poniedziałek, 8 lutego 2016

Zupa, której ciągle nam mało. Laksa z dynią i pomidorami.


Są takie zupy, których niezależnie jak dużo bym ugotowała, to ciągle jest ich za mało. Przepis, który poniżej znajdziecie, należy właśnie do takich.  Zupa znika błyskawicznie i pojawia się pytanie, czy jeszcze jest. To dobra propozycja na danie na tę porę roku. Zupa jest sycąca, rozgrzewająca, pikantna i kwaskowata...  i szybka do przygotowania (oczywiście, jeżeli mamy wszystkie składniki). 

Od pewnego czasu udaje mi się kupić kolendrę w wielkich pęczkach po 4 złote (stragany pod halą Mirowską). Nie mogę się oprzeć takiej okazji i kupuję ją w ilościach hurtowych. Stąd ostatnio w mojej kuchni dużo dań z jej udziałem. Do takich składników, których często ostatnio używam należą też czarne porzeczki (mrożone) i pomarańcze. 
Tęskno mi za wiosną i witaminami.

Dobrego i słonecznego tygodnia Wam życzę.


 Laksa z dynią i pomidorami

250 g obranej dyni pokrojonej w 1 cm kostkę
2 czerwone papryczki chilli (bez pestek)
4 ząbki czosnku
kawałek obranego imbiru (wielkości kciuka)
2 pędy trawy cytrynowej
3 liście limonki kaffir (mrożone lub suszone)
1 duży pęczek kolendry
800 ml wody lub drobiowego bulionu
1 puszka (400 ml) mleka kokosowego
20 pomidorków koktajlowych
2 łyżki sosu rybnego (Nam Pla)
sok z 1/2 cytryny
olej ryżowy lub inny o neutralnym smaku nadający się do smażenia.

100 g makaronu ryżowego
garść liści mięty

Dynię ugotować na parze. Trawę cytrynową pokroić na małe plasterki (tylko miękkie, obrane z wierzchniej części grube kawałki) i włożyć do pojemnika malaksera. Dodać liście limonki i zmiksować na drobniutkie kawałki. Dodać czosnek i pokrojone na około 1 cm kawałki papryczkę chilli i imbir. Zmiksować. Dołożyć listki i łodyżki kolendry (pokrojone na kawałki) i 3 łyżki oleju. Zmiksować całość na pastę. Przełożyć całość do garnka z rozgrzanymi 3 łyżkami oleju. Smażyć całość cały czas mieszając przez 1 minutę. Dolać bulion i mleko kokosowe. Gotować zupę przez 5 minut od chwili zagotowania. Dodać przekrojone na pół pomidorki. Gotować 3 minuty. Doprawić zupę sosem rybnym, sokiem z cytryny i dosolić do smaku. Dodać dynię i gotować jeszcze przez 2 minuty. Przygotować makaron według przepisu z opakowania. Przełożyć go do miseczek. Zalać zupą. Wierzch posypać miętą i resztą posiekanej kolendry.


środa, 3 lutego 2016

Granola słodzona bananami.


Lubię jeść na śniadanie granolę. Robię ją zawsze sama, bo nie lubię tej kupnej. W takiej własnoręcznie przyrządzonej można samemu dobrać sobie ilość słodyczy, jak też to czym się ją słodzi. Dawno już minęły czasy, kiedy dodawałam do niej cukier. Moja granola jest coraz mniej słodka. Do jej słodzenia chętnie używam syropu klonowego lub melasy z daktyli. Miód wolę dodać bezpośrednio do miseczki. Lubię też dużo orzechów i pestek. Po upieczeniu są bardzo chrupkie i smakują jeszcze lepiej. 
Dzisiejsza granola swoją słodycz zawdzięcza dojrzałym bananom. To dobra opcja na alternatywną formę osłodzenia granoli, jak też na zużycie nadmiaru dojrzałych bananów.
 

 Granola bananowa

3 szklanki (250 g) płatków zbożowych (owsianych, orkiszowych, żytnich...)
1/2 szklanki (80 g) grubo posiekanych orzechów (migdałów, orzechów włoskich, laskowych, nerkowców...)
1/2 szklanki (80 g) pestek z dyni
1/2 szklanki (80 g) pestek słonecznika
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii
3 łyżki oleju kokosowego (podgrzanego do płynnej konsystencji)
3 łyżki  syropu klonowego lub miodu lub melasy z daktyli 2 bardzo dojrzałe banany
2 suszone naturalnie banany (pokrojone na 1/2 cm) kawałki
1/2 - 1 szklanka suszonych owoców (żurawin, miechunki, rodzynek...)

