wtorek, 18 września 2018

Aksamitny sernik czekoladowo kawowy


Piątek to jeden z moich ulubionych dni. Po pracy wsiadam na rower i jadę na targ po warzywa i kwiaty. Zmieniam pościel i piekę ciasto. 
I zaczynamy weekend.

Lubię, kiedy w sobotni poranek mogę do kawy ukroić kawałek ciasta i cieszyć się z najbliższymi wolnymi chwilami.
Ciasta są różne, ale ostatnio piekę dużo serników, bo przeważnie nie są pracochłonne, a czas kiedy się pieką, wykorzystuję na inne rzeczy.

Sernik zyskuje na smaku, kiedy spędzi noc w lodówce, a więc upieczony w piątek, w sobotę rano smakuje idealnie. 

Dzisiejszy przepis, który znajdziecie poniżej jest na sernik czekoladowo kawowy. Te dwa składniki potrafią sprawić dużo przyjemności, a razem tworzą wspaniały duet. 
Aksamitna warstwa serowa, chrupiący spód i gładki, śmietankowy wierzch tworzą naprawdę idealną kompozycję.

Do piątku jeszcze trochę czasu, ale może zaplanujecie sobie sernikowy weekend.




Sernik czekoladowo kawowy 

spód
250 g ciastek Digestive z gorzką czekoladą (lub innych)
2 łyżki mielonej kawy
70 g rozpuszczonego masła

175 g gorzkiej czekolady (połamanej na kawałki)
560 g serka śmietankowego typu Philadelphia
125 g drobnego cukru
150 ml kwaśnej, gęstej śmietany
50 ml likieru kawowego (Kahlúa, Tia Maria...)
50 ml świeżo zaparzonego, mocnego espresso (wystudzonego)
2 łyżki skrobi kukurydzianej
3 jajka

wierzch
200 ml kwaśnej, gęstej śmietany
 2 łyżki drobnego cukru
1 łyżka likieru kawowego (Kahlúa, Tia Maria...)

syrop kawowy
50 ml świeżo zaparzonego, mocnego espresso (wystudzonego)
50 ml likieru kawowego (Kahlúa, Tia Maria...)
2 łyżki drobnego cukru

Tortownicę o średnicy 20 cm wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia.

W malakserze zmiksować połamane na kawałki ciasteczka i mieloną kawę. Z ciastek powinny powstać okruszki.
Dodać rozpuszczone masło i ponownie zmiksować do połączenia.

Okruszki wysypać do tortownicy.
Docisnąć okruszki do dna, żeby utworzyły zwarty spód.
Wstawić tortownicę do lodówki na czas przygotowywania masy serowej.

Nagrzać piekarnik do 170 stopni C. 

Rozpuścić na parze czekoladę. 

Na niskich obrotach miksera zmiksować serek śmietankowy, cukier, kwaśną śmietanę, likier i espresso. Dodać roztrzepane jajka i skrobię kukurydzianą i zmiksować na gładką masę. Dodać czekoladę i zmiksować do połączenia.
Masę wyłożyć na spód.

Wstawić formę do piekarnika (postawioną na blachę do pieczenia) i piec 1 godzinę i 10 minut. Środek sernika powinien być zwarty, ale lekko galaretowaty. 
Sernik wyjąć z piekarnika i odstawić do wystudzenia na 10 minut (nie wyłączać piekarnika).
Wymieszać w misce kwaśną śmietanę, cukier i likier. Masę wyłożyć na sernik, wyrównać powierzchnię i wstawić ponownie do piekarnika. Piec 10 minut. Wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki (włożyć trzonek drewnianej łyżki, żeby się nie zamykały i była szpara) i pozostawić do częściowego wystudzenia na 1 godzinę. Po tym czasie wyjąć z piekarnika i pozostawić do całkowitego wystudzenia.

Wstawić sernik do lodówki na noc.

Przyrządzić syrop. Włożyć wszystkie składniki do rondelka, doprowadzić do zagotowania i gotować 6-8 minut, aż utworzy się syrop. 

Wystudzić. Wierzch sernika polać letnim syropem.





niedziela, 9 września 2018

Pomidory faszerowane bulgurem i kaszą quinoa.


Jesień na targu. 
To wspaniały i piękny czas. Bogactwo pełnych aromatu pomidorów, mięsistych papryk, słodkich śliwek, kolorowych astrów i dalii... 

Jeżdżę na targ 2-3 razy w tygodniu i za każdym razem wracam z pełnymi koszami. Pomidory mogę teraz jeść 2 razy dziennie albo i częściej. Zimą ich nie kupuję (z wyjątkiem małych koktajlowych), więc teraz, kiedy są tak pyszne, kupuję ich bardzo dużo.

Najczęściej zjadamy je w najprostszy sposób, ale często wykorzystuję je też do dań, w których pomidory grają pierwsze skrzypce. Tak jak w dzisiejszym daniu - pomidorach nadziewanych bulgurem i komosą ze śródziemnomorskimi aromatami.

To proste i zdrowe danie, które można przygotować wcześniej, bo odgrzewanie dobrze mu robi. 

Sos, który wytwarza się na dnie naczynia w trakcie pieczenia jest pyszny i dobrze podać to danie z bagietką, żeby zebrać nią nadmiar sosu. I jeszcze miska sałaty i mamy pyszną i zdrową kolację.





Pomidory faszerowane bulgurem i kaszą quinoa

300 ml bulionu warzywnego
50 g bulguru
50 g kaszy quinoa (komosy ryżowej)
oliwa z oliwek
1/4 łyżeczki mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
1/4 łyżeczki mielonej kolendry
1 cebula (drobno posiekana)
3 ząbki czosnki (drobno posiekane)
6 dużych pomidorów (użyłam odmiany bawole serca)
50 g suszonych pomidorów w oliwie (posiekanych)
100 g czarnych oliwek bez pestek (posiekanych) (użyłam odmiany kalamata)
100 g karczochów w oliwie (posiekanych)
2 łyżki pasty harissa (użyłam harissy różanej)
4 łyżki orzeszków piniowych (lekko uprażonych na suchej patelni)
1 duża garść posiekanych świeżych ziół (natki, mięty, oregano)
75 ml wytrawnego białego wina
50 g masła (miękkiego)

Rozgrzać piekarnik do 190 stopni C. 
W rondlu doprowadzić do zagotowania bulion warzywny. Dodać dobrze wypłukaną na sicie pod bieżącą wodą komosę i bulgur.
Dodać chlust oliwy, kumin, kolendrę i sól.
Gotować, aż cały płyn wchłonie się. Zestawić rondel z ognia.

Z każdego pomidora ściąć górę na wysokości 2 cm.

Łyżeczką wydrążyć miąższ i przełożyć go na sito do odsączenia. Po paru minutach lekko go odcisnąć,  posiekać go i włożyć do miseczki.

Rozgrzać na dużek patelni oliwę. Dodać cebulę, posolić ją i smażyć około 5 minut, aż cebula zmięknie. Dodać czosnek i smażyć mieszając przez 2 minuty.

Dodać miąższ z pomidorów i smażyć całość około 5-10 minut, aż sok z pomidorów odparuje i całość zgęstnieje.

Dodać posiekane suszone pomidory, oliwki, karczochy, harissę i większość orzeszków pinii (lekko posiekanych) i ziół. Wymieszać i dodać bulgur i komosę. Ponownie wymieszać.

Formę do zapiekania posmarować oliwą. Napełnić pomidory (z górką) nadzieniem i przykryć ściętym wierzchem pomidora. Ułożyć je w formie. Wierzch pomidorów obłożyć masłem, na dno wlać wino.

Wstawić pomidory do piekarnika i piec 20-25 minut. 

Przed podaniem posypać pomidory resztą ziół i orzeszków piniowych.

Gotowe danie można przechowywać w lodówce do 3 dni.


środa, 5 września 2018

Rozważania o codzienności i czerwone curry z wołowiną.


Pamiętam jak parę lat temu zepsuła mi się pralka. Oczywiście zrobiła to spektakularnie, zalewając całą pralnię. Nie przejęłam się zbyt mocno, wyszukałam odpowiadający mi model i z pełnym luzem zaczęłam odliczać siedem dni do jej dostarczenia. Pomyślałam, że przez tydzień nie muszę prać, ale okazało się, że muszę (zawsze tak jest). Pierwszego dnia przystąpiłam z radością nowicjusza do prania w ręku. Potraktowałam to jako przygodę i nowe doświadczenie. Drugiego i trzeciego dnia, nie byłam już taka szczęśliwa. Czwartego i piątego klęłam pod nosem płucząc w wannie spodnie i swetry. Siódmego czekałam na dostawę jak na Boże Narodzenie... i do tej pory wspominam tę wielką radość, jaka mi towarzyszyła wrzuceniu brudnych ubrań do bębna pralki. 

Czasami trzeba coś stracić, żeby odzyskać radość i docenić najprostsze, powszechne rzeczy.

Taką samą radość czułam po zreperowaniu zmywarki (nie lubię zmywać naczyń w rękach), wymianie zepsutej grzałki w piekarniku, montażu nowej płyty kuchennej...

Ta radość kiedy odzyskujemy utraconą rzecz jest naprawdę wielka. Wtedy można je docenić.

Wczoraj wypadł mi telefon z kieszeni i upadł tak niefortunnie, że już do niczego się nie nadaje. Upadał już wielokrotnie (raz już wymieniałam w nim cały przedni panel), był już lekko (a nawet całkiem mocno) popękany, ale nie spieszyłam się z jego wymianą, bo przecież działał.

Od wczoraj straciłam instagram, możliwość słuchania muzyki, zadzwonienia, sprawdzenia pogody, poczty, wiadomości... i wtedy zdałam sobie sprawę jak brakuje mi tych rzeczy i jak jestem do nich przyzwyczajona (a może i uzależniona). A także tego, że, nie znam na pamięć numerów telefonów do najbliższych (ale znam do koleżanek z podstawówki). Wrócił do łask stary telefon. Na odzyskanie wszelkich danych i używanych aplikacji, muszę poczekać jeszcze dobę. Ale możliwość ponownego zadzwonienia do kogoś bliskiego, po kilkudziesięciu godzinach bez telefonu, była jak świeży powiew wiatru wiosną.

A więc jestem na przymusowym odwyku od współczesnego telefonu. Myślę, że dobrze mi to zrobi i kiedy za kilkanaście dni będę miała już nowy, to radość z niego będzie podwójna, a nawet jeszcze większa. A na razie trzymam kciuki, żeby odzyskać jutro wszystkie dane i składam sobie wielką obietnicę robienia kopii w przyszłości.

Komputer działa, więc zapraszam Was na prosty przepis na curry. Lubię wersję z wołowiną, ale można przyrządzać je z innym rodzajem mięsa albo w wersji bezmięsnej.

Przetestowałam wiele rodzajów gotowej pasty curry, ale najbardziej smakują mi te kupowane w azjatyckich sklepach. Są bardziej aromatyczne i pikantne. Przyrządzając to danie, dodajcie najpierw mniejszą ilość pasty, żeby dostosować pikantność do własnych preferencji smakowych.



Czerwone curry z wołowiną

250 g mięsa wołowego pokrojonego w cienkie paski (używam rostbefu)
1 duża czerwona papryka
250 g cebuli
100 g fasolki szparagowej (opcjonalnie)
3 liście limonki kaffir (może być suszona)
50 g czerwonej pasty curry
1 puszka (400 ml) mleka kokosowego
1 łyżeczki cukru
1 łyżka sosu rybnego
sok z 1 limonki

olej kokosowy lub inny o neutralnym smaku
listki kolendry

Rozgrzać mocno olej na patelni. Dodać kawałki wołowiny. Smażyć mieszając, aż do lekkiego zrumienienia.

Wyjąć mięso łyżką cedzakową do miseczki. Paprykę obrać z gniazd nasiennych i pokroić w paski o szerokści 1 cm. Cebulę obrać i pokroić w cząstki (ja najczęściej kroję cebulę na 12-16 części, które są podobnej szerokości co papryka).

Na oleju (cały czas mieszając) podsmażyć warzywa, zachowując ich chrupkość. Do smażących się warzyw, dodać liście limonki.

Kiedy warzywa są chrupkie, dodać mięso i pastę curry i smażyć całość przez 1 minutę. Dodać mleko kokosowe, cukier, sok z limonki i sos rybny. Doprowadzić całość do zagotowania i gotować chwilę do lekkiego zgęstnienia sosu. Spróbować sosu i ewentualmie doprawić danie większą ilością cukru, soku z limonki, sosu rybnego lub soli.

Podawać curry posypane listkami kolendry z dodatkiem ryżu.


poniedziałek, 3 września 2018

Sernik z lemon curd i bezą włoską


Moje smaki na koniec lata to różnorodne curry i serniki. Zapewno niedługo to się zmieni i coś innego będzie królowało w mojej kuchni, ale na razie w piątki piekę serniki na weekend.
Niektóre z przepisów mogą wydawać się skomplikowane albo czasochłonne, ale wierzcie mi, to pozorne odczucie.

Wystarczy planowanie. W czwartek robię zakupy, w piątek po pracy piekę sernik, a w sobotę, po obowiązkowym chłodzeniu przez noc, wykańczam go i już od rana możemy cieszyć się jego smakiem.

Przygotowanie spodu ciasteczkowego i zmiksowanie składników masy serowej jest proste i szybkie.

Należy przestrzegać tylko kilku zasad. 
Miksujemy składniki w temperaturze pokojowej na niskich obrotach. Zapobiega to napowietrzaniu sernika, jego rośnięciu, a następnie opadaniu i pękaniu. 

Tortownicę z sernikiem stawiam w piekarniku na blasze, bo czasami zdarza się, że wycieka z niego trochę masła ze spodu i zapobiega to przypalaniu się masła na dnie piekarnika.

Ciasteczka, których najchętniej używam do spodów to digestive. Niestety trudno je ostatnio dostać, więc zaczynam eksperymentować z innymi. W zależności jakich ciasteczek użyjecie może być potrzebne trochę mniej lub więcej masła.

Serniki powoli studzę w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami (wtedy nie pękają).
Wstawiam wystudzony sernik na noc do lodówki. Według mnie zyskuje na tym na smaku.

Piekę serniki w niskiej temperaturze i staram się ich nie piec za długo. 
Dzięki temu mają gładką i aksamitną konsystencję bez twardych grudek.

Po tych kilku wskazówkach, zapraszam Was na sernik z lemon curd i bezą włoską. 
Najtrudniejszy etap w przyrządzeniu tego sernika, to wykonanie bezy włoskiej (jeżeli nie macie termometru cukierniczego). Syrop powinien zgęstnieć, ale też pozostać przezroczysty i klarowny. Jego gotowanie trwa około 10 minut.

Syrop należy lać cienkim strumieniem (gorący, od razu po zdjęciu go z ognia) na ubijaną bezę, ale nie należy go lać po trzepaczkach, bo wytworzą się na niej kulki cukrowe, a beza się nie zaparzy. I trzeba ubijać bezę, aż prawie wystygnie. Gotowa jest bardzo plastyczna i zachowuje nadany jej kształt.

Sernik można również przyrządzić pomijając bezę. 

Jego smak i różne konsystencje tworzą naprawdę dobre ciasto. A połączenie smaku cytryny i borówek (jagód) należy do moich ulubionych.



Sernik cytrynowy z lemon curd i bezą włoską

spód
250 g herbatników maślanych lub owsianych
100 g rozpuszczonego masła

masa serowa
375 g serka śmietankowego typu Philadelphia (w temperaturze pokojowej)
165 g drobnego cukru
2 łyżeczki drobno startej skórki cytrynowej
2 jajka (białka i żółtka osobno) (w temperaturze pokojowej)
1 łyżka skrobi kukurydzianej
250 g serka mascarpone (w temperaturze pokojowej)
2 łyżki soku z cytryny

lemon curd
3 jajka (w temperaturze pokojowej)
1 1/2 łyżki drobno startej skórki cytrynowej
125 ml soku z cytryny
165 g drobnego cukru
100 g masła

beza włoska
115 g cukru
65 ml wody
50 g cukru
2 białka (w temperaturze pokojowej)

25o g borówek amerykańskich (lub czarnych jagód)
cukier puder

Przygotować lemon curd.

 Przygotować miskę (stalową lub szklaną) dopasowaną wielkością do garnka, w której będzie można przyrządzić lemon curd w kąpieli wodnej. 

W misce wymieszać jajka, skórkę i sok z cytryn oraz cukier. Ustawić miskę nad garnkiem z delikatnie gotującą się wodą (miska nie powinna dotykać wody) i cały czas mieszając doprowadzić do zgęstnienia masy, ale nie do zagotowania. 
Trwa to około 5-10 minut. Miskę zdjąć z garnka i cały czas mieszając dodawać po 1 łyżce masła. Następną porcję masła dodawać, kiedy poprzednia rozpuści się i połączy z masą cytrynową. Masę przecedzić i przykryć folią spożywczą tak, żeby folia dotykała masę i wystudzić. Wstawić do lodówki na 3 godziny lub do czasu jej oziębienia i zgęstnienia.
Lemon curd można przyrządzić do 1 tygodnia wcześniej. Przechowywać w lodówce.

Przygotować sernik.

W malakserze zmiksować połamane na kawałki ciasteczka. Z ciastek powinny powstać okruszki.
Dodać rozpuszczone masło i ponownie zmiksować do połączenia.

Okruszki wysypać do wyłożonej papierem do pieczenia okrągłej tortownicy o średnicy 22 cm.
Docisnąć okruszki do dna, żeby utworzyły zwarty spód.
Wstawić tortownicę do lodówki na czas przygotowywania masy serowej.

Nagrzać piekarnik do 150 stopni C. 

Na niskich obrotach miksera zmiksować serek śmietankowy, połowę ilości cukru, skórkę z cytryny, żółtka i skrobię kukurydzianą na gładką masę. Dodać mascarpone i sok z cytryny. Zmiksować do połączenia.

czystej misce zacząć miksować białka z 2 jaj. Kiedy z białek zaczną tworzyć się górki, (kiedy wyjmuje się końcówki miksera) cały czas miksując, dodać cukier. Miksować do wytworzenia się sztywnej piany.

Pianę wyłożyć na masę serową i delikatnie wymieszać całość przy pomocy szpatułki. 
Masę wyłożyć na spód.

Wstawić formę do piekarnika na blachę do pieczenia i piec 50 minut. Środek sernika powinien być zwarty, ale lekko galaretowaty.


Wyłączyć piekarnik.
Uchylić jego drzwiczki i włożyć pomiędzy drzwiczki, a piekarnik trzonek drewnianej łyżki.
Pozostawić sernik do wystudzenia w piekarniku.

Wystudzony wstawić do lodówki na noc.

Przygotować bezę włoską.

 Do rondla z grubym dnem wlać wodę i wsypać  cukier (115 g). Ugotować syrop cukrowy do temperatury 121ºC.

Kiedy syrop zacznie się gotować, rozpocząć ubijanie piany. Kiedy wytworzą się górki, (kiedy wyjmuje się końcówki miksera) cały czas miksując, dodać cukier. Miksować do wytworzenia się sztywnej piany.

 Kiedy syrop osiągnie odpowiednią temperaturę wlać go cienkim strumieniem do ubijanych białek i miksować do momentu aż beza stanie się gładka, lśniąca i wystygnie. 

Sernik wyjąć z formy na paterę.
Na wierzchu wyłożyć lemon curd. Posypać większością borówek (jagód). 
Beżę przełożyć do rękawa cukierniczego i posmarować nią boki sernika. Resztę bezy wyłożyć na wierzch. 

Przy pomocy palnika do crème brûlée, lekko opalić bezę.
Wierzch posypać resztą owoców i lekko oprószyć cukrem.


środa, 29 sierpnia 2018

Szybki obiad. Aromatyczne curry z dyni


W tygodniu moje gotowanie jest szybkie, proste i składające się w większości z warzyw. Niedługo, kiedy się ochłodzi, zacznę gotować zupy, ale na razie nie mam jeszcze na nie ochoty. Za to wielką na wszelkie rodzaje curry. 

Mam różne etapy w mojej kuchni, teraz jest etap, że muszę mieć zapas mleka kokosowego i używam go do wielu szybkich dań. 

Na targu pojawia się coraz więcej dyń, więc i one zagościły już w moich garnkach.

Pamiętam jak jeszcze tak niedawno (a może dawno, a mi czas płynie inaczej) na targowiskach można było kupić olbrzymie dynie, które sprzedawano w kawałkach, a o inne rodzaje było trudno.

W czasie naszego rumuńskiego etapu życia, odkryłam na tamtejszych targach dynie w wielu odmianach, które w tym czasie w Polsce nie były dostępne. Kupowałam je i uczyłam się nowych smaków, a dynie piżmowe (butternut) pokochałam wielką miłością. I do tej pory jest to jedna z moich ulubionych odmian, szczególnie do dań, w których chcę, żeby kawałki warzywa zachowały kształt, a nie rozpadły się na mus.

Jeżeli macie ochotę na łatwe do zrobienia, a bardzo aromatyczne danie, zapraszam na dzisiejsze curry dyniowe.


 Curry z dyni

100 g czarnego ryżu chińskiego (namoczonego w wodzie przez godzinę)
1 łyżeczka mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
 1 łyżeczka soli

2 -3 łyżki oleju kokosowego lub zwykłego o neutralnym smaku
2 średnie cebule (drobno posiekane)
2 duże ząbki czosnku (drobno posiekane)
imbir wielkości kciuka (obrany i drobno posiekany)
1-2 papryczki chilli  (drobno posiekane)
1 łyżeczka mielonej kurkumy
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 średniej wielkości dynia piżmowa (obrana i pokrojona w 3 cm kawałki)
350 ml bulionu warzywnego
400 ml (1 puszka) mleka kokosowego
1 łyżka sosu rybnego
1 łyżka cukru
drobno starta skórka i sok z 1 limonki

do podania
posiekane liście kolendry
limonka pokrojona w ćwiartki

Namoczony ryż wypłukać na sicie pod bieżącą wodą. Przełożyć do garnka. Dodać 500 ml wody i doprowadzić do zagotowania.
Przykryć garnek pokrywką, zmniejszyć ogień i gotować ryż około 30-40 minut. Woda powinna wchłonąć się w ryż w czasie gotowania. Jeżeli ryż jest po tym czasie twardy, trzeba dodać jeszcze trochę wody i gotować chwilę dłużej.
Do ryżu dodać kumin i sól. Wymieszać.

Kiedy ryż się gotuje, przygotować curry.

Nagrzać na patelni olej. Dodać cebulę i sporą szczyptę soli. Smażyć na małym ogniu około 8-10 minut, aż cebula zmięknie, ale nie zbrązowieje. 

Dodać czosnek, imbir, chilli i przyprawy. Smażyć mieszając około 1 minutę. Dodać dynię i ponownie smażyć mieszając całość przez minutę. Zwiększyć moc palnika do średniego. Dodać połowę mleka kokosowego i bulionu i doprowadzić do zagotowania.
Dodać resztę mleka i bulionu, sos rybny, cukier, skórkę i sok z limonki. Wymieszać, zmniejszyć płomień palnika i gotować 10-15 minut, aż dynia stanie się miękka, ale zachowa jędrność. 
Doprawić solą curry do smaku. Ewentualnie dodać więcej soku z limonki i cukru. Smak powinien być zbalansowany.

Podawać curry w miseczkach z ryżem posypując wierzch posiekaną kolendrą. Na wierzch wycisnąć sok z ćwiartki limonki.



Przepis Alex Hely- Hutchinson z książki "26 grains"

niedziela, 26 sierpnia 2018

Szwedzka tarta mazarin z morelami i przepis na domowy marcepan.


Na targu coraz bardziej czuć kończące się lato. Królują śliwki, pomidory i papryki. Można znaleźć coraz więcej dyń i jabłek. Powoli trzeba będzie pożegnać się z morelami, malinami i truskawkami. Lubię te późne odmiany letnich owoców, bo przedłużają kończący się na nie sezon. 

Ranki i wieczory robią się chłodne i wyraźnie czuć, że dzień jest znacznie krótszy. Idzie jesień.
Ale jeszcze chwilkę mamy, więc cieszmy się resztkami lata.

Z ostatnich moreli piekę ciasta i robię szybkie konfitury do porannej owsianki. 
W dzisiejszym cieście znajdziecie morele, ale równie dobrze możecie użyć brzoskwiń, nektarynek lub śliwek. 

W cieście do masy dodaje się gotowy marcepan, ale jeżeli go nie macie, to przy użyciu malaksera możecie bardzo szybko go zrobić. Poniżej znajdziecie też przepis na domowy marcepan.

Zostawiam Wam przepis i życzę pięknego, słonecznego i jeszcze letniego tygodnia.



Tarta mazarin z morelami

ciasto
200 g zimnego masła (pokrojonego w 1 cm kostkę)
350 g mąki tortowej
125 g cukru pudru
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z wanilii
1 jajko

masa
150 g marcepana
100 g drobnego cukru
100 g miękkiego masła (w temperaturze pokojowej)
2 jajka
40 g mąki pszennej
szczypta soli

10 moreli pokrojonych na ćwiartki
1/2 łyżeczki kardamonu
1/2 łyżeczki cynamonu
cukier puder do posypania wierzchu

Przyrządzić ciasto.
Zmiksować zimne masło z mąką do uzyskania okruszków.
Dodać cukier i wanilię i ponownie przez chwilę miksować.
Dodać rozbełtane jajko i miksować do połączenia się składników.
Z ciasta uformować kulę i spłaszczyć ją do formy dysku. Zawinąć je w folię spożywczą i wstawić do lodówki do schłodzenia na minimum 30 minut.
Ciasto wyjąć z lodówki na 10 - 15 minut przed wałkowaniem.

Prostokątną formę do tart o wymiarach 36 x 13 cm (lub okrągłą) wysmarować masłem lub wyłożyć papierem do pieczenia.
Ciasto rozwałkować na grubość 4-5 mm i wyłożyć nim formę.
Wstawić formę z ciastem do lodówki na czas przyrząrzania masy.

Nagrzać piekarnik do 180 stopni C.

Przyrządzić masę magdałową.

Zmiksować marcepan z cukrem.
Dodać masło i miksować do połączeniaskłądników.
Cały czas miksując dodać jajka (po jednym). Na koniec dodać sól i mąkę. Zmiksować do połączenia.

Wyłożyć masę na ciasto. Na wierzchu poukładać ćwiartki moreli (skórką do dołu). Posypać wierzch kardamonem i cynamonem.

Wstawić ciasto do piekarnika i piec 45-50 minut lub do czasu, kiedy wierzch lekko się zezłoci.

Wystudzone ciasto posypać cukrem pudrem.


Marcepan 

200 g mielonych obranych migdałów
100 g drobnego cukru
100 g cukru pudru
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu z migdałów (opcjonalnie)
1 białko jajka

Włożyć wszystkie składniki do malaksera i miksować do połączenia się składników.
Z masy uformować gruby wałek. Zawinąć go w folię spożywczą i wstawić do lodówki na 1 godzinę.








Przepis Brontë Aurell z książki "Scandikitchen. Summer".

czwartek, 23 sierpnia 2018

Domowe bułki do hot - dogów


Street food w dobrym wydaniu potrafi być naprawdę dobry. I wtedy z przyjemnością się na niego kuszę.
W Holandii prosta bułka ze śledziem matjasem i cebulą potrafi wznieść pod niebiosa. W Finlandii bułka z pieczonym łososiem, we Włoszech ciabatta z plastrami porchetty, burgery marguez na południu Francji, hot dogi w Danii... Każdy kraj ma swoje lokalne smaki i warto ich próbować.

Hot - dogi jadam bardzo rzadko. Jak już się na nie kuszę, to gdzieś w Danii albo przyrządzam je sama w domu na duński sposób. Ze słodkimi marynowanymi ogórkami, sosem remoulade i z prażoną cebulą. I w bułce własnego wypieku (zresztą z duńskiego przepisu).

Przepis na sos remoulade znajdziecie w poprzednim poście (link TUTAJ), dzisiaj mam dla Was recepturę na bułki do hot - dogów. 

Oczywiście te bułki można wykorzystać do kanapek czy zapiekanek, a także uformować je w dowolnym kształcie.

Ale domowy hot - dog naprawdę potrafi dobrze smakować.
Jak się na niego zdecydujecie, to koniecznie chwilę podpieczcie przekrojoną bułkę w tosterze albo na suchej patelni. Ten prosty trik dużo daje.


Bułki do hot - dogów

250 g zimnej wody
15 g świeżych drożdży
1 jajko
500 g mąki pszennej typu 550
45 g cukru
5 g soli
40 g miękkiego masła

Do miski miksera wlać wodę i dodać drożdże. Wymieszać do rozpuszczenia drożdży.
Dodać jajko i wymieszać widelcem do połączenia. 
Dodać mąkę, sól i cukier. Miksować całość (końcówki haki) na niskich obrotach przez około 6-8 minut do uzyskania gładkiego ciasta. 
Dodać masło podzielone na kawałki i miksować jeszcze chwilę, aż masło połączy się z ciastem, a ciasto zacznie odstawać od miski.

Miskę przykryć folią spożywczą i odstawić ciasto do wyrastania na 15-20 minut. Ciasto można również wstawić do wyrastania na noc do lodówki, ale wtedy należy je przyrządzić z 10 g drożdży.

Ciasto podzielić na 12 części i lekko posmarowanymi olejem dłońmi formować owalne bułeczki. Ułożyć je na dwóch dużych blachach wyłożonych papierem do pieczenia.
Przykryć bułeczki ściereczką i pozostawić do wyrastania, aż podwoją swoją objętość.

Nagrzać piekarnik do 180 stopni C.
Wstawić bułeczki do piekarnika i piec 12-14 minut.
Studzić na kratce. 




Przepis Claus Meyer z książki "Meyer's bakery"

wtorek, 21 sierpnia 2018

Duński sos remoulade .


Pamiętam do dzisiaj ten moment, kiedy pierwszy raz posmakowałam duńskiego sosu remoulade. W małej miejscowości nad Morzem Północnym zamówiliśmy smażonego dorsza z frytkami. Do tego podano nam dużą porcję lekko żółtego sosu. Ten smak mnie zachwycił. Gorąca, chrupiąca ryba i zimny sos o specyficznym aromacie i słodko kwaśnym smaku komponowały się razem idealnie.
 Potem jadłam hot dogi z sosem remoulade z kopenhaskiej budki gdzieś w porcie i kanapki smørrebrød z cieniutkimi plastrami pieczonego rostbefu na żytnim chlebie. To wszystko było pyszne. Sos w każdej z tych rzeczy komponował się doskonale. 

Od tamtego czasu ilekroć byłam w Danii kupowałam sos remoulade. Czasami wystarczyło mi kilkanaście wolnych minut na lotnisku, żeby zaopatrzeć się w parę butelek. Tak było do tej pory. Teraz robię go sama. Przetestowałam już kilkanaście przepisów na ten sos, ale zawsze nie był to dokładnie ten smak. 

Aż trafiłam na przepis, z którym dzielę się z Wami dzisiaj. W składzie jest kalafior, kapusta i marchew. Wszystko jest bardzo drobno posiekane. I właśnie te warzywa dodają tego specyficznego smaku i charakterystycznej chrupkości sosowi remoulade. Ten sos smakuje dokładnie tak jak oryginał.

Jest on świetnym dodatkiem do ryb, kanapek, jajek, hot dogów, frytek. 

Po zrobieniu przechowuję go w lodówce do 5 dni.

Do krojenia warzyw w bardzo drobną kosteczkę używam malaksera albo tarki mandolinowej z nakładką julienne.

A do przepisu na sos dodaję kilka letnich zdjęć znad naszego morza. 



Duński sos remoulade 

50 g surowej marchwi (pokrojonej w 2 mm kostkę)
50 g surowego kalafiora (pokrojonego w 2 mm kostkę)
25 g surowej białej kapusty (pokrojonej w 2 mm kostkę)
25 g marynowanych ogórków (pokrojonych w 2 mm kostkę)
1 łyżka kaparów (bardzo drobno posiekanych)
1 łyżka szalotki (bardzo drobno posiekanej)
1 łyżeczka posiekanego szczypiorku
150 g majonezu (używam majonezu napoleońskiego firmy Mosso)
100 ml crème fraîche lub gęstej lekko kwaśnej śmietany
1/2 łyżeczki mieszanki przypraw curry
1 łyżeczka kurkumy w proszku
1 łyżeczka ziarnistej musztardy
1 łyżeczka octu z białego wina
1 łyżeczka soku z cytryny
1 1/2 -2 łyżki cukru
ewentualnie sól do smaku

Wymieszać w misce wszystkie składniki. Wstawić sos do lodówki na 1 godzinę, żeby wszystkie smaki połączyły się i "przegryzły".

Gotowy sos przechowywać w lodówce w słoiku do 5 dni.







Przepis Brontë Aurell z książki "Scandikitchen summer".

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails