poniedziałek, 16 września 2019

Chrupiące gofry (na białkach i bez proszku do pieczenia)


Kolekcjonuję przepisy, w których składnikiem są białka, a nie całe jajka. Dużo piekąc zawsze mam wielkie ilości białek i nie chcę ich marnować. Dzisiaj mam dla Was jeden z takich przepisów: na chrupkie gofry.

Uważam, że ta receptura ma dużo zalet. Ciasto prawie w całości można przygotować wieczorem, a rano wystarczy ubić pianę i można piec gofry. Wśród składników nie ma proszku do pieczenia, a lekkości i puszystości gofrom nadaje tylko piana. I smak gofrów jest wspaniały (w końcu jego źródłem jest jedna z najsłynniejszych francuskich szkół kulinarnych). Te gofry są chrupkie z wierzchu, a w środku mają wilgotne ciasto.
Chrupkość zależy też oczywiście od mocy gofrownicy, w której się je przyrządza. Ja kupiłam niedawno nową o mocy 1400 W i powiem Wam, że robi to różnicę. Moja poprzednia miała znacznie mniejszą moc i widzę teraz wyraźnie, że na mocy urządzeń domowych nie ma co oszczędzać. Teraz gofry pieką się o wiele szybciej, są chrupkie, równomiernie rumiane i niewyschnięte w środku.


Gofry
Gaufres

15 g (3 3/4 łyżki) drobnego cukru
1/4 łyżeczki soli
250 g (2 szklanki) mąki pszennej tortowej
400 ml (1 1/2 szklanki + 3 łyżki) pełnotłustego mleka
75 g (1/3 szklanki) stopionego masła
1/8 łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii
90 g (1/2 szklanki) białek - z ok 3 jajek

dodatki do gofrów
cukier puder do posypania
dżem
owoce
bita śmietana

W misce zmiksować cukier, sól, mąkę, mleko, masło i wanilię na gładką masę. Odstawić do lodówki na 1 godzinę (można na całą noc).
Białka ubić na sztywną pianę i delikatnie rozprowadzić ją szpatułką (nie miksować) ze schłodzoną masą.

Piec gofry w lekko posmarowanej olejem gofrownicy, aż staną się złociste i chrupiące.

Podawać od razu.


Przepis Ferrandi Paris z książki "French pâtisserie"

czwartek, 12 września 2019

Piknik. Część trzecia. Słodkie. Ciasto migdałowe z jeżynami i galaretka gin & tonic.


Zbliżający się weekend to dobry czas na podzielenie się przepisami na słodkie rzeczy.
Dzisiaj trzecia i ostatnia część naszego piknikowego menu. Mam dla Was dwa przepisy. Jeden to delikatna galaretka gin & tonic (podobno wszystkie kobiety kochają to połączenie ;-)) Słodycz przełamuje cytryna i wytrawny gin. Smak jest delikatny, ale uwaga, mimo, że nie czuć tego w deserze, jest to słodkość z procentami.

Drugi przepis jest na migdałowe, dość ciężkie ciasto z kwaskowatymi jeżynami i masą kruszonki. Mój mąż powiedział, że to jedno z najlepszych ciast jakie upiekłam. Nie wiem czy powinnam się cieszyć, czy martwić, bo w swoim życiu upiekłam chyba tysiące ciast, a to mu tak wyjątkowo podpasowało.

Te lata pieczenia, testowania niezliczonych przepisów, kursy cukiernicze we Francji, a jemu do szczęścia wystarczy prosty przepis, mikser i dwie miski ;-)

Ciasto jest dość ciężkie, wilgotne i miękkie z kontrastową bardzo chrupką kruszonką i kwaskowatymi jeżynami. Można je zastąpić innymi owocami, ale ważne, żeby nie były bardzo słodkie i soczyste. Można również użyć owoców mrożonych (bez rozmrażania), ale trzeba wtedy trochę wydłużyć ciast pieczenia.

Ciasto jest proste i szybkie do zrobienia i bardzo, bardzo długo zachowuje świeżość i wilgotność.

Widzicie nadlatującego owada do kawałka ciasta?







Galaretka gin & tonic

300 ml wody
300 g cukru
sok i skórka starta z 2 cytryn
400 ml toniku
250 ml ginu
28 g żelatyny w płatkach *

wierzch
porzeczki, maliny

Zagotować wodę z cukrem. Gotować 5 minut, a następnie zestawić z palnika, dodać skórkę z cytryny i odstawić na 15-20 minut.

Płatki żelatyny namoczyć  w zimnej wodzie przez 10 minut.

Przecedzić wodę z cukrem i skórką z cytryny i przelać do dużego dzbanka (o pojemności około 1,5 litra). Dodać sok z cytryny, tonic i gin. Wymieszać.

Około 150-200 ml płynu podgrzać w rondelku prawie do zagotowania. Zdjąć z palnika, dodać odciśniętą w dłoniach namoczoną żelatynę i wymieszać do rozpuszczenia.

Przelać do dzbanka i wymieszać dobrze całość. 

Przelać do pucharków, miseczek, słoików lub innych naczyn, w których będzie podawana galaretka.

Po wystudzeniu wstawić na noc do lodówki.

Podawać udekorowaną owocami.

* łatwo dostępna w sklepach jest żelatyna w płatkach Dr Oetkera. Opakowanie waży 10 g i zawiera 6 listków. Cena około 3,70.


Ciasto migdałowe z jeżynami 

kruszonka 

1/2 szklanki (120 g) drobnego cukru
1/2 szklanki (75 g) mąki pszennej tortowej
1/2 szklanki (60 g) mielonych migdałów
szczypta soli
55 g miękkiego masła

ciasto
115 g miękkiego masła
1 szklanka (150 g) mąki pszennej tortowej
3/4 szklanki (90 g) mielonych migdałów
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki sody
1 szklanka (200 g) drobnego cukru
2 duże jajka (w temperaturze pokojowej)
1/2 szklanki (125 g) kwaśnej śmietany

300 g jeżyn (mogą być mrożone), malin, wypestkowanych śliwek...

Przygotować kruszonkę.
Wymieszać w misce cukier, mąkę, mielone migdały i sól.
Dodać miękkie masło i zmiksować do uzyskania kruszonki.
Wstawić na 1 godzinę do lodówki.
Kruszonkę można przyrządzić 1 dzień wcześniej.

Wyłożyć papierem do pieczenia okrągłą formę lub tortownicę o średnicy 25 cm.

W misce wymieszać mąkę, mielone migdały, proszek do pieczenia, sól i sodę.

W drugiej misce zmiksować masło i cukier na jasną i puszystą masę.

Cały czas miksując dodawać po jednym jajku. Drugie jajko dodać, kiedy pierwsze całkowicie połączy się z masłem. Jeżeli masa się zważy (a nie powinna jeżeli składniki będą miały temperaturę pokojową), nie trzeba się tym przejmować, bo po dodaniu sypkich składników wszystko się dobrze połączy.

Zmniejszyć obroty miksera do niskich i dodawać po trochu sypkie składniki. Pod koniec miksowania dodać kwaśną śmietanę, ale zakończyć miksowanie po dodaniu ostatniej porcji sypkich składników.
Przełożyć ciasto do formy. 
Na wierzchu rozsypać owoce, a na nie kruszonkę.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C (grzałka góra dół).

Piec przez 1 godzinę. Sprawdzić stan upieczenia patyczkiem i ewentualnie piec jeszcze chwilę. Jeżeli pieczecie z mrożonymi owocami (bez rozmrażania) czas pieczenia będzie trochę dłuższy.

Ciasto podawać lekko ciepłe lub wystudzone.

Ciasto długo zachowuje świeżość.




Przepis na galaretkę : Nigella Lawson z książki "How to be a domestic goddess"

niedziela, 8 września 2019

Piknik. Część druga. Sałatki (dwa przepisy) i piklowane rzodkiewki.


Dzisiejsza pogoda (przynajmniej u mnie) nie sprzyja piknikom i ostatnie upały są tylko wspomnieniem. Ale cieszy mnie ten deszcz, chłód i leniwy dzień z przedsmakiem jesieni.

Takie dni są również potrzebne. I zwolnienie obrotów i czas na plany, czytanie książek i zebranie energii na nowy tydzień.

Dzisiejsze moje propozycje z ostatniego naszego pikniku, sprawdzą się równie dobrze jako jedzenie w domu. Na kolację, na posiłek spakowany do pudełka, jako jedzenie w podróż lub zabranie ze sobą do znajomych. 

Do sałatek ziemniaczanych mam słabość, ale chyba moją ulubioną jest właśnie ta z kaparami, w której delikatny smak ziemniaków zaostrzają te pikantno kwaśne pączki. Taką sałatkę często jadałam w Szwecji i może stąd mam do niej sentyment ;-)

Kurczak z mango i curry kojarzy mi się za to z Anglią. Słodko pikantny smak przypomina mi kanapki z kurczakiem, które kiedyś kupiłam w jakiejś londyńskiej piekarni i przepadłam.

Za to delikatnie kwaśno słodkie, aromatyczne pikle z rzodkiewek pasują do wszystkiego. Kiedyś do marynowania warzyw używałam zwykłego octu rozcieńczanego z wodą, ale od pewnego czasu używam octu ryżowego i to był strzał w dziesiątkę.

To zostawiam Wam nasze piknikowe smaki i garść uchwyconych chwil z ostatniej soboty.

Dobrego tygodnia.





 Sałatka z pieczonego kurczaka z mango i curry

 450 g mięsa z upieczonego kurczaka* (pokrojonego w 1 cm kostkę)
1 duże mango (pokrojone w 1/2 cm kostkę)
40 g marynowanej papryczki jalapeno (takiej ze słoika - pokrojonej w drobną kostkę)
1 czerwona cebula (pokrojona w drobną kostkę)
1 garść listków kolendry (posiekana)
1 - 11/2 łyżki mieszanki przypraw curry
45 g majonezu (lub majonezu wymieszanego z naturalnym jogurtem)
sok z 1/2 limonki
sól

Wszystkie składniki sałatki wymieszać. Doprawić do smaku solą i wstawić na noc do lodówki, żeby smaki przegryzły się.


* ta ilość to jest mniej więcej mięso z 1 upieczonego kurczaka. Można użyć kupnego pieczonego, ale ja zdecydowanie wolę upiec samodzielnie. Nacieram wierzch solą i oliwą i skrapiam sokiem z cytryny, a wyciśniętą resztkę cytryny wkładam do środka. Piekę kurczaka w 180-200 stopniach C. Zostawiam do wystudzenia i wtedy kroję mięso na kawałki (bez skórki, bo nie lubię). Kurczaka można upiec 1-2 dni wcześniej.


Sałatka ziemniaczana z kaparami

700 g ugotowanych ziemniaków (pokrojonych w 1 cm kostkę)*
100 g czerwonej cebuli (pokrojonej w cienkie półplasterki)
60 g kaparów (1 słoiczek odsączonych z zalewy)
3 łyżki octu winnego
1 łyżeczka świeżo zmielonego pieprzu
45 g majonezu (lub majonezu wymieszanego z naturalnym jogurtem)
sól

Wszystkie składniki sałatki wymieszać. Doprawić do smaku solą i wstawić na noc do lodówki, żeby smaki przegryzły się.

*używam ziemniaków odmiany sałatkowej - o żółtym miąższu. Gotuję je w skórce i pozostawiam do wystudzenia na noc. 


Szybkie pikle z rzodkiewek

200 g (1 pęczek) rzodkiewek 
190 ml octu ryżowego
55 g cukru
1/2 trawy cytrynowej (posiekanej)
1 łyżka posiekanego świeżego imbiru (obranego)
1/2 łyżeczki gorczycy
2 łyżki wody
1/4 - 1/2 łyżeczki soli

Duże rzodkiewki przekroić na pół. Włożyć wszystkie do słoika.
Zagotować wszystkie pozostałe składniki. Wystudzić. Zalać tą marynatą rzodkiewki. Zakręcić słoik i wstawić go na noc do lodówki.
Po 12 godzinach marynowania rzodkiewki są gotowe.
Można przechowywać je w lodówce do 3 dni.











niedziela, 1 września 2019

Piknik. Część pierwsza. Empanady - dwa przepisy.


Zwyczaj piknikowania można powiedzieć, że wyssałam z mlekiem matki ;-)
Od małego bobasa dużo podróżowałam z rodzicami. Jeździliśmy blisko i daleko. Rodzice pakowali dzieciaki do samochodu, koce, kosze z jedzeniem i wyruszaliśmy w drogę. Jedzenie w podróży, to zawsze była dłuższa przerwa. Mama rozkładała koc, wyciągała wiktuały, tata szykował swoje niezbędniki podróżne: sztućce, talerze, kuchenkę gazową. Jako coś normalnego pamiętam, że w czasie podróży nad morze, gdzieś na Mazurach, jadaliśmy świeżo smażoną jajecznicę z pomidorami i czosnkiem. Na deser była herbata i ciasto drożdżowe.

Mam wrażenie, że jako dziecko zwiedziłam wszystkie zamki w Polsce, a u ich podnóża piknikowaliśmy.

Rodzice mieli specjalny zestaw piknikowy. Koc, kosze, sztućce zapakowane w lniany woreczek, termos, kubki i talerze, ostre noże, deseczki, scyzoryk z korkociągiem, kuchenkę gazową, garnek (w którym mama podgrzewała zupę na jesiennych lub zimowych wyjazdach)...

I ja mam tak samo tylko więcej ;-) 

Piknik potrafię zorganizować bardzo szybko. Większy, mniejszy, dla dwóch, czterech lub dziesięciu osób.

Jak jedziemy samochodem gdzieś dalej, to zawsze w bagażniku mamy przynajmniej jeden kosz, koc, talerze, szklane kieliszki, ostry nóż Opinel, deseczkę z drzewa oliwnego, oliwę, morską sól i jeszcze parę drobiazgów. Czyli zawsze jesteśmy przygotowani.

Często też organizujemy takie zaplanowane pikniki. Parę dni wcześniej wybieramy miejsce, ustalam menu i pakuję niezbędne rzeczy.

W ten weekend tak właśnie było.

Miejsce wybrała córka - park przy pałacu w Otwocku Wielkim. Sama kiedyś tam zorganizowała piknik i wiedziała, że miejsce nadaje się do tego wyśmienicie.

Jeszcze muszę Wam powiedzieć, że gen piknikowania przekazałam dzieciom. Oprócz tego, że bardzo je lubią, to sami też je organizują dla znajomych i przyjaciół. 

Czyli piknikowanie można nazwać naszą rodzinną tradycją. 

Co zabraliśmy ze sobą?

Rano upieczone empanady z dwoma rodzajami nadzienia, sałatkę ziemniaczaną z kaparami i sałatkę z kurczaka z curry i świeżym mango, chleb z jabłkami i bagietki od cudownej piekarki Moniku Waleckej, sałatkę z pomidorów, którą zrobiłam na miejscu, pesto i pastę z czarnych oliwek i suszonych fig, piklowane rzodkiewki w marynacie z imbirem i trawą cytrynową, schłodzone białe szwajcarskie wino Petite Arvine (które uwielbiam), lemoniadę z kwiatów lipy i drugą z zielonej herbaty, zimną galaretkę gin & tonic z białymi porzeczkami i ciasto migdałowe z jeżynami i termos pełen kostek lodu. 

Dzisiaj podam Wam dwa przepisy na empanady, a resztę przepisów wkrótce.

Empanady robię stosunkowo często (a chyba nie ma żadnego przepisu na nie na blogu!), bo bardzo je lubimy, a ich przygotowanie można rozłożyć w czasie.

Nadzienie jest intensywne w smaku i dobrze komponuje się z cienką warstwą kruchego, maślanego ciasta. Empanady dobre są do zapakowania i zabrania ze sobą. Smakują też na drugi dzień. 

A jeżeli zostanie Wam nadmiar nadzienia, to można go podgrzać z dodatkiem makaronu lub ryżu i obiad gotowy.

Do empanady lubię podać prostą sałatkę z pomodorów lub jakąś salsę.

One mają tylko jedną wadę. Empnady trzeba lepić trochę jak pierogi, a ja wyssałam z mlekiem matki piknikowanie, ale już nie lepienie pierogów ;-)

Za to ciasto oprócz tego, że po upieczeniu jest bardzo smaczne, to surowe jest bardzo plastyczne i łatwo z niego robić empanady.

 






Empanady z wołowiną i chorizo

ciasto

60 g miękkiego masła (w temparaturze pokojowej)
1/2 łyżeczki soli
375 g mąki pszennej tortowej
1 łyżka słodkiej papryki wędzonej
240 ml mleka (podgrzanego do letniej temperatury)

nadzienie
olej słonecznikowy do smażenia
600 g mielonej wołowiny
200 g kiełbasy chorizo
1 duża cebula (drobno posiekana)
4 duże ząbki czosnku (drobno posiekane)
1 łyżeczka mielonej papryki
1/4 łyżeczki pieprzu cayenne
1 łyżka mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
2 łyżki koncentratu pomidorowego
2 łyżki listków świeżego tymianku lub 1 łyżeczka suszonego
1 łyżka listków świeżego oregano lub 3/4 łyżeczki suszonego
1 szklanka bulionu wołowego lub wody
4 dymki (cebulka i szczypior) posiekane
1 garść zielonych oliwek (wydrylowanych i posiekanych)

wierzch
1 jajko rozbełtane

Przygotować ciasto.

W misce zmiksować na okruszki masło z mąką, solą i papryką. Cały czas miksując dolewać mleko. Miksować do uzyskania gładkiego ciasta.

Uformować z niego dłońmi kulę, spłaszczyć ją, zawinąć w folię spożywczą i wstawić do lodówki na minimum 1 godzinę.
Ciasto można przygotować dzień wcześniej.

Przygotować nadzienie.

Na dużej patelni rozgrzać olej. Smażyć na dużym ogniu mięso mieszając je drewnianą łyżką. W czasie smażenia rozbijać grudki mięsa, żeby składało się tylko z maleńkich kawałeczków.
Usmażone i lekko zrumienione przełożyć do miski.
Chorizo obrać ze skórki i pokroić w drobną kosteczkę.
Przełożyć je na patelnię i smażyć, aż lekkko się zrumieni. Przełożyć łyżką cedzakową (żeby tłuszcz pozostał na patelni) do miski z mięsem.

Dodać cebulę i czosnek i smażyć 5-10 minut na małym, mieszając od czasu do czasu, aż warzywa zmiękną, ale nie zbrązowieją.
Dodać paprykę, cayenne i kumin, Wymieszać i smażyć jeszcze przez 1-2 minuty.

Dodać koncentrat i zioła i smażyć kolejne 2 minuty.
Dodać mięso i chorizo i bulion/wodę. Wymieszać i dusić, aż większość płynu odparuje, a mięso będzie miękkie. W razie czego dolać więcej płynu.

Dodać posiekaną dymkę i oliwki. 
Posolić do smaku.

Dusić jeszcze 5 minut.
Przełożyć nadzienie do miski i odstawić do wystudzenia.

Nadzienie można przygotować dwa dni wcześniej i przechowywać w lodówce. 

Na podsypanym lekko mąką blacie wałkować porcjami ciasto na grubość ok. 2 mm.

Wycinać z niego koła o średnicy 10 cm lub mniejsze, nakładać nadzienie, zwilżyć brzegi wodą i sklejać empanady jak pierogi.

Układać empanady na blasze wyłożonej papierem do pieczenia  (u mnie 12 sztuk na 1 blasze), posmarować wierzch rozbełtanym jajkiem i piec w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez 20-25 minut, do zezłocenia ciasta.

Studzić na kratce.

Jeść ciepłe lub w temperaturze pokojowej.


Empanady z wołowiną i papryką

ciasto

60 g miękkiego masła (w temparaturze pokojowej)
1/2 łyżeczki soli
375 g mąki pszennej tortowej
1 łyżka słodkiej papryki wędzonej
240 ml mleka (podgrzanego do letniej temperatury)

nadzienie
oliwa do smażenia
3 duże czerwone cebule (drobno posiekana)
4 duże ząbki czosnku (drobno posiekane)
500 g mielonej wołowiny
2 łyżeczki mielonego cynamonu
2 łyżeczki  mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
1 puszka (400 g) siekanych pomidorów
2 liście laurowe
2 czerwone papryki (bez gniazd nasiennych, posiekane w drobną kostkę)
200 g pomidorków koktajlowych (przekrojonych na 4 części)
2 łyżki listków świeżego tymianku lub 1 łyżeczka suszonego
1 łyżka listków świeżego oregano lub 3/4 łyżeczki suszonego
1 szklanka bulionu wołowego lub wody
1 pęczek dymki (cebulka i szczypior) posiekane
garść rodzynek

wierzch
1 jajko rozbełtane

Przygotować ciasto.

W misce zmiksować na okruszki masło z mąką, solą i papryką. Cały czas miksując dolewać mleko. Miksować do uzyskania gładkiego ciasta.

Uformować z niego dłońmi kulę, spłaszczyć ją, zawinąć w folię spożywczą i wstawić do lodówki na minimum 1 godzinę.
Ciasto można przygotować dzień wcześniej.

Przygotować nadzienie.

Na dużej patelni rozgrzać oliwę. Dodać cebulę i czosnek, posolić i smażyć 5-10 minut na małym, mieszając od czasu do czasu, aż warzywa zmiękną, ale nie zbrązowieją.

Dodać mięso i smażyć na dużym ogniu mieszając je drewnianą łyżką. W czasie smażenia rozbijać grudki mięsa, żeby składało się tylko z maleńkich kawałeczków.
Smażyć, aż mięso lekkko się zrumieni. 

Dodać cynamon i kumin, Wymieszać i smażyć jeszcze przez 1-2 minuty.

Dodać pomidory i zioła i liście laurowe dusićć 20 minut.
W międzyczasie na drugiej patelni podsmażać paprykę, aż będzie miękka. Dodać pomidorki i smażyć jeszcze 5-6 minut. Paprykę z pomidorkami dodać do mięsa. Dusić razem 5 minut.

Dodać posiekaną dymkę i rodzynki.
Dusić jeszcze 5 minut.

Posolić do smaku.

Przełożyć nadzienie do miski i odstawić do wystudzenia.

Nadzienie można przygotować dwa dni wcześniej i przechowywać w lodówce. 

Na podsypanym lekko mąką blacie wałkować porcjami ciasto na grubość ok. 2 mm.

Wycinać z niego koła o średnicy 10 cm lub mniejsze, nakładać nadzienie, zwilżyć brzegi wodą i sklejać empanady jak pierogi.

Układać empanady na blasze wyłożonej papierem do pieczenia  (u mnie 12 sztuk na 1 blasze), posmarować wierzch rozbełtanym jajkiem i piec w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez 20-25 minut, do zezłocenia ciasta.

Studzić na kratce.

Jeść ciepłe lub w temperaturze pokojowej.






niedziela, 28 lipca 2019

Baskijski palony sernik zwany też sernikiem z La Viña. Niepozorny, a spektakularny.


Baskijski palony sernik zdobył wielką popularność na świecie, chociaż jego historia nie jest długa. Recepturę stworzył Santiago Rivera, który około 30 lat temu przejął od swoich rodziców Eladio Rivera i Carmen Jiménez, założoną przez nich w 1959 roku bar restaurację La Viña w San Sebastián w Hiszpanii.

Tarta de queso, bo taka jest nazwa tego sernika w restauracji, wygląda trochę jak niewypał kucharki. Nierówny, spalony z wierzchu, bez spodu ani bogactwa ingrediencji. Składa się on tylko z pięciu składników, ale dzięki pieczeniu w wysokiej temperaturze i sporej zawartości cukru, jego wierzch tworzy skarmelizowaną skorupkę, która zamyka w sobie aksamitny sernik.

Oryginalnie jest on robiony z hiszpańskiego sera śmietankowego San Millan, który podobny jest w smaku do Philadelphi, ale bardziej słony. Robiąc ten sernik warto dodać soli, żeby odtworzyć słodko słony smak oryginału.

Oprócz smaku, wielką zaletą tego sernika jest łatwość przyrządzenia i mała ilośc łatwych do kupienia składników.

Sernik w czasie pieczenia mocno rośnie, a potem spektakularnie opada, tworząc ciemne góry i doliny. Tak ma być.

Po upieczeniu i wystudzeniu sernik trzeba wstawić na noc do lodówki, a na drugi dzień doprowadzić do temperatury pokojowej przed podaniem.

Oryginalnie podaje się go z kieliszkiem słodkiego sherry Pedro Ximénez.

Moja rodzina zachwycona jest tym sernikiem.




Baskijski palony sernik
 (sernik z La Viña)
  • 600 g serka Philadelphia (w temperaturze pokojowej)
  • 4 jajka (w temperaturze pokojowej)
  • 275 g drobnego cukru
  • 300 ml śmietanki kremówki (w temperaturze pokojowej)
  • 1 płaska łyżka mąki pszennej tortowej
  • 1/2 łyżeczki soli (opcjonalnie)

  • Nagrzać piekarnik do 200°C. Posmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia tortownicę o średnicy 23cm. Papier powinien wystawać poza rant tortownicy.
  • Mikserem ubić na gładką i kremową masę ser. Cały czas miksując dodawać po jednym jajku. Nie przerywając miksowania (średniej prędkości obroty) dodać cukier i sól, a następnie śmietankę i mąkę.
  • Masę wlać do tortownicy i kilkakrotnie stuknąć nią o blat, żeby ewentualne pęcherzyki powietrza uciekły.
  • Wstawić szybko do piekarnika, żeby jak najmniej gorącego powietrza uciekło i piec 50 minut. 
  • Wyjąć z piekarnika i pozostawić do wystudzenia. 
  • Na noc wstawić do lodówki.
  • Ogrzać do temperatury pokojowej przed podaniem.
  • Sernik można przechowywać w lodówce do pięciu dni.








wtorek, 23 lipca 2019

Domowe jagodzianki z kruszonką (z ciasta z dodatkiem palonego masła)


Lato nieodparcie kojarzy mi się ze zbieraniem jagód i pieczeniem jagodzianek. Z brudnymi palcami, fioletowym językiem i nasionkami jagód między zębami. Naokoło naszego domku nad morzem mamy wręcz pola jagodowe. Ilości, których nie jesteśmy w stanie wyzbierać. Dzielimy się nimi z ptakami i przyjaciółmi, ale i tak na krzakach zostaje dużo jagód.

Kiedy dzieci były małe, przychodziły do nas gromady ich kolegów i koleżanek i zbierali wszyscy razem. Pamiętam takie obrazy, kiedy kilkanaścioro dzieci kucało w jagodowych krzakach i zbierało jagody. Bo zawsze mieliśmy umowę - wy zbieracie jagody, a ja piekę dla Was jagodzianki. Potem te umorusane na fioletowo dzieciaki przynosiły w kubeczkach i miseczkach jagody i wsypywały je do dużej miski. Kiedy przebieraliśmy owoce z listków i małych drobnych żyjątek, ciasto na jagodzianki rosło przykryte starą lnianą ściereczką.

Teraz dzieci są już duże, ale nawet takich młodziaków łatwo namówić na zbieranie jagód w zamian za jagodzianki.

Odliczam już dni do mojego tegorocznego wyjazdu nad morze i wiem, że tuż po przyjeździe pierwsze co zrobię to wykąpię się w morzu i nazbieram jagód. Zawsze tak jest. A klimat północy wpływa dobrze na jagody i wiem, że będę się mogła nimi cieszyć jeszcze w sierpniu.

W ramach mojego wakacyjnego zbieractwa, chodzę też na borówki (brusznice), ale po nie muszę już wsiąść na rower i pojechać daleko w las. I wtedy też niezależnie od pogody zakładam kalosze, żeby chronić się przed spotkaniem z pełzającym gadem, bo to jedna z nielicznych rzeczy, których się boję.

A drożdżówki z borówkami... są równie pyszne i przypominają mi Finlandię, ale na ten temat już koniec, bo na słowo Finlandia reaguję długimi opowieściami.

Dzisiejszy przepis na drożdżówki ma dodatek palonego masła, które uwielbiam. Dodaje ono ciastu aromatu i niesamowitego zapachu. Takie masło pozbawione jest białek, więc do ciasta dodaję śmietanę, żeby zachowało wilgotność.

Do tego bardzo dużo jagód i bardzo dużo kruszonki. I nic więcej nie potrzeba.
Mamy lato i jego smaki.


 Jagodzianki z kruszonką i palonym masłem

ciasto

30 ml (2 łyżki) mleka
20 g świeżych drożdży
1 duże jajko
1 żółtko
50 g cukru pudru
100 g kwaśnej śmietany 18 % (w temperaturze pokojowej)
300 g mąki pszennej (typu 550)
sól
80 g masła

kruszonka

50 g miękkiego masła (w temperaturze pokojowej)
50 g cukru pudru
1 łyżeczka pasty z wanilii
szczypta soli
75 g mąki tortowej

nadzienie

500 g świeżych jagód
50 g drobnego cukru
30 g (2 łyżki) mąki ziemniaczanej

wierzch

1 jajko

W misce wymieszać mleko z 1 łyżką cukru (odjętą od całkowitej ilości cukru z przepisu) i z drożdżami. Odstawić na 10 minut.

W międzyczasie na małym igniu podgrzewać masło, aż nabierze bursztynowego koloru i zacznie pachnieć orzechami. Nie przejmować się kropkami czarnego osadu - masło będzie przecedzone przed dodaniem. Z 80 g masła wychodzi około 60 g masła palonego. Masło pozostawić do wystudzenia do temperatury pokojowej.

Do zaczynu drożdżowego dodać rozbełtane jajko z żółtkiem, resztę cukru, dużą szczyptę soli, śmietanę i mąkę. Miksować na niskich obrotach (końcówki haki) przez około 5 minut. Cały czas miksując dolewać wąskim strumieniem masło. Kiedy masło połączy się z ciastem, zwiększyć obroty i mikować jeszcze 5 minut.

Miskę z ciastem przykryć ściereczką (ja najczęściej używam takich foliowych czapeczek pod prysznic z hoteli ;-) - używam ich wielokrotnie) i odstawić do wyrastania na 1 godzinę. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Kiedy ciasto rośnie przygotować kruszonkę. Rozetrzeć palcami w miseczce masło z cukrem, solą, wanilią i mąką. Można to zrobić również mikserem. Wstawić kruszonkę do lodówki, żeby schłodziła się i zrobiła twarda. 

W misce wymieszać jagody z mąką ziemniaczaną i cukrem.

Wyrośnięte ciasto lekko wyrobić dłonią, żeby pozbyć się z niego nadmiaru gazów. 
Na lekko podsypanym mąką blacie kłaść porcję ciasta (z przepisu wyjdzie 10 jagodzianek) i rozpłaszczyć ją dłonią lub lekko rozwałkować do powstania w miarę okrągłego placka grubości około pół centymetra. Na środek ciasta nakładać sporą porcję jagód i zebrać boki ciasta, łącząc je ze sobą, żeby zamknąć w środku jagody.

Jagodzianki układać na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia zachowując odstępy między nimi. Układać je złączeniem do dołu. 

Odstawić jagodzianki do ponownego wyrośnięcią na około pół godziny.

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni C. Wierzcg jagodzianej delikatnie posmarować rozbełtanym jajkiem i kruszonką (zimne ciasto kruszonkowe trzeba połamać nad jagodziankami dłonią). 

Drożdżówki piec 20-25 minut, aż staną się złociste.

Wierzch można posypać dodatkowo cukrem pudrem.

Ciepłe są przepyszne, ale uwaga na gorące nadzienie, bo ono stygnie najwolniej.







LinkWithin

Related Posts with Thumbnails