Nagrzać piekarnik do 180 stopni C. Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia. 
Banany rozgnieść widelcem i połączyć wanilią, syropem klonowym i olejem kokosowym. W misce wymieszać płatki z orzechami i pestkami i dodać do masy bananowej. Wszystko dokładnie wymieszać. Całość wyłożyć na blachę równomierną warstwą. Piec 15-20 minut do zrumienienia granoli. W trakcie pieczenia wymieszać całość 2-3 razy. Wyjąć z piekarnika i dodać owoce.
Wystudzić całkowicie przed przełożeniem granoli do słoika lub innego pojemnika.

niedziela, 31 stycznia 2016

Ciasto bananowo czekoladowe z figami i orzechami.


 Im jestem starsza, tym bardziej cenię domowe jedzenie w podróży. Kiedy czeka mnie kilkugodzinna droga zabieram ze sobą wcześniej przyrządzone kanapki, krakersy, słodkości. Kiedy podróż trwa 2-3 dni biorę kosz piknikowy w okrojonej wersji. Wolę  kupić po drodze chleb, ser i inne dodatki niż jeść w przydrożnym fastfoodzie. Z czasem stałam się niezłą specjalistką w organizacji wyżywienia w podróży ;-). Do mojego wyjazdu zostało jeszcze trochę czasu, a na razie musiałam przygotować jedzenie na drogę dla syna. Wiecznie głodny nastolatek w 24 godzinnej podróży autokarem to spore wyzwanie. Do tego miłośnik domowych słodkości, jedzenia tortano (przepis TUTAJ) w drodze i...karmienia innych. 

Jedzenie w podróży musi być proste, w miarę możliwości niebrudzące i dobrze przechowujące się bez chłodu lodówki. Jedną z rzeczy, które upiekłam na podróż dla nastoletniego narciarza było ciasto bananowe. Ma ono same zalety. Jest wilgotne i smaczne przez kilka dni po upieczeniu.  Dodatek orzechów, fig i czekolady daje zdrowy zastrzyk energii. I oczywiście rzecz najważniejsza, to ciasto jest pyszne.  


Ciasto bananowo czekoladowe z figami i orzechami
 
250 g mąki pszennej tortowej
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
125 g miękkiego masła
230 g ciemnego cukru muscovado
3 duże banany
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu lub pasty z wanilii
2 duże jajka (w temperaturze pokojowej)
100 g ciemnej czekolady
50 g orzechów włoskich
5 suszonych fig

Czekoladę pokroić w 1/2 cm kostkę, figi w 1 cm kawałki, a orzechy grubo posiekać. Banany obrać i rozgnieść widelcem. Nagrzać piekarnik do 180 stopni. Formę keksówkę długości 26 cm wyłożyć papierem do pieczenia.  
Mąkę i proszek do pieczenia przesiać przez sitko. W misce zmiksować masło, wanilię i cukier na gładką masę. Cały czas miksując dodawać po 1 jajku. Dodać banany i zmiksować do połączenia. Ciasto w trakcie miksowania z jajkami lub bananami może się rozwarstwić. Nie należy się tym przejmować, bo po dodaniu mąki wszystkie składniki się połączą.  Dodać mąkę i zmiksować na wolnych obrotach do uzyskania gładkiej masy. Dodać figi, orzechy i czekoladę. Wymieszać całość łyżką i przełożyć ciasto do formy. Wstawić do piekarnika i piec 50-60 minut. Ciasto kroić po całkowitym wystudzeniu. 

 



czwartek, 28 stycznia 2016

Korzenne muffinki (bezglutenowe) słodzone daktylami i musem z jabłek


Moja przygoda z wypiekami bezglutenowymi i wegańskimi trwa nadal. Nie jest tak, że wyeliminowałam z mojej kuchni mąkę pszenną i masło. Masło będzie w niej zawsze. Spodobało mi się za to obniżanie cukru w wypiekach, korzystanie z różnego rodzaju mąk i poszukiwanie nowych smaków. Na pewno moje odkrywanie "nowego" owocuje zdrowymi słodkościami, które mam wrażenie można jeść bezkarnie ;-). Jeden męski członek mojej rodziny podchodził do tych poszukiwań z pewnymi wątpliwościami, a ostatecznie jest pierwszym wyjadaczem.

Dzisiaj mam dla Was przepis na korzenne muffinki z mąki gryczanej, migdałowej i owsianej słodzone daktylami i musem z jabłek. Jeżeli ważne jest dla Was, żeby wypiek był całkowicie bezglutenowy, zwróćcie uwagę na mąkę owsianą. Większość z nich jest z glutenem. Ja używam szwedzkiej bezglutenowej mąki owsianej. 



 Korzenne muffinki (bezglutenowe) słodzone daktylami i musem z jabłek

suche składniki
100 g (1 szklanka) mielonych migdałów
100 g (1 szklanka) mąki owsianej
75 g (2/3 szklanki) mąki gryczanej 
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1 łyżeczkamielonego kardamonu
1/4 łyżeczki mielonego imbiru
1/4 łyżeczki mielonych goździków
szczypta soli

mokre składniki
160 ml (2/3 szklanki) jogurtu 
80 ml (1/3 szklanki) oleju kokosowego (płynnego) można użyć rozpuszczonego masła lub oleju
10 miękkich, dużych daktyli bez pestek
3 duże jajka lub 3 łyżki nasion chia wymieszanych z 9 łyżkami wody
120 ml (1/2 szklanki) musu jabłkowego* (gotowy lub przyrządzony z przepisu poniżej)

3 małe jabłka

Nagrzać piekarnik do 200 stopni. Papierowe papilotki włożyć do formy muffinkowej. Wymieszać w misce wszystkie suche składniki. Zetrzeć na tarce 2 jabłka. W malakserze zmiksować na gładką masę wszystkie mokre składniki. Masę przelać do suchych składników. Dodać starte jabłka. Wymieszać. Masę przełożyć do papilotek. Na wierzchu ułożyć pokrojone na cienkie plasterki trzecie jabłko.
Wstawić blachę z muffinkami do piekarnika i piec około 20 minut.

*Mus jabłkowy

500 g słodkich jabłek (używam odmiany dolden delicious)
60 ml (1/4 szklanki) wody
Jabłka obrać i pokroić w 1 cm kostkę. Przełożyć do rondelka i zalać wodą. Gotować do miękkości jabłek. Zmiksować blenderem na gładką masę. Przełożyć do słoika. Przechowywać do tygodnia w lodówce.


niedziela, 24 stycznia 2016

Tarta migdałowa z czarnymi porzeczkami.


Wczoraj spędziłam kilka godzin na dworze. Był mróz, ale na szczęście niebo było bezchmurne i świeciło słońce. I właśnie wczoraj poczułam to pierwszy raz od kilku miesięcy. Słońce, które padało na moją twarz GRZAŁO. Czułam ciepło promieni słonecznych. Ciepło z zewnątrz, a radość wewnątrz. Są takie rzeczy, które sprawiają mi wielką radość, kiedy przeżywam je po raz pierwszy w danym roku. Pierwsze grzejące promienie słońca, pierwsza wiosenna burza, pierwsza w sezonie kąpiel w Bałtyku, pierwsza jazda na rowerze w sukience z gołymi nogami, pierwszy znaleziony jadalny grzyb, zapach ziemi na przedwiośniu... trochę tego jest. 

Koniec zimy (chociaż tak naprawdę mamy zimę na półmetku) to ciężki czas dla mojego organizmu. Zmęczona jestem brakiem słońca, krótkimi dniami i małym wyborem warzyw i owoców. Ostatnio czuję jak mój organizm woła o witaminy. Prawie codziennie jem kiszoną kapustę, wyciskam sok z pomarańczy, a natkę pochłaniam łapczywie jak mój kot surową wołowinę. Kiedy ostatnio natrafiłam w sklepie na mrożoną czarną porzeczkę, wykupiłam prawie wszystko co było. Po porannym koktajlu z tych owoców, wanilii, kaszy jaglanej i mleka owsianego czułam się jakbym miała 10 lat mniej  ;-)

Wielkim plusem mrożonych porzeczek jest dla mnie brak szypułek. Dzięki temu można bardzo szybko zrobić coś dobrego.
Ja zrobiłam z nich tartę migdałową. Słodka masa makaronikowa (na białkach i migdałach) idealnie komponuje się z kwaśnymi owocami. Na wierzchu jest chrupka, a wewnątrz wilgotna i lekko ciągnąca. 
Dobrze zjeść kawałek takiego ciasta, kiedy za oknem ciemność i chłód.

Dobrego tygodnia Wam życzę. Słonecznego i radosnego.

Tarta migdałowa z czarnymi porzeczkami

ciasto 
100 g masła
100 g drobnego cukru
2 żółtka
250 g mąki pszennej tortowej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki wody

nadzienie 
200 g mielonych migdałów
200 g cukru pudru
2 czubate łyżki  mąki pszennej tortowej
300 g odszypułkowanych czarnych porzeczek (mogą być mrożone)
3 białka
1 łyżeczka pasty z wanilii
4 łyżki płatków migdałowych
Przygotować ciasto. Zmiksować masło z cukrem. Dodać żółtka i miksować do połączenia. Dodać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i zmiksować do połączenia. W trakcie miksowania dodać wodę. Przełożyć całość na blat i zagnieść do uzyskania gładkiego ciasta. Rozwałkować na arkuszu papieru do pieczenia i przełożyć do okrągłej formy (wraz z papierem) o średnicy 32 cm. Przyciąć wystające brzegi ciasta i papieru. Całość wstawić do lodówki na minimum 30 minut. Można też na całą noc. 
Nagrzać piekarnik do 200 stopni C. Wstawić formę z ciastem i piec około 12-15 minut do zezłocenia się ciasta. Kiedy wkładamy do piekarnika dobrze schłodzone ciasto nie trzeba używać niczego do obciążania ciasta w trakcie pieczenia. Ciasto po bokach formy tylko nieznacznie opadnie w trakcie pieczenia. 
Kiedy spód się piecze przyrządzić nadzienie. Wymieszać zmielone migdały z mąką i cukrem pudrem. W misce zmiksować białka na lekką pianę. Pod koniec miksowania dodać pastę z wanilii. Na pianę wyłożyć mieszankę migdałów, mąki i cukru. Całość delikatnie wymieszać szpatułką do połączenia. Nie miksować. Dodać porzeczki i ponownie delikatnie wymieszać do połączenia.
Wyjąć z piekarnika podpieczony spód ciasta. Obniżyć temperaturę grzania do 170 stopni C. Masę migdałowo porzeczkową wyłożyć na ciasto. Wierzch posypać płatkami migdałów. Wstawić ciasto do piekarnika i piec około 40-50 minut.


Przepis Nigel Slater

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Obiad w 20 minut. Kurczak z imbirem i chilli w mleku kokosowym


Czasami mam krótką chwilę, żeby zrobić coś do jedzenia.  Wróciłam dzisiaj do domu  wieczorem po całym dniu nieobecności. Zmarznięta, zmęczona i głodna. Wiedziałam też, że wkrótce wróci nastolatek po pokazie szwedzkiego filmu "Rowery kontra samochody". Jeszcze bardziej zmarznięty, zmęczony i głodny. Na szczęście wiedziałam co warto zrobić na taką okazję. I oczywiście zaopatrzyłam się wcześniej w niezbędne składniki. 
Kiedy na zewnątrz jest mróz, a w domu też nie ma tropikalnych temperatur warto zjeść coś rozgrzewającego, pełnego smaków i aromatów. To danie ma tylko jedną wadę. Jest bardzo niefotogeniczne. Nie miałam czasu na nic więcej niż pstryknąć zdjęcie telefonem, ale sami prosiliście na fb o przepis ;-) Oto i on, a zdjęcia pomińcie milczeniem. 

Rzeczywiście warto się podzielić tym przepisem, bo to błyskawiczne i pyszne danie. Ja je bardzo lubię w wersji wege, gdzie zamiast kurczaka używam dostępnych w sezonie warzyw korzeniowych, kalafiora i bakłażana.
Przepis Nigel Slater


Kurczak z imbirem i chilli w mleku kokosowym

3 łodygi trawy cytrynowej
50 g obranego, świeżego imbiru
2 papryczki chilli (bez gniazd nasiennych)
1 duży pęczek świeżej kolendry
2 limonki
olej (najlepiej z orzeszków ziemnych lub ryżowy)
2 łyżki sosu rybnego
2 łyżki sosu sojowego
400 ml mleka kokosowego
4 udka z kurczaka - przekrojone na pół (jeszcze lepiej użyć mięsa z udek  kurczaka bez kości i skóry) 

Kawałki kurczaka lekko posolić i obsmażyć do zrumienienia na niewielkiej ilości oleju. Przełożyć kurczaka do miski. Zlać z patelni tłuszcz ze smażenia mięsa i wlać 2 łyżki oleju.

Trawę cytrynową obrać z wierzchniej warstwy i odkroić około 1/3 górnej części łodygi. Pokroić ją na półcentymetrowe plasterki i włożyć do pojemnika malaksera. Dodać pokrojony na 1 cm kawałki imbir, czosnek i chilli. Zmiksować wszystko do chwili, aż przyprawy będą bardzo rozdrobnione. Dodać łodyżki kolendry i połowę listków, skórkę startą z limonek, sos rybny, sojowy i 2 łyżki oleju. Zmiksować wszystko do uzyskania pasty. Przełożyć ją na patelnię i podsmażać mieszając przez około 1 minutę. Dodać podsmażonego kurczaka i mleko kokosowe. Dusić całość około 15-20 minut do miękkości mięsa. Od czasu do czasu zamieszać. Dodać sok z limonek i wymieszać ponownie. Przed podaniem posypać posiekaną resztą kolendry. Podawać z ryżem jaśminowym lub innym.
 

środa, 13 stycznia 2016

Szwedzki chrupki chleb z ziarnami (bezglutenowy).


Pierwszy raz jadłam tego typu chleb podczas ostatniego pobytu w Szwecji. Moja koleżanka przynosiła go codziennie do pracy i wszystkich częstowała. Kiedy minęło kilka dni i poznałyśmy się lepiej, w naszych rozmowach pojawiły oprócz tematów zawodowych też tematy kulinarne. Chyba zawsze tak się kończy, kiedy spotykają się ludzie, którzy lubią gotować i jeść. 
Po powrocie zaczęłam piec ten chlebek z jej przepisu, a z czasem zaczęłam wyszukiwać inne, podobne receptury. Ten chlebek ma same zalety. Jest bardzo smaczny i zdrowy, robi się go super prosto i szybko, łatwo się przechowuje i jest świetną przekąską, kiedy najdzie nas głód. To dobra rzecz do jedzenia w podróży, na pikniku, w pracy i w szkole.


Chrupki chleb z ziarnami (bezglutenowy)

50 g (1/4 szklanki) ziaren sezamu
70 g (1/2 szklanki) ziaren słonecznika
70 g (1/2 szklanki) ziaren dyni
50 g (1/4 szklanki) siemienia lnianego
20 g (1 łyżka + 1 łyżeczka) nasion chia
50 g (1/3 szklanki) mąki gryczanej
50 ml (3 1/2 łyżki) oleju o neutralnym smaku
150 ml (2/3 szklanki) wrzącej wody
szczypta soli

Nagrzać piekarnik do 150 stopni C. Wyłożyć papierem do pieczenia dużą blachę. Wszystkie składniki wymieszać w misce. Masę wyłożyć na blachę. Rozprowadzić szpatułką równomiernie na cienką warstwę. Piec 50 - 60 minut do uzyskania jasno złocistego koloru. Wystudzić i połamać na kawałki. Chlebek przechowywać w puszce lub słoiku. 


Przepis Brontë Aurell z książki "The Scandikitchen".

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Domowe musztardy. Dwa przepisy.


Własnoręczne robienie musztard kusiło mnie od jakiegoś czasu. W końcu zaopatrzyłam się w różne rodzaje gorczycy i zrobiłam pierwszą. Wyglądała "profesjonalnie", ale smakowała kiepsko. Zapakowałam ją w słoik, schowałam do lodówki i zapomniałam o niej na dwa tygodnie. Robiąc porządki w lodówce, znalazłam ten słoik i tak z ciekawości spróbowałam znowu. Smak był już zupełnie inny. Ona była naprawdę dobra. To jedna z kluczowych rzeczy we własnoręcznie robionych musztardach. Składniki potrzebują czasu, żeby się "przegryść". Czasami po takim leżakowaniu trzeba ją jeszcze raz doprawić solą lub cukrem. 
W domowym robieniu musztard lubię dwie rzeczy. Wiem co jest w środku i mogę zmieniać smaki, używając różnego rodzaju octów, miodów, przecierów owocowych, ziół... 

Klasycznie musztardy powinno ucierać się w moździerzu, ale... nie jest to wcale takie łatwe. Używając malaksera, trzeba zwrócić uwagę, żeby za bardzo nie rozgrzać ostrzami ziaren gorczycy. Od tego musztarda traci moc. 

W dzisiejszych przepisach znajdziecie dwie musztardy, które oprócz smaku i wyglądu, różnią się techniką wytwarzania. W jednym przepisie ziarna gorczycy zmiękczone są przez gotowanie, w drugim przez kilkudniowe moczenie. Jeden i drugi sposób jest dobry. Ważne, żeby dać musztardom trochę czasu, żeby składniki mogły się "przegryść". 
Musztarda jest jak wino, musi mieć trochę czasu, żeby dojrzeć ;-)

Jest też dobrym prezentem kulinarnym, który można przygotować wcześniej.



Musztarda domowa z kurkumą

55 g ziaren gorczycy (jasnych) 
70 ml jasnego octu winnego lub octu jabłkowego
80 ml wody lub wytrawnego białego wina
  
1 łyżeczka mielonej kurkumy
    
1 łyżka brązowego cukru
    
1 łyżka miodu lub syropu klonowego
    1/2
łyżeczki soli
1-2 łyżeczki tartego chrzanu (opcjonalnie) 

Wymieszać wszystkie składniki (oprócz chrzanu) w szklanej misce. Przykryć folią spożywczą i wstawić do lodówki na 4 dni. Przełożyć do pojemnika malaksera i zmiksować do uzyskania gęstej, dość gładkiej masy. Jeżeli masa jest bardzo gęsta dodać 1-2 łyżki wody. Opcjonalnie dodać tarty chrzan. W razie konieczności doprawić jeszcze do smaku soli lub cukru. Przełożyć do szklanego słoika i wstawić do lodówki na 1 tydzień. Przechowywać w lodówce do 3 miesięcy.


Słodka musztarda ze Skanii 
Skånsk senap

25 g nasion gorczycy (ciemnych)
     25 g nasion gorczycy (jasnych)
    
1 szklanka (250 ml) wody
    
2 łyżeczki jasnego octu winnego lub octu jabłkowego
    
1 łyżka brązowego cukru
    
1 łyżka miodu
   1/2
łyżeczki soli
    
2 łyżki oleju rzepakowego
   
Do rondelka wsypać obydwa rodzaje gorczycy. Zalać wodą i gotować do odparowania większości wody. Zdjąć z ognia i wystudzić. Przełożyć do pojemnika malaksera. Dodać pozostałe składniki i zmiksować do uzyskania gęstej masy z częściowo rozdrobnionymi ziarnami. Ewentualnie dodać jeszcze do smaku soli lub cukru. Przełożyć do szklanego słoika i wstawić do lodówki na 1 tydzień. Przechowywać w lodówce do 3 miesięcy.


czwartek, 7 stycznia 2016

Nororoczna manufaktura czekolady, William Curley i chrupiące migdały w gianduji i gorzkim kakao.

 


Pierwszą książkę Williama Curleya kupiłam pięć lat temu. Wtedy niewiele wiedziałam o jej autorze. Do zakupu skusiła mnie...okładka. Byłam wtedy na kulinarnym etapie fascynacji własnoręcznie robionymi czekoladkami i pralinami i ciągle poszukiwałam nowych receptur i inspiracji. Na początku przerabiałam przepisy na klasyczne nadzienia do czekoladek typu karmel z morską solą, ale kusiły mnie te mniej znane, wręcz zaskakujące połączenia jak na przykład morela z wasabi, jałowiec z czarną porzeczką, japoński czarny ocet z rozmarynem i oliwą. Dzięki tej książce zaczęłam szukać takich składników jak yuzu, wędzona herbata czy matcha. Zaczęłam też kupować akcesoria ułatwiające produkcję czekoladek i pralinek. Potem na moich półkach z książkami kulinarnymi pojawiły się też inne poświęcone produkcji czekoladek, ale pozostałam wierna pierwszej miłości. Kiedy planuję zrobić coś czekoladowego, najpierw sięgam po książkę Williama. Po nią sięgam też, kiedy chcę upiec coś z dodatkiem czekolady. Prostego i szybkiego lub skomplikowanego i imponującego. Kiedy ukazała się kolejna książka Williama, poświęcona ciastom, kupiłam ją już bez zastanawiania. 

Takie były moje początki "znajomości" z Williamem Curleyem. Wiedziałam, że kiedyś spróbuję jego czekoladek na miejscu w londyńskim sklepie i pójdę na warsztaty. Czekoladki jadłam, ale na warsztatach nie byłam. W zeszłym roku zrobiłam dwa podejścia do zapisu i za każdym razem trafiałam na zamknięte listy uczestników. Na warsztaty można zapisywać się z dwu miesięcznym wyprzedzeniem, ale za każdym razem moja wizyta w Londynie kończy się tylko zjedzeniem porcji czekoladek, bo miejsc na warsztaty brakuje. Kiedyś na nie pójdę...

William Curley urodził się w 1971 roku w małym miasteczku w Szkocji.  Ma 45 lat, ale wciąż wygląda jak młody chłopak, a nie czterokrotny najlepszy "chocolatier" w Wielkiej Brytanii. W swojej karierze ma pracę w wielu prestiżowych miejscach, ale największy wpływ na jego podejście do smaku i innowacyjności ma Suzue, pochodząca z Japonii cukierniczka, którą spotkał w czasie pracy w Savoyu. Obecnie są małżeństwem i partnerami we własnym biznesie. 

W Londynie można spróbować słodkości Williama Curleya w dwóch miejscach. Jednym z nich jest Harrods, drugim flagowy sklep w dzielnicy Belgravia. To właśnie tam kieruję swoje kroki, kiedy mam ochotę na dobrą kawę i coś słodkiego w spokojnym miejscu. Oszczędnym w wystroju, eleganckim, ale nieonieśmielającym. Przemiły personel i zapach czekolady sprawiają, że pobyt tam jest dużą przyjemnością. Do produkcji czekoladek i pralin William Curley używa wyłącznie czekolady z toskańskiej wytwórni  Amedei. Pozostałe składniki też są najwyższej jakości, bo zasadą Williama jest używanie tylko najlepszych produktów. I to czuć w każdej sprzedawanej tam słodkości. Zjedzenie jednej czekoladki jest wystarczającym powodem, żeby odwiedzić to miejsce. A ciężko zjeść tylko jedną, bo czekając na kawę sprzedawca częstuje różnorodnymi, żeby uprzyjemnić nam chwile. 

Sklep Williama Curleya zaliczam do miejsc, w których delektuję się smakiem i odkrywam nowe. Pobyt tam to czysta radość.

 William Curley
198 Ebury Street, Belgravia, Londyn  
Harrods, 87-135 Brompton Rd, Londyn
10 10 Paved Court, Richmond-upon-Thames

 W tym roku w ramach noworocznej manufaktury czekolady zrobiłam prażone migdały w chrupiącej cukrowej otoczce, warstwie gianduji i gorzkiego kakao. Niepozorne w wyglądzie, a bogate w smaku. Chrupkie migdały idealnie łączą się ze słodką giandują i delikatną, gorzką warstwą kakao. O gianduji możecie przeczytać TUTAJ.

Inne przepisy Williama Curleya, które znajdziecie na blogu.







William Curley













Chrupiące migdały w gianduji i gorzkim kakao

400 g zblanszowanych migdałów
125 g drobnego cukru
25 ml wody
400 g gianduji*
250 g gorzkiego kakao

Rozgrzać piekarnik do 200 stopni C. Na dużej blasze rozłożyć migdały pojedynczą warstwą i prażyć je w piekarniku przez 5-6 minut. Wyjąć i przełożyć do miski. W rondlu ugotować syrop z wody i cukru (doprowadzając jego temperaturę do 118 stopni C). Dodać migdały i cały czas mieszając, doprowadzić do pokrycia się migdałów syropem i zmianie syropu w białą warstwę chrupiącego cukru. Gotowe migdały powinny wyglądać jak na zdjęciu poniżej przepisu. Wyłożyć je na arkusz papieru do pieczenia i pooddzielać. Pozostawić do wystudzenia i stwardnienia. Gianduję (czekoladę, czekoladę z nutellą) rozgrzać na parze do uzyskania płynnej konsystencji. Na talerz wysypać kakao. Moczyć pojedyncze migdały w gianduji, żeby pokryła całość i przekładać przy pomocy dwóch widelców do kakao. Obtoczyć w kakao. Przełożyć pojedynczo na papier do pieczenia i pozostawić do wystudzenia i stężenia. Otrząsnąć z nadmiaru kakao. Przechowywać w puszce lub słoju.

*Jeżeli nie możecie kupić gianduji, użyjcie czekolady o tym smaku lub 200 g mlecznej czekolady i 200 g nutelli.



Przepis William Curley z książki "Couture chocolate".

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails