piątek, 29 kwietnia 2016

Na początek sezonu. Risotto ze szparagami i skórką z cytryny.


W tym roku w dużej mierze patrzę na wiosnę przez okno. Tym bardziej cieszę się nią, kiedy mogę jej bliżej zaznać. Krótki spacer po brukowanych uliczkach, odpoczynek w kawiarnianym ogródku, pęk postrzępionych, białych tulipanów przyniesiony do domu przez kogoś bliskiego, zerwana gałąź kwitnącej jabłoni  wstawiona do wazonu, pęczek szparagów kupiony na targu... takie rzeczy cieszą mnie jeszcze mocniej niż kiedyś. Małymi krokami wracam do normalnego życia i cieszę się każdą jego drobiną. 

Sezon szparagowy jest krótki, więc warto z niego w pełni korzystać. Z dnia na dzień szparagi robią się coraz tańsze i coraz łatwiej dostępne. Najczęściej kupuję zielone, bo lubię ich smak i są bardzo łatwe w przygotowaniu. W przeciwieństwie do białych, nie trzeba ich obierać, a wystarczy odłamać stwardniałą końcówkę. W tym sezonie mam jednak w planach częstsze wykorzystywanie białych szparagów. Z prozaicznego powodu. Jakiś czas temu zepsuła mi się obieraczka do warzyw. Kupiłam nową, ale nie byłam z niej zadowolona, kupiłam inną i znowu to samo, kupiłam kolejny model.... W chwili obecnej mam z sześć różnych obieraczek, ale tęsknię do tej zwykłej, starej, która była fantastyczna. Niestety model jest już nieosiągalny. W związku z mnogością narzędzi obierających, poobieram w sezonie trochę białych szparagów. 

A na razie zapraszam Was na risotto z dodatkiem zielonych. Przeważnie przygotowywałam je ze szparagami pokrojonymi w kawałki. W dzisiejszym przepisie w całości są tylko główki szparagów. Reszta po ugotowaniu, zmiksowana jest na krem i dodana do ryżu. Dzięki temu risotto ma bardzo intensywny smak i kolor.

O ryżu, jego rodzajach, uprawie i zastosowaniu możecie przeczytać TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ, a przepis na klasyczne risotto mediolańskie znajdziecie TUTAJ.  
 

Risotto ze szparagami i skórką z cytryny

1 duży pęczek (600 g) zielonych szparagów 
1000-1200 ml bulionu warzywnego
3 łyżki oliwy z oliwek
1 duża łyżka (15 g) masła
4 sztuki (100 g) szalotek ewentualnie zwykłej cebuli 
225 g ryżu do risotto (odmiany vialone nano, arborio, carnaroli)
4 łyżki (60 ml) białego, wytrawnego wina
listki z 1 gałązki mięty (drobno posiekane)
2 łyżli (30 ml) słodkiej śmietanki
skórka starta z 1/2 cytryny
50 g drobno startego sera pecorino lub parmezanu

Odłamać zdrewniałe końcówki szparagów i ugotować je do miękkości w bulionie. Odcedzić je i wyrzucić. W małej ilości wody ugotować na chrupko główki szparagów (2-3 minuty), odcedzić i przełożyć do miski z zimną wodą. Po chwili odcedzić i odłożyć do miseczki. Hartowanie szparagów przerywa ich gotowanie. Dzięki temu zachowuje się też ich intensywny, zielony kolor. 
Resztę części szparagów pokroić w 2 cm kawałki i ugotować do miękkości w wodzie, w której gotowały się główki. Zmiksować całość na gładko i odstawić.

Szalotkę posiekać w drobną kostkę. Na dużej patelni rozgrzać masło z oliwą. Dodać szalotkę i  smażyć całość do zeszklenia. Cebula nie powinna się zrumienić, a tylko nabrać złocistego koloru. Dodać ryż i mieszając smażyć całość przez około 2 minuty, aż ryż również lekko się zeszkli. Dolać wino i poczekać, aż większość odparuje. Dolać około 1/3 bulionu (bulion powinien sięgać około 1 cm ponad poziom ryżu) i gotować, aż prawie cały płyn zostanie wchłonięty przez ryż. Dolać kolejną porcję bulionu i gotować ryż, aż będzie lekko twardawy (al dente). Cały czas gotowania trwa około 20-25 minut. 
Dodać zmiksowane szparagi, skórkę z cytryny, śmietanę, miętę i starty ser. Wymieszać całość podgrzewając do połączenia składników. Pod koniec mieszania dodać 2/3 główek szparagów. Resztą posypać wierzch risotta. Na wierzch można również zetrzeć dodatkowe wiórki sera.
Podawać od razu.
 


poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Małe chałki śniadaniowe.


Chałka kojarzy mi się z Babcią i dzieciństwem. Miękka, krojona w grube plastry, posmarowana masłem i domową konfiturą z truskawek lub czarnych porzeczek to było moje ulubione śniadanie, kiedy nocowałam u Babci. Do tego kubek mleka i byłam w śniadaniowym raju. Czasami powtórkę udało mi się wyprosić na kolację lub podwieczorek. 

Lubiłam siadać u Babci na parapecie wielkiego okna i zajadając chałkę, czytać książkę lub wyglądać przez okno. A czasami było na co patrzeć. Kamienica moich dziadków przylegała do pałacu, w którym mieściła się (i mieści nadal) ambasada belgijska. Od czasu do czasu odbywały się tam prawdziwe bale. Wieczorami zajeżdżały limuzyny i wysiadali z nich goście we frakach i długich balowych sukniach. Budynek rozświetlały kryształowe żyrandole, a ze środka dochodziły dźwięki muzyki. W tamtych szarych czasach lat osiemdziesiątych ten widok był jak wejście na karty książki z bajkami. Lubię te wspomnienia.

Na drugi dzień mojego pobytu u dziadków, Babcia kroiła lekko czerstwą chałkę na kromki i moczyła ją w jajku z dodatkiem mleka i cukru i smażyła na maśle. Ten karmelowy zapach, który roznosił się z kuchni czuję do dziś. 

Lubię piec chałki. Często robię małe, żeby każdy miał własną splecioną bułeczkę. Czasami piekę w formie keksówce, a kiedy indziej klasyczną dużą, splecioną z 6 wałeczków.
W moim rodzinnym domu chałka była też obowiązkowym dodatkiem do faszerowanego kurczaka lub ryby. 
Jeżeli macie ochotę na inne przepisy na chałkę to zapraszam po receptury na szwedzką chałkę pulla ,

Od dwóch miesięcy na blogu nie było żadnych wpisów. Wiele osób dopytywało się co się u mnie dzieje i jak długo ta cisza potrwa. Dostałam prztyczka w nos od mojego organizmu i na dwa miesiące byłam wyłączona z normalnego życia. Teraz powoli wracam do zdrowia, czuję się już znacznie lepiej, więc wróciłam do pisania bloga. Mam sporo zaległych przepisów do opublikowania, więc myślę, że jak nic nieprzewidzianego się nie wydarzy, nowe wpisy będą pojawiać się w miarę systematycznie. Przez ten czas nie gotowałam, nie piekłam, nie szykowałam Świąt. Jeszcze nigdy nie miałam takiej przerwy od kuchni, jeszcze nigdy nie spędziłam tyle czasu leżąc i nic nie robiąc (oprócz czytania). Czasami tak bywa. Teraz powolutku wracam do jakiejś aktywności. I wiecie co. Jeszcze nigdy nie cieszyły mnie takie drobiazgi jak włączenie pralki, czy wyjęcie naczyń ze zmywarki. Małe rzeczy, które były dla mnie niedostępne przez ostatnie tygodnie. 

                 A więc witajcie  z powrotem w mojej kuchni.


  
Mini chałki śniadaniowe

ciasto
 3/4 szklanki (175 ml) letniego mleka
2 1/4 łyżeczki (7g, 1 opakowanie) suszonych drożdży
1/4 szklanki (50 g) cukru
2 duże jajka w temperaturze pokojowej 
1 żółtko
1/4 szklanki oleju o neutralnym smaku
3 1/4 szklanki (500 g) mąki  pszennej typu 550
1/2 łyżeczki soli
skórka starta z 1/2 cytryny

wierzch
1 żółtko wymieszane z 2 łyżkami mleka
cukier perlisty
mak
sezam
 

Do miski miksera wlać mleko i dodać drożdże. Odstawić na 5 minut. Dodać wszystkie pozostałe składniki  i miksować całość przez 5 minut do uzyskania gładkiego ciasta. Ciasto przełożyć do posmarowanej olejem miski, przykryć ją ściereczką i odstawić na półtorej godziny do wyrastania.

Wyrośnięte ciasto wyjąć z miski i wyrabiać przez chwilę na blacie. Uformować z niego gruby wałek i podzielić go na 12 części. Każdą część podzielić na dwa i uformować z nich wałki długości 30 cm. Wałki ułożyć na krzyż i zapleść z nich chałkę. Jak to zrobić najlepiej zobaczyć na TYM FILMIE lub na TYM. Chałki ułożyć (zachowując odstępy) na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia, przykryć ściereczką i odstawić do ponownego wyrastania na 45 minut. 

Po tym czasie posmarować chałki rozbełtanym jajkiem z mlekiem i posypać makiem, cukrem lub sezamem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C i piec 20-25 minut do zrumienienia skórki. Studzić na kratce. 

Najlepsze są jeszcze ciepłe, posmarowane masłem z dodatkiem konfitury. Tak samo dobrze chałka smakuje z wytrawnymi dodatkami. Bułeczki dobrze się mrożą. Na drugi dzień po upieczeniu, chałki kroję na pół i opiekam w tosterze. Te chałki świetnie nadają się do przygotowania tostów francuskich.



piątek, 19 lutego 2016

Biscotti z karmelizowanymi orzechami.


I nadszedł ten dzień, kiedy czas ruszyć w drogę. Pierwszy przystanek Szwajcaria. Kraj, który uwielbiam i który wiąże się dla mnie z pięknymi wspomnieniami. Odwiedzę miejsca już mi znane i te które będę dopiero odkrywać. Potem dalej na południe, żeby skończyć znowu na północy Włoch. 
Jednym z regionów, w których będę jest Toskania. To tam  jakiś czas temu zajadałam się ciasteczkami biscotii maczanymi w vin santo. Mam wrażenie, że byłam tam na ciągłym rauszu, bo ciasteczka i wino dostawałam na śniadanie, deser, do południowej i popołudniowej kawy, do kolacji i przed snem. Uwielbiam ich smak i chrupkość i to jak idealnie łączą się z tym słodkim winem lub kawą. Biscotti piekę obowiązkowo na święta i na kulinarne prezenty. Piekę też przed podróżą, żeby cieszyć się ich smakiem jeszcze w domu.

Biscotti (cantuccini, cantucci) to twarde i chrupkie dwa razy pieczone włoskie ciasteczka. Są proste do wykonania i świetnie przechowują się zamknięte w puszce. 

Dzisiaj mam dla Was przepis na ciasteczka z karmelizowanymi orzechami laskowymi. Są łatwe do zrobienia, a wyborne w smaku. I zostaje trochę praliny orzechowej, którą można wykorzystać jako posypkę do lodów, ciast lub naleśników lub... schrupać bez niczego. 
 
 Nie będzie mnie na blogu z nowymi przepisami przez dwa i pół tygodnia, ale zapraszam  na profil bloga na FB i na instagram (lorentyna_). Tam będę dzielić się zdjęciami z podróży.
 


Biscotti z karmelizowanymi orzechami laskowymi

pralina orzechowa*
1 szklanka (200 g) cukru
1/4 szklanki (55 g) wody
1 szklanka (130 g) orzechów laskowych (najlepiej uprażonych) 

2 szklanki (255 g) mąki pszennej (tortowej) 
1 1/3 szklanki (200 g) praliny orzechowej*
1/3 szklanki (55 g) drobnego białego cukru
1/3 szklanki (55 g) brązowego cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
2 duże jajka (w temperaturze pokojowej)
112 g masła 
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii lub pasty

Przyrządzić pralinę. Do garnka wlać wodę i wsypać cukier. Podgrzewać bez mieszania do uzyskania złocistego karmelu. Dodać orzechy, wymieszać, żeby karmel pokrył orzechy z wszystkich stron. Przełożyć masę na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Odstawić na 30 minut, żeby masa wystygła i stwardniała. Połamać ją na kawałki i przełożyć do pojemnika malaksera. Zmiksować do uzyskania drobnego proszku. Dobrze jest zachować część orzechów w większych kawałkach. Żeby to uzyskać jedną część orzechów w karmelu można krócej miksować lub posiekać nożem. 

 Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Nagrzać piekarnik do 180 stopni C. 
Masło stopić i podgrzewać na małym ogniu, aż nabierze bursztynowego koloru i zacznie pachnieć orzechami. Zdjąć z ognia i lekko wystudzić. Dodać wanilię i jajka i wszystko wymieszać. W misce wymieszać mąkę, sól, zmiksowaną pralinę, obydwa rodzaje cukru i proszek do pieczenia. Dodać masę maślano jajeczną i zmiksować do uzyskania ciasta. Wyjąc je na blat i podzielić na 3 części. Z każdej części uformować wałek grubości 3 cm. Ułożyć je na blasze zachowując odstępy. Wstawić do piekarnika i piec około 20  minut do lekkiego zrumienienia. Wyjąć i pozostawić do wystudzenia na 10 minut. Pokroić skośnie na 1 cm plastry. Układać je na blasze nacięciami do dołu i góry. Wstawić ponownie do piekarnika i piec około 10 minut. 
Wystudzić i przełożyć do puszki lub słoja.



czwartek, 18 lutego 2016

Domowa nutella słodzona daktylami (wegańska)


 W czasie pierwszych wyjazdów do Włoch, zawsze kupowaliśmy kilogramowy słoik nutelli. Uzbrojeni w łyżeczki bezkarnie wyjadaliśmy go prawie do samego dna. Przy tak dużym słoiku nikt się nie martwił, że dla niego zabraknie. Mijały lata, nasze nawyki kulinarne ewaluowały i przeszła nam ochota na ten krem, ale nie na ten smak. Zaczęłam przyrządzać go sama. Kiedy wiem, że składniki w nim zawarte są dobre i nie ma w nim "zbędnych" dodatków, znowu mam na niego ochotę.  Ostatnio przyrządzam też tego typu krem bez dodatku cukru, słodzony daktylami. Ja lubię go w wersji bardzo gęstej. Jeżeli chcecie rzadszy, wystarczy dodać więcej wody w trakcie miksowania. To taki dobry krem czekoladowo orzechowy  w zdrowej wersji.

Jeżeli szukacie klasycznego przepisu na domową nutellę zapraszam Was TUTAJ. A dla miłośników kremu speculoos przepis znajduje się TUTAJ

Domowa nutella słodzona daktylami

3 szklanki (400 g) orzechów laskowych (lub mieszaki różnych orzechów)
20 sztuk świeżych, dużych daktyli (bez pestek) pokrojonych na 1 cm kawałki
1/2 szklanki (125 ml) masła kakaowego lub oleju kokosowego (podgrzanych do płynnej konsystencji)
4 łyżki gorzkiego kakao
1/4-1/2 szklanki ( 62-125 ml) wody

Nagrzać piekarnik do 150 stopni i prażyć w nim orzechy rozłożone na dużej blasze przez 10-15 minut. Skórka na orzechach powinna popękać. Orzechy wystudzić i obetrzeć w ściereczce, żeby pozbyć się większości skórek. Włożyć je do malaksera i zmiksować na gładką masę. Orzechy powinny "puścić" olej w trakcie miksowania. Dodać resztę składników i zmiksować do uzyskania gładkiego kremu. Przełożyć do słoików i przechowywać w lodówce.

wtorek, 16 lutego 2016

Tyrolski strudel z jabłami i orzeszkami pinii.


Za niecałe cztery dni ruszam w drogę. Te wyjazdy u schyłku zimy nazywam podróżami w poszukiwaniu słońca. Bo właśnie słońca teraz brakuje mi najbardziej. Sprawdzam prognozy pogody i w zależności od tego co pokazują, jestem pełna euforii lub żalu. Tak czy siak, przez dwa i pół tygodnia tego słońca trochę będę mieć. Ostatnio moje podróże są bardzo złożone i intensywne. W grudniu zachwycałam się świątecznym klimatem Anglii, Francji i Belgii, teraz czas na Szwajcarię i Włochy. Tydzień na nartach poprzedzi powrót do miejsc, które znam i lubię, ale też przede mną trochę nowych odkryć. Chodzę radosna i szczęśliwa, jakbym przyjmowała podwójną, a nawet potrójną dawkę witaminy D. Dobrze, że podróż jest tuż, tuż, bo byłabym nie do wytrzymania ;-)

We włoskich Dolomitach zawsze zamawiam na deser strudel na ciepło. Lubię smak nadzienia zrobiony z jabłek odmian u nas niedostępnych z dodatkiem chrupiących orzeszków pinii. Ten tyrolski strudel zrobiony jest z kruchego ciasta. Delikatnego, maślanego i bardzo kruchego. To zupełnie inny strudel niż ten pieczony w Austrii.  Pierwszy przepis na włoski strudel z gór dostałam od naszej gospodyni Marii. Podzieliła się ze mną swoim starym rodzinnym przepisem. Jeżeli macie na niego ochotę zapraszam po przepis TUTAJ. Jeżeli wolicie strudel zrobiony z cieniutkich warstw ciasta, też znajdziecie go na blogu TUTAJ

A dzisiaj zapraszam po kolejny przepis na tyrolski strudel. Ciasto jest bardzo kruche i co ważne nie ma dodatku proszku do pieczenia. Jabłkowe nadzienie aromatyzowane jest skórką z cytryny, cynamonem i odrobiną gałki muszkatołowej. Do tego rodzynki moczone w rumie i chrupkie orzeszki pinii. 
Macie ochotę?


Strudel z jabłkami
Strudel di mele 

ciasto
150 g masła w temperaturze pokojowej
100 g drobnego cukru
2 żółtka
1 jajko
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii
1/2 łyżeczki skórki startej z cytryny
szczypta soli
250 g mąki tortowej

nadzienie
3 duże jabłka
30 g rodzynek namoczonych w 2 łyżkach rumu (najlepiej przez noc)
2 łyżki orzeszków pinii
2 łyżki cukru
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
2 szczypty gałki muszkatałowej
1 łyżeczka skórki startej z cytryny

wierzch
1 jajko rozbełtane
1  łyżeczka  orzeszków pinii
cukier puder

W misce zmiksować masło z cukrem na gładką masę. Cały czas miksując  dodawać po 1 żółtku i jajko. Pod koniec miksowania dodać skórkę z cytryny, sól i wanilię. Dodać mąkę i zmiksować wszystko szybko do połączenia. Ciasto lekko zagnieść dłońmi, uformować kulę, lekko ją spłaszczyć i zawinąć w folię spożywczą. Wstawić ciasto do lodówki na 30 minut,
Jabłka obrać, wykroić gniazda nasienne i pokroić w bardzo cienkie plasterki (zrobiłam to szatkownicą). Wymieszać w misce z pozostałymi składnikami nadzienia. 

Ciasto wyjąć z lodówki i rozwałkować na lekko podsypanym mąką arkuszu papieru do pieczenia na grubość 5 mm. Na jednym z dłuższych końców ciasta rozłożyć nadzienie. Całość zwinąć w formę rulonu. Końce ciasta podwinąć pod spód. Wierzch posmarować jajkiem i posypać orzeszkami pinii. Przełożyć ciasto wraz z papierem na dużą blachę. 

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni i piec do zrumienienia się wierzchu około 45-50 minut. Wierzch upieczonego ciasta posypać cukrem pudrem.
 

 

czwartek, 11 lutego 2016

A może upieczesz w weekend drożdżówki. Z czarną porzeczką, marcepanem i makiem.


Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie. Są dni, kiedy ulice pełne są rowerzystów i biegaczy i wtedy myślę o lekkich tartaletkach z truskawkami. Kiedy kilka dni później pada śnieg lub deszcz, wyciągam mikser i piekę ciasto drożdżowe. W jego zapachu jest coś magicznego, domowego i ciepłego. Lubię, kiedy nęci domowników i zapowiada wspólne chwile przy stole. 
Ostatnio często używam w kuchni czarnych porzeczek. Tęsknota za latem, niedobór witaminy C, smak dzieciństwa...? Nie wiem, co wpływa na moją wielką ochotę na te owoce, ale ich jedzenie sprawia mi wielką frajdę. Kwaśne porzeczki, wiśnie, żurawiny, borówki lubię łączyć z marcepanem. Jego słodycz doskonale komponuje się z tymi owocami. Może skusicie się na aromatyczne, maślane i puszyste drożdżówki z kwaśno słodkim nadzieniem. I z kropeczkami maku zatopionymi w cieście.

Życzę Wam ciepłego weekendu pachnącego ciastem. Odpoczywajcie i ładujcie akumulatory na następny tydzień. 
 

Drożdżówki z czarną porzeczką i marcepanem 

ciasto
220 ml mleka
70 g masła 
450 g mąki pszennej (typu 550)
15 g świeżych drożdży (lub 7 g suszonych)
3 łyżki (50 g) cukru 
szczypta soli
2 łyżki maku
1 jajko (lekko ubite)
skórka starta z 1 cytryny

nadzienie
300 g czarnych porzeczek (można użyć mrożonych) 
50 g miękkiego masła
50 g drobnego cukru
100 g marcepana (pokrojonego w 1/2 cm kostkę) 

wierzch 
1 jajko (lekko ubite)
3 łyżki płatków migdałowych

Mrożone czarne porzeczki rozmrozić. Mleko zagotować. Zdjąć z ognia, dodać masło i mieszać do jego rozpuszczenia. Przelać do miski, w której będzie wyrabiane ciasto. Dodać cukier. Wymieszać. Wystudzić do letniej temperatury.Dodać drożdże, wymieszać i odstawić na 5 minut. Dodać sól, jajko, skórkę z cytryny i mak. Zmiksować do połączenia. Dodać mąkę i miksować (końcówki haki) całość do uzyskania gładkiego ciasta (około 10 minut). Miskę przykryć ściereczką i odstawić ciasto do wyrastania na około 1 godzinę. Powinno podwoić swoją objętość.

Na podsypanym mąką blacie lub arkuszu papieru do pieczenia rozwałkować ciasto na grubość 1 cm.
Na cieście rozsypać porzeczki, marcepan i cukier. Poukładać małe kawałki masła. Zwinąć ciasto w rulon i pokroić w 2 cm plastry, które układać na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pomiędzy ciastkami zachować 4 cm odstępy. Ja piekłam bułki na 2 blachach. Blachy z ciastkami odstawić na 1/2 - 1 godzinę do ponownego wyrośnięcia. Jajko wymieszać z 1 łyżką wody. Tą mieszanką posmarować bułeczki. Wierzch posypać płatkami migdałowymi. 
Piec w temperaturze 180 stopni przez 13-15 minut na złoty kolor. Studzić na kratce. 
  Bułeczki świetnie się mrożą. Wspaniale smakują zarówno na ciepło jak i wystudzone.
 

poniedziałek, 8 lutego 2016

Zupa, której ciągle nam mało. Laksa z dynią i pomidorami.


Są takie zupy, których niezależnie jak dużo bym ugotowała, to ciągle jest ich za mało. Przepis, który poniżej znajdziecie, należy właśnie do takich.  Zupa znika błyskawicznie i pojawia się pytanie, czy jeszcze jest. To dobra propozycja na danie na tę porę roku. Zupa jest sycąca, rozgrzewająca, pikantna i kwaskowata...  i szybka do przygotowania (oczywiście, jeżeli mamy wszystkie składniki). 

Od pewnego czasu udaje mi się kupić kolendrę w wielkich pęczkach po 4 złote (stragany pod halą Mirowską). Nie mogę się oprzeć takiej okazji i kupuję ją w ilościach hurtowych. Stąd ostatnio w mojej kuchni dużo dań z jej udziałem. Do takich składników, których często ostatnio używam należą też czarne porzeczki (mrożone) i pomarańcze. 
Tęskno mi za wiosną i witaminami.

Dobrego i słonecznego tygodnia Wam życzę.


 Laksa z dynią i pomidorami

250 g obranej dyni pokrojonej w 1 cm kostkę
2 czerwone papryczki chilli (bez pestek)
4 ząbki czosnku
kawałek obranego imbiru (wielkości kciuka)
2 pędy trawy cytrynowej
3 liście limonki kaffir (mrożone lub suszone)
1 duży pęczek kolendry
800 ml wody lub drobiowego bulionu
1 puszka (400 ml) mleka kokosowego
20 pomidorków koktajlowych
2 łyżki sosu rybnego (Nam Pla)
sok z 1/2 cytryny
olej ryżowy lub inny o neutralnym smaku nadający się do smażenia.

100 g makaronu ryżowego
garść liści mięty

Dynię ugotować na parze. Trawę cytrynową pokroić na małe plasterki (tylko miękkie, obrane z wierzchniej części grube kawałki) i włożyć do pojemnika malaksera. Dodać liście limonki i zmiksować na drobniutkie kawałki. Dodać czosnek i pokrojone na około 1 cm kawałki papryczkę chilli i imbir. Zmiksować. Dołożyć listki i łodyżki kolendry (pokrojone na kawałki) i 3 łyżki oleju. Zmiksować całość na pastę. Przełożyć całość do garnka z rozgrzanymi 3 łyżkami oleju. Smażyć całość cały czas mieszając przez 1 minutę. Dolać bulion i mleko kokosowe. Gotować zupę przez 5 minut od chwili zagotowania. Dodać przekrojone na pół pomidorki. Gotować 3 minuty. Doprawić zupę sosem rybnym, sokiem z cytryny i dosolić do smaku. Dodać dynię i gotować jeszcze przez 2 minuty. Przygotować makaron według przepisu z opakowania. Przełożyć go do miseczek. Zalać zupą. Wierzch posypać miętą i resztą posiekanej kolendry.


środa, 3 lutego 2016

Granola słodzona bananami.


Lubię jeść na śniadanie granolę. Robię ją zawsze sama, bo nie lubię tej kupnej. W takiej własnoręcznie przyrządzonej można samemu dobrać sobie ilość słodyczy, jak też to czym się ją słodzi. Dawno już minęły czasy, kiedy dodawałam do niej cukier. Moja granola jest coraz mniej słodka. Do jej słodzenia chętnie używam syropu klonowego lub melasy z daktyli. Miód wolę dodać bezpośrednio do miseczki. Lubię też dużo orzechów i pestek. Po upieczeniu są bardzo chrupkie i smakują jeszcze lepiej. 
Dzisiejsza granola swoją słodycz zawdzięcza dojrzałym bananom. To dobra opcja na alternatywną formę osłodzenia granoli, jak też na zużycie nadmiaru dojrzałych bananów.
 

 Granola bananowa

3 szklanki (250 g) płatków zbożowych (owsianych, orkiszowych, żytnich...)
1/2 szklanki (80 g) grubo posiekanych orzechów (migdałów, orzechów włoskich, laskowych, nerkowców...)
1/2 szklanki (80 g) pestek z dyni
1/2 szklanki (80 g) pestek słonecznika
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii
3 łyżki oleju kokosowego (podgrzanego do płynnej konsystencji)
3 łyżki  syropu klonowego lub miodu lub melasy z daktyli 2 bardzo dojrzałe banany
2 suszone naturalnie banany (pokrojone na 1/2 cm) kawałki
1/2 - 1 szklanka suszonych owoców (żurawin, miechunki, rodzynek...)

Nagrzać piekarnik do 180 stopni C. Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia. 
Banany rozgnieść widelcem i połączyć wanilią, syropem klonowym i olejem kokosowym. W misce wymieszać płatki z orzechami i pestkami i dodać do masy bananowej. Wszystko dokładnie wymieszać. Całość wyłożyć na blachę równomierną warstwą. Piec 15-20 minut do zrumienienia granoli. W trakcie pieczenia wymieszać całość 2-3 razy. Wyjąć z piekarnika i dodać owoce.
Wystudzić całkowicie przed przełożeniem granoli do słoika lub innego pojemnika.

niedziela, 31 stycznia 2016

Ciasto bananowo czekoladowe z figami i orzechami.


 Im jestem starsza, tym bardziej cenię domowe jedzenie w podróży. Kiedy czeka mnie kilkugodzinna droga zabieram ze sobą wcześniej przyrządzone kanapki, krakersy, słodkości. Kiedy podróż trwa 2-3 dni biorę kosz piknikowy w okrojonej wersji. Wolę  kupić po drodze chleb, ser i inne dodatki niż jeść w przydrożnym fastfoodzie. Z czasem stałam się niezłą specjalistką w organizacji wyżywienia w podróży ;-). Do mojego wyjazdu zostało jeszcze trochę czasu, a na razie musiałam przygotować jedzenie na drogę dla syna. Wiecznie głodny nastolatek w 24 godzinnej podróży autokarem to spore wyzwanie. Do tego miłośnik domowych słodkości, jedzenia tortano (przepis TUTAJ) w drodze i...karmienia innych. 

Jedzenie w podróży musi być proste, w miarę możliwości niebrudzące i dobrze przechowujące się bez chłodu lodówki. Jedną z rzeczy, które upiekłam na podróż dla nastoletniego narciarza było ciasto bananowe. Ma ono same zalety. Jest wilgotne i smaczne przez kilka dni po upieczeniu.  Dodatek orzechów, fig i czekolady daje zdrowy zastrzyk energii. I oczywiście rzecz najważniejsza, to ciasto jest pyszne.  


Ciasto bananowo czekoladowe z figami i orzechami
 
250 g mąki pszennej tortowej
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
125 g miękkiego masła
230 g ciemnego cukru muscovado
3 duże banany
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu lub pasty z wanilii
2 duże jajka (w temperaturze pokojowej)
100 g ciemnej czekolady
50 g orzechów włoskich
5 suszonych fig

Czekoladę pokroić w 1/2 cm kostkę, figi w 1 cm kawałki, a orzechy grubo posiekać. Banany obrać i rozgnieść widelcem. Nagrzać piekarnik do 180 stopni. Formę keksówkę długości 26 cm wyłożyć papierem do pieczenia.  
Mąkę i proszek do pieczenia przesiać przez sitko. W misce zmiksować masło, wanilię i cukier na gładką masę. Cały czas miksując dodawać po 1 jajku. Dodać banany i zmiksować do połączenia. Ciasto w trakcie miksowania z jajkami lub bananami może się rozwarstwić. Nie należy się tym przejmować, bo po dodaniu mąki wszystkie składniki się połączą.  Dodać mąkę i zmiksować na wolnych obrotach do uzyskania gładkiej masy. Dodać figi, orzechy i czekoladę. Wymieszać całość łyżką i przełożyć ciasto do formy. Wstawić do piekarnika i piec 50-60 minut. Ciasto kroić po całkowitym wystudzeniu. 

 



czwartek, 28 stycznia 2016

Korzenne muffinki (bezglutenowe) słodzone daktylami i musem z jabłek


Moja przygoda z wypiekami bezglutenowymi i wegańskimi trwa nadal. Nie jest tak, że wyeliminowałam z mojej kuchni mąkę pszenną i masło. Masło będzie w niej zawsze. Spodobało mi się za to obniżanie cukru w wypiekach, korzystanie z różnego rodzaju mąk i poszukiwanie nowych smaków. Na pewno moje odkrywanie "nowego" owocuje zdrowymi słodkościami, które mam wrażenie można jeść bezkarnie ;-). Jeden męski członek mojej rodziny podchodził do tych poszukiwań z pewnymi wątpliwościami, a ostatecznie jest pierwszym wyjadaczem.

Dzisiaj mam dla Was przepis na korzenne muffinki z mąki gryczanej, migdałowej i owsianej słodzone daktylami i musem z jabłek. Jeżeli ważne jest dla Was, żeby wypiek był całkowicie bezglutenowy, zwróćcie uwagę na mąkę owsianą. Większość z nich jest z glutenem. Ja używam szwedzkiej bezglutenowej mąki owsianej. 



 Korzenne muffinki (bezglutenowe) słodzone daktylami i musem z jabłek

suche składniki
100 g (1 szklanka) mielonych migdałów
100 g (1 szklanka) mąki owsianej
75 g (2/3 szklanki) mąki gryczanej 
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1 łyżeczkamielonego kardamonu
1/4 łyżeczki mielonego imbiru
1/4 łyżeczki mielonych goździków
szczypta soli

mokre składniki
160 ml (2/3 szklanki) jogurtu 
80 ml (1/3 szklanki) oleju kokosowego (płynnego) można użyć rozpuszczonego masła lub oleju
10 miękkich, dużych daktyli bez pestek
3 duże jajka lub 3 łyżki nasion chia wymieszanych z 9 łyżkami wody
120 ml (1/2 szklanki) musu jabłkowego* (gotowy lub przyrządzony z przepisu poniżej)

3 małe jabłka

Nagrzać piekarnik do 200 stopni. Papierowe papilotki włożyć do formy muffinkowej. Wymieszać w misce wszystkie suche składniki. Zetrzeć na tarce 2 jabłka. W malakserze zmiksować na gładką masę wszystkie mokre składniki. Masę przelać do suchych składników. Dodać starte jabłka. Wymieszać. Masę przełożyć do papilotek. Na wierzchu ułożyć pokrojone na cienkie plasterki trzecie jabłko.
Wstawić blachę z muffinkami do piekarnika i piec około 20 minut.

*Mus jabłkowy

500 g słodkich jabłek (używam odmiany dolden delicious)
60 ml (1/4 szklanki) wody
Jabłka obrać i pokroić w 1 cm kostkę. Przełożyć do rondelka i zalać wodą. Gotować do miękkości jabłek. Zmiksować blenderem na gładką masę. Przełożyć do słoika. Przechowywać do tygodnia w lodówce.


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails