wtorek, 27 stycznia 2015

Kotlety wieprzowe z karmelizowaną cebulą.


Są takie dania, które idealnie smakują, kiedy za oknem zimno, ciemno i ponuro. A kiedy są szybkie i łatwe do zrobienia, to tym bardziej się je kocha. W trakcie pieczenia po domu  będzie rozchodził się piękny i kuszący zapach, a Wy będziecie mogli oddać się lenistwu i przyjemnościom. 
Może nie jest to danie fotogeniczne, za to bardzo pyszne. My zjedliśmy je z dodatkiem puszystego purée z ziemniaków. Kotlety po upieczeniu są bardzo miękkie. Na dnie naczynia powstaje aromatyczny sos.

Kotlety wieprzowe z karmelizowaną cebulą

5 łyżek oliwy z oliwek
90 g masła
4 grube kotlety wieprzowe (użyłam kotletów ze schabu)
4 duże cebule
1/2 łyżeczki cukru
3 ząbki czosnku
listki z 8 gałązek tymianku
8 listków świeżej szałwii
1 łyżeczka suszonej szałwii
4 liście laurowe
50 ml białego wytrawnego wina
sól
świeżo zmielony pieprz

Nagrzać piekarnik do 180 stopni C. Cebule obrać i pokroić w bardzo cienkie plastry. Na patelni rozgrzać 2 łyżki oliwy i 1/3 ilości masła. Obsmażyć  kotlety z dwóch stron na rumiano. Posolić i popieprzyć z dwóch stron. Posypać suszoną szałwią. Przełożyć do formy do zapiekania. Wlać resztę oleju i kolejne 1/3 masła. Dodać cebulę i 1/3 łyżeczki soli. Smażyć, mieszając od czasu do czasu, około 10-15 minut, aż cebula zmięknie i zbrązowieje. Pod koniec smażenia dodać cukier, wymieszać i smażyć jeszcze 2 minuty. Cebulę rozprowadzić równomiernie na kotletach. Posypać pokrojonym w cienkie plasterki czosnkiem, listkami tymianku, posiekanymi listkami szałwii i pieprzem. Całość zalać winem. Na wierzchu ułożyć resztę masła i liście laurowe. W wolną przestrzeń pomiędzy kotlety można ułożyć pokrojone na ósemki jabłka lub ziemniaki. Formę przykryć folią aluminiową (błyszczącą stroną do środka) i piec całość przez 1 godzinę. Po 45 minutach pieczenia sprawdzić stan upieczenia kotletów. Zdjąć folię i piec jeszcze 5-10 minut do zrumienienia się wierzchu.
 

niedziela, 25 stycznia 2015

Ciasteczka marcepanowo pomarańczowe z makiem (ze słoika). Dobre na prezent.


Lubię kulinarne prezenty. Dawać i dostawać. Konfiturę w słoiku, upieczony chleb, torebkę ciastek, uprażone orzechy z przyprawami, domową granolę, słoik sałatki, kubek uzbieranych jagód, marchew prosto z ogródka... Takie rzeczy smakują zawsze dobrze i podarowane są od serca. Czasami ich przygotowanie jest bardziej czasochłonne, niż kupienie prezentu w sklepie, ale taki prezent ma w sobie poświęcony czas i emocje. A to chyba jest najważniejsze w obdarowywaniu innych.

Dzisiejszy przepis to ciastka marcepanowo pomarańczowe z dodatkiem maku. Możecie je upiec dla siebie lub kogoś bliskiego albo przygotować sypkie składniki w słoiku i podarować komuś wraz z przepisem na ich przygotowanie.



Ciasteczka marcepanowe z makiem
Marzipan vanille tupfer

200 g masy marcepanowej pokrojonej w 1/2 cm kostkę
200 g mąki tortowej
2 łyżeczki skórki startej z pomarańczy
120 g drobnego cukru
2 łyżki maku
1 laska wanilii
+
100 g miękkiego masła
2 jajka (w temperaturze pokojowej)

Do słoika wsypać połowę marcepana, następnie warstwę mąki, skórkę z pomarańczy, warstwę cukru, mak i resztę marcepana. Dołączyć do słoika laskę wanilii i przepis na wykonanie.
W misce zmiksować masło na krem razem z rdzeniem z laski wanilii. Cały czas miksując dodawać po 1 jajku. Do gładkiej masy dodać całą zawartość słoika. Zmiksować do połączenia. Masę schłodzić w lodówce przez 1 godzinę. 
Nagrzać piekarnik do 180 stopni C. 
Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Wyciskać na blachę ciasteczka szprycą do ciastek lub nakładać łyżeczką. Piec na złoto w zależności od wielkości 8-12 minut.

proporcje na słoik o pojemności 1 litra



Przepis z LandGenuss weihnachtsbackerei 2014

piątek, 23 stycznia 2015

Moje idealne pączki i kilka praktycznych rad dotyczących ich przyrządzania.


Muszę przyznać, że nigdy w Tłusty Czwartek nie stałam  w kolejce do cukierni po pączki. One nie należały do moich ulubionych ciastek. Zawsze wybierałam te upieczone przez moją mamę lub babcię i nadziewane wiśniami. Od wielu lat, raz do roku piekłam je też sama korzystając ze starych przepisów z książek mojej mamy. Lubiłam je jeść, szczególnie jeszcze ciepłe, ale tak samo mogłam przeżyć rok bez pączków. Do dzisiaj. Te pączki są niezwykle delikatne i puszyste, a jednocześnie bogate w smaku i aromatyczne. Ciasto jest miękkie, ale dzięki dużej zawartości masła idealnie formuje się w kule bez konieczności podsypywania mąką. 

Co jest ważne w przyrządzaniu i smażeniu pączków ?

Istotne jest, żeby po pierwszym wyrastaniu, przez chwilę wyrabiać ciasto dłonią, aby je odgazować. Dzięki temu uformowane pączki będą dobrze rosnąć. 

Do formowania pączków nie podsypywać ich mąką. Mąka spali się w tłuszczu i nada mu brzydki kolor i smak. To ciasto łatwo się formuje, dzięki dużej zawartości masła. Jeżeli potrzebujecie pomocy przy formowaniu, lepiej posmarować dłonie olejem o neutralnym smaku.
Dzięki dodatkowi mocnego alkoholu pączki nie nasiąkają tłuszczem w trakcie smażenia. 
 
Użyjcie dobrej jakości masła. Masło niskiej jakości może zawierać dużo wody, która będzie miała negatywny wpływ na jakość ciasta.
Do drugiego wyrastania pączki przykrywam gazą, żeby nie obeschły. W ich przypadku ściereczka kuchenna jest za ciężka. Pączkom trzeba pozwolić dobrze wyrosnąć. Jasne obwódki powstają właśnie wtedy, kiedy ciasto jest lekkie i wyrośnięte.

Przekładać do rozgrzanego tłuszczu trzeba bardzo delikatnie.

Aby pączki smażyły się równomiernie, dobrze uformować je w idealnie równe porcje. Ja odważam ciasto po 50 g na 1 pączek.

Jeżeli zostanie Wam odrobina ciasta, wykorzystajcie ją do testu temperatury tłuszczu. Jeżeli wrzucona kuleczka ciasta, szybko unosi się do góry i momentalnie nie nabiera brązowego koloru, to znaczy, że temperatura jest idealna.
Tłuszcz należy długo rozgrzewać w niskiej temperaturze, a następnie lekko podwyższyć ją.

Smażenie w zbyt niskiej spowoduje, że ciasto nasiąknie tłuszczem, w zbyt wysokiej, spowoduje, że wierzch pączków się spali, a wnętrze będzie surowe.

Tłuszczu powinno być dużo, żeby pączki swobodnie pływały. Wbrew pozorom, dzięki smażeniu w dużej ilości tłuszczu ciasto mniej nim nasiąka.

Jeżeli tłuszcz za bardzo się rozgrzał, można szybko obniżyć jego temperaturę wrzucając do niego przepołowiony, obrany ziemniak.
Pączki nadziewam po usmażeniu. Dzięki temu mogę go dać dużo (tak jak lubimy), a ciężar nadzienia nie będzie ciągnął w dół delikatnych pączków w trakcie smażenia. Do nadziewania używam rękawa cukierniczego z końcówką specjalnie do tego przeznaczoną.


Pączki (idealne)

zaczyn
60 g świeżych drożdży
100 g mąki pszennej (typu 550)
1 łyżka drobnego cukru
1/3 szklanki letniego mleka

400 g mąki pszennej (typu 550)
80 g drobnego cukru
8 żółtek (w temperaturze pokojowej)
1 szklanka (250 ml) słodkiej śmietanki (podgrzanej do letniej temperatury)
rdzeń z 1 laski wanilii
150 g stopionego letniego masła
szczypta soli
30 ml spirytusu (dodałam 60% rumu Stroh)
skórka starta z 1/3 cytryny 

nadzienie
słoik marmolady wieloowocowej 
2 łyżki konfitury z płatków róż

lukier 
cukier puder 
sok z cytryny
1/2 łyżeczki rumu 

tłuszcz do smażenia (olej, smalec, planta)

Przygotować zaczyn. W miseczce wymieszać letnie mleko z drożdżami. Dodać mąkę i 1 łyżkę cukru. Odstawić zaczyn, aż urośnie i podwoi swoją objętość. W dużej misce zmiksować żółtka z cukrem i wanilią. Dodać zaczyn i wymieszać.  Dodać śmietankę, spirytus (rum) i skórkę z cytryny. Wymieszać. Dodać mąkę i sól i zmiksować całość (końcówki haki) na wolnych obrotach do połączenia. Cały czas miksując dodawać po trochu masło. Ciasto wyrabiać jeszcze około 10 minut, aż stanie się gładkie i elastyczne. Ciasto odłożyć w misce do wyrastania na około 1 godzinę. Miskę przykryć ściereczką. Wyrośnięte ciasto powinno podwoić swoją objętość. 
Ciasto wyrobić dłońmi przez chwilę, żeby pozbyć się nadmiaru gazów i podzielić na około 20 równych części. Chcąc uzyskać równe pączki najlepiej każdą porcję ciasta warzyć. Moje pączki warzyły po 50 g. Na dużej blasze wyłożyć arkusz papieru do pieczenia i lekko posmarować go olejem. Z porcji ciasta formować kule. Ja zwijam je jak do formowania bułeczek, a potem jeszcze toczę pomiędzy wewnętrzną częścią obu dłoni. Pączki układać zachowując 4-5 cm odstępy na blasze wyłożonej papierem. Przykryć delikatnie gazą i odłożyć do ponownego wyrastania.
Kiedy pączki rosną, rozgrzać tłuszcz na najmniejszym ogniu w szerokim i płaskim rondlu. Pączki powinny swobodnie pływać w trakcie smażenia. Tłuszcz powinno rozgrzewać się długo do temperatury 180 stopni C. 
Kiedy pączki ponownie wyrosną (prawie podwoją swoją objętość) bardzo delikatnie przenieść je w dłoniach i włożyć do tłuszczu. Smażyć po 3 sztuki. Kiedy jedna połowa pączków się zrumieni, delikatnie je obrócić patyczkiem i smażyć do uzyskania jasnobrązowego koloru. Pączki wyjąć łyżką cedzakową i ułożyć na dużym talerzu wyłożonym ręcznikiem kuchennym.
Tak samo smażyć resztę pączków.  
Marmoladę wymieszać z konfiturą z płatków róż. Włożyć całość do worka cukierniczego z końcówką do nadziewania. Nadziewać każdy pączek nakłuwając go końcówką z boku albo od spodu. Polukrować lukrem przyrządzonym z cukru pudru wymieszanego z rumem i sokiem z cytryny.




Przepis Maria Lemnis i Henryk Vitry z książki "W staropolskiej kuchni"

wtorek, 20 stycznia 2015

Granola z orzechami i korzennymi przyprawami. W wersji zimowej.


Granola z jogurtem naturalnym i owocami to niezmiennie moje ulubione śniadanie.  Przetestowałam już wiele przepisów na nią, ale ciągle miałam jakieś zastrzeżenia. Przeważnie były za słodkie i zbyt szybko mocno się rumieniły się w trakcie pieczenia. Miód, którego używam jest często gęsty i dokładne pokrycie płatków były zawsze problematyczne. Wymieszanie go z małą ilości wody rozwiązało ten problem. Woda rozrzedza miód i ułatwia połączenie go z innymi składnikami granoli. Nie wpływa za to na jej chrupkość, bo... cała odparowuje w trakcie pieczenia. Do granoli nigdy nie używam samego miodu (lub syropu klonowego), bo zawsze takie płatki zbyt szybko się przypiekają. Mała ilość cukru muscovado rozwiązuje ten problem. 
Moja ulubiona granola musi zawierać dużo orzechów.
Dzisiejszy przepis to taka baza do wypieku własnej granoli. W przepisie macie podane ilości nasion, orzechów i owoców. Jakich użyjecie zależy tylko od Was. Dzięki temu możecie dostosować ostateczny smak granoli do Waszych preferencji. Zimową porą jem granolę z jogurtem i  prażonymi jabłkami lub surowym bananem. Dodaję też korzenne przyprawy. Wiosną dodaję truskawki lub prażony rabarbar. Ale do wiosny jeszcze daleko i na wiosenne granole przyjdzie czas. Na razie dodaję suszone owoce, najchętniej mało słodkie ekologiczne morele i śliwki.


Korzenna granola z orzechami

300 g płatków zbożowych (owsianych, żytnich, orkiszowych, jęczmiennych)
1 szklanka (150 g) nasion (słonecznika, dyni, sezamu)
2 szklanki (200 g) orzechów (pekanów, włoskich, laskowych, migdałów, nerkowców, niesolonych ziemnych)
1/2 (125 ml) szklanki wody
1/2 (125 ml) szklanki miodu lub syropu klonowego
1/3 szklanki (55 g) jasnego lub ciemnego cukru muscovado 
1 łyżka pasty z wanilii lub naturalnego ekstraktu z wanilii
1/4 szklanki (60 ml) oleju
1 szklanka suszonych owoców (ekologicznych moreli, śliwek, żurawin...)
1 łyżeczka przyprawy piernikowej (1/4 łyżeczki imbiru, 1/2 łyżeczki cynamonu, 1/8 łyżeczki kardamonu, 1/8 łyżeczki mielonego kardamonu)

Nagrzać piekarnik do 160 stopni C. W misce wymieszać płatki zbożowe z orzechami, nasionami i korzennymi przyprawami. W rondelku zagotować wodę z cukrem, miodem (syropem klonowym), wanilią i olejem. Gotować przez chwilę, aż do rozpuszczenia się cukru. Zalać tą mieszanką płatki i wymieszać, aż wszystkie pokryją się miodową polewą. Wyłożyć płatki na dużą blachę pokrytą papierem do pieczenia. Równomiernie je rozprowadzić. Wstawić do piekarnika i piec 50-60 minut. W trakcie pieczenia mieszać granolę kilkakrotnie, żeby równomiernie się piekła. Upieczoną wymieszać z suszonymi owocami i wystudzić. Przechowywać w szczelnym słoiku lub puszcze do 4 tygodni.


niedziela, 18 stycznia 2015

Faworki Neli Rubinstein.


Raz, dwa razy do roku smażę góry faworków. Od wielu lat z tego samego przepisu. Przetestowałam już wiele receptur, ale w końcu zawsze wracałam do tego, przepisu na chrust  Neli Rubinstein. Wychodzą z niego delikatne, bardzo kruche i pełne pęcherzyków faworki. 

Najważniejsze rzeczy dotyczące ich robienia to:
po pierwszym wyrabianiu mikserem, ciasto trzeba wyrabiać ręcznie przez składanie. Pomoże to w tłoczeniu powietrza do ciasta, dzięki czemu w trakcie smażenia powstaną pęcherzyki.
Ciasto trzeba bardzo cienko rozwałkować (nie lubię grubych faworków). Można to też zrobić przy pomocy maszynki do wałkowania makaronu. 
Smażyć trzeba w dobrze rozgrzanym tłuszczu w niewielkich porcjach. Dzięki temu faworki nie będą go nadmiernie chłonąć.

Miłego faworkowania.


Faworki Neli Rubinstein

1 jajko
2 żółtka
1 łyżka (15 ml) octu
2 łyżki (30 ml) rumu
2 łyżki (30 g) drobnego cukru
1/8 łyżeczki soli
1/3 szklanki (80g) kwaśnej, gęstej śmietany
2 łyżki (35 g) bardzo miękkiego masła
2 szklanki (280 g) mąki pszennej tortowej

tłuszcz do smażenia (smalec, planta, olej)
mąka do podsypywania blatu
cukier do obsypania faworków

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową. W misce zmiksować jajko z żółtkami, solą i cukrem. Dodać ocet i rum i zmiksować do połączenia. Dodać masło i śmietanę i znowu zmiksować do połączenia. Jeżeli zostaną małe grudki, to nic nie szkodzi. Cały czas miksując dodawać po trochu mąkę. Miksować do czasu, aż ciasto będzie gładkie i jednorodne. Blat podsypać lekko mąką i wyłożyć na nią ciasto. Wyrabiać je dłońmi około 5 minut. Wyrabianie powinno polegać na składaniu i rozpłaszczaniu ciasta. W ten sposób wtłacza się w ciasto powietrze i w trakcie smażenia powstaną duże bąble.Ciasto zawinąć w folię spożywczą i odstawić na blacie (w temperaturze pokojowej) na 10 minut.
 Na małym gazie w dużym garnku lub w głębokiej patelni rozgrzać tłuszcz. Tłuszcz lepiej rozgrzewać długo niż szybko na dużej mocy. Powinien być bardzo gorący (smalec - 180 stopni C), ale nie może dymić. Przed smażeniem faworków trzeba sprawdzić temperaturę rozgrzania przez wrzucenie kawałka ciasta. W dobrze rozgrzanym tłuszczu faworki od razu wypływają na powierzchnię, a wokół smażącego się ciasta robi się bardzo dużo bąbelków powietrza.

Przygotować duży talerz wyłożony ręcznikami papierowymi. Ciasto podzielić na 5 części. 1 część wyłożyć na blat podsypany mąką. Resztę ciasta zawinąć ponownie w folię. Ciasto rozwałkować bardzo cienko. W razie potrzeby podsypać je jeszcze mąką. Ostrym nożem lub radełkiem (ja używam noża do pizzy) podzielić je na paski ok 3 cm szerokie i 9 cm długie. Na każdym pasku zrobić wzdłuż na środku 3 cm nacięcie. Przez to nacięcie przeciągnąć jeden z końców paska. Smażyć porcjami po 3-4 faworki jednocześnie. Po około 20 sekundach kiedy od spodu zaczną się rumienić, przełożyć je widelcem lub drewnianym patyczkiem do szaszłyków na drugą stronę i smażyć jeszcze przez około 20 sekund do chwili, aż lekko zrumienią się z drugiej strony. Dobrze usmażone faworki  powinny  być lekko złote.
Faworki wyławiać łyżką cedzakową lub drewnianym patyczkiem i układać na  papierowych ręcznikach. Po ostudzeniu posypać cukrem pudrem. 
Tak samo postąpić z pozostałymi porcjami ciasta.
Ciasto surowe można przechowywać w lodówce do 2 dni lub zamrozić.


Przepis Aniela Rubinstein z książki "Kuchnia Neli".

piątek, 16 stycznia 2015

Bajgle


Uwielbiam bajgle. Mam sentyment do robionych z nich kanapek z pastą z tuńczyka i selera naciowego. Moje pierwsze w życiu bajgle jadłam właśnie z takim dodatkiem. Od czasu do czasu piekę ich większą ilość i zamrażam. Bajgle to doskonałe  pieczywo na kanapki w podróży. Utrzymują świeżość dłużej niż typowe bułki pszenne. Ich lekko ciągnący miąższ powstaje dzięki gotowaniu w kąpieli sodowej. Im dłużej się je gotuje tym miąższ będzie bardziej ciągnący. Bajgle doskonale smakują po lekkim opieczeniu w tosterze lub na suchej patelni. My zjedliśmy je z kremowym serkiem, wędzonym łososiem, jajkiem w koszulce i rukwią wodną.

Dobrego weekendu życzę Wam. 


 Bajgle
 6 dużych lub 12 małych

 zaczyn
1/2 łyżeczki suszonych drożdży 
315 g mąki pszennej typy 550
345 ml (1 1/4 szklanki) wody

ciasto
1/4 łyżeczki suszonych drożdży
240 g  mąki pszennej typy 550
1 łyżeczka soli
1/2 łyżki miodu

do posypania wierzchu
sezam, mak, sól morska...

do gotowania
1 łyżka sody 

Przygotować zaczyn. W dużej misce wymieszać łyżką drożdże z mąką. Dodać wodę i wymieszać do otrzymania gęstej pasty. Przykryć miseczkę folią i odstawić do wyrośnięcia na 2 godziny. Po tym czasie zaczyn powinien być spieniony i pełen bąbelków.

Przygotować ciasto właściwe. Do zaczynu dodać drożdże  (1/4 łyżeczki), , miód, sól i mąkę. Mikserem wyrobić całość na gładkie ciasto. Trwa to około 6 minut. Jeżeli ciasto jest zbyt suche dodać 1-2 łyżeczki wody. 

Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia i lekko posmarować go olejem. Ciasto podzielić na 6 lub 12 równych części i uformować z nich bajgle. Można z każdego kawałka ciasta uformować wałek i zwinąć go w formie bajgla.  Lub każdy kawałek ciasta uformować w kulę, na środku zrobić palcem otwór i naciągając uformować bajgla (ja stosowałam tę metodę). Uformowane bajgle ułożyć (zachowując odstępy) na blasze. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania na 25 minut. Po tym czasie bajgle wstawić wraz z blachą do lodówki na całą noc. Może je przechowywać w lodówce do 2 dni. 

Nagrzać piekarnik do 250 stopni C. W dużym garnku zagotować wodę wraz z 1 łyżką sody. Blachę wyłożyć nowym papierem do pieczenia (również posmarowanym olejem). W zależności od wielkości garnka wkładać do gotującej się wody po 2-3 bajgle. Duże bajgle gotować po 40-50 sekund z każdej strony. Ułożyć je na blasze (zachowując odstępy). Wierzch posypać makiem, solą, sezamem... Wstawić do piekarnika i piec 5 minut. Po tym czasie obrócić formę o 180 stopni i zmniejszyć temperaturę piekarnika do 220 stopni C. Piec 5-7 minut lub do chwili, kiedy wierzch bajgli stanie się złocisty.


Przepis Peter Reinhart z książki "The bread baker's apprentice".

środa, 14 stycznia 2015

Ciasto pistacjowe z lemon curd.


 Zima to najlepszy czas na cytrusy, dlatego ciast z dodatkiem cytryn, pomarańczy czy mandarynek piekę ostatnio sporo. A to dzisiejsze ciasto jest wyjątkowe. Intensywny smak cytryn idealnie łączy się z pistacjami. Lekko chrupiące ciasto kontrastuje z gładkim lemon curdem. I co równie ważne ma atrakcyjny wygląd. 
W tym przepisie lemon curd przyrządza się samodzielnie. Nie jest to trudne. Nie zrażajcie się przygotowaniem go w kąpieli wodnej. Dzięki temu jest niezwykle gładkie i aksamitne. Można oczywiście użyć kremu cytrynowego ze słoika, ale ten przyrządzony samodzielnie smakuje o wiele lepiej. 

Czy wygląd tego ciasta nie kojarzy Wam się z wiosną? Trzeba rozświetlać sobie te ciemne zimowe dni.



 Ciasto pistacjowe z lemon curd

lemon curd
3 jajka
1 1/2 łyżki drobno startej skórki z cytryn
1/2 szklanki (125 ml) soku z cytryn - z około 2 1/2 cytryny
3/4 szklanki (165 g) drobnego cukru
100 g masła w temperaturze pokojowej
  
ciasto
1 1/4 szklanki (160 g) drobno posiekanych niesolonych pistacji 
 125 g masła w temperaturze pokojowej
1 szklanka (220 g) drobnego cukru
1 łyżka drobno startej skórki z cytryny
3 jajka w temperaturze pokojowej
2/3 szklanki (100 g) mąki pszennej tortowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia  

masło do nasmarowania formy

Przyrządzić lemon curd. Przygotować miskę (stalową lub szklaną) dopasowaną wielkością do garnka, w której będzie można przyrządzić lemon curd w kąpieli wodnej.W misce wymieszać jajka, skórkę i sok z cytryn oraz cukier. Ustawić miskę nad garnkiem z delikatnie gotującą się wodą (miska nie powinna dotykać wody) i cały czas mieszając doprowadzić do zgęstnienia masy. Trwa to około 5-10 minut. Miskę zdjąć z garnka i cały czas mieszając dodawać po 1 łyżce masła. Następną porcję masła dodawać, kiedy poprzednia rozpuści się i połączy z masą cytrynową. Jeżeli chcecie otrzymać całkowicie gładki lemon curd, trzeba na tym etapie masę przecedzić. Miskę przykryć folią spożywczą tak, żeby folia dotykała masę i wystudzić. Wstawić do lodówki na 3 godziny lub do czasu jej oziębienia.
Lemon curd można przyrządzić do 1 tygodnia wcześniej. Przechowywać w lodówce.

Nagrzać piekarnik do 180 stopni C. Tortownicę o średnicy 22 cm posmarować masłem i wyłożyć dno i boki papierem do pieczenia. Papier na dnie tortownicy posmarować lekko masłem lub olejem o neutralnym smaku i wysypać równomiernie 1/4 szklanki (45 g) posiekanych pistacji. 
W misce zmiksować na puszystą masę masło ze skórką cytrynową i cukrem. Cały czas miksując dodawać po 1 jajku. Kolejne jajko dodawać, kiedy poprzednie połączy się z masą. Mąkę przesiać do drugiej miski razem z proszkiem do pieczenia. Dodać 2/3 szklanki (90 g) posiekanych pistacji. Dodać to wszystko do masy maślano jajecznej i wymieszać delikatnie szpatułką do połączenia. Ciasto wyłożyć do tortownicy. Na wierzchu rozprowadzić równomiernie 1 szklankę (200 g) lemon curd. Całość posypać resztą orzeszków pistacjowych. Resztę lemon curd włożyć ponownie do lodówki. Wstawić ciasto do piekarnika i piec 40-50 minut. 
Podawać ciepłe lub wystudzone z dodatkiem pozostałego lemon curd. 



Przepis z książki "Indulgent cakes" The Australian women's weekly.

sobota, 10 stycznia 2015

Weekendowe śniadania. Brioszki z miodem i migdałami.


Wolne dni powinno się celebrować. Staram się wszelkie porządki i zakupy zrobić w tygodniu, żeby sobota i niedziela były czasem ładowania akumulatorów, odpoczynku i przyjemności. Oczywiście czasami mi się nie udaje zrobić wszystkiego. Kiedyś był to dla mnie powód do frustracji, teraz więcej sobie odpuszczam. Od kiedy zaczęłam mniej się spinać, zaczęłam być lepiej zorganizowana. Same korzyści.
Weekendowe śniadania lubimy celebrować. To czas na omówienie całego tygodnia i planów na najbliższe dni. Podział zadań. Menu tych śniadań zmienia się jak nastrój i pory roku. Na takie zimowe lubię francuskie wypieki. Croissanty, brioszki... Często wymagają czasu na ich przygotowanie, ale w końcu kiedy piec takie rzeczy jak nie w weekend. 
Te dzisiejsze brioszki nie wymagają nocnego rośnięcia w lodówce. Wystarczą im dwie godziny. Dodatek migdałów, miodu i skórki pomarańczy robi z tych śniadaniowych bułeczek słodki, zimowy deser. 

Dobrej niedzieli i wypoczynku Wam życzę.


  Brioszki z miodem i migdałami
Brioches Nid d'Abeille

250 g maki pszennej (typu 550)
2 1/2 łyżki (30 g) cukru
1/2 łyżeczki soli
10 g świeżych drożdży
3 jajka
165 g miękkiego masła

nadzienie
1/3 szklanki (100 g) miodu
1/2 szklanki (100 g) cukru
skórka z 1 małej pomarańczy
100 g masła
1 1/3 szklanki (100g) płatków migdałowych

glazura
 1 jajko
1 żółtko
 
Do miski miksera wsypać sól, mąkę i cukier. Rozkruszyć drożdże na wierzch (drożdże nie powinny stykać się z solą) i dodać jajka. Zmiksować całość do uzyskania gładkiego ciasta. Cały czas miksując dodać masło. Miksować około 5 minut do uzyskania gładkiego i elastycznego ciasta. Miskę przykryć ściereczką i zostawić ciasto do wyrośnięcia na 1 godzinę w temperaturze pokojowej.  Z miski zdjąć ściereczkę i przykryć ją (miskę) folią spożywczą. Wstawić na 2 godziny do lodówki. 

W rondelku rozgrzać na średnim ogniu miód z cukrem. Dodać skórkę z pomarańczy. Wymieszać. Dodać masło i mieszając podgrzewać do jego rozpuszczenia i połączenia z masą cukrowo miodową. Dodać płatki migdałów i ponownie wymieszać. Zdjąć z ognia i zostawić do wystudzenia.

Na podsypanym mąką blacie rozwałkować ciasto na prostokąt grubości 6 mm. Z ciasta wycinać krążki o średnicy 8 mm. Układać je zachowując odstępy na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić do ponownego wyrośnięcia. 

Nagrzać piekarnik do 180 stopni C. Wyrośnięte brioszki posmarować rozbełtanym jajkiem z żółtkiem. Na środek nałożyć masę migdałową zachowując 1 cm szerokości wolny brzeg. Wstawić brioszki do piekarnika i piec 10 minut.
Z ciasta można również uformować 1 okrągłą brioszkę. Czas pieczenia w tym przypadku trzeba wydłużyć do 15-20 minut.


Przepis Christophe Felder z książki "Patisserie"

wtorek, 6 stycznia 2015

Kurczak pieczony z jabłkami i cydrem.


Uwielbiam połączenie jabłek z mięsem. Słodycz i lekka kwaskowość owoców idealnie komponuje się z kurczakiem, wieprzowiną, gęsią, kaczką... 
Dzisiaj mam dla Was bardzo proste danie na pyszny zimowy obiad. Smakowo nawiązuje do moich ulubionych normandzkich dań. W dzisiejszej wersji są to udka z kurczaka, ale mogą być też kotlety wieprzowe, polędwiczki lub cały kurczak podzielony na 6-8 części.
Dobrze zjeść taki obiad po powrocie ze spaceru.


 Kurczak z jabłkami i cydrem

6 udek z kurczaka
2 półcentymetrowej szerokości plastry boczku wędzonego
4 łyżki oleju
3 łyżki masła
2 ząbki czosnku pokrojone w cienkie plasterki
1 szklanka cydru lub soku jabłkowego
2 łyżki calvadosu (opcjonalnie)
3 jabłka (np. odmiany golden delicious)
1 cebula pokrojona w grubą kostkę
1 łyżeczka świeżych listków tymianku lub 1/2 łyżeczki suszonego
1/2 szklanki śmietanki kremówki
1 łyżeczka musztardy ziarnistej
sól
świeżo zmielony pieprz

Nagrzać piekarnik do 180 stopni C. Jabłka obrać, wykroić gniazda nasienne i pokroić na 8 części każde.  Udka kurczaka umyć, osuszyć papierowym ręcznikiem, posolić i popieprzyć. Na dużej patelni rozgrzać olej z 1 łyżką masła. Obsmażyć kurczaka na złoto. Przełożyć do dużej formy do zapiekania i wstawić do piekarnika. Z patelni zlać tłuszcz, ale nie myć jej. Rozpuścić resztę masła. Obsmażyć boczek pokrojony w małą kostkę. Dodać cebulę i smażyć do jej zeszklenia. Polać calvadosem i dusić całość do częściowego odparowania alkoholu. Dodać czosnek, tymianek i zalać całość cydrem lub sokiem jabłkowym. Gotować, aż połowa płynu odparuje. Dodać musztardę i śmietanę. Wymieszać. Zalać tym sosem kurczaka. Pomiędzy kawałkami mięsa ułożyć cząstki jabłek. Kilka cząstek można też położyć na wierzchu. Ponownie wstawić formę do piekarnika i piec całość około 40 minut do miękkości mięsa.

niedziela, 4 stycznia 2015

Retro wypieki. Ciasteczka baletki.


W czasach mojego dzieciństwa ciasteczka baletki (zwane też bitkami) można było kupić w każdej cukierni. Obecnie też są łatwo dostępne. Skuszona wspomnieniami kupiłam ostatnio tackę tych ciastek. I niestety przeżyłam rozczarowanie. Te w moich wspomnieniach były delikatne, miękkie i puszyste. Te teraz kupione były twarde, wyschnięte i kruche. Może źle trafiłam. Spragniona smaków z dzieciństwa upiekłam je sama. I były dokładnie takie jak chciałam. Do ich nadziania użyłam marmolady z dodatkiem konfitury z płatków róży i... przypomniał mi się smak pączków z dawnych lat. 

Te ciasteczka są bardzo proste do zrobienia. To takie delikatne biszkopty posypane makiem i przełożone marmoladą. Z przyjemnością wróciłam do ich smaku.

A Wy znacie te ciasteczka z dzieciństwa?


 Ciasteczka baletki (bitki)

3 jajka, (białka i żółtka osobno)
80 g drobnego cukru
75 g mąki pszennej tortowej
mak do posypania
marmolada lub gęsty dżem do przełożenia

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. 
Mąkę przesiać. Dwie duże blachy wyłożyć papierem do pieczenia. Nagrzać piekarnik do 170 stopni (z termoobiegiem).
  Białka ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodać cukier, po1 łyżce.  Do ubitej masy białkowej dodać żółtka. Wymieszać. Wsypywać przesianą mąkę i delikatnie wymieszać szpatułką do połączenia.
  Masę przełożyć do rękawa cukierniczego z okrągłą końcówką o średnicy 1 cm i wyciskać ciasteczka na blachę, pozostawiając 2-3 cm odstępy między ciastkami. Posypać makiem. Wstawić obydwie blachy do piekarnika.
 Piec  około 10 minut, aż będą lekko złociste.
Wystudzić, przełożyć marmoladą.


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails