niedziela, 12 maja 2013

Grissini i pasta serowa z łososiem

 
Nad morzem jest zimno i mokro. Kapie deszcz i słońca nie widać kolejny dzień. I tak jest pięknie. Tylko mieszkając w lesie (tak jak ja teraz) można słuchać od świtu do zmierzchu koncertu ptaków. Pijąc poranną kawę przyglądać się gonitwom wiewiórek i tańcom w locie sójek. Wszystkie majowe weekendy będę tak spędzać. Pogoda nie ma znaczenia.

Dzisiaj kolejne przepisy jakie przygotowałam dla wiosennego wydania Green Canoe. Grissini i pasta serowa z łososiem. Kolejne przepisy jakie można wykorzystać planując menu na piknik. Grissini są super proste do zrobienia i smakują wyśmienicie. Można je chrupać bez niczego, nabierać nimi różne pasty, maczać w oliwie, podawać do zup. Smak tych paluszków można urozmaicać dodając do surowego ciasta suszone zioła lub przyprawy lub posypując wierzch tuż przed pieczeniem.

Dobrego tygodnia Wam życzę.




Grissini
5 g suszonych drożdży lub 10 g świeżych
1 łyżka (20 g) miodu
1 1/4 szklanki (300 g) ciepłej wody
2 łyżki (30 g) oliwy z oliwek
3 3/4 szklanki (500 g) mąki pszennej
1 łyżeczka soli
oliwa do smarowania
mąka do podsypania blatu
na wierzch
suszony rozmaryn, sól morska gruboziarnista, sezam...
Do miski wlać wodę i dodać drożdże. Wymieszać i odstawić na 5 minut. Ponownie wymieszać i dodać miód, oliwę i sól. Wymieszać. Dodać mąkę. Miksować całość na średnich obrotach (końcówki haki) przez 5 minut. Drugą miskę posmarować cienko oliwą i wyłożyć do niej ciasto. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania na 1 godzinę. Po tym czasie ciasto powinno podwoić swoją objętość. Ciasto podzielić na 4 części. Posypać mąką blat i wyłożyć na niego 1/4 ciasta. Rozwałkować na prostokąt o grubości 1/2 - 1 cm. Ostrym nożem ciąć ciasto w paski o szerokośći  1/2 - 1 cm. Przełożyć je na dużą blachę wyłożoną papierem do pieczenia zachowując 2 cm odstępy. Wierzch można posmarować oliwą i posypać lekko ziołami, solą, ziarnem sezamu, makiem... Piec w temperaturze 220 stopni C przez 8-15 minut. Czas pieczenia zależy od wielkośći grissini. Studzić na kratce. Tak samo postąpić z pozostałymi trzema częściami ciasta.
Podawać z oliwą, pesto lub pastami.
 

Pasta serowa z łososiem
125 g serka śmietankowego
50 g wędzonego łososia
1 łyżka posiekanego koperku
1 łyżeczka soku z cytryny
1/2 łyżeczki chrzanu
świeżo zmielony pieprz
W miseczce wymieszać serek z sokiem z cytryny, chrzanem i pieprzem. Łososia pokroić w 1/2 cm kostkę. Dodać do serka wraz z koprem. Delikatnie wymieszać.
Podawać do kanapek, paluszków grissini, grzanek, placków ziemniaczanych. Pastą można również nadziewać połówki ugotowanych jajek.
 

 Przepis na grissini Carol Field z książki "The Italian baker".

piątek, 10 maja 2013

Panna cotta z białą czekoladą i truskawkami - pyszna.



Biała czekolada i truskawki to świetne połączenie. W tym deserze można tego posmakować. Słodka (ale w granicach rozsądku) masa panna cotty z dodatkiem kwaskowatych aromatycznych truskawek tworzy świetny duet. Ten deser ma jeszcze dwie wielkie zalety. Jest bardzo prosty i szybki do przygotowania i... idealnie sprawdza się jako deser na piknikach. Trzeba go wtedy zrobić w małych zakręcanych słoiczkach i dobrze schłodzony wziąć tuż przed wyruszeniem na piknik. Potem wystarczy otworzyć słoiczek i zanurzyć łyżeczkę w tym pysznym deserze zachwycając się wiosennym otoczeniem

Teraz wyruszam słuchać szumu Bałtyku i przez najbliższe trzy dni będę miała ograniczoną możliwość odpowiadania na Wasze komentarze.
Dobrego weekendu. Cieszmy się wiosną.






Panna cotta z białą czekoladą i truskawkami
Vanilla White Chocolate Panna Cotta With Strawberries 
    
2 szklanki (500 ml) śmietanki kremówki
1/2 szklanki (125 ml) mleka
1 laska wanilii
1/4 szklanki (50 g) cukru
100 g białej czekolady
4 arkusze żelatyny w płatkach lub 2 1/2 łyżeczki żelatyny w proszku
250 g truskawek
30 g cukru
Do rondelka wlać śmietankę i mleko, dodać cukier i przekrojoną na pół laskę wanilii. Doprowadzić do zagotowania. Rondelek zdjąć z ognia i dodać żelatynę. Wymieszać do jej rozpuszczenia. Dodać połamaną na kawałki czekoladę i mieszać do połączenia się wszystkich składników. Wyjąć laskę wanilii. Przelać całość do małych słoiczków do połowy ich wysokośći. Odstawić do wystudzenia. Wstawić do lodówki na 4 godziny (a najlepiej na całą noc), żeby masa stężała. Pokroić truskawki w drobną kostkę i wymieszać je z cukrem. Wstawić do lodówki na czas schładzania panna cotty. Przed podaniem nałożyć na wierzch deseru po 2 łyżeczki truskawek.
Panna cotta najlepiej smakuje wyjęta z lodówki na 10 minut przed jedzeniem.
 

Przepis przygotowałam do wiosennego numeru magazynu Green Canoe.

wtorek, 7 maja 2013

Rillettes z łososia, rillettes ze śledzia...



Zaniedbałam ostatnio bloga. Dużo spraw i wydarzeń utrudnia mi znalezienie wolnych chwil na pisanie. Przez najbliższe tygodnie postów będzie pewno  trochę mniej, ale będą. Mi samej brakuje pisania i kontaktu z Wami.
Dzisiaj zapraszam Was na dwie pasty rybne. Jedna jest z wędzonego łososia, druga ze śledzia. Dwie pasty. Podobne, ale jednak zupełnie inne.
Dobre na tak wiele okazji. Na śniadanie, kolację, piknik... Dobrze mieć je w lodówce.
 
 



Rillettes z wędzonego śledzia
 
125 g filetów z wędzonego śledzia (lub innej ryby wędzonej)
150 g śmietankowego serka (typu Philadelphia) w temperaturze pokojowej
4 łyżeczki soku z cytryny
2 łyżeczki kaparów (lekko posiekanych)
1 łyżeczka oleju z orzechów włoskich (opcjonalnie)
3 łyżki posiekanego szczypiorku
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku
 
Rozdrobnić śledzia widelcem na bardzo małe kawałki. Wymieszać wszystkie składniki do uzyskania pasty. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Przełożyć do słoika. Chłodzić pastę przez 1 godzinę w lodówce przed podaniem. Podawać z krakersami, grzankami, tostami, chlebem, paluszkami grissini. Przechowywać w lodówce do 3 dni.
 
 Rillettes z łososia
 
250 g łososia surowego (filet)
2 łyżeczki oliwy z oliwek
2 gałązki tymianku
50 g miękkiego masła
1 1/2 łyżki soku z cytryny
1 łyżka  drobno posiekanego szczypiorku
1 łyżka drobno posiekanego kopru
125 g wędzonego łososia (pokrojonego na 0.5 cm kawałki)
1/4 łyżeczki papryczki Espelette lub chilli lub wędzonej papryki
 
Łososia wyjąć z lodówki na pół godziny przed pieczeniem. Nagrzać piekarnik do 200 stopni C. Łososia ułożyć w formie do pieczenia skórą do dołu. Skropić oliwą, posypać solą i listkami tymianku. Formę przykryć szczelnie folią aluminiową. Piec rybę przez 8-10 minut. Odstawić do wystudzenia. Z łososia zdjąć skórkę i podzielić mięso na małe kawałki. W misce wymieszać miękkie masło na gładką masę. Dodać sok z cytryny, posiekane zioła i wędzonego łososia. Wymieszać. Dodać papryczkę, kawałeczki upieczonego łososia i ewentualnie posolić do smaku.
Przełożyć do słoika. Chłodzić pastę przez 2 godziny w lodówce przed podaniem. Podawać w temperaturze pokojowej z krakersami, grzankami, tostami, chlebem, paluszkami grissini. Przechowywać w lodówce do 3 dni.
 

 Przepis Susan Loomis z książki "Cooking At Home on Rue Tatin ".


poniedziałek, 6 maja 2013

Piknik i majówka - linki do przepisów



PIKNIK I MAJÓWKA
 
Bułeczki nadziewane serem i cukinią
Bułeczki z suszonymi pomidorami
Ciasteczka kruche (waniliowe)
Ciasteczka maślane - bretońskie
Ciasteczka z morelami, białą czekoladą i tonką
Cocco au miel - kokosanki w papilotkach
Ciasto truskawkowe z orzechami
Ciasto jagodowo cytrynowe
Ciasto jagodowe z korzenną kruszonką
Ciasto korzenne z rabarbarem i orzechami
Confit z czosnku
Confit z czerwonej cebuli i suszonych śliwek
Drożdżówki z białą czekoladą i suszonymi owocami
Drożdżówki z nadzieniem orzechowym
Drożdżówki z serem i rabarbarem
Drożdżówki z serem i malinami
Drożdżówki z serem - fińskie
Drożdżówki z jagodami i kruszonką (jagodzianki)
Drożdżówki z owocami i marcepanem
Escalivada (hiszpańska sałatka)
Finansiers czekoladowe
Fizz z czarnego bzu, mięty i rumu
Kefty z kurczaka
Kefty z wołowiny
Krakersy żytnie
Magdalenki cytrynowe
Pesto z lubczyku i pestek słonecznika 
Pesto szparagowe
Pierożki pieczone z warzywami
Pierożki pieczone ze szpinakiem i syropem z granatów
Pierożki indyjskie
Rillettes z wędzonego łososia
Rillettes z wędzonego śledzia
Sałatka z cukinią i sosem tahini
Sałatka ziemniaczana z rzodkiewkami
Sałatka z pieczonych (grilowanych) warzyw
Sałatka z pieczonej marchewki i ziaren quinoa (komosy) - marokańska
Sałatka ze szparagów i ziaren quinoa
Syrop z czarnego bzu
Tarta drożdżowa z pomidorami i oliwkami
Tarta drożdżowa z cukinią
Tarta morelowo migdałowa
Tarta ze szparagami i ze szpinakiem
Tarta ze szparagami, młodymi ziemniakami i chrzanem
Tarta ze szparagami i papryką
Tarta cytrynowa ze szparagami
Tarta nektarynkowa z kruszonką
Tarta cebulowa - indyjska
Tarta z młodymi ziemniakami i cukinią
Tarta z kurkami i dynią
Tarta z łososiem, grzybami i szpinakiem
Tarta z łososiem i koprem
Tarta migdałowa z letnimi owocami
Tarta migdałowa z truskawkami
Tarta z pomidorami i serem brie
Tarta rabarbarowa z kruszonką
Tarta Tatin z pomidorami
Tarta Tatin z karmelizowaną cebulą
Tarta szpinakowa z fetą
Tortano - włoski chleb nadziewany (8 przepisów)
Zewelwaï - alzacka tarta cebulowa
 

niedziela, 21 kwietnia 2013

Moje szwajcarskie klimaty. Piknik w Gruyère i nadziewane bułeczki.


Czytelnicy tego bloga wiedzą, że uwielbiam pikniki. Jedyny czas kiedy zamiera nasza piknikowa aktywność to zima. Nie potrzebuję zachęty, żeby spakować koszyki i wyruszyć na posiłek pod chmurką. W weekendy z przyjemnością wyjeżdżamy w Polskę, żeby poznać nowe miejsca i zjeść coś dobrego na łonie przyrody. W piątek pichcę do późna, żeby zapełnić smakołykami kosze na wyjazd. To są wtedy takie typowe pikniki, pod chmurką, na kocu. Większość smakołyków to przyrządzane przeze mnie potrawy. Kupuję tylko wino, kawałek dobrego sera i czasami bagietki. Reszta to dzieło moich rąk. W naszej rodzinnej tradycji mamy też inne pikniki - pikniki podróżne. Jadąc gdzieś w dalszą podróż bardzo często zatrzymujemy się na posiłek gdzieś na łonie przyrody, zajadając się miejscowymi smakołykami kupionymi na targu, w sklepie, u producenta... To świetny sposób na poznanie miejscowych smaków i potraw, ale także przemiła przerwa w podróży na odpoczynek. Bez problemu można kupić produkty, które nie zepsują się nawet w gorący dzień i bez problemu można znaleźć świetne miejsce na odpoczynek. Jadaliśmy już w miejskich parkach, nad brzegami jezior, na plaży... Czasami wystarczy w podróży zjechać z autostrady, żeby znaleźć urokliwe miejsce na odpoczynek. Taki posiłek w porównaniu z jedzeniem na stacji benzynowej nie ma sobie równych. Piknikowanie weszło nam w krew. W czasie podróży w bagażniku zawsze mamy kosze z pełnym wyposażeniem. Ponieważ uprawiamy podróżne piknikowanie od dawna, mam już wprawę i dobrze zaopatrzone kosze.
Ostatnio na blogu panują szwajcarskie klimaty, więc dzisiaj zapraszam Was na szwajcarski piknik w Gruyère. To był właśnie taki piknik w podróży. Wracając z wakacji mieliśmy kilka dni na włóczenie się po Szwajcarii i tak jeździliśmy, smakowaliśmy i leniuchowaliśmy. Tuż przed piknikiem kupiliśmy miejscowe dojrzewające wędliny, ser Gruyère, bagietki, pasty z karczochów i z suszonych pomidorów i wino. Do tego był ser Camembert z Calvadosem, prowansalskie oliwki i oliwa. Na deser mieliśmy miejscowe gruszki w czerwonym winie, szwajcarskie pierniczki  Basler Läckerli i hit pikniku - ręcznie zrobioną czekoladę. Czekolady były niezwykłe, bo zrobione przeze mnie i synka kilka kilometrów dalej w najstarszej szwajcarskiej fabryce czekolady. Kurs czekoladowy w tamtejszej fabryce, to był prezent imieninowy dla synka. Jego radość z niespodzianki - prezentu była OGROMNA!
 
Z rozrzewnieniem wspominam tamte błogie godziny w  Gruyère .Pyszne lokalne jedzenie, piękne widoki i wspólny czas. Piszę Wam o tym, aby zachęcić Was do piknikowania. Czasami niewiele trzeba, żeby spędzić wspaniale czas w trakcie podróży.
 
Będąc w szwajcarskich klimatach przyrządziłam nadziewane bułeczki z dodatkiem sera Gruyère. Są pyszne. Delikatne, puszyste ciasto otula aromatyczne nadzienie. Te bułeczki w kształcie ślimaczków idealnie sprawdzają się na piknikach, jako jedzenie w podróży, do pracy, do szkoły... I są bardzo proste do zrobienia. Ważną rzeczą w ich przyrządzeniu jest dobre odciśnięcie startej cukinii. Oczywiście można użyć innego gatunku sera.
Ciasto na bułeczki jest dość luźne, dlatego wymaga podsypania mąką przed wałkowaniem. Takie luźne ciasto po upieczeniu jest bardzo delikatne i puszyste.
 
Niedługo po prawej stronie bloga znajdziecie spis potraw idealnie nadających się na pikniki.
 
Dobrego tygodnia Wam życzę.













Zawijane bułeczki z cukinią i serem  Gruyère 
Petits pains aux courgettes et Gruyère AOC
ciasto

15 g świeżych drożdży
                                                    300 ml ciepłej wody
2 łyżki oliwy z oliwek
1 1/2 łyżki soli morskiej (lub 1 łyżka zwykłej)
450 g mąki pszennej
mąka do podsypania blatu
 
nadzienie
200 g sera  Gruyère
250 g cukinii (1 średniej wielkości)
1 czerwona papryka
4 łyżki pesto z bazylii
1 duży ząbek czosnku
4 łyżki pokrojonych w paski suszonych pomidorów
 
Pokruszone drożdże włożyć do miseczki. Dodać wodę, oliwę i sól. Wymieszać. Dosypać mąkę i miksować całość (końcówki haki) do uzyskania gładkiego i elastycznego ciasta (około 10 minut). Przykryć miskę ściereczką i odstawić ciasto do wyrośnięcia na 30 minut. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. Mocno posypać mąką blat, położyć na nim ciasto i posypać mocno mąką wierzch ciasta. Rozwałkować je na długi prostokąt o grubości około 7 mm. Rozłożyć na cieście nadzienie i zwinąć całość w rulon. Ciąć go na kawałki 3-4 cm i układać je na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia zachowując odstępy. 2 cm - bułeczki połączą się w trakcie pieczenia i stworzą całość po upieczeniu. Będą dobre jako bułeczki do odrywania. 5 cm - bułeczki będą upieczone pojedyńczo.
Bułeczki odstawić do wyrośnięcia na 20 minut.
 
Piec w 200 stopniach C przez 25-30 minut. Podawać ciepłe lub wystudzone.
 
Nadzienie. Zetrzeć na tarce o grubych oczkach cukinię. Zawinąć ją w kawałek gazy i dobrze odcisnąć z nadmiaru soku. Przełożyć do miski. Dodać starty ser (grubo, tak jak cukinię), wyciśnięty czosnek, suszone pomidory, pesto i paprykę pokrojoną w kostkę. Wymieszać i ewentualnie posolić do smaku. Jeżeli nadzienie jest bardzo suche dodać 1-2 łyżki oliwy ze słoika z suszonymi pomidorami.



poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Moje szwajcarskie klimaty. Gruyère i silserli.


 
Szwajcaria to sery, a królem szwajcarskich serów jest dla mnie  Gruyère. Mam słabość do jego smaku, jak też do miejscowości o tej samej nazwie. To niewielkie średniowieczne miasteczko położone na wzgórzu. Jak na średniowieczne miasteczko przystało centralne miejsce zajmuje zamek dawnych władców tych terenów - hrabiów  Gruyère. Urocze, zabytkowe kamieniczki pochodzą z XV - XVII wieku. Wcześniejsza zabudowa zostało zniszczona na skutek pożaru. Okrążając zamkowe wzgórze można uzbierać na piknik koszyczek dzikich poziomek. Właśnie z cudownymi piknikami kojarzy mi się to miasteczko. Tam właśnie zajadaliśmy się szwajcarskimi smakołykami, spędzając długie godziny na cudownym relaksie. O zachodzie słońca leżeliśmy na trawie czytając książki, popijając wino  i słuchając bijących w oddali dzwonów. Na około mieliśmy widoki jak najpiękniejsze obrazy. Wspominam te niezwykłe chwile, bo nie mogę się już doczekać sezonu piknikowego.
 
Dla miłośników twórczości Hans Rudolf Gigera i filmu "Obcy" zapewne ważną informacją będzie ta, że w  Gruyère znajduje się muzeum poświęcone jego twórczości.
 
Dzisiaj pora na historię sera, na szwajcarski piknik przyjdzie jeszcze tutaj czas.
A jak się robi słynny ser?
 
W mleczarni w  Gruyère praca wre od rana.
Dwa razy dziennie 36 farmerów dostarcza mleko. Mleczarze przyrządzają z niego w ciągu dnia 48 kręgów słynnego sera  Gruyère AOC (appellation d'origine contrôlée). Na każdy kilogram sera używa się 12 litrów mleka. Cztery wielkie miedziane kadzie (o pojemności 4800 litrów każda) pracują prawie nieustannie. Zapotrzebowanie na słynny ser jest olbrzymie. W piwnicach mleczarni dojrzewa około 7000 tysięcy kręgów sera. Zgodzicie się ze mną, że te liczby są imponujące. 
 
Ser  Gruyère produkowany jest nie tylko w miejscowości o tej nazwie. Prawo do produkcji mają kantony Fribourg, Vaud, Neuchâtel, Jura i kilka wiosek w kantonie Berno. Na tych terenach ser produkowano od wieków. Jedna z legend głosi, że cesarz  Antonin Pobożny zmarł na niestrawność w 161 roku ne, po zjedzeniu zbyt dużej ilości sera wytwarzanego w okolicach Gruyère. Liczne dokumenty z kolejnych stuleci świadczą o produkcji i intensywnym handlu serem w tamtych czasach.
 
Jakie cechy ma oryginalny ser  Gruyère? Mleko, z którego jest produkowany pochodzi od krów karmionych tylko naturalną paszą (trawą i sianem). Ser ma kształt kamienia młyńskiego ze skórką jednolicie jasno brązową. Krąg serowy ma średnicę 55-65 cm i waży 25 - 40 kg. Miąższ jest w kolorze kości słoniowej (odcień może różnić się w zależności od pory roku). Zasadniczo w serze nie ma dziur, ale dopuszczalne są małe o średnicy 4-6 mm lub niewielkie pęknięcia miąższu. Ser dojrzewa minimalnie 5 miesięcy. W sprzedaży jest też 9 i 12 miesięczny.
Produkcji sera można przyglądać się w mleczarniach. A potem przebierać na sklepowej półce wybierając piękne kawałki na piknik na okolicznych wzgórzach. 

My delektowaliśmy się smakiem tego sera niedawno, zagryzając do niego szwajcarskie preclowe bułeczki. W wyglądzie i smaku przypominają zresztą precle. Mają gładką, brązową skórkę, którą zawdzięczają zasadowej kąpieli. Puszyste w środku, gładkie na wierzchu, proste do zrobienia.
 
Najlepiej smakują w dniu wypieku.
 

 
La Maison du  Gruyère
 Pringy-Gruyères
 
godziny otwarcia
lipiec-sierpień: 9.00 - 19.00
październik - maj:  9.00 - 18.00
 
 
 
 

 


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Szwajcarskie bułeczki preclowe
Silserli 

360 ml ciepłej wody

7 g (1 torebka) suszonych drożdży lub 14 g świeżych

1 łyżka cukru

620 g mąki pszennej

60 g masła (stopionego i wystudzonego)

2 łyżeczki soli

olej do nasmarowania miski

 

1 jajko lekko rozbełtane z 1 łyżką wody

sól morska do posypania wierzchu

 

kąpiel zasadowa

2000 ml wody

100 g sody spożywczej
 
W misce wymieszać wodę z drożdżami i cukrem. Zostawić na 10 minut. Dodać sól, masło i mąkę. Całość zmiksować (końcówki haki) na gładkie ciasto. Przełożyć do czystej miski wysmarowanej olejem. Miskę przykryć folią spożywczą. Odstawić do wyrośnięcia na 1 godzinę. Po tym czasie podzielić ciasto na 12 części. Z każdego kawałka uformować okrągłą bułeczkę. Zagotować wodę z sodą. Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Wkładać do gotującej się wody po 2 bułeczki na 30 sekund. W połowie czasu gotowania obrócić bułeczki na drugą stronę. Wyjąć je łyżką cedzakową i położyć na blasze zachowując 5 cm odstępy. Tak samo postąpić z resztą bułek. Wierzch posmarować rozbełtanym jajkiem i posypać solą. Zrobić 1-2 nacięcia. Wstawić do piekarnika nagrzanego do  220 stopni C.  Piec 12-15 minut do uzyskania brązowej skórki. Studzić na kratce.
 
 
 


 




 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



















czwartek, 4 kwietnia 2013

Mój comfort food na zimową wiosnę. Soczysty kurczak i ziemniaczane gratin.


 
Macie dość zimy? Chyba nie musicie odpowiadać. Nie znam nikogo, kto nie wyczekuje oznak wiosny. Ten ciągle padający śnieg... zaczynam myśleć, że zawsze tak będzie. Taki dołujący nastrój dopada mnie jak brnę co rano po śniegowej brei do pracy. Potem jest już lepiej. Rozmyślam o weekendzie majowym, szparagach, piknikach, jeszcze jednym kocie i o lodach, które zrobię w weekend. Na podły nastrój wspaniale też działa dobre, rozgrzewające jedzenie. W skrócie pieczony kurczak i ziemniaki. Ale jakie... Soczysty kurczak bogaty w  aromaty czosnku, cytryny i rozmarynu i przypieczone ziemniaki pełne smaków. Mój comfort food.
 
I zaczynam wierzyć, że kiedyś przyjdzie wiosna.



 
Ziemniaczane gratin z czosnkiem
Potato garlic gratin
 
6-8 dużych ziemniaków
650 ml śmietanki kremówki
3 duże ząbki czosnku
50 g masła
sól i świeżo zmielony pieprz
1/8 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatałowej
 
Nagrzać piekarnik do 160 stopni C. Czosnek i ziemniaki obrać. Pokroić je w bardzo cienkie plastry. Użyłam do krojenia tarki mandolinowej z ostrzami w kształcie litery V. Lekko posmarować masłem formę do zapiekania o wymiarach 20x30 cm.
Na dnie ułożyć cienką warstwę plastrów ziemniaków. Polać je śmietaną. Posypać kilkoma plasterkami czosnku i szczyptą gałki, posolić, popieprzyć i ułożyć małe kawałeczki masła. Tak samo postąpić z resztą składników, tworząc 3-4 warstwy z ziemniaków. Wstawić formę do piekarnika i piec 1 - 1 1/2  godziny lub do chwili kiedy ziemniaki będą miękkie, a wierzch złocisto brązowy. Podawać gorące. 
 

 
Pieczony kurczak z czosnkiem i cytryną
Roast chicken with lemon
 
1 kurczak (używam zagrodowych)
około 1/4 -1/3 kostki miękkiego masła
sól i świeżo zmielony pieprz
4 cytryny (przekrojone na połówki)
3 główki czosnku
4 gałązki rozmarynu
oliwa z oliwek
2 gałązki małych pomidorków (opcjonalnie)
 
Nagrzać piekarnik do 180 stopni C. 2 główki czosnku przekroić na pół, a jedną podzielić na ząbki (bez obierania). Palcami lub trzonkiem drewnianej łyżki oddzielić skórę kurczaka od mięsa na piersi i udkach. 3/4 ilości masła włożyć pod poluzowaną skórę kurczaka. Dzięki temu mięso po upieczeniu będzie bardzo soczyste. Resztą masła natrzeć kurczaka z wierzchu.  Posolić go i popieprzyć. Ułożyć go w dużej formie do zapiekania.  Do środka kurczaka włożyć 2 gałązki rozmarynu, 2 połówki cytryny i ząbki czosnku. Na około kurczaka w formie ułożyć rozmaryn i resztę cytryn i połówki główek czosnku (nacięciami do góry). Posolić je i skropić oliwą. Wstawić całość do piekarnika i piec 30 minut. Po tym czasie, wycisnąć sok z podpieczonych cytryn na mięso i ułożyć w formie pomidorki. Skórki z podpieczonych cytryn pozostawić w formie do dalszego pieczenia. Piec jeszcze 30 - 40 minut lub do chwili, kiedy kurczak będzie upieczony. Powinien mieć zrumienioną skórkę. Wyjąć go z piekarnika i odstawić przed krojeniem na 10 minut.
W oryginalnym przepisie upieczonego kurczaka trzeba wyjąć z formy, dodać 250 ml śmietanki, sok z 1/2 cytryny i 500 ml bulionu do sosu wytworzonego na dnie. Podgrzewać całość mieszając do lekkiego zgęstnienia sosu. Sosem polać upieczonego kurczaka.
 
Przepisy Katie Quinn Davies z książki "What Katie ate".

środa, 3 kwietnia 2013

Moje szwajcarskie klimaty. Emmentaler i pyszny tost z czerwoną cebulą.

 
W marcu na blogu było trochę alzackich klimatów i smaków, kwiecień zaś będzie u mnie miesiącem Szwajcarii. Nie wiem dlaczego nie było jeszcze u mnie szwajacarskich klimatów, skoro to jeden z moich ulubionych celów podróży.
 
Nigdy nie zapomnę mojej pierwszej podróży do tego kraju. Mój mąż jeździł tam służbowo i przywoził nam różne smakołyki. Najważniejsze jednak były opowieści, które wywołały u mnie wielką potrzebę poznania tego kraju. Z czym kojarzy mi się Szwajcaria? Oczywiście z serami, czekoladą, zegarkami, scyzorykami, czerwonym krzyżem..., ale najważniejsze jest dla mnie... poczucie bezpieczeństwa jakie tam odczuwam. Mimo, że Szwajcaria daje mi czasami po nosie, to zawsze z radością tam wracam i nie ustaję w zachwytach. Raz w życiu okradziono nam samochód i zdarzyło się to właśnie w tym kraju (najgorsze, że zrobili to nasi rodacy), tam zmusiło nas życie do wymiany koła w samochodzie (w cenie za jaką mogliśmy kupić sobie niezły rower, a nawet dwa), tam w czasie pobytu przeżyłam największe ulewy i wiele planów musiało ulec zmianie, tam pierwszy raz w życiu  terminal zjadł mi kartę, tam pracownicy lotniska zachowali się tak wspaniale, że czułam się jak bohaterka filmu szpiegowskiego i... postanowiłam latać ich liniami, kiedy się tylko da... To kraj, w którym nigdy nie jest mi nudno.
 
 W Szwajcarii zrobiliśmy sobie pierwszy piknik w mieście. Z pewną nieśmiałością rozłożyliśmy wiktuały w parku nad jeziorem, oczekując gorszących spojrzeń, a  spotkało się to z wielkim entuzjazmem mieszkańców. Było to wiele lat temu i nie było to powszechne tak jak teraz. Tam zachwyciłam się ogromem i potęgą gór, tam poczułam niezwykły zapach alpejskich łąk. Tam widziałam krowy o różnej długości nóg (takie sprawiały wrażenie pasąc się na stromych zboczach), tam poznałam smak dojrzałego sera, tam poczułam co znaczy wolność przekraczania granicy, tam zapragnęłam jeździć pociągami, tam czułam wielką dumę przysłuchując się wymianie zdań pomiędzy synkiem a maître chocolatier, tam kupuję najtańszą pastę z wanilii, tam gram w szachy w parku...
 
To na tyle z moich wynurzeń dotyczących stosunku do tego kraju.
 
Teraz czas na ser. Dzisiaj opowiem Wam o Emmentalerze, który jest składnikiem dzisiejszego przepisu.
 
Emmentaler AOC to chyba najsłynniejszy szwajcarski ser. Produkowany jest w małych serowarniach w dolinie rzeki Emme (Emmental) w kantonie berneńskim. Ser wytwarza się z z niepasteryzowanego mleka krów żywionych trawą i sianem. Zakazane jest karmienie krów kiszonką. Z 12 litrów świeżego mleka otrzymuje się jeden kilogram sera, co daje zużycie 1000 litrów mleka na jeden serowy krąg (80 kg). Krąg sera ma średnicę 80-100 cm i waży 75-100 kg. Te zasady mają wpływ na ostateczny smak sera. Delikatny o orzechowym aromacie w młodych serach (minimalny wiek sera to cztery miesiące) do bogatszego w serach starszych: ośmiomiesięcznych (reserve) i czternastomiesięcznych (premier cru). Charakterystyczne dla tego sera są liczne dziury znajdujące się w miąższu. Kiedyś były traktowane jako błąd serowara popełniony w trakcie produkcji, obecnie są one bardzo lubiane, a wręcz charakterystyczne dla sera. Wielkość dziur w dobrej jakości serze jest ściśle określona (od rozmiaru wiśni do rozmiaru orzecha włoskiego).
 
Emmentaler, gruyère i sbrinz stanowią dwie trzecie produkcji serów w Szwajcarii i ponad połowa ich produkcji jest eksportowana. Sery przeznaczone na eksport są specjalnie oznaczane. Na krążku sera znajdują się promieniście ułożone nazwa sera i napis "Switzerland", a także symbol gracza na rogu alpejskim. 
 
 
W Affolten  dolinie rzeki Emme znajduje się serowarnia, w której turyści mogą przyglądać się procesowi produkcji sera. Obok jest sklep i restauracja. Ta dolina to zresztą wspaniałe miejsce na spędzenie wakacji. Pagórkowaty teren ze starą wiejską zabudową to idealne miejsce na piesze i rowerowe wycieczki. Sielsko, wiejsko,  beztrosko.
 
Emmentaler Schaukäserei
Affoltern im Emmental 
czynne 9.00-17.00 (w sezonie letnim do 18.30)
 
Teraz czas na przepis. Dzisiaj zapraszam Was na ciepłą kanapkę - tost z lekko karmelizowaną cebulą, Emmentalerem i długo dojrzewającą szynką. Dobre, rozgrzewające, szybkie danie na tę porę roku. Po obejrzeniu prognozy na najbliższe dni działa wręcz pokrzepiająco.
 



 
Tosty z serem Emmentaler i z czerwoną cebulą 
Rye bread toastie with emmental and red onionsgo
 
1 łyżka oliwy
15 g masła
1 duża czerwona cebula
2 łyżeczki brązowego cukru
1/4 łyżeczki soli
1 łyżka octu balsamiczne
świeżo zmielony pieprz
4 kromki żytniego chleba (użyłam pszenno żytniego na zakwasie)
30 g miękkiego masła
85 g startego sera Emmentaler
2 plastry długo dojrzewającej szynki (opcjonalnie)
 
Obraną cebulę przekroić na pół i pokroić w bardzo cienkie plastry (użyłam tarki z ostrzami w kształcie litery V). Na patelni rozgrzać masło z oliwą. Dodać cebulę i smażyć ją mieszając przez 5 minut. Dodać brązowy cukier i sól i smażyć mieszając przez 10 minut (na najmniejszym ogniu). Dodać ocet i podgrzewać przez 1 minutę. Doprawić pieprzem i wymieszać. Tak przygotowaną cebulę można przechowywać w lodówce do 5 dni. Kromki chleba posmarować masłem (po złożeniu masło powinno być na zewnątrz). Na dwóch ułożyć cebulę i starty ser. Można położyć jeszcze plaster szynki. Przykryć pozostałymi kromkami chleba i całość lekko docisnąć. Podgrzewać tosty na patelni po 5 minut z każdej strony (do chwili, aż ser rozstopi się). Przekroić na pół przed podaniem.
 



 
Przepis Deb Perelman z książki: "The smitten kitchen cookbook".

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails