wtorek, 7 kwietnia 2020

Jedne z najlepszych bułek jakie upiekłam. Sprawdzą się też idealnie do burgerów.



Mam wrażenie, że wszyscy naokoło teraz pieką bułki i chleby, hodują zakwas, poszukują drożdży i mąki żytniej. Mam nadzieję, że te umiejętności wypiekania własnego pieczywa zakorzenią się w nas na długie lata i domowe chleby i bułki będą nadal gościć na naszych stołach, kiedy skończy się ten szalony czas.

Wiele osób stawia teraz pierwsze kroki w pieczeniu i jak patrzę na najczęściej odwiedzane przez Was na blogu przepisy, to widzę, że te na najprostsze bułki należą do najpopularniejszych. Często z tych prostych przepisów wychodzą doskonałe rzeczy.

Polecam Wam blogowe przepisy na rogale. Minęło trochę czasu od ich publikacji, a ja ciągle je piekę i zachwycam się ich smakiem.

TUTAJ znajdziecie przepis na rogale z makiem (oczywiście możecie posypać je czymś innym albo niczym)

A TUTAJ na rogale śniadaniowe. 

A dzisiaj mam dla Was przepis na jedne z moich ulubionych bułeczek. Mają wilgotny,  aromatyczny miąższ i delikatną cieniutką skórkę. Są lekko słodkawe, ale ich smak doskonale komponuje się zarówno ze słodkimi dodatkami jak i wytrawnymi typu wędlina, ser, pomidor czy ogórek. 
I jeszcze jedno. Te bułeczki są genialne jako bułki do burgerów. W smaku są jak takie bułeczki brioszkowe, ale nie ma z nimi tyle pracy co z ciastem na briosze.   A ich kolejna zaleta to łatwość i prostota wykonania. Zrobi je każdy kto zaczyna przygodę z pieczeniem. 

Możecie część mąki pszennej zastąpić mąką orkiszową lub żytnią (wtedy trzeba dodać odrobinę więcej wody).

Upieczcie te bułki koniecznie. Będziecie zadowoleni. 


Ulubione bułki pszenne

500 g mąki pszennej (typu 550)
7 g (1 torebka) drożdży suszonych lub 14 -15 g świeżych drożdży
7 g (1 łyżeczka) soli
40 g drobnego cukru
40 g miękkiego masła (w temperaturze pokojowej)
320 ml letniej wody

do posypania wierzchu
sezam, słonecznik, dynia, mak

Do miski wlać wodę i dodać drożdże i cukier. Odstawić na 10 minut. Dodać resztę składników i miksować całość przez około 10 minut. Na początku na wolnych obrotach, a potem na średnich.
Ciasto przełożyć do miski wysmarowanej olejem i odstawić do wyrastania na około 1 godzinę. Ciasto ma podwoić swoją objętość. Godzina powinna wystarczyć, ale może to potrwać też trochę dłużej lub krócej. Wszystko zależy od temperatury otoczenia. 
Wyrośnięte ciasto chwilę powygniatać dłońmi, żeby je odgazować, a następnie podzielić je na 12 równych części.
Z każdej części uformować bułeczkę i położyć je na 2 blachach wyłożonych papierem do pieczenia, zachowując odstępy. 
Bułeczki przykryć ściereczką i odstawić do ponownego wyrastania na 30 minut.

Rozgrzać piekarnik do 220 stopni C. Na dno piekarnika wstawić płaską blachę.

Wyrośnięte bułeczki delikatnie posmarować wodą i posypać ziarnami. Można je również zostawić tylko posmarowane wodą - bez posypywania.

Wstawić blachę z bułeczkami na środkowy poziom piekarnika i chlusnąć około 1/2 szklanki wody na blachę, która jest na dnie piekarnika. Szybko zamknąć drzwiczki piekarnika, żeby para została wewnątrz. Piec 10-15 minut, do uzyskania złocistego wierzchu.
Tak samo upiec drugą blachę bułeczek.


niedziela, 5 kwietnia 2020

Gugelhupf czyli drożdżowa babka wiedeńska. Wielkanoc 2020


Gdyby mi ktoś w lutym albo nawet na początku marca powiedział jak będą wyglądać te święta, to nie uwierzyłabym.
Zawsze lubiłam przygotowania do świąt i wszystko planowałam z dużym wyprzedzeniem. Listę potraw, dekorację domu i stołu, zakupy... Lubiłam wcześniej przetestować nowe przepisy, żeby zaskoczyć rodzinę czymś nowym.

W tym roku też miałam plany. Kupiłam w lutym dużo lnu i poszyłam na Wielkanoc obrusy, serwetki i zasłony. Dokupiłam świeczniki, świece i wstążki do wianków. I na tym moje przygotowania i plany się skończyły. 
Każdy dzień jest niewiadomą. Chodzę do pracy, a po pracy najchętniej poszłabym spać (i często tak robię). Do świąt tydzień. Bardzo długi tydzień. Nie wiem co przyniesie. 

Święta będą w domu. Całkowicie inne. 
Będą też te nowe obrusy, świece i serwetki. Nie będzie bukietów jaskrów w delikatnym, pudrowym odcieniu różu. Za to będą gałązki z drzew z ogrodu. Nie będzie kilku rodzajów mazurków i bab. Będzie jedna baba i pascha (jeżeli kurier dowiezie zamówiony ser). Jeżeli nie dowiezie to trudno. Będzie żur, pasztet z warzyw, sałatka, domowy chleb i pewnie coś jeszcze. Nie wybieram się po zakupy. Gotuję z tego co mam. 

To czego mi będzie naprawdę brakowało to ludzi. Chociaż pokusa jest wielka, żeby się spotkać, to nie spotkamy się. Izolujemy się już miesiąc, więc straszną głupotą byłoby to przerwać. Przy stole zasiądziemy we trójkę (a pod stołem jeszcze ko)t. Córka będzie po drugiej stronie miasta, mama piętro niżej, brat z rodziną i teściowie w różnych stronach kraju. 

Mimo, że moja mama jest tak blisko, to nie spotkamy się. Będziemy rozmawiać przez telefon albo przez drzwi - tak jak do tej pory. Za to przy stole będzie nam towarzyszyć komputer i telefon, dzięki którym będziemy w święta w dużym gronie. Trzeba się dostosować i odnaleźć w całej tej sytuacji. 

Na święta upiekę ulubioną (także przez wielu z Was) babę paryską z przepisu z książki kucharskiej prababki męża z 1885 roku. Ta baba jest hitem w naszym domu już kolejny rok. W zeszłym roku gościła również w wielu Waszych domach. Dostałam od Was tak wiele słów zachwytu, więc wiem, że i u Was jest to baba ulubiona. 
Przepis na nią znajdziecie na pierwszej pozycji w spisie linków na baby poniżej. Oprócz przepisu na tę babę znajdziecie 17 innych. W każdym poście opisuję charakterystykę ciasta, więc każdy może znaleźć coś dla siebie.

Dzisiaj mam dla Was przepis na babę drożdżową wiedeńską. Z dużą ilością rodzynek (zawsze można je pominąć, jeżeli nie lubicie lub nie macie), lekką, puszystą i wilgotną. Formę do mamy trzeba wysmarować masłem i obsypać płatkami migdałów. Dzięki temu jej powierzchnia staje się chrupiąca i aromatyczna. Jak nie macie płatków migdałów - pomńcie je. 
Takie czasy, że często piszę: nie macie czegoś to pomińcie albo zastąpcie...

Baba jest drożdżowa, a wiem, że z drożdżami krucho. Syn w dniu, kiedy zamknęli mu uczelnie, wstąpił do sklepu i kupił to co wydawało mu się niezbędne czyli kilka paczek drożdży i... parę słoików koncentratu pomidorowego. Niezbadana jest praca mózgu przyszłego lekarza i inżyniera ;-)

Drożdżom minął już termin przydatności do użycia, ale nadal pracują jak szalone i wszystko pięknie na nich rośnie. Drożdże można podobno mrozić, ale nigdy tego nie robiłam, więc nie chciałam ryzykować. A Wy mroziliście kiedyś drożdże?
Jakie są Wasze doświadczenia.

Ja zamówiłam i czekam na przesyłkę ze świeżymi drożdżami. Kupiłam je TUTAJ. Jeszcze są dostępne. 1 kg opakowanie kosztuje 14.99 zł. Zawsze można się z kimś podzielić (zachowując bezpieczną odległość;-)).

Przed świętami będę miała jeszcze dla Was przepis na kolejną babę wiedeńską. Tym razem będzie to baba z kawiarni z hotelu Sacher. Do jej użycia potrzebny będzie proszek do pieczenia!, więc przepis przyda się osobom nieposiadającym drożdży.

Baba paryska z 1885 roku - PRZEPIS
Baba warszawska z 1885 roku - PRZEPIS
Baba pistacjowaPRZEPIS
Baba warszawska - PRZEPIS
Baba wykwintna - PRZEPIS
Baba staropolska szafranowa - PRZEPIS
Baba staropolska parzona - PRZEPIS
Baba drożdżowa cytrynowa - PRZEPIS
Baba staropolska z 96 zółtek - PRZEPIS
Baba z czekoladą i orzechami - PRZEPIS
Babka kajmakowa z krówkami - PRZEPIS
Baba podolska - PRZEPIS
Baba drożdżowa czekoladowa - PRZEPIS
Baba drożdżowa niezwykła (wilgotna) - PRZEPIS
Baba Neli Rubinstein - PRZEPIS
Baba drożdżowa Magdy Gessler - PRZEPIS
Baba alzacka - PRZEPIS
Colomba Pasquale - PRZEPIS

ABC udanej baby drożdżowej znajdziecie TUTAJ


Drożdżowa babka wiedeńska
Gugelhupf

zaczyn
30 g świeżych drożdży (lub 7 g suszonych)
240 ml (1 niepełna szklanka) letniego mleka
1/2 łyżeczki cukru
130 g (1 szklanka) mąki pszennej typu 550

ciasto
170 g masła w temperaturze pokojowej (miękkiego)
100 g (1/2 szklanki) drobnego cukru
skórka starta z 1 cytryny
4 duże jajka (żółtka i białka osobno)
15 ml (1 łyżka) rumu
1 łyżeczka pasty z wanilii
1/2 łyżeczki drobnej soli
390 g (3 szklanki) mąki pszennej typu 550
150 g (1 szklanka) rodzynek 
3 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej (opcjonalnie)

1/4 szklanki płatki migdałów

Przyrządzić zaczyn. 
W miseczce wymieszać ciepłe mleko z drożdżami i cukrem. Dodać mąkę i wymieszać. Odstawić na 15-20 minut, aż zaczyn urośnie.

W misce ubić na sztywno białka. W drugiej misce zmiksować na gładką masę masło, cukier i skórkę z cytryny. Cały czas miksując dodawać po 1 żółtku. Kiedy masło połączy się z żółtkami, dodać zaczyn i zmiksować do połączenia. Jeżeli masa będzie wyglądać na lekko zważoną, nie trzeba się tym przejmować. 
Pod koniec miksowania dodać rum, wanilię i sól.

Zmienić w mikserze końcówki na haki i dodać do masy maślanej mąkę. Miksować przez 5-6 minut. Najpierw na wolnych obrotach, a potem na średnich. 
Dodać do ciasta połowę piany z białek i zmiksować je (na wolnych obrotach) do połączenia z ciastem. Dodać resztę białek i ponownie miksować do połączenia.

Wylać ciasto do formy na baby o średnicy około 26 cm, wysmarowanej dokładnie masłem i wysypanej płatkami migdałów.

Odstawić ciasto do wyrastania na około godzinę. Wyrośnięte ciasto powinno dojść prawie do brzegu formy.

Kiedy ciasto rośnie, rozgrzać piekarnik do 175 stopni C.

Wyrośniętą babę wstawić do piekarnika i piec 30 minut. Po tym czasie przykryć wierzch kawałkiem folii aluminiowej (błyszczącą stroną do góry) i piec kolejne 30 minut. Sprawdzić stan upieczenia patyczkiem.
Wyjąć babkę z piekarnika i odstawić na 10 minut. Po tym czasie obrócić ją i wyjąć z formy. Pozostawić do całkowitego wystudzenia na kratce.

Wystudzoną babę można posypać cukrem pudrem.


Przepis Rick Rodgers z książki "Kaffeehaus"

wtorek, 31 marca 2020

Chlebek bananowy czyli co zrobić z bardzo dojrzałych bananów


W kuchni zaczęły mi czernieć banany i miałam kilka pomysłów co z nimi zrobić. Placki z bananami, koktajl, granolę... Dni mijały, banany robiły się coraz ciemniejsze i nie mogłam już dłużej odkładać przerobienia ich na coś dobrego.

 Wtedy na scenę (czyli do kuchni) wkroczył syn i poprosił mnie, żebym banany przerobiła na ciasto. Ale takie z zakalcem. 
Zrobiłam ciasto. Okazało się pyszne, maślane, wilgotne i z chrupką skorupką na wierzchu. Jedyną porażką w tym cieście był brak zakalca ;-)

Do ciasta dodałam to co miałam (takie jest to gotowanie i pieczenie w tym czasie). Pół tabliczki czekolady i dużą garść orzechów. Wy możecie dodać też inne składniki: rodzynki, kandyzowaną skórkę pomarańczową, żurawiny, suszone wiśnie, morele. Ważna jest baza ciasta. Reszta zależy od Was i Waszych zapasów ;-)



Chlebek bananowy

200 g miękkiego masła
100 g drobnego cukru
3 jajka w temperaturze pokojowej
200 g mąki pszennej tortowej
1 łyżeczka proszku do  pieczenia 
duża szczypta soli
300 g miąższu bardzo dojrzałych bananów (około 3 sztuk)
50 g posiekanej czekolady (może być więcej) - mlecznej, gorzkiej
100 g orzechów włoskich

wierzch
2 łyżki brązowego cukru
1 banan

Rozgrzać piekarnik do 170 stopni C i wyłożyć papierem do pieczenia formę keksówkę (w rozmiarze około 10x25 cm).
Rozbełtać jajka w miseczce.
Zmiksować masło z cukrem na puszystą masę. Cały czas miksując dodawać po trochu jajka. Miksować do połączenia.
Jak masa będzie wyglądać na trochę zważoną, nie trzeba się tym przejmować. 

Dodać rozgniecione banany i zmiksować całość na wolnych obrotach, żeby owoce wmieszały się w masę.
W misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia i solą. Dodać do masy maślanej i wymieszać całość łyżką lub szpatułką. Dodać czekoladę i orzechy i wymieszać ponownie.
Ciasto przelać do formy. Na wierzchu ułożyć przeciętego wzdłuż banana i całość posypać cukrem.
Wstawić do piekarnika i piec 30 minut. Zmniejszyć temperaturę piekarnika do 160 stopni C i piec jeszcze 20-30 minut. 
Ciasto wyjąć z piekarnika i studzić około 30 minut przed pokrojeniem.

Ciasto można przechowywać zawinięte w papier lub w puszce do 5 dni.



niedziela, 29 marca 2020

Drożdżowe rogaliki z różą i kilka słów o książce Rozkosznego (Michała Korkosza)


Michała Korkosza znanego większości jako Rozkoszny cenię za wyczucie smaku, dopracowane przepisy i wielki talent. Michał to młody chłopak (wyglądający na jeszcze młodszego), który w krótkim czasie osiągnął bardzo dużo (i w pełni zasłużenie).
Rozkoszny prowadzi blog pełen przepisów, które chce się wypróbować. Przepisów pełnych masła i glutenu. Pełnych rozkosznych przyjemności dla podniebienia ;-)

Michał w 2017 roku wygrał konkurs Saveur w dwóch kategoriach, pisze artykuły o tematyce kulinarnej, a teraz jest również autorem książki wydanej w Stanach Zjednoczonych o kuchni polskiej w wydaniu wegetariańskim - "Fresh from Poland". W marcu odbyła się jej premiera. Patrząc na to co dzieje teraz na świecie, nie można sobie wyobrazić gorszego czasu na debiut książkowy, ale myślę, że mimo przeciwności, książka zdobędzie wielką popularność, bo jest świetna. Zarówno dla osób z innych krajów, które zainteresowane są naszą kuchnią i innymi smakami, jak i dla nas, którzy polskimi smakami są otoczeni od urodzenia. Książka wydana jest w języku angielskim, ale myślę, że doczeka się wkrótce tłumaczenia, bo strasznie szkoda byłoby, gdyby nie mogła stać się dostępna dla wszystkich. 

Książka podzielona jest na osiem rozdziałów i ma pełno zdjęć, których autorem jest również Michał.

Co w niej znajdziecie?

Rozdział śniadania - a tam kuszące przepisy na pasty (z korzenia pietruszki należy do moich ulubionych), naleśniki, owsianki, racuchy, bliny i kanapki.

Rozdział chleb i wypieki - z przepisami na cebularze, chleby, bułki, chałkę, pieczone pierogi, proziaki (pieczone na patelni bułki na maślance), słynne jagodzianki i masło z dodatkiem kefiru.

Rozdział zupy - a tam barszcz na zakwasie, chłodnik, pomidorową, krupnik z pieczonych warzyw, krem z kiszonej kapusty (pyszny), żurek z borowikami, migdałową zupę "nic" (teraz bedę ją już musiała zrobić mężowi).

Rozdział dania główne z przepisami na mało znane fuczki (placki z kiszonej kapusty), fasolkę po bretońsku, gołąbki z ziemniakami i kaszą z sosem z dodatkiem żubrówki, kaszotto ze szparagami, bigos z soczewicą, placki ziemniaczane z chrzanem...

Rozdział sałatki i surówki z przepisami na sałatkę ziemniaczaną z kiszonymi rzodkiewkami i gruszkami, sałatkę z buraków z bundzem, podsmażane ogórki, bób z miętą i czosnkiem...

Rozdział pierogi zawiera niezwykłe przepisy na pierogi z kapustą, grzybami i... skórką pomarańczową, ruskie z palonym masłem, z kaszą, bryndzą i miętą, soczewicą i suszonymi pomidorami, z jagodami lub suszonymi śliwkami i orzechami. Znajdziecie tam również przepisy na knedle i kopytka w sosie grzybowym z musztardą.

Rozdział desery wykorzystam w swojej kuchni chyba cały. Kusi mnie tradycyjny sernik, rogaliki z różą, sernik z żurawiną, pączki z różą, różany mazurek, karpatka, miodownik, faworki, baby na wiśniówce, makowiec i szarlotka.

Ostatni rozdział konfitury, dżemy i kiszonki to ciekawe przepisy na powidła z aromatem pomarańczy i cynamonu, mus jabłkowy z palonym masłem i cydrem, konfiturę z truskawek z płatkami migdałów, malinową z różą, a takżę na rzodkiewki, ogórki i kapustę kiszoną. 

W książce jest dużo przepisów, które są nam znane, ale wszystkie mają ten rozkoszny twist, który odróżnia je od innych. 

Myślę, że taka książka w promowaniu polskiej kuchni jest idealna. Z poszanowaniem naszych tradycyjnych smaków, ale równocześnie z nowoczesnych spojrzeniem na nią.

Z książki Michała już trochę ugotowałam i upiekłam i wszystko, co zrobiłam sprawiło mi dużą przyjemność. Chciałabym więcej, ale wykorzystuję przepisy ze składnikami, które mam w zapasach w spiżarni. Kiedy nasze życie wróci do normy, a ja do chodzenia do sklepów i na targi, to ugotuję z niej jeszcze więcej.

Jednym z przepisów, któr wykorzystałam w pierwszej kolejności (i który znajdziecie poniżej) był na rogaliki drożdżowe z konfiturą z płatków z róż. W przepisie wśród składników są suszone drożdże (które mam, ale zostawiam na czarną godzinę), ale użyłam do ich zrobienia świeżych drożdży, więc trochę zmieniłam technikę robienia rogalików. Wśród składników jest też śmietana kwaśna, której nie miałam, więc dodałam naturalnego jogurtu. 
Za to miałam płatki róż w cukrze, które zrobiłam w lecie z nazbieranych nad morzem róż. Jeżeli ich nie macie użyjcie konfitury albo powideł śliwkowych albo zróbcie nadzienie z sera, wanilii i skórki pomarańczy lub cytryny. Nadzienie z mielonych migdałów lub orzechów również będzie pyszne.

Trzymajcie się zdrowo i ograniczcie chodzenie do sklepów do minimum.
To jest moja wielka prośba.















Drożdżowe rogaliki z konfiturą z płatków róż

z przepisu wychodzi 16 małych rogalików

ciasto
220 g mąki pszennej typu 550
7 g suszonych drożdży (użyłam 10 g świeżych)
3 łyżki (40 g) drobnego cukru
1 łyżeczka skórki startej z cytryny
1/4 łyżeczki soli
60 ml letniego mleka
60 g masła (rozpuszczonego i wystudzonego do letniej temperatury)
2 łyżki kwaśnej śmietany (użyłam jogurtu naturalnego)
1 jajko lekko ubite

nadzienie
1/2 szklanki (150 g) konfitury z płatków róży lub innej

wierzch
1 jajko lekko ubite
cukier puder

Do miski wlać mleko i dodać drożdże. Wymieszać i odstawić na 10 minut. Dodać cukier, śmietanę (jogurt), skórkę z cytryny i jajko. Wymieszać i wsypać mąkę i sól. Miksować całość (końcówki haki) przez około 1 minutę do połączenia składników. Dodać masło i miksować całość około 6 minut. Na początku na niskich obrotach, aż masło połączy się z ciastem, a potem na średnich.

Ciasto zostawić do wyrośnięcia pod przykryciem na około 40-60 minut, aż zwiększy objętość trzykrotnie.

Wyłożyć je na lekko podsypany mąką blat i podzielić na 2 części (do uzyskania 16 małych rogalików).
Ciasto rozpłaszczyć dłonią lub wałkiem na okrąg o średnicy 25 cm i pociąć je na 8 trójkątów.
Przy podstawie trójkąta nałożyć nadzienie(ok 1 łyżeczki) i zwinąć rogalik.
Układać je na blasze (zachowując odstępy) wyłożonej papierem do pieczenia. 
Tak samo postąpić z drugą częścią ciasta.
Rogaliki odstawić do wyrastania na około 30 minut.

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni C.

Posmarować rogaliki delikatnie rozbełtanym jajkiem.
Wstawić do piekarnika i piec do zezłocenia wierzchu 15 - 20 minut (u mnie 15 minut).

Studzić na kratce.
Wystudzone oprószyć cukrem pudrem.


Przepis Michał Korkosz z książki "Fresh from Poland".

wtorek, 24 marca 2020

Pasta z fasoli. Przepis, który daje dużo możliwości.


W moich zapasach mam trochę strączków, więc czeka Was strączkowy maraton na blogu ;-)
Z fasoli najchętniej robię pasty i dzisiaj mam dla Was propozycję na jedną z takich past.  Fasola jako bardzo neutralna w smaku, potrzebuje nadania jej charakteru.  Czosnek, cytryna, zioła, przyprawy i pomidory nadają jej smaku. 
Ta pasta jest pyszna, ale co jeżeli nie macie jakiś składników, a nie chcecie (nie możecie) iść do sklepu. Improwizujcie z tym co macie (tak zresztą powstała ta pasta).
Ważne, żeby nadać fasoli wyrazistego smaku. Tutaj bardzo przydaje się cytryna (lub limonka) i czosnek. Gładkości i aksamitności nadaje paście oliwa. Nie macie oliwy - użyjcie oleju (słonecznikowego, rzepakowego...).
Nie macie kuminu? Dajcie to co macie i lubicie. Tymianek, rozmaryn, zatar, curry, wędzoną paprykę, mieloną kolendrę...

Do pasty zamiast suszonych pomidorów możecie dodać pokrojonego w cienkie paseczki i zeszklonego na oliwie pora, pokrojoną w kostkę cebulę albo startą marchewkę. A pokrojone w drobną kosteczkę lub starte i podsmażone jałko stworzy idealną kompozycję z fasolą. Do tego odrobina majeranku lub cząbru i będzie cudowna pasta. 
Kawałeczki upieczonej i obranej ze skórki papryki również idealnie skomponuje się z fasolą. A może gdzieś macie samotną gruszkę. Podsmażcie ją na oliwie i dodajcie do fasoli.
Nie macie świeżej kolendry? Dajcie natkę albo szczypiorek.

Nie macie koncentratu pomidorowego? A może macie pastę tahini, miso albo pesto?

Odrobina pikantności również przyda się fasoli. Posiekane w drobną kosteczkę papryczki jalapeno albo sos sriracha będą cudownie komponować się z delikatną fasolą.


Pasta z fasoli z suszonymi pomidorami

1 szklanka (150 g) suchej fasoli - 340 g ugotowanej
skórka starta z 1/2 cytryny
1 łyżka soku z cytryny
3-4 łyżki oliwy z oliwek
1/2 łyżeczki mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
2 połówki suszonych pomidorów
1 łyżka koncentratu pomidorowego
1 starty ząbek czosnku
2-3 łyżki posiekanej kolendry
sól do smaku

Fasolę zalać wodą i odstawić na noc do namoczenia.
Na drugi dzień zlać wodę, wlać świeżą, posolić i gotować fasolę do miękkości.
Odcedzić pozostawiając około 1/2 szklanki wody z gotowania.
Wystudzoną fasolę zmiksować na gładką masę wraz oliwą z oliwek, skórką i sokiem z cytryny, kumine,, koncentratem pomidorowym, startym ząbkiem czosnku i połową kolendry. 
Jeżeli pasta jest bardzo gęsta, dodać trochę wody z gotowania fasoli. Dodać posiekane na kawałki suszone pomidory i wymieszać. Doprawić solą i ewentualnie większą ilością soku z cytryny.
pastę przełożyć do miski. Wierzch posypać resztą kolendry i skropić oliwą. Ja jeszcze posypałam wierzch papryczką z Aleppo.

Pastę można przechowywać przez kilka dni w lodówce.


niedziela, 22 marca 2020

Najprostsze bułki pszenne (bez formowania). Udadzą się każdemu.


Dzisiaj mam dla Was przepis na bułki, który może się przydać każdemu. Tym co pieką od dawna i tym, którzy nigdy nie piekli. 

Teraz jest idealny czas, żeby zacząć. 

To chyba najprostszy przepis na bułki jaki może być. Wyrośniętego ciasta nie trzeba formować. Wystarczy pociąć je w kwadraty i ułożyć na blasze. Ja do cięcia najchętniej używam noża do pizzy, ale wystarczy zwykły ostry. 

Te bułeczki są idealne do wszelkiego rodzaju dodatków (zarówno słodkich jak i słonych). Możecie użyć ich do robienia zapiekanek lub burgerów albo jak będą już nie pierwszej świeżości możecie je wykorzystać do zrobienia grzanek do sałaty albo zupy. 

Ponieważ traktuję ten przepis jako przepis też dla tych, którzy nigdy nie piekli pieczywa, a chcą zacząć, dlatego poniżej znajdziecie zdjęcia z różnych etapów robienia ciasta.
Mam nadzieję, że to Wam pomoże.

Do ciasta na bułki możecie też dodać 1/2-1 łyżeczkę ulubionych ziół, 2-3 łyżki pokrojonych w kostkę suszonych pomidorów, 1 łyżeczkę koncentratu pomidorowego lub około 30 g tartego sera lub pokruszonego sera pleśniowego. Wszelkie dodatki dołóżcie pod sam koniec miksowania.


Bułki pszenne (najprostsze)

320 ml wody
20 g świeżych drożdży lub 5 g suszonych
550 g mąki pszennej (typu 550) + mąka do podsypania
10 g (2 płaskie łyżeczki) soli morskiej
20 g miękkiego masła


Do miski wlać wodę i dodać drożdże. Wymieszać i odstawić na 10 minut. 

Dodać mąkę, sól i masło podzielone na kawałeczki. Miksować całość (końcówki haki) przez 10 minut. Najpierw na wolnym obrotach, a potem na średnich. 
Miskę przykryć ściereczką lub kawałkiem folii spożywczej i odstawić do wyrastania na około godzinę. Czas wyrastania może być dłuższy lub krótszy. Wszystko zależy od temperatury otoczenia. Ważne, żeby ciasto podwoiło swoją objętość. 

Blat podsypać mąką, wyłożyć na niego ciasto i rozpłaszczyć je (odgazowując jednocześnie ciasto) formując prostokąt na grubość 2 cm. Posypać lekko mąką wierzch ciasta. Ostrym nożem lub nożem do pizzy pociąć ciasto na 9 części. Ułożyć bułeczki na blasze zachowując odstępy. 

Przykryć je ściereczką i odstawić do wyrastania na około 1 godzinę. Bułeczki powinny podwoić swoją objętość.

Kiedy bułeczki rosną, rozgrzać piekarnik do 200 stopni C (góra - dół). 

Wstawić blachę z wyrośniętymi bułeczkami na środkowy poziom piekarnika i piec je do zezłocenia wierzchu około 15 minut.
Upieczone przełożyć na kratkę i pozostawić do wystudzenia.

Wystudzone można mrozić.

Wszystkie składniki gotowe do miksowania.

Ciasto rozciągnięte dłońmi i gotowe do cięcia

Ciasto cięte nożem do pizzy na bułki

Bułki ułożone na blasze do wyrastania

Wyrośnięte bułki gotowe do pieczenia



czwartek, 19 marca 2020

Granola. Najlepsza jaką zrobiłam


 W jak krótkim czasie nasze życie zmieniło się. To co było codziennością,  stało się luksusem. A to co było na wyciągnięcie ręki, stało się niedostępne. 
Nasze życie wywróciło się do góry nogami. Ile to potrwa i co będzie później, nikt tego nie wie. 
Jak wszystko teraz wygląda inaczej. Nasza codzienność, nasza praca, rozrywki i przyjemności, nasze gotowanie. Zastanawiam się jak te doświadczenia na nas wpłyną, jak nas zmienią i na jak długo. 

Moje gotowanie zmieniło się. Jak mi brakuje jakiegoś składnika, to nie wyskakuję do sklepu, tylko kombinuję czym go zastąpić. 

Mam dla Was dzisiaj przepis na granolę, którą można zrobić wykorzystując dostępne w domu składniki, a te brakujące zastąpić innymi. Co w tej granoli jest takiego dobrego, że robię ją kolejny raz i ciągle nie mam jej dosyć . Łączy w sobie słodki i słony smak i to jest w niej rewelacyjne. Ta granola jest delikatnie słodka, a w połączeniu z solą smakuje rewelacyjnie. I do tego ten delikatny aromat oliwy w tle... Poezja

W przepisie zaznaczyłam czym można zastąpić brakujące składniki. Ja do swojej dodałam orzechy włoskie i suszone wiśnie i żurawiny, ale orzechy jedne możecie zastąpić innymi.

W przepisie używa się syropu klonowego, ale jeżeli go nie macie użyjcie czegoś innego: płynnego miodu, syropu trzcinowego, kukurydzianego...

Czasami część pestek zastępuję sezamem lub siemieniem lnianym. Można kombinować i używać tego, co jest dostępne.

Najważniejsze, to zróbcie tę granolę, a będziecie bardzo zadowoleni. 


Granola

3 szklanki (300 g) płatków owsianych (zwykłych)
1 szklanka (130 g) pestek dyni
1 szklanka (140 g) pestek słonecznika
1 szklanka (65 g) wiórków kokosowych
1 1/2 szklanki (150 g) orzechów (włoskich, pekan, laskowych...)
2/3 szklanki syropu klonowego (miodu, syropu trzcinowego...)
1/2 szklanki (125 ml) oliwy z oliwek 
1/3 szklanki (80 g) brązowego cukru
1 łyżeczka soli

1 szklanka suszonych owoców (wiśni, żurawin, pokrojonych na kawałki moreli...)

Nagrzać piekarnik do 150 stopni C. Wyłożyć papierem do pieczenia dużą blachę.
Wymieszać w misce wszystkie składniki oprócz suszonych owoców. Wyłożyć je na blachę. Wstawić granolę do piekarnika i piec 45-50 minut lub do momentu, aż stanie się złocista. Wymieszać całość 2-3 razy w trakcie pieczenia. 
Wyjąć i odstawić do wystudzenia.
Wymieszać granolę z suszonymi owocami i przesypać do słoja. 
Granolę można przechowywać do miesiąca.


Przepis Samin Nosrat z książki "Salt, fat, acid, heat"

niedziela, 15 marca 2020

Przepis na kajzerki i kilka słów do Was



Jutro idę do pracy. 

Z jednej strony szczerze zazdroszczę tym, którzy mogą zostać w domach. Jeżeli czują się zdrowi, mogą pracować zdalnie, mają zrobione zakupy, bliskich wokół, siebie, to myślę, że powinni czuć się szczęściarzami. Kiedy stawiam się w ich sytuacji, to przychodzą mi do głowy setki pomysłów, jak można wykorzystać ten czas. 
Z drugiej strony po pierwszym zachwycie, dłuższym spaniu rano, obejrzeniu kilkunastu flmów na Netflixie, ułożeniu puzzli z 1000 części, przeczytaniu kilku książek, które od dawna czekały na nasz wolny czas, może zacząć nas nosić. Pierwsze kilka dni, można potraktować jak gratisowy urlop, ale myślę, że po tygodniu, czy dwóch można poczuć się okropnie. 

Bo nie jesteśmy przyzwyczajeni do bycia ze sobą 24 godziny na dobę przez tyle dni, bo ile można oglądać filmów, bo wybiliśmy się z rutyny, która z jednej strony może nas denerwować i nudzić, ale z drugiej daje nam poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. 

Pieczenie chleba w domu jest przyjemne i daje masę przyjemności, ale kiedy zaczynamy musieć piec, to ta przyjemność może przestać nią być. Po tygodniu dania z makaronu i kasz, również zaczną nam wychodzić "uszami", bo gdybyśmy mogli, a nie musieli jeść je przez długi czas, to nasze podejście do nich też byłoby inne.

Do wszystkiego dołącza się stres związany z bombardującymi nas wiadomościami, niepewną przyszłością i wielką niewiadomą jak to wszystko będzie wyglądało.

A jak dołączy się do tego drapanie w gardle, kaszel albo temperatura, to stres osiągnie apogeum, nawet jeżeli te objawy będą związane ze "zwykłym" przeziębieniem.

Ja nie ukrywam, że jestem zestresowana. Wręcz czuję u siebie huśtawkę nastrojów. Od wiary w to, że uda mi się pracować jak najdłużej bez zarażenia, do stresu, że "przyniosę" coś do domu i przekażę to innym.

Piętro niżej pod nami ma mieszkanie moja mama, która jest w grupie ryzyka z wielu względów. Na szczęście jest bardzo sprawna i samodzielna. Nie odwiedzam jej, ale zapewniłam jej zakupy, posiłki pod drzwi i kontakt telefoniczny kilka razy dziennie. To taka świadoma izolacja, żeby ją chronić.
I szczerze mówiąc o nią bardzo się boję, szczególnie, że przekonanie jej do pozostania w domu zajęło mi wiele dni, przekonywania i burzliwych dyskusji. 


Na koniec, przypomnę Wam, to co i tak słyszycie wokół. 

Jak możecie zostać w domu, to zostańcie. 

Ze względu na siebie, ale też na innych. Szczególnie starszych.

Myjcie ręce i dezynfekujcie je. Zacznijcie robić coś, na co nie mieliście czasu wcześniej. Pouczcie się nowego języka (albo szlifujcie ten już znany), potrenujcie kaligrafię, zgłębcie temat lotów w kosmos i trajektorii satelit, wyciągnijcie druty albo zacznijcie rysować. A może to jest też dobry czas na upieczenie ciasta, którego przygotowanie jest czasochłonne i nigdy nie mogliście się za nie zabrać. Albo na własnoręczne wykonanie croissantów.
Ćwiczenia fizyczne też się przydadzą.
Sprawiajcie sobie małe przyjemności. 
Bądźcie razem, ale również znajdźcie czas i miejsce, żeby pobyć trochę samemu. 

 I zorientujcie się czy obok Was nie mieszka ktoś, komu potrzebna jest pomoc. Z zakupem leków, wyprowadzeniem psa, zrobieniem zakupów albo podzielcie się swoimi zapasami, chlebem czy obiadem.

I niech nie ogarnia Was szaleństwo zakupów internetowych. Kurierzy, którzy muszą przemieszczać się z miejsca na miejsce nie mają łatwo. Też się boją. 

Bądźcie mili i serdeczni dla osób pracujących w sklepach i aptekach. Oni są bardzo narażeni, a muszą pracować. I płaćcie, gdzie się da kartą, a nie gotówką.


I myślcie ciepło o nas - o służbie zdrowia, bo my teraz pracujemy jak szaleni, a będziemy pracować jeszcze ciężej.  Dla Was. Żeby Was leczyć, operować i pomóc Wam wyjść cało z tej historii.

Każde dobre słowo, każdy przyjacielski gest albo akcja (na przykład obiady dla personelu szpitali) są dla nas bardzo miłe i nam bardzo potrzebne.

A ja, dopóki będę mogła, planuję zamieszczać proste przepisy, które mogą Wam się teraz przydać. Na łatwe chleby, bułki, pasty z warzyw, dania obiadowe, proste ciasta. Na dania z wykorzystaniem produktów, które mamy w domu.
 I nie nazwę tego cyklu "kuchnia w czasach zarazy" ;-)

Trzymajcie się zdrowo.

A dzisiaj mam dla Was przepis na kajzerki. To nie jest trudny przepis, ale wymaga przygotowania wieczór wcześniej zaczynu pâte fermentée. Dzięki temu bułeczki mają bogatszy smak i dłużej zachowują świeżość i wilgotność miąższu.
I w zasadzie to jest idealny przepis, na pieczenie teraz, kiedy macie więcej czasu.
Jak je uformować możecie zobaczyć w TYM poście z przepisem na bułki weneckie, które też bardzo Wam polecam. 
Możecie je również uformować jak najprościej, jak zwykłe bułki.


Kajzerki 

pâte fermentée (zaczyn)

140 g mąki pszennej typu 550 (mąka luksusowa)
1/4 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki suszonych drożdży
110 ml wody w temperaturze pokojowej

ciasto własciwe
300 g mąki
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka suszonych drożdży
1 jajko lekko ubite
1 1/2 łyżki oleju o neutralnym smaku
140 ml wody w temperaturze pokojowej

Przygotować zaczyn.
Wymieszać w misce wszystkie suche składniki. Dodać wodę i wymieszać dobrze do połączenia. Przykryć folią i odstawić w temperaturze pokojowej na 1 godzinę lub do czasu, aż zwiększy objętość  1 1/2 raza.

Wymieszać całość, żeby zaczyn odgazował się, przykryć folią i wstawić do lodówki na noc. Zaczyn w lodówce można przechowywać do 3 dni.

pâte fermentée po nocy w lodówce

Przygotować ciasto właściwe.

Zaczyn wyjąć z lodówki na 1 godzinę przed przygotowaniem ciasta, żeby się ogrzał.

Do miski miksera wsypać mąkę, dodać sól, cukier, suszone drożdże, jajko, olej, wodę i cały zaczyn. Miksować całość na niskich obrotach przez 5 minut (szpatułką zebrać ciasto z boków i ewentualnie z dna miski), a następnie 5 minut na średnich. 
Jeżeli ciasto jest suche dodać 1-2 łyżki wody, jeżeli zbyt luźne 1-2 łyżki mąki. Wszystko zależy od wilgotności mąki.
Przełożyć ciasto do czystej miski wysmarowanej olejem, przykryć folią i odstawić na 2 godziny lub do czasu, aż ciasto podwoi swoją objętość. Jeżeli tak się stanie przed upływem 2 godzin, trzeba je zamieszać i odstawić ponownie. Chodzi o to, żeby fermentacja trwała 2 godziny, dzięki czemu uzyskamy bogatszy smak.

Ciasto przełożyć na oprószony mąką blat, chwilę je wyrabiać, a następnie podzielić je ostrym nożem na 10 części.

Z każdej części zaplatać kajzerkę lub uformować zwykłą okrągłą bułeczkę.
Ułożyć bułeczki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia zachowując odstępy. 
Odstawić na 30-40 minut.

Rozgrzać piekarnik do 210 stopni.

Na dno piekarnika wstawić drugą pustą blachę.

Wierzch bułeczek posmarować woda. Można posypać je również mąką lub sezamem.

Wstawić kajzerki do piekarnika, a na pustą blachę z dna chlusnąć 1/2 kubka wody. Szybko zamknąć drzwiczki, żeby w piekarniku została para.

Piec bułeczki 10 minut, a następnie obniżyć temperaturę do 200 stopni i piec kolejne 10 minut, do uzyskania złocistego koloru.
Studzić na kratce.

Bułeczki można mrozić. Dobrze smakują również na drugi dzień (jeżeli przechowujemy je zawinięte w ściereczkę).



LinkWithin

Related Posts with Thumbnails