cannellini i bekonem z dodatkiem wina i tymianku.

A dzisiaj zapraszam na pyszne placki z dyni z kuminem z sosem jogurtowym z dodatkiem szałwii i orzeszków pinii. Placki są pyszne. Słodycz dyni wspaniale komponuje się z kuminem, a niezwykły sos szałwiowy jest wspaniałym uzupełnieniem smaków. Dla mnie danie niezwykłe. Proste i pyszne.



Dyniowe placki z sosem jogurtowum z szałwią i orzeszkami pinii.
(Butternut squash latkes with sage and pine nut yogurt sauce)

1800 g surowej dyni ze skórą, bez pestek, pokrojonej na 3 cm kostkę.
oliwa z oliwek
8-10 dużych liści szałwii
4 ząbki czosnku
1 szklanka (120 g) posiekanej szalotki (ew. białej cebuli)
3/4 - 1 szklanka (75-100 g ) bułki tartej
1 łyżeczka mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
1/2 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu
3 duże jajka

Sos jogurtowy
200 g greckiego jogurtu naturalnego
3 łyżki masła
1/4 szklanki orzeszków piniowych
2 łyżki posiekanych świezych liści szałwii

Rozgrzać piekarnik do 220 stopni C. Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia położyć dynię, skropić ją oliwą z oliwek. W niektórych kawałkach dyni zrobić nacięcia i włożyć po listku szałwi (tępą stroną noża). Posolić. Wstawić do pieca na ok. 1 godzinę, aż dynia będzie upieczona (miękka). Schłodzić. Pod koniec pieczenia dyni dodać na blachę czosnek w łupinie, żeby on też się upiekł. Odciąć dyni skórę.
Do placków potrzeba 4 szklanki upieczonej (resztę można zużyć do inych dań). Szalotkę podsmżyć na oliwie przez ok. 5 minut. ma się zeszklić, a nie zbrązowieć. Do malaksera włóżyć dynię, szalotkę, upieczony czosnek bez łupin, 3/4 szklanki bułki tartej, kumin, proszek do pieczenia, sól i pieprz. Zmiksować na gładko. Dodać jajka, wymieszać. Jeśli ciasto jest bardzo rzadkie trzeba dodać resztę bułki tartej. Smażyć placki na oliwie po ok 2 minuty z każdej strony na średnim ogniu. Podawać od razu polane świeżo przyrządzonym sosem. Placki można też przygotować wcześniej i odgrzewać w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez 15 minut.
Sos: roztopić masło na patelni, dodać orzeszki pinii i listki szałwii, sól i pieprz. Podgrzewać przez około 4 minuty. Dodać do jogurtu i szybko wymieszać. Polać sosem placki i zajadać.
Smacznego.




Przepis pochodzi z Bon Appetit (grudzień 2008r.)

Danie bierze udział w festiwalu:
http://www.beawkuchni.com/2009/10/festiwal-dyni-zaproszenie.html




środa, 21 października 2009

Pistacja, pistachio, pistache, pistacchio, pistazie, pistacho....ciasto pistacjowe.



Nieraz wchodząc na różne blogi kulinarne, zastanawiałam się, co zainspirowało twórcę do nadania swojemu blogowi takiej, a nie innej nazwy. Nie ukrywam, że nadal się zastanawiam i chciałabym się dowiedzieć.
A chcecie wiedzieć jak to było u mnie?
Niedługo po moim odkryciu świata blogów kulinarnych poleciałam z moją towarzyszką intelektualno - zakupową na wystawę do Kolonii i Bonn. Nie był to może wymarzony przez nas kierunek podróży, ale wystawa wymarzona, jednego z naszych ulubionych malarzy Amadeo Modigliani.
Wystawa piękna, cudowna, inspirująca.
Spędziłyśmy w Kolonii 4 dni. Jeden cały dzień to wystawa. Kończyłyśmy oglądanie i zaczynałyśmy od początku. Nie mogłyśmy się nasycić. Pozostały czas to niespieszne wędrówki, odkrywanie nowych miejsc, buszowanie po sklepach, robienie zdjęć, picie kawy i przyglądanie się przechodniom.
Z moją towarzyszką mamy zupełnie inny rytm dnia. Ja wstaję skoro świt, ona lubi sobie pospać. Znalazłyśmy na to rozwiązanie. Ja wstawałam i wychodziłam z hotelu poznawać miasto, a moja towarzyszka po obudzeniu dołączała do mnie w kawiarni.
Co można robić w nieznanym mieście o 7 rano? Zwiedzać targ, robić zdjęcia i zaglądać do indyjskich sklepów, które chyba nigdy nie są zamykane. Wybór produktów w tych sklepikach był oszałamiający. Wędrowałam niespiesznie pomiędzy półkami, brałam wszystko do ręki i oglądałam. Towarzyszyła temu transowa hinduska muzyka, która nadawała rytm moim krokom. Zrobiłam cudowne zakupy, kupiłam produkty, których od dawna poszukiwałam. Za kasą stał Hindus w turbanie o przenikliwych oczach, a obok niego wielki worek.... niesolonych łuskanych pistacji. W moim domu wszyscy kochaja pistacje, a tam były piękne, zielone i w cenie fistaszków. Ilekroć chciałam zrobić ciasto pistacjowe, prawie doprowadzałam moją rodzinę do bankructwa i w dodatku ciężko było je kupić. Przyznam się, że zdażało mi się płukać solone pistacje pod wodą, aby zrobić ciasto. A tam w sklepiku znajdowała się przede mną nieogrniczona ilość. Jedynym ograniczeniem była pojemność walizki i limit wagowy w samolocie. Do Polski wróciłam z walizką pełną smakołyków, silikonowym wałkiem, perłowymi kolczykami i workiem pistacji.
A potem już w domu zaczęło się pistacjowe szaleństwo - ciasta, ciasteczka, sałatki, mięsa. I tak w tym pistacjowym nastroju powstał tytuł mojego bloga - PISTACHIO (pistacja, drzewo pistacjowe).

A dzisiaj z tej okazji oczywiście ciasto pistacjowe.

Maślane ciasto pistacjowe nasączone syropem pomarańczowym.
(Pistachio buttercake with spiced orange syrup)

2 szklanki (280 g) posiekanych niesolonych pistacji
185 g miękkiego masła
1 łyżka startej skórki pomarańczowej
3/4 szklanki (165 g) drobnego cukru
3 jajka
1/4 szklanki (60 ml) maślanki lub naturalnego jogurtu
1 1/2 szklanki (225 g ) mąki z dodatkiem środka spulchniającego (self-raising)*
3/4 szklanki (110 g ) mąki

Syrop pomarańczowy

1 szklanka (220 g ) drobnego cukru
1 szklanka (250 ml) wody
1 kawałek cynamonu
1 łyżeczka ziarenek kardamonu
3 gwiazdki anyżu (ja pomijam ten składnik)
3 paski skórki pomarańczowej ( obrane obieraczką do warzyw)

Przyrządzić syrop pomarańczowy: wymieszać wszystkie składniki i zagotować. Po minucie zdjąć z ognia i odstawić do schłodzenia.
Ciasto:Ubić mikserem masło na gładko, dodawać po jednym jajku cały czas miksując. Dodać maślankę, 1/3 syropu pomarańczowego przecedzonego i oba rodzaje mąki. Zmiksowć krótko do połączenia składników. Dodać 3/4 orzechów pistacjowych, wymieszać. Na dno kwadratowej  foremki (o boku 23 cm), wyłożonej papierem do pieczenia wysypać 1/4 orzechów ( można tę czynność pominąć i całość orzechów wmieszać w ciasto) i wylać na nie ciasto. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C przez 40 min. Gorące ciasto nasączyć pozostałym syropem pomarańczowym.
 Smacznego.



* Zamiast mąki self - raising można użyć w całości zwykłej mąki pszennej i 1/2 - 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia. Mąkę self -raising kupuję w dziale spożywczym Marks & Spencer.

Przepis z moimi zmianami pochodzi z książki Dried fruit & nuts.

wtorek, 20 października 2009

Ser, jajka, wanilia...najlepszy sernik.



Lubię serniki, ale jestem w stosunku do nich wybredna. Dla mnie musi być odpowiednio słodki, wilgotny, aksamitny, z dobrego sera...
Lubię wypróbowywać nowe przepisy, połączenia, dodatki, ale jest jeden sernik, który moi najbliżsi mogliby jeść bez końca. Lubią pozostałe, które robię, ale zawsze jest pytanie, dlaczego robię inne, skoro ten jest najlepszy.
Jest najlepszy i ...najprostszy.
Mało pracy, duży efekt.
Ciasto po zmiksowaniu jest bardzo płynne i rzadkie, ale tak ma być. Po upieczeniu jest aksamitny i wilgotny z chrupką skorupką na wierzchu i słodki. Doskonale smakuje zarówno na ciepło, jak i na zimno (także z lodówki).
Mam wolne 5 minut, akurat zdążę zrobić sernik.



Sernik

500 g tłustego sera ( używam serka śmietankowego President)
300 g cukru
2 łyżeczki esencji waniliowej naturalnej lub 2 cukry waniliowe z prawdziwą wanilią ( używam firmy Kotanyi)
8 jajek
2 łyżki masła
200 ml słodkiej śmietanki 36 %
100 g bakalii (skórka pomarańczowa i rodzynki przez noc namoczone w rumie)

Wszystkie składniki oprócz bakalii włożyć do miski i miksować ok 5 minut. Dodać bakalie i zamieszać łyżką. Wylać ciasto do tortownicy (23 cm) wyłożonej papierem do pieczenia. Piec 45 minut w piekarniku nagrzanym do 170 stopni.


Gotowe.
Smacznego.

Przepis pochodzi z książki Kuchnia moja pasja M. Gessler

niedziela, 18 października 2009

Szkolne obiady i szkolne ciasteczka.


Coraz więcej (i bardzo dobrze) mówi się o tym, co dzieci jedzą w szkole. Za mało warzyw, za dużo cukru i tłuszczu. Z jednej strony ogranicza nas cena szkolnych obiadów, a z drugiej inwencja szkolnych kucharek i pzyzwyczajenie. Mimo wszystko mamy na to wpływ, co nasze dzieci jedzą w szkole i co kupują w szkolnym sklepiku.
Pamiętam z moich szkolnych lat karty obiadowe ze stołówki, przypominające kartki na mięso. Kwadracik odcinany na każdy dzień. A smak obiadów pozostawiający wiele do życzenia.
Teraz jest inaczej. Mój syn co miesiąc przynosi do wypełnienia kartę z obiadowym menu. Są do wyboru dania mięsne i dania wegetariańskie. Niektóre potrawy to ulubione przez dzieci klopsiki, kotleciki, gołąbki, makarony z truskawkami, ale jest też rolada drobiowa ze szpinakiem pod beszamelem, ryba po grecku, beef stroganoff, lasagne z warzywami, spaghetti bolognese, własnoręcznie robiona pizza.
W dużym stopniu w dzieciństwie kształtują się nawyki żywieniowe i to od nas zależy czy nasze dzieci wyrosną na smakoszy otwartych na nowe doznania i smaki. Chociaż wierzę, że są dzieci niejadki mam różnorodnie i świetnie gotujących. W myśl przysłowia "czym skorupka za młodu nasiąknie...", myślę że z tych niejadków wyrosną kiedyś smakosze.
W naszej szkole jest dużo festynów i akcji, na które przynoszone są domowe wypieki. Dzisiaj dzieci z klasy mojego syna zbierają pieniądze dla dzieci z Sudanu i przez weekend piekły ciasta, które później na przerwach sprzedają po 1 - 2 złote. Radości z pieczenia i sprzedawania jest mnóstwo, a do tego nauka i dobry uczynek. Często rodzice przyjeżdżający po dzieci do szkoły, kupują te ciasta do domu do popołudniowej herbatki.

Mój synek upiekł miodowo - migdałowe ciasto.


Ciasto miodowo - migdałowe
(Honey & almond cake)

75 g miękkiego masła
75 g jasnego brązowego cukru
2 jajka
175 g mąki z proszkiem do pieczenia (self - raising flour)*
1 łyżeczka proszku do pieczenia
4 łyżki mleka                                                                          
2 łyżki płynnego miodu
50 g migdałów w płatkach

Syrop
115 g miodu
2 łyżki soku z cytryny

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni C. Włożyć do miski masło, mąkę, cukier, jajka, proszek do pieczenia, miód i mleko. Mieszać łyżką przez minutę do połączenia składników. Wylać ciasto do wysmarowanej masłem foremki i posypać płatkami migdałowymi. Wstawić do pieca i piec do zrumienienia na złoto ok. 20 minut. Polać gorące ciasto syropem i pozostawić do schłodzenia. Kroić wystudzone.
Syrop: miód z sokiem z cytryny podgrzewać przez ok 5 minut.
*Mąka z dodatkiem środka spulchniającego. Do kupienia w dziale spożywczym Marks & Spencer. Można też na tą ilość mąki dodać szczyptę więcej proszku do pieczenia i dać zwykłą mąkę.


Smacznego.
Przepisy pochodzą z Easy baking M&S

czwartek, 15 października 2009

Grzyby, pomidory, szałwia, gnocchi...


Są takie potrawy i składniki, które lubią wszyscy  poza jednym domownikiem. Wtedy gotuję takie dania, gdy ta osoba wyjeżdża. Mój syn nie lubi grzybów (łagodnie powiedziane), chociaż kocha je zbierać w lesie. Kiedy wyjeżdża na szkolną wycieczkę, białą, czy zieloną szkołę, to w domu odbywa się... festiwal grzybów. Nie grzyby jako dodatek, ale grzyby jako zupa, danie główne, przystawka, zakąska.
Grzyby na obiad.
Grzyby na kolację.
Po paru dniach takich szaleństw, wszyscy nasyceni możemy zrezygnować z grzybowego menu na pewien czas.
Teraz jest taki czas.
 Syn na wycieczce.
A my jemy pyszne ziemniaczane gnocchi z sosem z grzybów, pomidorów, słodkiej śmietanki, czosnku i szałwi. Składniki sosu wspaniale się uzupełniają i świetnie się komponują z ziemniaczanymi kluseczkami. Gnocchi można zrobić samemu lub kupić gotowe. Można także podać sos z kopytkami.


Gnocchi (czyt. nioki) to włoskie kluseczki zrobione m.in z ziemniaków, ricotty i szpinaku , semoliny, dyni....


  Gnocchi

900 g upieczonych ziemniaków (ew. ugotowanych)
2 duże żółtka
1/2 szklanki (75 g) mąki
sól

Sos

350 - 400 g kurek lub prawdziwków (mogą być mrożone)
250 - 350 g pomidorków koktajlowych
250 ml słodkiej śmietanki ( ja użyłam 30%)
5 ząbków czosnku pokrojonych w plasterki
świeżo starty parmezan
10 - 15 listków szałwi delikatnie porwanych
sól
świeżo zmielony pieprz
masło
oliwa z oliwek

Obrane ziemniaki przecisnąć przez praskę lub utłuc (nie miksować). Dodać lekko rozbełtane żółtka i sól (ok. 1 łyżeczki) i mąkę. Wyrabiać rękami. Ciasto nie może być za twarde, ale nie powinno też kleić się do rąk. Można ew. podsypać trochę mąki. Przeważnie pieczone ziemniaki potrzebują mniej mąki niż gotowane. Ciasto podzielić na 4 części i z każdej z nich zrobić wałek ( jak na kopytka ) i odcinć po ok. 2 cm kawałku. Każdą kluseczkę spłaszczać lekko widelcem tworząc wzorek. Można też uformować gnocchi jak kopytka ( jak na zdjęciu ). Wkładać do wrzącej, osolonej wody. Jak wypłyną, od razu wyjąć i przełożyć do sosu na patelni. Zamieszać przez 1 minutę w podgrzewanym sosie, aż kluseczki ładnie połączą się z sosem. Posypać parmezanem i od razu podawać.
Sos: na maśle z oliwą podsmażyć grzyby, dodać czosnek, posolić i popieprzyć. Jak czosnek jest zezłocony dodać pomidorki przekrojone na pół. Podsmażać przez 3 minuty. Dodać śmietankę i podgrzewać przez ok. 2 minuty. Dodać szałwię. Zamieszać. Dodać gnocchi.

Smacznego.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails