niedziela, 4 października 2009

Bakłażany, oliwa i ... Bukareszt.



Ten rok jest taki, ze moje drogi często prowadzą do Bukaresztu. Początkowo na słowa: Bukareszt, Rumunia reagowałam stereotypowo: cyganie, biednie, Transylwania i Dracula. Po pierwszej wizycie wszystko się zmieniło. Zachwyt Karpatami i trasą Transfogaraską, urok małych wiosek, piękno przyrody, magia Transylwanii, zachwycająca kolekcja malarstwa w Muzeum Sztuki w Bukareszcie, niesamowita uprzejmość ludzi, przedziwne okablowanie Bukaresztu... Długo można jeszcze wymieniać.


Wiedzę o kraju chciałam czerpać nie tylko z książek i przewodników, ale przede wszystkim bezpośrednio od Rumunów. W mojej sytuacji była to urocza sprzedawczyni w fantastycznym, francuskim sklepie Olivers & Co. Przegadałam z nią parę godzin. Jedna jej odpowiedź rodziła u mnie kolejne pytania. W tym czasie mój synek robił to co uwielbia. Drugą sprzedawczynię miał za przewodniczkę i próbował dziesiątek oliw i octów, chutneyów i relishów, miodów i konfitur. Ja w tym czasie pogłębiałam swoją wiedzę o tym kraju. Caucescu i jego megalomańskie budowle, Rumunii i ich słabość do komórek, najnowszych modeli samochodów i okularów Ray Ban, watahy bezdomnych psów i Brigitte Bardot, dlaczego mają takie silne więzi z Francją, dlaczego nienawidzą Rosji, a kochają Polaków, cyganie i kontrowersje na koncercie Madonny...Tych tematów było tak dużo.


Urocza i śliczna Rumunka, moje bezpośrednie źródło wiedzy o mieście i kraju w otoczeniu francuskich i włoskich specjałów. To była sytuacja, która na długo pozostanie w mojej pamięci.
Chwile, tylko chwile... A wspomnienie na długo.
Związki Rumunii i Francji są bardzo ścisłe i widać to na każdym kroku, zwłaszcza w Bukareszcie. Rano biegłam z koszykiem do piekarni - boulangerie Paul po gorące bagietki i croissanty. Jak potrzebowałam odmiany to kawałek dalej było Chocolat i French Bakery. W kawiarniach we francuskim stylu siedzieli francuscy expaci, ich żony robiły zakupy we francuskich delikatesach i specjalistycznych sklepikach jak wspomniany już wcześniej Olivers & Co. W licznych, starych, pięknych parkach co rusz słychać francuską mowę wśród bawiących sie dzieci.

Z przyjemnością znów odwiedzę Bukareszt i przejdę po wydeptanych już przeze mnie ścieżkach. Wydepczę też nowe.


      

Roladki z bakłażana z ricottą
(Eggplant wraps with balsamic condiment fig flavored)

1 duży bakłażan
1 duży pomidor
260 g sera ricotta
ocet balsamiczny z dodatkiem fig (można też użyć dobrego octu balsamicznego)
oliwa z oliwek
2 rozgniecione ząbki czosnku
świeże liście bazylii
pieprz

Pokroić bakłażana wzdłuż na cienkie plastry, posypać solą i zostawić na 30 minut. Spłukać sól, wytrzeć do sucha i smażyć bakłażana na oliwie na patelni grilowej (lub zwykłej). Wystudzić. W miseczce wymieszać ricottę, czosnek, drobno posiekane liście bazylii, sól, pieprz i 1 łyżkę octu balsamicznego z dodatkiem fig.
Przełożyć do lodówki na godzinę. Nakładać serkowy farsz na każdy plasterek bakłażana i zrolować. Schłodzić w lodówce przez godzinę. Do podania: przekroić każdą roladkę bakłażanową po skosie i obłożyć posiekanym pomidorem z dodatkiem posiekanej bazylii i 1 łyżki figowego octu balsamicznego. Ogrzać to temperatury pokojowej.
Pyszna , prosta i efektowna przekąska.
Smacznego.

Przepis pochodzi z Olivers & Co.


2 komentarze:

  1. Uwielbiam bakłażanowe roladki! Sama robię z fetą, ale bardzo chętnie wypróbuję Twoją wersję z ricottą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam, polecam. Daj znać jak zrobisz, jak smakowały. Do fety jeszcze coś? Może mięta, albo kapary?

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails