piątek, 7 lipca 2017

Mustikkapiiras czyli fińskie jagodzianki na rozpoczęcie sezonu jagodowego.


Od dawna mam słabość do skandynawskich krajów i ich kuchni, a od pewnego czasu doszła słabość do krajów nordyckich czyli dodatkowo do Finlandii i Islandii. Zrobiłam już islandzkie śledzie i kilka ciast, teraz przyszła kolej na Finlandię. Kupiłam za kilka pensów ponad pięćdziesięcioletnią książkę o fińskiej kuchni (bo mam inne książki tej autorki i wszystkie jej przepisy sprawdzają się idealnie) i zaczynam przygodę z nowymi recepturami.

Do tej pory bardzo mało wiedziałam o Finlandii i jej kuchni, teraz to się zmieniło. Z ciekawością uczę się nowego. Podoba mi się język fiński (tak niepodobny do żadnego innego) i jego brzmienie. Uczę się różnicy pomiędzy piiras, a pirakka (i to i to znaczy ciasto ;-)). Jedyne co jest łatwe w tym języku to wymowa;-).

Przez ostatnie blisko półtora miesiąca miałam możliwość dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o Finlandii, jej historii, kuchni, designie, pogodzie, życiu, edukacji, systemie ochrony zdrowia... posłuchać fińskiego rocka;-) i języka i wiem, że mi się to podoba. 

Zanim pojadę do Finlandii, trochę sobie pogotuję i popiekę z fińskich przepisów. W końcu jedną z najlepszych metod poznania kraju jest poznanie go przez kuchnię. Chociaż zaglądając do blogowego archiwum okazało się, że trochę już piekłam. Fińską pullę i drożdżówki z serem. Te ostatnie w aurze iście fińskiej ;-). Odwiedziłam fińską kawiarnię Nordic Bakery w Londynie i piekłam wiele rzeczy z przepisów Finki Miisy Mink.  Miękkie cynamonowe bułki i klasyczne cynamonowe bułki , pyszne żytnie bułki śniadaniowe, bułki marchewkowe i kolejne żytnie bułki i pszenne bułeczki idealne na śniadanie. Trochę tego jest, czego nawet nie byłam świadoma. Jak i tego, że mam w domu tyle fińskich rzeczy: talerzy, kubków, misek, ścierek, noży, siekier..., a nawet jedną bluzkę.

Tam, gdzie słowa są pogrubione, znajdziecie linki do przepisów.

Dzisiaj zapraszam Was na otwarcie sezonu jagodowego. Rozpoczynam go fińskimi jagodziankami na lekko kardamonowym cieście. Bułeczki są proste do zrobienia i z kubkiem kawy smakują baaardzo dobrze.






Fińskie jagodzianki
Mustikkapiiras

ciasto
20 g świeżych drożdży lub 1 torebka (7g) suszonych drożdży
1/4 szklanki (65 ml) ciepłej wody
1/2 szklanki (125 ml) mleka (doprowadzonego do zagotowania i wystudzonego do letniej temperatury)
1/3 szklanki (80g) cukru
1 jajko
1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
1/2 łyżeczki soli 
1/4  szklanki (55g) miękkiego masła
2 1/2  szklanki (375g) mąki pszennej typu 550

nadzienie 
150 g jagód (najlepiej leśnych)
1/2 łyżki (4 g) skrobii kukurydzianej
1-2 łyżki (15-30 g) cukru


do posmarowania
1 jajko lekko ubite
2 łyżki mleka

cukier perlisty

W misce wymieszać drożdże z wodą i odstawić na 5 minut. Dodać letnie mleko, cukier, jajko, kardamon i sól. Wymieszać. Dodać mąkę i miksować całość (końcówki haki) do uzyskania gładkiej masy. Dodać miękkie masło i miksować do uzyskania gładkiego i lśniącego ciasta. Przykryć i odstawić do wyrastania na 1-2 godziny (w zależności od temperatury pomieszczenia. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. Ciasto podzielić na 12 części i z każdej utworzyć kulę. Położyć je na blasze do pieczenia wyłożonej papierem zachowując odstępy.

Przyrządzić nadzienie mieszając wszystkie jego składniki.
Dnem kieliszka (małej szklanki) wyciskać w kulach ciasta wgłębienia. Łatwiej to zrobić, jeżeli dno kieliszka obsypane jest mąką. Do wgłębień włożyć łyżeczką nadzienie. 

 Pozostawić na 30-45 minut do wyrastania.
Ciasto posmarować jajkiem wymieszanym z mlekiem. Wierzch ciasta posypać cukrem perlistym.

Blachę z drożdżówkami wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C. 
Piec 10-15 minut na złoto. 
Pozostawić bułeczki do ostudzenia na kratce.



Przepis Beatrice Ojakangas z książki "The Finnish cookbook"

niedziela, 18 czerwca 2017

Sernik gianduia i trochę piemonckich wspomnień



Wspomnienia... Czasami wystarczy drobna rzecz, żeby je przywołać. Piosenka usłyszana w radiu, bilet odnaleziony w dawno nieużywanej torebce, zapach, który nagle nas otoczy, zdjęcie znalezione w książce, rozmowa z kimś dawno niewidzianym, smak ciastka zamówionego w kawiarni, sukienka, która wisi gdzieś głęboko w szafie... Tych rzeczy mogą być dziesiątki, ale ta chwila, kiedy wspomnienia wracają i znowu wszystko nam się przypomina jest bezcenna. Przynajmniej dla mnie.

Jakiś czas temu, ktoś się mnie spytał, gdzie jest zrobione pewne zdjęcie i wspomnienia wróciły jak lawina. 

W zeszłym roku w drodze do Turynu, zarezerwowaliśmy hotel gdzieś na wzgórzach w Piemoncie. Rezerwacje zrobiłam tak jak zawsze, kierując się tym czy budynek, pokój i łazienka podobają mi się, czy śniadanie składa się ze świeżych i lokalnych produktów i oceną wcześniejszych turystów. Można starannie wybierać hotel, ale tak naprawdę dopiero na miejscu okazuje się, czy miejsce spełnia nasze oczekiwania czy nie. 

To miejsce spełniło je wszystkie, a w dodatku pobyt tam został w mojej pamięci już na zawsze.

Piemonckie wzgórza porośnięte winnicami i plantacjami orzecha laskowego z małymi, starymi miasteczkami były piękne. Wśród wzgórz wyróżniało się jedno najwyższe, na którego szczycie wznosiła się stara rezydencja otoczona murem. Na górę wiodła kręta droga, którą niełatwo było znaleźć. Po dojechaniu okazało się, że nasz hotel mieści się właśnie w tej starej budowli. Składał się tylko z kilku pokoi i dużej sali jadalnej i wypoczynkowej. Jedno piętro zajmowało mieszkanie właścicielki i jej rodziny.

W hotelu byliśmy sami. Na powitanie urocza właścicielka przygotowała nam prostą kolację składającą się z lokalnych produktów i wina. Przygotowała ją tak po prostu, na przywitanie nas. Opowiedziała nam o historii budynku i osady u jej podnóża, o tym jak takie domostwa i wioski się wyludniają, o tym z jaką starannością o każdy szczegół robiła remont, jak ważny jest dla niej każdy produkt, jaki podaje na śniadanie gościom. 
To był cudowny wieczór, pełen rozmów, dobrego jedzenia i cudownych opowieści z niesamowitym widokiem, który roztaczał się za oknem. Na okoliczne wzgórza, pola, winnice, wioski. Zachodzące słońce dodawało barw i magii tej chwili.

Na drugi dzień, wyjrzałam przez okno i... nie zobaczyłam niczego. Wysokość na jakiej byliśmy powodowała, że tuż pod oknem mieliśmy dywan z chmur, który wszystko całkowicie spowijał. Uczucie było niesamowite. Takie zatrzymanie w czasie. Jakbyśby byli zawieszeni gdzieś w innej rzeczywistości.

Po godzinie słońce i lekki wiatr, przegoniły chmury i powoli zaczęła wyłaniać się okolica. To było kolejne magiczne wrażenie. I ono zostało ze mną już na zawsze. Wrażenia uchwycone na fotografii, nie oddają tego w pełni, ale pozwalają przywołać piękne wspomnienia.

I tak od jednego zdjęcia, moje wspomnienia powędrowały do specjalności tego regionu: orzechów laskowych i gianduii, a stamtąd już była krótka droga do upieczenia jednego z moich ulubionych serników - sernika gianduja.
Aksamitnego, delikatnego i jednocześnie intensywnego w smaku. Smakującego i pachnącego prażonymi orzechami laskowymi.

Dla miłośników nutelli ;-)

Jeżeli lubicie te smaki to zajrzyjcie do przepisu na jedno z moich ulubionych ciast  TORTA GIANDUIA lub na SERNIK GIANDUIA z serka mascarpone. W poście o serniku możecie też przeczytać czym jest gianduia i skąd się wzięła.
Jak chcecie zrobić dobrą domową nutellę, to przepis znajdziecie TUTAJ, a wersji wegańskiej TUTAJ.

B&B Viavai

Via Valfré 7, 10020 Casalborgone, Włochy 

http://www.viavai.to.it/






Sernik Gianduia 

spód
100 g orzechów laskowych*
320 g ciastek Digestive z mleczną czekoladą 
80 g stopionego masła

masa serowa
300 g orzechów laskowych*
250 ml śmietanki kremówki 30%
300 g mlecznej czekolady dobrej jakości
500 g tłustego sera śmietankowego (użyłam sera ze Strzałkowa)
500 g sera mascarpone
3 łyżki mąki ziemniaczanej
220 g (1 szklanka) cukru
5 jajek

*można kupić gotowe uprażone orzechy laskowe, bez skórki i wtedy nie trzeba ich samodzielnie prażyć


Przygotować prażone orzechy.
Nagrzać piekarnik do 200 stopni C. Na dużą blachę wysypać (wszystkie) orzechy i wstawić je do piekarnika na 10 minut. Po 5 minutach zamieszać orzechy na blasze, żeby równomiernie się uprażyły. Wyjąć na ściereczkę i lekko przestudzić. Trąc orzechy ściereczką pozbawić je skórki.

Tortownicę o średnicy 26 cm wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia. 

Przygotować spód sernika.
Ciasteczka Digestive lekko pokruszyć i włożyć do pojemnika malaksera wraz orzechami (100 g). Zmielić  na gładką masę i  dodać stopione masło i jeszcze raz zmiksować. Wyłożyć masą dno oraz boki tortownicy, mocno dociskając. Wstawić do lodówki.

Przygotować masę serową.
Rozpuścić na parze mleczną czekoladę.
Orzechy laskowe (300 g) zmielić w malakserze na gładką pastę. W połowie miksowania dodać śmietankę i miksować do chwili, aż powstanie gładka masa. Dodać czekoladę i zmiksować do połączenia.

Do miski włożyć ser śmietankowy i mascarpone. Zmiksować na gładką masę. Dodać mąkę i cukier i zmiksować do połączenia. Cały czas miksując dodawać po 1 jajku. Dodawać kolejne jajko, kiedy poprzednie będzie już połączone z masą. 
Do masy serowej dodać masę orzechowo czekoladową i miksować na wolnych obrotach do połączenia obu mas.

Nagrać piekarnik do 180 stopni C.

Wyjąć tortownicę z lodówki. Wyłożyć na spód masę serową. Wyrównać szpatułką powierzchnię.
Wstawić formę do piekarnika i piec przez 15 minut. Po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 120 stopni C i piec sernik przez około 105 minut.

Wyłączyć piekarnik i uchylić dzrzwiczki wkładając trzonek drewnianej łyżki.
Pozostawić sernik do powolnego wystudzenia na kilka godzin.

Całkowicie wystudzony wstawić do lodówki na całą noc.


środa, 14 czerwca 2017

Pavlova z różą i truskawkami z kremem mascarpone (bezglutenowa).


Czerwiec to jeden z moich ulubionych miesięcy. Wiosna jest już w pełni, za chwilę rozpocznie się lato, dni są długie, a moja skóra ma już brązowawy odcień. To czas, kiedy znowu mam dużo energii, szalonych planów i jestem tak najzwyczajniej w świecie szczęśliwa.
Wtedy zapominam, że mam samochód i wszędzie jeżdżę na rowerze. Nie ścigam się z czasem, delektuję się chwilą.  

Kupuję łubiankę truskawek i siedząc na trawie wyjadam połowę, planując co zrobię z drugą. Ostatnio znowu piekę dużo drożdżówek (praktycznie robię to z zamkniętymi oczami) i bez. Do tej drugiej wystarczy dodać trochę śmietany z dodatkiem prawdziwej wanilii i owoców, żeby mieć pyszny deser. Czasami dodaję coś więcej, żeby urozmaicić ciasto. Tak też było ostatnim razem.

 Konfitura z płatków róży i truskawki tworzą duet idealny, więc niewiele więcej potrzeba, żeby stworzyć coś pysznego.

Tym razem zamiast bitej śmietany zrobiłam delikatny krem z serka mascarpone i wyszła pavlova, na którą Was dzisiaj zapraszam.
Zdjęć jest mało, wręcz bardzo mało ;-), ale tak to już jest, kiedy deser znika w oka mgnieniu.

I niech Was nie przeraża ilość cukru w bezie. Żeby upiec dobrą bezę (wilgotną w środku, a kruchą i chrupiącą na wierzchu) musi być dużo cukru. Taka jej natura ;-) 


Pavlova z różą i truskawkami z kremem mascarpone


beza
12 białek

2 i 1/3 szklanki cukru (zwykłego)

1 1/2 łyżki octu lub soku z cytryny

2 łyżka skrobi ziemniaczanej lub kukurydzianej

krem
4 żółtka

1 łyżeczka pasty z wanilii lub naturalnego ekstraktu

100 g cukru

500 g serka mascarpone

250 ml śmietanki kremówki 30 lub 36%


300 g truskawek pokrojonych w plastry

120 g płatków róży w cukrze (użyłam domowej, ale można użyć gotowej)

do dekoracji
truskawki, płatki róż, listki mięty...



Przygotować bezę.
Białka wlać do naczynia szklanego lub metalowego i zacząć ubijać. Kiedy się spienią  porcjami dodawać cukier. Po dwie łyżki na raz. Ubijać do momentu, aż piana stanie się sztywna i błyszcząca, ale wciąż nieco miękka. Dodać ocet/sok z cytryny, skrobię i szybko, ale delikatnie wymieszać szpatułką (lepiej nie miksować).
Nagrzać piekarnik z termoobiegiem do 150 stopni C.
Dwie blachy z wyposażenia piekarnika wyłożyć papierem do pieczenia. Można na nich narysować dwa koła o średnicy 26 cm, wtedy będzie pewność, że obydwie bezy będą mieć  identyczną średnicę. Jeżeli rysujecie okręgi na papierze, papier trzeba odwrócić na drugą stronę przed wyłożeniem piany. Okręgi będą widoczne, a piana nie będzie się stykać ze składnikami ołówka, flamastra, długopisu.
Wstawić blachy do piekarnika i piec bezy przez 10 minut, po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 120 stopni i piec/suszyć bezy przez około 1 1/2-2 godziny.
Wyłączyć piekarnik, lekko uchylić drzwiczki i w szparę włożyć trzonek drewnianej łyżki. Pozostawić bezy do całkowitego wystudzenia (najlepiej na całą noc).
Ubić żółtka z cukrem i wanilią w kąpieli wodnej/na parze czyli...postawić na kuchence garnek z wodą i doprowadzić ją do zagotowania. Zmniejszyć moc palnika do minimum.
Do miski (dopasowanej rozmiarem do garnka) włożyć cukier, żółtka i pastę z wanilii. Postawić miskę na garnku i ubijać żółtka, aż zjaśnieją, zgęstnieją i zrobią się puszyste. Masę żółtkową doprowadzić do temperatury 65 stopni C (wtedy ewentualna salmonella ginie). Jeżeli nie macie termometru cukierniczego użyjcie... palca. Włożony trzeba szybko wyjąć, bo masa jest gorąca, ale nie na tyle, żeby poparzyć skórę.
Garnek zdjąć z ognia i pozostawić masę żółtkową do wystudzenia (można ją zamieszać od czasu do czasu).
W drugiej misce zmiksować na gładką masę serek mascarpone. Cały czas miksując dodawać masę żółtkową. Kiedy masy się połączą przestać miksować.
Śmietankę kremówkę delikatnie ubić. Powinna zgęstnieć, ale nie być bardzo sztywna.
Jeden bezowy blat położyć na paterze lub talerzu. Wyłożyć na niego 3/4 kremu mascarpone. Na kremie rozłożyć małe porcje konfitury z płatków róży. Na to rozłożyć plastry truskawek i 3/4 bitej śmietany.
Przykryć całość drugim bezowym blatem i lekko docisnąć. 
Na wierzchu rozłożyć resztę kremu i bitej śmietany.
Udekorować truskawkami, listkami mięty, płatkami róż.
Pavlova najlepiej smakuje po nocy spędzonej w lodówce.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Kalabryjska 'nduja i grzanki z ziołowym serkiem kozim i pieczoną młodą cebulką



Ostatni miesiąc to był dla mnie bardzo ciekawyy czas. Pełen nowych wyzwań, zadań i doświadczeń. Miesiąc pełen niespodzianek, intensywnej pracy, wielu radości i nowo poznanych osób.  A do tego matura syna, która trwała praktycznie przez cały maj. Dużo się działo, ale będę bardzo miło wspominać ten czas. 
Czasami w naszym życiu przytrafia się coś nowego, czego wcale nie planowaliśmy i okazuje się to bardzo dobrą odmianą.

Dzisiaj zwalniam obroty. 
Syn będzie w Paryżu do końca miesiąca, ciesząc się z najdłuższych w życiu wakacji, a ja planuję cieszyć się początkiem lata w mieście. Wolnymi popołudniami, jazdą na rowerze z potarganymi włosami i zbliżającym się przedłużonym weekendem nad morzem.  

Ostatnio trochę zaniedbałam gotowanie i zakupy na targu, więc z tym większą radością cieszę się z truskawek, młodych buraczków i cebulki, czereśni... i całego pozostałego bogactwa warzyw i owoców.

Mam słabość do młodej cebulki o tej porze roku. Kupuję ją w ilościach hurtowych. Kanapka na razowym chlebie z pomidorem i młodą cebulką to teraz moje ulubione danie. Lubię ją też w formie pieczonej. Odrobina octu balsamicznego nadaje jej zupełnie inny smak.

Dzisiejszy przepis będzie z wykorzystaniem jej właśnie w takiej formie.
Grzanki na podpieczonym, dobrym chlebie posmarowane pastą z koziego serka i ricotty z dodatkiem ziół. Do tego podpieczona młoda cebulka i pikantny akcent z kiełbasy "nduja.

'Nduja to miękka kiełbasa, bardzo pikantna, rozpowszechniona w całej Kalabrii, ale pochodząca z okolic Monte Poro. Nie ma pewności co do jej pochodzenia. Jedni twierdzą, że jest spokrewniona z francuską andouille, rozpowszechnioną dzięki Hiszpanom.


"Nduja to kalabryjska, miękka i bardzo pikantna kiełbasa, która jest raczej bazą lub dodatkiem do dań, a nie wędliną do samodzielnego jedzenia. Można ją oczywiście rozsmarować na kawałku chleba, ale przeważnie używana jest jako dodatek. Kawałek kiełbasy (bez osłonki) trzeba włożyć do rondelka na rozgrzaną oliwę i rozgniatać drewnianą łyżką, aż rozpuści i stworzy gęsty sos. Po dodaniu do niej makaronu tworzy wręcz gotowy, pikantny sos. Można nią też polać upieczoną pizzę, ugotowaną fasolę lub dodać do zupy minestrone.

"Nduja pochodzi z okolic miasta Spilinga (tam też 8 sierpnia odbywa się coroczny festiwal jej poświęcony), ale obecnie jest produkowana w całej Kalabrii. Wytwarza się ją z tłustego mięsa wieprzowego i bardzo dużej ilości papryki (peperoncino) słodkiej i pikantnej. Do wędzenia używa się przeważnie drzewa oliwkowego i akacjowego. Następnie poddawana jest procesowi dojrzewania przez 90-150 dni.

Kiełbasę 'nduja można kupić również w słoiku (ja właśnie taką kupiłam).
Jeżeli chcecie skorzystać z poniższego przepisu, a nie macie dostępu do 'nduji, użyjcie pokrojonej w drobną kostkę i podsmażonej na oliwie kiełbasy chorizo.
W Polsce można kupić kiełbasę przez internet między innymi TUTAJ, TUTAJ lub TUTAJ.

Przepis na focaccię z pieczoną cebulką znajdziecie TUTAJ, a na jej cienką wersję z pesto z młodej cebulki i ziół TUTAJ.



Grzanki z ziołowym serkiem, pieczoną młodą cebulką i kiełbasą 'nduja

125 serka ricotta
50 g serka koziego miękkiego (do smarowania)
skórka z 1 cytryny
sok z 1/2 cytryny
25 g posiekanych listków natki
25 g posiekanych listków bazylii
10 g posiekanych listków  mięty2szczypty posiekanych igiełek rozmarynu
6 czarnych oliwek (posiekanych)
6-8 cebulek dymek (przekrojonych na pół)
2 łyżki octu balsamicznego  1 łyżeczka cukru
2 łyżki oliwy 

1 łyżka lub 1 plaster kiełbasy 'nduja (można zastąpić ewentualnie chorizo)
1 łyżka oliwy 

oliwa do posmarowania chleba
chleb na zakwasie lub ciabatta

Nagrzać piekarnik do 160 stopni.
Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia i ułożyć na niej dymki. Posypać je cukrem i solą, polać octem balsamicznym i oliwą. Wymieszać. Wstawić do piekarnika i piec 10 - 12 minut. Cebulki powinny zmięknąć i lekko się zrumienić. 
W misce wymieszać oba rodzaje sera, skórkę i sok z cytryny, oliwki i zioła, Doprawić do smaku solą.

W małym rondelku podsmażyć na oliwie kiełbasę, rozgniatając ją łyżką. Powinna utworzyć sos i lekko się zrumienić.


Zrumienić kromki chleba. Posmarować je oliwą. Rozsmarować na nich serek z ziołami, a na wierzchu ułożyć zrumienione cebulki. Całość polać sosem z kiełbasy 'nduja.

W małym rondelku podsmażyć na oliwie kiełbasę, rozgniatając ją łyżką. Powinna utworzyć sos i lekko się zrumienić.



wtorek, 23 maja 2017

Zdrowo i lekko. Tabbouleh inaczej. Z kaszy quinoa (komosy ryżowej) i warzyw.


W końcu nadeszło upragnione słońce i ciepło. W każdy weekend bite są rekordy w wypożyczeniu rowerów miejskich. Na ścieżkach rowerowych tworzą się korki, a na brzegu rzeki odpoczywają tłumy mieszkańców.
Wszyscy (prawie wszyscy) są spragnieni ruchu, słońca i lżejszego jedzenia

Mój dzisiejszy przepis sprawdzi się jako lekki, zdrowy posiłek na upalny dzień. Sałatkę można przyrządzić wcześniej i wziąć ze sobą na piknik, na wycieczkę lub do pracy. Oprócz super zdrowej kaszy quinoa ma w sobie równie zdrowe brokuły i marchew.
Proste jedzenie, które można jeść bezkarnie ;-) i co równie ważna ta sałatka smakuje doskonale.

Tabbouleh z ziaren quinoa

oliwa z oliwek do smażenia
1 mała cebula (drobno posiekana)
250 g startej marchwi (duże oczka tartki)
300 g brokułów (pokrojonych na różyczki i drobno zmiksowanych w malakserze do wielkości kaszy gryczanej)
300 g ugotowanej kaszy quinoa (komosy ryżowej) - ok. 150 nieugotowanej
100 g obranych pistacji (można użyć innych orzechów lub ziaren słonecznika, dyni))

sos
75 ml oliwy z oliwek 
starta skórka i sok z 1 cytryny
10 g posiekanego szczypiorku
1 ząbek czosnku (starty lub przeciśnięty przez praskę)
1/2 łyżeczki musztardy z Dijon
1 łyżeczka syropu klonowego lub miodu
sól do smaku

Na patelni rozgrzać oliwę. Podsmażyć delikatnie cebulę, żeby zmiękła i stała się szklista. Dodać marchew i smażyć mieszając przez 2-3 minuty. Dodać brokuły i smażyć całość 2-3 minuty. Marchew i brokuły powinny pozostać chrupkie. 

Przełożyć całość do miski. 
Wymieszać składniki sosu i polać nim jeszcze ciepłe warzywa w misce. Dodać kaszę quinoa, pistacje i delikatnie całość wymieszać. 

Podawać po wystudzeniu.

niedziela, 21 maja 2017

Duńskie ciasto ucierane z rabarbarem.



Ciasta ucierane robię stosunkowo rzadko. Według części domowników zdecydowanie za rzadko. Rzeczywiście mój ulubiony rodzaj ciasta to ciasto drożdżowe i one najczęściej są na naszym stole.
Dla odmiany dzisiaj coś innego ;-)

Z tym przepisem czekałam już kilka miesięcy na początek sezonu rabarbarowego. Proste maślane ciasto ucierane z dodatkiem wanilii pokryte jest kremem budyniowym i lekko skarmelizowanym rabarbarem z dodatkiem kardamonu. Niby nic specjalnego i zaskakującego, ale to  naprawdę doskonałe połączenie. Zrumieniony chrupki wierzch ciasta z dodatkiem płatków migdałowych, delikatny, waniliowy krem budyniowy i kwaśno słodki rabarbar pachnący kardamonem tworzą doskonałą kompozycję.

Zapraszam Was na duńskie ciasto, którym rozpocząłam sezon na rabarbar (z ogrodu).



Duńskie ciasto ucierane z rabarbarem
Rabarber og creme kage

krem budyniowy
250 ml mleka
1 łyżeczka pasty waniliowej lub naturalnego ekstraktu
1 jajko
50 g drobnego cukru
15 g skrobi kukurydzianej 
13 g (1 łyżka) masła

ciasto
175 g miękkiego masła
200 g drobnego cukru
4 jajka
200 g mąki pszennej tortowej
1 łyżeczka pasty waniliowej lub naturalnego ekstraktu
1/4 łyżeczki soli
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

nadzienie rabarbarowe
400 g rabarbaru
30 g masła
50 g drobnego cukru
1 łyżeczka mielonego kardamonu

płatki migdałowe

Przyrządzić krem budyniowy. 
Zagotować w rondlu mleko. W miseczce wymieszać jajko z cukrem, wanilią i skrobią kukurydzianą. Cały czas mieszając masę jajeczną, wlewać wąskim strumieniem gorące mleko. Masę przelać z powrotem do rondla i ciągle mieszając podgrzewać, aż masa prawie się zagotuje i zgęstnieje.  Przełożyć masę budyniową do miseczki, dodać masło i wymieszać do połączenia. Przykryć krem kawałkiem folii spożywczej (tak, żeby dotykakała do masy) i pozostawić do ostygnięcia.

Przygotować rabarbar.
 Pokroić rabarbar na 2 cm kawałki. Na patelni rozpuścić masło, dodać cukier , wymieszać i dodać rabarbar. Smażyć go przez 2-3 minuty, aż lekko zmięknie, a masa karmelowa pokryje go z każdej strony. Pod koniec smażenia dodać kardamon.
Przełożyć do miseczki i zostawić do ostygnięcia.

Przygotować ciasto.
Nagrzać piekarnik do 180 stopni C.
Posmarować masłem tortownicę o średnicy 23 cm.
Zmiksować masło z cukrem i wanilią. Cały czas miksując dodawać po jednym jajku. Kolejne jajko dodawać, kiedy poprzednie całkowicie połączy się z masą. Jeżeli masa zacznie wyglądać jak zwarzona, nic złego się nie dzieje. Po połączeniu z mąką masą będzie gładka i jednolita.
Dodać mąkę, proszek do pieczenia i sól.  Miksować przez chwilę do połączenia składników. Przełożyć ciasto do formy. Na wierzchu rozprowadzić masę budyniową. Na niej ułożyć lekko odsączony rabarbar.
Całość posypać płatkami migdałowymi.
Ciasto wstawić do piekarnika i piec około 60 minut.
Kroić po wystygnięciu.



Przepis Brontë Aurell z książki "Scandikitchen Fika & Hygge".

czwartek, 18 maja 2017

Chałka z marcepanem na wiosenne śniadanie.



Piekę ostatno dużo chałek. Sprawia mi to dużo przyjemności, bo pracy wbrew pozorom nie jest tak dużo, a kubek kakao lub kawy i plaster ciepłej chałki sprawia dużo radości. Na drugi i trzeci dzień robię z chałki francuskie tosty (obsmażane na maśle kromki, namoczone przez chwilę w mieszance mleka, jajka, odrobiny cukru i wanilii) i podaję je z truskawkami. Niewykorzystaną chałkę kroję w plastry i mrożę, żeby mieć takie śniadanie, kiedy tylko przyjdzie ochota. Chałka idealnie nadaje się też do tostowania i jeszcze ciepła, posmarowana lekko dobrym masłem smakuje wyśmienicie.

Dzisiaj zapraszam Was po przepis na chałkę z marcepanem. W śrosku każdego wałeczka jest nadzienie marcepanowe. Jeżeli nie macie albo nie lubicie marcepana, możecie upiec ją bez niczego.






Chałka z marcepanem

ciasto
160 ml zimnej wody
15 g świeżych drożdży 
400 g mąki pszennej typu 550
1 duże jajko
40 g drobnego cukru
1 łyżeczka soli
30 g masła w temperaturze pokojowej

nadzienie
100 g marcepana
50 g cukru
 50 g masła w temperaturze pokojowej
10 g mąki pszennej

wierzch
1 małe jajko
1/2 łyżki wody
50 g płatków migdałowych
5 g (1 łyżeczka) cukru

Wlać zimną wodę do miski. dodać drożdże i wymieszać do rozpuszczenia. Dodać mąkę, jajko, cukier, sól i masło w porcjach.
Miksować na niskich obrotach (końcówki haki) do połączenia się składników (około 2 minuty).
Zwiększyć obroty do średnich i miksować do uzyskania gładkiego ciasta (około 4 minuty).

Nasmarować miskę olejem o neutralnym smaku i przełożyć do niej ciasto..
Przykryć miskę folią spożywczą i odstawić ciasto do wyrastania na około 40 minut. Ciasto powinno zwiększyć swoją objętość o 70%.

Kiedy ciasto rośnie przyrządzić masę marcepanową. W miseczce rozetrzeć palcami do połączenia marcepan z cukrem. Dodać masło i ponownie rozetrzeć do połączenia. Pod koniec dodać mąkę.

Wyrośnięte ciasto przełożyć na podsypany mąką blat i chwilę je wyrabiać, żeby się odgazowało. Podzelić je na 3 częśći. Z każdej części uformować podłużny kształt przypominający wrzecionowaty prostokąt (jeżeli tak można to nazwać ;-)). Lekko go rozwałkować i nałożyć na środek nadzienie. Zawinąć każdy kawałek ciasta, żeby nadzienie znalazło się w środku.
Końce 3 wałków połączyć razem (z jednej strony) i zapleść z nich luźny warkocz. Końcówki lekko zawinąć pod spód. Przełożyć ciasto na dużą blachę pokrytą papierem do pieczenia, przykryć ściereczką i odstawić do ponownego wyrastania na około 1 1/2 godziny. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.






Rozgrzać piekarnik do 170 stopni C.

Wierzch ciasta posmarować rozbełtanym z wodą jajkiem i posypać cukrem i płatkami migdałów. 

Wstawić do piekarnika i piec około 30 minut. Wierzch upieczonej chałki powinien być złocisty.





Przepis Uri Scheft z książki "Breaking breads. A new world of Israeli baking".


sobota, 13 maja 2017

Tureckie smakołyki na piknik. 5 przepisów




Kiedy robi się troszkę cieplej, od razu mnie ciągnie do jedzenia na dworze. Jemy wtedy na tarasie, w ogrodzie, ale jeździmy też na pikniki. Na te bliższe do parku, nad rzekę, do lasu i na takie dalsze nad morze, nad jeziora lub gdzieś jeszcze dalej..
W tym roku sezon piknikowy rozpoczęliśmy 1 kwietnia. Pogoda była piękna, słoneczna i bardzo wiosenna. Wylądowaliśmy z kocami i koszami w jednym z warszawskich parków, blisko pszczół i ula mojego syna. 
Na początek sezonu piknikowego zrobiłam kilka małych i szybkich (wbrew pozorom) dań z tureckiej kuchni. Dla mnie smaki Bliskiego Wschodu idealnie sprawdzają się jako dania piknikowe.
Potem pogoda pokrzyżowała nasze zapędy piknikowe i zamiast pikniku na plaży w połowie kwietnia mieliśmy walkę z wichurą i sztormem, którą toczyliśmy w czapkach i zimowych kurtkach (w końcu 3 stopnie ciepła, to raczej zimowa temperatura ;-)).
Teraz wracamy znowu do sezonu na siedzenie na trawie, okularów od słońca na nosie, gołych nóg, niespiesznych i leniwych rozmów, mrużenia oczu od blasku i jedzenia na świeżym powietrzu.

Parę słów o tym co przygotowałam z tureckiej kuchni przeczytacie poniżej.
A na deser były szwedzkie rogaliki z marcepanem ;-)



Acili Ezme to jeden z klasycznych elementów tureckich meze (małych dań-przekąsek). Sałatka ma dużo sosu, w których można moczyć różnego rodzaju chleb i w ten sposób ją jeść. Jest też świetnym dodatkiem do grilowanych mięs, koft...
Pide to rodzaj nadzianego płaskiego chleba. W największym uproszczeniu można powiedzieć, że to turecka wersja włoskiej pizzy. Tradycyjne przepisy w nadzieniu mają najczęściej mięso, ale we współczesnej kuchni tureckiej jest bardzo dużo przepisów na warzywne pide.
Z ciasta na pide można upiec też płaskie chlebki, które idealnie sprawdzą się jako dodatek do dań. Wystarczy ciasto na pide rozciągnąć dłońmi na płaski placek, położyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, wierzch posmarować oliwą i i upiec. Można też posypać ziołami, czarnuszką, zaatarem, solą morską... przed pieczeniem. 

Şiş Tavuk  to klasyczne tureckie szaszłyki. To danie popularne jest na całym Bliskim Wschodzie, a szczególnie w Syrii i Libanie).
Şiş oznacza szpatułkę do grilowania, a tavuk to kreślenie kurczaka po turecku. Mięso przed grilowaniem marynuje się w jogurcie i soku z cytryny. Turecką odmianą jest mały dodatek pomidora do marynaty. 
Şiş Tavuk można jeść z ryżem, tabuleh lub z dodatkiem pity.

Tabuleh kolejny klasyk kuchni tureckiej, ale też bardzo popularna sałatka w innych krajach Bliskiego Wschod. Składa się z niewielkiej ilości kaszy bulgur, czasami kuskusu i pomidorów, mięty, natki pietruszki i cytryny. Przewagę  w sałatce stanowią warzywa, kasza jest tylko dodatkiem. Czasami jest dodawany też ogórek, papryka lub inne warzywa, ale bazą niezbędnych składników są te wymienione wcześniej. Tabuleh ma wyraźny orzeźwiający smak. To idealna sałatka na lato, pikniki lub do pracy. 

Fasulye piyazi to kolejna bardzo popularna w Turcji sałatka. Ta zrobiona jest z  fasoli, natki pietruszki, oliwy z oliwek, młodej cebuli dymki i melasy z granata lub soku z cytryny. W wersji  zrobionej z przepisu poniżej do sosu dodaje się pastę tahini. To jest super prosta do zrobienia sałatka i niezwykle smaczna. Nasz hit ostaniego pikniku.







Acili Ezme
sałatka z pomidorów i papryki

3 pomidory (obrane ze skórki, pozbawione pestek i pokrojone w drobną kostkę) 
2 papryki zielone (pozbawione pestek i pokrojone w drobną kostkę) 
2-3 garście posiekanej natki
2 garście posiekanej mięty
1 łyżeczka sumaku
1 1/2 łyżeczki papryki pul biber*
sok z 1/2 cytryny 
2 łyżki melasy/syropu z granatów**
2-3 łyżki oliwy z oliwek
sól do smaku

Warzywa wymieszać w misce z ziołami. Dodać pozostałe składniki (oprócz oliwy) i ponownie wymieszać. 
Wierzch podać oliwą. 



Pide ze szpinakiem

ciasto
1/2 torebki (3,5 g) suszonych drożdży
1/2 łyżeczki cukru
1 łyżka ciepłej wody
150 g mąki pszennej chlebowej
1/2 łyżeczki soli
1 łyżka oliwy + oliwa do posmarowania wierzchu
50 ml bardzo zimnej wody

farsz
2-3 łyżki oliwy
1 cebula drobno posiekana
200 g listków szpinaku sałatkowego (luz zwykłego pokrojonego 3 cm kawałki)
1/2 łyżeczki mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
 1/2 łyżeczki papryki pul biber*
sól do smaku
250 g sera cheddar 

Przygotować ciasto. W małej miseczce wymieszać drożdże z cukrem i 1 łyżką ciepłej wody. Odstawić na 5 minut. W większej misce wymieszać mąkę z solą. Dodać zaczyn drożdżowy i oliwę. Mieszać dłońmi, dodając bardzo zimną wodę. Wymieszać do połączenia (jeżeli ciasto jest za suche dodać 1-2 łyżki wody więcej). Przełożyć ciasto na blat i wyrabiać dłońmi przez 5-6 minut. Przełożyć je do natłuszczonej oliwą miski, przykryć ściereczką i odłożyć do wyrośnięcia na 30 minut. Ciasto można wyrobić też mikserem (końcówki haki).

Przygotować farsz. Mocno rozgrzać oliwę na patelni. Dodać cebulę i smażyć 3-4 minuty, aż się zezłoci. Dodać szpinak i mieszając doprowadzić zwiędnięcia liści i do odparowania z niego nadmiaru wody (2-3 minuty). Dodać kumin, paprykę pul biber i do smaku sól. Wymieszać i przełożyć do miseczki.

Nagrzać piekarnik do 220 stopni C. Ciasto na pide podzielić na 4 części. Każdej części nadać dłońmi lekko owalny kształt. Podsypać blat mąką i rozwałkować dość cienko na kształt łódki każdy kawałek ciasta. Przenieść je na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Ja piekłam po 2 pide na 1 blasze. 
Na cieście ułożyć farsz zachowując 2 cm wolne od farszu brzegi. Wolne brzegi założyć na farsz, a końce ciasta (u góry i dołu pide) zwinąć. Powinny powstać lekko wrzecionowate pide z brzegami przykrytymi ciastem.Brzegi posmarować oliwą.
Wierzch pide posypać tartym serem.  
Wstawić blachy do piekarnika i piec pide do zrumienienia się ciasta (około 8-10 minut). Podawać od razu, ale można też w temperaturze pokojowej.

Şiş Tavuk 
szaszłyki z kurczaka

 600 g mięsa z kurczaka pokrojonego na 2-3 cm kawałki (użyłam zagrodowych udek bez skóry i kości)
4 łyżki jogurtu greckiego
sok z 1/2 małej cytryny
3 rozgniecione ząbki czosnku
1 1/2 łyżeczki papryki pul biber*
2 łyżeczki suszonego oregano 
1/2 pomidora
2 łyżki oliwy + oliwa do polania
sól

cząstki cytryny do podania

W misce wymieszać jogurt, sok z cytryny, czosnek, paprykę i oregano. Dodać rozgniecioną w dłoni połówkę pomidora i porządną szczyptę soli. Dodać kawałki kurczaka i wszystko wymieszać. Marynować mięso w lodówce  minimum przez 2 godziny, a najlepiej przez całą noc. Nadziać mięso na namoczone w wodzie patyczki do szaszłyków, polać wierzch oliwą i grilować szaszłyki lub upiec w piekarniku nagrzanym do 220 stopni C.  Podawać polane oliwą z cząstkami cytryny.


Tabbouleh

60 g drobnego bulguru
100 ml gorącej, gotującej się wody
4 garście drobno posiekanej natki (dałam 2 pęczki) - same listki
2 garście drobno posiekanej mięty
1 czerwona cebula (drobno posiekana) 
2 pomidory (obrane ze skórki, pozbawione pestek i pokrojone w drobną kostkę)
1 ząbek czosnku (drobno posiekany albo wyciśnięty przez praskę)
sok z 1  cytryny
4 łyżki oliwy z oliwek 
2 łyżki melasy z granatów** lub soku z cytryny
1/2 łyżeczki sumaku
sól do smaku

Bulgur wsypać do miski, zalać wrzącą wodą, przykryć talerzykiem lub folią spożywczą i odstawić do wchłonięcia się wody. Jeżeli macie gruby bulgur najlepiej go ugotować (przez parę minut, żeby ziarna zachowały sprężystość).
W misce wymieszać zioła, cebulę, pomidory i czosnek. Dodać sok z cytryny, melasę z granatów (lub więcej soku z cytryny) i oliwę. Wymieszać. Dodać bulgur i delikatnie wymieszać. Posolić do smaku. 
Sałatkę odstawić na minimum 15 minut, żeby kasza mogła wchłonąć trochę soków z warzyw.
Podawać posypaną sumakiem.

Fasulye piyazi
sałatka z fasoli i ziół z sosem tahini

2 puszki (po 400 g) białej fasoli - użyłam takiej gotowanej na parze 
5 młodych cebulek dymek (drobno pokrojonych razem ze szczypiorem)
2 garście posiekanej natki pietruszki
1  łyżeczka papryki pul biber*

sos
2 łyżki oliwy z oliwek
2  pasty tahini
sok z 1/2 cytryny
1 łyżeczka płynnego miodu
2 łyżki wody
sól do smaku


Wymieszać wszystkie składniki na sos. W misce wymieszać składniki sałatki. Zalać sosem i ponownie wymieszać. Można podawać od razu.
W klasycznej wersji do sałatki można dodać pokrojone, ugotowane na twardo jajko. 

*O papryce pul biber pisałam TUTAJ. Kupuję ją najczęściej przez internet w tureckim sklepie

** o syropie/melasie z granatów pisałam TUTAJ

 

Przepisy John Gregory-Smith z książki "Turkish delights"

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails