środa, 30 października 2019

Rogale śródeckie z poznańskiej La Ruiny



 Siedem lat temu byłam w Poznaniu, żeby nauczyć się robić rogale świętomarcińskie. Poznałam tajniki, dostałam recepturę od certyfikowanego cukiernika, kupiłam biały mak i wróciłam do domu z gorącym postanowieniem odtworzenia jej w domu. Nie będę ukrywać, że dokonałam w przepisie paru zmian. Margarynę zmieniłam na masło, orzeszki ziemne na włoskie, kupną skórkę pomarańczową na domową, okruchy cukiernicze (cokolwiek to znaczy) zamieniłam na upieczony w domu biszkopt (czasami zamieniam go na mielone orzechy lub migdały) i upiekłam moje pierwsze rogale świętomarcińskie. Były wspaniałe, wręcz doskonałe. Przepis zagościł na stałe w mojej kuchni i nie szukałam niczego nowego, bo ta receptura jest naprawdę świetna. 

Aż kupiłam książkę Pawlaków z poznańskiej La Ruiny. Ostatni przepis w książce jest na rogale śródeckie. Wiedziałam już wcześniej o ich krucjacie dotyczącej rogali świętomarcińskich robionych na maśle i trzymałam za nich mocno kciuki. 
Ciekawość i chęć wypróbowania czegoś nowego, skłoniła mnie do przetestowania ich przepisu na świętomarciny. 

Werdykt jest jeden. To świetny przepis na wspaniałe rogale. Wilgotne, aromatyczne, pełne nadzienia i smaku.

Nie powiem Wam, który przepis jest lepszy, bo uważam, że jeden i drugi jest doskonały.

Przez te siedem lat bardzo wiele osób piekło rogale z poprzedniego przepisu i pisało do mnie ochy i achy, jakie te rogale są dobre.

Teraz czas na coś nowego - na rogale śródeckie.

Przepis na oryginalne świętomarcińskie (ale na maśle) znajdziecie TUTAJ.

Polecam Wam jedną i drugą recepturę.

Nadzienia z tego przepisu wychodzi jak na dwie porcje ciasta, ale to co zostanie można zamrozić i wtedy już macie trzy czwarte roboty za sobą przy przygotowaniu następnej porcji rogali.
To nadzienie też świetnie sprawdzi się jako nadzienie do świątecznego makowca.

Dużym atutem przepisu jest rozłożenie przygotowań na dwa dni i wyrastanie ciasta w lodówce.
Rano do przygotowania rogali nie trzeba już dużo czasu.

Przepis zostawiam Wam już dzisiaj, bo przez najbliższe dwa tygodnie nic nie ukaże się na blogu z powodu mojego wyjazdu, a szkoda, żebyście nie mieli przepisu w sezonie rogalowym.

Przez najbliższy czas nie będę gotować, ale cukiernictwo nie będzie przeze mnie porzucone. Pozgłębiam trochę francuskie wypieki, pospotykam się z paryskimi piekarzami i cukiernikami, żeby po powrocie podzielić się z Wami tym co nowego nad Sekwaną.  

Migawki z podróży znajdziecie u mnie na instagramie, a tymczasem zapraszam po nowy przepis.  










Rogale śródeckie

ciasto

500 g mąki pszennej typu 550
20 g świeżych drożdży
30 g cukru pudru
50 ml ciepłej wody
50 g masła
150 g miękkiego masła do przełożenia
200 ml ciepłego mleka
2 żółtka
1 laska wanilii szczypta soli

nadzienie

500 g białego maku*
200 g zblanszowanych migdałów
120 g orzechów włoskich
120 g masy marcepanowej
80 g rodzynek
60 ml rumu skórka starta z cytryny skórka starta z pomarańczy
1/2 szklanki (190 g) miodu
1/2 szklanki (115 g) cukru
70 g masła
2 białka
2 jajka

wierzch

1 jajko rozbełtane z 1 łyżeczką mleka 
lukier z cukru pudru i wody
posiekane migdały i orzechy włoskie

Masę makową dobrze jest przygotować jeden dzień wcześniej.

Rodzynki zalać rumem
Mak dobrze wypłukać na sicie i przełożyć do garnka. Zalać wodą i gotować 30 minut od chwili zagotowania. 
Dobrze odcedzić go na sicie i zmielić trzykrotnie w maszynce do mięsa.

Migdały i orzechy zmiksować blenderem lub malakserem na drobne kawałeczki, ale nie na mąkę.

Na dużej patelni (lub w garnku jeżeli nie macie naprawdę dużej patelni) rozpuścić masło. Dodać orzechy i migdały i smażyć przez chwilę cały vzas mieszając. Dodać miód i cukier i smażyć mieszając, aż miód rozpuści się. 
Dołożyć mak, odsączone rodzynki, pokruszoną na małe kawałeczki masę marcepanową i smażyć całość mieszając przez 5 minut. 
Dodać skórki z cytrusów i wymieszać całość.
Przełożyć masę do miski i pozostawić do wystudzenia.

Dodać rozbełtane jajka i wymieszać. Białka ubić na pianę i dodać masy makowej delikatnie mieszając całość.

Wszystkie składniki ciasta powinny mieć temperaturę pokojową. 

Przygotować rozczyn. Do miseczki włożyć drożdże i cukier puder. Mieszać, aż drożdże upłynnią się. Dodać łyżkę mąki i ciepłą (ale niegorącą) wodę, wymieszać i odstawić na 10 mnut.

Do miski miksera wlać ciepłe mleko, żółtka, rdzeń wanilii, rozczyn, sól i mąkę. Miksować całość (końcówki haki) do połączenia składników. Dodać rozpuszczone i wystudzone masło (50 g) i miksować cłość 10-15 minut.
Ciasto dobrze wyrobione powinno być lśniące, elastyczne i gładkie. 

Przykryć miskę ściereczką i odstawić ciasto do wyrastania na na pół godziny. 

Ciasto przełożyć na lekko oprószony mąką blat lub stolnicę i chwilę wyrabiać, a następnie rozwałkować (wałkując od siebie) na prostokąt o bokach około 18x36 cm. Krótszy bok prostokąta powinien być blisko nas.
Na 2/3 powierzchni ciasta rozsmarować miękkie masło (150 g) pozostawiając około 1 cm wolnego brzegu. 
1/3 ciasta bez masła złożyć do środka na 1/3 ciasta pokrytego masłem i na to nałożyć pozostałe wysmarowane masłem 1/3 ciasta. Jak to zrobić pokazałam na poniższych zdjęciach.

Mamy 3 warstwy masła w cieście.

Ciasto obrócić o 90 stopni, rozwałkować i złożyć ponownie na 3 części. 

Mamy 9 warstw masła w cieście.

Ciasto zawinąć w folię, ale nie mocno, bo będzie rosło i wstawić do lodówki na pół godziny.
Wyjąć ciasto, ponownie rozwałkować i złożyć na 3 części.

Mamy 27 warstw masła w cieście.

Ciasto ponownie zawinąć w folię i wstawić do lodówki na pół godziny.

Po tym czasie ponownie rozwałkować ciasto i złożyć na 3 części.

Mamy 81 warstw masła w cieście.

Ciasto ponownie zawinąć luźno w folię spożywcząi wstawić do lodówki na całą noc.

Rano ciasto podzielić na 2 części. 
Jedną część lekko rozpłaszczyć dłońmi i rozwałkować na lekko podsypanym blacie na prostokąt o wymiarach 44 na 35 cm. Podzielić je na 8 trójkątów. Na każdy trójkąt nałożyć nadzienie, naciąć podstawę trójkąta i zwinąć ciasto w rogal. 

Jak to powinno wyglądać znajdziecie na poniższych zdjęciach.

Pozostałe nadzienie można zamrozić.
Kłaść rogale na blasze wyłożonej papierem do pieczenia zachowując odstępy. Końcówka rogala (czyli ta część z wierzchołkiem trójkąta, powinna znaleźć się na spodzie, żeby rogal nie rozwinął się w czasie pieczenia)
Przykryć rogale ściereczką i odstawić do wyrastania na 20-30 minut.

Tak samo postąpić z drugą połową ciasta.

Przed pieczeniem posmarować rogaliki jajkiem rozbełtanym z mlekiem i wstawić do piekarnika nagrzanego do 190 stopni (góra - dół).

Piec na środkowym poziomie piekarnika do zrumienienia 16-20 minut. 

Po upieczeniu jednej blachy, wstawić drugą.

Wystudzone rogale posmarować lukrem i posypać posiekanymi orzechami i migdałami.


* biały mak kupuję najczęściej w sklepach internetowych lub na allegro

Masło nałożone na 2/3 ciasta

1/3 ciasta bez masła złożona na 1/3 część ciasta z masłem

Ciasto złożone na trzy części

Ciasto pocięte na trójkąty

Nadzienie nałożone na trójkąt ciasta z naciętą podstawą




Przepis Monika Mądra Pawlak i Jan Pawlak z książki "Lubię".

poniedziałek, 28 października 2019

Jesienna tarta z porem, serem brie i gruszką


Piękna jest ta nasza tegoroczna jesień. To ciepło i słońce, które rozpieszcza  prawie do końca października i pomaga nie myśleć o nadchodzącym zimnie.

Spadające złote liście, wysyp grzybów w lesie i zapach ściółki towarzyszyły nam w czasie ostatnich weekendowych wypraw poza miasto. 

Rano pakowaliśmy do samochodu koc, kosze, kawę w termosie i coś do jedzenia i ruszaliśmy do lasu na parę godzin.
Chcieliśmy pobyć ze sobą, mieć czas na rozmowę i wypocząć. Oprócz tego zebrać parę grzybów. Najwięcej udaje nam się znaleźć, kiedy nie mamy tego w planach. W tym roku trafiliśmy do maślakowego raju, gdzie w jednym miejscu rosło po 30-50 sztuk, a takich miejsc było wiele.

Na takie wypady poza miasto, często bierzemy ze sobą coś do jedzenia. Tarta zawsze dobrze się sprawdza, bo można ją przygotować dzień wcześniej i smakuje zarówno na ciepło jak i wystudzona. 
W kruchym cieście zamknęłam smaki, które ostatnio za mną chodziły czyli pora i ser brie. Do tego lekki kontrast w postaci słodkiej gruszki. Nie chciałam, żeby wypełnienie tarty było bardzo neutralne, dlatego do masy jajecznej dodałam francuską musztardę czosnek, tymianek i gałkę muszkatałową.

Całość stworzyła wspaniałą kompozycję smakową, która idealnie wpisała się do idei sezonowego gotowania. 





Tarta z porem, gruszką i serem brie

ciasto
300 g mąki pszennej tortowej
150 g zimnego masła
70 ml zimnej wody
szczypta soli

nadzienie
masło (około 30 g)
pora (biała i jasno zielona część)
150 g boczku wędzonego (można pominąć, kiedy tarta ma być 
1 duża twarda gruszka (obrana i z wyciętym gniazdem nasiennym)
1 łyżeczka cukru
200 g sera brie
100 g pomidorków koktajlowych
250 ml śmietanki kremówki
3 jajka
2 porządne szczypty świeżo startej gałki muszkatałowej
2 łyżeczki musztardy francuskiej (ziarnistej)
1 ząbek czosnku (starty albo przeciśnięty przez praskę)
1 łyżeczka świeżych listków tymianku (lub 1/2 łyżeczki suszonego)
1/2 łyżeczki wędzonej papryki (opcjonalnie)

Zmiksować masło z mąką i solą, aż powstaną okruszki. Dodać wodę i miksować przez chwilę, aż zacznie formować się ciasto. Przełożyć całość na blat i chwilę wyrabiać dłońmi do powstania kuli gładkiego ciasta.
Kulę spłaszczyć na dysk, zwinąć w folię spożywczą i włożyć na godzinę do lodówki (można na całą noc).

Ciasto wyjąć z lodówki na 15-20 minut przed wałkowaniem.
Na lekko oprószonym mąką blacie lub pomiędzy dwoma arkuszami papieru do pieczenia rozwałkować ciasto. Wyłożyć nim wyłożoną papierem do pieczenia formę do tart o średnicy 30 cm. Ciasto ponakłuwać widelcem.

Na wierzch ciasta położyć arkusz papieru i wysypać na niego kulki ceramiczne do pieczenia, ryż lub suchą fasolę. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C i piec 20 minut.  Po tym czasie zdjąć papier i piec ciasto jeszcze około 10 minut, aż lekko się zrumieni.

Kiedy ciasto się chłodzi, przyrządzić nadzienie.

Pora pokroić na cienkie plasterki i udusić na maśle, aż zmięknie, ale nie zrumieni się. Przełożyć (pozostawiając tłuszcz na patelni) do miski. Dodać boczek pokrojony na 1 cm paski i podsmażać do zrumienienia. Przełożyć (pozostawiając tłuszcz na patelni) do miski. Na patelnię położyć kostki gruszki i smażyć, aż lekko się zrumienią. Posypać owoce cukrem i jeszcze chwilę smażyć rumieniąc. Przełożyć do miski.

W drugiej misce wymieszać jajka ze śmietaną, musztardą, czosnkiem, gałką muszkatałową, papryką i tymiankiem. Dodać masę jajeczną do podsmażonych składników nadzienia i delikatnie wymieszać.

Masę przełożyć na podpieczone ciasto.
Na wierzchu ułożyć pokrojony w plasterki ser brie i przepołowione pomidorki koktajlowe.

Wstawić do piekarnika i piec 20-30 minut, aż wierzch się zrumieni, a masa jajeczna zetnie się. Idealnie upieczona tarta po środku ma masę jajeczną lekko trzęsącą się przy poruszaniu formą, ale ściętą.

Tartę można podawać zarówno na ciepło jak i wystudzoną do temperatury pokojowej.

Można również tartę wcześniej upiec i podgrzać przed podaniem.






piątek, 25 października 2019

Zupa dyniowo kokosowa (z pieczonych warzyw) i kilka słów o odmianach dyń


Kiedy na zewnątrz robi się chłodniej, a niebo spowijają chmury, wracam do intensywnego gotowania zup.

W tygodniu, kiedy czasu mam mniej, są to najczęściej zupy z pieczonych warzyw. Pieczenie intensyfikuje ich smak i tworzy wrażenie, że zupa sama się robi. Do tego po domu rozchodzi się piękny zapach i ciepło.

Dynie w mojej kuchni obecne są przez całą jesień i prawie całą zimę (tak długo, jak dostępne są na targu).
Jesienią robię ich pewien zapas, bo chcę mieć je pod ręką i w różnorodnych odmianach. 
Smak dyniowych dań, potrafi bardzo różnić się w zależności od użytej odmiany. Z jednej dyni zupa wychodzi intensywna w smaku i kolorze, a z drugiej wodnista i mdła. Najrzadziej kupuję te olbrzymie dynie, bo potrafią zrobić wrażenie swoim rozmiarem i wyglądem, ale już nie swoim smakiem.

Kiedy dynia sprawia kłopot w obieraniu (potrafią być twarde jak kamień) i nie chcę ryzykować pocięcia dłoni, to kawałki dyni piekę razem ze skórą i obieram już po upieczeniu.

Niektóre odmiany dyń można piec/gotować ze skórą i jeść je w całości bez obierania.

Lubię zmieniać odmiany dyń, kiedy robię z nich zupę, bo z każdą odmianą wychodzi inny smak.

Obecnie moją ulubioną dynią jest delica. O zwartym, intensywnym w smaku i trochę mączystym miąższu.

Na poniższych zdjęciach znajdziecie różne odmiany dyń i podpisy, do czego się najlepiej nadają. 

Bardzo mnie cieszy, że z roku na rok mamy dostępne coraz to nowe odmiany. Mam wrażenie, że rzadko które warzywo występuje w takiej różnorodności. 

A pamiętam (jakby było to wczoraj ;-)), kiedy w czasie naszego trzyletniego rumuńskiego okresu w życiu, przywoziliśmy z Bukaresztu dynie piżmowe, bo były one w Polsce praktycznie niedostępne. A teraz...
Tylko pozostaje się tym cieszyć i korzystać maksymalnie.

W poniższym przepisie znajdziecie połączenie dyni z mlekiem kokosowym i harissą. Lubię nadawać delikatnym zupom, trochę charakteru, a harissa idealnie się do tego nadaje.
Najlepiej dajcie na początek mniejszą ilość przyprawy, żeby sprawdzić Wasz smak, bo dodać więcej przypraw zawsze można, a odwrotnie...

Ja lubię gęste zupy, ale najlepiej samemu dobrać sobie idealną gęstość (która również zależy od odmiany dyni i ziemniaków) dodając więcej/mniej mleka kokosowego i wody z ugotowanych ziemniaków.

I jeszcze zachęcam Was do czytania składu mleka kokosowego. Ja używam takiego, w którego składzie jest tylko kokos (85%) i woda, ale w sprzedaży jest wiele ze składem długości krótkiego poematu.





















Zupa dyniowo kokosowa 
 (z pieczonych warzyw) 

1400 g dyni (waga po obraniu i usunięciu środka z pestkami)
300 g cebuli
200 g marchwi
3-4 łyżki oliwy 
300 g ziemniaków
250 - 400 ml wody z gotowania ziemniaków
300 ml mleka kokosowego*
2 łyżeczki pasty/przyprawy harissa**
skórka z 1/2limonki
sok z 1/2 - 1 limonki
1 łyżeczka świeżego tartego imbiru
sól
posiekana kolendra
jogurt z mleka kokosowego lub inny naturalny

Dynię pokroić na 4-5 cm kawałki, obraną marchew na 2-3 cm kawałki, a cebulę (obraną na ćwiartki).
Warzywa wyłożyć na blachę, polać oliwą i wymieszać, żeby tłuszcz pokrył warzywa.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180-200 stopni i piec do miękkości i lekkiego zrumienienia końców. U mnie to trwa około pół godziny.

Kiedy warzywa się pieką, ugotować ziemniaki. Odlać je (pozostawiając wodę z gotowania ziemniaków) i przełożyć do garnka. Dodać upieczone warzywa, sól, mleko kokosowe, 250 ml wody z gotowania ziemniaków, starty imbir, harissę, sok i skórkę z limonki.

Zmiksować na gładką masę i ewentualnie rozrzedzić zupę wodą z ziemniaków i doprawić do smaku.

Podawać z posiekaną kolendrą i jogurtem

*używam mleka kokosowego, w którego składzie jest tylko kokos (85%) i woda

**Jeżeli nie mam harissy w paście, to używam mieszanki przypraw harissa firmy Kotanyi (TAKIEJ)




wtorek, 22 października 2019

Godt Brød. Norweska piekarnia, książka kucharska i najlepsze drożdżowe bułeczki - migdałowo waniliowe


W czasie męskiej skandynawskiej wyprawy taty z synem, syn miał trochę wolnego czasu, kiedy tata musiał popracować. Co robił syn oprócz zwiedzania? Nawiązywał kontakty, chodził po muzeach i kawiarniach, żeby potrenować mówienie. 
Z norweskim, szwedzkim czy duńskim, nie ma na co dzień dużej praktyki, więc możliwość używania tych języków na miejscu była dla niego cenna. W końcu co to za przyjemność w Norwegii mówić po angielsku, jak można po norwesku ;-)

Dałam synowi namiar na fajną piekarnię w Oslo, ale okazało się, że tego dnia z powodu awarii, nie ma w sprzedaży żadnych bułeczek tylko chleby. Szkoda, ale myślę, że konwersacja po norwesku o awarii, musiała być równie ciekawa i wzbogaciła jego słownictwo ;-)

Zwiedzając Oslo, odkrył Godt Brød - piekarnio kawiarnię. Nie było tam awarii, ale był wielki wybór chlebów na zakwasie, kanapek i drożdżowych słodkich bułeczek.

Za radą sprzedawczyni wybrał migdałową bułeczkę i przepadł. Była to najlepsza bułeczka jaką jadł (a zjadł ich naprawdę dużo). Opisał mi dokładnie smak, wygląd i warstwy, a ja postanowiłam odtworzyć to w domu po jego przyjeździe. 

Okazało się, że będę miała ułatwione zadanie, bo przy następnej wizycie w Godt Brød kupił mi ich książkę kucharską. Oczywiście po norwesku :-) Nic to strasznego, bo mam w domu chodzący słownik z języków skandynawskich :-)

I powiem Wam szczerze, że całe szczęście, że kupił mi tę książkę, bo przepis na te bułeczki jest bardzo nietypowy. To całkowicie wegański przepis na ciasto. Ma w swoim składzie olej rzepakowy i zaparzone płatki owsiane, które nadają ciastu wilgotności. 

Ciasta drożdżowe robię raczej "na bogato" - masło, jajka, mleko, a ten norweski przepis jest zupełnie inny... i jest rewelacyjny. I co jest jeszcze ważne, to jest super prosty przepis. Prawie wszystko wygląda tak: połączyć wszystkie składniki razem i zmiksować.

A co najważniejsze, mój podróżnik stwierdził, że te bułeczki smakują dokładnie tak jak w piekarni Godt Brød. Z jednym wyjątkiem. Ja posypałam siekanymi migdałami ciasto, a w piekarni posypują nimi nadzienie waniliowe.

Piekarnię (z całkowicie ekologicznymi wypiekami) założyli w Bergen 6 grudnia 1995 roku dwaj przyjaciele z dzieciństwa - Øystein i Richard.  Kapitał początkowy jaki zebrali, wynosił jedną dziesiątą tego co powinni mieć. Aby wypieki się sprzedawały i biznes nie padł, potrzebni są ludzie, więc przed wyborem miejsca, w którym mieli sprzedawać wypieki, chodzili w różne miejsca i liczyli ludzi. Na Korskirkeallmenningen tuż za Fisketorget doliczyli się 30 000 tysięcy przechodniów w ciągu dnia i tam powstała piekarnia.

Dzisiaj w całej Norwegii jest 15 piekarni Godt Brød. Z założenia mają to być lokalne piekarnie, w których mieszkańcy znają swojego piekarza. Jeżeli są problemy z pieczeniem w domu chleba, można spytać się o radę piekarza w piekarni lub zadać pytanie na stronie https://www.godtbrod.no/
Bardzo mi się to podoba.

Według założycieli chleb najwyższej jakości ma być dostępny dla każdego (nie przeliczajcie ceny norweskiego chleba na złotówki, bo to nie ma sensu). Składniki, z których jest wypiekany mają być organiczne i ekologiczne, znane jest pochodzenie mąki, drożdży czy wody.

Zarówno w książce jak i w piekarniach nie ma wielu rodzajów ciasta na chleb czy bułeczki, za to jest dużo wariacji. I taka jest filozofia Godt Brød. Z jednego ciasta można zrobić różnorodne wypieki.

Chciałabym napisać Wam jeszcze kilka słów o samej książce. Napisana jest po norwesku i nie ma wydania w wersji angielskiej. Ma piękny matowy papier i cudowne zdjęcia. Po jej obejrzeniu, chciałam od razu biec do kuchni i prawie wszystko upiec.

I wiem, że przez najbliższe miesiące będzie ta książka w częstym użyciu. Trochę czasu zajmuje mi tłumaczenie przepisów (bo oczywiście domowego tłumacza nie ma w domu, kiedy jest potrzebny ;-)), ale i tak jest coraz lepiej. Na szczęście norweski jest trochę podobny do szwedzkiego, więc nie błądzę w całkowitych ciemnościach. Czasami posiłkuję się aplikacją tłumacza, ale tłumaczenie z języków skandynawskich na polski jest beznadziejne. Na angielski idzie jej to o wiele lepiej. Na szczęście jestem już coraz sprawniejsza w tym, więc możecie spodziewać się przepisów z Godt Brød.

Książka składa się zasadniczo z dwóch części: chleby i bułki (duża część na zakwasie) i słodkie drożdżowe plus przepis na świąteczne pierniczki.

Oprócz zdjęć wypieków, w książce znajdują się zdjęcia piekarzy pracujących w Godt Brød w różnych miastach. Piekarnie oprócz Oslo można znaleźć również w Stavanger, Bergen i Trondheim. Jeżeli będziecie w którymś z tych miast, zaplanujcie sobie wizytę na kawę i coś słodkiego w Godt Brød. 

Warto.


Kilka słodkich wypieków z Godt Brød.
Rosinbolle, skillingsbolle, sommerbolle, hvetebolle, mandelbolle

Zdjęcie z instagrama Godt Brød

Mandelbolle z Godt Brød. Oslo

Godt Brød. Stavanger

Godt Brød. Stavanger

Godt Brød. Stavanger

Godt Brød. Stavanger

Mandelbolle z Godt Brød. Oslo












 Mandelboller

ciasto

20 g płatków owsianych
100 ml wrzącej wody

200 g cukru
100 ml oleju rzepakowego (o neutralnym smaku)
450 ml wody
50 g świeżych drożdży
5 g soli
20 g mielonego kardamonu
1000 g mąki pszennej typu 550

masa migdałowa

190 g mielonych migdałów
115 g cukru pudru
80 g miękkiego masła

krem waniliowy

1 część
400 ml mleka pełnotłustego
40 g masła
100 g cukru
1 przekrojona na pół laska wanilii

2 część
100 ml mleka pełnotłustego
1 jajko
35 g skrobi kukurydzianej

wierzch
rozbełtane 1 jajko
posiekane migdały

Przygotować krem waniliowy.
Zagotować razem w garnku wszystkie składniki pierwszej części kremu.
W między czasie w większej misce wymieszać wszystkie składniki drugiej części kremu.

Gorące mleko z dodatkami (pierwsza część) powoli wlewać cały czas mieszając do miski ze składnikami drugiej części.
Przelać całość do garnka i cały czas mieszając doprowadzić do zagotowania.

Przelać do czystej miski.
Przykryć folią spożywczą (tak, żeby dotykała kremu) i pozostawić do wystudzenia.
Krem można przygotować dzień wcześniej i przechowywać w lodówce.

Przygotować  masę migdałową

Wymieszać wszystkie składniki na gładką masę.


Przygotować ciasto

Płatki zalarz wrzątkiem i odstawić do wystudzenia.

Wszystkie składniki ciasta włożyć do miski (razem z namoczonymi płatkami i resztą wody, która ewentualnie została po nasączaniu) i miksować całość na gładką masę przez 15 minut.
Miskę przykryć ściereczką lub folią i odstawić do wyrastania na 1 godzinę.
Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Ciasto podzielić na 20 części.

Z każdej części uformować okrągłą bułeczkę. Spłaszczyć ją dłonią i na środku placuszka nałożyć porcję masy migdałowej. Zlepić brzegi bułeczki tak jak na zdjęciach poniżej. Najpierw lekko naciągając zlepić dwa brzegi, a potem kolejne dwa.

Środek bułeczki (tam gdzie spotykają się połączenia) docisnąć robiąc palcami zagłębienie (dołek) i wypełnić je kremem waniliowym.

Bułeczki przełożyć na dwie duże blachy wyłożone papierem do pieczenia zachowując między nimi odstępy.
Odstawić do wyrośnięcia na około 1 godzinę.

Posmarować bułeczki rozbełtanym jajkiem i posypać posiekanymi migdałami.

Wstawić blachę do piekarnika (środkowy poziom) nagrzanego do 250 stopni i piec 8-10 minut.
Wyjąć i przełożyć na kratkę do wystudzenia.

Tak samo upiec drugą blachę bułeczek.

Lekko naciągając ciasto połączyć nad nadzieniem górny i dolny brzeg ciasta

Lekko naciągając ciasto połączyć nad nadzieniem lewy i prawy brzeg ciasta
Skleić dociskając brzegi ciasta

Sklejone brzegi ciasta z ukrytym pod spodem nadzieniem migdałowym

W miejscu sklejenia brzegów ciasta zrobić palcami dołek (wgłębienie) i wypełnić je kremem migdałowym (najwygodniej przy pomocy rękawa cukierniczego)


Przepis z książki "Godt Brød"

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails